ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Calder. Narodziny odwagi

Jaka jest cena ludzkiego życia? Ile są warte marzenia? Czy miłość rzeczywiście jest niezwyciężona? 
 
Kiedy Calder po raz pierwszy dostrzega malutką Eden, mającą w przyszłości zostać żoną wielkiego przywódcy sekty, nie zdaje sobie sprawy z tego, jak jej pojawienie się zmieni bieg jego życia. On jest zwykłym chłopcem robotnikiem, ona – wybranką Hectora, pana nad panami. Oboje muszą się podporządkować jego rozkazom. Jednak gdy po kilku latach między tą dwójką rodzi się uczucie, sprawy komplikują się jeszcze bardziej.
Jak przełamać bariery i zawalczyć o marzenia, które wydają się wyłącznie mrzonkami? Czy w świecie, w którym los zależy od przywódcy sekty, możliwe jest zachowanie jakiejkolwiek odrębności? W końcu – czy szczęście stanowi tylko wyidealizowany fragment trudnej rzeczywistości?
Jakiś czas temu mieliście okazję przeczytać moją recenzję Stingera – pierwszej książki Mii Sheridan, którą przeczytałam i która okazała się niesamowitą historią, choć z pozoru wydawała się jedynie banalnym erotykiem. Tym razem postanowiłam sięgnąć po Caldera – pierwszą część serii Znaki miłości – tej samej autorki.
Skłamałabym, gdybym napisała, że Mia Sheridan do mnie nie przemawia. Tak, Mia Sheridan we własnej osobie, nie jej styl – taki styl może mieć każdy, ale takiej opowieści nie stworzył jeszcze nikt. A nawet jeśli stworzył – nie przelał w nią takich emocji, jakie możemy przeżywać podczas czytania zarówno Stingera, jak i Caldera (i mam nadzieję, że nie zawiodę się, gdy sięgnę po inne jej książki).
To nie kolejny nic niewarty romans, jakich wiele. Calder to niestandardowa powieść zawierająca standardowe przesłanie. Czujecie tę grę słów? Doskonale. Cel zamierzony!
Nie żartuję. Wiem, że wiele książek wzbudza w czytelnikach emocje, które sprawiają, że ci albo śmieją się do rozpuku, albo wylewają fontanny łez. Wiem również, że mało który autor jest w stanie „przebić się” w czasach, w których liczy się ilość, a nie jakość. Mimo wszystko ufam, że TA autorka na stałe zapisze się na kartach wielkich twórczyń powieści XXI wieku.
Warto zaznaczyć, że książka, o której w tej chwili piszę, nie jest już typowym romansem z gatunku New Adult. Sheridan nie skupia się tutaj na piętnie przeszłości i zmysłowości uczucia; tym razem opowiada o pięknej pierwszej miłości, nieskazitelnej, ale też… niemającej prawa bytu.
 
Historia toczy się powoli. Akcja rozwija się stopniowo i momentami wydaje się nużąca do tego stopnia, że mamy ochotę odłożyć książkę na półkę i o niej zapomnieć. Błąd. Tak nie wolno postąpić. Może i początek nie jest przekonujący, ale… kochani! To, co znajduje się później, powali was na kolana, zapewniam. Początkowo – owszem – mamy wrażenie pewnego chaosu – nie wiemy, kim są przedstawione osoby oraz jaką funkcję pełnią pewne nawiązania, jak chociażby przywołanie legendy o Wodniku, która stanowi motto całej powieści. Jednak z czasem historia się rozwija, wydarzenia łączą się w logiczny ciąg, a my… powoli ulegamy temu przyciąganiu, aż w końcu nie ma już dla nas ratunku!
 
Muszę przyznać, że sama miałam pewien kłopot, gdy podczas czytania zaczęły mi się zamykać oczy. Pomyślałam sobie wtedy: Ale jak to?! Jak mogłam zasnąć nad książką? Przecież nigdy mi się to nie zdarzyło! Byłam zdziwiona i jednocześnie bardzo zła na siebie, że śmiałam dopuścić do takiego stanu rzeczy. Na szczęście sytuacja się już nie powtórzyła. Nastąpił zwrot o 180 stopni – tym razem nie zasnęłam, choć dookoła było już ciemno, a następnego dnia musiałam wstać wcześnie rano na zajęcia. Paradoks? 
 
