Recenzje
Calder. Narodziny odwagi
Od dziecka należymy do jakiejś społeczności. Czasem jest to nasz wybór, a czasem w tej społeczności się rodzimy i tkwimy. A co zrobić kiedy nachodzą nas wątpliwości i chcemy znaleźć się w innym miejscu i nie możemy, bo szereg sytuacji zmusza nas do pozostania w tym co dotychczas?
"Kiedy dziesięcioletni Calder po raz pierwszy zobaczył ośmioletnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Ale z pewnością wiedział, że jego uczucia nie zyskają aprobaty społeczności, w której przyszło mu żyć. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, która... miała zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder, ani Eden nie mogą tak po prostu zrezygnować z marzeń. Odważny chłopak i zdeterminowana dziewczyna postanawiają walczyć o własną godność, o prawo do decydowania o swoim życiu, wreszcie o swoją miłość."
"Wyrusz z nimi w tę podróż, zobacz, jak próbują odnaleźć własne miejsce w świecie i nadać nowy sens życiu.Calder. Narodziny odwagi to opowieść o walce dobra ze złem, o strachu i męstwie oraz o ponadczasowej prawdzie, że światło miłości potrafi rozświetlić największe mroki... "
"CALDER. NARODZINY ODWAGI" to moja druga, książka, którą miałam przyjemność przeczytać, a którą napisała MIA SHERIDAN. Poprzednia publikacja powaliła mnie na kolana i sięgając po tą, modliłam się żeby tym razem było tak samo. Czy było? O tym się dziś przekonacie.
Nie bój się walczyć o marzenia!
"Kiedy dziesięcioletni Calder po raz pierwszy zobaczył ośmioletnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Ale z pewnością wiedział, że jego uczucia nie zyskają aprobaty społeczności, w której przyszło mu żyć. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, która... miała zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder, ani Eden nie mogą tak po prostu zrezygnować z marzeń. Odważny chłopak i zdeterminowana dziewczyna postanawiają walczyć o własną godność, o prawo do decydowania o swoim życiu, wreszcie o swoją miłość."
"Wyrusz z nimi w tę podróż, zobacz, jak próbują odnaleźć własne miejsce w świecie i nadać nowy sens życiu.Calder. Narodziny odwagi to opowieść o walce dobra ze złem, o strachu i męstwie oraz o ponadczasowej prawdzie, że światło miłości potrafi rozświetlić największe mroki... "
Gdzieś w pobliżu pustyni, znajduje się mała osada składająca się z członków sekty, której przywódcą jest Hector - samozwańczy guru. Tu mieszka też CALDER, dziesięcioletni chłopak, który od urodzenia (chociaż to dopiero do końca się wyjaśni)wychowuje się w wiosce.
EDEN zwana przez Caldera Blaskiem Poranka, została przywieziona przez Hectora do wioski w wieku ośmiu lat, jako jego przyszła żona. To ona według nawiedzonego guru, ma spełnić przepowiednię, dzięki której wszyscy podczas wielkiej powodzi odejdą do pięknego świata. Przepowiednia ma się spełnić kilka miesięcy po osiągnięciu przez Eden pełnoletności i zawarciu małżeństwa z Hectorem. Nieciekawy czeka ją los. Najpierw izolowana od reszty społeczności, potem wizja ślubu z mężczyzną, który mógłby być jej dziadkiem... brrr... okropność. Wszystko się zmienia, kiedy poznaje Caldera. Mimo, że w momencie poznania są jeszcze dziećmi, już wtedy czują silną więź, która wzmacnia się wraz z upływem lat. Kiedy uświadamiają sobie, że to uczucie to miłość, postanawiają uciec z sekty, niestety nie jest to proste...
