Recenzje
Calder. Narodziny odwagi
Fabuła: Calder mieszka wraz z rodzicami oraz siostrą w Arkadii. Sekta, w której przyszło im żyć ma bardzo jasne i surowe zasady. Każdy ma swoje miejsce. Robotnicy zajmują się pracą fizyczną. Wszyscy ubierają się tak samo. Muszą wyrzekać się wielu rzeczy. Mieszkają w chatkach bez ogrzewania, prądu czy bieżącej wody. To robotnicy dbają o to by w Arkadii niczego nie brakowało. Jest też druga grupa - Rada. Jednakże ich obowiązują inne zasady. Żyją w murowanym domu, mają dostęp do prądu czy bieżącej wody. Pracują na zewnątrz i mogą posiadać pieniądze czy słodycze. Dwa światy, które przywódca - Hector - tłumaczy decyzją bogów. Hector jest człowiekiem władczym. Można powiedzieć, że gdyby nie był przywódcą, to jego życie nie miałoby sensu. Opowiada wiernym o złym świecie na zewnątrz oraz o przepowiedni. Przepowiednia mówi, że musi poślubić wybrankę. Gdy to nastąpi, nadejdzie wielki potop, wszyscy w nim zginą i trafią do lepszego świata. Pewnego dnia do Arkadii zostaje sprowadzona Eden. Zaledwie ośmioletnia dziewczynka ma w przyszłości zostać żoną przywódcy. Już od pierwszej chwili jej drogi krzyżują się z dwa lata starszym, Calderem. Jednak wtedy, żadne z nich, nie wie jaki los ich czeka. Bohaterowie mimo, iż żyją blisko siebie, nie mają szans na wspólne zabawy. Gdy stają się starsi dochodzi do przypadkowego spotkania. Miejsce to staje się ich miejscem. Dzięki każdemu spotkaniu uczucie rozkwita. Próbują się go wyprzeć, przecież jest zakazane, jednak to nie takie łatwe. Uświadamiają sobie, że jedyne rozwiązanie to ucieczka. Przygotowania nie są łatwe. W całym procesie pomaga im przyjaciel Caldera, Xsander, który również zamierza uciec. Oczywiście jak to w życiu, nie wszystko udaje się, tak jak powinno. Czy ucieczka się uda? Jak poradzić sobie w świecie, którego się nie zna? Zaskakujące zakończenie odpowie na wiele pytań, a jeszcze więcej zada.
Moja opinia: Wiele dobrego słyszałam o autorce. Mia Sheridan uważana jest za wybitną pisarkę. Podobno wspaniale buduje napięcie, postaci, wzruszenie. Z jednej strony chciałam to sprawdzić. Z drugiej się bałam. Wiele razy nie podpasowały mi książki, które inni uważali za wspaniałe. Jednakże w historie o Calderze i Eden wsiąknęłam cała. Każda chwila gdy nie mogłam w niej być, była udręką. Gdy zbliżałam się do zakończenia... Cóż... Po prostu nie chciałam kończyć. Mało, która książka sprawia, że płacze. Najczęściej jednak łzy wywołują historie prawdziwe. Tutaj nie mogłam powstrzymać łez. Wiele razy byłam też wściekła na to co spotykało głównych bohaterów. Mia Sheridan zbudowała postaci tak realistyczne, że musiałam sobie tłumaczyć "halo! to książka". Jednak i to nie pomagało. Nie tylko postaci są realne. Świat sekty i jej przywódcy również jest odzwierciedlony w sposób, który zachwyca. Książka po prostu mnie oczarowała. Trudno mi o niej pisać. Zakochałam się w bohaterach. Chcę znać ich dalsze losy. Na uwagę zasługuje również fakt, że poznajemy dwa punkty widzenia. Spotykamy się z narracją pierwszoosobową. Niektóre rozdziały pisane są przez Caldera, niektóre przez Eden. Na koniec okładka! Hipnotyzująca!
Moja opinia: Wiele dobrego słyszałam o autorce. Mia Sheridan uważana jest za wybitną pisarkę. Podobno wspaniale buduje napięcie, postaci, wzruszenie. Z jednej strony chciałam to sprawdzić. Z drugiej się bałam. Wiele razy nie podpasowały mi książki, które inni uważali za wspaniałe. Jednakże w historie o Calderze i Eden wsiąknęłam cała. Każda chwila gdy nie mogłam w niej być, była udręką. Gdy zbliżałam się do zakończenia... Cóż... Po prostu nie chciałam kończyć. Mało, która książka sprawia, że płacze. Najczęściej jednak łzy wywołują historie prawdziwe. Tutaj nie mogłam powstrzymać łez. Wiele razy byłam też wściekła na to co spotykało głównych bohaterów. Mia Sheridan zbudowała postaci tak realistyczne, że musiałam sobie tłumaczyć "halo! to książka". Jednak i to nie pomagało. Nie tylko postaci są realne. Świat sekty i jej przywódcy również jest odzwierciedlony w sposób, który zachwyca. Książka po prostu mnie oczarowała. Trudno mi o niej pisać. Zakochałam się w bohaterach. Chcę znać ich dalsze losy. Na uwagę zasługuje również fakt, że poznajemy dwa punkty widzenia. Spotykamy się z narracją pierwszoosobową. Niektóre rozdziały pisane są przez Caldera, niektóre przez Eden. Na koniec okładka! Hipnotyzująca!
Lottaczyta.com.pl lottagirl; 2016-05-17
Calder. Narodziny odwagi
Po części chwast, po części kwiat
Każdy z nas ma w sobie ukrytą siłę, która pozwala mu żyć, stawiać czoła przeciwnościom, przeszkodom. Siłę, która pozwala iść dalej z podniesionym czołem.I znów, i znów, i znów próbować... Obrazując to dokładniej wyobraźcie sobie chwast. Rośnie on pośród innych roślin, niechciany, wyrywany, usuwany... Ale wciąż wraca, rozprzestrzenia się. Nie poddaje się. Konkuruje z innymi roślinami. Walczy o siebie. Wtedy staje się silniejszy.
