Dzień Matki już całkiem blisko. To bardzo sympatyczne święto, w którym mamy szansę docenić nasze mamy, podziękować im za miłość, opiekę i relację, która jest nieporównywalna z żadną inną. Ale...ta właśnie relacja nie zawsze musi być tak kolorowa. Niestety, często jest to więź skomplikowana, naznaczona problemami czy wręcz traumą, która pozostaje w nas na lata.  Nie sposób pominąć tego tematu, choć jest trudny - z pomocą mogą przyjść nam poradniki napisane przez specjalistów w swojej dziedzinie. Z okazji zbliżającego się Dnia Mamy dzięki uprzejmości Wydawnictwa RM, mamy okazję publikować dla Was pewien wywiad. O złożonych relacjach z mamami, rozmaitych doświadczeniach i sposobach wychowania córek przez matki rozmawiamy z autorką poradnika Jak Kochać Własną Matkę, psycholog Urszulą Struzikowską- Marynicz.

 

O czym jest książka Jak Kochać Własną Matkę?

Jak kochać własną matkę Urszula Struzikowska-Marynicz - okladka książki

Jak kochać własną matkę to psychologiczna, refleksyjna książka o jednej z najtrudniejszych i najbardziej złożonych relacji w życiu - więzi z matką. Autorka prowadzi czytelnika przez emocje takie jak tęsknota, żal, miłość czy ciężar niewypowiedzianych słów, pokazując, jak bardzo relacja z matką wpływa na nasze dorosłe „ja”. To nie jest klasyczny poradnik, to wręcz zaproszenie do wglądu w siebie i własną historię i zachęta do posłuchania swojego wewnętrznego głosu.

Książka będzie szczególnie wartościowa dla osób, które czują, że ich relacja z matką była trudna, niejednoznaczna lub niedomknięta - ale też dla tych, którzy chcą lepiej zrozumieć siebie i swoje emocje w tej relacji, nawet gdy wcale nie należała do najtrudniejszych. To lektura dla ludzi gotowych na refleksję, a czasem konfrontację z tym, co niewygodne, ale potrzebne. Być może także i dla Ciebie będzie to pora, by dokończyć urwane rozmowy i zagoić rany w głębi siebie. 

 

 

 

 

Przeczytaj fragment poradnika Jak Kochać Własną Matkę

Re­la­cja z matką jest szcze­gólna. To w jej ciele mamy próg startu dla swo­jej od­ręb­no­ści, to wła­śnie z nią, za­leżne i bez­bronne, spę­dzamy naj­wię­cej czasu w na­szych po­cząt­kach by­cia sobą. To w jej hi­sto­rii ma miej­sce po­czą­tek na­szej wła­snej. Matka wy­daje się wiecz­no­ścią – była, za­nim po­ja­wi­ły­śmy się my. Po­cho­dzi ze star­szej od nas prze­szło­ści i nie­sie ze sobą in­for­ma­cje o tym, jak może wy­glą­dać na­sza przy­szłość. Jest jak alfa i omega. Poza ro­dzi­cami, dziad­kami i ich po­przed­ni­kami wszyst­kie re­la­cje przy­cho­dzą i od­cho­dzą, ni­czym fale spo­łecz­nego oce­anu. Matka w na­szym ży­ciu była za­wsze. Nie znamy ży­cia bez niej. Obok ojca była tą siłą, która albo po­zwa­lała nam roz­wi­jać skrzy­dła zdro­wej i moc­nej au­to­no­mii, albo, jak w przy­padku wielu z nas, pod­ci­nała nam te skrzyd­ła, ła­mała ze stra­chu przed opusz­cze­niem jej i przed tym, co się z nią wiąże, czy też po­zwa­lała nam la­tać, ale na smy­czy jej emo­cjo­nal­nej kon­troli nad nami.

Przez dużą część na­szego ży­cia sta­wiamy matkę w cen­trum rze­czy­wi­sto­ści jako naj­waż­niej­szy punkt od­nie­sie­nia. Staje się ona pierw­szą re­pre­zen­ta­cją świata, wzor­cem re­la­cji, ko­bie­co­ści dla có­rek i sy­nów. Re­la­cja z nią jest pro­to­ty­pem ko­lej­nych re­la­cji, w które wej­dziemy. Matka jest jedna. Można mieć róż­nych part­ne­rów, wiele dzieci, zmie­nia­ją­cych się przy­ja­ciół, jed­nak ona na tle tej róż­no­rod­no­ści po­zo­staje dla nas nie­zmien­nie w tym sa­mym miej­scu.

Córki po­rów­nują się ze swo­imi mat­kami: co so­bie z tej matki we­zmę za przy­kład po­żą­da­nych przeze mnie cech, a co zde­cy­duję się oba­lić, w czym będę od niej lep­sza, a w czym inna? Sy­no­wie po­strze­gają matkę jako przed­sta­wi­cielkę ko­biet i prze­wod­niczkę po re­la­cjach z nimi. Nie chcą jej za­wieść, a w pew­nym okre­sie ży­cia czują się także za nią od­po­wie­dzialni, gdy ta oka­zuje sła­bość, staje się kru­cha. Dziecko, czy to małe, czy już do­ro­słe, sta­wia matkę w waż­nym miej­scu swo­jego ży­cia – pro­wo­kuje ją, dąży do bli­sko­ści, fan­ta­zjuje o tym, co matka by po­wie­działa na to, jak ono po­stę­puje, po­rów­nuje się do niej i z nią ry­wa­li­zuje. Nie­rzadko oba­wia się ją roz­cza­ro­wać, pra­gnie jej szczę­ścia albo kary dla niej, ta­kiej, która mia­łaby we­zwać matkę do ko­cha­nia go, za­wró­cić ją ku dziecku i zmo­ty­wo­wać do przyj­rze­nia się mu z bez­wa­run­kową ak­cep­ta­cją i mi­ło­ścią.

Matka, którą sta­wiamy w cen­tral­nym miej­scu swo­jego ży­cio­wego wid­no­kręgu, jest przez nas ide­ali­zo­wana, ale bywa także de­mo­ni­zo­wana. My, córki, chcemy być jak ona albo pra­gniemy być zu­peł­nie od niej inne. Wiele spraw, pro­ce­sów oraz ży­cio­wych do­świad­czeń spro­wa­dzamy do osoby na­szej matki: glo­ry­fi­ku­jemy ją, sta­jemy w jej obro­nie, po­dzi­wiamy ją, po­rów­nu­jemy się z nią, chcemy 

ją oba­lić, prze­sko­czyć tak, jak bije się re­kord. Ucie­kamy się do niej po po­moc czy też nie­jed­no­krot­nie ob­wi­niamy ją za jej chłód wo­bec nas, za zajmo­wa­nie się samą sobą, za jej nie­do­stęp­ność, braki, w tym nie­do­sta­tek mi­ło­ści, ale co istotne, ob­wi­niamy ją także o to, o co nie spo­sób jej ob­wi­nić: wła­sne nie­po­wo­dze­nia oraz o to, w co dzi­siaj wie­rzymy, ja­kim my­ślom i lę­kom ule­gamy, że nie po­tra­fimy (jesz­cze) ina­czej niż do­tych­czas pa­trzeć na świat i współ­pra­co­wać z nim. Ow­szem, matka ma w tym swój udział, ale nie jest temu winna. Jest przy­kła­dem na to, że każda rola, jaką w ży­ciu od­gry­wamy, w tym ma­cie­rzyń­stwo, jest na­zna­czona ludz­kimi sła­bo­ściami, de­fi­cy­tami, ogra­ni­cze­niami, kosz­tami itp. W skar­gach kie­ro­wa­nych do matki ukryte są ogromne po­kłady mi­ło­ści, na­dziei, tę­sk­noty oraz tego, jak bar­dzo jest ona ważna dla każ­dej z nas i jak wiele spraw i zna­czeń wią­żemy z jej obec­no­ścią w na­szym ży­ciu.

Nie­które matki trak­tują swoje córki jak prze­dłu­że­nie sa­mych sie­bie, na­kła­da­jąc na nie róż­nego ro­dzaju obo­wiązki, ocze­ki­wa­nia, spo­soby re­ali­zo­wa­nia okre­ślo­nych ról i za­dań. Inne spro­wa­dzają na ten świat dzieci, aby za­pew­nić so­bie bez­wa­run­kową mi­łość, przy­jaźń i opiekę w okre­sie se­nio­ral­nym. Ist­nieją matki, które trak­tują swoje dzieci jak ko­twicę dla związku, na­rzę­dzie, które mia­łoby re­la­cję sca­lać, ce­men­to­wać, ra­to­wać, sta­no­wić po­wód do trwa­nia przy so­bie czy obok sie­bie. To­wa­rzy­szy temu mit, że dzieci wy­cho­wy­wane przez ro­dzi­ców, któ­rzy się roz­stali, nie są szczę­śliwe. To nie jest ko­nieczny sce­na­riusz. Jesz­cze inne matki po­strze­gają swoje dzieci jako spad­ko­bier­ców, po­przez pry­zmat obo­wiązku do­peł­nie­nia ro­dzin­nej tra­dy­cji, prze­dłu­że­nia rodu.

Wszyst­kie wy­mie­nione po­wy­żej mo­ty­wa­cje nie sta­no­wią do­brego po­wodu do roz­po­czę­cia przy­gody z ma­cie­rzyń­stwem. Mimo że nie są wła­ściwe i wy­star­cza­jące do pod­ję­cia doj­rza­łej i od­po­wie­dzial­nej de­cy­zji o ro­dzi­ciel­stwie, to jed­nak nie wy­klu­czają szansy na do­strze­że­nie sensu by­cia ro­dzi­cem i na po­ko­cha­nie swo­jego dziecka. Nie czy­nią też złymi osób, które się nimi kie­rują. Za­nim sta­niemy się ro­dzi­cami, je­ste­śmy przede wszyst­kim ludźmi. A nie można roz­li­czać lu­dzi za to, jacy są, cho­ciaż wpływa to w pew­nym stop­niu na ich ro­dzi­ciel­stwo. Oce­nia­nie ro­dzi­ców pro­wa­dzi do kon­cen­tro­wa­nia się na stra­tach, kosz­tach, po­czu­ciu krzywdy, winy, zło­ści. To nie opo­wieść o złych mat­kach, ale o lu­dziach, któ­rzy kie­ru­jąc się ludz­kimi po­ku­sami, wa­dami, sła­bo­ściami czy po­trze­bami, stali się na­szymi ro­dzi­cami.

Po­stać matki nie­rzadko glo­ry­fi­ku­jemy. Mimo do­ro­sło­ści dla wielu z nas matka bywa po­sta­cią po­są­gową, sto­jącą w sa­mym cen­trum co­dzien­no­ści. De­dy­kuję tę książkę szcze­gól­nie tym oso­bom, aby miały szansę roz­róż­nić mi­łość od za­leż­no­ści, bli­skość od po­czu­cia winy, tro­skę od kon­troli, szansę od za­gro­że­nia.

Bywa rów­nież i tak, że matki są przez nas de­mo­ni­zo­wane, nie­zau­wa­żane, nie­do­ce­niane, nie­zro­zu­miane. Sta­no­wią bra­ku­jącą część na­szej we­wnętrz­nej ukła­danki ob­razu sie­bie i re­la­cji z matką, która nie jest ani do­bra, ani zła – po pro­stu ist­nieje, przy czym wpływa na inne ważne dla nas w ży­ciu re­la­cje. Aby prze­żyć au­ten­tycz­nie re­la­cję z matką, na­leży zdać so­bie sprawę, że nie by­łoby tej więzi bez was obu. W tej re­la­cji jest prze­strzeń na to, co przez nas ocze­ki­wane i spo­dzie­wane, jak rów­nież na to, co nie­unik­nione, zwią­zane z tru­dem, wy­zwa­niami, kon­flik­tem i ze stratą. Na to, co nas bu­duje i co matce za­wdzię­czamy, ale rów­nież na to, co w tej re­la­cji tra­cimy. Pa­mię­tajmy, że nie by­łoby matki bez córki oraz córki bez matki, na­wet gdy tej ostat­niej z róż­nych po­wo­dów przy nas za­bra­kło.

Część z nas boi się my­śleć o matce jak o czło­wieku zbu­do­wa­nym z krwi i ko­ści, czyli praw­dzi­wym, zło­żo­nym z róż­nych czę­ści ja, tego, co wy­daje się nam po­ży­teczne, war­to­ściowe, mą­dre, bez­pieczne, miłe, jak rów­nież z tego, co bo­imy się w na­szych mat­kach do­strze­gać, co trudno jest nam w nich za­ak­cep­to­wać, co od­biega od na­szych ocze­ki­wań i prze­ko­nań na te­mat by­cia do­brą albo złą matką. W ni­niej­szej książce po­sta­ram się przy­bli­żyć to, w jaki spo­sób de­mo­ni­zu­jemy na­sze matki, kon­cen­tru­jąc się na ich wa­dach i trud­no­ściach, które w spo­sób szcze­gólny od­dzia­łują na nas w okre­sie dzie­ciń­stwa oraz póź­niej, w cza­sie na­szego psy­cho­spo­łecz­nego doj­rze­wa­nia. Kon­cen­tra­cja na tych bra­kach i zwią­za­nych z nimi trud­no­ściach spra­wia, że nie­któ­rym z nas trudno do­strzec w matce czło­wieka, poza krzywdą, ja­kiej miała się ona do­pu­ścić.

Pa­mię­taj, że dużo waż­niej­sze od tego, czego do­świad­czy­łaś w dzie­ciń­stwie, jest to, co ro­bisz dzi­siaj z tymi prze­ży­ciami. Dla­tego w tej książce za­mie­rzam od­wieść cię od ob­wi­nia­nia matki czy ka­te­go­ry­zo­wa­nia jej po­staci i za­chę­cić do za­ak­cep­to­wa­nia, że jest jak jest, i zde­cy­do­wa­nia, co za­mie­rzasz z tym zro­bić. Czy bę­dzie to twoim se­kre­tem, trudną ta­jem­nicą i ko­twicą po­czu­cia winy bądź krzywdy, czy może lek­cją o so­bie sa­mej oraz o tym, co jest dla cie­bie, nie­za­leż­nie od two­jej mamy, ważne i twoje wła­sne.

/ fragment

 

 

Wywiad z Autorką, Urszulą Struzikowską-Marynicz

 

Redakcja: Dlaczego relacje matek z córkami są trudne?

Urszula Struzikowska-Marynicz: Ponieważ są ważne, wiążą się z początkiem naszej historii i wpływają na poczucie tożsamości, a zatem mogą budzić pierwotny lęk przez niebytem, unieważnieniem, odrzuceniem. Matka dla córki jest kimś, kto był zawsze, kto istniał przed nią, a pojawienie się córki w życiu matki stanowi moment wywrotowy, ważną zmianę wpływającą na całe życie. Jest to relacja o specyficznej dynamice lustra: zawiera w sobie bliskość i duże podobieństwo, na które nie zawsze się zgadzamy. Zarazem nie ma dziecka (córki) bez matki ani matki bez dziecka.

 

Redakcja: Czyli ta relacja określa naszą wzajemną tożsamość?

USM: Tak, trudne zaś bywa to, że matka niejednokrotnie patrzy na córkę jako na swoją kontynuację, młodszą wersję siebie i przypomnienie o tym, co mija bezpowrotnie: o czasie, młodości, urodzie, sile, zdrowiu. W relacji tej istnieją podobieństwa, które podlegają pewnej hierarchizacji – dwie kobiety nierzadko rywalizują ze sobą, by potwierdzić swoje kompetencje czy skuteczność. Każda z nich ma własne rany i każda przeżywa w inny sposób, co utrudnia wzajemne porozumienie i wydaje się konfliktem nie do pogodzenia. Wiele zależy od tego, czego matka doświadczyła w relacji ze swoją matką. Nierzadko matki, korzystając z tych doświadczeń i ideałów kulturowych, próbują narzucać córkom standardy wartości, w które wierzą: bezwzględne posłuszeństwo, konieczność zasługiwania na miłość, dawanie dowodów oddania czy poczucie winy i zdrady z powodu autonomicznego oddalania się od rodzinnego gniazda i matki.

 

Redakcja: Co mogą zrobić współczesne matki, aby nie powielać błędów i schematów ze swojego dzieciństwa?

USM: Przyjrzeć się własnej historii. Zauważyć, dlaczego to, co służyło w dzieciństwie, w życiu dorosłego człowieka może przeszkadzać. Rozwijać uważność i samoświadomość, zadając sobie przykładowo pytanie: skąd wiem, że to, co robię, jest ważne i potrzebne. Jakie moje wartości i doświadczenia to potwierdzają? W co wierzę i dlaczego? Dlaczego coś robię? Świadomość własnych uczuć może sprzyjać umiejętności nawiązywania kontaktu z nimi oraz kształtowania samoregulacji emocjonalnej, by nie obwiniać o nie dzieci czy partnerów i nie oczekiwać od nich opieki emocjonalnej. Można szukać wsparcia dla siebie, oddzielając własne trudności od życia rodziny i tego, kim są lub mogą się stać nasze dzieci. Ważne jest również przerwanie przekazu międzypokoleniowego, oddzielenie przeszłości i cudzej wiedzy czy wartości od naszych.

 

Redakcja: Czy dorosłe córki mogą zacząć stawiać granice swoim matkom i zmieniać relację z nimi na partnerską, dorosłą?

USM: Oczywiście. Mogą, nawet jeśli mamy nie będą tym zachwycone i same nie będą do tego dążyły. Inaczej jest się dzieckiem swojej matki, będąc dzieckiem w ogóle, a inaczej to może (i powinno) wyglądać w dorosłości. Nasza relacja z mamą zależy głównie od nas – od naszego stosunku do mamy i do tej relacji.

 

Redakcja: Jakie błędy najczęściej popełniają matki w relacjach z córkami?

USM: Odbierają naturalne oddalanie się ich córek oraz ich autonomię jako zagrożenie dla siebie. Matki czują się „opuszczane”, podczas gdy ich dzieci nie „odchodzą”, tylko zmierzają we własnym kierunku. Matki czasem utykają w pretensjach i swoich wyobrażeniach, bo zapominają, że nie wychowują córki dla siebie, lecz dla niej samej i dla świata. Do błędów należą również żądania i kontrola, pretensje i roszczenia, nadopiekuńczość, projekcja własnych kompleksów, ambicji i niespełnionych potrzeb na córki, brak akceptacji dla odmienności, rywalizacja oraz poczucie wyższości nad córką, przejawiające się nieumiejętnością przepraszania z lęku przed utratą autorytetu i pozycji „matka jest świętością”. Jeśli matka wierzyła w to w relacji z własna mamą, z dużym prawdopodobieństwem może to automatycznie odtwarzać w relacji z córką, domagając się tego samego.

 

Redakcja: Czy relacje dorosłych córek z matkami mogą odbijać się na związkach, które córki same tworzą?

USM: Tak, ponieważ to głównie w relacji z matką tworzy się w okresie wczesnego dzieciństwa nasz styl przywiązania, który towarzyszy nam i daje o sobie znać w dorosłych relacjach z naszymi partnerami czy dziećmi. Dobra wiadomość jest jednak taka, że można go nieco uelastyczniać – człowiek rozwija się przez całe życie, a doświadczenia społeczne są również ważne, obok doświadczeń z dzieciństwa czy stylu przywiązania, jaki mamy.


O Autorce 
 

Urszula Struzikowska-Marynicz – psycholog i socjolog. Autorka artykułów, szkoleń i książek o tematyce psychologicznej. Na co dzień prowadzi własną praktykę psychologiczną, współpracuje też z jednostkami pomocy społecznej przy tworzeniu i prowadzeniu grup wsparcia, psychoedukacji oraz interwencji kryzysowej. W 2025 roku nakładem Wydawnictwa RM ukazała się jej książka Wszystkiemu winni są twoi starzy.


Za wywiad dziękujemy Wydawnictwu RM :)