Recenzje
Malta. Między festą a sjestą
Na wagę złota są miejsca w Europie cechujące się słoneczną, ciepłą pogodą przez większą część roku. Kraje, w których z każdego zakątka można łatwo dotrzeć nad morze, do skalistych wybrzeży czy z możliwością wybrania się na szybki trekking, to też spory luksus. Do tego zestawu idealnie byłoby jeszcze dodać energicznych, życzliwych mieszkańców i spokój od wszelkich zawirowań niezależnych od nas samych. Te wszystkie warunki wydaje się spełniać Malta - niewielki, wyspiarski kraj na Morzu Śródziemnym. Czy jednak to państwo jest znane odwiedzającym z czegoś więcej niż z nadmorskich ośrodków wypoczynkowych kuszących swoją ofertą na pięknych fotografiach w folderach i na stronach internetowych? Jeśli ktoś uważa, że poza turystyką niewiele jest tam ciekawego, to książka pt. „Malta. Między festą a sjestą” od „Bezdroży” pomoże wyprowadzić go z tego przekonania. Autorami publikacji są Karolina Miller i Piotr Andruszko - podróżnicy i blogerzy. Omawiana pozycja nie jest kolejnym kolorowym przewodnikiem turystycznym. I nie jest to żadne rozczarowanie, bo publikacja daje szansę poznania prawdziwej Malty. To jest możliwe dzięki multum barwnych, reportażowych opowieści na wiele tematów. Cenne jest osobiste postrzeganie Malty przez autorów, którzy są jej mieszkańcami od dziewięciu lat. To czas, który zaowocował mnóstwem przeżyć i zaskoczeń oraz wiedzą, jakiej nie powstydziłby się niejeden rodowity Maltańczyk. Przyjemnie, z uśmiechem na twarzy, czyta się entuzjastyczną relację twórców bloga „RudeiCzarne” z całego procesu podejmowania decyzji o życiu na wyspach Morza Śródziemnego, początkowo na rok, a finalnie na dłuższy etap, trwający do dziś. Nie brakuje wątków o podejściu do załatwiania wielu spraw i formalności (szokujące, że niektóre z nich zwykły człowiek może rozwiązać u najwyższych władz państwowych!), co może okazać się praktycznymi wskazówkami dla czytelników rozważających podobne decyzje życiowe dla siebie. Myślę, że takie ciekawe tipy i opisy relacji polsko-maltańskich mogłyby zajmować więcej miejsca, bez potrzeby zwiększania liczebności stron. Tu pojawiają się mankamenty, które powinny zostać wyeliminowane. Mowa o wielokrotnie widocznych tych samych porównaniach, np. odnośnie wielkości Malty do pewnego polskiego miasta. Nie będę tu podawał, o jakie konkretnie miasto chodzi, bo po lekturze „Między festą a sjestą” opatrzyło mi się to porównanie. Ciągłe jego czytanie wybijało z rytmu, było go na tyle dużo, że chciałbym o nim już zapomnieć… Śmiało można by pokusić się o kreatywność i użycie innych skojarzeń lub w ostateczności o podarowanie sobie kolejnych takich sformułowań. Struktura układu rozdziałów publikacji też mogłaby zostać inaczej skonstruowana. W kilku odrębnych miejscach czytamy o bardzo podobnej tematyce, np. wątek językowy - o maltańskim wspomina się od strony 53, a o drugim języku urzędowym, angielskim od 185. To samo kwestie religijne - widzimy je na stronie 42, a później od 129 i 133. Większa spójność, eliminacja zbędnych porównań i połączenie odległych podrozdziałów zadziałałaby na plus i dałaby więcej przestrzeni na nowe treści. A byłoby czym je wypełniać, bo autorzy naprawdę potrafią ujmująco opowiadać o Malcie, sypiąc jak z rękawa ciekawostkami i anegdotami. Robią to na tyle atrakcyjnie, że chętnie sięga się do innych źródeł w celu uzupełnienia informacji. Ja tak miałem przykładowo, zatrzymując się na historii o kamiennej figurze Chrystusa, poświęconej przez Jana Pawła II, a następnie celowo zatopionej, by po latach ją wyłowić i… ponownie zatopić, ale w innym miejscu. Zechciałem właśnie sprawdzić, co okazało się powodem takiego zabiegu. Interesująco czyta się o dziejowych losach i wpływach brytyjskich, francuskich, włoskich, arabskich, libijskich. Trzeba przyznać, że jak na tak mały kraj, to zakres powiązań oraz ich efektów - zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, robi wrażenie i poszerza wiedzę o tym rejonie świata. Nie sposób pominąć tytułowych „fest” parafialnych, odbywających się regularnie na przestrzeni roku. Są ważnym elementem tożsamości Maltańczyków, a zarazem niejedynym powodem do świętowania. Pozostałe możliwości bywają… nieszablonowe i w Polsce byłyby raczej nierealne do uskutecznienia. Po szczegóły polecam zajrzeć do prezentowanego tytułu, aby dać się zaskoczyć tymi faktami. Całościowa opinia o pozycji „Malta. Między festą a sjestą” jest pozytywna. Wspomniane niedoskonałości są rekompensowane w sposób satysfakcjonujący dzięki lekkości językowej autorów, ich uważnym skupieniu się na pozapocztówkowym obrazie Malty oraz zachowaniu równowagi między prezentacją osobistych doświadczeń, a wiadomościami w danym temacie. To daje poczucie, że Karolina Miller i Piotr Andruszko prawdziwie i trafnie zrozumieli lokalne zależności czy rozbieżności. W książkę zaopatrzyć się można planując wyjazd na Maltę. To dobry materiał również dla chcących poznać jej rdzeń. Lektura może wpłynąć na zmianę decyzji odnośnie długości pobytu - z city breaku na solidną, dłuższą wyprawę z przeżytymi festami w tle.
Niezbędnik survivalowy. Elementarz sztuki przetrwania w terenie
Książka pokazuje, jak odpowiednio przygotować się do wyprawy, jak dobrać potrzebny sprzęt, znaleźć wodę, rozpalić ogień, zbudować schronienie czy odnaleźć się w terenie. Autorzy skupiają się przede wszystkim na praktycznych informacjach i przedstawiają je w prosty, konkretny sposób. Dzięki temu poradnik może być przydatny zarówno dla osób, które dopiero zaczynają interesować się survivalem, jak i dla tych, którzy mają już pewne doświadczenie. Dużą zaletą książki jest jej praktyczny charakter. Zamiast skupiać się na samej teorii, autorzy przedstawiają informacje, które można wykorzystać podczas pobytu na łonie natury. Pomocne są również fotografie i ilustracje znajdujące się w książce. Moim zdaniem „Niezbędnik survivalowy” jest ciekawą propozycją dla osób lubiących przyrodę, wycieczki i aktywność na świeżym powietrzu. Książka może nauczyć odpowiedzialnego przygotowania się do pobytu w terenie oraz zwrócić uwagę na to, jak ważne są planowanie i zachowanie spokoju w nieprzewidzianych sytuacjach. Jej zaletą jest również przystępny sposób przedstawiania informacji. Podsumowując, „Niezbędnik survivalowy” to praktyczny i interesujący poradnik, szczególnie dla początkujących. Poleciłbym tę książkę osobom, które chcą lepiej poznać zasady bezpiecznego przebywania w terenie i dowiedzieć się więcej o survivalu.
Odporność psychiczna dziecka. 65 ćwiczeń wzmacniających siłę, spokój i wiarę w siebie
Zagadnienie odporności psychicznej bardzo mnie ciekawi. OPINIA: Bardzo przydatna książka, a raczej workbook. Ćwiczenia poprzedzone są historyjkami, prostymi i krótkimi, ale bardzo naturalnymi, które przemawiają do wyobraźni. I ich tematy są bardzo na czasie - odrzucenie, hejt, radzenie sobie ze stresem, poczucie wartości czy strach przed wystąpieniami publicznymi. Moja progenitura jest jeszcze zbyt mała, żeby korzystać z tego poradnika, ale już wiem, że wrócę do lektury jak tylko trochę podrośnie. Tymczasem uważam, iż to bardzo użyteczna pozycja także dla rodziców, bo już teraz pokazała mi na co zwrócić uwagę. Jeśli zdecydujecie się sięgnąć po książkę (do czego zachęcam) to polecam jej papierową wersję. Jest tu kilka ciekawych ilustracji, pomocnych przy ćwiczeniach i jednak łatwiej będzie z nich korzystać jednak w formie "fizycznej". PODSUMOWANIE: Króciutka, ale bardzo treściwa pozycja. Idealna jako workbook dla dzieci i jako poradnik dla dorosłych.
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
Jest połowa września, a ja znalazłam wręcz idealny rom-com na jesień. Słyszeliście o “ASMR”? Ja niby tak, ale z niewiadomych dla siebie przyczyn nie sięgnęłam po nią w okresie jej premiery na szczęście skusiłam się na “STEM” i to był strzał w 10! Książka jest tak urocza i zabawna, że nie byłam w stanie jej odłożyć ❤️ uwielbiam Jordan za jej nieporadność, ale też za ciągle próby udowodnienia, że nie jest już dzieckiem i choć czasami zdarzają jej się wypadki to stała się odpowiedzialnym dorosłym człowiekiem. Cass za to, ma w sobie elementy z którymi w łatwy sposób mogę się utożsamić, jako, że jestem najstarszą z rodzeństwa, wiecznie tą poukładaną i odpowiedzialną za wszystkich. Więc, że tak powiem I get you Cass ❤️ no i dodajmy, że jest strażakiem czym kupił mnie na wstępie 😉 Uwielbiam każdą scenę tych dwojga jak i wszystkich bohaterów pobocznych ❤️ Zara jest tak urocza a zarazem inteligentna i ironiczna, jakby od początku była połączeniem tych dwojga ❤️ Niektóre sceny z tej książki są już dla mnie ikoniczne ! Oczywiście scena z drzewem 😆 wszystkie sceny z oknem i moja ulubiona scena z cmentarza (uwierzycie, jak powiem że kiedyś mnie to spotkało? Nie na cmentarzu co prawda ale coś podobnego 😆🫣). Jedynie co mi się nie podobało to scenariusz głównej relacji, ale to bardzo subiektywna opinia bo dużo lepiej się bawię w momencie gdy relacja dojrzewa niż jak już jest Happy Happy Happy ❤️ Ogólnie to z wielką chęcią poznam inne książki tych autorek ❤️ i czekam na mnie ASMR! 4,5/5⭐️