Recenzje
Trzeci poziom dojrzałości. Szczęśliwe życie po sześćdziesiątce
Przychodzi taki wiek, że przydałby się - mimo już nabytego doświadczenia - życiowy przewodnik. Taką rolę z pełną odpowiedzialnością spełnić może, przygotowany przez Małgorzatę Modrak poradnik Wydawnictwa Sensus / Helion „Trzeci poziom dojrzałości. Szczęśliwe życie po sześćdziesiątce".
Autorka opisuje różne aspekty starości i podpowiada, jak wyzwolić się z ograniczających stereotypów. Rzetelną wiedzę - przekazaną w bardzo przystępny sposób -uzupełnia mnóstwem inspirujących historii, cytatów z literatury światowej i konkretnych ćwiczeń oraz porad dotyczących zdrowego żywienia czy zdrowego stosunku do siebie. Dyskretnie wskazuje możliwości rozwoju i taktownie towarzyszy czytelnikom, pozwalając im samodzielnie odkryć w sobie ciekawości świata, ukrytą do tej pory pod warstwą codziennych problemów i kłopotów.
Autorka opisuje różne aspekty starości i podpowiada, jak wyzwolić się z ograniczających stereotypów. Rzetelną wiedzę - przekazaną w bardzo przystępny sposób -uzupełnia mnóstwem inspirujących historii, cytatów z literatury światowej i konkretnych ćwiczeń oraz porad dotyczących zdrowego żywienia czy zdrowego stosunku do siebie. Dyskretnie wskazuje możliwości rozwoju i taktownie towarzyszy czytelnikom, pozwalając im samodzielnie odkryć w sobie ciekawości świata, ukrytą do tej pory pod warstwą codziennych problemów i kłopotów.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI Marek Niedźwiecki, 2014-01-22
System Białoruś
Dziś już wiemy, że w sferze życzeń pozostaje myślenie, iż czas dyktatur skończył się wraz ze schyłkiem XX wieku. Wystarczy, że spojrzenie skierujemy na naszych wschodnich sąsiadów – Białoruś, gdzie reżim autorytarny od dwudziestu lat ma się dobrze, a nawet bardzo dobrze.
Aleksander Łukaszenka od 1994 roku nieprzerwanie rządzi krajem. Pan i władca, gospodarz i baćka (sam zresztą nadał sobie ten przydomek) Białorusi. Jest pan kimś ważniejszym od Boga – miał powiedzieć o nim gubernator obwodu brzeskiego Konstancin Sumar. Kult jednostki i polityczna unifikacja, tak dziś w skrócie wygląda prezydentura Łukaszenki. Jej szczegółową genezę i rozwój, ale też szeroki obraz współczesnej Białorusi funkcjonującej w cieniu prezydenta, przedstawia Andrzej Poczobut w książce System Białoruś.
Książka korespondenta Gazety Wyborczej, który na stałe mieszka w Grodnie, podzielona została na trzy zasadnicze części. Pierwsza z nich dotyczy postaci samego Łukaszenki. Przedstawia jego drogę do władzy, która wiodła od wyszydzanego i pogardzanego dziecka niezamężnej Kaciaryny Łukaszenki, przez szkoły, wojsko i partię, aż zatrzymała się w momencie w którym żaden urząd państwowy nie może obyć się bez wizerunku baćki. Determinacja, pewność siebie oraz wielkie zdolności adaptacyjne były i nadal pozostają wielkimi atutami prezydenta. Łukaszenko to zwolennik polityki prorosyjskiej, który na fali niepokoju po rozpadzie Związku Radzieckiego, zdołał uzyskać w pierwszych wyborach aż 80,34 proc. głosów. Polityczny mistrz, który doskonale potrafi wpasować się w gusta wyborców i który wszelki sprzeciw wobec siebie potrafi skutecznie zdusić w zarodku. Człowiek, który stworzył swój własny system zarządzania państwem oparty głównie na pomocy z zewnątrz, represji niepokornych i autorytaryzmie władzy.
Poczobut szczegółowo opisuje tę maszynerię wyróżniając jej trzy składowe: chleb, show, strach. A w tym wszystkim egzystują zwykli obywatele, zwykły człowiek (rozdział Życie w czasach dyktatury), który próbuje poradzić sobie z zastaną rzeczywistością. Dziennikarz prowadząc rozmowy ze zwolennikami, jak i przeciwnikami prezydenta, kreuje ciekawy obraz ludzi próbujących wyjaśnić casus dwudziestoletniej politycznej kariery Łukaszenki. I jak mówi jeden z bohaterów rozmowy: Każdy ma wybór. Dostosować się, walczyć, albo wyjechać. Żadna z tych propozycji nie wydaje się jednak do dość atrakcyjna.