Bohaterowie – w szczególności Calder i Eden – zostali wykreowani dobrze. Nie mogłam się doczekać momentów, w których będę obserwowała ich dojrzewające uczucie, kiedy w końcu poznam ich od tej „prawdziwej” strony, nie tylko jako tych, którzy muszą wykonywać rozkazy Hectora. Ich miłość należy do trudniejszych. Jak już wspomniałam – teoretycznie nie ma prawa bytu. A jednak… Warto zebrać się na odwagę i przekonać o własnej sile, która potrafi pokonać słabości. 
 
Calderze bardzo ciekawie został opisany system funkcjonowania sekty. Jest to na tyle interesujący wątek, że doskonale ukazuje sytuację człowieka w świecie. To, co przeżywają bohaterowie, można przenieść na to, co dzisiaj dzieje się w społeczeństwie. Nie jesteśmy co prawda ofiarami guru, ale… czy tylko o to chodzi? Zastanówmy się nad tym i wynieśmy z tej historii jak najwięcej dla siebie. 
 
Polecam wam tę książkę z całego serca! Jest dopracowana, intryguje i przede wszystkim – nie należy do zbioru standardowych i przewidywalnych powieścideł. Zachwyci was swoją głębią tak, że nie będziecie w stanie się od niej oderwać. I nie przejmujcie się, że nie macie czasu… Dla tej książki musicie go znaleźć. Po prostu musicie, bo jest tego warta.
Essentia

Calder. Narodziny odwagi

Calder. Narodziny odwagi to już trzecia przeczytana przeze mnie książka Mii Sheridan i muszę przyznać, że ta jest najlepsza ze wszystkich. Ledwie się obejrzałam, a już ją kończyłam i przede wszystkim ogarnął mnie smutek, że muszę czekać z niecierpliwością na kolejny tom.

Kiedy dziesięcioletni Calder po raz pierwszy zobaczył ośmioletnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Ale z pewnością wiedział, że jego uczucia nie zyskają aprobaty społeczności, w której przyszło mu żyć. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, która... miała zostać żoną przywódcy tej sekty.*

Przyznacie, że powyższy opis jest dość niecodzienny. No dobra, nie twierdzę, że takich pozycji nie ma na naszym rynku, czy nawet na tym światowym, ale ten pomysł wydał mi się niesamowicie nowatorski i zdecydowanie przyciągnął mnie do siebie. O okładce może i nie mogę powiedzieć, że jakoś ogromnie mnie urzekła, ale zdecydowanie na plus mogę dodać to, że dawno już nie spotkałabym się z modelem na okładce, który tak bardzo przypominałby głównego bohatera. Naprawdę to ogromny plus, ponieważ dzięki temu, mogłam już podczas czytania wyobrażać sobie jak Calder wygląda.

Nie wiedziałam do końca, jak wyjdzie ta historia Autorce. Bałam się, że może przedobrzyć z całą otoczką sekty, ale w tym przypadku ujęła mnie za serce. W szczególności, że pomimo tego, że nie myślimy o takich sprawach, to tak, na świecie nadal istnieją takie wyznania, a mnie zawsze intrygowało to, jak jest możliwe, by taka religia była w stanie funkcjonować. Mia Sheridan poradziła sobie w tej kwestii znakomicie, ponieważ poznajemy struktury tej hierarchii od podstaw i nie jest to dzięki temu, tylko zmyślna historyjka miłosna.

Z tym że przeznaczenie o nic mnie nie pytało. Bo jeśliby spytało, odparłabym, iż jestem zupełnie pewna, że moim przeznaczeniem jest Calder Raynes – a w każdym razie błagałabym je, aby tak było.

Oczywiście, najważniejszą rzeczą, jest rodzące się uczucie między Calderem a Eden, i tu wszystko wydawało mi się na miejscu. Historia jest odpowiednio stonowana. Raz ogarnia nas wielkie zaciekawienie dotyczące całej religii, a gdzieś między tymi murami, powstaje uczucie, o jakim jeszcze nie śniliście, a może i nawet nie czytaliście. Bohaterowie zaskakiwali mnie na każdym kroku i sądzę, że lepiej bym sobie tego wszystkiego nie wymyśliła.