Takim chwastem, a właściwie chwastami są główni bohaterowie powieści Mii Sheridan. Pisarkę poznałam, dzięki czytaniu Stinger. Żądło namiętności.Wiem, że po tytule możecie sądzić, że to zwykły erotyk, ale ta powieść naprawdę nie opiera się jedynie na kwestiach seksualnych, a niesie coś więcej. I właśnie to coś tak zaskakuje. W powieści Calder. Narodziny odwagi pisarka po raz kolejny pokazała nam coś, tym razem znane już od początku, co wzbudza niepokój, lęk i strach, coś, co we współczesnym świecie nie powinno mieć miejsca...
"- Na świecie jest więcej ludzi z twardymi podeszwami niż karaluchów.(...) - Problem w tym,(...) że karaluchy potrafią przeżyć koniec świata."
Calder należy do społeczeństwa, którego życie przypomina nam zwyczaje amiszów. Wraz z rodziną i mieszkającymi wokół nich mieszkańcami pracują w polu, uprawiają rolę. Wszystkim, co robią kieruje jeden człowiek, którego darzą oni niezachwianym uwielbieniem, ich wybawiciel, który przekazuje im słowa bogów. Chłopiec jest urzeczony mężczyzną, nie potępia nawet jego decyzji, że ich wybawicielką, kobietą z przepowiedni, która ma zostać żoną proroka, okazała się mała dziewczynka... Ich ślub, kiedy będzie już pełnoletnia, ma być końcem ery, ma zapowiedzieć wielką powódź...
Powieść autorki ma niespieszny rytm. Posuwa się powoli, tak by nic nie pominąć, wszystko przekazać. Najpierw obrazuje nam dzieciństwo bohaterów, dzięki dwóm rozdziałom tytułowego bohatera, który pokazuje jak widzi świat w wieku 10 i 12 lat. Później pierwszoosobowa narracja została oddana nie tylko w jego ręce, ale również Eden, to ona w przyszłości ma zostać żoną proroka. Rozdziały z ich perspektyw są naprzemienne i pokazują okres, pięć lat później. Wtedy zaczyna się właściwa historia.
Mimo powolnego rytmu tej książki nie można czytać ze spokojem. Autorka zarysowała przerażającą wizję zamkniętego społeczeństwa, sekty. Na pierwszy rzut oka szczęśliwych, wolnych ludzi, którzy podjęli decyzję, że to jest dla nich dobre. Podążając jednak dalej, kiedy Calder dorastał, wraz z nim odkrywaliśmy inne, bardziej niepokojące aspekty ich społeczeństwa. To co miało miejsce zaś w drugiej połowie książki budziło mój wstręt, odrazę. Nie wyobrażam sobie, że można aż tak wpływać na ludzi, na ich postrzeganie świata, na ich decyzję. Nikt nie powinien tak kierować innymi ludźmi...
"Piękna jak kwiat. Silna jak chwast."
Mia Sheridan zarysowuje nam inny świat, ale nawet w tym świecie rodzi się miłość, uczucie poza zasadami. Calder, od kiedy był dzieckiem był urzeczony urodą Eden, jednak traktował ją jako coś niedostępnego, jak kwiat, który można podziwiać, ale nie można dotknąć, jak coś zakazanego. Eden zaś zamknięta niczym w złotej klatce wciąż wspominała chłopca, który pozwolił jej się pobawić z innymi dziećmi, chłopca, któremu cały czas posyłała cukierki.
Ich uczucie było kreślone dokładnie, nie rodziło się z powietrza, a naprawdę czułam jego moc. Bohaterowie niczym dwa różnoimienne magnesy ciągnęli do siebie i próbowali wyjść z sytuacji, jaka ich spotkała. Razem odkrywali wolność, próbowali życia i obmyślali plan ucieczki. Wszystko to było osnute nutką niepewności, czy ich odkryją, ile uda się im ukryć, na co mogą sobie pozwolić...
"Trudno mieć satysfakcje z czegoś, na co się samemu nie zapracowało."
Poza dwójką, o której już sporo napisałam, mamy również jeszcze innych bohaterów. Większość z nich jest jednak zaślepionych działaniami Hectora, proroka, więc nie można traktować ich jako racjonalnie myślących ludzi. Hector zaś to niezwykle silna osobowość, człowiek, wybawca, zdobywający poparcie ratując ludzi, później zaś traktujący ich jak swoje owieczki. Im jednak poznajemy go bliżej, tym mniej w nim werwy, charyzmy, a więcej szaleństwa... Pozytywną kreację możemy obserwować również u przyjaciela bohatera, Xandera, dzięki krótkim kontaktom z ludźmi z zewnątrz widzi on, że słowa ich wybawiciela nie są do końca prawdą i zaczyna wątpić, a to pomaga znów głównemu bohaterowi. Ich relacja była zarysowana doskonale, od najmłodszych lat widać było ich przywiązanie, które z czasem tylko rosło.
Jeśli miałabym doszukiwać się minusów powieści to jednym z nich jest przerysowanie. Autorka postawiła na dość mocne zarysowanie historii. Wszystko jest jakby tworzone grubą kreską. Mamy przywódcę, który prawie od razu kreowany jest jako ten zły, stojący na drodze uczuciu głównej pary. Poza tym niektórzy pewnie mogą narzekać na powolną akcję, ale mnie nie sprawiało to problemu, gdyż dzięki temu zdarzenia zdawały mi się podążać realnie, bez nagłego cudu. Uwagi mam za to do pewnego aspektu zakończenia, a właściwie zdarzeń z ostatnich stu stron. Nie do wszystkich, nie miejcie obaw, ale przez nie nie mogłam wystawić powieści maksymalnej oceny.
"niektóre rzeczy lepiej widać w świetle...a niektóre wychodzą na jaw w ciemności."
Mia Sheridan po raz kolejny mnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że można stworzyć podobną powieść. Połączyła romans z niezwykle ciężkim, trudnym tematem i to nie raziło. Calder. Narodziny odwagi to pierwszy z dwóch tomów serii. Już nie mogę doczekać się kontynuacji.
Każdy z nas ma w sobie ukrytą siłę, która pozwala mu żyć, stawiać czoła przeciwnościom, przeszkodom. Siłę, która pozwala iść dalej z podniesionym czołem.I znów, i znów, i znów próbować... Obrazując to dokładniej wyobraźcie sobie chwast. Rośnie on pośród innych roślin, niechciany, wyrywany, usuwany... Ale wciąż wraca, rozprzestrzenia się. Nie poddaje się. Konkuruje z innymi roślinami. Walczy o siebie. Wtedy staje się silniejszy.
Takim chwastem, a właściwie chwastami są główni bohaterowie powieści Mii Sheridan. Pisarkę poznałam, dzięki czytaniu Stinger. Żądło namiętności.Wiem, że po tytule możecie sądzić, że to zwykły erotyk, ale ta powieść naprawdę nie opiera się jedynie na kwestiach seksualnych, a niesie coś więcej. I właśnie to coś tak zaskakuje. W powieści Calder. Narodziny odwagi pisarka po raz kolejny pokazała nam coś, tym razem znane już od początku, co wzbudza niepokój, lęk i strach, coś, co we współczesnym świecie nie powinno mieć miejsca...
"- Na świecie jest więcej ludzi z twardymi podeszwami niż karaluchów.(...) - Problem w tym,(...) że karaluchy potrafią przeżyć koniec świata."
Calder należy do społeczeństwa, którego życie przypomina nam zwyczaje amiszów. Wraz z rodziną i mieszkającymi wokół nich mieszkańcami pracują w polu, uprawiają rolę. Wszystkim, co robią kieruje jeden człowiek, którego darzą oni niezachwianym uwielbieniem, ich wybawiciel, który przekazuje im słowa bogów. Chłopiec jest urzeczony mężczyzną, nie potępia nawet jego decyzji, że ich wybawicielką, kobietą z przepowiedni, która ma zostać żoną proroka, okazała się mała dziewczynka... Ich ślub, kiedy będzie już pełnoletnia, ma być końcem ery, ma zapowiedzieć wielką powódź...
Powieść autorki ma niespieszny rytm. Posuwa się powoli, tak by nic nie pominąć, wszystko przekazać. Najpierw obrazuje nam dzieciństwo bohaterów, dzięki dwóm rozdziałom tytułowego bohatera, który pokazuje jak widzi świat w wieku 10 i 12 lat. Później pierwszoosobowa narracja została oddana nie tylko w jego ręce, ale również Eden, to ona w przyszłości ma zostać żoną proroka. Rozdziały z ich perspektyw są naprzemienne i pokazują okres, pięć lat później. Wtedy zaczyna się właściwa historia.
Mimo powolnego rytmu tej książki nie można czytać ze spokojem. Autorka zarysowała przerażającą wizję zamkniętego społeczeństwa, sekty. Na pierwszy rzut oka szczęśliwych, wolnych ludzi, którzy podjęli decyzję, że to jest dla nich dobre. Podążając jednak dalej, kiedy Calder dorastał, wraz z nim odkrywaliśmy inne, bardziej niepokojące aspekty ich społeczeństwa. To co miało miejsce zaś w drugiej połowie książki budziło mój wstręt, odrazę. Nie wyobrażam sobie, że można aż tak wpływać na ludzi, na ich postrzeganie świata, na ich decyzję. Nikt nie powinien tak kierować innymi ludźmi...
"Piękna jak kwiat. Silna jak chwast."
Mia Sheridan zarysowuje nam inny świat, ale nawet w tym świecie rodzi się miłość, uczucie poza zasadami. Calder, od kiedy był dzieckiem był urzeczony urodą Eden, jednak traktował ją jako coś niedostępnego, jak kwiat, który można podziwiać, ale nie można dotknąć, jak coś zakazanego. Eden zaś zamknięta niczym w złotej klatce wciąż wspominała chłopca, który pozwolił jej się pobawić z innymi dziećmi, chłopca, któremu cały czas posyłała cukierki.
Ich uczucie było kreślone dokładnie, nie rodziło się z powietrza, a naprawdę czułam jego moc. Bohaterowie niczym dwa różnoimienne magnesy ciągnęli do siebie i próbowali wyjść z sytuacji, jaka ich spotkała. Razem odkrywali wolność, próbowali życia i obmyślali plan ucieczki. Wszystko to było osnute nutką niepewności, czy ich odkryją, ile uda się im ukryć, na co mogą sobie pozwolić...
"Trudno mieć satysfakcje z czegoś, na co się samemu nie zapracowało."
Poza dwójką, o której już sporo napisałam, mamy również jeszcze innych bohaterów. Większość z nich jest jednak zaślepionych działaniami Hectora, proroka, więc nie można traktować ich jako racjonalnie myślących ludzi. Hector zaś to niezwykle silna osobowość, człowiek, wybawca, zdobywający poparcie ratując ludzi, później zaś traktujący ich jak swoje owieczki. Im jednak poznajemy go bliżej, tym mniej w nim werwy, charyzmy, a więcej szaleństwa... Pozytywną kreację możemy obserwować również u przyjaciela bohatera, Xandera, dzięki krótkim kontaktom z ludźmi z zewnątrz widzi on, że słowa ich wybawiciela nie są do końca prawdą i zaczyna wątpić, a to pomaga znów głównemu bohaterowi. Ich relacja była zarysowana doskonale, od najmłodszych lat widać było ich przywiązanie, które z czasem tylko rosło.
