Recenzje
Calder. Narodziny odwagi
Kiedy 10-letni Calder pierwszy raz zobaczył 8-letnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Bo jako syn członków apokaliptycznej sekty nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, przeznaczonej dla innego... Ale kiedy po latach do obojga dociera, że zostali dla siebie stworzeni, postanawiają walczyć o swoją miłość za wszelką cenę. Mia Sheridan po raz kolejny serwuje nam opowieść o prawdziwej miłości, namiętności i przeznaczeniu. Bonus: pikantne sceny erotyczne;-]
Cosmopolitan
Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik
Są tacy ludzie, których podziwiam za odwagę. Za odwagę życia tak jak lubią, bohaterstwo życia i ryzykowania. Za to, że mają lekkość podchodzenia do spraw codziennych. Nie przejmują się rachunkami, gdy zechcą to pewnego dnia pakują się i jadą na Laos autostopem. Z mojej strony to podziw i jednocześnie zazdrość typowego pionka, którym jestem, który ma odłożone pieniądze na czynsz na 3 miesiące z góry i codziennie chodzi do pracy na 8 godzin, potem wraca, czyta i idzie spać. Jedyne podróże jakie odbywam to wtedy, gdy mam urlop w pracy, palcem po mapie lub za pośrednictwem książek.
Kotlet, czyli autor książki i jej główny bohater zarazem, pewnego dnia postanowił wyruszyć w podróż, która nie miała ani konkretnego celu ani terminu zakończenia. Samo podróżowanie było celem. Przebył 30 tysięcy kilometrów i nie zapłacił za to ani złotówki (no prawie). Podróżował przez Rosję, Mongolię, Chiny, Laos, Tajlandię, Kambodżę, Birmę, Malezję, Singapur i Indonezję. Przedzierał się przez syberyjską tajgę, lasy deszczowe i biwakował nad Bajkałem razem z niedźwiedziami. Był pasterzem owiec i chorował na febrę. Uczył angielskiego mongolskie dzieci i brał udział w żniwach ryżu. Jadł obrzydliwe jedzenie w najbardziej zapyziałych ruchomych budkach, poznawał ludzi, przeżył w Azji kilka Bożych Narodzeń i zrobił to wszystko na co ja nie mam odwagi.
Oceniam tę książkę jako niezłą. Albo inaczej – za odwagę daję najwyższą liczbę punktów. Autor daje liczne rady, by nie poruszać się all inclusive, tylko faktycznie poznawać ludzi i dzikie rejony. Udowadnia, że Azja prawdziwa niewiele ma wspólnego z Azją przeznaczoną dla turystów. Poleca zdać się na swoją intuicję, a nie ślepo podążać za wytycznymi przewodnika.
Podobała mi się idea tej publikacji. Miałam wrażenie, że tekst jest jednak odrobinę zbyt osobisty. To trochę jest tak, że blog czasem powinien pozostać blogiem, bo pewnych treści nie wypada umieszczać w książce. I tak, narracja była wybiórcza i bardzo chaotyczna. Autor wybierał kilka epizodów z danego kraju i je opisywał. Oczekiwałam głębszej analizy, uwiecznienia liczniejszych przygód. Ponadto pisarz zarzekał się, że będzie obalał stereotypy, a mam wrażenie, że stare zastąpił nowymi. Formułuje ogólniki na podstawie, bądź co bądź, krótkich wizyt. Po każdej podróży autorytarnie uznawał – ten jest taki a inny śmaki. Trudno uciec przed szufladkami, ale miło byłoby gdyby chociaż spróbował.
Przy tych wadach „Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik" jest dość ciekawy. Zawiera liczne ciekawostki, których nie znalazłabym w przeciętnym przewodniku. Opisuje swoje prywatne opinie, co mu się podoba a co nie. To trochę literatura lubię-nie lubię.
„Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik" została pięknie wydana. Papier jest gruby i błyszczący. Genialnie prezentują się na nim zdjęcia pana Kotleta z podróży. Całość jest kolorowa, każdy dział zakończony został podsumowaniem, w którym pisarz zawiera uogólnione przemyślenia na temat poszczególnych nacji. Według mnie książka jest słabo napisana, język prezentuje dość ubogi poziom, jednak wydaje mi się, że to bardziej historia do podziwiania i zazdroszczenia, aniżeli do oceniania pod względem językowym. Okładka pasuje do treści i przyciągnęła moją uwagę od razu.
Mam liczne zastrzeżenia, ale wydaje mi się to nieważne. I żeby nie zostać oskarżonym o prostacką zawiść daję wysoką notę. Chciałabym, by takich ludzi było więcej, by zarażali nas swoją pasją i energią.
Kotlet, czyli autor książki i jej główny bohater zarazem, pewnego dnia postanowił wyruszyć w podróż, która nie miała ani konkretnego celu ani terminu zakończenia. Samo podróżowanie było celem. Przebył 30 tysięcy kilometrów i nie zapłacił za to ani złotówki (no prawie). Podróżował przez Rosję, Mongolię, Chiny, Laos, Tajlandię, Kambodżę, Birmę, Malezję, Singapur i Indonezję. Przedzierał się przez syberyjską tajgę, lasy deszczowe i biwakował nad Bajkałem razem z niedźwiedziami. Był pasterzem owiec i chorował na febrę. Uczył angielskiego mongolskie dzieci i brał udział w żniwach ryżu. Jadł obrzydliwe jedzenie w najbardziej zapyziałych ruchomych budkach, poznawał ludzi, przeżył w Azji kilka Bożych Narodzeń i zrobił to wszystko na co ja nie mam odwagi.
Oceniam tę książkę jako niezłą. Albo inaczej – za odwagę daję najwyższą liczbę punktów. Autor daje liczne rady, by nie poruszać się all inclusive, tylko faktycznie poznawać ludzi i dzikie rejony. Udowadnia, że Azja prawdziwa niewiele ma wspólnego z Azją przeznaczoną dla turystów. Poleca zdać się na swoją intuicję, a nie ślepo podążać za wytycznymi przewodnika.
Podobała mi się idea tej publikacji. Miałam wrażenie, że tekst jest jednak odrobinę zbyt osobisty. To trochę jest tak, że blog czasem powinien pozostać blogiem, bo pewnych treści nie wypada umieszczać w książce. I tak, narracja była wybiórcza i bardzo chaotyczna. Autor wybierał kilka epizodów z danego kraju i je opisywał. Oczekiwałam głębszej analizy, uwiecznienia liczniejszych przygód. Ponadto pisarz zarzekał się, że będzie obalał stereotypy, a mam wrażenie, że stare zastąpił nowymi. Formułuje ogólniki na podstawie, bądź co bądź, krótkich wizyt. Po każdej podróży autorytarnie uznawał – ten jest taki a inny śmaki. Trudno uciec przed szufladkami, ale miło byłoby gdyby chociaż spróbował.
Przy tych wadach „Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik" jest dość ciekawy. Zawiera liczne ciekawostki, których nie znalazłabym w przeciętnym przewodniku. Opisuje swoje prywatne opinie, co mu się podoba a co nie. To trochę literatura lubię-nie lubię.
„Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik" została pięknie wydana. Papier jest gruby i błyszczący. Genialnie prezentują się na nim zdjęcia pana Kotleta z podróży. Całość jest kolorowa, każdy dział zakończony został podsumowaniem, w którym pisarz zawiera uogólnione przemyślenia na temat poszczególnych nacji. Według mnie książka jest słabo napisana, język prezentuje dość ubogi poziom, jednak wydaje mi się, że to bardziej historia do podziwiania i zazdroszczenia, aniżeli do oceniania pod względem językowym. Okładka pasuje do treści i przyciągnęła moją uwagę od razu.
Mam liczne zastrzeżenia, ale wydaje mi się to nieważne. I żeby nie zostać oskarżonym o prostacką zawiść daję wysoką notę. Chciałabym, by takich ludzi było więcej, by zarażali nas swoją pasją i energią.
Sztukater.pl Scarlett
Psychologia Sprzedaży - droga do sprawczości, niezależności i pieniędzy
Mateusz Grzesiak na bazie praktycznej psychologicznej wiedzy, latach własnych międzynarodowych doświadczeń sprzedażowych i obserwacji najskuteczniejszych specjalistów od handlu opracował uniwersalny model sprzedaży: MasterSales. Jego pierwsza część, czyli Inner Game, tłumaczy zasady budowania pierwszego wizerunku oraz używania języka ciała w celu zrobienia jak najlepszego wrażenia. Druga część - Relations Game - uczy technik służących do budowania relacji i zaufania, a także określania jego potrzeb. Część trzecia to Sales Game - bezpośrednio dotyczące narzędzi zamykających sprzedaż produktu bądź usługi. Każde z tych narzędzi jest tak opisane i zaprezentowane, by nadawało się od razu do zastosowania zarówno przez rasowego handlowca, jak i osoby z innych branż, świadome, że sprzedaż jest jedną z najważniejszych umiejętności życiowych.
21. wiek
Oblubienice wojny
Podobna tematyka, jak w przypadku "Ostatniego wieczoru" Manning. Ale Helen Bryan wnikliwiej przedstawiła realia angielskiej prowincji z czasów wojny i stworzyła przekonujące portrety głównych bohaterek, pięciu młodych dziewczyn, które połączyła dozgonna przyjaźń. "Pochodzą z różnych stron świata i z różnych środowisk. Wspólnie walczą z przeciwnościami losu i ograniczeniami, jakie narzuca im życie w cieniu II wojny światowej. Przeżywają miłości i frustracje, wiodą je lęk i nadzieja. Muszą także poradzić sobie z codzienną pracą. Kiedy po 50 latach cztery z nich spotykają się ponownie, postanawiają z odwagą spojrzeć w oczy prawdzie sprzed lat i pomścić niewinną śmierć".
Uważam Rze AN
Video marketing nie tylko na YouTube
Tworzenie treści wideo jeszcze nigdy nie było takie proste! Dziś każdy może przecież nakręcić film zwykłym smartfonem, a znaczenie przekazu wideo w budowaniu świadomości marki jest nieprzecenione. To olbrzymie pole do popisu dla kreatywnego marketera. Video marketing określa długofalowe działania, często też wielokanałowe, w których do budowania świadomości marki i produktu wykorzystywany jest format wideo. Ważnym elementem tych działań jest brak nachalności przekazu uzyskany dzięki prowadzonym stałym działaniom. Wykorzystanie platform takich jak YouTube, Facebook czy Instagram daje nieskończone możliwości nie tylko w kontekście realizowania kampanii reklamowych, ale przede wszystkim budowania świadomości marki. Należy tylko wiedzieć, jak to robić, czyli jak za pomocą krótkiego materiału opowiedzieć historię marki w sposób, który porwie odbiorcę i sprawi, że będzie on chciał podzielić się nią ze znajomymi. Obraz wart jest bowiem więcej niż tysiąc słów.
Personel Plus