Jedyną kwestią, która niezbyt mi się podobała, to pierwsze dwa rozdziały. Wybaczcie, ale niezależnie od tego, jak wielka fikcja literacka została tu przedstawiona, to nikt mi nie wmówi, że dziesięciolatkowie są w stanie zakochać się od pierwszego wejrzenia miłością jedyną na całe życie, a w dodatku się tak nie wysławiają. To jedyny mankament tej historii, ale pamiętajcie, że to tylko dwa pierwsze rozdziały, później wszystko jest na odpowiednim miejscu. A miłość rozkwita, by potem zostać zdeptaną i stłamszoną, a później znów czas na uniesienia.

I niech bogowie mi wybaczą, ale ziarno miłości, które we mnie zakiełkowało; ziarno, którego przyrzekałem nie pielęgnować, i tak rosło z każdą chwilą.

Nie powiem, że to tylko książka dla kobiet. Nie stwierdzę też jaki przedział wiekowy byłby dla tej książki odpowiedni (zapewne przydałaby się pełnoletność ze względu na sceny erotyczne, ale kto by się tam tym przejmował). Ta historia zostanie mi na dłużej w pamięci i czekam z niecierpliwością na kolejny tom, ponieważ jak Autorka mogła tak zakończyć ten tom!? Uważajcie, możecie rozpaść się na kawałki.
ujrzecslowa.pl

Oblubienice wojny

‚Murzyni, Żydzi, Cyganie- do jednego wora’ szokujący tytuł nieprawdaż? Tak samo szokujący, jak szokująca bywa książka Helen Bryan ‚Oblubienice wojny’, który miałam zaszczyt przeczytać i zrecenzować przedpremierowo, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Helion.

Wiosna 1995 r.

Spotykam pierwszych bohaterów na łamach w/w książki. Lecą na jakieś spotkanie po latach. Kim są? Dokąd i w jakim celu? Tego dokładnie nie wiem i liczę, że dowiem się w najbliższym czasie.

Październik 1938 r.

Autorka cofa się w czasie, aby przedstawić bohaterki jej debiutanckiej powieści oraz zacząć na dobre ich historię. Zaczytując się w kolejnych zdaniach, poznaję Tanni, nastoletnia Żydówka z wielodzietnej rodziny, która skrycie kocha się w synu Rabina. Jak każda nastolatka, marzy o pięknym ślubie i szczęśliwej rodzinie. Niestety, czas wojny nie jest łaskawy ani dla niej, ani dla jej rodziny. W pośpiechu ojciec wydaje ją za grubego, niezbyt przystojnego Brunona, który ma za zadanie wywieźć ją z Austrii. Z każdą chwilą żołnierze rozstrzeliwują ludzi pochodzenia żydowskiego, a ich domy palą. ‚Dla zabawy’ (jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi) wysyłają niektórych Żydów na granicę Polski, aby stamtąd przewieźć ich do Auschwitz, o którym każdy z nas wie i pamięta.

‚Szybko- wyrzęził, pryskając śliną dookoła.- Żołnierze tu idą! Mówią, że podpalają domy i synagogi, kradną, rozbijają szyby… a nawet strzelają do ludzi! Musisz zawołać ojca! Mówią o wypędzeniu żydowskich diabłów, pobili już parę osób na śmierć!
(fragment ‚Oblubienice wojny, H. Bryan, s. 71)

Kolejna bohaterka to Eveligne, która w Nowym Orleanie ukończyła szkołę i która ma poślubić dwukrotnie starszego od siebie mężczyznę znanego z porywczości, brutalności oraz problemów natury psychicznej. Dziewczyna nie kocha go, a już tym bardziej nie może go poślubić. Jej serce, o zgrozo, należy do Laurenta, który jest ciemnoskórym mężczyzną. Niby nic takiego, prawda? Jasne, ale w naszych czasach. 1938 r. Stany Zjednoczone te dwa fakty łączą się z ogromna dyskryminacją i pogardą dla osób o innym kolorze skóry. (Przy okazji, w czasie, gdy czytałam tę powieść, oglądałam film pt.’ Eskadra Czerwone Ogony’, który opowiada o lotnictwie i losach ciemnoskórych żołnierzy. Realia pokazane zarówno w książce, jak i w filmie, mimo nieco różnej tematyki, doskonale pokazywały traktowanie tych ludzi.)