Książka Poczobuta do dogłębne studium państwa autorytarnego. Autor, który na stałe mieszka na Białorusi, doskonale wie o czym pisze i punkt po punkcie obnaża system stworzony przez Łukaszenkę. W publikacji łatwo pogubić się wśród licznych nazwisk i dat. Trudno też skupić się na dość oschłej narracji. Szejnert i jej reporterskie środowisko przyzwyczaiło nas do narracji bliższej beletrystyce (pokusiło się o wprowadzenie do reportażu wątków fabularnych), co jednak nie ujmuje książce istotności. Bo System Białoruś to ważny i mądry tekst odsłaniający kulisy i nadużycia władzy. Warty uwagi, chociażby przez wzgląd na sąsiedztwo.
Aleksander Łukaszenka od 1994 roku nieprzerwanie rządzi krajem. Pan i władca, gospodarz i baćka (sam zresztą nadał sobie ten przydomek) Białorusi. Jest pan kimś ważniejszym od Boga – miał powiedzieć o nim gubernator obwodu brzeskiego Konstancin Sumar. Kult jednostki i polityczna unifikacja, tak dziś w skrócie wygląda prezydentura Łukaszenki. Jej szczegółową genezę i rozwój, ale też szeroki obraz współczesnej Białorusi funkcjonującej w cieniu prezydenta, przedstawia Andrzej Poczobut w książce System Białoruś.
Książka korespondenta Gazety Wyborczej, który na stałe mieszka w Grodnie, podzielona została na trzy zasadnicze części. Pierwsza z nich dotyczy postaci samego Łukaszenki. Przedstawia jego drogę do władzy, która wiodła od wyszydzanego i pogardzanego dziecka niezamężnej Kaciaryny Łukaszenki, przez szkoły, wojsko i partię, aż zatrzymała się w momencie w którym żaden urząd państwowy nie może obyć się bez wizerunku baćki. Determinacja, pewność siebie oraz wielkie zdolności adaptacyjne były i nadal pozostają wielkimi atutami prezydenta. Łukaszenko to zwolennik polityki prorosyjskiej, który na fali niepokoju po rozpadzie Związku Radzieckiego, zdołał uzyskać w pierwszych wyborach aż 80,34 proc. głosów. Polityczny mistrz, który doskonale potrafi wpasować się w gusta wyborców i który wszelki sprzeciw wobec siebie potrafi skutecznie zdusić w zarodku. Człowiek, który stworzył swój własny system zarządzania państwem oparty głównie na pomocy z zewnątrz, represji niepokornych i autorytaryzmie władzy.
Poczobut szczegółowo opisuje tę maszynerię wyróżniając jej trzy składowe: chleb, show, strach. A w tym wszystkim egzystują zwykli obywatele, zwykły człowiek (rozdział Życie w czasach dyktatury), który próbuje poradzić sobie z zastaną rzeczywistością. Dziennikarz prowadząc rozmowy ze zwolennikami, jak i przeciwnikami prezydenta, kreuje ciekawy obraz ludzi próbujących wyjaśnić casus dwudziestoletniej politycznej kariery Łukaszenki. I jak mówi jeden z bohaterów rozmowy: Każdy ma wybór. Dostosować się, walczyć, albo wyjechać. Żadna z tych propozycji nie wydaje się jednak do dość atrakcyjna.
Książka Poczobuta do dogłębne studium państwa autorytarnego. Autor, który na stałe mieszka na Białorusi, doskonale wie o czym pisze i punkt po punkcie obnaża system stworzony przez Łukaszenkę. W publikacji łatwo pogubić się wśród licznych nazwisk i dat. Trudno też skupić się na dość oschłej narracji. Szejnert i jej reporterskie środowisko przyzwyczaiło nas do narracji bliższej beletrystyce (pokusiło się o wprowadzenie do reportażu wątków fabularnych), co jednak nie ujmuje książce istotności. Bo System Białoruś to ważny i mądry tekst odsłaniający kulisy i nadużycia władzy. Warty uwagi, chociażby przez wzgląd na sąsiedztwo.
