Recenzje
Dziki Beskid Niski. 50 nieoczywistych miejsc blisko natury
Młodzi detektywi w akcji. Zagadki (prawie) kryminalne
Młodzi detektywi w akcji od @czytalisek_wydawnictwo @wydawnictwo_sensus to książka, która przygotowuje dziecko do radzenia sobie z wyzwaniami codziennego życia. Poprzez rozwiązywanie zagadek dzieci uczą się analizować sytuacje, wyciągać wnioski i szukać najbardziej prawdopodobnych rozwiązań. Rozwijają krytyczne myślenie, uczą się przewidywać konsekwencje swoich działań, a dzięki temu stają się bardziej świadome i mniej podatne na manipulację. To także świetny trening uwagi, pamięci i elastyczności myślenia. Każda rozwiązana zagadka wzmacnia poczucie sprawczości i pewność siebie, pokazując dziecku, że potrafi samodzielnie dojść do właściwych wniosków. Bardzo lubię książki, które rozwijają kompetencje poznawcze i społeczne w naturalny sposób - poprzez zabawę. Ta pozycja otwiera również przestrzeń do rozmów o tym, jak ważne jest opieranie się na faktach, dostrzeganie różnych perspektyw i wyciąganie wniosków. Pokazuje, że warto próbować różnych rozwiązań i nie poddawać się, gdy odpowiedź nie pojawia się od razu. Przy okazji dzieci dowiadują się, czym jest obserwacja, hipoteza i wnioskowanie, jak eliminować fałszywe tropy oraz dlaczego nie każdy policjant wykonuje tę samą pracę. Poznają także podstawowe metody działania policji oraz zasady bezpieczeństwa - również w świecie cyfrowym. Żałuję, że ta książka nie pojawiła się kilka lat temu, gdy pracowałam z dziećmi, które z różnych powodów wynosiły z domu negatywne przekonania na temat służb mundurowych. Myślę, że byłaby świetnym punktem wyjścia do rozmowy, budowania zaufania i pokazania, jak ważną rolę pełnią osoby dbające o nasze bezpieczeństwo. #książkidladzieci #młodzidetektywiwakcji #rozwójdziecka #logicznemyślenie #cyberbezpieczeństwo • Edukacja przez Zabawę • Wspólne Czytanie • Rozwiązywanie Problemów • Kompetencje Poznawcze • Kompetencje Społeczne • Krytyczne Myślenie
Krwawe igrzyska. Krwawe dziedzictwo #2
Są takie książki, o których po skończeniu myślisz: „Co ja właściwie przeczytałam?”. I wiecie co? „Krwawe igrzyska” zdecydowanie do nich należą. Opis zapowiada brutalne igrzyska Fae, walkę o przetrwanie, mroczne sekrety i odkrywanie potężnej mocy drzemiącej w Sadie. Brzmi jak coś stworzonego dla mnie. Problem w tym, że samych tytułowych igrzysk dostałam zdecydowanie mniej, niż się spodziewałam. Ja chyba naprawdę lubię czasem przeczołgać się przez dziwną historię, bo mimo całego tego chaosu dobrze się bawiłam. Świat jest momentami mocno pokręcony, nowych informacji, mocy i zależności między bohaterami przybywa z każdą stroną, przez co nie raz musiałam się zastanowić, kto jest kim i o co właściwie chodzi. A jednak coś sprawiało, że chciałam czytać dalej. Największym minusem była dla mnie Sadie. Odniosłam wrażenie, że przez trzy czwarte książki więcej czasu poświęca rozmyślaniom o utracie dziewictwa i atrakcyjności swoich towarzyszy niż temu, co naprawdę dzieje się wokół niej. Dodatkowo jej humor często wydawał mi się zwyczajnie zbyt infantylny i zamiast mnie bawić, raczej irytował. Na szczęście pozostali bohaterowie wypadają znacznie lepiej. Szczególnie po zakończeniu mocno zaintrygowała mnie postać Cobry. Mam wrażenie, że skrywa znacznie więcej, niż do tej pory pokazano, i to właśnie jego wątek najbardziej rozbudził moją ciekawość przed kolejnym tomem. Choć liczyłam na więcej walk, napięcia i samego turnieju, a dostałam przede wszystkim przystojnych samców alfa, spicy sceny i budowanie relacji, to nie mogę powiedzieć, że źle się bawiłam. To jedna z tych serii, które mają sporo wad, a mimo to potrafią skutecznie przykuć uwagę. Za to końcówka zostawiła mnie z masą pytań, kilkoma zaskoczeniami i ogromną ciekawością, co wydarzy się dalej. Po trzeci tom sięgnę na pewno. Nie dlatego, że zakochałam się w tej serii, ale dlatego, że po prostu muszę sprawdzić, dokąd to wszystko nas zaprowadzi.
Malbat znaczy grzech
Najgorsze w tej książce nie jest to, że ktoś może zginąć. Najgorsze jest to, że przez całą lekturę nie wiesz, komu jeszcze możesz ufać. 💜 To właśnie ta myśl nie opuszczała mnie od od samego początku, strach. Cichy, duszący strach, który z każdą kolejną stroną stawał się coraz bardziej namacalny. Czytałam i miałam wrażenie, że ściany wokół bohaterów zaciskają się coraz mocniej, a wyjścia z tej sytuacji po prostu nie ma. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak to, jak bardzo ta historia gra na emocjach czytelnika. Nie próbuje szokować ilością przemocy ani wymuszonymi zwrotami akcji. Zamiast tego powoli odbiera poczucie bezpieczeństwa. Każda kolejna strona sprawiała, że coraz częściej łapałam się na jednej myśli: czy naprawdę można jeszcze komukolwiek wierzyć? Właśnie ten niepokój okazał się najmocniejszym elementem całej historii. Największą siłą tej książki nie jest sama mafia. To ludzie zamknięci w świecie, w którym zaufanie staje się luksusem. W świecie, gdzie jeden błąd może kosztować wszystko. Autorka pokazuje, że największe bitwy bardzo często rozgrywają się nie podczas walki z wrogiem, ale we własnej głowie. Jak zaufać, kiedy każda decyzja może okazać się tą ostatnią? Jak uwierzyć drugiemu człowiekowi, skoro nawet najbliżsi mogą skrywać tajemnice? To właśnie ten psychologiczny aspekt zrobił na mnie największe wrażenie. Strach nie pojawia się nagle, lecz narastał. Powoli, niemal niezauważalnie, aż w pewnym momencie orientujesz się, że sam zaczynasz podejrzewać wszystkich. Ta książka przypomniała mi, że najgroźniejszy wróg nie zawsze stoi naprzeciwko. Czasami siedzi tuż obok. Czasami patrzy prosto w oczy, a czasami jest kimś, komu bez wahania oddalibyśmy własne życie. Ta myśl wracała do mnie przez całą lekturę i sprawiała, że z każdą stroną czułam coraz większy dyskomfort. Bardzo doceniam również to, że autorka nie idealizuje swojego świata. Tutaj nie ma prostych wyborów ani łatwych odpowiedzi. Każda decyzja niesie za sobą konsekwencje, a dobro i zło nie są oddzielone grubą linią. To właśnie dzięki temu emocje wydają się tak prawdziwe. 💜
Włoskie komplikacje
🇮🇹 Czy można zakochać się w książce już od pierwszego rozdziału? Można. I #WłoskieKomplikacje są tego najlepszym dowodem! 🍋☀️ Uwielbiam komedie romantyczne, które naprawdę bawią, a nie tylko próbują być zabawne. Tutaj śmiałam się od pierwszych stron i z każdym kolejnym rozdziałem było tylko lepiej! Zuzanna Kulik zabrała mnie do słonecznej Toskanii, gdzie miało być romantycznie, spokojnie i... weselnie. Szybko okazało się jednak, że ślub to dopiero początek wszystkich komplikacji. Na bohaterów czekają niezręczne sytuacje, mnóstwo niespodzianek i jeszcze więcej powodów do wzajemnych kłótni. Zoe i Adam od początku nie potrafią znaleźć wspólnego języka. Los postanawia jednak z nich zakpić i zmusza ich do dzielenia jednego pokoju. A gdy wydaje się, że gorzej już być nie może, na scenę wkracza Lisa, która skutecznie dokłada kolejne cegiełki do tego szalonego chaosu. To, co najbardziej skradło moje serce, to sposób, w jaki autorka połączyła enemies to lovers, fake dating i delikatny grumpy x sunshine. Wszystko wyszło niezwykle naturalnie, a chemia między bohaterami była wyczuwalna niemal od pierwszej sprzeczki. Ich słowne przepychanki? Czyste złoto Nie zliczę, ile razy uśmiechałam się do książki, dlatego w moim egzemplarzu aż roi się od zakładek przy ulubionych dialogach. Ale ta historia to nie tylko humor. Między zabawnymi scenami pojawiają się również chwile pełne emocji, zaskoczeń i rodzinnych dramatów, które sprawiają, że nie jest to jedynie lekki romans. Dzięki temu bohaterowie zyskują głębię, a ich historia angażuje jeszcze bardziej. Ogromnym atutem książki jest też klimat. Włoskie uliczki, upalne słońce, pyszne jedzenie i atmosfera Toskanii sprawiają, że ma się ochotę natychmiast spakować walizkę i ruszyć w podróż. A ja? Przez całą lekturę miałam ogromną ochotę wrócić również do mojego ukochanego Londynu, o którym autorka subtelnie przypomina. #WłoskieKomplikacje to jedna z tych książek, które czyta się z uśmiechem na twarzy i ogromną przyjemnością. Lekka, urocza, romantyczna, momentami wzruszająca, ale przede wszystkim piekielnie zabawna. Dla mnie to jedna z najlepszych komedii romantycznych, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. I jeszcze jedno... jeśli zastanawiacie się, po jakie wydanie sięgnąć, wybierzcie papier. Jest absolutnie przepiękne! Okładka i detale sprawiają, że książka wygląda jak małe dzieło sztuki i będzie ozdobą każdej biblioteczki