‚Bambo i fajerwerki! Przysięgam, te czarnuchy nie mają więcej rozumu, niż małpy’
(fragment ‚Oblubienice wojny’, H. Bryan, s. 46)

Następna oblubienica wojny to Alice. Wiecznie przestraszona, wiecznie zaniedbana i mająca najwięcej do powiedzenia córka pastora. Po jego śmierci opiekuje się zdewociałą matką. Gdyby nie praca na parafii, w szkole i opieka nad matką, podejrzewam, że Alice nie miałaby nic więcej. Przyznam, że na początku współczułam tej bohaterce, kiedy to narzeczony porzucił ja i w tajemnicy poślubił inną. potem irytowała mnie, wiecznie pokazując jaka jest biedna, a cała wioska litowała się nad nią. Aż w końcu zachwyciłam się na ostatnich kartach powieści jej szczęśliwym happy endem. Nic więcej nie powiem na jej temat, bo i tak dużo zdradziłam. Jaka jest Alice, najlepiej sami oceńcie, czytając ‚Oblubienice wojny’.

Poznaję też Elsie. Dziewczyna z biednego, wręcz patologicznego domu, która zostaje służącą w domu dystyngowanej i niezbyt uprzejmej staruszki. Elsie nie jest zbyt rozgarnięta, często używa języka zrozumiałego wyłącznie dla niej. Z biegiem czasu na jej drodze pojawia się Bernie, typ spod ciemnej gwiazdy. Fałszując dokumenty i obrabiając domy bogatych ludzi, które zostały zniszczone przez niemieckie bombowce, walczy o przetrwanie w tych trudnych czasach. Jak potoczą się ich losy?

Na koniec Frances- moja ulubiona bohaterka. Przyznam, że czytając tę książkę, nieustannie wyczekiwałam na fragmenty z nią związane. Piękna, bogata, uwodzicielska córka Admirała podczas wojny z rozkapryszonej dziewczyny, zamienia się w silną, zdeterminowaną i odważna kobietę. Pod przykrywką pracy dla Land Girls bierze udział w Szkoleniach Służb Pomocniczych oraz KOS. Dziewczyna czuje się w obowiązku służyć ojczyźnie i całemu światu. Jest głęboko przekonana, że zabicie chociażby jednego nazisty, sprawi, że przyczyni się do lepszego świata. Ona również jest na siłę swatana z nieobliczalnym człowiekiem, jednak potrafi wyjść z takiej opresji cało.

Książka kończy się w taki sposób, jakiego nawet nie dopuściłam do myśli. Zaskakujący fragment, w którym dowiaduję się, że jedna z bohaterek ginie w hitlerowskim obozie pracy doprowadza mnie do łez. Jednak pozostałe oblubienice wojny, czy tak jak mówi się o nich wojenne panny młode, po latach rozwikłują zagadkę, w której wychodzi na jaw, kto przyczynił się do śmierci ich przyjaciółki. Co więcej, kobiety mimo sędziwego wieku, rozprawiają się ze złoczyńcą w bohaterski sposób.

‚Doktor kończył już pracę na dzisiaj. Dwóch nastoletnich Cyganów, zdrowe okazy identycznych bliźniąt, leżało rozczłonkowanych na stole do sekcji.’
(fragment o niemieckim obozie, w którym przeprowadzono eksperymenty na bliźniętach; ‚Oblubienice wojny’, H. Bryan;)

Tak o to, przedstawiłam Wam dziś świetną książkę ‚Oblubienice wojny’ H. Bryan. Przyznam, że są w niej momenty, w których czytałam fragmenty z szybszym biciem serca. Być może dlatego, że II Wojna Światowa niesamowicie odbiła się na naszym kraju. Zginęło w niej wielu naszych przodków, w okrutny i upokarzający sposób. Mimo iż książka nie jest oparta na faktach, co autorka podkreśla już na wstępie i mimo iż mało akcji dzieje się w Polsce, to jednak uważam, że przypadnie do gustu wszystkim tym, którzy chcą czytać o miłości, przyjaźni przeplatanych z okrucieństwami wojny.
konwenanse.blog.pl Ania; 2016-05-09

Siła głosu. Jak mówić, by ludzie chcieli słuchać

Mowa jest dla człowieka najprostszym sposobem komunikowania się. Najbardziej bezpośrednim. Za jej pomocą porozumiewamy się jeszcze zanim nabędziemy umiejętność pisania. Nie wymaga też udziału specjalnych nośników, więc możemy się nią posługiwać gdziekolwiek się znajdziemy, nie mając pod ręką żadnych narzędzi. Moglibyśmy sądzić, że tak podstawowa zdolność, wykształcona już na początku naszego życia, osiąga mistrzowski poziom z biegiem lat. Cóż… osiąga, ale tylko wtedy, kiedy nad nią pracujemy.

Nie da się przecenić wartości prawidłowej komunikacji. Od umiejętności sprawnego posługiwania się językiem zależy, w jakim stopniu zostaniemy zrozumiani i sami przetworzymy uzyskane od innych informacje. Zależy nam przecież na wyrażeniu poglądów, odczuć i poleceń tak, by zostały właściwie odebrane.

Nie tylko słowa, ale też sposób ich wypowiadania jest istotny. Cała otoczka, na którą składa się mimika, gestykulacja, ton głosu, jego natężenie, ekspresja wypowiedzi, poprawność językowa, odpowiednie dostosowanie formy do treści, odbiorcy i okoliczności.

Na jakość przekazu składa się wiele czynników. Nie zawsze się nad tym zastawiamy i często nie zdajemy sobie sprawy z ich przełożenia na reakcje, jakie wzbudza w otoczeniu nasza osoba.  Możemy jednak skutecznie na nie wpływać i tu z pomocą przychodzą specjaliści od komunikacji, wizerunku, emisji głosu, retoryki. Książka Katarzyny Pietroń, zatytułowana „Siła głosu. Jak mówić, by ludzie chcieli słuchać”, uświadamia nas w tym zakresie, fachowo omawia wszystkie aspekty budowania wypowiedzi i uczy sztuki wymowy. 

Z książki dowiemy się między innymi czym jest intonacja, modulacja i szereg innych atrybutów mowy, jak posługiwać się mikrofonem, przygotować do wystąpień, zredukować stres, zadbać o prezencję, prawidłowo oddychać, pracować nad dykcją, akcentować sylaby i wyrazy, a nawet w jaki sposób stan zdrowia i nawyki żywieniowe wpływają na aparat mowy. Jej autorka, Katarzyna Pietroń, ukończyła Akademię Muzyczną w Warszawie ze specjalizacją dyrygentury chóralnej. Jest instruktorką emisji głosu, założycielką Studia Mowy i Dźwięku, prowadzi też szkolenia na temat wystąpień publicznych. W powstaniu książki mają swój udział także ekspertki od logopedii, kultury i techniki mowy oraz poprawnej polszczyzny.

To, co zwraca uwagę podczas czytania, to profesjonalizm i kompleksowość w podejściu do tematu, skupienie na zagadnieniach bez żadnych dywagacji. Można śmiało powiedzieć, że książka traktująca o sztuce skutecznego przekazu napisana jest i wydana w sposób dokładnie odzwierciedlający zasady obowiązujące w prawidłowo przebiegającym procesie komunikacji, do którego się odnosi. Zaletą jest duża i czytelna, atrakcyjna graficznie czcionka oraz uporządkowana treść, podział na rozdziały i podrozdziały uwzględniający taką kolejność poruszania zagadnień, aby czytelnik z  łatwością pozyskiwał wiedzę. Na dużą pochwałę zasługuje precyzja opisów, przystępne definiowanie pojęć, krótki wstęp i obszerna część zawierająca praktyczne ćwiczenia oraz załączona płyta CD zawierająca 23 ćwiczenia głosowe.