Peron4.pl Monika Długa, 2014-01-21
Sześć poziomów wpływu społecznego. Nauka, praktyka i psychologia Roberta Cialdiniego
Jak bezpłatnie otrzymać od Motoroli dostęp do kodu źródłowego wykorzystanego w najnowszym modelu telefonu? Co zrobić by Klienci wybierali potrawy wegetariańskie zamiast mięsnych? Czy zwierzęta korzystają z zasad perswazji? Jak myślą i działają kibice drużyny futbolu? Między innymi na te pytania uzyska odpowiedź czytelnik Sześciu poziomów wpływu społecznego. Pozycja właśnie ukazała się na polskim rynku.
Ta książka jest niesamowita!
Jej bohaterem jest Robert Cialdini, światowej sławy psycholog społeczny, czołowy ekspert w dziedzinie wpływu i perswazji, autor publikacji Wywieranie wpływu na ludzi: teoria i praktyka, twórca sześciu zasad wywierania wpływu społecznego. Na pewno wielu czytelników tego bloga zna dobrze ową postać, bo jest ona autorytetem zarówno w świecie psychologii, jak też biznesu, przedsiębiorczości oraz ekonomii. Jego badania są wykorzystywane w naukach zajmujących się relacjami społecznymi oraz komunikacją interpersonalną.
Po 40 latach pracy na uczelni Arizona State University Robert Cialdini zakończył karierę akademicką. Jego wychowankowie postanowili uhonorować mistrza, publikując zbiór esejów odwołujących się do wiedzy otrzymanej od mistrza. Jest nim właśnie Sześć poziomów wpływu społecznego. Nauka, praktyka i psychologia Roberta Cialdiniego.
W książce przedstawiono zarówno klasyczne, jak i nowatorskie przykłady badań opartych na pracach amerykańskiego naukowca. To książka nie tylko o perswazji, zachowaniach społecznych, normach wyznaczających określone działanie jednostki bądź grupy. To również pozycja o tym, że nie tylko ludzie korzystają z zasad wpływania na siebie. Obecne są one również w świecie zwierząt – pozwalając na tworzenie wewnętrznych hierarchii, regulując życie społeczne, w tym też kwestie narodzin i śmierci.
Sześć poziomów wpływu społecznego jest jak całokształt badań Robert Cialdiniego. Nawet wymagający czytelnik znajdzie w niej temat, który go zafascynuje. Każdy z esejów jest napisany w tak rewelacyjny sposób, że wciąga odbiorcę już od pierwszej linijki.
Jeżeli miałbym wymienić trzy rozdziały, które wywarły na mnie największe wrażenie byłyby to: Droga najmniejszego oporu (współautorem tekstu jest jeden z najsłynniejszych na świecie hakerów, który to opowiada w jaki sposób manipulował pracownikami Motoroli, aby ci przekazali mu poufne dane), Pławienie się w cudzej chwale i spełnianie próśb podobnych do nas osób (w tym rozdziale zachwycił mnie opis języka i zachowania kibiców po wygranym lub przegranym meczu ukochanej drużyny) oraz Egoizm czy altruizm? (esej jest próbą odpowiedzi na pytanie: co nami kieruje– egoistyczne potrzeby czy czysta chęć niesienia pomocy potrzebującym?)
Osób, które znają Wywieranie wpływu na ludzi: teoria i praktyka nie muszę namawiać do zakupu tej książki, bo na pewno już to zrobiły. Dlatego zwrócę się tylko do tych, którzy nazwisko Cialdini znają jedynie ze słyszenia oraz tych interesujących się zagadnieniami inżynierii społecznej, perswazji, bądź zachowań społecznych. Sześć poziomów wpływu społecznego to doskonała lektura, zawierająca wiedzę z mnóstwa książek i naukowych artykułów, skondensowaną na 238 stronach.
Ta książka jest niesamowita!
Jej bohaterem jest Robert Cialdini, światowej sławy psycholog społeczny, czołowy ekspert w dziedzinie wpływu i perswazji, autor publikacji Wywieranie wpływu na ludzi: teoria i praktyka, twórca sześciu zasad wywierania wpływu społecznego. Na pewno wielu czytelników tego bloga zna dobrze ową postać, bo jest ona autorytetem zarówno w świecie psychologii, jak też biznesu, przedsiębiorczości oraz ekonomii. Jego badania są wykorzystywane w naukach zajmujących się relacjami społecznymi oraz komunikacją interpersonalną.
Po 40 latach pracy na uczelni Arizona State University Robert Cialdini zakończył karierę akademicką. Jego wychowankowie postanowili uhonorować mistrza, publikując zbiór esejów odwołujących się do wiedzy otrzymanej od mistrza. Jest nim właśnie Sześć poziomów wpływu społecznego. Nauka, praktyka i psychologia Roberta Cialdiniego.
W książce przedstawiono zarówno klasyczne, jak i nowatorskie przykłady badań opartych na pracach amerykańskiego naukowca. To książka nie tylko o perswazji, zachowaniach społecznych, normach wyznaczających określone działanie jednostki bądź grupy. To również pozycja o tym, że nie tylko ludzie korzystają z zasad wpływania na siebie. Obecne są one również w świecie zwierząt – pozwalając na tworzenie wewnętrznych hierarchii, regulując życie społeczne, w tym też kwestie narodzin i śmierci.
Sześć poziomów wpływu społecznego jest jak całokształt badań Robert Cialdiniego. Nawet wymagający czytelnik znajdzie w niej temat, który go zafascynuje. Każdy z esejów jest napisany w tak rewelacyjny sposób, że wciąga odbiorcę już od pierwszej linijki.
Jeżeli miałbym wymienić trzy rozdziały, które wywarły na mnie największe wrażenie byłyby to: Droga najmniejszego oporu (współautorem tekstu jest jeden z najsłynniejszych na świecie hakerów, który to opowiada w jaki sposób manipulował pracownikami Motoroli, aby ci przekazali mu poufne dane), Pławienie się w cudzej chwale i spełnianie próśb podobnych do nas osób (w tym rozdziale zachwycił mnie opis języka i zachowania kibiców po wygranym lub przegranym meczu ukochanej drużyny) oraz Egoizm czy altruizm? (esej jest próbą odpowiedzi na pytanie: co nami kieruje– egoistyczne potrzeby czy czysta chęć niesienia pomocy potrzebującym?)
Osób, które znają Wywieranie wpływu na ludzi: teoria i praktyka nie muszę namawiać do zakupu tej książki, bo na pewno już to zrobiły. Dlatego zwrócę się tylko do tych, którzy nazwisko Cialdini znają jedynie ze słyszenia oraz tych interesujących się zagadnieniami inżynierii społecznej, perswazji, bądź zachowań społecznych. Sześć poziomów wpływu społecznego to doskonała lektura, zawierająca wiedzę z mnóstwa książek i naukowych artykułów, skondensowaną na 238 stronach.
Napisz Tekst Kuba Sosnowski, 2014-01-22
Sztuka rynkologii
Recenzja książki „Sztuka rynkologii” mojego blogerskiego kumpla Jacka Kotarbińskiego wydaje się właściwie formalnością – hurra, Jacek napisał książkę, kupujcie wszyscy! Ale przyznam Wam, że mam z nią problem – wcale to „kupujcie wszyscy!” nie jest takie oczywiste. To nie jest taka książka i… hmm, nie wiem też czy jest to książka dla czytelników bloga Jacka :-)
Tytuły początkowych rozdziałów zapowiadają ciekawą zabawę słowem, którą znam z bloga Jacka – a tymczasem przez ponad 40 proc. (przepraszam, ale czytałem ją na Kindlu, nie wiem nawet ile ma stron) dostaję rozważania i wspominki o tym jak kształtował się i funkcjonuje dzisiejszy rynek marketingu. Jest to oczywiście ciekawy, długi wywód, spory rys historyczny z lepszymi i gorszymi momentami, w którym Jacek przedstawia cały proces kształtowania się świadomości pojęcia marketing, pokazuje że marketing to nie tylko oferta sprzedażowa, reklama i konwersja na sprzedaż ale cały ekosystem, powiązany na wielu poziomach z producentami, mediami, konsumentami. Ok, background mamy solidnie omówiony.
W pierwszych chwilach czułem się trochę zawiedziony, wiele z tych historii znałem – ale to może właśnie mój błąd w ocenie tej książki, wynikających z ładnych paru lat obserwacji rynku, czytania i pisania o nim – częściej muszę ustawiać się w roli „świeżego” czytelnika. Szkoda, że mając 15-16 lat nie trafiłem na taką książkę i wiedzy o marketingu musiałem szukać nieco po omacku, bo dla kogoś kto chce wiązać swoje życie z marketingiem, to swego rodzaju „oprowadzenie” po mieście marketingu jest bardzo istotne. Jacek oprowadza więc przez dzielnice mniej lub bardziej oddalone w historii, pokazuje szyldy takich marek jak Wedel, Blikle, polski Harods czyli Dom Braci Jabłowskich, Prusakolep, Frugo, Always, Teletombola czy… Czterej Pancerni :-)
Ciekawych miejsc w tym specyficznym „mieście” po którym oprowadza nas autor jest sporo, przejdziemy przez ważne place – kamienie milowe jak i po prostu interesujące zaułki w historii marketingu – dowiemy się kto zapłacił Pelemu aby w 1970 roku, tuż przed meczem o mistrzostwo świata odrobinę dłużej niż normalnie zawiązał na boisku sznurowadło swojego buta, jak pewien producent okularów wykorzystał wypadek w kopalni w Chile (ten, w którym 33 górników przez kilka tygodni był uwięzionych pod ziemią) czy też w jaki sposób producent pasty do zębów zwiększył sprzedaż swojego produktu. Mając takie, szerokie pojęcia o procesach marketingowych mamy też okazję zdobywać wiedzę w tej fascynującej dziedzinie nie tylko narzędziowo (5 sposobów na skuteczne kampanie mailingowe) ale sami obserwować świat, właśnie pod kątem mechanizmów, które stosują producenci, handlowcy czy agencje reklamowe.
W książce Jacek stara się odpowiedzieć na pytanie dlaczego słowo „marketing”, „marketingowiec” jest dzisiaj tak negatywnie postrzegane czy to przez pryzmat sprzedawców kołder z lam czy cudownych garnków czy też innych mistrzów manipulacji.
Prawie dwa lata temu odbyliśmy na ten temat rozmowę
W książce znajdziecie rozdział poświęcony sześciu kręgom marketingu i nie są to żadne sprzedażowe czary-mary czy definicje wymyślane przez pseudoekspertów od tanich szkoleń – to obszary gdzie pojęcie marketing występuje – ten fragment dał mi odpowiedź dlaczego ludzie zajmujący się marketingiem nie zawsze się rozumieją – funkcjonują w różnych kręgach – poziomach zastosowania marketingu. Podobnie ważną częścią tej książki są rozważania o ludziach marketingu, ich kompetencjach i sposobach zdobywania doświadczenia – 22 kluczowe kompetencje marketera pokazuje jak szeroka jest to dziedzina wiedzy i ile trzeba sobie przyswoić aby nazywać się marketerem.
Trochę o kompetencjach, zdobywaniu wiedzy dyskutowaliśmy na jednym z mediafunLAB-ów, w panelu którego Jacek Kotarbiński był jednym z uczestników.
Książka nie skupia się oczywiście tylko na historycznych opowiastkach (chociaż obowiązkowe opowieści o Tomaszu Edisonie, Michaelu Jordanie, Disneyu czy J.K Rrowling musiały się znaleźć – wrr, ile razy je już czytałem). Kiedy dochodzimy do czasów współczesnych dostajemy rozważania o marketingu w kontekście współczesnych mediów, internetu, serwisów społecznościowych – przykładów i nawiązań jest całkiem sporo, niektóre sprzed paru miesięcy, o niektórych rozpisywaliśmy się na naszych blogach poświęconych marketingowi. Zresztą parę stron również jest poświęconych blogo i vlogosferze – próby klasyfikacji blogerów czy opisania relacji marka-bloger – Ci którzy znają temat z blogowych z dyskusji czy bloga Jacka raczej jednak niczego nowego nie doświadczą.
No i wracamy do pytania. Dla kogo jest ta książka. Jeśli jesteś wiernym czytelnikiem bloga Jacka – to pewnie niekoniecznie jest to książka dla Ciebie (chyba, że się mylę, poprawcie mnie). Jeśli odkryłeś jego bloga niedawno, nie znasz Kotarbińskiego z konferencji, dyskusji, wywiadów a zajmujesz się marketingiem – z pewnością warto sięgnąć po „Sztukę rynkologii”. Również warto ją przeczytać jeśli w marketingu stawiasz pierwsze kroki – obycie z tym pojęciem, procesem jego ewolucji ułatwi ci odkryć pasję w zdobywaniu kolejnych poziomów wiedzy tej fascynującej i ciągle zmieniającej się dziedziny. Warto ją również przeczytać jeśli słowo „marketing” kojarzy Wam się negatywnie – szkoda, że motywację Jacka do napisania książki znalazłem dopiero na końcu :-) „w debacie publicznej słowo „marketing” dosięgło swoistego poziomu dna. Kiedy tarzało się w mule, piszczało i miało obłęd w oczach – podniosłem, wytarłem, pocieszyłem, przytuliłem i napisałem tę książkę.”