Pierwsza część książki mówi o dzieciństwie pary głównych bohaterów. Historia toczy się powoli, leniwie, wręcz sielankowo. Rzecz dzieje się w oddalonej od cywilizacji wiosce, w której nie ma prądu ani żadnych udogodnień. To znaczy, jak to w sektach bywa, zwykli ludzie nie mają tego wszystkiego, ale sam guru już tak, mimo, że twierdzi, że powinno korzystać się tylko z tego, co dała ziemia. Patrzymy jak szczęśliwe rodziny robią zapasy na zimę, noszą wodę z jeziora czy ręcznie piorą. Podoba im się taki los, bo każdy z nich został "uratowany" od życia, które wiódł do tej pory. Mamy tu prostytutkę, złodzieja, księdza, który defraudował pieniądze parafii. itp. Za to druga część powieści zdecydowanie raczy czytelnika całą gamą emocji i uczuć. Bo to przecież miłość, a miłość często wiąże się z cierpieniem, zwątpieniem ale też radością i pożądaniem. Zaborczy Hector i jego poplecznicy również nie pozwolą nam na wytchnienie. Będziemy się bać, trzymać kciuki, przeklinać, współczuć i płakać... nad losem bohaterów, ale i nad tym, że to pierwszy tom serii i nie dowiemy się tutaj wszystkiego... Pozostaje tylko czekanie, które mnie wykańcza, bo tak bardzo pragnę wiedzieć co będzie dalej...
Nie wiem jak Mia Sheridan to robi, ale jej książki pochłaniam całą sobą, albo one pochłaniają mnie ;). Czytam, czytam i oderwać się nie mogę. Jej książki powinny mieć napis "Uwaga - czytanie tej książki grozi nieprzespaną nocą". Niewiele jest publikacji, które wciągają mnie bez reszty, na tyle, że ja śpioch zarywam noce. Tym razem było dokładnie tak samo, jak w przypadku "STINGER. ŻĄDŁO NAMIĘTNOŚCI". Mia napisała piękną rzecz, o pięknej i czystej miłości, chwilami naiwnej, ale zdolnej do wszystkiego w jej imię. Uraczyła nas wulkanem emocji. Pokazała jak wielką moc ma miłość i zrobiła to w sposób magiczny.
Kunszt pisarski autorki jest bardzo wyważony. Opisy nie są za długie ani nudne, dialogi świetne, wszystko pięknie się równoważy. I ten język, twórczy i niesamowicie poprawny, ale nie przesadny. Czytając, odnosiłam wrażenie, że pisanie przychodzi autorce niesamowicie prosto, jakby pstryknąć palcami i jest. Ona czuje to, co pisze i jest tym, co pisze. Czasem tylko wyrywa mnie z transu słownictwem nieco z innej epoki jak "gwałtowna chuć" ;).
Calder to powieść opowiadająca o prawdziwej miłości, pełnej poświęceń i bólu, gdzie bohaterowie walczą o siebie i o lepsze, godne życie... wspólne życie, co w przypadku sekty i ich członków jest rzeczą praktycznie nierealną... Autorka oprócz miłości pokazuje nam też sektę od środka. Rozprawia się z fałszywością założycieli takich ugrupowań, z "praniem mózgu", z wykorzystywaniem itp. Ta opowieść jest magią, magią, która nigdy nie pozwoli nam zapomnieć tej historii...
Warto tutaj też dodać, że kolejny raz główni bohaterzy są też naprzemiennymi narratorami w książce i dzięki temu możemy poznać myśli i Eden i Caldera, co bardzo, ale to bardzo przypadło mi do gustu.
Komu spodoba się taka literatura? Myślę, że wszystkim tym, którzy wierzą w miłość, a Ci co nie wierzą, również powinni sięgnąć po powieść... może ich wiara się obudzi... Ze względu na sceny seksu nie radziłabym czytania osobom bardzo młodym. Sceny te są tu opisane wyrafinowanym językiem i ze smakiem, i nawet najgorszy "przeciwnik" erotyki w każdej postaci nie będzie miał im nic do zarzucenia. Należy się też parę słów na temat okładki, która w moim mniemaniu jest cudowna - i ten przystojnak na zdjęciu...
Na koniec wytłumaczę jeszcze, dlaczego tak cenię książki o miłości... Znacie mnie, znacie moją miłość i miłość mojego męża. Wiecie ile dzięki tej miłości udało nam się pokonać złych rzeczy i ile zyskać dobrych. Wiecie też, że nasza miłość nie była i nie jest prosta, ale jest tym, co trzyma nas przy życiu. Dlatego też, w każdej powieści o miłości, widzę prawdę, którą dane mi jest przeżywać. I nie słuchajcie tych, którzy mówią, że miłość nie istnieje, albo, że jest przereklamowana... ona jest... w nas...
http://czasemtakjestczasemtakjest.blogspot.com/
Motocyklizm. Droga do mindfulness
Autor w niekonwencjonalny sposób przedstawia nam metodę mindfulness za pomocą metafory motocykla. Miłośnika jednośladów urzeka sama przyjemność podróży. Wiatr we włosach, poczucie wolności, adrenalina – najważniejsze jest to co się dzieje tu i teraz podczas przejażdżki. Podobnie jak podczas jazdy na motocyklu, życie prowadzi nas różnymi drogami. Czasem pada i droga jest wyboista, kiedy indziej świeci słońce i jedziemy prostą szosą ku życiowemu celowi. Gdy jesteśmy świadomi jazdy i otoczenia, znamy swoje możliwości, łatwiej nam prowadzić życiowy motocykl i określić plan podróży.
Yoga&Ayurveda
Oblubienice wojny
Przyjaźń ponad wszystko
W normalnych warunkach raczej nigdy by się nie zaprzyjaźniły. Więcej - w normalnych warunkach nigdy by się nie spotkały. Niestety, wybuchła wojna i w tym momencie skończył się normalny świat...
W normalnych warunkach raczej nigdy by się nie zaprzyjaźniły. Więcej - w normalnych warunkach nigdy by się nie spotkały. Niestety, wybuchła wojna i w tym momencie skończył się normalny świat...
Alice jest córką pastora z niewielkiej nadmorskiej miejscowości Crowmarsh Priors. Jej ojciec zmarł, więc wraz z matką musiały opuścić plebanię i zamieszkać we wsi. Alice jest zaręczona ze swoim wieloletnim przyjacielem i ma nadzieję w niedługim czasie zostać panią Richardową Fairfax.
Antoinette zwana w rodzinie Tanni jest córką austriackiego lekarza żydowskiego pochodzenia. Po zajęciu Austrii przez hitlerowców rodzice pragnąc uchronić ją przed prześladowaniami wydają ją za mąż za syna znajomej, który przed wojną wyjechał na studia do Anglii i tam pozostał jako pracownik naukowy - może więc legalnie zabrać tam Tanni jako swoją żonę. Kiedy Niemcy atakują Wielką Brytanię Tanni z maleńkim dzieckiem zostaje ewakuowana na wieś.
Ojciec Frances jest admirałem i wysoko postawionym urzędnikiem w ministerstwie wojny. Córka nic sobie nie robi z jego pozycji i wywołuje skandal za skandalem, więc zirytowany tatuś wysyła ją do ciotki na prowincję.
Elsie pochodzi z jednej z robotniczych dzielnic Londynu. Kiedy wybucha wojna i władze starają się wywieźć z miasta jak najwięcej mieszkańców, szczególnie dzieci, dziewczyna trafia jako służąca do wiejskiego domu w południowo - wschodniej Anglii.
Evangeline pochodzi z jednej z najlepszych rodzin w Nowym Orleanie. Rodzice planują wydać ją za mąż za zamożnego, ale sporo od niej starszego sąsiada. Niestety dziewczyna jest poważnie zaangażowana w inny związek, który z różnych przyczyn nie ma szans na akceptację rodziny - postanawia więc uciec z domu, a swoje plany wiąże z goszczącym w mieście brytyjskim oficerem Richardem Fairfaxem...
Te pięć młodych kobiet to pierwszoplanowe bohaterki debiutanckiej powieści "Oblubienice wojny" pióra Helen Bryan. Poznają się w Crowmarsh Priors do której to wioski trafiają na początku wojny i przez kolejne miesiące i lata żyją tam, pracują, martwią się o swoich bliskich, uprawiają warzywa, szyją i robią na drutach różne części garderoby, oszczędzają na wszystkim co tylko się da i czekają aż to wojenne szaleństwo wreszcie się zakończy.
Wszystkie mają swoje marzenia i plany na przyszłość, wszystkie chcą być kochane i mieć szczęśliwe rodziny, jednak na przeszkodzie staje im wojna - większość młodych mężczyzn znajduje się na froncie lub w inny sposób jest zaangażowana w walkę z wrogiem. W wiejskim świecie Crowmarsh Priors pojawiają się jedynie sporadycznie, na kilka ulotnych chwil, aby zaraz wrócić do swoich mniej lub bardziej tajemniczych działań.
Helen Bryan stworzyła piękną, wciągającą i barwną historię. Postacie bohaterek są bardzo realne, dziewczęta nie mają w sobie nic z posągowych heroin - owszem muszą sobie radzić z wojenną rzeczywistością, ale nieobcy jest im strach, zmęczenie czy zwątpienie. Są wobec siebie lojalne i mogą wzajemnie na siebie liczyć, ale równocześnie każda z nich ma swoje tajemnice o których przyjaciółki nie mają pojęcia. Dziewczęta pochodzą z różnych środowisk, odebrały bardzo różne wychowanie i wykształcenie, różni je nawet religia, ale łączy prawdziwa przyjaźń - taka, której nie zniszczy ani czas ani odległość.
Na koniec chciałabym jeszcze dodać kilka słów na temat tła historycznego: autorka starannie odmalowała warunki w których przyszło egzystować jej bohaterkom - naloty na Londyn i ich skutki, problemy z aprowizacją, pracę w rozmaitych organizacjach społecznych (m.in "Land Girls", która to praca na plakatach wyglądała radośnie i lekko a w rzeczywistości była ciężka, brudna i nieprzyjemna) oraz nastroje społeczne, łącznie z dosyć, niestety, popularnym w Wielkiej Brytanii antysemityzmem.
Co jednak ważne - książka pomimo niewesołej scenerii oraz tematyki napisana jest lekko i świetnie się ją czyta. A jeśli ktoś ma oczy na tzw. mokrym miejscu powinien sobie przygotować duży zapas chusteczek.
Serdecznie zachęcam do lektury tej książki.
http://anek7.blogspot.com/ anek7; 2016-05-11
Oblubienice wojny
,, Oblubienice wojny" to opowieść o losach pięciu młodych kobiet, które przewrotny los rzucił do angielskiej wioski Crowmarsh Priors. Mimo różnic w charakterach i pochodzeniu, wykuwa się między nimi przyjaźń. Razem stawiają czoła trudnym czasom, w których przyszło im żyć, mniej lub bardziej uczestnicząc w działaniach około wojennych.
Po pięćdziesięciu latach Tanni, Evangeline, Alice i Elsie spotykają się ponownie, by rozwiązać tajemnicę sprzed lat i dowiedzieć się, co tak naprawdę spotkało Frances- ostatnią z piątki przyjaciółek.
Mam w stosunku do " Oblubienic wojny" mieszane uczucia. Do dwieście drugiej strony powieść dłużyła mi się niemiłosiernie, miałam wielką ochotę ją odłożyć, a potem obrzucić błotem w recenzji. Jednakże, pod wpływem dogłębnych przemyśleń i babcinego zdania, postanowiłam za wszelką cenę tę książkę ukończyć. Nie żałuję tej decyzji, ponieważ książka okazała się totalnie, bezsprzecznie przegenialna!
Fabuła z początku w ogóle nie przypominała tego, co zapowiadało streszczenie na okładce. Rozumiem, że autorce zależało na tym, by czytelnik jak najbliżej poznał główne bohaterki ( i chwała jej za to, bo postacie w tej powieści są wykreowane rewelacyjnie), ale mogła zrobić to w odrobinę krótszej formie, bo jak już mówiłam, rozkręcanie fabuły w połowie powieści to według mnie grzech śmiertelny. Wiem, że wiele osób stosuje zasadę, że jeśli do równej połowy książka ich nie wciągnie, to ją odkładają , by nie tracić czasu. Dlatego robiąc coś takiego jak Pani Bryan, można stracić czytelników. A chyba nie o to chodzi.
Wracając, po przeczytaniu tych szalenie nudnych dwustu stron niespodziewanie... wpadłam do króliczej nory, z której nie potrafiłam znaleźć wyjścia aż do samego epilogu, który dosłownie wbił mnie w podłogę ( kończąc " Oblubienice wojny" leżałam na podłodze). Nie potrafiłam się od tej książki oderwać, z zaciekawieniem śledziłam losy Tanni, Frances i reszty młodych kobiet zmagających się ze skutkami rozpoczęcia się wojny. Nie raz się śmiałam, nie raz wpadałam w gniew i nie raz ryczałam jak bóbr, ale tego chyba nie dało się uniknąć.
Autorka jest absolutnym mistrzem opisów miejsc i wydarzeń. Cały czas miałam wrażenie, że jestem częścią tego, co rozgrywa się na kartach powieści. Byłam każdą z bohaterek, odczuwałam to co one, przeżywałam te same rozterki, te same miłostki, momentami również ten sam ból utraty kogoś bliskiego. Można powiedzieć, że było między nami jakieś takie bardzo dziwne psychiczno-fizyczne połączenie, którego w żaden sposób nie dało się zerwać.
Jeśli chodzi o same główne bohaterki, napisałam o nich wiele już wcześniej, ale chcę podsumować wszystkie moje chaotyczne myśli i stworzyć prawdziwą ocenę. Nawiązując do połączenia między nami, myślę że kobiety te były mi bliskie, ponieważ tak naprawdę nie były ode mnie wiele starsze, najmłodsza miała piętnaście lat, a najstarsza dwadzieścia jeden. Tanni, która była mniej więcej w moim wieku, miała już męża i dzieci. Rozumiem, jakie to musiało być dla niej trudne. Była Żydówką, musiała uciec z rodzinnego miasta do innego kraju, wyjść za mężczyznę dobre dziesięć lat od niej starszego. I to wszystko w przeciągu kilku tygodni. Alice została zostawiona przez narzeczonego, a potem zmuszona do oglądania jego nowej żony posiadającej to, co miało należeć do niej. Elsie, wysłana przez matkę na wieś i zatrudniona jako pokojówka u kobiety, dla której to, co robiła nigdy nie było wystarczająco dobre. Przecież takie przeżycia mogą takiej młodej osobie całkowicie zniszczyć psychikę! Z Evangeline i Frances nie miałam takiego dobrego kontaktu, ale to może dlatego, że w ogóle im nie współczułam, co więcej czasem nie potrafiłam zrozumieć podejmowanych przez nie decyzji. Były momenty, kiedy chciałam wejść do książki i porządnie im obu przyłożyć. Żałuję, że nie mogę zdradzić owych momentów, ale wolałabym niczego przez przypadek nie zaspojlerować.
Podsumowując, myślę że nie muszę tym razem pisać podsumowania, bo wszystko, co chciałam wam przekazać, przekazałam. " Oblubienice wojny" to niewątpliwie wyjątkowa, niezwykła powieść o sile przyjaźni i kobiecego ducha. W prawdzie nie pokazuje wojny w samym jej centrum, ale daje obraz tego, co przechodziła ludność cywilna w atakowanej Anglii. Szkoda, że nie wszystkim dzieciom wysłanym na wieś udało się znaleźć w jakimś starym domostwie szafy z przejściem do Narnii, tak jak to było z rodzeństwem Pevensie. Może nasze bohaterki również mogłyby dłużej cieszyć się resztkami dzieciństwa, nie musiałyby tak szybko dorosnąć. Ale gdyby tak się stało, nie powstałaby ta książka, a to byłaby naprawdę wielka strata.
Po pięćdziesięciu latach Tanni, Evangeline, Alice i Elsie spotykają się ponownie, by rozwiązać tajemnicę sprzed lat i dowiedzieć się, co tak naprawdę spotkało Frances- ostatnią z piątki przyjaciółek.
Mam w stosunku do " Oblubienic wojny" mieszane uczucia. Do dwieście drugiej strony powieść dłużyła mi się niemiłosiernie, miałam wielką ochotę ją odłożyć, a potem obrzucić błotem w recenzji. Jednakże, pod wpływem dogłębnych przemyśleń i babcinego zdania, postanowiłam za wszelką cenę tę książkę ukończyć. Nie żałuję tej decyzji, ponieważ książka okazała się totalnie, bezsprzecznie przegenialna!
Fabuła z początku w ogóle nie przypominała tego, co zapowiadało streszczenie na okładce. Rozumiem, że autorce zależało na tym, by czytelnik jak najbliżej poznał główne bohaterki ( i chwała jej za to, bo postacie w tej powieści są wykreowane rewelacyjnie), ale mogła zrobić to w odrobinę krótszej formie, bo jak już mówiłam, rozkręcanie fabuły w połowie powieści to według mnie grzech śmiertelny. Wiem, że wiele osób stosuje zasadę, że jeśli do równej połowy książka ich nie wciągnie, to ją odkładają , by nie tracić czasu. Dlatego robiąc coś takiego jak Pani Bryan, można stracić czytelników. A chyba nie o to chodzi.
Wracając, po przeczytaniu tych szalenie nudnych dwustu stron niespodziewanie... wpadłam do króliczej nory, z której nie potrafiłam znaleźć wyjścia aż do samego epilogu, który dosłownie wbił mnie w podłogę ( kończąc " Oblubienice wojny" leżałam na podłodze). Nie potrafiłam się od tej książki oderwać, z zaciekawieniem śledziłam losy Tanni, Frances i reszty młodych kobiet zmagających się ze skutkami rozpoczęcia się wojny. Nie raz się śmiałam, nie raz wpadałam w gniew i nie raz ryczałam jak bóbr, ale tego chyba nie dało się uniknąć.
Autorka jest absolutnym mistrzem opisów miejsc i wydarzeń. Cały czas miałam wrażenie, że jestem częścią tego, co rozgrywa się na kartach powieści. Byłam każdą z bohaterek, odczuwałam to co one, przeżywałam te same rozterki, te same miłostki, momentami również ten sam ból utraty kogoś bliskiego. Można powiedzieć, że było między nami jakieś takie bardzo dziwne psychiczno-fizyczne połączenie, którego w żaden sposób nie dało się zerwać.
,, Czego ode mnie oczekujesz, Panie, w obliczu takiej rozpaczy i tylu śmierci? Chowałem chłopców z sąsiedztwa zabitych przez innych młodych ludzi, takich jak ci dwaj tutaj. Kładłem ich na cmentarzu obok członków ich rodzin, którzy zginęli podczas Wielkiej Wojny i których imiona wypisane są na tablicy pamiątkowej w kościele. Teraz będziemy musieli pochować tych mężczyzn, gdzieś w Niemczech ich rodziny będą płakać, a na tablicach pamiątkowych pojawi się więcej nazwisk. W całej Europie ludzie mordują się nawzajem, dziewczęta płaczą nad swoimi nienarodzonymi dziećmi, które nie będą miały ojców, bogobojni ludzie ślepo odrzucają dar nowego życia. W końcu z naszej cywilizacji zostaną jedynie nazwiska na nagrobkach. Dlaczego? "
Jeśli chodzi o same główne bohaterki, napisałam o nich wiele już wcześniej, ale chcę podsumować wszystkie moje chaotyczne myśli i stworzyć prawdziwą ocenę. Nawiązując do połączenia między nami, myślę że kobiety te były mi bliskie, ponieważ tak naprawdę nie były ode mnie wiele starsze, najmłodsza miała piętnaście lat, a najstarsza dwadzieścia jeden. Tanni, która była mniej więcej w moim wieku, miała już męża i dzieci. Rozumiem, jakie to musiało być dla niej trudne. Była Żydówką, musiała uciec z rodzinnego miasta do innego kraju, wyjść za mężczyznę dobre dziesięć lat od niej starszego. I to wszystko w przeciągu kilku tygodni. Alice została zostawiona przez narzeczonego, a potem zmuszona do oglądania jego nowej żony posiadającej to, co miało należeć do niej. Elsie, wysłana przez matkę na wieś i zatrudniona jako pokojówka u kobiety, dla której to, co robiła nigdy nie było wystarczająco dobre. Przecież takie przeżycia mogą takiej młodej osobie całkowicie zniszczyć psychikę! Z Evangeline i Frances nie miałam takiego dobrego kontaktu, ale to może dlatego, że w ogóle im nie współczułam, co więcej czasem nie potrafiłam zrozumieć podejmowanych przez nie decyzji. Były momenty, kiedy chciałam wejść do książki i porządnie im obu przyłożyć. Żałuję, że nie mogę zdradzić owych momentów, ale wolałabym niczego przez przypadek nie zaspojlerować.
Podsumowując, myślę że nie muszę tym razem pisać podsumowania, bo wszystko, co chciałam wam przekazać, przekazałam. " Oblubienice wojny" to niewątpliwie wyjątkowa, niezwykła powieść o sile przyjaźni i kobiecego ducha. W prawdzie nie pokazuje wojny w samym jej centrum, ale daje obraz tego, co przechodziła ludność cywilna w atakowanej Anglii. Szkoda, że nie wszystkim dzieciom wysłanym na wieś udało się znaleźć w jakimś starym domostwie szafy z przejściem do Narnii, tak jak to było z rodzeństwem Pevensie. Może nasze bohaterki również mogłyby dłużej cieszyć się resztkami dzieciństwa, nie musiałyby tak szybko dorosnąć. Ale gdyby tak się stało, nie powstałaby ta książka, a to byłaby naprawdę wielka strata.
http://podrozemiedzyksiazkowe.blogspot.com/ Demetria Books; 2016-05-16
Uważność w praktyce. Tradycyjne techniki uważności i medytacji dla współczesnego człowieka
Uważność, medytacja, koncentracja – oto recepta Macieja Wieloboba na bardziej harmonijną egzystencję. Dzięki uważnemu życiu możemy zatrzymać się w codziennym zgiełku i zajrzeć w głąb siebie. Gdy nasza uwaga jest rozproszona, wpadamy w wir myśli, emocji, wrażeń zmysłowych. Nie jesteśmy w stanie skutecznie zareagować na trudności, a nawet dokonać najprostszych wyborów. Gdy nauczymy się żyć w oparciu o zasady uważności, możemy skoncentrować naszą świadomość na konkretnym wyzwaniu i wykorzystać przy tym nasze całe doświadczenie. Dzięki książce i przedstawionym praktykom możemy osiągnąć stan, w który akceptujemy teraźniejszość, wyciągamy wnioski z przeszłości oraz uważnie zarządzamy przyszłymi wyborami. Lektura ukaże nam również koncepcje umysłu w jodze klasycznej, a tak- że techniki pranajamy, introsekcji, świadomości ciała czy medytacji uważnościowej.
Yoga&Ayurveda