Mimo iż efektywność komunikacji zależy od obu stron, to na autorze komunikatu ciąży obowiązek wyartykułowania go w sposób zrozumiały, interesujący, poprawny i ułatwiający słuchaczowi odbiór. Korzystając z porad zawartych w książce „Siła głosu” można doskonalić zarówno budowanie wypowiedzi pod względem  gramatycznym i stylistycznym, jak i sposób prezentowania ich tak, aby przyciągać uwagę, wzbudzać emocje, przekazywać istotne treści w łatwy do zapamiętania sposób lub osiągnąć inne założone cele.

Możemy mówić lepiej, wyraźniej, bardziej elokwentnie. Możemy pokonać tremę, przykuwać uwagę podczas wystąpień, stać się bardziej wiarygodnymi podczas prywatnych rozmów.  

O tym jak ważna jest dla nas mowa, może świadczyć zwykła obserwacja etapów rozwojowych człowieka. Z wszystkich umiejętności komunikacyjnych jakie zdobywa dziecko, na żadną nie czekamy tak bardzo, jak właśnie na pierwsze wypowiedziane słowo. Warto rozwijać i doskonalić tę szczególną umiejętność.
urodaizdrowie.pl Iwona; 2016-05-20

Stinger. Żądło namiętności

To moja pierwsza książka tej autorki i jestem mile zaskoczona! „Stinger” jest gatunkowym misz maszem, połączeniem gorącego romansu, powieści sensacyjnej i obyczajowej. Myślałam, że cała akcja skoncentruje się na wątku romantycznym – okazało się, że nie jest to kolejny stereotypowy erotyk, gdzie postaci w każdej sekundzie swojego życia myślą o seksie. „Stinger” to dużo więcej, książka ma dosyć rozbudowaną fabułę, jak i świetnie wykreowanych bohaterów. Wniosek mam taki, Mia Sheridan zasłużenie zapracowała na swoją pozycję pisarki bestsellerów.
Poznają się w hotelu. Wydaje się Wam to przewidujące? Nic w tej książce takie nie jest! Los bywa przewrotny, nasze plany mogą w okamgnieniu ulec zmianie. Grace przyjechała do Las Vegas na konferencję branżową dla studentów prawa. Już w pierwszym dniu poznaje przystojnego i czarującego Carsona Stingera, heteroseksualnego aktora z branży erotycznej. Grace jest kobietą mocno stąpającą po ziemi, która nie daje się porwać spontanicznym akcjom, dlatego przeżywa ogromny szok, gdy przekonuje się, że Carson… tak cudownie całuje. I równie trudno jej z tego zrezygnować. Oboje spędzają ze sobą upojny weekend. Ta dwójka całkowicie różni się od siebie, Carson nie snuje planów na przyszłość, żyje chwilą, a Grace ma wszystko poukładane i zaplanowane. Jednak coś ich ciągnie do siebie i po rozstaniu nie mogą przestać o sobie myśleć.
Spotykają się po kilku latach. I wówczas ich sytuacja życiowa wygląda całkowicie inaczej – Stinger służy w armii USA, a Grace jest poważną panią prokurator. Tym razem nie mogą zrezygnować z szansy bycia razem, chociaż na pewno nie będzie im łatwo.

