ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Piekło - niebo. Zrozumieć Koreę

Samochody, sprzęt elektroniczny, fotograficzny, optyczny i wiele innych nowoczesnych artykułów technicznych wytwarzanych w Korei Południowej znamy dobrze, gdyż spotykamy je na każdym kroku. Ze znajomością tego podzielonego na dwa, tak różniące się kraje, jest już znacznie gorzej. Poświęcone im publikacje książkowe interesują chyba głównie specjalistów od Dalekiego Wschodu. Prasowe mają głównie charakter ciekawostek i sensacji. Z autopsji południową część Półwyspu Koreańskiego zna, głównie powierzchownie, nieliczne grono rodaków z wyjazdów biznesowych, służbowych oraz turystycznych. Te ostatnie zresztą, chociaż są organizowane przez biura podróży, nie należą do zbyt popularnych kierunków. W przypadku północnej części półwyspu będącej od ponad 70 lat we władzy komunistycznego totalitaryzmu, stan wiedzy jest jeszcze mniejszy. Wycieczki turystyczne do Korei Północnej dostępne od pewnego czasu na warunkach dyktowanych przez nią: drogo, fotografowanie tylko tego, co pozwalają przewodnicy i opiekunowie grup, bardzo wybiórcze zwiedzanie, brak możliwości praktycznie wszelkich kontaktów z ludnością itp., nie mają, moim zdaniem sensu. Opinię tę opieram na relacjach osób, które zdecydowały się jednak na takie wycieczki. Sam w żadnej z Korei nie byłem, znajdują się one na dalekich miejscach moich zainteresowań i turystycznych priorytetów. Z tym większym jednak zainteresowaniem powitałem nową książkę o nich, zwłaszcza wydaną przez oficynę specjalizującą się w przewodnikach turystycznych i literaturze podróżniczej.

Licząc, że wzbogaci ona moją wiedzę o tamtym regionie świata. A pamiętam jeszcze dokładnie, gdyż nastąpił w momencie dramatycznych wydarzeń w moim życiu, wybuch w czerwcu 1950 roku, a następnie przebieg wojny koreańskiej. Pierwszego dużego konfliktu zbrojnego po II wojnie światowej. Z uwagą czytam też od lat, lub oglądam w telewizji i internecie, informacje z obu państw koreańskich. Książka, która zgodnie z zapowiedzią na tylniej stronie okładki stanowi opis 12 miesięcy z życia mieszkańców Półwyspu Koreańskiego, powinna więc wnieść wiele nowego do mojej – i innych czytelników – wiedzy o nim.

„Niniejsza książka – zapewnia wydawca – jest zbiorem tekstów powstałych między czerwcem 2015 a czerwcem 2016 roku, zapisem wydarzeń, jakie miały miejsce po obu stronach 38. równoleżnika, wzdłuż którego biegnie granica oddzielająca Koreę Północną od Południowej – dwa sztucznie utworzone kraje, które pomimo wspólnej historii dzieli prawie wszystko. Trzeba jednak zaznaczyć, że tytułowe piekło nie odnosi się tylko do komunistycznego reżimu Kim Dzong Una na Północy, a niebo nie jest jedynie określeniem dynamicznie rozwijającego się Południa…”.

Niestety, ani wydawca, ani autor wstępu, nie piszą, czyje są to teksty. Autora, czy również, lub tylko, stanowią one przedruki z wycinków prasowych? Jeżeli tak, a wiele na to wskazuje, elementarna przyzwoitość oraz rzetelność i szacunek dla czytelników wymagały zaznaczenia z jakich źródeł one pochodzą. Tymczasem tego brak. Podczas lektury, jednego zresztą z obszerniejszych i ciekawszych tekstów zamieszczonych w tej książce, „Niewolnicy z miasteczka Wilanów” o pracy północnokoreańskich pracowników na budowie w Warszawie, szybko zorientowałem się, że już czytałem go wcześniej.

Ale dopiero w następnym tekście „W obronie Koreańczyków z Północy” znalazłem wzmiankę, jedyną w całej książce, że poprzedni stanowił przedruk artykułu zamieszczonego w „Gazecie Wyborczej” 12 kwietnia 2016 r. Zdumiewająca praktyka, jak na szanowane wydawnictwo! Niemal 90, licząc również Wstęp i Zakończenie, tekstów znajdujących się w tej książce, stanowi różnie napisaną mieszaninę tematów oraz stylów. Obok ciekawych i poważnych, są również ciekawostki i bzdety, rodem chyba z tabloidów. Jedne mają sporą, nawet 10 stronicową objętość, inne zajmują zaledwie pół kartki.

Następują po sobie generalnie w kolejności chronologicznej wydarzeń. Ale jaki sens ma publikowanie w tej książce np. sensacyjnie brzmiących tekstów z pytaniem w tytule: „Czy siostra Kim Dzong Una zyska władzę?”, z podtytułem „Historyczny kongres Partii Pracy w Korei Północnej może przynieść niespodziewane zmiany w kierownictwie kraju”, skoro wiadomo już, że nie przyniósł. Czy zapowiedzi wydarzeń, jakie mają mieć miejsce w drugiej połowie 2015 i pierwszej 2016 roku, skoro także należą one do przeszłości? A takich tekstów, m.in. o zapowiadanym udziale 1100 cudzoziemców z 47 krajów w maratonie organizowanym w Pjongjangu, jest więcej.

Bez uzupełnienia tego ostatniego, skoro impreza już się odbyła, informacją ilu w rzeczywistości wzięło w niej udział. Wiele tekstów zawartych w tej książce stanowi „sensacje” z, lub w stylu prasy brukowej. Np. w tytule krzykliwie o zmniejszaniu w Korei Północnej budżetu na obronność, z podtytułem „Najnowsze informacje z Pjongjangu przynoszą rewelacje na temat finansów armii”. A w tekście, że jej budżet zostanie zmniejszony aż o… 0,1%. Czy w tytule „Opozycja wobec Kim Dzong Una”, zaś w tekście: „Znajdowanie śladów opozycji w Korei Północnej przypomina szukania życia na Marsie. Nie wiadomo, czy istnieje i z której strony może się ukazać, ale prawdopodobnie gdzieś się znajduje.”.

I takimi oraz podobnymi bzdurami wypełniona jest sporo stron tej książki. Część tych „sensacyjnych” informacji można potraktować jako ciekawostki, bądź ironiczne przedstawienie północno koreańskiej propagandy. Np. o możliwościach militarnych Korei Północnej i bredni na temat jej rzekomo cudownej broni przeciwpancernej precyzyjnie rozbijającej czołgi jak… dynie. Są ciekawostki, które także już wcześniej były publikowane w polskich mediach, np. o koszmarnej awanturze wywołanej na pokładzie południowo koreańskiego samolotu przez córkę prezesa tych linii, gdy orzeszki podano jej w torebce, a nie na talerzyku.

Tylko dlaczego w informacji o neutralnym tytule „Orzechy na pokładzie”, ale z podtytułem „2014 rok zmienił obraz międzynarodowej awiacji. Do dziś nie zdawano sobie sprawy, że aż tak bardzo”? Tekstów ciekawostkowych i śmiesznych, również z Korei Południowej, nie brak. Chociażby o popularności w tamtejszym internecie scenek pożywiania się kotów. Używaniu tam specjalnych lodówek do kiszonej kapusty, również do przechowywania oszczędności, gdyż odsetki bankowe są niskie, a sejfy drogie. Czy zmuszaniu w tym kraju ludzi do mniej intensywnej pracy, wobec dramatycznych skutków pracoholizmu.

Lub o zastrzykach, w cenie 50-100 $, wstrzykiwanych w mózgi dzieci w Korei Południowej, aby przyspieszając ich pracę, pomóc w konkurencyjności. I dla odmiany o niesmacznych ciasteczkach wręczanych północnokoreańskiej młodzieży przez Kim Dzong Una, które później wymienia ona na chińskie słodycze. A także o… poważnym ciosie, jaki może spaść na tego dyktatora, gdyż Szwajcaria w ramach sankcji ogranicza dostawy do Korei Północnej dóbr luksusowych, w tym ulubionych przez niego zegarków, nart oraz sera. I – aby skończyć te przykłady – o oskarżaniu przez Pjongjang amerykańskich żołnierzy stacjonujących na granicy pomiędzy Koreami… o robienie głupich min.