Jeśli miałabym doszukiwać się minusów powieści to jednym z nich jest przerysowanie. Autorka postawiła na dość mocne zarysowanie historii. Wszystko jest jakby tworzone grubą kreską. Mamy przywódcę, który prawie od razu kreowany jest jako ten zły, stojący na drodze uczuciu głównej pary. Poza tym niektórzy pewnie mogą narzekać na powolną akcję, ale mnie nie sprawiało to problemu, gdyż dzięki temu zdarzenia zdawały mi się podążać realnie, bez nagłego cudu. Uwagi mam za to do pewnego aspektu zakończenia, a właściwie zdarzeń z ostatnich stu stron. Nie do wszystkich, nie miejcie obaw, ale przez nie nie mogłam wystawić powieści maksymalnej oceny.
"niektóre rzeczy lepiej widać w świetle...a niektóre wychodzą na jaw w ciemności."
Mia Sheridan po raz kolejny mnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że można stworzyć podobną powieść. Połączyła romans z niezwykle ciężkim, trudnym tematem i to nie raziło. Calder. Narodziny odwagi to pierwszy z dwóch tomów serii. Już nie mogę doczekać się kontynuacji.
Ksiazkowyswiatpatrycji.blogspot.com Patrycja Waniek; 2016-05-25
Calder. Narodziny odwagi
Przeczytałam w swoim życiu ogromne ilości książek.... Pamiętam, że gdy parę lat temu wracałam do swojej przygody z czytaniem prawie każda czytana historia powodowała,
że piałam z zachwytu.
że piałam z zachwytu.
Co chwilę trafiała mi się książka, którą oceniałam 10/10
Wiecie co się dzieje teraz? Teraz jak ze świecą szukam i wybrzydzam. Ciężko mnie zachwycić.
Odnoszę wrażanie, że wszystko już było, mało co mnie zaskakuje, a historie wydają
się przewidywalne, że niekiedy po dwóch rozdziałach wiem co, jak, dlaczego....
się przewidywalne, że niekiedy po dwóch rozdziałach wiem co, jak, dlaczego....
Nie ma co kryć.... filtry mam takie, że czasami aż sama się na siebie złoszczę, że za bardzo analizuję, za szybko rozpracowuję....że czytanie nie cieszy jak kiedyś....
W moje ręce trafia Calder Narodziny odwagi. Za książką przemawia wiele – autorka, którą bardzo cenię, opis na okładce, który jest niczym świeża bryza, ale jednocześnie schematyczna miłość dwojga młodych.... Przyznam się, że miałam obawy od tych skrajności....Udało się?
Czy Calder wybił się poza przeciętność??
Sekta....
Czy Calder wybił się poza przeciętność??
WSPANIAŁA, NIETUZINKOWA, FENOMENALNA
Specjalnie zaczęłam moją opinię w taki sposób by powiedzieć Wam, że nie zachwycam się byle czym... że teraz ciężko autorom, wydawnictwom zaspokoić coraz to większe oczekiwania, ale to co zrobiła Mia Sheridan.... Wow.
Ta książka to historia tytułowego Caldera.
Młodego chłopaka – pięknego, silnego. Poznajemy go już w dzieciństwie dzięki retrospekcjom. Nie ma ich za wile i dosłownie już po dwóch rozdziałach zaczynamy właściwa historię. Calder zbliża się do osiemnastych urodzin.
Jest szanowany i ważny w swojej społeczności. Kolejne bożyszcze nastolatek? Nic bardziej mylnego – nasz bohater mieszka w sekcie.
Jest robotnikiem, a dla swojego Proroka Hektora jest posłańcem wody. Cała społeczność dzieli się na Robotników, Członków rady i Proroka – Hektora, który jako przywódca rządzi całym społeczeństwem. Jest on dorosłym mężczyzną, który twierdzi, że mówią do niego bogowie.
To oni w wizjach zapowiedzieli wielką powódź, którą przetrwają tylko mieszkańcy Arkadii,
a nagrodą za ich poświęcenie będzie Elizjum. Oczywiście przepowiednia ma się spełnić dzięki Hektorowi i jego wybrance EDEN. Ją również poznajemy w pierwszych rozdziałach jako dziecko – dziecko, około siedmioletnie, które samozwańczy prorok przywiózł sobie jako wybrankę. Bogowie przekazali mu, ze może ja pojąc za żonę dopiero w dniu jej osiemnastych urodzin i razem udadzą się wraz z poddanymi do Raju....
Młodego chłopaka – pięknego, silnego. Poznajemy go już w dzieciństwie dzięki retrospekcjom. Nie ma ich za wile i dosłownie już po dwóch rozdziałach zaczynamy właściwa historię. Calder zbliża się do osiemnastych urodzin.
Jest szanowany i ważny w swojej społeczności. Kolejne bożyszcze nastolatek? Nic bardziej mylnego – nasz bohater mieszka w sekcie.
Jest robotnikiem, a dla swojego Proroka Hektora jest posłańcem wody. Cała społeczność dzieli się na Robotników, Członków rady i Proroka – Hektora, który jako przywódca rządzi całym społeczeństwem. Jest on dorosłym mężczyzną, który twierdzi, że mówią do niego bogowie.
To oni w wizjach zapowiedzieli wielką powódź, którą przetrwają tylko mieszkańcy Arkadii,
a nagrodą za ich poświęcenie będzie Elizjum. Oczywiście przepowiednia ma się spełnić dzięki Hektorowi i jego wybrance EDEN. Ją również poznajemy w pierwszych rozdziałach jako dziecko – dziecko, około siedmioletnie, które samozwańczy prorok przywiózł sobie jako wybrankę. Bogowie przekazali mu, ze może ja pojąc za żonę dopiero w dniu jej osiemnastych urodzin i razem udadzą się wraz z poddanymi do Raju....
Ale co może się zdarzyć przez te lata gdy nasi bohaterowie dorosną? Czy Calder pozostanie ślepy i głuchy na świat i będzie wierzył rodzicom? Skąd wzięła się Eden?
Co połączy tych dwoje?
Czy szczęśliwa miłość jest w tej historii możliwa?
Co połączy tych dwoje?
Czy szczęśliwa miłość jest w tej historii możliwa?
Jestem wstrząśnięta – tak, myślę, że o dobre określenie. Uwierzcie mi to, że dostałam piękną, chwytającą za serce historie miłosną to tak naprawdę właśnie tego oczekiwałam
po autorce.
Bulwersuje mnie tło tej historii.
po autorce.
Bulwersuje mnie tło tej historii.
Sekta....
Nie jestem w stanie w swoim umyśle zrozumieć jak rozumny człowiek może godzić się na
to wszystko. I nie mówię tu o młodych bohaterach tej historii. Żyją tu od małego, nie znają innego życia, wierzą w to co wpajają im rodzice... są nieświadomi, ale to co robią dorośli
to zupełnie inny temat. Widać gołym okiem niesprawiedliwość oraz niespójność
w postępowaniu Hektora, a oni nadal ślepo wierzą w niego i jego chore zasady, w jego księgi. Jest panem i władcą, a oni są niczym baranki, którymi włada.
to wszystko. I nie mówię tu o młodych bohaterach tej historii. Żyją tu od małego, nie znają innego życia, wierzą w to co wpajają im rodzice... są nieświadomi, ale to co robią dorośli
to zupełnie inny temat. Widać gołym okiem niesprawiedliwość oraz niespójność
w postępowaniu Hektora, a oni nadal ślepo wierzą w niego i jego chore zasady, w jego księgi. Jest panem i władcą, a oni są niczym baranki, którymi włada.
To tło mnie zachwyca i bulwersuje jednocześnie, tym bardziej, gdy wiem, że na świecie są takie miejsca, są tacy ludzie i dzieje się taka krzywda. Są miejsca gdzie wiara zaślepia ludzi na to co oczywiste, właściwe, dobre. Niejednokrotnie chciałam rzucić książką, czy przekląć siarczyście, ale nie byłam w stanie przestać czytać, gdyż jest też druga strona medalu.....
Calder i Eden – piękna i jedyna w swoim rodzaju para – bardzo młodzi, niedoświadczeni, czyści.
Nie znają świata, nie znają zasad – wiedzą za to co czują i znają swoje serca. Mimo,
że wiedziałam,
że są sobie przeznaczeni to autorka długo rozwijała ten wątek. Skupiła się na pokazaniu nam tego co się wewnątrz dzieje – dzięki niej weszliśmy do tego chorego świata by czerpać pełnymi garściami.
Nie znają świata, nie znają zasad – wiedzą za to co czują i znają swoje serca. Mimo,
że wiedziałam,
że są sobie przeznaczeni to autorka długo rozwijała ten wątek. Skupiła się na pokazaniu nam tego co się wewnątrz dzieje – dzięki niej weszliśmy do tego chorego świata by czerpać pełnymi garściami.
Autorka pokazała nam zasady, wiarę, hierarchię, nauki....
Książka bulwersuje, oburza, ale daje nam tez piękno pierwszej miłości. Pierwszy dotyk, pierwszy pocałunek, motyle w brzuchu..... emocje rozrywały mi klatkę od wewnątrz.
Czekałam i trzymałam kciuki za piękną, zakazaną miłość. Miłość, która nie miała prawa
się narodzić.....
Przyznam się, że raczej stronie od książek gdzie bohaterowie pają po 18 lat. Ich problemy są dla mnie nijakie, a zachowanie dziecinne....Jeżeli macie podobnie, to pragnę Was
uspokoić - tu wszystko do siebie pasowało. Nic mnie nie odtrącało, rozumiałam bohaterów całą sobą i kibicowałam im. Przeżywałam każdą scenę, brakowało tchu gdy groziło
im niebezpieczeństwo, a ich pierwsze razy przezywałam jak swoje....
Czekałam i trzymałam kciuki za piękną, zakazaną miłość. Miłość, która nie miała prawa
się narodzić.....
Przyznam się, że raczej stronie od książek gdzie bohaterowie pają po 18 lat. Ich problemy są dla mnie nijakie, a zachowanie dziecinne....Jeżeli macie podobnie, to pragnę Was
uspokoić - tu wszystko do siebie pasowało. Nic mnie nie odtrącało, rozumiałam bohaterów całą sobą i kibicowałam im. Przeżywałam każdą scenę, brakowało tchu gdy groziło
im niebezpieczeństwo, a ich pierwsze razy przezywałam jak swoje....
Autorka stworzyła genialny, mocny w przekazie wątek, wyrazistych bohaterów
i naszpikowała to wszystko emocjami. Nie podała na tego na srebrnej tacy – budowała napięcie i powoli odkrywała tą niezwykła i piękną historię. Chwyta za serce, bulwersuje, zaprząta wszystkie nasze myśli.
Wciąga, hipnotyzuje, zachwyca.....
i naszpikowała to wszystko emocjami. Nie podała na tego na srebrnej tacy – budowała napięcie i powoli odkrywała tą niezwykła i piękną historię. Chwyta za serce, bulwersuje, zaprząta wszystkie nasze myśli.
Wciąga, hipnotyzuje, zachwyca.....
Na zakończenie przyznam się Wam do czegoś.... czytając prolog byłam zła - myślałam,
że znów za szybko rozgryzłam książkę, że Mia za dużo nam w nim zdradza – przekonałam się jednak, że to nieprawda...
Tym samym udowodniła mi jak genialną i niepowtarzalną jest autorką.
że znów za szybko rozgryzłam książkę, że Mia za dużo nam w nim zdradza – przekonałam się jednak, że to nieprawda...
Tym samym udowodniła mi jak genialną i niepowtarzalną jest autorką.
Dla mnie to mistrzostwo, które polecam Wam z czystym sumieniem.
kasikrecenzuje.blogspot.com/ Kasik; 2016-05-24
Stinger. Żądło namiętności
Okładka i tytuł sugerują nam, że powieść jest erotykiem. Sama wpadłam w sidła tej myśli. Rzeczywistość jednak okazuje się inna, albowiem jest to powieść o miłości, trudnych wyborach - dobrych i złych, o tym jak przypadek potrafi zmienić nasze życie i nasz system wartości, o uświadamianiu sobie swojej siły i dobra tkwiącego gdzieś głęboko. Wątki seksu też są, ale tylko tyle ile potrzeba, żeby lekko ubarwić opowiadanie. Porównując ją do erotyków, które recenzowałam Wam wcześniej, to jest bajka dla dzieci jeżeli chodzi o seks. Za to na pewno nie są bajką dla dzieci wartości w powieści zawarte. Książka zabrała mi sześć godzin mojego życia (cudownych godzin), spędzonych non stop na czytaniu i powaliła mnie na kolana, z których długo nie mogłam powstać.
O czym ona właściwie jest?
GRACE HAMILTON (główna bohaterka) jest z pozoru nudną i poważną panią prawnik, która wyjeżdża na konferencję prawniczą do Las Vegas. W tym samym czasie i tym samym hotelu odbywają się targi erotyczne. Przypadkiem poznaje tam nieziemsko przystojnego aktora porno - CARSONA STINGERA. Mimo, że początkowo nie darzy go miłością, to już wtedy zaczyna działać chemia. Prawniczka i aktor erotyczny, chyba nie ma bardziej niedobranej pary... ale jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają... Życie tak kieruje losem bohaterów, że postanawiają spędzić ze sobą erotyczny weekend, ale spokojnie, to nie to co myślicie :).
Dwa dni i dwie noce, oraz trzy godziny w zepsutej windzie, to wystarczy, żeby każde z bohaterów pokazało swoją prawdziwą twarz. Grace przestaje być sztywniarą, a Carson pozbywa się maski erotomana. Zaczyna też kiełkować uczucie. Miał być weekend bez zobowiązań, a zaczęła się miłość. Kiedy ich czas mija, Carson przekonany, że nie może Grace nic zaoferować, odchodzi. W sumie oboje rozstają się z bólem serca i wracają do swojego życia. Od tej chwili nic nie jest jednak takie samo... NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ JASKIERKU (tak Carson nazywa Grace). Te słowa spowodowały lawinę zmian u obojga. Carson rezygnuje z "kariery" erotycznej i zaciąga się do najbardziej elitarnego oddziału marynarki wojennej, a Grace nareszcie mówi ojcu, że chce być prokuratorem... Czy jeszcze się spotkają? Czy miłość zwycięży? O tym powinniście koniecznie się przekonać.
Koniecznie muszę tu wspomnieć, o tym, że zawód Carsona posłużył autorce również do pokazania tego, co skłania ludzi do podjęcia się właśnie takiego fachu, że nic nie jest takie, jakie z pozoru wygląda. Powieść jest bardzo romantyczna, ale zarazem ukazuje siłę jaka potrafi tkwić w człowieku i jego dobro. W fabule przeplata się miłość, tęsknota, wątek kryminalny, handel żywym towarem i nadzieja... nadzieja, że wszystko można zwyciężyć. Powiem szczerze, że w kilku momentach zapłakałam ze wzruszenia. Całość napisana jest prostym językiem, bez zbędnych opisów pełnych patosu, czyli językiem przystępnym dla każdego. Ciekawe jest też pisanie scen z punktu widzenia Grace i Carsona na przemian. Myślę, że książka jest dla każdego - kobiety znajdą w niej romans, a mężczyźni marynarkę wojenną, mordercze treningi i naukę - że dla kobiety warte jest każde poświęcenie. Tego właśnie brakuje dzisiejszym mężczyznom ubranym w rurki i różowe koszulki.
Nie jestem polonistą, ale jedno słowo jakoś nie pasowało mi do całości - oblekać (wiem, wiem, czepiam się szczegółów). Wydaje mi się bardzo starodawne. Co jeszcze mi nie pasuje? Tytuł, bardzo mylący, sugerujący to, czym książka nie jest! Za to zachwycił mnie epilog. Podoba mi się tak bardzo, że aż zacytuję kawałek:
"Niekiedy człowiek nie zdaje sobie sprawy, że coś jest z nim nie taak, póki nie zjawi się ktoś, kto go zmieni i sprawi, że nagle zapragnie czegoś więcej. W moim przypadku była to śliczna dziewczyna. która miała na wszystko plan i która roztrzaskała w drobny mak mój świat. A kiedy poskładałem go znów w jedną całość, wyglądał zupełnie inaczej. Podobnie było ze mną. Dopóki jej nie poznałem, nie przyszło mi nawet do głowy, że mam inne możliwości. W życiu spotykamy ludzi, którzy nas ratują, zarówno na duże, jak i małe sposoby. Czasem ratunek oznacza, że ktoś cię uwolni z ciemnego pokoju bez okien albo wyciągnie z płonącego budynku. Ale znacznie częściej oznacza ratunek od samego siebie, a także to, że warto otworzyć się na miłość, bo miłość wcale nie jest bajką."
Podsumowując: Rewelacyjna książka, którą czyta się lekko i przyjemnie. Tylko uwaga - kiedy już po nią sięgniecie, to potrzebne Wam będzie kilka godzin, bo gwarantuję, że nie odłożycie jej, zanim nie będzie napisu EPILOG. Myślę, że trafi ona w gusta szerokiego grona czytelników.
Koniecznie muszę tu wspomnieć, o tym, że zawód Carsona posłużył autorce również do pokazania tego, co skłania ludzi do podjęcia się właśnie takiego fachu, że nic nie jest takie, jakie z pozoru wygląda. Powieść jest bardzo romantyczna, ale zarazem ukazuje siłę jaka potrafi tkwić w człowieku i jego dobro. W fabule przeplata się miłość, tęsknota, wątek kryminalny, handel żywym towarem i nadzieja... nadzieja, że wszystko można zwyciężyć. Powiem szczerze, że w kilku momentach zapłakałam ze wzruszenia. Całość napisana jest prostym językiem, bez zbędnych opisów pełnych patosu, czyli językiem przystępnym dla każdego. Ciekawe jest też pisanie scen z punktu widzenia Grace i Carsona na przemian. Myślę, że książka jest dla każdego - kobiety znajdą w niej romans, a mężczyźni marynarkę wojenną, mordercze treningi i naukę - że dla kobiety warte jest każde poświęcenie. Tego właśnie brakuje dzisiejszym mężczyznom ubranym w rurki i różowe koszulki.
Nie jestem polonistą, ale jedno słowo jakoś nie pasowało mi do całości - oblekać (wiem, wiem, czepiam się szczegółów). Wydaje mi się bardzo starodawne. Co jeszcze mi nie pasuje? Tytuł, bardzo mylący, sugerujący to, czym książka nie jest! Za to zachwycił mnie epilog. Podoba mi się tak bardzo, że aż zacytuję kawałek:
"Niekiedy człowiek nie zdaje sobie sprawy, że coś jest z nim nie taak, póki nie zjawi się ktoś, kto go zmieni i sprawi, że nagle zapragnie czegoś więcej. W moim przypadku była to śliczna dziewczyna. która miała na wszystko plan i która roztrzaskała w drobny mak mój świat. A kiedy poskładałem go znów w jedną całość, wyglądał zupełnie inaczej. Podobnie było ze mną. Dopóki jej nie poznałem, nie przyszło mi nawet do głowy, że mam inne możliwości. W życiu spotykamy ludzi, którzy nas ratują, zarówno na duże, jak i małe sposoby. Czasem ratunek oznacza, że ktoś cię uwolni z ciemnego pokoju bez okien albo wyciągnie z płonącego budynku. Ale znacznie częściej oznacza ratunek od samego siebie, a także to, że warto otworzyć się na miłość, bo miłość wcale nie jest bajką."
Podsumowując: Rewelacyjna książka, którą czyta się lekko i przyjemnie. Tylko uwaga - kiedy już po nią sięgniecie, to potrzebne Wam będzie kilka godzin, bo gwarantuję, że nie odłożycie jej, zanim nie będzie napisu EPILOG. Myślę, że trafi ona w gusta szerokiego grona czytelników.
http://czasemtakjestczasemtakjest.blogspot.com/
Stinger. Żądło namiętności
„Stinger. Żądło namiętności”, czyli o pokrętnym losie, który lubi czasem płatać figle…
Grace Hamilton to do bólu ułożona, odpowiedzialna studentka wydziału prawa, która przybywa do głośnego Vegas, bynajmniej nie w celach rozrywkowych. Dziewczyna uczestniczyć ma w Mieście Grzechu, w Międzynarodowym Zjeździe Studentów Prawa, gdzie zaplanowano szereg branżowych wykładów i zajęć. Jednak w momencie, gdy w hotelowej windzie, Grace zostaje uwięziona na kilka godzin z przystojnym mężczyzną, do głosu zaczyna dochodzić uśpiona namiętność. Carson Stinger to bowiem wcielenie czystego seksu, obok którego nie sposób przejść obojętnie. W dodatku przystojny i pewny siebie mężczyzna pracuje, jako aktor w branży erotycznej, który przybył do Vegas w celach zawodowych.
Przypadkowe spotkanie głównych bohaterów w hotelowym lobby, owocuje wspólnie spędzonym namiętnym weekendem, po którym już nic nie będzie, takie jak wcześniej. Dwoje ludzi, o zupełnie różnych poglądach i odmiennym podejściu do życia, zaczyna bowiem łączyć coś więcej, czemu wraz z upłynięciem weekendu, oboje zdecydowanie będą musieli się przeciwstawić. Bo czy namiętność, która połączyła na parę dni ułożoną i spokojną studentkę prawa z niegrzecznym aktorem porno, można w ogóle nazwać prawdziwym uczuciem?
Mia Sheridan dosłownie podbiła tą historią moje serce! Sugerując się dość jednoznacznym tytułem i mocno erotyczną okładką, spodziewałam się historii jakich wiele – mocnego, miejscami przesadzonego erotyka, który obfituje w przekoloryzowane sceny łóżkowe, poprzeplatane szeregiem słodkich, niewiarygodnych wyznań miłosnych. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy z każdą, kolejno czytaną stroną, historia pochodzącą spod pióra autorki coraz bardziej przypadała mi do gustu. Zacznę w tym miejscu przede wszystkim od genialnie wykreowanych głównych postaci: Grace i Carsona, którzy są nad wyraz rzeczywiści w swoich słowach, myślach czy gestach. I choć czytelnik tylko pobieżnie poznaje ich historię, nie zagłębia się bowiem w meandry ich rodzinnych tragedii, to jest to na tyle wystarczająca charakterystyka, że nie pojawiają się zbędne luki i niedopowiedzenia.
Zawsze podczas lektury romansów czy erotyków, z uwagą spoglądam w stronę kreacji wątków miłosnych. I choć w tym przypadku, Mia Sheridan zaserwowała czytelnikowi uczucie oparte na weekendowych uniesieniach i erotycznych doznaniach, poprzeplatanych na szczęście wzajemną uwagą i szczerymi wyznaniami bohaterów, to wszystko było przedstawione w wiarygodny, ujmujący wręcz sposób. Autorka zachowała również odpowiedni klimat, wplatając w całość wyraziste i mocne sceny łóżkowe. Podczas lektury powieści wielokrotnie zresztą odczuwałam namiętność, która poprzez delikatne wyładowania w spojrzeniach, gestach czy myślach bohaterów, potęgowała tylko radość z lektury.
Bardzo przypadł mi do gustu wątek przeznaczenia, który w tej opowieści odegrał niebagatelną rolę w życiu bohaterów. Po pięciu latach od namiętnego weekendu, będąc już zupełnie innymi ludźmi, Grace i Carson spotykają się ponownie. Złośliwy los bowiem, ponownie zetknął ze sobą bohaterów, którzy od pamiętnej nocy w Vegas, nie potrafili o sobie zapomnieć. Czy tym razem Grace i Carson pozwolą sobie na uczucie i wbrew wszelkim zasadom, w końcu spędzą z sobą resztę życia? Oboje bohaterowie bowiem, w trakcie wspomnianych wyżej, pięciu lat rozłąki, ulegli przemianie, przewartościowali swoje życie, ułożyli je od podstaw, ściśle według własnych planów.
„Stinger. Żądło namiętności” zaskoczy Was nie tylko przekonującym portretem głównych postaci, co przede wszystkim mocno wyczuwalną i bezpruderyjną, choć wciąż wysmakowaną namiętnością, wywołującą mimowolne rumieńce wstydu. Polecam.
Grace Hamilton to do bólu ułożona, odpowiedzialna studentka wydziału prawa, która przybywa do głośnego Vegas, bynajmniej nie w celach rozrywkowych. Dziewczyna uczestniczyć ma w Mieście Grzechu, w Międzynarodowym Zjeździe Studentów Prawa, gdzie zaplanowano szereg branżowych wykładów i zajęć. Jednak w momencie, gdy w hotelowej windzie, Grace zostaje uwięziona na kilka godzin z przystojnym mężczyzną, do głosu zaczyna dochodzić uśpiona namiętność. Carson Stinger to bowiem wcielenie czystego seksu, obok którego nie sposób przejść obojętnie. W dodatku przystojny i pewny siebie mężczyzna pracuje, jako aktor w branży erotycznej, który przybył do Vegas w celach zawodowych.
Przypadkowe spotkanie głównych bohaterów w hotelowym lobby, owocuje wspólnie spędzonym namiętnym weekendem, po którym już nic nie będzie, takie jak wcześniej. Dwoje ludzi, o zupełnie różnych poglądach i odmiennym podejściu do życia, zaczyna bowiem łączyć coś więcej, czemu wraz z upłynięciem weekendu, oboje zdecydowanie będą musieli się przeciwstawić. Bo czy namiętność, która połączyła na parę dni ułożoną i spokojną studentkę prawa z niegrzecznym aktorem porno, można w ogóle nazwać prawdziwym uczuciem?
Mia Sheridan dosłownie podbiła tą historią moje serce! Sugerując się dość jednoznacznym tytułem i mocno erotyczną okładką, spodziewałam się historii jakich wiele – mocnego, miejscami przesadzonego erotyka, który obfituje w przekoloryzowane sceny łóżkowe, poprzeplatane szeregiem słodkich, niewiarygodnych wyznań miłosnych. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy z każdą, kolejno czytaną stroną, historia pochodzącą spod pióra autorki coraz bardziej przypadała mi do gustu. Zacznę w tym miejscu przede wszystkim od genialnie wykreowanych głównych postaci: Grace i Carsona, którzy są nad wyraz rzeczywiści w swoich słowach, myślach czy gestach. I choć czytelnik tylko pobieżnie poznaje ich historię, nie zagłębia się bowiem w meandry ich rodzinnych tragedii, to jest to na tyle wystarczająca charakterystyka, że nie pojawiają się zbędne luki i niedopowiedzenia.
Zawsze podczas lektury romansów czy erotyków, z uwagą spoglądam w stronę kreacji wątków miłosnych. I choć w tym przypadku, Mia Sheridan zaserwowała czytelnikowi uczucie oparte na weekendowych uniesieniach i erotycznych doznaniach, poprzeplatanych na szczęście wzajemną uwagą i szczerymi wyznaniami bohaterów, to wszystko było przedstawione w wiarygodny, ujmujący wręcz sposób. Autorka zachowała również odpowiedni klimat, wplatając w całość wyraziste i mocne sceny łóżkowe. Podczas lektury powieści wielokrotnie zresztą odczuwałam namiętność, która poprzez delikatne wyładowania w spojrzeniach, gestach czy myślach bohaterów, potęgowała tylko radość z lektury.
Bardzo przypadł mi do gustu wątek przeznaczenia, który w tej opowieści odegrał niebagatelną rolę w życiu bohaterów. Po pięciu latach od namiętnego weekendu, będąc już zupełnie innymi ludźmi, Grace i Carson spotykają się ponownie. Złośliwy los bowiem, ponownie zetknął ze sobą bohaterów, którzy od pamiętnej nocy w Vegas, nie potrafili o sobie zapomnieć. Czy tym razem Grace i Carson pozwolą sobie na uczucie i wbrew wszelkim zasadom, w końcu spędzą z sobą resztę życia? Oboje bohaterowie bowiem, w trakcie wspomnianych wyżej, pięciu lat rozłąki, ulegli przemianie, przewartościowali swoje życie, ułożyli je od podstaw, ściśle według własnych planów.
„Stinger. Żądło namiętności” zaskoczy Was nie tylko przekonującym portretem głównych postaci, co przede wszystkim mocno wyczuwalną i bezpruderyjną, choć wciąż wysmakowaną namiętnością, wywołującą mimowolne rumieńce wstydu. Polecam.
dlaLejdis.pl Joanna Jagieła; 2016-05-03