Recenzje
Slow Burn. Kropla drąży skałę. Seria Driven
Tydzień z serią „Driven”. Tym razem po trylogii nadszedł czas na spojrzenie na wydarzenie z jeszcze innej perspektywy jednak tym razem dotyczy życia najbliższej przyjaciółki Rylee, Haddie Montgomery.
Tym razem poznajemy Haddie, która po śmierci swojej siostry ukojenie znajduje w ramionach Becketta Danielsa. Spotkanie z tym przystojniakiem miało być jednorazową przygoda, jak się jednak okaże życie pisze inne scenariusze. Jak zakończy się ta chwilowa namiętność, czy jednorazowa przygoda może spowodować burzę namiętności? Czy Haddie podzieli los swojej przyjaciółki i w namiętności do tego mężczyzny całkowicie się zatraci?
Nie prawdą byłoby gdybym powiedziała, że nie obawiałam się kolejnych części serii. Często tak jest, gdy autor zatraci się w pisaniu, mocniej podkręci pozytywnymi ocenami pierwszych tytułów i kolejne będzie tworzył już po prostu, aby tylko tworzyć. Tego się właśnie bałam. Na szczęście moje obawy były bezpodstawne co do tego tytułu. Autorka nie osiadła na laurach, stworzyła piękną, pełną płomiennych opisów historię, która nie raz chwyta za serce.
Historia Rylee i Coltona stanowi jedynie tło dla wydarzeń które przedstawia Slow Burn. Jednak gdy skończyłam czytać książkę stwierdziłam, że obie te pary coś łączy i nie chodzi tu o sam fakt rodzącego się między nimi uczucia, a o ich charaktery. Jednak tym razem autorka zmieniła ich role, Haddie to odbicie zachowania Coltona, natomiast Beckett to odbicie Rylee.
Jednym słowem Slow burn. Kropla drąży skałę to ciekawa i wciągająca lektura napisana lekkim i barwnym językiem. Trzymanie się pewnego klucza ale jakże odmiennego od wcześniej określonego w trylogii plus zabawne dialogi pomiędzy bohaterami powodują, że ciężko oderwać się od lektury i nie uśmiechnąć pod nosem patrząc na te słowne przepychanki.
zksiazkawdloni.pl Kasia Roszczenko
Crashed. W zderzeniu z miłością
Zapewne już przyzwyczailiście się do drastycznych zakończeń książek K. Bromberg. Nie chcielibyście widzieć mojej rozdziawionej buzi, kiedy strony Fueled. Napędzani pożądaniem dobiegały końca. Byłam wtedy na wakacjach i dziękowałam wszystkim dookoła, że byłam na tyle mądra, iż wzięłam ze sobą Crashed. W zderzeniu z miłością, bo jestem pewna, że bym zwariowała czekając na powrót do domu i możliwość sięgnięcia po książkę.
Autorka nas nie oszczędza i daje ogromne dawki adrenaliny w trakcie czytania. Bolid jeszcze nie zdobył flagi z szachownicą, a rollercoaster nadal pędzi po torach i to z zawrotną prędkością. Pomyśleć, że miałam nadzieję, iż autorka nas oszczędzi przy ostatniej części. Nic bardziej mylnego, dolewała oliwy do ognia z każdą stroną. Zastanawiałam się czy Coltonowi w końcu znudzi się odpychanie Rylee i dotrze do niego, że nie ucieknie przed uczuciem. Na jego szczęście, bądź nieszczęście, zderzył się z miłością, w sumie to wyleciał na czołowe zderzenie z nią.
W Crashed Rylee imponowała mi ze strony na stronę swoją siłą i oddaniem ukochanemu. Po zdarzeniach z poprzedniego tomu ich życie i to, co tak mozolnie budowali, legło jak domek z kart. Wszystko trzeba zaczynać od początku. Myślę, że mało kobiet miałoby w sobie tyle siły i odwagi by poskromić takiego mężczyznę, jakim jest Colton. Przede wszystkim mało kto miałby tyle cierpliwości, aby na każdym kroku udowadniać komuś, że jest wart miłości. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że powiedzenie tych dwóch magicznych słów „kocham cię”, może sprawiać komuś taki ból. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co może czuć mężczyzna, w którym nadal drzemie skrzywdzony chłopiec.
Mam wrażenie, że Crashed mogę porównać do lawiny. Dosłownie. Lawina zdarzeń, informacji, zwrotów akcji. Czułam się czasami przysypana śniegiem i brakowało mi tchu, aby spojrzeć na kolejną stronę, bo nie miałam już siły przyswajać nowych sytuacji będących jak cios prosto w serce. Śmiałam się przez łzy, płakałam jak małe dziecko i miałam nie raz rozdziawioną z zaskoczenia buzię. Myślę, że pani Bromberg jest mistrzynią odwracania uwagi czytelnika, aby za chwilę przysypać go kolejną warstwą śniegu, bo za głośno wciągnął powietrze i lawina znów ruszyła.
Zakończenie tak burzliwego związku i historii, która nigdy nie powinna się kończyć powala na kolana.Wszystko jest tak przemyślane, że nie mam słów, które wyraziłyby to, co chciałabym Wam przekazać. Czasami mam wrażenie, że moje recenzje powinny się składać ze screenów rozmów z Kasią. Popłakalibyście się ze śmiechu z moich reakcji. Na szczęście Kasia już na tyle dobrze mnie zna, że nie robi to na niej najmniejszego wrażenia.
W Crashed Rylee imponowała mi ze strony na stronę swoją siłą i oddaniem ukochanemu. Po zdarzeniach z poprzedniego tomu ich życie i to, co tak mozolnie budowali, legło jak domek z kart. Wszystko trzeba zaczynać od początku. Myślę, że mało kobiet miałoby w sobie tyle siły i odwagi by poskromić takiego mężczyznę, jakim jest Colton. Przede wszystkim mało kto miałby tyle cierpliwości, aby na każdym kroku udowadniać komuś, że jest wart miłości. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że powiedzenie tych dwóch magicznych słów „kocham cię”, może sprawiać komuś taki ból. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co może czuć mężczyzna, w którym nadal drzemie skrzywdzony chłopiec.
Mam wrażenie, że Crashed mogę porównać do lawiny. Dosłownie. Lawina zdarzeń, informacji, zwrotów akcji. Czułam się czasami przysypana śniegiem i brakowało mi tchu, aby spojrzeć na kolejną stronę, bo nie miałam już siły przyswajać nowych sytuacji będących jak cios prosto w serce. Śmiałam się przez łzy, płakałam jak małe dziecko i miałam nie raz rozdziawioną z zaskoczenia buzię. Myślę, że pani Bromberg jest mistrzynią odwracania uwagi czytelnika, aby za chwilę przysypać go kolejną warstwą śniegu, bo za głośno wciągnął powietrze i lawina znów ruszyła.
Zakończenie tak burzliwego związku i historii, która nigdy nie powinna się kończyć powala na kolana.Wszystko jest tak przemyślane, że nie mam słów, które wyraziłyby to, co chciałabym Wam przekazać. Czasami mam wrażenie, że moje recenzje powinny się składać ze screenów rozmów z Kasią. Popłakalibyście się ze śmiechu z moich reakcji. Na szczęście Kasia już na tyle dobrze mnie zna, że nie robi to na niej najmniejszego wrażenia.
Autorka na deser przygotowała nam na szczęście książkę Raced. Ścigany uczuciem, jako dopełnienie trylogii, której recenzji możecie się spodziewać niebawem. Jednak wkrótce będę miała dla Was coś specjalnego. Przede wszystkim dla osób, które mają już lekturę całej historii Rylee i Coltona za sobą. Myślę, że spodoba Wam się mój pomysł, jednak musicie na niego jeszcze chwilę cierpliwie poczekać.
Lifebybookaholic.blogspot.com
Driven. Namiętność silniejsza niż ból
Driven. Namiętność silniejsza niż ból to pierwsza część trylogii Driven, jednakże fanki tak pokochały Coltona, Rylee i resztę bohaterów, że powstała seria Driven. I z tego miejsca dziękuję fankom z całego świata, ponieważ po przeczytaniu trylogii nie mam ochoty się rozstawać z bohaterami, więc dzięki nim czeka na mnie jeszcze kilka książek. Do przeczytania Driven zachęcała mnie moja czytelnicza bratnia dusza, czyli Kasia z portalu Kulturantki.pl. Doskonale wiedziała, że zakocham się w historii stworzonej przez K. Bromberg i się nie myliła, więc Kasiu, DZIĘKUJĘ.
Żeby napisać dla Was recenzję pierwszego tomu, musiałam przeczytać trylogię, ponieważ nie mogłam złożyć żadnego sensownego zdania wyłącznie po pierwszej części. Mogę Was zapewnić, że MUSICIE zaopatrzyć się od razu w trzy książki, bo autorka jest mistrzynią zakończeń… Do rzeczy!
Rylee Thomas jest osobą, która w swojej pracy pomaga dzieciom po przejściach. A konkretnie kilku chłopcom w Domu, będącym odpowiednikiem naszych rodzinnych domów dziecka. Robi wszystko, aby zebrać pieniądze na wybudowanie kompleksu, który będzie schronieniem dla dużo większej liczby skrzywdzonych dzieci. Na jednej z aukcji charytatywnych wpada na aroganckiego i super przystojnego Coltona Donavana, który jest w stanie zrobić wszystko, aby dostać to, czego chce. W tym przypadku jest to pójście z Rylee na randkę. Od tego momentu życie bohaterów zaczyna się zmieniać.
W tak banalny sposób zaczyna się historia dwóch złamanych dusz, historia, która wywróci Wasze serca na drugą stronę i nie da o sobie zapomnieć. Dwoje dojrzałych i dorosłych ludzi po przejściach. Ry żyje w odrętwieniu po stracie ukochanego, a Colton by uporać się z trudną przeszłością, zakopuje ból pod przyjemnością. Ich zderzenie nie zwiastuje z początku nic dobrego. Colton chce, aby Rylee była kolejną niezobowiązującą umową, a ona nie ma zamiaru się nigdy na to zgodzić. Nie będzie dla żadnego faceta zabawką, którą może wykorzystać i porzucić. Jednak zauważa w szmaragdowych oczach Donavana coś, co nie pozwala o nim zapomnieć i przejść obok niego obojętnie. Z dnia na dzień poznaje tego pięknego i złamanego mężczyznę. Na szczęście Ry nie jest głupiutką postacią. Ma swój charakter i trzyma się postawionych przez siebie zasad. Żaden arogancki AS, jak nazywa Coltona, nie będzie nią manipulować, ani nie będzie jej mówić, co ma robić. Trudniej, kiedy na sam jego widok wszystkim miękną kolana, a on doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Domyślam się, iż wydaje Wam się, że „to kolejny romans z wielu, w którym główna bohaterka nie może się oprzeć urokowi aroganckiego, bogatego dupka”. W tym miejscu zapewniam Was, że to nie jest to, o czym myślicie, czyli kolejna kopia historii pana Greya. Pierwsza część to tylko wierzchołek góry lodowej, która czai się w kolejnych tomach. Autorka wykreowała tak doskonałe w każdym calu postaci, że jestem pełna podziwu. Książki są dopracowane w najmniejszym szczególe. Wszystko ma swój sens i przeniesienie na kolejne sytuacje. To bardzo dobrze, przede wszystkim pod względem psychologicznym, przemyślana historia. Postaci są trójwymiarowe, nie tylko te główne, ale również te drugoplanowe, rodzice, rodzeństwo czy przyjaciele. A skoro mówimy o przyjaciołach… Rylee ma najlepszą przyjaciółkę, którą jest Haddie. Wulkan energii i „dobrych” rad. Przysięgam, że kiedy się pojawiała płakałam ze śmiechu! Colton nie jest gorszy i też ma przyjaciela od zawsze, czyli Becketta, który potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji, ale jego lepiej poznacie dopiero w kolejnych częściach. Wszystkie postaci są bardzo naturalne i nie da się ich nie kochać. No może, oprócz jednej…
Nie wspomniałam wcześniej, ale Colton jest kierowcą wyścigowym, czyli sunie bolidem po torze z prędkością trzystu kilometrów na godzinę. Uwielbiam samochody, więc dla mnie dodatek w postaci rajdów, skradł moje serce. Jednak całkowicie je oddałam, gdy główni bohaterowie zaczęli sobie wysyłać piosenki, aby wyrazić swoje uczucia. Jak dobrze wiecie muzyka jest NAJWAŻNIEJSZA, więc za każdym razem, kiedy pojawiała się jakaś piosenka, nie mogłam się powtrzymać i od razu dodawałam ją do playlisty, która powstała i Wam ją poniżej udostępniam. Zauważyłam, że muzyka dla autorki w tej historii grała naprawdę olbrzymią rolę. Więc i to dodatkowo mnie ujęło.
Napisałam tylko namiastkę tego, co Was czeka, kiedy sięgniecie po Driven i dacie się porwać tej historii, ponieważ ta seria napędza emocje i pobudza wszystkie zmysły. To, co otrzymacie w pierwszym tomie, jest tylko kroplą w morzu wydarzeń i tego, co przygotowała dla Was K. Bromberg. Z tego miejsca ponownie zapewniam, że nie pożałujecie sięgnięcia po historię Rylee Thomas i Coltona Donavana.
Rylee Thomas jest osobą, która w swojej pracy pomaga dzieciom po przejściach. A konkretnie kilku chłopcom w Domu, będącym odpowiednikiem naszych rodzinnych domów dziecka. Robi wszystko, aby zebrać pieniądze na wybudowanie kompleksu, który będzie schronieniem dla dużo większej liczby skrzywdzonych dzieci. Na jednej z aukcji charytatywnych wpada na aroganckiego i super przystojnego Coltona Donavana, który jest w stanie zrobić wszystko, aby dostać to, czego chce. W tym przypadku jest to pójście z Rylee na randkę. Od tego momentu życie bohaterów zaczyna się zmieniać.
W tak banalny sposób zaczyna się historia dwóch złamanych dusz, historia, która wywróci Wasze serca na drugą stronę i nie da o sobie zapomnieć. Dwoje dojrzałych i dorosłych ludzi po przejściach. Ry żyje w odrętwieniu po stracie ukochanego, a Colton by uporać się z trudną przeszłością, zakopuje ból pod przyjemnością. Ich zderzenie nie zwiastuje z początku nic dobrego. Colton chce, aby Rylee była kolejną niezobowiązującą umową, a ona nie ma zamiaru się nigdy na to zgodzić. Nie będzie dla żadnego faceta zabawką, którą może wykorzystać i porzucić. Jednak zauważa w szmaragdowych oczach Donavana coś, co nie pozwala o nim zapomnieć i przejść obok niego obojętnie. Z dnia na dzień poznaje tego pięknego i złamanego mężczyznę. Na szczęście Ry nie jest głupiutką postacią. Ma swój charakter i trzyma się postawionych przez siebie zasad. Żaden arogancki AS, jak nazywa Coltona, nie będzie nią manipulować, ani nie będzie jej mówić, co ma robić. Trudniej, kiedy na sam jego widok wszystkim miękną kolana, a on doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Domyślam się, iż wydaje Wam się, że „to kolejny romans z wielu, w którym główna bohaterka nie może się oprzeć urokowi aroganckiego, bogatego dupka”. W tym miejscu zapewniam Was, że to nie jest to, o czym myślicie, czyli kolejna kopia historii pana Greya. Pierwsza część to tylko wierzchołek góry lodowej, która czai się w kolejnych tomach. Autorka wykreowała tak doskonałe w każdym calu postaci, że jestem pełna podziwu. Książki są dopracowane w najmniejszym szczególe. Wszystko ma swój sens i przeniesienie na kolejne sytuacje. To bardzo dobrze, przede wszystkim pod względem psychologicznym, przemyślana historia. Postaci są trójwymiarowe, nie tylko te główne, ale również te drugoplanowe, rodzice, rodzeństwo czy przyjaciele. A skoro mówimy o przyjaciołach… Rylee ma najlepszą przyjaciółkę, którą jest Haddie. Wulkan energii i „dobrych” rad. Przysięgam, że kiedy się pojawiała płakałam ze śmiechu! Colton nie jest gorszy i też ma przyjaciela od zawsze, czyli Becketta, który potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji, ale jego lepiej poznacie dopiero w kolejnych częściach. Wszystkie postaci są bardzo naturalne i nie da się ich nie kochać. No może, oprócz jednej…
Nie wspomniałam wcześniej, ale Colton jest kierowcą wyścigowym, czyli sunie bolidem po torze z prędkością trzystu kilometrów na godzinę. Uwielbiam samochody, więc dla mnie dodatek w postaci rajdów, skradł moje serce. Jednak całkowicie je oddałam, gdy główni bohaterowie zaczęli sobie wysyłać piosenki, aby wyrazić swoje uczucia. Jak dobrze wiecie muzyka jest NAJWAŻNIEJSZA, więc za każdym razem, kiedy pojawiała się jakaś piosenka, nie mogłam się powtrzymać i od razu dodawałam ją do playlisty, która powstała i Wam ją poniżej udostępniam. Zauważyłam, że muzyka dla autorki w tej historii grała naprawdę olbrzymią rolę. Więc i to dodatkowo mnie ujęło.
Napisałam tylko namiastkę tego, co Was czeka, kiedy sięgniecie po Driven i dacie się porwać tej historii, ponieważ ta seria napędza emocje i pobudza wszystkie zmysły. To, co otrzymacie w pierwszym tomie, jest tylko kroplą w morzu wydarzeń i tego, co przygotowała dla Was K. Bromberg. Z tego miejsca ponownie zapewniam, że nie pożałujecie sięgnięcia po historię Rylee Thomas i Coltona Donavana.
Lifebybookaholic.blogspot.com
Fueled. Napędzani pożądaniem
Burzliwe zakończenie Driven. Namiętność silniejsza niż ból jest tylko namiastką wydarzeń, z jakimi przyjdzie się Wam zmierzyć w Fueled. Napędzani pożądaniem. Autorka jest mistrzynią wyciszania intuicji czytelnika i w najmniej oczekiwanym momencie potrafi zrzucić bombę emocjonalną, o czym nie raz przekonacie się właśnie w drugiej części serii Driven.
Jeśli przez ostatnie strony Driven znienawidziliście Coltona, to prolog drugiej części nieco Wam wyjaśni, co takiego działo się w jego głowie, gdyż jest on pisany z jego perspektywy. Dzięki temu, wszystkie brakujące elementy układanki z poprzedniej części, zaczynają się składać w logiczną całość i dają spojrzenie na historię z zupełnie innego punktu.
Pisałam w poprzedniej recenzji, że Driven to wierzchołek góry lodowej, jednak o Fueled mogę powiedzieć, iż jest istnym rollercoasterem emocji. Wszystko, czego doświadczamy wraz z bohaterami, rozpędza się z prędkością światła i nie pozwala odłożyć książki nawet na minutę. Zwroty akcji i co rusz nowe informacje, zwalały mnie z nóg strona za stroną. Kiedy myślałam, że już, choć przez dłuższą chwilę, może być cudownie, rozpoczynałam nowy rozdział i ziemia osuwała mi się spod nóg.
To część, w której widzimy walkę dwójki kochających się ludzi. Rylee walczy o swojego ukochanego, na każdym kroku chce mu udowodnić, że jest wart miłości i nie jest zepsuty do szpiku kości, jak mu się to wydaje. Za to Colton walczy sam ze sobą, ze swoimi demonami, z Rylee i z miłością do niej. Ponieważ, nie oszukujmy się, wiemy, iż Colton coś do niej czuje, ale boi się tego uczucia.Oboje zdają sobie sprawę z wyniszczającej ich relacji, ponieważ przyciągani pożądaniem, odpychają się, kiedy uczucia zaczynają się pogłębiać.Problem polega na tym, iż siła z jaką się odpychają jest słabsza od pożądania i chemii jaka powstała pomiędzy nimi.
Rylee dzięki Coltonowi staje się coraz bardziej pewna siebie, swojej kobiecości i własnych atutów. Dzięki przemianie, jaką widzimy w Ry, możemy ocenić Donavana jako pełnowartościowego mężczyznę, który potrafi zatroszczyć się o swoich bliskich. Po tak małych gestach, jakie wykonuje, widzimy, że kiedy patrzy w lustro, nie potrafi zauważyć własnych zalet. Wydaje mu się, że nie robi nic takiego. Jednak w tej części jego więź z Ry, a także z chłopcami, którymi w pracy opiekuje się Rylee, wchodzi na nowy poziom. Mężczyzna, który nadal ma w sobie skrzywdzonego chłopca i pamięta wszystko tak dokładnie jakby wydarzyło się wczoraj, potrafi postawić się na miejscu osieroconych chłopców i wyciągnąć z nich to, co najlepsze, ale co najważniejsze, może wykorzystać swoją pozycję do dobrych celów. Aprobata w oczach znanej osoby, to wzrost o kilka centymetrów we własnych oczach. Za tak małe gesty nie da się nie kochać tego mężczyzny o szmaragdowych oczach.
W Fueled autorka rozpędziła się jak bolid, którym pędzi Colton po torze. Nie obawiajcie się, jeszcze nie wyhamuje, jest dopiero w połowie okrążeń. Jednak to, co przygotowała dla Was na koniec, nie pozwoli Wam zasnąć. Jedno jest pewne, nie zawiedziecie się podczas czytania kolejnej części. Mogę Was zapewnić, że będziecie chcieli więcej i więcej głównych bohaterów. Są tak prawdziwi, pełni pasji, pożądania, a przede wszystkim głodni siebie, że nie będziecie mieć ich dość. Ja nadal nie mogę wyjść z podziwu, a także nie zapominam o Coltonie, choć moja przygoda z nimi się niestety zakończyła. Już dziś mogę Was zaprosić na recenzję ostatniej części trylogii, czyli Crashed. W zderzeniu z miłością.
Jeśli przez ostatnie strony Driven znienawidziliście Coltona, to prolog drugiej części nieco Wam wyjaśni, co takiego działo się w jego głowie, gdyż jest on pisany z jego perspektywy. Dzięki temu, wszystkie brakujące elementy układanki z poprzedniej części, zaczynają się składać w logiczną całość i dają spojrzenie na historię z zupełnie innego punktu.
Pisałam w poprzedniej recenzji, że Driven to wierzchołek góry lodowej, jednak o Fueled mogę powiedzieć, iż jest istnym rollercoasterem emocji. Wszystko, czego doświadczamy wraz z bohaterami, rozpędza się z prędkością światła i nie pozwala odłożyć książki nawet na minutę. Zwroty akcji i co rusz nowe informacje, zwalały mnie z nóg strona za stroną. Kiedy myślałam, że już, choć przez dłuższą chwilę, może być cudownie, rozpoczynałam nowy rozdział i ziemia osuwała mi się spod nóg.
To część, w której widzimy walkę dwójki kochających się ludzi. Rylee walczy o swojego ukochanego, na każdym kroku chce mu udowodnić, że jest wart miłości i nie jest zepsuty do szpiku kości, jak mu się to wydaje. Za to Colton walczy sam ze sobą, ze swoimi demonami, z Rylee i z miłością do niej. Ponieważ, nie oszukujmy się, wiemy, iż Colton coś do niej czuje, ale boi się tego uczucia.Oboje zdają sobie sprawę z wyniszczającej ich relacji, ponieważ przyciągani pożądaniem, odpychają się, kiedy uczucia zaczynają się pogłębiać.Problem polega na tym, iż siła z jaką się odpychają jest słabsza od pożądania i chemii jaka powstała pomiędzy nimi.
Rylee dzięki Coltonowi staje się coraz bardziej pewna siebie, swojej kobiecości i własnych atutów. Dzięki przemianie, jaką widzimy w Ry, możemy ocenić Donavana jako pełnowartościowego mężczyznę, który potrafi zatroszczyć się o swoich bliskich. Po tak małych gestach, jakie wykonuje, widzimy, że kiedy patrzy w lustro, nie potrafi zauważyć własnych zalet. Wydaje mu się, że nie robi nic takiego. Jednak w tej części jego więź z Ry, a także z chłopcami, którymi w pracy opiekuje się Rylee, wchodzi na nowy poziom. Mężczyzna, który nadal ma w sobie skrzywdzonego chłopca i pamięta wszystko tak dokładnie jakby wydarzyło się wczoraj, potrafi postawić się na miejscu osieroconych chłopców i wyciągnąć z nich to, co najlepsze, ale co najważniejsze, może wykorzystać swoją pozycję do dobrych celów. Aprobata w oczach znanej osoby, to wzrost o kilka centymetrów we własnych oczach. Za tak małe gesty nie da się nie kochać tego mężczyzny o szmaragdowych oczach.
W Fueled autorka rozpędziła się jak bolid, którym pędzi Colton po torze. Nie obawiajcie się, jeszcze nie wyhamuje, jest dopiero w połowie okrążeń. Jednak to, co przygotowała dla Was na koniec, nie pozwoli Wam zasnąć. Jedno jest pewne, nie zawiedziecie się podczas czytania kolejnej części. Mogę Was zapewnić, że będziecie chcieli więcej i więcej głównych bohaterów. Są tak prawdziwi, pełni pasji, pożądania, a przede wszystkim głodni siebie, że nie będziecie mieć ich dość. Ja nadal nie mogę wyjść z podziwu, a także nie zapominam o Coltonie, choć moja przygoda z nimi się niestety zakończyła. Już dziś mogę Was zaprosić na recenzję ostatniej części trylogii, czyli Crashed. W zderzeniu z miłością.
Lifebybookaholic.blogspot.com
Sny Morfeusza
Cassandra Givens właśnie przeprowadziła się do Miami. Od dwóch tygodni mieszka ze swoją kuzynką Nicole. Wybrała się na rozmowę o pracę, która nie poszła po jej myśli i aktualnie jest bez pieniędzy na życie. Feralnego wieczoru wybiera się na kolację ze znajomymi, jednak kończy się ona szybciej niż zaczęła. Mimo to, ten wieczór ma swój promyk nadziei w postaci Tommy'ego, młodego chłopaka, który zaczepił Cass na ulicy. Wybierają się razem do klubu, w którym kobieta poznaje Morfeusza. Mężczyznę, który wywraca nagle jej życie do góry nogami. Mężczyznę, który nie powinien się w ogóle pojawić na jej drodze życiowej, a już na pewno nie na drodze do jej serca! Morfeusz okazuje się być Adamem McKeyem. A kim jest ów Adam? Otóż jej nowym szefem, ponieważ Cassandra na drugi dzień otrzymuje telefon, że dostała wymarzoną pracę w jednej z najlepszych firm architektonicznych. Właśnie w ten sposób wszystko zaczyna się zmieniać, a także obracać się przeciwko niej.
Książka została napisana przez polską autorkę, która posługuje się pseudonimem K.N. Haner. Po jej lekturze, stwierdziłam, że erotyka, to chyba nie moja najmocniejsza strona. Książka jest typowym erotykiem. Zadziorna dziewczyna, która trafia na przystojnego milionera. Łączy ich wyłącznie seks, ale ona oczywiście się w nim zakochuje. Chce poznać jego przeszłość oraz dowiedzieć się dlaczego jest taki zimny i nie szanuje ludzi wokół siebie. Cassandra ma nadzieję, że się w nim nie zakocha, ma już za sobą jeden nieudany pracowniczy romans i wie, że to prowadzi donikąd. Opiera się pożądaniu jakie wzbudza w niej Adam. Jednak opiera się tylko do momentu, w którym on wkłada rękę w jej majtki. Taką właśnie ma silną wolę.
Książka została napisana przez polską autorkę, która posługuje się pseudonimem K.N. Haner. Po jej lekturze, stwierdziłam, że erotyka, to chyba nie moja najmocniejsza strona. Książka jest typowym erotykiem. Zadziorna dziewczyna, która trafia na przystojnego milionera. Łączy ich wyłącznie seks, ale ona oczywiście się w nim zakochuje. Chce poznać jego przeszłość oraz dowiedzieć się dlaczego jest taki zimny i nie szanuje ludzi wokół siebie. Cassandra ma nadzieję, że się w nim nie zakocha, ma już za sobą jeden nieudany pracowniczy romans i wie, że to prowadzi donikąd. Opiera się pożądaniu jakie wzbudza w niej Adam. Jednak opiera się tylko do momentu, w którym on wkłada rękę w jej majtki. Taką właśnie ma silną wolę.
Muszę przyznać, że mocną stroną całej książki są dialogi. Przede wszystkim nie są wydumane, tylko bardzo lekkie i prawdziwe. Wulgaryzmy nie są wstawiane na siłę. Tak! Zdecydowanie dialogi to najlepsza część tej książki. Zadziorność głównej bohaterki bywa czasami zabawna. Choć potrafiła mnie wyprowadzić z równowagi swoją głupotą! Jednak było mnóstwo sytuacji, w których parskałam śmiechem. Zdecydowanie tak powinny wyglądać dialogi w erotykach. Wykreowana przez K.N. Haner postać Tommy'ego mnie zauroczyła! Ten młody mężczyzna jest jak promyczek słońca. Cudowna, silna, charakterystyczna i pogodna osoba. Takich charakterów ze świecą szukać. Ma w sobie tyle empatii i siły, że mało kiedy można o kimś tak powiedzieć. Za to Adam McKey jest dla mnie zagadką. Skończyłam książkę i nie wiem co o nim myśleć. Nie wiem dlaczego żyje w tak mrocznym świecie i jaki jest tego cel. Miałam wrażenie czasami, że ma zaburzenia dwubiegunowe. Potrafił być troskliwy, a za moment bardzo wzburzony. Jak to się mówi - ma krótki zapalnik. Natomiast postać Cassandy Givens... Cóż, jak mam o niej powiedzieć? W dialogach była zabawną, zadziorną i pewną kobietą. Natomiast jej myśli czasami mnie przerażały. Uwierzcie mi na słowo, że to, co miała w głowie, jest nie do ogarnięcia. Była chyba tak samo zmienną postacią jak jej kochanek.
Oczywiście sceny erotyczne są co pewien, określony czas. Mają swój charakter i autorka potrafiła je opisać w bardzo dobry sposób.
Najbardziej bolało mnie właśnie niezrównoważenie głównej bohaterki, a także ucięcie wątków związanych z ojcem, kuzynką i resztą ekipy, która pojawiła się na początku książki. Nie wspominałam wcześniej o tym, ale Cass nie ma zbyt dobrego kontaktu z ojcem. On wymarzył sobie syna, a okazało się, że ma córkę, która nie chce przejąć jego biznesu i jeszcze dodatkowo wyjechała do Miami. Natomiast sytuacja z Nicole jest dość specyficzna. Dziewczyny przyjaźnią się od lat. Cassandra nagle znika z domu, bo zaczęła pracę i wyleciała służbowo do Nowego Jorku, a jej przyjaciółka się o nią nie martwi ani nie dzwoni? Cass w sumie też za często nie zaprząta sobie głowy starymi przyjaciółmi. W jej życiu nagle pojawia się Tommy i Adam, a cały dotychczasowy świat znika. To mnie bardzo dziwiło. I żałuję, że te wątki nie zostały rozwinięte.
Najbardziej bolało mnie właśnie niezrównoważenie głównej bohaterki, a także ucięcie wątków związanych z ojcem, kuzynką i resztą ekipy, która pojawiła się na początku książki. Nie wspominałam wcześniej o tym, ale Cass nie ma zbyt dobrego kontaktu z ojcem. On wymarzył sobie syna, a okazało się, że ma córkę, która nie chce przejąć jego biznesu i jeszcze dodatkowo wyjechała do Miami. Natomiast sytuacja z Nicole jest dość specyficzna. Dziewczyny przyjaźnią się od lat. Cassandra nagle znika z domu, bo zaczęła pracę i wyleciała służbowo do Nowego Jorku, a jej przyjaciółka się o nią nie martwi ani nie dzwoni? Cass w sumie też za często nie zaprząta sobie głowy starymi przyjaciółmi. W jej życiu nagle pojawia się Tommy i Adam, a cały dotychczasowy świat znika. To mnie bardzo dziwiło. I żałuję, że te wątki nie zostały rozwinięte.
Muszę wspomnieć o stronie technicznej, która w drugiej części historii Cassandry i Adama powinna być bardziej dopracowana. Brak rozdziałów nie był tak irytujący jak brak akapitów. Tekst jest pisany bez jakichkolwiek akapitów, co bardzo męczy oczy, a także wiersze nie mają równej odległości. Przez właśnie te mankamenty bardzo ciężko się czytało.
Podsumowując, historia jest typowym erotykiem. Nie ma tu nic nowego, co mogłoby nas zaskoczyć. Czasami się trochę męczyłam podczas czytania. Pewnie dlatego, że doszukuję się często drugiego dna danej historii, a tu go po prostu nie znalazłam. To książka, którą mamy przeczytać wyłącznie dla czystej przyjemności i odpoczęcia od świata, aby dowiedzieć się jak początkująca pani architekt stara się rozkochać w sobie milionera, który jest zimny i nigdy nikogo nie pokocha.
Lifebybookaholic.blogspot.com Dominika Lewandowska