Nie wiem czy są to fakty, czy sensacje wymyślone w tabloidach, ale zamieszczenie ich w tej książce często budzi zdumienie. Zwłaszcza, że znajduje się w niej sporo poważnych oraz wartościowych tekstów i informacji. M.in. na temat perspektyw zjednoczenia obu Korei. Porywania, od lat 70-tych, przez Północną, rodaków z południa oraz cudzoziemców w bliżej nieznanych celach. O systemie tuneli kopanych przez KRLD pod strefą zdemilitaryzowaną, jako punktów wypadowych do ataku na Południe. A także o skuteczności propagandy głośnikowej Korei Południowej.

Tamtejszym nowym pokoleniu młodych „2030”, bardziej obojętnym wobec Północy i na perspektywę zjednoczenia obu części kraju. Północnokoreańskich hakerach. Trudnych problemach, nędzy i bankructwach południowokoreańskich emerytów i ludzi po 60-tce. Czy relacje z podróży do Panmundżom i strefy zdemilitaryzowanej. Udziału Polki w maratonie w Pjongjangu w kwietniu 2016. Lub z miasta przyszłości Sondo, położonego 65 km na południowy zachód od Seulu. Ale te poważne teksty trochę giną w masie opublikowanych w tej książce ciekawostek i bzdur.

Być może dla części czytelników taki konglomerat informacji stanowić będzie szeroką panoramę tematów i problemów Półwyspu Koreańskiego Anno 2016. Do mojej skromnej, podkreślam, wiedzy o obu Koreach, lektura tej książki wniosła niewiele. Większość istotnych tematów i faktów o których mogłem dowiedzieć się z niej, znałem już wcześniej z innych krajowych publikacji. Chociaż parę tekstów przeczytałem, a część zamieszczonych w niej kolorowych zdjęć obejrzałem z dużym zainteresowaniem. Ale wiele przede wszystkim z irytacją na marnowany czas.
GLOBTROTER INFO CEZARY RUDZIŃSKI; 2016-11-15

Filozofia Kaizen. Małymi krokami ku doskonałości

3 inspiracje blogowe zaczerpnięte z filozofii Kaizen

Uzbrój się w cierpliwość

„Widząc imponujące rezultaty, zakładamy, że powstały one w wyniku wykonania dużych, gwałtownych kroków, które szybko przyniosły ich autorowi sławę i fortunę. Jednak w rzeczywistości proces powstawania tych wielkich dzieł jest znacznie wolniejszy (…) długi czas pracy nad projektem, o który świat wcale nie prosi – częściej chce, by projekt był gotowy na wczoraj – wymaga szczególnego rodzaju cierpliwości. Konieczne jest przekonanie, że nasze działania będą warte zachodu, nawet jeśli nie mamy żadnych powodów, by tak sądzić.” Dr Robert Maurer
Budowanie blogowego biznesu wymaga miesięcy zaangażowania bez początkowego zwrotu i biorąc pod uwagę fakt, że w tym czasie można zapełnić grafik zleceniami copywriterskimi, za które otrzymujemy mniejsze, ale natychmiastowe wynagrodzenie, jest to biznes dla najwytrwalszych. Dla osób gotowych dawać od siebie niewspółmiernie dużo w porównaniu z tym, co otrzymują w zamian. Dziś nie da się prowadzić bloga na pół gwizdka i uczynić z niego biznesu. Wymaga zaangażowania w social mediach, obecności na innych blogach w postaci czytania i komentowania wpisów, regularnych aktualizacji treści, które przebiją się przez szum informacyjny. Jeśli nie stoi za tym coś więcej, niż pomysł na monetyzację pisania, łatwo o zniechęcenie. Dlatego najczęściej sukces odnoszą blogerzy z „powołania”, którzy pisaliby, nawet gdyby nikt nie chciał im za to płacić.

Nie wpadaj w pułapkę zaniżania stawek, wzrastaj stopniowo, pamiętając o jakości i cenie adekwatnej do korzyści, jakie wnosisz w życie innych

„Gdy tak desperacko pragniemy wytchnienia i ulgi, jesteśmy szczególnie narażeni na ryzyko popełnienia błędów i podjęcia złych decyzji. Przykładowo właściciele małych firm, które stają na krawędzi bankructwa, często sprzedają swoje najcenniejsze aktywa za ułamek ich rzeczywistej wartości, aby móc jak najszybciej spłacić najważniejsze zobowiązania. (…) Kierując się zasadą jojo (japońskie słowo, które oznacza „powoli, stopniowo i miarowo”), firma rozwijała się w sposób planowany i niespieszny – tak, aby nie stracić wypracowanej jakości.” Dr Robert Maurer

Cena ma być adekwatna do jakości, czyli do korzyści, jakie wnosisz w życie klientów, ale też do stawek, które proponuje konkurencja za te same korzyści. Jeśli od dłuższego czasu nie sprzedajesz, to albo masz zbyt słaby marketing, albo za wysoką stawkę. Jeśli do niedawna sprzedawałaś, być może zmieniła się wartość twojego produktu na rynku. Tak w przeciągu ostatnich lat działo się z wartością reklam blogowych. Aby trzymać poziom, szukaj innych źródeł dochodu i cierpliwie rozwijaj swoje miejsce w sieci. Zarzucenie bloga na szybko tanimi reklamami, niekorzystnie wpłynie na jego wartość rynkową. Gdy już pojawi się poważny klient, zniechęci się desperackimi działaniami. Jak się ratować? Gdy ciekawszych zleceń nie ma na widoku, możesz pisać nawet za bardzo niskie stawki (teksty typu pressel page lub zapleczowe, na które zapotrzebowania w sieci jest pełno i są dostępne od ręki), jednocześnie nie obniżając lotów na blogach i stawek za ambitne teksty. Nie psujesz rynku i możesz przetrwać trudny czas.

Nie popełniaj błędu pychy

„Wysokie mniemanie o sobie zazwyczaj prowadzi do tego, że siedzimy samotnie w swoich gabinetach, czekając na pomysł wart naszego geniuszu, i zastanawiamy się, dlaczego nikt nie chce z nami rozmawiać.” Dr Robert Maurer

Możesz doświadczyć tego, że dawne rozwiązania przestały działać – stały klient wycofuje się ze współpracy, reklamodawcy zainteresowani publikowaniem artykułów sponsorowanych nie dobijają się na skrzynkę mailową. Schowaj ambicje do kieszeni i zrób krok w tył, wróć do źródeł – swoich początków, przeglądając ogłoszenia na portalach dla freelancerów, choć jeszcze niedawno myślałaś, że już nigdy nie będzie to konieczne. Wyjdź z inicjatywą i sama proponuj blog reklamodawcom. Biznes blogowy to nie miejsce, w którym długo można odcinać kupony, niech nie rozleniwia i nie zwodzi cię to, że jest dobrze. Jeśli się nie rozwijasz, nie wnosisz nowej jakości, zostajesz w tyle, a pałeczkę przejmuje konkurencja.
http://kobietawe-biznesie.pl/ Marta Szyszko

Hard Beat. Taniec nad otchłanią

Życie korespondenta wojennego nie jest ani łatwe, ani przyjemne. Wie o tym doskonale Thomas Tanner, który życie zawodowe i prywatne całkowicie poświęcił tej profesji. Niełatwej, trudnej do ogarnięcia, powściągliwej oraz nade wszystko osobliwej. Autorka tej bestsellerowej pozycji wykreowała tę powieść jako bardzo emocjonalną, ale też niezwykle zaskakującą. Końcówka bowiem powala zwrotem akcji o trzysta sześćdziesiąt stopni.
 
Cóż, gdybym kiedykolwiek kierowała się tylko wyborem książki przez okładkę, pewnie nigdy bym jej nie kupiła. Ewidentnie wieje tu romansidłem. Nic bardziej mylnego! Owszem, jest to gatunek, który ma w sobie nalot erotyku, ze względu na bardzo pikantne sceny, ale popatrzyłam na nią od strony bogatej w wiedzę techniczną i jako narracyjną ciekawostkę. Bohaterem książki jest mężczyzna i to przez pryzmat jego życia, doświadczeń, punktu widzenia i tego z kim i z czym się styka, jesteśmy naocznymi świadkami wszelkich zdarzeń i sytuacji, jakie mają miejsce. A nie jest ono ani proste, ani ze wszech miar idealne. Tu należą się wielkie brawa dla autorki, która idealnie weszła w męską mentalność. To sztuka niełatwa i nie wszyscy ją potrafią, bo mężczyźni myślą inaczej, widzą inaczej i czują inaczej.
 
Thomas Tanner wraca do miejsca, które niegdyś dzielił ze swoją partnerką, narzeczoną, fotografką Stellą, z którą współpracował z większymi i mniejszymi wzlotami przez ostatnie dziesięć lat. Wraca w regiony, gdzie szaleje wojna, a widmo wspomnień o kobiecie i łączącym ich uczuciu wraca na każdym kroku. Tanner jednak nie chce dłużej tarzać się w żałobie i stwierdza, że najlepszym lekarstwem będzie dla niego właśnie praca. Na miejscu poznaje nieznajomą Beaux Croslyn, z którą najpierw prześpi się w przypływie fali namiętności, następnie okaże się, że kobieta jest jego nową partnerką. Beaux jest niezwykle tajemnicza, intrygująca, ponętna i w niczym nie przypomina mu Stelli, z którą Tanner zacznie ją porównywać. Skrytość Beaux nie ułatwia mu też w jej bliższym poznaniu. Kobieta za wszelką cenę nie chce nie tylko angażować Tannera w jakieś bliższe relacje, ale też nie chce dopuścić do swojej przeszłości, którą zamknęła na dobre i nie chce do niej wracać.

Thomas z kolei nie może zapomnieć o Stelli, wini się za jej śmierć, często popada w stany emocjonalnej stagnacji topiąc smutki i żale w litrach wlewanego w siebie alkoholu. Wie też, że aby dotrzeć do Beaux musi minąć sporo czasu. Jego nieufność podsyci też nieodpowiedzialny manewr kobiety, kiedy on umawiając się ze swoim zaufanym źródłem informacji, ona zacznie robić fotki w najmniej oczekiwanym i niefortunnym momencie.

To dosyć intrygująca postać, ale jak się zresztą okaże, ma to wymiar celowy, by nas czytelników zwieść oraz zaskoczyć w finalnych scenach. To powieść o miłości, która rozbudza się powoli, o ogniu namiętności, który potrafi nawet sparzyć. Bo kiedy Tanner nabierze w końcu ufności do Beaux i wyruszą na pierwszą misję, ona zostanie bardzo ciężko ranna, co będzie zagrażać nawet jej życiu. Tanner nie będzie się wahać, by ją odnaleźć i polecieć do jednej z najlepszych klinik w Niemczech. Ale... nie będzie to wcale takie proste. Beaux okaże się mężatką. Czy to w ogóle możliwe? Oczywiście, tym bardziej, że to wcale nie koniec niespodzianek. Tutaj pozostawię pewien niedosyt. Zdradzę, że mnie kompletnie końcówka zaskoczyła.

„Hard Beat. Taniec nad otchłanią” nie jest zwykłym, tkliwym romansem. Szczerze Wam powiem, że trochę się do tej książki najeżyłam. Przeczytałam już ją jakiś czas temu, ale musiała swoje odleżeć, bym mogła zabrać się za jej recenzję. Nie gustuję w tego typu książkach, które naszpikowane ekspresyjnymi scenami erotycznymi nic do mojego życia, czy spojrzenia na świat nie wnoszą. W tym przypadku jest nieco inaczej. Owszem erotyzm z niej wycieka prawie na każdej stronie, bo Tanner ani na chwilę nie może przestać myśleć o ponętności BJ. Ta z kolei na każdym kroku potrafiła swoje wdzięki uwydatniać, nawet zupełnie nieświadomie, ale zaskoczyło mnie podejście autorki do tematyki życia korespondenta na wojnie. Ich narażanie się, by zdobyć cenny materiał. Autorka wykazała się tu nie lada delikatnością i precyzją tematu, doskonale pokazując - jakie warunki i szczeble muszą przejść, by spoufalić się z kimś, kto da im namiary na chwytliwe tematy, by być pierwszym, przed innymi żerującymi na te informacje kolegami po fachu.
 
Ta książka jest też takim studium człowieka cierpiącego, zmagającego się ze stratą ukochanej osoby. Jak na ironię, Tanner nie tylko będzie rozpaczał po Stelli, ale pewien rodzaj żałoby przejdzie też po stracie BJ. Ta powieść pokazuje wszelkie możliwe komplikacje, jakie może przynieść nam życie, jego wielką niewiadomą oraz zaskakujące momenty, okraszone chwilami pełnymi szczęścia i radości oraz tego, że jego scenariusz przewiduje też pewne powtórki.

To inny rodzaj powieści. Przy niej się wzruszycie, zrelaksujecie, zreflektujecie, a nawet spąsowiejecie na twarzy. Tu nic nie jest przesądzone, bo każda chwila i zapisana scena jest nieprzewidywalna i do końca niewiadoma. Polecam!
 
Nietypowe Recenzje

Hard Beat. Taniec nad otchłanią

Po romanse i literaturę erotyczną sięgam bardzo rzadko, ponieważ wszystkie takie książki do złudzenia przypominają mi „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Niedawno miałam okazję przeczytać „Sny Morfeusza”, ta książka rzuciła zupełnie inne światło na ten gatunek literatury, toteż zdecydowałam się sięgnąć po twórczość Kristy Bromberg, która jest bestsellerową pisarką New York Timesa, autorką serii Driven. Pisze współczesne powieści romantyczne, z dużą dawką emocji i erotyczności. Wykreowani przez nią bohaterowie są zepsutymi ludźmi, których czytelnik albo pokocha, albo znienawidzi. Bohaterki zaś są silnymi kobietami.
Takie informacje można znaleźć na stronie autorki. Mieszka w Kalifornii z mężem i trójką dzieci. 
Po śmierci partnerki zawodowej, a zarazem przyjaciółki, z którą kilka lat wcześniej łączyły go znacznie bliższe stosunki,  Tanner Thomas nie potrafi się pozbierać. Wraca więc na Bliski Wschód, aby choć na chwilę zapomnieć o tej tragedii, rzuca się w wir pracy i bierze kolejne niebezpieczne zlecenie. Jest korespondentem, reporterem wojennym. To właśnie w czasie jednej z misji zginęła Stella, a Tanner nie potrafi wybaczyć sobie, że nie zdołał uchronić jej przed zagrożeniem i ocalić jej życia, które było dla niego tak cenne. Na miejscu spotyka tajemniczą Beaux Croslyn, fotografkę, którą szefostwo przydzieliło mu do pomocy. Kobieta ta ma zastąpić Stellę. Tanner nie potrafi dogadać się z nową partnerką, od samego początku oboje nie przypadli sobie do gustu. To jednak nie przeszkadza im w nawiązaniu bliskich stosunków fizycznych. Między tą dwójką wybucha gorący romans, oboje zakochują się w sobie. Przeszłość jednak znów daje im o sobie znać, stawiając ich związek pod znakiem zapytania. Czy Beaux i Tanner będą kiedyś szczęśliwą parą?
Przyznam, że obawiałam się tej lektury. Podejrzewałam kolejny romans pokroju Greya. Do tej pory nie znalazłam książki, która odbiegałaby zupełnie od schematów zawartych w powieści E. L. James. „Sny Morfeusza” przypominały mi osławione „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Książka Kristy Bromberg na szczęście nie. Z czystym sercem mogę napisać, że to całkiem dobra historia, która kilka razy wprawiła mnie nawet w osłupienie. Autorka miała pomysł na tę powieść, co widać już po kilku pierwszych stronach. Zaczyna się niebanalnie, a im dalej, tym lepiej.
Obawiałam się też tego, że zaczynam serię od środka. Szybko okazało się, że książki nie są ze sobą powiązane, w każdej z nich ukazana jest zupełnie inna historia i inni bohaterowie. Jedynie postacie w tle pojawiają się również w innych tomach. Co śmieszniejsze, otrzymałam trzy części cyklu i zaczęłam czytać go od końca. Przyjrzałam się dokładnie okładce i ani na froncie, ani z tyłu, również na grzbiecie nie jest napisane, który to tom, więc postawiłam na dowolność i nieświadomie wybrałam siódmą część. Na półce czeka więc jeszcze szósta i piąta. Mam nadzieję, że również mnie nie zawiodą.
Zgodzę się z treścią zamieszczoną na stronie autorki. Bohaterowie są nietuzinkowi i odbiegają od postaci znanych nam z innych książek tego typu. Tanner nie jest mężczyzną władczym, upartym, traktującym kobiety przedmiotowo dupkiem. To całkiem wrażliwy facet, który zmaga się ze stratą osoby, która była dla niego niezwykle ważna. Beaux zaś jest bardzo tajemniczą panią, która zdecydowanie wie, czego chce. Nie jest słodką idiotką, która daje się zaciągnąć przy pierwszej lepszej okazji do łóżka. Intryguje czytelników, ukrywa przed Tannerem pewien sekret, który niesie za sobą przykre konsekwencje dla obojga. Jakie? Przekonajcie się sami.
Styl autorki jest łatwy w odbiorze, książkę czyta się szybko i przyjemnie, a wszystkie wydarzenia śledzimy z perspektywy Tannera. Jak dotąd nie udało mi się czytać romansu, którego narratorem jest mężczyzna. Miłe zaskoczenie. Dzięki temu do samego końca wiemy o Beaux tylko tyle, co główny bohater. To sprawia, że kobieta jest jeszcze bardziej tajemnicza, nikt nie wie, co jej w duszy gra, co tak naprawdę czuje do Tannera i jakie motywy kierują jej postępowaniem. Akcja książki toczy się szybkim tempem, fabuła jest dopracowana pod każdym względem. W czasie czytania nasuwa się wiele pytań, na które odpowiedzi z biegiem czasu znajdujemy w treści książki.
„Hard beat. Taniec nad otchłanią” to powieść niezwykle emocjonująca, wprowadzająca czytelnika w świat pełen namiętności i pożądania. Idealna dla miłośników romansów. Jestem jednak przekonana, że sięgną po nią również czytelnicy, którzy szukają nieszablonowych i zdumiewających książek z tego gatunku.
tamczytam.blogspot.com Freya; 2016-10-20

Oblubienice wojny

"Oblubienice wojny" to pierwsza powieść Helen Bryan, to poruszająca książka o przyjaźni i miłości, o odwadze i trudach życia w realiach wojennych.

Elsie, Frances, Alice, Tanni i Evangeline to młode kobiety z różnych stron i środowisk, które trafiają do małej wioski w północno-wschodniej Anglii - Crowmarsh Prios w Sussex. Różnią je charaktery, pochodzenie, status majątkowy, wiara i nawyki.

Dwudziestodwuletnia Alice jest córka pastora. Jej świat legnie w gruzach, gdy jej narzeczony wróci z Ameryki z młodą małżonką, osiemnastoletnią Evangeline. Evangeline, by uniknąć ślubu z o wiele starszym od siebie mężczyzną, zachowuje się nieuczciwie i zostaje żoną, narzeczonego Alice. Uciekając z Ameryki, postępuje skandalicznie. Piętnastoletnia Elsie, pochodząca z wielodzietnej rodziny, ewakuuje się z zagrożonego Londynu. Szesnastoletnia Tanni poślubia dziesięć lat od siebie starszego przyjaciela rodziny i ucieka wraz z nim do Anglii. Londyn staje się coraz bardziej niebezpieczny miejscem, Tanni po narodzinach dziecka również przenosi się do małego miasteczka Crowmarsh Prios. Frances, córka admirała, nie stroni od skandali. Ojciec oddaje niesforną córkę pod opiekę matki chrzestnej.

Codzienne problemy zbliżają bohaterki do siebie i stopniowo rodzi się między nimi przyjaźń, która przetrwa próbę czasu. Po wyjeździe mężczyzn na front to właśnie na nie spadają kolejne obowiązki i to one coraz bardziej angażują się w działania okołowojenne. Autorka zamieściła szczegółowe opisy m.in. tego, co jadły bohaterki, jak się ubierały, jak dawały radę w trudnych okolicznościach nalotów, braku żywności i ubrań, pomocy ewakuowanym itd. Mimo okrucieństwa wojny, życie toczy się dalej, ludzie poznają się, zakochują się, pobierają się, rodzą się dzieci.

Autorka połączyła w powieści dwa wątki - współczesność, rok 1995, kiedy to na uroczystość z okazji 50. rocznicy zakończenia II wojny światowej, z różnych stron udają się starsze kobiety, wcześniej młode dziewczyny z czasów wojny oraz przeszłość każdej z nich. Losy bohaterek są zainspirowane prawdziwymi historiami, ale jedyną rzeczywistą postacią jest Manfred, odpowiedzialny za śmierć wielu istnień ludzkich. Przyznam, że zakończenie książki zupełnie mnie zaskoczyło, ale nie zdradzę go wam. Sięgnijcie po powieść, bo naprawdę warto.

Na zakończenie kilka cytatów o okolicznościach wojennych:

"Nigdy nie widziałaś tylu zdesperowanych ludzi, niemających dokąd pójść. (...) Wszyscy są tak przerażeni, że niemal czuć odór strachu w powietrzu. Mężczyźni albo są w wojsku, albo uciekli na wieś. Na razie jednak (...) jest dość kawy do picia, a kobiety wciąż noszą ładne stroje i używają perfum. Kluby, kasyna i kabarety są co wieczór pełne. Ludzie piją szampana, tańczą i próbują się zachowywać tak, jakby nie wiedzieli, co nadchodzi."

"Wróg rozpowszechniał informacje, że każdy, kto będzie stawiał opór inwazji, będzie uznany za zdrajcę i  natychmiast rozstrzelany."

"(...) mnóstwo ludzi straciło domy, stacje metra zostały zamienione na schrony przeciwlotnicze. (...) Matki tracą dzieci i panikują. (...) Łazienka to zazwyczaj wiadro schowane za zasłoną - a czasami i tego nie ma."

"(...) kobiety mogą być bardziej użyteczne niż mężczyźni, ponieważ były jak kameleony: bardzo łatwo było zmienić ich wygląd, zmieniając ubiór i fryzurę. Dziewczyna mogła wyglądać, jakby miała lat piętnaście lub pięćdziesiąt, mogła być w ciąży, gruba, chuda, ładna, brzydka lub chora - mężczyzn trudniej było przebrać. (...) Większość mężczyzn nie uważała, by kobiety mogły robić coś ważnego, dzięki czemu nie wzbudzały podejrzeń i rzadziej były demaskowane."

"(...) obozy stanowiły przedsionek piekła (...). Brakowało żywności i lekarstw, za to aż za dość było przestępstw i chorób."

"Samoloty ścigające się nawzajem ponad głowami i zakłócające spokój popołudnia, przerażający dźwięk syren ostrzegających przed nalotem, któremu musieli być posłuszni, niezależnie od tego, o jakiej porze się rozlegał. I całe to racjonowanie żywności: kartki i punkty, w których trudno się było połapać. Najpierw dotyczyło to cukru, masła i mięsa, a potem, zanim się człowiek obejrzał, potrzebował kartek na ser, jajka, boczek, a nawet na ubrania."

"Znad wschodu, od strony doków, nadszedł ryk tak potężny, że zagłuszył wszystko inne. Cały Londyn zadrżał w posadach. Magazyn, w którym składowano rum w beczkach, został bezpośrednio trafiony i rzeka płonącego alkoholu wylała się na ulicę. Uszkodzony został zbiornik z gazem (...). Nawet głęboko pod ziemią czuć było wstrząsy. (...) W podziemiach (...) panował koszmarny smród, na który składał się zapach moczu, niemytych ciał, dymu papierosowego i pyłu wzniesionego przez wybuchy. Pył wżerał się we włosy, wchodził do nosa i sprawiał, że wszystko stawało się ziarniste."

"Alarm bombowy odwołano długo po tym, gdy skończyło się bombardowanie, tak by ludzie nie wyszli na ulice, dopóki nie zostaną usunięte najgorsze zniszczenia, a służby nie skończą szukać ocalałych."

"W dobrych dniach po pracy strażnicy nie szczuli nikogo psami dla zabawy ani nie wybierali więźnia, by zagonić go na śmierć. Zamiast tego pędzili więźniów z powrotem do baraków i rzucali im kilka bochenków suchego chleba, by o nie walczyli. Przez szczeliny w ścianach baraków wiał lodowaty wiatr. Więźniowie leżeli na pryczach głodni, trzęsąc się z zimna, kurczowo trzymając się życia i ostatnich strzępów ludzkiej godności."

Już zupełnie na koniec cytat nie na temat, ale jakże życiowy:

"Małżeństwo było sakramentem, a z jej doświadczenia wynikało również, że często koroną cierniową." 
zaciszelenki.blogspot.com
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL