ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Joga bez napinki

[…]joga to ciągły rozwój i bezustanna nauka. To także wielka przyjemność. Pokonujesz trudności, przeszkody i ograniczenia. Odkrywasz – swoje ciało i własne możliwości. Nabierasz dystansu do świata i samego siebie. Żyjesz świadomie. A świadome życie to najwspanialsza przygoda.

Kiedy jakiś czas temu po raz pierwszy stanęłam na macie w studiu jogi, czułam się strasznie – ekscytacja mieszała się z niesamowitym lękiem i napięciem. Wiedziałam, że będzie trudno, bo zupełną nowością miało być dla mnie wyginanie się i świadome oddychanie. Pamiętam, że byłam przerażona i w kiepskim humorze, bo wszyscy ćwiczyli lepiej ode mnie, nie wiedziałam, jak zachować się w sali, że o zastosowaniu wszystkich dostępnych tam sprzętów nie wspomnę. Jakże żałuję, że przed tą wizytą (która stała się przyczynkiem do wspaniałego, „wygiętego w paragraf” uczucia, a jakże!), nie sięgnęłam do książki Doroty Mrówki Joga bez napinki!
Wydawnictwo Sensus przygotowało książkę przydatną właściwie każdemu – nie tylko zainteresowanym wyciskaniem siódmych potów w czasie asan, ale również ich rodzinom i znajomym, którzy ‘jogowej’ motywacji nie rozumieją. Mamy oto kompendium podstawowej wiedzy, która z pewnością pozwoli młodym (doświadczeniem, nie wiekiem, bo ten w praktyce nie ma znaczenia) adeptom oswoić się z nowymi sytuacjami. W krótkich, ale niezwykle treściwych rozdziałach zawarto wszystko, o czym powinny wiedzieć osoby, które po raz pierwszy spotykają się z tą formą aktywności – mamy tu pokrótce przedstawioną wiedzę teoretyczną (jak choćby to, skąd wzięła się joga i kto może ją ćwiczyć – oczywiście, każdy!), jednak nie ona jest najmocniejszą stroną tej pozycji. Najciekawsze, a może i najbardziej przydatne, są wszystkie praktyczne uwagi, dzięki którym stres i niepewność związane z początkiem tej przygody nie będą tak dotkliwe. Mamy tu porady z życia wzięte: od czego zacząć, jakiego nauczyciela i jaką szkołę wybrać, czy od razu musimy kupować wszystkie akcesoria, jaki strój jest najbardziej funkcjonalny oraz co jest najważniejsze w ćwiczeniach i dlaczego właśnie oddech. Odpowiedzi na te oraz mnóstwo innych wątpliwości stanowią esencję tego, czym powinna być książka o jodze dla początkujących. Dodatkowym atutem jest kilka słów o medytacji (łącznie ze wskazówkami, jaką poduszkę do medytacji wybrać), a co cieszy mnie jeszcze mocniej, to niewielki podrozdział o uważności w jodze (z nawiązaniem do ostatnio ukochanego przeze mnie Cudu uważności Thich Nhat Hanha). I choć w tym temacie zupełnie raczkuję, wspaniale jest odnajdywać na każdym kroku powiązania i upewniać się w słuszności obranej drogi.
Wszystko to opisane jest z humorem i bez tytułowej napinki – to trochę tak, jakbyśmy wybrali się na kawę z bardziej doświadczoną koleżanką, która postanowiła uchylić rąbka tajemnicy. Konkretna wiedza (w tym niezwykle interesujące ciekawostki wplecione w narrację) miesza się tu z opowieściami z życia i osobistymi refleksjami autorki, co sprawia, że całość jest bardzo przystępna i nie odstrasza naukowym podejściem. Powinna sprawdzić się dla każdego, komu przez myśl przemknęły asany i kto poczuł delikatny sygnał, że to może być przysłowiowe TO. I choć w pewnych kwestiach pozostawia niedosyt, bo jedynie delikatnie zaznacza pewne kwestie, na pierwszy rzut powinna być w sam raz.
Ja pierwsze kroki na macie mam już za sobą. Swego czasu musiałam walczyć ze stereotypowym podejściem bliskich – „Naprawdę masz zamiar dołączyć do sekty?”, „A co z jedzeniem mięsa, przecież jogini to wegetarianie!”, „To nie są ćwiczenia dla ciebie, przecież boli cię kręgosłup!” – dziś mogę za to autorce serdecznie podziękować, bo walka z tego typu stereotypami jest niekończącą się historią, którą trudno będzie wygrać, dopóki dopóty higiena ciała i umysłu nie staną się rzeczą oczywistą. Bo czy rozsądnie dobrany zestaw asan, dbałość o własne ciało i umysł, przesuwanie własnych granic i troska o samego siebie naprawdę są złe? Po lekturze mam wrażenie, że dzięki książce Doroty Mrówki, umiejętnie podsuniętej co oporniejszym członkom rodziny, zyskam kolejne znajome twarze trwające w supta virasanie (pozycji leżącego bohatera) czy witające ze mną słońce w surya namaskar. To jest piękne w jodze. Tak naprawdę każdy może ją praktykować, bez względu na predyspozycje fizyczne, wiek, płeć, poglądy czy religię. Cóż, właściwie prawie każdy: Jest […] jeden typ ludzi, którzy nie powinni chodzić na jogę. To specyficzne osoby, które sabotują same siebie, tkwią w utartych schematach, trzymają się sztywno przyzwyczajeń i nawyków, nie chcą niczego w swoim życiu zmienić – chociaż mówią wszem wobec, że chcą, że jest im źle, że muszą coś ze sobą zrobić, bo tak bardzo cierpią. Bo joga jest działaniem – na własną korzyść i dla własnego dobra. Warto o tym pamiętać.
Opsychologii.pl - Porta i centrum praktyków psychologii Julia Sworowska; 2016-05-30

Mapy myśli w biznesie. Jak twórczo i efektywnie osiągać cele przy pomocy mind mappingu

Notowanie w sposób tradycyjny, liniowy ogranicza twórczy potencjał naszego umysłu, ponieważ wykorzystuje się wówczas jedynie możliwości (…) jednej półkuli – lewej. A wystarczy tylko dodać do nich możliwości prawej półkuli, aby system przetwarzania informacji w mózgu był kilkunastokrotnie bardziej efektywny. (…) wystarczy pozwolić sobie na trochę kreatywności, stosowanie kolorów i nieograniczanie swojej wyobraźni, a rezultat tego działania będzie zaskakujący.
cytat z książki

Proces tworzenia map myśli jest takim samym procesem jak uczenie się jakiejkolwiek nowej umiejętności. Wymaga od ucznia cierpliwości i wielu prób.
j.w.

Przejrzysty plan z obrazami, znakami, symbolami i rysunkami? Kreatywne rozwiązywanie problemów z kolorowymi pisakami w ręku? A może przygotowanie do negocjacji połączone z rozrywką umysłową? Mapy myśli (z ang. mind mapping) to pobudzające wyobraźnię narzędzie, które porządkuje natłok informacji i pozwala na przedstawienie ich w ciekawej, łatwej do zapamiętania graficznej formie.

Mapowanie poznałam kilka lat temu, kiedy przygotowywałam się do ważnej rozmowy w firmie. Wybrane osoby otrzymały do opracowania zadanie, którego wyniki miały zostać przedstawione podczas 20-minutowego spotkania. Zastanawiałam się, jak w nieszablonowy sposób zaprezentować swoją odpowiedź i zamiast standardowych slajdów, wybrałam właśnie mapy myśli. Skorzystałam z niej zarówno przy planowaniu prezentacji, jak i przedstawieniu tematu przed oceniającymi. Od tamtego czasu jest to mój ulubiony sposób przygotowywania się do różnego rodzaju wystąpień.

Przewodnikiem po tej zdobywającej coraz większą popularność metodzie notowania jest książka Katarzyny Żbikowskiej „Mapy myśli w biznesie”. W przystępny sposób przedstawia ona podstawy tworzenia map, wykorzystywane techniki, korzyści i pułapki płynące z ich stosowania. Jak pokazuje autorka, mind mapping może być pomocny przy wymyślaniu nowych rozwiązań, realizacji projektów, organizacji pracy zespołu, planowaniu spotkań czy prezentacji. Pozwala na poszerzenie zdolności myślenia lateralnego i oderwanie się od schematów, więc daje to szansę zmierzenia się z każdym problemem w sposób twórczy i wyzwalający. W książce opisanych jest wiele praktycznych zastosowań map myśli w sytuacjach biznesowych, ale z powodzeniem można je odnieść również do innych dziedzin, takich jak edukacja (np. nauka języka obcego), czy życie codzienne (np. organizacja czasu, planowanie urlopu).

Spodobało mi się, że każde zagadnienie w tym opracowaniu, oprócz opisu, jest przedstawione w formie graficznej, samodzielnie wykonanej przez autorkę. Wzmacnia to przekonanie, że mapy myśli pomagają w czytelny sposób zobrazować nasz przekaz, a także, że nie ma jednego, właściwego sposobu ich przygotowania – każda mapa jest wyjątkowa i niepowtarzalna, tak jak różne są spojrzenia na ten sam problem.

Czy taka forma notatek poprawia w znaczący sposób efektywność zarządzania czasem, projektami i swoimi celami, jak często „reklamuje się” mapowanie? Moim zdaniem to zależy od stopnia zaangażowania się w proces ich tworzenia, częstotliwości korzystania oraz naszego nastawienia. Autorka książki sama podkreśla: Tworzenie map myśli powinno być przyjemnością, bo tylko wtedy możesz liczyć na przypływ kreatywnych pomysłów i trwalszy efekt w zapamiętywaniu zanotowanych informacji. Jestem przekonana, że warto tego spróbować.
Opsychologii.pl - Porta i centrum praktyków psychologii Joanna Duda; 2016-05-23

Mapy myśli w biznesie. Jak twórczo i efektywnie osiągać cele za pomocą mind mappingu

Notowanie w sposób tradycyjny, liniowy ogranicza twórczy potencjał naszego umysłu, ponieważ wykorzystuje się wówczas jedynie możliwości (…) jednej półkuli – lewej. A wystarczy tylko dodać do nich możliwości prawej półkuli, aby system przetwarzania informacji w mózgu był kilkunastokrotnie bardziej efektywny. (…) wystarczy pozwolić sobie na trochę kreatywności, stosowanie kolorów i nieograniczanie swojej wyobraźni, a rezultat tego działania będzie zaskakujący.
cytat z książki

Proces tworzenia map myśli jest takim samym procesem jak uczenie się jakiejkolwiek nowej umiejętności. Wymaga od ucznia cierpliwości i wielu prób.
j.w.

Przejrzysty plan z obrazami, znakami, symbolami i rysunkami? Kreatywne rozwiązywanie problemów z kolorowymi pisakami w ręku? A może przygotowanie do negocjacji połączone z rozrywką umysłową? Mapy myśli (z ang. mind mapping) to pobudzające wyobraźnię narzędzie, które porządkuje natłok informacji i pozwala na przedstawienie ich w ciekawej, łatwej do zapamiętania graficznej formie.

Mapowanie poznałam kilka lat temu, kiedy przygotowywałam się do ważnej rozmowy w firmie. Wybrane osoby otrzymały do opracowania zadanie, którego wyniki miały zostać przedstawione podczas 20-minutowego spotkania. Zastanawiałam się, jak w nieszablonowy sposób zaprezentować swoją odpowiedź i zamiast standardowych slajdów, wybrałam właśnie mapy myśli. Skorzystałam z niej zarówno przy planowaniu prezentacji, jak i przedstawieniu tematu przed oceniającymi. Od tamtego czasu jest to mój ulubiony sposób przygotowywania się do różnego rodzaju wystąpień.

Przewodnikiem po tej zdobywającej coraz większą popularność metodzie notowania jest książka Katarzyny Żbikowskiej „Mapy myśli w biznesie”. W przystępny sposób przedstawia ona podstawy tworzenia map, wykorzystywane techniki, korzyści i pułapki płynące z ich stosowania. Jak pokazuje autorka, mind mapping może być pomocny przy wymyślaniu nowych rozwiązań, realizacji projektów, organizacji pracy zespołu, planowaniu spotkań czy prezentacji. Pozwala na poszerzenie zdolności myślenia lateralnego i oderwanie się od schematów, więc daje to szansę zmierzenia się z każdym problemem w sposób twórczy i wyzwalający. W książce opisanych jest wiele praktycznych zastosowań map myśli w sytuacjach biznesowych, ale z powodzeniem można je odnieść również do innych dziedzin, takich jak edukacja (np. nauka języka obcego), czy życie codzienne (np. organizacja czasu, planowanie urlopu).

Spodobało mi się, że każde zagadnienie w tym opracowaniu, oprócz opisu, jest przedstawione w formie graficznej, samodzielnie wykonanej przez autorkę. Wzmacnia to przekonanie, że mapy myśli pomagają w czytelny sposób zobrazować nasz przekaz, a także, że nie ma jednego, właściwego sposobu ich przygotowania – każda mapa jest wyjątkowa i niepowtarzalna, tak jak różne są spojrzenia na ten sam problem.

Czy taka forma notatek poprawia w znaczący sposób efektywność zarządzania czasem, projektami i swoimi celami, jak często „reklamuje się” mapowanie? Moim zdaniem to zależy od stopnia zaangażowania się w proces ich tworzenia, częstotliwości korzystania oraz naszego nastawienia. Autorka książki sama podkreśla: Tworzenie map myśli powinno być przyjemnością, bo tylko wtedy możesz liczyć na przypływ kreatywnych pomysłów i trwalszy efekt w zapamiętywaniu zanotowanych informacji. Jestem przekonana, że warto tego spróbować.
Opsychologii.pl - Porta i centrum praktyków psychologii Joanna Duda; 2016-05-23

Oblubienice wojny

Wojenne panny młode. Weterani. Wdowy, które utraciły swych mężów podczas walki z wrogiem. Powstańcy narażający swe życie każdego dnia. Sieroty, które nie pamiętają swych biologicznych rodziców. Każdy z nas mija tych ludzi na ulicy. To Ci, którym nie chcemy ustąpić miejsca w autobusie. To właśnie te starsze panie, które próbują porozmawiać z każdym w kolejce do lekarza, byleby tylko nie wracać do pustego domu i życia w zapomnieniu. Wszystkich tych ludzi łączą czasy, w których dane było im się urodzić, dorastać, zakochiwać i umierać. Okrutne czasy wojny, których nie jesteśmy sobie nawet w stanie wyobrazić. Ale zanim pierwsze zmarszczki pojawiły się na ich twarzach, zanim pierwszy siwy włos pozostał na ich grzebieniu, byli tak samo młodzi jak i my, pragnęli zawierać przyjaźnie, zakochiwać się, brać ślub i żyć po ludzku, najlepiej jak umieli, a dowodem na to jest fantastyczna książka - "Oblubienice wojny".
 
    "Oblubienice wojny" to opowieść o pięciu młodych kobietach, które znalazły się w czasie wojny w małej, angielskiej wiosce - Crowmarsh Priors. Każda z nich pochodziła z zupełnie innego środowiska, a jednak ich los został ze sobą spleciony już na zawsze. Alice, Elsie, Tanni, Frances i Evangeline walczą z ograniczeniami i trudnościami, które narzuca na nie wojna. Pomagają ewakuowanym z Londynu, podejmują się prac, które przed wybuchem walk były typowo męskimi zajęciami i starają się utrzymać swe życie w ryzach. Spotykają się ponownie po pięćdziesięciu czterech latach, gotowe poznać okrutną prawdę i pomścić niewinną śmierć jednej z nich. 
 
    Nie bójcie się tej książki. Niech nie wystraszy Was "literatura historyczna" czy perspektywa czytania zawiłych szczegółów dotyczących przebiegu wojny. Ta opowieść jest niesamowita i prawdziwa. Jeżeli dotąd nie sięgaliście po literaturę wojenną, zmieńcie to i czym prędzej zamówcie "Oblubienice wojny". Nie znajdziecie tutaj dat, opisów strategii poszczególnych stron, makabrycznych opowieści o więźniach obozów koncentracyjnych czy skomplikowanego słownictwa, skutecznie odbierającego radość czytania. Odkryjecie za to magię przyjaźni, która potrafiła rozkwitnąć między głównymi bohaterkami lepiej niż wśród młodych ludzi w dzisiejszych czasach. Poznacie codzienne życie kobiet podczas II wojny światowej i zdacie sobie sprawę, że ich rola w tym trudnym czasie, była równie ważna i równie ciężka jak żołnierzy walczących na froncie. Będziecie podziwiać je za odwagę. Spojrzycie na wojnę z innej perspektywy - perspektywy mieszkańców Wielkiej Brytanii, ludzi żyjących w spokojnych miasteczkach z dala od strzałów, wybuchów i masowej śmierci. Poznacie historię piątki niesamowitych kobiet, które swą siłą, zaradnością i ciepłem, przetrwały ten makabryczny moment w dziejach ludzkości i ze wszystkich sił starały się prawdziwie żyć w czasach wojny, doświadczając prawdziwej gamy uczuć i emocji.
 
   Wciągnięcie się w tę opowieść bez reszty i całkowicie przepadniecie, a wszystko to za sprawą fascynującej historii, niesamowicie lekkiego pióra i świetnie skonstruowanej fabuły, wywołującej zaskoczenie podczas czytania, śmiech i łzy spływające po policzku. Wojna jest tak naprawdę tłem dla wydarzeń, które czasami przypominają opowieść sensacyjną, z okładki zdają się być kryminałem, w którym rozwikłujemy zagadkę niewinnej śmierci, a momentami będzie to opowieść o życiu, ludzkich dramatach, rozterkach i trudnych wyborach, które stają się jeszcze trudniejsze w obliczu zagrożenia. Niezwykle ciekawe są fragmenty, w których autorka opisuje brytyjską wieś i jej funkcjonowanie w wojennych latach, a czyta się o tym jeszcze przyjemniej, ponieważ ciekawostki te zostały wplecione w opowieść o naszych bohaterkach. 
 
    Przeczytajcie tę książkę. Sięgnijcie po nią dla wątków obyczajowych, których w tej pozycji nie brakuje. Zacznijcie od niej swą przygodę z literaturą wojenną. Rozwikłajcie zagadkę śmierci jednej z piątki naszych bohaterek. Wybierzcie ją, bo to książka godna polecenia i warta przeczytania. Książka oddziałująca na nas, będąca cudowną lekcją życia i przeszłości, którą powinniśmy szanować. Po jej przeczytaniu popatrzycie na swoje problemy z zupełnie innej perspektywy. Babcina herbata stanie się dla Was jeszcze pyszniejsza, a staruszki w autobusie zostaną nowymi kompankami miastowych podróży. Bo właśnie za tę kobiecą siłą w wojennych czasach powinniśmy je podziwiać i pamiętać, że dawniej również się kochało, uśmiechało i zrywało kwiaty na łące, a wszystko to w czasach, w których prawdopodobnie dzisiaj odnalazłaby się jedynie garstka z nas... 
ksiazkowoholizm.blogspot.com Bookworm; 2016-05-25

Oblubienice wojny

Biedna dziewczyna! I biedna jego matka! Czasami, pastorze, jestem taka zła na tę całą wojnę, modlę się, żeby Bóg uśmiercił Hitlera i wszystkich Niemców, chociaż pewnie nie powinnam. Gdyby chciał, już dawno by to zrobił i oszczędził nam wiele cierpienia"
 
Wojna kojarzy nam się przede wszystkim z niewyobrażalnym okrucieństwem. Pierwsze na myśl nasuwają nam się bombardowania, łapanki, masowe egzekucje. Wyobrażamy sobie mężczyzn idących na front, opuszczających żony i dzieci. Te kilka lat zebrało ogromne żniwo wśród ludzi, ale my wspominamy je zazwyczaj w książkach od historii, ucząc się ważnych postaci i dat. Tylko, że żadna książka od historii nie odda nam w pełni wojennej codzienności, każdego dnia, kiedy toczyła się walka o przetrwanie. Dotychczas nigdy nie próbowałam sobie uzmysłowić jak istotną rolę odgrywały kobiety, które są bardzo często zapominane i odrzucane na drugi plan. To również one powoływały się do wojennych organizacji, jednocześnie mając na głowie opiekę nad domem, dziećmi, rodziną. To kobiety, które każdego dnia żyły nadzieją na lepszą przyszłość.
„Oblubienice wojny” to historia pięciu dziewczyn, których losy niespodziewanie splatają się w małej wiosce Crowmarsh Priors na południowo-wschodnim wybrzeżu Anglii. Alice, Evangeline, Elsie, Tanni i Frances każdego dnia muszą radzić sobie z wojenną codziennością. Są świadkami bombardowań i nalotów, ale jednocześnie przeżywają pierwsze miłości, przyjaźnie, kiedy wojna zmienia młode dziewczyny na dojrzałe i odważne kobiety.
Wojna jest rzeczą, której nigdy nie potrafiłabym sobie wyobrazić, dlatego tym większą wartość mają dla mnie książki, filmy czy opowieści, które pozwalają mi choć trochę ją sobie unaocznić. Jednakże „Oblubienice wojny” to książka, która skupia się przede wszystkim na kobietach i to je stawia w centrum uwagi. Z ciekawością śledziłam losy dziewczyn, które tak wiele od siebie różniło, ale mimo to, potrafiły zjednoczyć się w obliczu wspólnego zagrożenia. Z początku nastawione do siebie nawet wrogo, z biegiem czasu nawiązują nić przyjaźni.
 
"Nie potrzebuję męża, który chciałby wiedzieć, dokąd jadę i co robię - pomyślała sobie"
 
W książce nie ma jednego głównego bohatera, ale jest za to pięć równie ważnych bohaterek. Alice, od początku była raczej skryta i wycofana, nigdy nie próbowała otworzyć się do ludzi. Ewangeline była osobą pewną siebie, mogłoby się wydawać, że czasem wręcz arogancką, ale zmieniła się diametralnie pod wpływem nowej rzeczywistości i miejsca zamieszkania. Tanni była szczególnie wrażliwa i zawsze myślała przede wszystkim o rodzicach i rodzeństwie. Frances natomiast, wydawałaby się jest całkowitym przeciwieństwem, będąc raczej typem osoby rozrywkowej, ale okazała się niezwykle zawzięta i uparcie dążyła do wyznaczonych celów. Wreszcie Elsie, najmłodsza z całej piątki, stała się wyjątkowo rozsądną i dojrzałą kobietą pod wpływem wojny. Każda z tych kobiet naprawdę mi zaimponowała i byłam pod ogromnym wrażeniem do jakich poświęceń są gotowe tak młode osoby. Nie potrafiłabym wybrać, którą z nich polubiłam najbardziej, ponieważ każda z nich posiada cechy godne podziwu. Jedno jest pewne. Były wyjątkowo wytrwałe i mimo wielu nieszczęść, które spotkały po drodze, były najlepszym przykładem na to, że kobiety wcale nie są słabsze od mężczyzn. Autorka bardzo realistycznie przedstawiła nam sylwetki tych pięciu kobiet, dzięki czemu miałam wrażenie,  że nie są jedynie postaciami na kartach tej powieści, ale przede wszystkim są bliskie czytelnikowi.
Helen Bryan wykreowała bardzo okrutną i często wręcz przytłaczającą wojenną rzeczywistość. Książka jest bardzo prawdziwa i mam wrażenie, że właśnie dzięki temu jeszcze bardziej trafia do czytelnika. To historia, która nie skupia się jedynie na wojennych działaniach i polityce, ale przybliża nam bardzo szczegółowo życie codzienne w niewielkiej angielskiej wiosce. Dotychczas czytałam raczej książki historyczne polskich autorów, dlatego odmianą było śledzenie akcji umiejscowionej właśnie w Anglii. Przyznaję, że czasami powieść trochę mi się dłużyła, ale było to raczej z początku, niż na końcu. Przy końcówce, pojawił się bowiem nawet wątek kryminalny, który w szczególności mnie zaciekawił.
Autorka ujęła całą historię w dość nietypowej formie. Z początku poznajemy bohaterki już w roku 1995, dawno po zakończeniu wojny, a dopiero później cofamy się w przeszłość wspominając tamte czasy i skupiając się już na właściwej fabule książki. Ostatnie kilka stron znowu przedstawia nam historię z perspektywy pięćdziesięciu lat, co okazało się ciekawym zróżnicowaniem i pozwoliło trochę zmienić punkt widzenia. 
 
„Oblubienice wojny” mimo kilku dłużących się momentów, okazały się naprawdę wartościową podróżą przez karty historii, która dokładnie przybliżyła mi życie zwykłych ludzi w wojennych czasach. Bohaterki okazały się naprawdę imponującymi postaciami, z których każda udowadnia jak wiele są w stanie dokonać kobiety! Autorka precyzyjnie oddała okrutną wojenną rzeczywistość, wzbogacając fabułę szczegółowymi opisami. Jak dla mnie sięgnięcie po tę powieść historyczną było bardzo ciekawą odmianą i sądzę, że warto czasem zagłębić się w tak tragiczne, ale równocześnie istotne wydarzenie dla naszego kraju, jakim była II wojna światowa.
http://booksbyshadow.blogspot.com/

Oblubienice wojny

II wojna światowa. Nikt, kto nie doświadczył jej na własnej skórze, nie będzie w stanie oddać w słowach atmosfery tych ponurych, ciemnych lat. Każdy z nas, prędzej czy później, uczy się o niej na historii, jednak żaden nauczyciel nie potrafi w pełni zrelacjonować nam wydarzeń, które wtedy nastąpiły. Dopiero, gdy słuchamy kogoś, kto brał w nich udział, dzielimy z tą osobą cały ból, którego doświadczyła. Przystanek dwudziesty ósmy jest inny niż wszystkie, które już odwiedziliśmy. Pełen bólu i cierpienia, przesiąknięty doświadczeniami minionych dni... Prawdziwa wojna, bez owijania w bawełnę.

Nic nie zbliża ludzi do siebie tak bardzo jak trudne doświadczenia.
Ta stara prawda sprawdza się w przypadku pięciu młodych dziewczyn, które kapryśny los rzucił do małej wioski Crowmarsh Priors, gdzieś w południowo-wschodniej Anglii. Alice, Elsie, Tanni, Evangeline i Frances pochodzą z różnych stron świata i z różnych środowisk. Wspólnie walczą z przeciwnościami losu i ograniczeniami, jakie narzuca im życie w cieniu II wojny światowej. W tej walce wykuwa się ich dozgonna przyjaźń.

Jak wspominałam parę razy, jestem na profilu prawno-społecznym i w związku z tym, mam rozszerzoną historię. W pierwszej klasie zajmujemy się właśnie II wojną światową. Słuchanie o tamtych czasach nie jest rzeczą przyjemną, robię to z przymusu. Pierwszą powieścią, którą przeczytałam, typowo historyczną oraz traktującą o tamtych czasach, było Parabellum Remigiusza Mroza. Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania Oblubienic Wojny, byłam świeżo po lekturze właśnie tej książki. Powiem więcej, podbiła ona moje serce, więc uznałam, że kolejna pozycja tego typu nie sprawi mi problemu, a wręcz przeciwnie - dostarczy mi masy przeżyć!

Każda z bohaterek Oblubienic Wojny jest jedyna w swoim rodzaju. Nie dostajemy identycznych postaci, o których jak najszybciej chcemy zapomnieć, a świetnie wykreowane, silne bohaterki. Pewną siebie Evangeline, nieco przestraszoną rzeczywistością Tanni, pracowitą Elsie, pogodną Alice oraz odważną Frances. Każda z nich walczy co ranka ze swoimi demonami, myśli o najbliższych i próbuje się nie załamywać. Warto również wspomnieć o tym, że każda z tych kobiet jest odmienna środowiskowo, pochodzi z innych sfer. Alice to córka miejscowego pastora, Elsie pochodzi z wielodzietnej rodziny, Tanni jest młodą Żydówką, Evangeline ma bardzo konsekwentną rodzinę, a Fraces to córka admirała.

Autorka naprawdę wysoko postawiła sobie poprzeczkę. Doskonale odzwierciedliła objętą wojną Anglię, a także umiejscowiła wszystko odpowiednio w czasie. Fabułę wykreowała tak dobrze, że momentami chciało mi się płakać, a niektóre wydarzenia wręcz wbijały mnie w ziemię - kompletnie się ich nie spodziewałam. Pani Bryan nie nakłada na wojnę przyjaznej oku otoczki, a ukazuje wszystko realistycznie. Dba o każdy szczegół, ale również nie przesadza, by nie odstraszyć czytelnika od pozycji, którą obecnie trzyma w rękach.

Przyznam, że ta powieść była jedną z niewielu, które wywarły na mnie aż tak wielkie wrażenie. Powiem więcej! Zakończenie! Zakończenie tak idealne mogło znaleźć się tylko w tej książce. Autorzy zwykle bardzo przesadzają i starają się nadmiernie podkoloryzować wszystko, o czym piszą. Końcówka Oblubienic Wojnyjest delikatna, subtelna, a jednocześnie zaskakująca. Pozytywnie ją przyjęłam, naprawdę. Kiedy odkładałam książkę na półkę, ciągle myślałam o jej treści. Dopadł mnie niewielki kac książkowy, pierwszy w moim życiu. Zastanawiałam się nad każdą rzeczą, którą zapamiętałam z kart tego dzieła.

Podobały mi się też wątki miłosne. Wprawdzie były trójkąty, bo trochę ich się pojawiło, ale zostały wprowadzone bardzo przemyślanie. Kobieta co chwila nie wzdychała do obu mężczyzn, a oni do niej. Najtrudniejszy wybór na pewno miała Evangeline, a przynajmniej tak mi się wydaje. Musiała poślubić kogoś, kogo ani trochę nie kochała, nie mogła poślubić Laurenta, którego z wzajemnością darzyła ogromnym uczuciem. Nie mogłam również wybaczyć autorce tego, za kogo wyszła Evangeline i nadal czuję do niej urazę, naprawdę.

Tylko jedna uwaga z mojej strony do Was. Nie czytajcie opisu z okładki! A przynajmniej jego drugiej części. Broń Boże, nie zerkajcie. Końcówka jest "nie na miejscu". Zostajemy poinformowani o czymś, co dzieje się na ostatnich kartach powieści. Było to dość niekomfortowe wtrącenie.

Podsumowując, Oblubienice Wojny to mocna książka. Pełna uczuć, intryg i niesamowitej przyjaźni, przyprószonej prochem, pochodzącym z czasów II wojny światowej. Polecam ją każdemu, kto lubi wojenne klimaty, ale nie tylko! Przy tej pozycji równie dobrze możemy odprężyć się po ciężkim dniu w pracy czy szkole. Takiej przygody jeszcze nie przeżyliście.
recenzjekawoholika.blogspot.com Isabelle West; 2016-05-28
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL