Recenzje
Biblia e-biznesu 2. Nowy Testament
Nikt nie rodzi się specjalistą od e-biznesu, niektórzy długo się przygotowują do otworzenia działalności, inni rzucają się na głęboką wodę i sprawdzają, co z tego wyniknie. W każdym z tych przypadków warto uczyć się na cudzych błędach, by na przykład zboczyć z kursu, który zmierza do katastrofy lub wprowadzić usprawnienia, które podniosą nasze zarobki bez uszczerbku na długofalowych celach firmy. Od kogo się uczyć? Od praktyków, którzy nie wstydzą się opisać, co im nie wyszło na początku, i o co są dziś mądrzejsi, a skarbnicą takich opowieści jest „Biblia e-biznesu 2” pod redakcją Macieja Dutko.
Dziś objaśniam trzy pojęcia, które gdzieś przemykały mi przed oczami, ale moja wiedza o nich była wybiórcza, przez co nie umiałam zrobić z niej pożytku w praktycznych działaniach. Czym jest benchmarking, po co ci tagline i dlaczego warto na początku poprzestać na minimum viable product (MVP)?
1. Benchmarking
Odkąd zaczęłam zarabiać na reklamach blogowych, w sieci pojawiła się liczna konkurencja. Mimo że rozwijam swój warsztat i profile w mediach społecznościowych, stawki wciąż obniżam. Takie są prawa rynku. Ceny nie ustalamy dla dobrego samopoczucia, ani dla osiągnięcia celów z biznesplanu, ustalamy ją dla klienta i jeśli stawka będzie zaporowa, nie starczy nam na koszty prowadzenia firmy, nie mówiąc o wypłaceniu sobie pensji.
„Benchmarking. Najpopularniejszy sposób ustalania cen w e-commerce. Znając ceny konkurentów i oczekiwania klientów, ustalasz stawki zbliżone do realiów branży. Jako lider rynku masz zwykle nieco szersze pole manewru, gdyż ewentualne podwyżki rekompensuje klientowi rozpoznawalna i gwarantująca bezpieczeństwo marka sprzedawcy. W sytuacji, gdy jesteś podmiotem wchodzącym na rynek, strategia penetracji rynku (przemyślane, określone w czasie obniżenie cen) pozwoli pozyskać pierwszych klientów i wygenerować sprzedaże. Nierzadko rozsądnie ustalona strategia niskich cen może być jedynym sposobem wejścia na rynek.” Krzysztof Rdzeń
Jeśli współpracowałaś z agencją White Press w czasie, gdy zdobywali pierwszych klientów, pewnie zauważyłaś, że prowizje za pozyskanie płatnej publikacji były bardzo niskie, ale ten początkowy okres szybko się skończył. To przykład benchmarkingu.
Pułapką zaniżania stawek jest to, że klienci po czasie mogą nie zechcieć płacić więcej i pójdą do konkurencji, która da im podobne korzyści w niższej cenie (bo właśnie wchodzi na rynek). Zakopujemy się też pracą, a to negatywnie wpływa na jej jakość. Niskie stawki są źródłem frustracji, mogą też poddawać w wątpliwość jakość naszych usług.
Często to od nich zaczynamy i niekiedy nie mamy wyboru, niż dostosować się do zmiennej sytuacji na rynku. Jeśli inni proponują więcej wyświetleń w tej samej cenie, lekkie pióro nie wystarczy, bo nie jest najważniejszy twój talent, ale to, kto jest gotów czytać twoje teksty.
Możesz sezonowo planować promocje (gdy brakuje zleceń) i podnosić stawki, gdy jest gorący okres na twoje usługi. Kiedy jest dobry moment na podniesienie stawek? Gdy robi się ciasno – publikujesz sporo artykułów sponsorowanych, grafik pęka w szwach od zleceń – to sygnał, że oferujesz korzyści, za które powinnaś na tym etapie oczekiwać większego wynagrodzenia.
2. Tagline
Tagline to krótki opis, który pojawia się tuż pod logo, uzupełniając nazwę firmy lub bloga, np. Kobieta w e-biznesie.pl – portal dla przedsiębiorczych kobiet lub Takeitizi.pl – kobiece slow life, czy „Słowo daję, zyski rosną” (tagline copywritera Dariusza Puzyrkiewicza, właściciela marki Dynanet). Sama nazwa może już wiele powiedzieć o firmie i klientach, ale jeśli tego nie robi, tym bardziej dodaj tagline.
Tagline:
3. MVP (minimum viable product)
MVP to najprostsza możliwa wersja serwisu internetowego, która działa i jest funkcjonalna dla klientów. Wielu przedsiębiorców opóźnia moment pokazania światu swojego pomysłu, bo zawsze można coś poprawić. W tym czasie konkurencja wychodzi z brzydszym serwisem i zgarnia klientów sprzed nosa. Dopieszczanie pomysłu na biznes w nieskończoność, przed jego wypuszczeniem, nie uchroni cię przed koniecznością dostosowywania się do zmian, gdy pojawisz się na rynku. To dopiero nieśmiałe początki, a właśnie wtedy dostaniesz feedback i będziesz mieć konkretne punkty odniesienia:
„Ogromną zaletą serwisów internetowych jest to, że zawsze można w nich coś zmienić. Czasem jednak staje się to przekleństwem. (…) Gdy w końcu udostępniasz witrynę użytkownikom, okazuje się, że wiele funkcjonalności było niepotrzebnych, serwis jest nieczytelny i wymaga kolejnych poprawek. (…) Jesteś perfekcjonistą? Wyznacz sobie termin, stwórz jak najprostszą działającą wersję serwisu (MVP – minimum viable product) i pokaż ją światu.
Zmiana jest nieunikniona i nawet, gdy wszystko gra i buczy, to nie znaczy, że teraz zostało spijanie śmietanki:
Gdy osiągasz wysokie zyski, nie czujesz potrzeby inwestowania w rozwój firmy. Po co zmieniać coś, co działa? Ale gdy osiadasz na laurach, Twoja firma zaczyna podupadać. Spada sprzedaż, tracisz udziały na rynku, klienci odchodzą do konkurencji, która jest bardziej aktywna. W biznesie zmiany są nieuchronne. W e-biznesie zachodzą w szalonym tempie. Ci, którzy za nimi nie nadążają, zostają z tyłu.” Marek Jankowski
Dziś objaśniam trzy pojęcia, które gdzieś przemykały mi przed oczami, ale moja wiedza o nich była wybiórcza, przez co nie umiałam zrobić z niej pożytku w praktycznych działaniach. Czym jest benchmarking, po co ci tagline i dlaczego warto na początku poprzestać na minimum viable product (MVP)?
1. Benchmarking
Odkąd zaczęłam zarabiać na reklamach blogowych, w sieci pojawiła się liczna konkurencja. Mimo że rozwijam swój warsztat i profile w mediach społecznościowych, stawki wciąż obniżam. Takie są prawa rynku. Ceny nie ustalamy dla dobrego samopoczucia, ani dla osiągnięcia celów z biznesplanu, ustalamy ją dla klienta i jeśli stawka będzie zaporowa, nie starczy nam na koszty prowadzenia firmy, nie mówiąc o wypłaceniu sobie pensji.
„Benchmarking. Najpopularniejszy sposób ustalania cen w e-commerce. Znając ceny konkurentów i oczekiwania klientów, ustalasz stawki zbliżone do realiów branży. Jako lider rynku masz zwykle nieco szersze pole manewru, gdyż ewentualne podwyżki rekompensuje klientowi rozpoznawalna i gwarantująca bezpieczeństwo marka sprzedawcy. W sytuacji, gdy jesteś podmiotem wchodzącym na rynek, strategia penetracji rynku (przemyślane, określone w czasie obniżenie cen) pozwoli pozyskać pierwszych klientów i wygenerować sprzedaże. Nierzadko rozsądnie ustalona strategia niskich cen może być jedynym sposobem wejścia na rynek.” Krzysztof Rdzeń
Jeśli współpracowałaś z agencją White Press w czasie, gdy zdobywali pierwszych klientów, pewnie zauważyłaś, że prowizje za pozyskanie płatnej publikacji były bardzo niskie, ale ten początkowy okres szybko się skończył. To przykład benchmarkingu.
Pułapką zaniżania stawek jest to, że klienci po czasie mogą nie zechcieć płacić więcej i pójdą do konkurencji, która da im podobne korzyści w niższej cenie (bo właśnie wchodzi na rynek). Zakopujemy się też pracą, a to negatywnie wpływa na jej jakość. Niskie stawki są źródłem frustracji, mogą też poddawać w wątpliwość jakość naszych usług.
Często to od nich zaczynamy i niekiedy nie mamy wyboru, niż dostosować się do zmiennej sytuacji na rynku. Jeśli inni proponują więcej wyświetleń w tej samej cenie, lekkie pióro nie wystarczy, bo nie jest najważniejszy twój talent, ale to, kto jest gotów czytać twoje teksty.
Możesz sezonowo planować promocje (gdy brakuje zleceń) i podnosić stawki, gdy jest gorący okres na twoje usługi. Kiedy jest dobry moment na podniesienie stawek? Gdy robi się ciasno – publikujesz sporo artykułów sponsorowanych, grafik pęka w szwach od zleceń – to sygnał, że oferujesz korzyści, za które powinnaś na tym etapie oczekiwać większego wynagrodzenia.
2. Tagline
Tagline to krótki opis, który pojawia się tuż pod logo, uzupełniając nazwę firmy lub bloga, np. Kobieta w e-biznesie.pl – portal dla przedsiębiorczych kobiet lub Takeitizi.pl – kobiece slow life, czy „Słowo daję, zyski rosną” (tagline copywritera Dariusza Puzyrkiewicza, właściciela marki Dynanet). Sama nazwa może już wiele powiedzieć o firmie i klientach, ale jeśli tego nie robi, tym bardziej dodaj tagline.
Tagline:
- wskazuje bezpośrednio na grupę docelową: kto czyta tego bloga, komu zaprezentuję swoją usługę w artykule sponsorowanym, jeśli wykupię reklamę?
- może informować o korzyściach wynikających ze współpracy z daną marką.
3. MVP (minimum viable product)
MVP to najprostsza możliwa wersja serwisu internetowego, która działa i jest funkcjonalna dla klientów. Wielu przedsiębiorców opóźnia moment pokazania światu swojego pomysłu, bo zawsze można coś poprawić. W tym czasie konkurencja wychodzi z brzydszym serwisem i zgarnia klientów sprzed nosa. Dopieszczanie pomysłu na biznes w nieskończoność, przed jego wypuszczeniem, nie uchroni cię przed koniecznością dostosowywania się do zmian, gdy pojawisz się na rynku. To dopiero nieśmiałe początki, a właśnie wtedy dostaniesz feedback i będziesz mieć konkretne punkty odniesienia:
„Ogromną zaletą serwisów internetowych jest to, że zawsze można w nich coś zmienić. Czasem jednak staje się to przekleństwem. (…) Gdy w końcu udostępniasz witrynę użytkownikom, okazuje się, że wiele funkcjonalności było niepotrzebnych, serwis jest nieczytelny i wymaga kolejnych poprawek. (…) Jesteś perfekcjonistą? Wyznacz sobie termin, stwórz jak najprostszą działającą wersję serwisu (MVP – minimum viable product) i pokaż ją światu.
Zmiana jest nieunikniona i nawet, gdy wszystko gra i buczy, to nie znaczy, że teraz zostało spijanie śmietanki:
Gdy osiągasz wysokie zyski, nie czujesz potrzeby inwestowania w rozwój firmy. Po co zmieniać coś, co działa? Ale gdy osiadasz na laurach, Twoja firma zaczyna podupadać. Spada sprzedaż, tracisz udziały na rynku, klienci odchodzą do konkurencji, która jest bardziej aktywna. W biznesie zmiany są nieuchronne. W e-biznesie zachodzą w szalonym tempie. Ci, którzy za nimi nie nadążają, zostają z tyłu.” Marek Jankowski
http://kobietawe-biznesie.pl/ Marta Szyszko; 2016-10-27
(NIE)GRZECZNI?
Wszyscy częściej bądź rzadziej wypowiadamy się o własnych lub cudzych dzieciach, przyporządkowując je do kategorii: grzeczne bądź niegrzeczne. Jednak, tak naprawdę, jakie powinno być dziecko, abyśmy mogli zakwalifikować je do konkretnej grupy? Czy istnieją bardzo grzeczne oraz nieustannie niegrzeczne maluchy? A tak poza tym... czy owa (nie)grzeczność nie wynika jedynie z dopasowania się (bądź nie) do standardów, które z góry ustaliliśmy?
(Nie)grzeczni? to książka napisana przez dwie mamy, które z własnego doświadczenia wiedzą, jak to z dzieciakami bywa. Ta lektura zawiera masę opowieści o dzieciach w wieku od 0 do 6 lat, których zachowania wykraczają poza kanon oczekiwań ze strony dorosłych. To skarbnica wiedzy na wiele tematów okołorodzicielskich, dlatego uważam, że każdy powinien posiadać ją w swojej biblioteczce.
Moje serce podbiły anegdoty, w których role główne przypadły dzieciom. Pod każdą sytuacją znajdują się uczucia malucha, a także emocje, jakie w danej chwili ogarnęły rodzica. Po czym każdy z nas ma możliwość zapoznania się z komentarzem psychologa, który wyjaśnia mechanizmy kierujące zachowaniem dziecka, co pozwala na chwilowe wejście w jego skórę oraz zrozumienie pewnych kwestii.
Z reguły kilkulatki nie mają na celu bycia złośliwym - po prostu potrzebują czyjejś uwagi, a że do tego dochodzi wspaniały zmysł obserwacyjny, szczerość do bólu oraz duża emocjonalność i pewna doza niewiedzy, to my, dorośli, niekiedy zupełnie nietrafnie odczytujemy dziecięce sygnały. Dziecko także ma prawo mieć zły humor, nie mieć ochoty rozmawiać z nikim czy dzielić się swoimi rzeczami - dlaczego wymagamy od nich tego, na co sami nie zgodzilibyśmy się w pewnych sytuacjach?
Dzieci najczęściej wyrażają swoje emocje poprzez płacz bądź złość, ponieważ nie znają innych możliwości. Dlaczego zatem krytykujemy je za różne przewinienia, zamiast tłumaczyć, rozmawiać i próbować wczuć się w ich sytuację? Niejednokrotnie rodzice denerwują się na swoje pociechy za usilną chęć bycia samodzielnym, spontaniczność i żywiołowość, ciekawość świata oraz zadawanie (często niewygodnych) pytań, nieśmiałość, szczerość w ocenie cudzych zachowań bądź odkrywanie własnej intymności. Błagam, szanujmy te maluchy, bo inaczej staną się oni zakompleksionymi, wiecznie poirytowanymi oraz przebiegłymi istotami, zupełnie nieradzącymi sobie z otaczającą rzeczywistością.
nieperfekcyjnie.pl Sylwia; 2016-10-26
Motocyklizm. Droga do mindfulness
Dzisiaj chciałam Wam przedstawić pewną książkę, która zaciekawiła mnie swoim tytułem. Otóż ani autor, ani tytuł nie wydawał mi się znajomy. Znów będzie mi ciężko cokolwiek na jej temat napisać. Chociaż nie powiem, wpasowała się idealnie w tło mojej klasowej sytuacji jednym fragmentem, ale niestety nie podam go, bo jakby czasem... :D
A więc przejdźmy do meritum. Postaram się krótko, zwięźle i na temat napisać.
Jarosław Gibas – socjolog, były dziennikarz i publicysta, obecnie nauczyciel. Jest entuzjastą dużych cruiserów, prowadzi motocyklowego bloga bigbiker.pl, a na co dzień garażuje w Katowicach. Strona autora: https://www.bigbiker.pl/
Jarosław Gibas - Motocyklizm. Droga do mindfulness.
Motocyklizm – to sposób patrzenia na świat. Swoje spostrzegania świata, więc to nie tylko pasja czy styl życia. Motocyklizm o dziwo może nam pomóc w zrozumieniu wielu idei socjologii, psychologii, filozofii zen, taoizmu, czy mindfulness. Czytając tę książkę wiele się z niej nauczysz, a między innymi to jak odzyskać życiową równowagę czy też pomaga zmienić perspektywę widzenia siebie w świecie.
Jak zapewne się domyślacie co to jest mindfulness. Jeśli będzie Was to bardzo interesować, zaraz to wygoglujecie. Ja z kolei tego nie zrobiłam, po prostu sięgnęłam po książkę. I dowiedziałam się. Uważam, że i Wy powinniście po nią sięgnąć. Już na wstępie, już po samym tytule, czy opisie z tyłu okładki. Wiele obiecuje, a czy faktycznie tyle przynosi? To już wszystko zależy od Was. Od Waszego spojrzenia, przyjęcia tego, co autor nam daje.
„- Że motocykl to tylko metafora – wykrzyknął następny mnich – ale wystarczająco pojemna, aby zrozumieć, jak działają systemy.
- Co więcej – kolejny mnich zaczął przekrzykiwać resztę – że to może być metafora całego ludzkiego życia, jeśli spojrzy się na nią pod odpowiednim kątem.”
Pana Jarosława nie znałam. Ale cieszę się, że się to zmieniło. Bo napisał kawał dobrej książki, z trudnym, ale do przyjęcia przesłaniem. Nie spodziewałam się tak przyjemnego stylu, jaki dostałam. Przyjemny, prosty w odczycie – nie ma problemów z komunikacją. Jedynym problemem jest trudność zrozumienia tego, co ukrył w słowach autor i chce, byśmy to jakoś przetrawili. To mi się podoba. A poza tym, człowiek na okładce przedstawia samego... pisarza! A mnie się kojarzy z jakimś aktorem...
W książce mamy różne działy, różne przykłady. Dwóch motocyklistów spotykających się w tym samym miejscu, zakonników, którzy szpiegują tych dwóch mężczyzn. Jeden z nich (motocyklistów) jest doświadczony, a drugi to wręcz świeżak. Stary będzie próbować przekazać pewne wartości, które jak wspominałam nie są takie łatwe do rozgryzienia.
Książka zawiera wstęp oraz epilog. 11 rozdziałów, z czego każdy do nas na swój sposób przemawia. No i cóż więcej mogę powiedzieć...
„Bardzo lubię metaforę, którą czasem posługuje się moja żona. Mówi ona, że jej wewnętrzna świątynia przypomina mały japoński ogródek zen.”
Reasumując już jest to książka idealna dla fanatyków motocyklizmu, motocyklów, czy też dopiero teraz chcą coś więcej w tę stronę. Wszystkich zaciekawionych mindfulness’em też serdecznie zapraszam do sięgnięcia. Nie zajmie Wam za wiele czasu, a czyta się naprawdę dobrze. Jest to też zasługa wydawnictwa Helion, który bezbłędnie, dobrą czcionką na białym papierze, z idealnie wykrojonymi marginesami i odstępami między wierszami wydał tę książkę. Wiem, że z mojego zachęcenia pewnie średnio to widać, ale ja jestem bardzo zadowolona i nawet z czystej ciekawości można sięgnąć po tę lekturę, naprawdę.
A może Wy mieliście okazję czytać tę książkę? A może czytaliście inne pozycje pana Jarosława? Podzielcie się ze mną opinią! Ja z chęcią podyskutuję! :)
A więc przejdźmy do meritum. Postaram się krótko, zwięźle i na temat napisać.
Jarosław Gibas – socjolog, były dziennikarz i publicysta, obecnie nauczyciel. Jest entuzjastą dużych cruiserów, prowadzi motocyklowego bloga bigbiker.pl, a na co dzień garażuje w Katowicach. Strona autora: https://www.bigbiker.pl/
Jarosław Gibas - Motocyklizm. Droga do mindfulness.
Motocyklizm – to sposób patrzenia na świat. Swoje spostrzegania świata, więc to nie tylko pasja czy styl życia. Motocyklizm o dziwo może nam pomóc w zrozumieniu wielu idei socjologii, psychologii, filozofii zen, taoizmu, czy mindfulness. Czytając tę książkę wiele się z niej nauczysz, a między innymi to jak odzyskać życiową równowagę czy też pomaga zmienić perspektywę widzenia siebie w świecie.
Jak zapewne się domyślacie co to jest mindfulness. Jeśli będzie Was to bardzo interesować, zaraz to wygoglujecie. Ja z kolei tego nie zrobiłam, po prostu sięgnęłam po książkę. I dowiedziałam się. Uważam, że i Wy powinniście po nią sięgnąć. Już na wstępie, już po samym tytule, czy opisie z tyłu okładki. Wiele obiecuje, a czy faktycznie tyle przynosi? To już wszystko zależy od Was. Od Waszego spojrzenia, przyjęcia tego, co autor nam daje.
„- Że motocykl to tylko metafora – wykrzyknął następny mnich – ale wystarczająco pojemna, aby zrozumieć, jak działają systemy.
- Co więcej – kolejny mnich zaczął przekrzykiwać resztę – że to może być metafora całego ludzkiego życia, jeśli spojrzy się na nią pod odpowiednim kątem.”
Pana Jarosława nie znałam. Ale cieszę się, że się to zmieniło. Bo napisał kawał dobrej książki, z trudnym, ale do przyjęcia przesłaniem. Nie spodziewałam się tak przyjemnego stylu, jaki dostałam. Przyjemny, prosty w odczycie – nie ma problemów z komunikacją. Jedynym problemem jest trudność zrozumienia tego, co ukrył w słowach autor i chce, byśmy to jakoś przetrawili. To mi się podoba. A poza tym, człowiek na okładce przedstawia samego... pisarza! A mnie się kojarzy z jakimś aktorem...
W książce mamy różne działy, różne przykłady. Dwóch motocyklistów spotykających się w tym samym miejscu, zakonników, którzy szpiegują tych dwóch mężczyzn. Jeden z nich (motocyklistów) jest doświadczony, a drugi to wręcz świeżak. Stary będzie próbować przekazać pewne wartości, które jak wspominałam nie są takie łatwe do rozgryzienia.
Książka zawiera wstęp oraz epilog. 11 rozdziałów, z czego każdy do nas na swój sposób przemawia. No i cóż więcej mogę powiedzieć...
„Bardzo lubię metaforę, którą czasem posługuje się moja żona. Mówi ona, że jej wewnętrzna świątynia przypomina mały japoński ogródek zen.”
Reasumując już jest to książka idealna dla fanatyków motocyklizmu, motocyklów, czy też dopiero teraz chcą coś więcej w tę stronę. Wszystkich zaciekawionych mindfulness’em też serdecznie zapraszam do sięgnięcia. Nie zajmie Wam za wiele czasu, a czyta się naprawdę dobrze. Jest to też zasługa wydawnictwa Helion, który bezbłędnie, dobrą czcionką na białym papierze, z idealnie wykrojonymi marginesami i odstępami między wierszami wydał tę książkę. Wiem, że z mojego zachęcenia pewnie średnio to widać, ale ja jestem bardzo zadowolona i nawet z czystej ciekawości można sięgnąć po tę lekturę, naprawdę.
A może Wy mieliście okazję czytać tę książkę? A może czytaliście inne pozycje pana Jarosława? Podzielcie się ze mną opinią! Ja z chęcią podyskutuję! :)
Sztukater.pl
Insight. Droga do mentalnej dojrzałości
„Insight” to nie jest książka na jeden wieczór czy nawet tydzień. Szczególnie jeśli ktoś chce coś dla siebie „wyciągnąć” z prezentowanej tu treści a nie tylko przeczytać od deski do deski, od okładki po okładkę.
Publikacja wydaje się solidnie wykonana. Ma twardą oprawę, połączenia kartek też zdają się solidne. „Merdałam” trochę kartkami i żadna nie odleciała, nawet się nie naruszyła ;) Do tego zawiera wstążkę/zakładkę, nie trzeba się więc martwić z czego ją sobie zrobić bądź skąd wziąć.
Z pozycją związane są pewne narzędzia: aplikacja bądź tak zwana „skrzynka z narzędziami”, dla tych do których nie przemawiają aplikacje bądź nie chcą z nich korzystać, albo pomimo niej chcą również skorzystać z dodatkowego narzędzia.
Książka zawiera sporo różnych ćwiczeń. Co ważne, według autora są one jednym z najważniejszych elementów. Jeśli ktoś nie ma zamiaru do nich przystępować może równie dobrze nie czytać książki. Mają one być jej głównym walorem i to dzięki nim czytelnik ma mieć szanse na zmianę, przyjrzenie się samemu sobie (np. swoim potrzebom).
Użyta czcionka jest stosunkowo duża i czytelna. Przekaz w większości jest zrozumiały i jasny, jedynym wyjątkiem zdaje się opis dotyczący poziomów programowania umysłu. Choć jest tu tabela, która ma pomóc w zrozumieniu zagadnienia, nie całkiem precyzyjny tekst poprzez pewne swe podobne sformułowania może powodować pewne trudności z całkowitym zrozumieniem tekstu i zająć trochę więcej czasu by można było to pojąć.
Publikacja nie należy do najcieńszych, ma ona około 680 stron. Wielkość czcionki z pewnością robi swoje i powiększa jeszcze ich liczbę, ale to właśnie dzięki takiej a nie innej jej wielkości wygodnie się ją czyta.
Wewnątrz pozycji odnaleźć można różne rysunki np. ilustrujące przedstawianą treść jak chociażby ukazującą metaforę świadomości, podświadomości i nieświadomości jako góry lodowej czy ukazująca sposoby na zaspokajanie różnych potrzeb. Nie są one jednak jedynymi. Są tu również rysunki neuronów, pewne ilustracje tuż przed ćwiczeniami (klatka z wylatującym ptakiem) czy ilustracje na początkach rozdziałów. One naprawdę mogą oszołomić, przyciągają, zachwycają. Brawa dla ich autora.
Odnaleźć tu można również różne cytaty, między innymi na początku rozdziałów. Autor w tekście nieraz odwołuje się do różnych badań czy też poglądów różnych autorów w omawianym temacie. Jest tu chociażby nawiązanie do piramidy Maslowa.
Przekaz publikacji zgodny jest z tym co głosi autor również w innych miejscach, np. na swoim blogu czy podczas darowych webminariów. Poprzez jednak nawiązywanie chociażby do tekstów z bloga czy ukazywaniu różnych linków do niego np. w rozdziale Materiały dodatkowe czy w kilku innych miejscach staje się ona jakby „przedłużeniem” bloga. Pewne rzeczy, które są w książce mogą już być znane czytelnikowi właśnie z innych działalności autora.
Ogólnie więc książka jest ciekawa. Ilustracje przyciągające. Ćwiczenia dają do myślenia. Ma wiele plusów. Czy są jakieś minusy? Odwołania do bloga nie każdemu czytelnikowi muszą przypaść do gustu. W końcu to promocja bloga czy książka jako samoistna całość? Odpowiedzi mogą być różne. Pewien minus jednak jest. Niektóre tematy zostały opisane jakby niedokładnie. Co jest pewnym minusem, z drugiej jednak strony o wszystkim pisać się nie da dogłębnie. Wówczas książka miałaby kilka tomów i w końcu nie wiadomo by było o czym ona właściwie jest. Niektórym czytelnikom po prostu mogą nie przypaść do gustu pewne poglądy autora, mogą je uznać za zbyt duży „misz masz”. Nie jest to jednak coś co samo w sobie wpływałoby, że książka jest zła. Warto tu spojrzeć na ćwiczenia i co one powodują a nie tylko na to czy ich podstawami są przeróżne rzeczy, źródła itp. Pewien niedosyt poczułam po przeczytaniu w pewnym z podrozdziałów o nieświadomości i snach. Wiem, że to temat rzeka. Dobrze, że autor wspomniał, że każdy inaczej odbiera rzeczywistość i korzystanie z senników może niewiele dać by je zrozumieć. Jednak jest tak wiele „rodzajów” snów… nie każdy jest kompensacją naszego życia za „dnia” czy mają służyć rozwiązaniu naszych konfliktów psychicznych.
Autor w publikacji nawiązuje nie tylko do poglądów innych osób czy swoich. Wspomina również o różnych swoich doświadczeniach i przeżyciach.
Jest to książka, dzięki której można lepiej sobie się przyjrzeć, a to przecież chyba w niej między innymi chodzi. Najpierw należy się sobie przyjrzeć by móc zacząć wprowadzać jakieś zmiany.
Publikacja wydaje się solidnie wykonana. Ma twardą oprawę, połączenia kartek też zdają się solidne. „Merdałam” trochę kartkami i żadna nie odleciała, nawet się nie naruszyła ;) Do tego zawiera wstążkę/zakładkę, nie trzeba się więc martwić z czego ją sobie zrobić bądź skąd wziąć.
Z pozycją związane są pewne narzędzia: aplikacja bądź tak zwana „skrzynka z narzędziami”, dla tych do których nie przemawiają aplikacje bądź nie chcą z nich korzystać, albo pomimo niej chcą również skorzystać z dodatkowego narzędzia.
Książka zawiera sporo różnych ćwiczeń. Co ważne, według autora są one jednym z najważniejszych elementów. Jeśli ktoś nie ma zamiaru do nich przystępować może równie dobrze nie czytać książki. Mają one być jej głównym walorem i to dzięki nim czytelnik ma mieć szanse na zmianę, przyjrzenie się samemu sobie (np. swoim potrzebom).
Użyta czcionka jest stosunkowo duża i czytelna. Przekaz w większości jest zrozumiały i jasny, jedynym wyjątkiem zdaje się opis dotyczący poziomów programowania umysłu. Choć jest tu tabela, która ma pomóc w zrozumieniu zagadnienia, nie całkiem precyzyjny tekst poprzez pewne swe podobne sformułowania może powodować pewne trudności z całkowitym zrozumieniem tekstu i zająć trochę więcej czasu by można było to pojąć.
Publikacja nie należy do najcieńszych, ma ona około 680 stron. Wielkość czcionki z pewnością robi swoje i powiększa jeszcze ich liczbę, ale to właśnie dzięki takiej a nie innej jej wielkości wygodnie się ją czyta.
Wewnątrz pozycji odnaleźć można różne rysunki np. ilustrujące przedstawianą treść jak chociażby ukazującą metaforę świadomości, podświadomości i nieświadomości jako góry lodowej czy ukazująca sposoby na zaspokajanie różnych potrzeb. Nie są one jednak jedynymi. Są tu również rysunki neuronów, pewne ilustracje tuż przed ćwiczeniami (klatka z wylatującym ptakiem) czy ilustracje na początkach rozdziałów. One naprawdę mogą oszołomić, przyciągają, zachwycają. Brawa dla ich autora.
Odnaleźć tu można również różne cytaty, między innymi na początku rozdziałów. Autor w tekście nieraz odwołuje się do różnych badań czy też poglądów różnych autorów w omawianym temacie. Jest tu chociażby nawiązanie do piramidy Maslowa.
Przekaz publikacji zgodny jest z tym co głosi autor również w innych miejscach, np. na swoim blogu czy podczas darowych webminariów. Poprzez jednak nawiązywanie chociażby do tekstów z bloga czy ukazywaniu różnych linków do niego np. w rozdziale Materiały dodatkowe czy w kilku innych miejscach staje się ona jakby „przedłużeniem” bloga. Pewne rzeczy, które są w książce mogą już być znane czytelnikowi właśnie z innych działalności autora.
Ogólnie więc książka jest ciekawa. Ilustracje przyciągające. Ćwiczenia dają do myślenia. Ma wiele plusów. Czy są jakieś minusy? Odwołania do bloga nie każdemu czytelnikowi muszą przypaść do gustu. W końcu to promocja bloga czy książka jako samoistna całość? Odpowiedzi mogą być różne. Pewien minus jednak jest. Niektóre tematy zostały opisane jakby niedokładnie. Co jest pewnym minusem, z drugiej jednak strony o wszystkim pisać się nie da dogłębnie. Wówczas książka miałaby kilka tomów i w końcu nie wiadomo by było o czym ona właściwie jest. Niektórym czytelnikom po prostu mogą nie przypaść do gustu pewne poglądy autora, mogą je uznać za zbyt duży „misz masz”. Nie jest to jednak coś co samo w sobie wpływałoby, że książka jest zła. Warto tu spojrzeć na ćwiczenia i co one powodują a nie tylko na to czy ich podstawami są przeróżne rzeczy, źródła itp. Pewien niedosyt poczułam po przeczytaniu w pewnym z podrozdziałów o nieświadomości i snach. Wiem, że to temat rzeka. Dobrze, że autor wspomniał, że każdy inaczej odbiera rzeczywistość i korzystanie z senników może niewiele dać by je zrozumieć. Jednak jest tak wiele „rodzajów” snów… nie każdy jest kompensacją naszego życia za „dnia” czy mają służyć rozwiązaniu naszych konfliktów psychicznych.
Autor w publikacji nawiązuje nie tylko do poglądów innych osób czy swoich. Wspomina również o różnych swoich doświadczeniach i przeżyciach.
Jest to książka, dzięki której można lepiej sobie się przyjrzeć, a to przecież chyba w niej między innymi chodzi. Najpierw należy się sobie przyjrzeć by móc zacząć wprowadzać jakieś zmiany.
swiatairi.blogspot.com Airi; 2016-10-23
Sweet Ache. Krew gęstsza od wody. Seria Driven
Jeden moment, który może zmienić wszystko. Jeden zakład, który może przynieść zarówno wybawienie, jak i klęskę. Jedna osoba, która może stać się najważniejszą w życiu. Czasami jest tak, że pewnego niepozornego dnia, w zwykłym miejscu, pojawia się istota, która może zmienić wszystko. Nie jesteśmy na to przygotowani, nie spodziewamy się, że nasze życie obróci się o 180 stopni. Na początku być może jej nie zauważymy albo nie poświęcimy jej większej uwagi. Kolejny człowiek, którego mijamy. Aż tu nagle w jednym momencie strzeli w nas piorun i sprawi, że spojrzymy inaczej na otaczających nas ludzi. Być może nie zdarzy się to przy pierwszym spotkaniu, ale kiedyś zdamy sobie sprawę, że los pragnie nas z kimś połączyć. Początkowa fascynacja zmieni się w silne uczucie, ale za nim to się stanie, na pewno nie będzie łatwo. Życie da nam w kość. Będziemy tak zdruzgotani, że nie będziemy potrafili się podnieść. I właśnie w tym momencie ktoś poda nam rękę. Ocalili duszę i ożywi serce. Stanie się naszym światełkiem w ciemnym tunelu i ukaże świat z innej perspektywy. Osoba, na którą nie zwracaliśmy szczególnej uwagi stanie się kimś więcej. A może jedna decyzja naprowadzi ją na nas. Chęć zwycięstwa, instynkt zdobywcy zmieni się w pożądanie, które nigdy nie zgaśnie. Nie będziemy potrafili zostawić tej osoby za sobą. W każdym momencie życia będziemy o nie myśleć, aż w końcu zdecydujemy się zrobić ostateczny krok. Pozwolimy jej poznać samego siebie, zburzymy mury, którymi jesteśmy otoczeni i ukarzemy własne wnętrze, pełne bezbronności, a zarazem niezwykłej siły. Otworzymy się na miłość. Zaryzykujemy. Przegramy, by wygrać. Pozbędziemy się samotności. Stworzymy coś, czego nikt nie zepsuje. Oddamy się całkowicie, a w zamian zyskamy to, co najważniejsze. Miłość. Kochani zapraszam was dziś na recenzję książki, z którą niezwykle miło spędziłam czas. Powieści, która mnie zahipnotyzowała i zafascynowała do tego stopnia, że nie potrafiłam jej otworzyć na bok. Seksowna, pełna pasji, zaskakująca historia, która podbiła moje serce. Seks, kłótnie, muzyka — właśnie to w niej znajdziecie. K. Bromberg kolejny raz mnie zadziwiła, przedstawiając mi historię, przy której nie można się zatrzymać. ,,Sweet Ache. Krew gęstsza od wody" to namiętna, gwarantująca wielką dawkę emocji powieść, w której muzyka miesza się z miłością, a jeden zakład może zmienić całe życie. Zapraszam na recenzję!
Kiedy Rylee pławi się w swoim szczęściu, rozpoczyna się niezwykły romans siostry Coltona, seksownej i pięknej Quinlan Westin i Hawkina Playa. Hawkin, sławny muzyk o dobrym sercu, po raz kolejny bierze na siebie wybryki młodszego brata, Huntera. Ponownie daje się wykorzystać, ale tym razem grozi mu odsiadka. Przyszłość jego zespołu staje pod znakiem zapytania. Aby zdobyć przychylność sędziego, Hawkin zgadza się gościnnie poprowadzić serię wykładów na miejscowej uczelni. A Quinlan... Cóż, Hawkin zakłada się z kolegą z zespołu, że zaciągnie ją do łóżka.
Uwiedzenie Quinlan, która nie ma najmniejszej ochoty stać się kolejną zdobyczą gwiazdora, okazuje się o wiele trudniejsze niż seria wykładów. Im bardziej on się stara, tym bardziej ona go unika, ale nieoczekiwanie między tym dwojgiem rodzi się coś pięknego i prawdziwego. Złożoną sytuację dodatkowo komplikuje Hunter: gdy tylko zorientuje się, że jego starszy brat ma słaby punkt, zrobi wszystko, żeby go wykorzystać...
Jak to się skończy? Czy historia o tak zagmatwanym początku może zaowocować prawdziwym uczuciem? Czy Quinlan i Hawkin wbrew wszystkiemu znajdą szczęście?
Hawkin Play nie ma w życiu łatwo. Choroba matki, śmierć ojca i nieustanne problemy z młodszym bliźniakiem dają mu w kość. Nie potrafi odmówić mu pomocy, a kiedy Hunter pakuje się w kolejne kłopoty i grozi mu odsiadka, Hawkin bierze odpowiedzialność na siebie, co zagraża jego rockowej karierze oraz całemu zespołowi. Za radą adwokata zgłasza się do poprowadzenia wykładów dotyczących seksu, narkotyków i rock and roll'a na uniwersytecie. Dzięki temu może uzyskać mniejszy wyrok. Quinlan zostaje przydzielona do asystowania nowemu wykładowcy, który według niej okazuje się dupkiem. Sarkastyczna dziewczyna nie pozwoli sobie wleźć na głowę, a jego sława nie robi na niej wrażenia. Hawkin zakłada się z przyjacielem, że do zakończenia zajęć wyląduje z seksowną asystentką o ciętym języku w łóżku. Nie spodziewa się, że to może odmienić jego życie. Zdeterminowany mężczyzna robi wszystko, by umówić się z Quinlan, na co kobieta nie ma najmniejszej ochoty. Ta dwójka nie może zaprzeczyć wzajemnej fascynacji, ale czy posuną się dalej? Czy Hunter nie przeszkodzi im w nowym dla nich uczuciu? Czy odnajdą prawdziwe szczęście?
,,Sweet Ache. Krew gęstsza od wody" to niesamowita, sarkastyczna, poruszająca powieść, w której jedna decyzja może odmienić całe życie. K. Bromberg zabrała mnie do świata pełnego namiętności, bólu, rocka, w którym dwie całkowicie różne osoby walczą o swoje uczucie z resztą świata. Lojalność w stosunku do rodziny może zniszczyć całe życie, a słabość jednego człowieka krzywdzi innego. Wyrazista, zabawna, seksowna historia, która szybko zdobyła moje serce. Autorka zawsze robi mi mętlik w głowie i niszczy moje wyobrażenia. Jej książki są niezwykle realistyczne, a zarazem pełne uczuć. Czytając ,,Sweet Ache" czułam wielką pasję i poświęcenia. Nic nie jest tu wymuszone. Zawirowane — to prawda, ale to właśnie takie historie są najlepsze. Powieści, która zaskakują i zadziwiają. Tej książki się nie czyta, ją się przeżywa. Pożądanie łączy się z bólem, a coraz to kolejne intrygi stają w pojedynku z ognistym uczuciem. Nic nie jest z góry przesądzone. Zdarzyć się może dosłownie wszystko. Pięknie napisana powieść, która zdobyła moje serce i sprawiła, że nieustannie pracowało na najwyższych obrotach. Autorka w niesłychanie cudowny sposób połączyła ból i miłość gwarantując czytelnikowi mieszankę wybuchową. Wystarczy, że sięgnie się po ,,Sweet Ache", a nocki zostaną zarwane, a umysł wciąż będzie kierował nas w rejony historii Quinlan i Huntera. Kto z was potrafi się oprzeć połączeniu rocka i miłości?
Hawkin Play — rockman, łamacz kobiecych serc, niegrzeczny mężczyzna, na którego promują go media. Tylko parę osób jest w stanie dostrzec jego prawdziwą naturę — zranionego, dobrego muzyka o wrażliwym sercu, który wskoczy w ogień dla swoich bliskich. Hawkin jest sarkastyczny, zdeterminowany, czasami arogancki, ale również ma swoje chwile załamania. Od lat walczy o przetrwanie swoje, jak i rodziny. Naciskany z każdej strony mężczyzna, kiedy poznaje Quin nie zdaje sobie sprawy, że zmieni jego całe życie. Tylko, czy Hawkin będzie potrafił wybrać? Co będzie dla nie go ważniejsze: niedawno poznana, seksowna dziewczyna, czy może rodzina, o którą walczy od małego? Quinlan to sarkastyczna, wychowana w rodzinie uwodzicieli dziewczyna, która nie boi się ciężkiej pracy i nie ma zamiaru nigdy ulec celebrycie. Wie, że nie są oni, stali w uczuciach, ale kiedy poznaje Hawkina, nie może zaprzeczyć rodzącemu się między nimi uczuciu. Ma swoje nastroje, nie jest cichą myszką, tylko przebojową kobietą, u której świat klęczy u stóp. Nie boi się wyzwań, a Hawkin jest jednym z nich. Tylko czy, kiedy prawda o zakładzie wyjdzie na jaw, wybaczy mu? Hunter jest młodszym bliźniakiem Hawkina i robi wszystko, by zniszczyć jego życie. Powołując się na rodzinę, raz po raz, pakuje go w kłopoty. Mężczyzna jest niezwykle zgorzkniały, a chęć zemsty na barcie potęguje jego okrucieństwo. Chłopcy z zespołu Bent są niezwykle seksowni, słodcy i niegrzeczni. Mam nadzieję, że autorka kiedyś przedstawi mi ich historię, a szczególnie Vince'a, która całkowicie mnie oczarował. Bohaterowie ,,Sweet Ache" są niezwykle realistyczni i prawdziwi. Każdy z nich ma swoje problemy i inaczej je rozwiązuje. Właśnie dzięki nim ta powieść jest tak fantastyczna.
,,Sweet Ache. Krew gęstsza od wody" to gorąca, intensywna, poruszająca powieść, o której myślą czytelniczki na całym świecie. Autorka nie boi się poruszać trudnych tematów, a jej bohaterowie przechodzą długą drogę, by w końcu wyjść na prosto. Wiem, że jej książki będą mi zawsze towarzyszyły i często będę je sobie przypominała. K. Bromberg potrafi wnieść pewną świeżość w literaturę erotyczną oraz zachwycić swoją historią. Parę razy się wzruszyłam, dużo refleksji z niej wyniosła, a przede wszystkim spędziłam cudowny czas na pochłanianiu tej pozycji. To pełna pasji, emocji powieść, która obezwładnia wszystkie zmysły i niszczy granice. A wy macie okazję zostać tego świadkiem. Wystarczy, że dacie jej szansę. Nie musicie znać poprzednich części serii, by rozpocząć tę przygodę. To całkowicie inna historia i dzięki temu wyjątkowa. Polecam!
Hawkin Play nie ma w życiu łatwo. Choroba matki, śmierć ojca i nieustanne problemy z młodszym bliźniakiem dają mu w kość. Nie potrafi odmówić mu pomocy, a kiedy Hunter pakuje się w kolejne kłopoty i grozi mu odsiadka, Hawkin bierze odpowiedzialność na siebie, co zagraża jego rockowej karierze oraz całemu zespołowi. Za radą adwokata zgłasza się do poprowadzenia wykładów dotyczących seksu, narkotyków i rock and roll'a na uniwersytecie. Dzięki temu może uzyskać mniejszy wyrok. Quinlan zostaje przydzielona do asystowania nowemu wykładowcy, który według niej okazuje się dupkiem. Sarkastyczna dziewczyna nie pozwoli sobie wleźć na głowę, a jego sława nie robi na niej wrażenia. Hawkin zakłada się z przyjacielem, że do zakończenia zajęć wyląduje z seksowną asystentką o ciętym języku w łóżku. Nie spodziewa się, że to może odmienić jego życie. Zdeterminowany mężczyzna robi wszystko, by umówić się z Quinlan, na co kobieta nie ma najmniejszej ochoty. Ta dwójka nie może zaprzeczyć wzajemnej fascynacji, ale czy posuną się dalej? Czy Hunter nie przeszkodzi im w nowym dla nich uczuciu? Czy odnajdą prawdziwe szczęście?
,,Sweet Ache. Krew gęstsza od wody" to niesamowita, sarkastyczna, poruszająca powieść, w której jedna decyzja może odmienić całe życie. K. Bromberg zabrała mnie do świata pełnego namiętności, bólu, rocka, w którym dwie całkowicie różne osoby walczą o swoje uczucie z resztą świata. Lojalność w stosunku do rodziny może zniszczyć całe życie, a słabość jednego człowieka krzywdzi innego. Wyrazista, zabawna, seksowna historia, która szybko zdobyła moje serce. Autorka zawsze robi mi mętlik w głowie i niszczy moje wyobrażenia. Jej książki są niezwykle realistyczne, a zarazem pełne uczuć. Czytając ,,Sweet Ache" czułam wielką pasję i poświęcenia. Nic nie jest tu wymuszone. Zawirowane — to prawda, ale to właśnie takie historie są najlepsze. Powieści, która zaskakują i zadziwiają. Tej książki się nie czyta, ją się przeżywa. Pożądanie łączy się z bólem, a coraz to kolejne intrygi stają w pojedynku z ognistym uczuciem. Nic nie jest z góry przesądzone. Zdarzyć się może dosłownie wszystko. Pięknie napisana powieść, która zdobyła moje serce i sprawiła, że nieustannie pracowało na najwyższych obrotach. Autorka w niesłychanie cudowny sposób połączyła ból i miłość gwarantując czytelnikowi mieszankę wybuchową. Wystarczy, że sięgnie się po ,,Sweet Ache", a nocki zostaną zarwane, a umysł wciąż będzie kierował nas w rejony historii Quinlan i Huntera. Kto z was potrafi się oprzeć połączeniu rocka i miłości?
Hawkin Play — rockman, łamacz kobiecych serc, niegrzeczny mężczyzna, na którego promują go media. Tylko parę osób jest w stanie dostrzec jego prawdziwą naturę — zranionego, dobrego muzyka o wrażliwym sercu, który wskoczy w ogień dla swoich bliskich. Hawkin jest sarkastyczny, zdeterminowany, czasami arogancki, ale również ma swoje chwile załamania. Od lat walczy o przetrwanie swoje, jak i rodziny. Naciskany z każdej strony mężczyzna, kiedy poznaje Quin nie zdaje sobie sprawy, że zmieni jego całe życie. Tylko, czy Hawkin będzie potrafił wybrać? Co będzie dla nie go ważniejsze: niedawno poznana, seksowna dziewczyna, czy może rodzina, o którą walczy od małego? Quinlan to sarkastyczna, wychowana w rodzinie uwodzicieli dziewczyna, która nie boi się ciężkiej pracy i nie ma zamiaru nigdy ulec celebrycie. Wie, że nie są oni, stali w uczuciach, ale kiedy poznaje Hawkina, nie może zaprzeczyć rodzącemu się między nimi uczuciu. Ma swoje nastroje, nie jest cichą myszką, tylko przebojową kobietą, u której świat klęczy u stóp. Nie boi się wyzwań, a Hawkin jest jednym z nich. Tylko czy, kiedy prawda o zakładzie wyjdzie na jaw, wybaczy mu? Hunter jest młodszym bliźniakiem Hawkina i robi wszystko, by zniszczyć jego życie. Powołując się na rodzinę, raz po raz, pakuje go w kłopoty. Mężczyzna jest niezwykle zgorzkniały, a chęć zemsty na barcie potęguje jego okrucieństwo. Chłopcy z zespołu Bent są niezwykle seksowni, słodcy i niegrzeczni. Mam nadzieję, że autorka kiedyś przedstawi mi ich historię, a szczególnie Vince'a, która całkowicie mnie oczarował. Bohaterowie ,,Sweet Ache" są niezwykle realistyczni i prawdziwi. Każdy z nich ma swoje problemy i inaczej je rozwiązuje. Właśnie dzięki nim ta powieść jest tak fantastyczna.
,,Sweet Ache. Krew gęstsza od wody" to gorąca, intensywna, poruszająca powieść, o której myślą czytelniczki na całym świecie. Autorka nie boi się poruszać trudnych tematów, a jej bohaterowie przechodzą długą drogę, by w końcu wyjść na prosto. Wiem, że jej książki będą mi zawsze towarzyszyły i często będę je sobie przypominała. K. Bromberg potrafi wnieść pewną świeżość w literaturę erotyczną oraz zachwycić swoją historią. Parę razy się wzruszyłam, dużo refleksji z niej wyniosła, a przede wszystkim spędziłam cudowny czas na pochłanianiu tej pozycji. To pełna pasji, emocji powieść, która obezwładnia wszystkie zmysły i niszczy granice. A wy macie okazję zostać tego świadkiem. Wystarczy, że dacie jej szansę. Nie musicie znać poprzednich części serii, by rozpocząć tę przygodę. To całkowicie inna historia i dzięki temu wyjątkowa. Polecam!
Niesamowity-swiat-ksiazek.blogspot.com Klaudia Aleksandra Grabowska; 2016-10-09