Hmm, tytułowa „rynkologia” nie pojawiła się w tej recenzji ani razu… a przecież w książce to pojęcie pojawia się bardzo często… nie wiem dlaczego :-)
Tytuły początkowych rozdziałów zapowiadają ciekawą zabawę słowem, którą znam z bloga Jacka – a tymczasem przez ponad 40 proc. (przepraszam, ale czytałem ją na Kindlu, nie wiem nawet ile ma stron) dostaję rozważania i wspominki o tym jak kształtował się i funkcjonuje dzisiejszy rynek marketingu. Jest to oczywiście ciekawy, długi wywód, spory rys historyczny z lepszymi i gorszymi momentami, w którym Jacek przedstawia cały proces kształtowania się świadomości pojęcia marketing, pokazuje że marketing to nie tylko oferta sprzedażowa, reklama i konwersja na sprzedaż ale cały ekosystem, powiązany na wielu poziomach z producentami, mediami, konsumentami. Ok, background mamy solidnie omówiony.
W pierwszych chwilach czułem się trochę zawiedziony, wiele z tych historii znałem – ale to może właśnie mój błąd w ocenie tej książki, wynikających z ładnych paru lat obserwacji rynku, czytania i pisania o nim – częściej muszę ustawiać się w roli „świeżego” czytelnika. Szkoda, że mając 15-16 lat nie trafiłem na taką książkę i wiedzy o marketingu musiałem szukać nieco po omacku, bo dla kogoś kto chce wiązać swoje życie z marketingiem, to swego rodzaju „oprowadzenie” po mieście marketingu jest bardzo istotne. Jacek oprowadza więc przez dzielnice mniej lub bardziej oddalone w historii, pokazuje szyldy takich marek jak Wedel, Blikle, polski Harods czyli Dom Braci Jabłowskich, Prusakolep, Frugo, Always, Teletombola czy… Czterej Pancerni :-)
Ciekawych miejsc w tym specyficznym „mieście” po którym oprowadza nas autor jest sporo, przejdziemy przez ważne place – kamienie milowe jak i po prostu interesujące zaułki w historii marketingu – dowiemy się kto zapłacił Pelemu aby w 1970 roku, tuż przed meczem o mistrzostwo świata odrobinę dłużej niż normalnie zawiązał na boisku sznurowadło swojego buta, jak pewien producent okularów wykorzystał wypadek w kopalni w Chile (ten, w którym 33 górników przez kilka tygodni był uwięzionych pod ziemią) czy też w jaki sposób producent pasty do zębów zwiększył sprzedaż swojego produktu. Mając takie, szerokie pojęcia o procesach marketingowych mamy też okazję zdobywać wiedzę w tej fascynującej dziedzinie nie tylko narzędziowo (5 sposobów na skuteczne kampanie mailingowe) ale sami obserwować świat, właśnie pod kątem mechanizmów, które stosują producenci, handlowcy czy agencje reklamowe.
W książce Jacek stara się odpowiedzieć na pytanie dlaczego słowo „marketing”, „marketingowiec” jest dzisiaj tak negatywnie postrzegane czy to przez pryzmat sprzedawców kołder z lam czy cudownych garnków czy też innych mistrzów manipulacji.
Prawie dwa lata temu odbyliśmy na ten temat rozmowę
W książce znajdziecie rozdział poświęcony sześciu kręgom marketingu i nie są to żadne sprzedażowe czary-mary czy definicje wymyślane przez pseudoekspertów od tanich szkoleń – to obszary gdzie pojęcie marketing występuje – ten fragment dał mi odpowiedź dlaczego ludzie zajmujący się marketingiem nie zawsze się rozumieją – funkcjonują w różnych kręgach – poziomach zastosowania marketingu. Podobnie ważną częścią tej książki są rozważania o ludziach marketingu, ich kompetencjach i sposobach zdobywania doświadczenia – 22 kluczowe kompetencje marketera pokazuje jak szeroka jest to dziedzina wiedzy i ile trzeba sobie przyswoić aby nazywać się marketerem.
Trochę o kompetencjach, zdobywaniu wiedzy dyskutowaliśmy na jednym z mediafunLAB-ów, w panelu którego Jacek Kotarbiński był jednym z uczestników.
Książka nie skupia się oczywiście tylko na historycznych opowiastkach (chociaż obowiązkowe opowieści o Tomaszu Edisonie, Michaelu Jordanie, Disneyu czy J.K Rrowling musiały się znaleźć – wrr, ile razy je już czytałem). Kiedy dochodzimy do czasów współczesnych dostajemy rozważania o marketingu w kontekście współczesnych mediów, internetu, serwisów społecznościowych – przykładów i nawiązań jest całkiem sporo, niektóre sprzed paru miesięcy, o niektórych rozpisywaliśmy się na naszych blogach poświęconych marketingowi. Zresztą parę stron również jest poświęconych blogo i vlogosferze – próby klasyfikacji blogerów czy opisania relacji marka-bloger – Ci którzy znają temat z blogowych z dyskusji czy bloga Jacka raczej jednak niczego nowego nie doświadczą.
No i wracamy do pytania. Dla kogo jest ta książka. Jeśli jesteś wiernym czytelnikiem bloga Jacka – to pewnie niekoniecznie jest to książka dla Ciebie (chyba, że się mylę, poprawcie mnie). Jeśli odkryłeś jego bloga niedawno, nie znasz Kotarbińskiego z konferencji, dyskusji, wywiadów a zajmujesz się marketingiem – z pewnością warto sięgnąć po „Sztukę rynkologii”. Również warto ją przeczytać jeśli w marketingu stawiasz pierwsze kroki – obycie z tym pojęciem, procesem jego ewolucji ułatwi ci odkryć pasję w zdobywaniu kolejnych poziomów wiedzy tej fascynującej i ciągle zmieniającej się dziedziny. Warto ją również przeczytać jeśli słowo „marketing” kojarzy Wam się negatywnie – szkoda, że motywację Jacka do napisania książki znalazłem dopiero na końcu :-) „w debacie publicznej słowo „marketing” dosięgło swoistego poziomu dna. Kiedy tarzało się w mule, piszczało i miało obłęd w oczach – podniosłem, wytarłem, pocieszyłem, przytuliłem i napisałem tę książkę.”
Hmm, tytułowa „rynkologia” nie pojawiła się w tej recenzji ani razu… a przecież w książce to pojęcie pojawia się bardzo często… nie wiem dlaczego :-)
blog.mediafun.pl MediaFun, 2014-01-22
Zapomnij o pieniądzach i bogać się
Bob Proctor - autor międzynarodowego bestsellera „Urodziłeś się bogaty" (Onepress 2013) - tym razem zachęca nas do... zapomnienia. Zapomnienia o pieniądzach i... bogacenia się. Przewrotne, ale intrygujące!
Zwłaszcza, jeśli na końcu tej drogi mają spełnić się nasze marzenia o zdobyciu prawdziwej fortuny. Autor książki odkrywa przed nami sekrety budowania bogactwa. Nie ma tu co prawda „złotych myśli" o tym, jak zarobić milion w miesiąc, ale otrzymujemy realistyczne strategie, pozwalające porzucić błędne wzorce myślenia na rzecz tych, które mogą przynieść realny zysk. Przygotowani na wielką zmianę, zapinamy pasy - bo to ostra jazda! - i z książką w ręku udajemy się w pełną przygód finansowych podróż, która może odmienić nasze podejście do pieniędzy.
Zwłaszcza, jeśli na końcu tej drogi mają spełnić się nasze marzenia o zdobyciu prawdziwej fortuny. Autor książki odkrywa przed nami sekrety budowania bogactwa. Nie ma tu co prawda „złotych myśli" o tym, jak zarobić milion w miesiąc, ale otrzymujemy realistyczne strategie, pozwalające porzucić błędne wzorce myślenia na rzecz tych, które mogą przynieść realny zysk. Przygotowani na wielką zmianę, zapinamy pasy - bo to ostra jazda! - i z książką w ręku udajemy się w pełną przygód finansowych podróż, która może odmienić nasze podejście do pieniędzy.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2014-01-20