Recenzje
Jak oczarować klientów w sklepie, czyli merchandising z elementami psychologii zachowań konsumenckich
Codziennie chodząc na zakupy, czy to do hipermarketów, czy galerii handlowych stykamy się z tym, co powszechnie jest ujmowane tajemniczo, jako merchandising, czyli „dziedzina marketingu skupiona na zaprezentowaniu klientowi towaru w taki sposób, by ten go kupił”. Dlatego mając świadomość próby wywierania przez powyższe placówki handlowe wpływu na moje decyzje zakupowe z ciekawością sięgnąłem po książkę Aleksandra Binsztoka i Tymoteusza Zuzańskiego Jak oczarować klienta w sklepie, czyli marchandising z elementami psychologii zachowań konsumenckich. Zrobiłem to z nadzieją, na poszerzenie swojej wiedzy i zwiększenie swojej świadomości, jako klienta. Ponadto zważywszy na samych autorów, którzy łączą wiedzę akademicką z doświadczeniem praktycznym lektura zapowiadała się ciekawie.
Sama książka podzielona jest na cztery główne części. Pierwsza z nich poświęcona jest historii i teorii marchandisingu. W sposób prosty i przejrzysty autorzy pokazują m.in. różnicę między marchandisingiem w ujęciu szerokim i wąskim. W drugiej części możemy znaleźć omówieniu zagadnień związanych z zachowaniami konsumenckimi, a w szczególności procesowi podejmowania decyzji zakupowych oraz czynnikom kształtującym postępowanie klientów. Na tej płaszczyźnie autorzy przedstawiają m.in. różne typologie klientów. W trzeciej zostały przedstawione podstawowe zasady marchandisingu, którymi powinni kierować się właściciele, czy kierownicy placówek handlowych. Natomiast z części czwartej dowiemy się czegoś na temat praktycznych rozwiązania oraz przykładów firm stosujących określone formy marchandisingu.
Pomimo, wydawałoby się bardzo dobrego ułożenia poszczególnych tematów w niniejszej książce, tym, co nasuwa się po jej przeczytaniu jest przede wszystkim pewien niedosyt wynikający między innymi z dysproporcji między kolejnymi częściami. Najbardziej rozbudowane są pierwsze dwa rozdziały związane z zagadnieniami teoretycznymi, natomiast praktyczne zastosowania zostały omówione mniej szczegółowo. Sprawia to, iż początkowa ciekawość czytelnika odbija się od murów podziałów i klasyfikacji. Na koniec zaś otrzymujemy wizytówkę z adresem firmy, do której możemy udać się, jeśli jako handlowiec dalej czujemy głód praktycznych rozwiązań i fachowej wiedzy w zakresie marchandisingu.
Ujmując całokształt książki, autorzy w jasny i przejrzysty sposób starają się przedstawić zagadnienia związane z marchandisingiem. Prosty język, czasami wręcz przepełniony zbytecznymi wyjaśnieniami znanych pojęć, sprawia, iż czyta się ją szybko i przyjemnie. Ponadto wielość tabel i schematów w istotny sposób ułatwia zrozumienie zawartej treści oraz zwiększa atrakcyjność książki. Autorzy próbują nawiązać kontakt z czytelnikiem poprzez użytkowanie emotikonów, żarty i wstawki humorystyczne, co jednakże bardziej obniża walory niniejszej pozycji niż sprzyja dialogowi autor-czytelnik. Osoby niemające wcześniej do czynienia z tematyką marchandisingu na pewno nie będą miały problemów ze zrozumieniem tej książki. Natomiast dla osób, które znają dobrze podstawy zarządzania i marketingu stanowić ona może jedynie drobne uzupełnienie już posiadanej wiedzy lub pewne kompendium znanych już zagadnień. Dla nich również najciekawszy może być rozdział poświęcony psychologii zachowań konsumenckich, który w sposób klarowny i zwięzły przedstawia uwarunkowania decyzji zakupowych oraz rolę sprzedawcy.
Dlatego dużym plusem książki jest to, iż może ona stanowić dobre wprowadzenie w zagadnienie marchandisingu dla osób, które planują rozpoczęcie własnej działalności handlowej związanej z handlem detalicznym. Przekazane w niej myśli i spostrzeżenia mogą stanowić dobre przygotowanie do jej organizacji oraz punkt wyjścia do poszukiwania nowych i bardziej praktycznych rozwiązań.
Jednym z minusów książki pozostaje to, iż autorzy wyjaśniają pewne podstawowe, ogólnie zrozumiałe pojęcia natomiast nie definiują pojęć specjalistycznych, które podają np. Customer Relationship Managment, Corporate Identity, outsourcing, itd., a w zamian proponują:
"wpisać te hasła do wyszukiwarki internetowej i sprawdzić, co pożytecznego dla Twojej firmy kryje się za nimi!"
Podsumowując książka Aleksandra Binsztoka i Tymoteusza Zuzańskiego Jak oczarować klienta w sklepie, czyli marchandising z elementami psychologii zachowań konsumenckich jest książką przeciętną. Można zakwalifikować ją, jako publikacje popularnonaukową, przedstawiającą wyrywkowo i ogólnie zagadnienie marchandisingu. Kładącą nacisk bardziej na teorię niż rozwiązania praktyczne. Przy czym, wspomniane wcześniej próby wejścia w dialog z czytelnikiem ujmują jej prestiżu. Dlatego też książka ta jest przede wszystkim dla osób niezaznajamianych z marketingiem i marchandisingiem, lub dla osób, które planują otwarcie swojej działalności handlowej. Natomiast osoby znające się na powyższych zagadnieniach pozycja ta może rozczarować.
Sama książka podzielona jest na cztery główne części. Pierwsza z nich poświęcona jest historii i teorii marchandisingu. W sposób prosty i przejrzysty autorzy pokazują m.in. różnicę między marchandisingiem w ujęciu szerokim i wąskim. W drugiej części możemy znaleźć omówieniu zagadnień związanych z zachowaniami konsumenckimi, a w szczególności procesowi podejmowania decyzji zakupowych oraz czynnikom kształtującym postępowanie klientów. Na tej płaszczyźnie autorzy przedstawiają m.in. różne typologie klientów. W trzeciej zostały przedstawione podstawowe zasady marchandisingu, którymi powinni kierować się właściciele, czy kierownicy placówek handlowych. Natomiast z części czwartej dowiemy się czegoś na temat praktycznych rozwiązania oraz przykładów firm stosujących określone formy marchandisingu.
Pomimo, wydawałoby się bardzo dobrego ułożenia poszczególnych tematów w niniejszej książce, tym, co nasuwa się po jej przeczytaniu jest przede wszystkim pewien niedosyt wynikający między innymi z dysproporcji między kolejnymi częściami. Najbardziej rozbudowane są pierwsze dwa rozdziały związane z zagadnieniami teoretycznymi, natomiast praktyczne zastosowania zostały omówione mniej szczegółowo. Sprawia to, iż początkowa ciekawość czytelnika odbija się od murów podziałów i klasyfikacji. Na koniec zaś otrzymujemy wizytówkę z adresem firmy, do której możemy udać się, jeśli jako handlowiec dalej czujemy głód praktycznych rozwiązań i fachowej wiedzy w zakresie marchandisingu.
Ujmując całokształt książki, autorzy w jasny i przejrzysty sposób starają się przedstawić zagadnienia związane z marchandisingiem. Prosty język, czasami wręcz przepełniony zbytecznymi wyjaśnieniami znanych pojęć, sprawia, iż czyta się ją szybko i przyjemnie. Ponadto wielość tabel i schematów w istotny sposób ułatwia zrozumienie zawartej treści oraz zwiększa atrakcyjność książki. Autorzy próbują nawiązać kontakt z czytelnikiem poprzez użytkowanie emotikonów, żarty i wstawki humorystyczne, co jednakże bardziej obniża walory niniejszej pozycji niż sprzyja dialogowi autor-czytelnik. Osoby niemające wcześniej do czynienia z tematyką marchandisingu na pewno nie będą miały problemów ze zrozumieniem tej książki. Natomiast dla osób, które znają dobrze podstawy zarządzania i marketingu stanowić ona może jedynie drobne uzupełnienie już posiadanej wiedzy lub pewne kompendium znanych już zagadnień. Dla nich również najciekawszy może być rozdział poświęcony psychologii zachowań konsumenckich, który w sposób klarowny i zwięzły przedstawia uwarunkowania decyzji zakupowych oraz rolę sprzedawcy.
Dlatego dużym plusem książki jest to, iż może ona stanowić dobre wprowadzenie w zagadnienie marchandisingu dla osób, które planują rozpoczęcie własnej działalności handlowej związanej z handlem detalicznym. Przekazane w niej myśli i spostrzeżenia mogą stanowić dobre przygotowanie do jej organizacji oraz punkt wyjścia do poszukiwania nowych i bardziej praktycznych rozwiązań.
Jednym z minusów książki pozostaje to, iż autorzy wyjaśniają pewne podstawowe, ogólnie zrozumiałe pojęcia natomiast nie definiują pojęć specjalistycznych, które podają np. Customer Relationship Managment, Corporate Identity, outsourcing, itd., a w zamian proponują:
"wpisać te hasła do wyszukiwarki internetowej i sprawdzić, co pożytecznego dla Twojej firmy kryje się za nimi!"
Podsumowując książka Aleksandra Binsztoka i Tymoteusza Zuzańskiego Jak oczarować klienta w sklepie, czyli marchandising z elementami psychologii zachowań konsumenckich jest książką przeciętną. Można zakwalifikować ją, jako publikacje popularnonaukową, przedstawiającą wyrywkowo i ogólnie zagadnienie marchandisingu. Kładącą nacisk bardziej na teorię niż rozwiązania praktyczne. Przy czym, wspomniane wcześniej próby wejścia w dialog z czytelnikiem ujmują jej prestiżu. Dlatego też książka ta jest przede wszystkim dla osób niezaznajamianych z marketingiem i marchandisingiem, lub dla osób, które planują otwarcie swojej działalności handlowej. Natomiast osoby znające się na powyższych zagadnieniach pozycja ta może rozczarować.
moznaprzeczytac.pl Andrzej, 2014-01-21
Zarabiaj tyle, ile jesteś wart. Zmaksymalizuj swoje przychody już teraz
Książka Briana Tracy'ego z nieznoszącym sprzeciwu podtytułem „Zmaksymalizuj swoje przychody już teraz" kierowana jest do tych, którym nie odpowiada to, jak wygląda ich dotychczasowe życie, a przede wszystkim niepogodzeni są z tym, ile zarabiają. Jednak - według autora -jest tylko jedna osoba, która może to zmienić - TY. I nie ma co zwalać winy za stan swojego konta na rodziców, którzy nie dopilnowali tego byśmy do odpowiednich szkół uczęszczali i już za młodu odpowiednich ludzi poznawali. Nie ma co narzekać na typ wykształcenia, szefa, firmę, branżę, konkurencję, a tym bardziej na stan krajowej gospodarki. Trzeba wziąć pod uwagę, że przecież w Twoim otoczeniu są setki ludzi, którzy mieli takie same problemy i byli tak samo ograniczani jak TY, a teraz zarabiają dużo więcej i prowadzą lepsze życie. Pora więc - po lekturze tej książki - stanąć oko w oko z prawdą i wziąć odpowiedzialność za swoje dotychczasowe życie i zarobki. Nie odkrywając prochu, wystarczy zastosować na własny użytek praktyczne i sprawdzone strategie, metody i techniki, by zacząć zarabiać tyle, ile jesteś wart.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2014-01-20
Zarabiaj tyle, ile jesteś wart. Zmaksymalizuj swoje przychody już teraz
Książka Briana Tracy'ego z nieznoszącym sprzeciwu podtytułem „Zmaksymalizuj swoje przychody już teraz" kierowana jest do tych, którym nie odpowiada to, jak wygląda ich dotychczasowe życie, a przede wszystkim niepogodzeni są z tym, ile zarabiają. Jednak - według autora -jest tylko jedna osoba, która może to zmienić - TY. I nie ma co zwalać winy za stan swojego konta na rodziców, którzy nie dopilnowali tego byśmy do odpowiednich szkół uczęszczali i już za młodu odpowiednich ludzi poznawali. Nie ma co narzekać na typ wykształcenia, szefa, firmę, branżę, konkurencję, a tym bardziej na stan krajowej gospodarki. Trzeba wziąć pod uwagę, że przecież w Twoim otoczeniu są setki ludzi, którzy mieli takie same problemy i byli tak samo ograniczani jak TY, a teraz zarabiają dużo więcej i prowadzą lepsze życie. Pora więc - po lekturze tej książki - stanąć oko w oko z prawdą i wziąć odpowiedzialność za swoje dotychczasowe życie i zarobki. Nie odkrywając prochu, wystarczy zastosować na własny użytek praktyczne i sprawdzone strategie, metody i techniki, by zacząć zarabiać tyle, ile jesteś wart.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2014-01-20
Kapłan diabła. Opowieści o nadziei, kłamstwie, nauce i miłości
Najnowsza publikacja Richarda Dawkinsa nie jest tak naprawdę niczym nowym, ale wymaga czytania wciąż na nowo, kiedy rozum zagubi się na tyle, by wątpić i wierzyć w przesłania, a nie dowody. W każdym możliwym znaczeniu. "Kapłan diabła" to tytuł przewrotnie dość nawiązujący do listu Karola Darwina, którego duch unosi się nad tą książką zawierającą teksty z dwudziestu pięciu lat świadomego życia; życia naukowca, ewolucjonisty, racjonalisty i człowieka mądrego mądrością dowodów, umiejętnością głębokiej analizy niezwykłej świata natury i pokorą wobec rozmaitości form życia, wśród których nie jesteśmy nikim, kto miałby prawo nazywać się lepszym. Eseje, recenzje, mowy pożegnalne dla zmarłych przyjaciół, odczyty - wszystko u Dawkinsa przesycone jest darem przekonywania tego naukowca, który nigdy nie wypowiada się kategorycznie, nigdy pod wpływem emocji (z małymi wyjątkami, o czym później), nigdy też nie czyni ze swoich tekstów wykładni prawd, sugeruje jedynie sposoby dochodzenia do prawdy takiej, jaką możemy zrozumieć i objąć naszym mocno ograniczonym umysłem.
Czyta się Dawkinsa znakomicie. Nawet wtedy, gdy jego rozważania z zakresu dziedzin, w których jest ekspertem, brzmią nieco hermetycznie i utrudniają lekturę. Uczony wspomina, że zawsze odczuwa "paniczny lęk przed oślepianiem ludzi nauką". Proponuje postawę dialogu, a nie wykładu. Sugeruje, czasami bardzo dosadnie, ale zawsze pozostawia odbiorcę z własnym przekonaniem o tym, czy przeczytane lub usłyszane jest rzeczywiście warte przyswojenia. Dawkins tak jak Sokal i Bricmont, których książkę "Modne bzdury" przywołuje, kpi z pustosłowia postmodernistycznych naukowców oraz takich sformułowań, jakie mają wywody naukowe czynić narzędziami oślepiania. Pisząc o sprawach trudnych, odnosząc się do wielu zagadnień z dziedziny genetyki, nawiązując do darwinizmu i tego, czym wsparli teorię ewolucji neodarwiniści - oddaje sedno problemów w taki sposób, że możemy się w nich odnaleźć, gubiąc jednocześnie; szukając z autorem wspólnej drogi do zrozumienia. Bo ono bowiem jest najważniejsze - bez względu na to, do jakich aspektów życia i jego historii Richard Dawkins nawiązuje.
Widać, że to człowiek, który umiłował naukę ponad wszystko. Bezwzględny tropiciel myślowych absurdów, obnażający podwójne standardy myślenia, dowodzący luk myślowych i tego, że często nieciągłość uniemożliwia pełny wgląd w problem. Wszystko to z czułością i wrażliwością estety, człowieka o głębokiej kulturze, tolerancyjnego bardziej niż to możliwe (chwilami), ale przede wszystkim pochylonego nad losem natury myśliciela, dla którego każda odpowiedź implikuje kolejny znak zapytania. Wedle Dawkinsa "nauka może być poezją. Może mieć wymiar duchowy, a w pewnym sensie nawet religijny, jeśli odrzucimy skojarzenia z siłami nadprzyrodzonymi". Jakie to wzniosłe i może wydać się piękne. Co jednak, kiedy owa nauka sprowadzi nas do parteru, udowadniając ponad wszystko, że "jesteśmy tak naprawdę napuszonymi małpami, a nasze mózgi są ukształtowane w sposób umożliwiający przeżycie na afrykańskiej sawannie w epoce kamienia łupanego"? Richard Dawkins patrzy na człowieka i jego ewolucję z niezmiennym zadziwieniem; prymitywizm nie jest dla niego źródłem frustracji, bo prymitywne może być pasjonujące. "Kapłan diabła" nie redukuje ludzkiej jednostki do genotypu, choć to o genach dużo jest w tej książce; o możliwościach stojących przed tymi, co potrafią wykorzystać informacje, do których niechętnie sięgamy, bo chcemy wierzyć, że jesteśmy czymś więcej niż zlepkiem genetycznych informacji i spuścizny praprzodków, którym do głowy by nie przyszło, aby okazywać wyższość wobec natury, otaczającego świata. Dawkins porusza się między tym, co pewne i pokazuje grozę wiary w przesłanki, symbole, urojenia umysłu zainfekowanego przekonaniem, iż za stworzeniem stoi jakaś bliżej nieokreślona siła.
Nieprzypadkowo zatem najbardziej wyrazista jest w tej książce część trzecia, w której Dawkins rozprawia się ze wszystkimi religiami. Mocny tytuł "Zainfekowany umysł" wyraźnie wskazuje drogę rozważań o niebezpieczeństwach wiary pod każdą postacią i w każdej możliwej formie. Autor "Boga urojonego" bezlitośnie punktuje absurdy religijne; nazywa religie pasożytami umysłu, przedstawia jako niepokojąco szybko przyswajane mempleksy, które niosą w sobie nie tyle grozę trzymania się sfery urojeń i wyobrażeń, co pustoszą umysły w stopniu dużo bardziej trwałym niż najbardziej nawet inteligentny wirus komputerowy zainfekowane nim systemy operacyjne. Dawkins poddaje się przez chwilę emocjom - mocny i wyrazisty przez to jest esej o religijnej sile sprawczej aktów wrogości, który uczony napisał po atakach terrorystycznych na World Trade Center. Najbardziej irytuje jednak Dawkinsa fakt, że poglądy religijne są uprzywilejowane w społecznym dyskursie; każdą prawdę naukowiec musi udowadniać, każde religijne wierzenie przyjmuje się i często celebruje. Jakże możemy odkryć niesamowitość świata nauki, z którego wywodzi się Dawkins, kiedy szanujemy to, co religijne, a kwestionujemy to, co naukowe?
"Kapłan diabła" to także literackie i te rzeczywiste podróże do Afryki, naszej kolebki; miejsca praprzodków, w którym Dawkins czuje się szczęśliwy, zadziwiony i naiwnie wierzący w siłę tego, co minione, która zwycięży w świecie pędzącym wciąż do przodu. Na końcu mamy tekst najbardziej osobisty, nazwany przewrotnie modlitwą i skierowany do córki uczonego. Cała ta książka jest jej dedykowana. Jako kochający ojciec Dawkins chce swemu dziecku pozostawić wszystko, co najlepsze - spuściznę opartą na umiłowaniu nauki, szacunku do niej, do wszelkich form życia i do niezbadanej wielości. Tej w nas samych i wokół nas, w której buńczucznie wymachujemy coraz to nowymi wynalazkami, wierząc, iż zawsze będziemy gatunkiem uprzywilejowanym i wyróżniającym się. Wyróżniać może nas zdolność do analizy faktów i dowodów na tezy oraz teorie. Szkoda tylko że tego wyróżnika nie potrafimy docenić i szkoda, że taka publikacja jak "Kapłan diabła" może mieć tylu zwolenników, co przeciwników.
Tak jak Richard Dawkins szanuje spuściznę Darwina, tak współczesny człowiek powinien nauczyć się szacunku do nauki; w niej bowiem może kryć się ludzka lepsza przyszłość. Możemy bać się po nią sięgnąć tak samo, jak boimy się ewolucjonistów i mrocznych tajemnic sprzed milionów lat, które czynią nas bezbronnymi wobec faktów. Możemy też uwierzyć, że lepsza przyszłość to przyszłość nauki; tej poetyckiej, w wymiarze duchowym, okrutnej w swej prawdzie, ale prawdzie zawsze służącej rozwojowi.
Czyta się Dawkinsa znakomicie. Nawet wtedy, gdy jego rozważania z zakresu dziedzin, w których jest ekspertem, brzmią nieco hermetycznie i utrudniają lekturę. Uczony wspomina, że zawsze odczuwa "paniczny lęk przed oślepianiem ludzi nauką". Proponuje postawę dialogu, a nie wykładu. Sugeruje, czasami bardzo dosadnie, ale zawsze pozostawia odbiorcę z własnym przekonaniem o tym, czy przeczytane lub usłyszane jest rzeczywiście warte przyswojenia. Dawkins tak jak Sokal i Bricmont, których książkę "Modne bzdury" przywołuje, kpi z pustosłowia postmodernistycznych naukowców oraz takich sformułowań, jakie mają wywody naukowe czynić narzędziami oślepiania. Pisząc o sprawach trudnych, odnosząc się do wielu zagadnień z dziedziny genetyki, nawiązując do darwinizmu i tego, czym wsparli teorię ewolucji neodarwiniści - oddaje sedno problemów w taki sposób, że możemy się w nich odnaleźć, gubiąc jednocześnie; szukając z autorem wspólnej drogi do zrozumienia. Bo ono bowiem jest najważniejsze - bez względu na to, do jakich aspektów życia i jego historii Richard Dawkins nawiązuje.
Widać, że to człowiek, który umiłował naukę ponad wszystko. Bezwzględny tropiciel myślowych absurdów, obnażający podwójne standardy myślenia, dowodzący luk myślowych i tego, że często nieciągłość uniemożliwia pełny wgląd w problem. Wszystko to z czułością i wrażliwością estety, człowieka o głębokiej kulturze, tolerancyjnego bardziej niż to możliwe (chwilami), ale przede wszystkim pochylonego nad losem natury myśliciela, dla którego każda odpowiedź implikuje kolejny znak zapytania. Wedle Dawkinsa "nauka może być poezją. Może mieć wymiar duchowy, a w pewnym sensie nawet religijny, jeśli odrzucimy skojarzenia z siłami nadprzyrodzonymi". Jakie to wzniosłe i może wydać się piękne. Co jednak, kiedy owa nauka sprowadzi nas do parteru, udowadniając ponad wszystko, że "jesteśmy tak naprawdę napuszonymi małpami, a nasze mózgi są ukształtowane w sposób umożliwiający przeżycie na afrykańskiej sawannie w epoce kamienia łupanego"? Richard Dawkins patrzy na człowieka i jego ewolucję z niezmiennym zadziwieniem; prymitywizm nie jest dla niego źródłem frustracji, bo prymitywne może być pasjonujące. "Kapłan diabła" nie redukuje ludzkiej jednostki do genotypu, choć to o genach dużo jest w tej książce; o możliwościach stojących przed tymi, co potrafią wykorzystać informacje, do których niechętnie sięgamy, bo chcemy wierzyć, że jesteśmy czymś więcej niż zlepkiem genetycznych informacji i spuścizny praprzodków, którym do głowy by nie przyszło, aby okazywać wyższość wobec natury, otaczającego świata. Dawkins porusza się między tym, co pewne i pokazuje grozę wiary w przesłanki, symbole, urojenia umysłu zainfekowanego przekonaniem, iż za stworzeniem stoi jakaś bliżej nieokreślona siła.
Nieprzypadkowo zatem najbardziej wyrazista jest w tej książce część trzecia, w której Dawkins rozprawia się ze wszystkimi religiami. Mocny tytuł "Zainfekowany umysł" wyraźnie wskazuje drogę rozważań o niebezpieczeństwach wiary pod każdą postacią i w każdej możliwej formie. Autor "Boga urojonego" bezlitośnie punktuje absurdy religijne; nazywa religie pasożytami umysłu, przedstawia jako niepokojąco szybko przyswajane mempleksy, które niosą w sobie nie tyle grozę trzymania się sfery urojeń i wyobrażeń, co pustoszą umysły w stopniu dużo bardziej trwałym niż najbardziej nawet inteligentny wirus komputerowy zainfekowane nim systemy operacyjne. Dawkins poddaje się przez chwilę emocjom - mocny i wyrazisty przez to jest esej o religijnej sile sprawczej aktów wrogości, który uczony napisał po atakach terrorystycznych na World Trade Center. Najbardziej irytuje jednak Dawkinsa fakt, że poglądy religijne są uprzywilejowane w społecznym dyskursie; każdą prawdę naukowiec musi udowadniać, każde religijne wierzenie przyjmuje się i często celebruje. Jakże możemy odkryć niesamowitość świata nauki, z którego wywodzi się Dawkins, kiedy szanujemy to, co religijne, a kwestionujemy to, co naukowe?
"Kapłan diabła" to także literackie i te rzeczywiste podróże do Afryki, naszej kolebki; miejsca praprzodków, w którym Dawkins czuje się szczęśliwy, zadziwiony i naiwnie wierzący w siłę tego, co minione, która zwycięży w świecie pędzącym wciąż do przodu. Na końcu mamy tekst najbardziej osobisty, nazwany przewrotnie modlitwą i skierowany do córki uczonego. Cała ta książka jest jej dedykowana. Jako kochający ojciec Dawkins chce swemu dziecku pozostawić wszystko, co najlepsze - spuściznę opartą na umiłowaniu nauki, szacunku do niej, do wszelkich form życia i do niezbadanej wielości. Tej w nas samych i wokół nas, w której buńczucznie wymachujemy coraz to nowymi wynalazkami, wierząc, iż zawsze będziemy gatunkiem uprzywilejowanym i wyróżniającym się. Wyróżniać może nas zdolność do analizy faktów i dowodów na tezy oraz teorie. Szkoda tylko że tego wyróżnika nie potrafimy docenić i szkoda, że taka publikacja jak "Kapłan diabła" może mieć tylu zwolenników, co przeciwników.
Tak jak Richard Dawkins szanuje spuściznę Darwina, tak współczesny człowiek powinien nauczyć się szacunku do nauki; w niej bowiem może kryć się ludzka lepsza przyszłość. Możemy bać się po nią sięgnąć tak samo, jak boimy się ewolucjonistów i mrocznych tajemnic sprzed milionów lat, które czynią nas bezbronnymi wobec faktów. Możemy też uwierzyć, że lepsza przyszłość to przyszłość nauki; tej poetyckiej, w wymiarze duchowym, okrutnej w swej prawdzie, ale prawdzie zawsze służącej rozwojowi.
krytycznymokiem.blogspot.com Jarosław Czechowicz, 2014-01-20
Barszcz ukraiński
Pierwsza tendencja to skupianie się na polskim dziedzictwie pozostałym za wschodnią granicą. Drugi, bardzo rozpowszechniony nurt, obejmuje teksty, w których reportażyści poszukują patologii, nędzy i brudu (patrz artykuły o Ukrainie Hugo-Badera, czy też - mimo prób zaprzeczania temu - książka Ziemowita Szczerka „Przyjdzie Mordor i nas zje”).
Jeśli Pogorzelski od razu przyznaje się do tego, że nie będzie pisał o nostalgii Kresów, to początkowo wydaje się, że będzie, tak jak wielu polskich reportażystów, szukał na Ukrainie skrajności, zniekształcając realny obraz tego kraju. Może się tak wydawać po pasażu z wstępu do książki: „Jeżeli na Ukrainie mamy bogactwo, to aż bolą od niego oczy; jeżeli rock, to pełen emocji; jeżeli patriotyzm, to w skrajnym nacjonalistycznym wydaniu (…) jeżeli kobietę to porażająco piękną”. Na szczęście jest to zagranie pod publiczkę (bo chyba tego chce od wielu książek o Ukrainie wielu czytelników).
W „Barszczu ukraińskim” bowiem nie ma „hardkorowych ruskich historii” (cytat ze Szczerka). Znajdziemy tam natomiast rzetelną i lekko napisaną prezentację ukraińskich realiów – mediów, popkultury, podejścia do religii, pozycji kobiet. Autor nie jest oczywiście przy tym bezkrytyczny – nie zamyka oczu na totalną ukraińską korupcję, czy też oligarchiczny system rządów. Pogorzelski opisuje także problemy związane z postrzeganiem przez Ukraińców historii i języka (jednak nie stawiając ich na pierwszym miejscu, jak robi to niesłusznie wielu publicystów). Co ważne, w książce wybrano dobry punkt obserwacyjny. Centrum opisu w "Barszczu..." jest Kijów – miasto, gdzie dziś rzeczywiście bije serce Ukrainy. Dzięki temu możemy usłyszeć głosy ekspertów innych niż zwykle – szczególnie takich, którzy nie używają zużytego i dezaktualizującego się schematu „Lwów-Donieck, wschód-zachód.”.
Pogorzelski opisuje Ukrainę jako normalne państwo - ciekawe, mające swoją specyfikę, swoje patologie, ale i odnoszące swoje sukcesy. Dlatego też „Barszcz ukraiński” może być dobrym przewodnikiem po tym kraju, szczególnie dla osób, które dopiero zaczynają przygodę jego poznawania.
Jeśli Pogorzelski od razu przyznaje się do tego, że nie będzie pisał o nostalgii Kresów, to początkowo wydaje się, że będzie, tak jak wielu polskich reportażystów, szukał na Ukrainie skrajności, zniekształcając realny obraz tego kraju. Może się tak wydawać po pasażu z wstępu do książki: „Jeżeli na Ukrainie mamy bogactwo, to aż bolą od niego oczy; jeżeli rock, to pełen emocji; jeżeli patriotyzm, to w skrajnym nacjonalistycznym wydaniu (…) jeżeli kobietę to porażająco piękną”. Na szczęście jest to zagranie pod publiczkę (bo chyba tego chce od wielu książek o Ukrainie wielu czytelników).
W „Barszczu ukraińskim” bowiem nie ma „hardkorowych ruskich historii” (cytat ze Szczerka). Znajdziemy tam natomiast rzetelną i lekko napisaną prezentację ukraińskich realiów – mediów, popkultury, podejścia do religii, pozycji kobiet. Autor nie jest oczywiście przy tym bezkrytyczny – nie zamyka oczu na totalną ukraińską korupcję, czy też oligarchiczny system rządów. Pogorzelski opisuje także problemy związane z postrzeganiem przez Ukraińców historii i języka (jednak nie stawiając ich na pierwszym miejscu, jak robi to niesłusznie wielu publicystów). Co ważne, w książce wybrano dobry punkt obserwacyjny. Centrum opisu w "Barszczu..." jest Kijów – miasto, gdzie dziś rzeczywiście bije serce Ukrainy. Dzięki temu możemy usłyszeć głosy ekspertów innych niż zwykle – szczególnie takich, którzy nie używają zużytego i dezaktualizującego się schematu „Lwów-Donieck, wschód-zachód.”.
Pogorzelski opisuje Ukrainę jako normalne państwo - ciekawe, mające swoją specyfikę, swoje patologie, ale i odnoszące swoje sukcesy. Dlatego też „Barszcz ukraiński” może być dobrym przewodnikiem po tym kraju, szczególnie dla osób, które dopiero zaczynają przygodę jego poznawania.
porteuropa.eu Maciej Piotrowski, 2014-01-19
Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później
Książka Aleksandra Lwowa miała swój debiut 20 lat temu. Autor, należący do pokolenia, które w latach 70. i 80, wprowadziło polski himalaizm do światowej ekstraklasy, wznowił i uzupełnił swoje wspomnienia o aktualny komentarz. Po tym, jak w ubiegłym roku po zejściu z Broad Peaku zginęli jego kolega i rówieśnik Maciej Ber-beka oraz młody Tomasz Kowalski, a potem jeszcze Artur Hajzer na Gasherbrumie I, Lwow jeszcze bardziej jest przekonany, że zwyciężyć w górach, znaczy przeżyć. W przeciwieństwie do komisji z Piotrem Pustelnikiem na czele, która oceniała zimową akcję Polaków w Himalajach, Lwów unika moralnego oceniania członków szturmu, którzy przeżyli.
Co się dzieje z ludźmi na wysokości 8 tysięcy metrów, wiedzą tylko nieliczni. Lwów ma na koncie cztery ośmiotysięczniki. Jesienią skończył 60. i uczciwie przyznaje, że jego możliwości dziś kończą się gdzieś na poziomie 7 tysięcy m n.p.m. W książce znajdziemy wierny opis kilku dekad jego zwycięstw i porażek, wiele fotografii, setki nazwisk, także z Olsztyna.
Co się dzieje z ludźmi na wysokości 8 tysięcy metrów, wiedzą tylko nieliczni. Lwów ma na koncie cztery ośmiotysięczniki. Jesienią skończył 60. i uczciwie przyznaje, że jego możliwości dziś kończą się gdzieś na poziomie 7 tysięcy m n.p.m. W książce znajdziemy wierny opis kilku dekad jego zwycięstw i porażek, wiele fotografii, setki nazwisk, także z Olsztyna.
GAZETA OLSZTYŃSKA WAM, 2014-01-18