Pamiętacie cytat z Forresta Gumpa „Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, na co trafisz”? Ta książka od razu skojarzyła mi się z tą popularną frazą. Autorka ukazuje dwóję ludzi całkowicie różnych, pochodzących z odrębnych światów i równocześnie przekazuje nam pewną myśl, że mimo usilnych starań nie jesteśmy w stanie zaplanować swojego życia.
Jestem fanką tej pary. W końcu mogę poczytać o oryginalnych bohaterach, o czymś, co mnie trochę zszokuje i wprawi w zaskoczenie. Podoba mi się, że Grace i Carson uzupełniali się nawzajem, ona pokazała mu, że może więcej osiągnąć niż łatwe pieniądze z filmów porno, a on przekonał ją, że musi słuchać głosu serca i od czasu do czasu zaryzykować. Nie byli przesłodzeni, powiedziałabym nawet, że podchodzili do życia i wzajemnych stosunków całkiem racjonalnie. Rozstali się, poukładali swoje sprawy i ponownie spróbowali, tym razem na poważnie. Podoba mi się, że autorka wykreowała dojrzałe postaci, ale też dające ponieść się chwili. Sheridan ufundowała nam szczęśliwe zakończenie, ale nie wyobrażam sobie, że „Stinger” mógłby skończyć się w jakiś inny sposób.
Przyznam, że na początku sądziłam, że będzie to kolejna relacja oparta na „on pokaże jej kilka trików w łóżku i przez całą książkę nie będą opuszczać pokoju hotelowego”. Jak duże było moje zaskoczenie! Powinnam dostać po głowie, że tak powierzchownie oceniłam tę powieść. „Stinger” wyróżnia się ciekawą fabułą, autorka przedstawiła zarówno losy Grace, jak i Carsona, przez co ani trochę nie nudziłam się podczas czytania. I co ważne, Sheridan zajęła się kontrowersyjnym zagadnieniem, jakim jest branża porno. Jak oceniać ludzi, którzy pracują lub też pracowali przy kręceniu filmów pornograficznych? W jaki sposób osoba, która w przeszłości występowała w tego rodzaju produkcjach radzi sobie z plotkami czy opinią ludzi na swój temat? Jak przygotować dziecko, na to, że tatuś był heteroseksualnym aktorem? Pisarka skłania nas do myślenia, jak i do zastanowienia się nad losem tych, którzy tworzą tę branżę i potem muszą sobie z tym poradzić. Podoba mi się, że Sheridan poprzez historię Stingera udowadnia, że ci ludzie mogą pozytywnie wpłynąć na swoje życie.

Sheridan w swojej książce postawiła na ważne i kontrowersyjne tematy. Kolejnym wątkiem, który pojawia się na końcu powieści, jest handel żywym towarem. Wielkie ukłony dla pisarki, że poprzez swoje książki chce pomóc kobietom, jak i uświadomić innym ludzi, że to problem wciąż obecny na świecie. Motyw skrzywdzonych kobiet wywołuje poruszenie i nadaje tej powieści głębszego sensu – jak już wspomniałam, nie jest to pusty romans, ale książka, która ma wiele do przekazania.
Dużą zaletą „Stingera” oprócz samej fabuły jest styl, jakim jest napisany. Może to też dzięki samemu tłumaczeniu, ale Sheridan pisze lekko i tak, że trudno nadążyć z przewracaniem kartek. Narrację mamy pierwszoosobową, z tym że historia ukazana jest z dwóch perspektyw: Grace i Carsona. Książka podzielona jest na cztery części, co związane jest z pewnym znakiem zodiaku (duży plus za wplecenie tego motywu). Powieść jak już wiecie, toczy się w odstępach czasu – wzmacnia to napięcie i sprawia, że czekamy na nowy rozdział i zarys tego, co nowego wydarzyło się u Grace czy Carsona. Pozostając przy technicznych kwestiach, raz mignął mi niepotrzebny przecinek, który zaplątał się przed akapitem, ale to pewnie kwestia druku lub niedopatrzenia podczas korekty.
Co mi przeszkadzało? Czasem jestem nieco przyziemna i miejscami historia wydawała mi się za bardzo oderwana od rzeczywistości. Po prostu zbyt wiele rzeczy wydarzyło się w jednej książce. Od samego początku wiedzieliśmy też, że Grace i Carson na końcu będę razem. Przyznam się, że ostatnio wolę książki, gdzie do samego finału nie jestem w stanie stwierdzić, kto z kim stworzy parę.

Podsumowując, to książka dla kobiet lubiących romanse z mądrą i inspirującą fabułą, dających trochę więcej niż mocne wrażenia ze scen plus osiemnaście. Po zakończeniu tej książki dołączam do grona fanek Mii Sheridan i zabieram się za jej kolejną powieść, która czeka na mojej półce, czyli „Narodziny odwagi. Calder” (premiera w czerwcu!).
Recenzentkaksiazek.blog.pl Gabriela Rutana; 2016-05-24
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL