Recenzje
Eden. Nowy początek
O. Mój. Boże.
*Przeczuwam kaca książkowego do końca życia.* - przemyślenia ninja. (Wtajemniczeni wiedzą, niewtajemniczonych odsyłam do recenzji "Assy".)
Ta książka to coś wspaniałego. Zakochałam się, moje małe serduszko zostało złamane, a później je posklejano. Niestety na taśmie, dlatego kac książkowy. Powiem wam jedno, bardzo ważne zdanie: Nie wolno zaczynać tej serii od drugiej części. Zaraz mnie coś zeżre, pochłonie i tak w ogóle to umrę. Potrzebuję pierwszej części na wczoraj. Ra - tuj - cie!
Jest to druga część powieści o wspaniałej miłości. Podejrzewam, że w pierwszej części się taaakie rzeczy działy, że ho ho, ale powiem wam, że druga was zachwyci. Po wyrwaniu się naszych bohaterów z Akadii, zostają rozdzieleni. Chłopak myśli, że dziewczyna nie żyje, a dziewczyna myśli, że chłopak nie żyje. Smutne, nie? Jak dla mnie to nawet, nawet. Chociaż zaczęło mnie to obchodzić jakoś w połowie książki, kiedy już zagrożenie złą książką nie było takie wielkie. Tym razem nasi bohaterowie będą chcieli sięgnąć do początku - znaleźć przyczynę powstania Akadii i możliwość ukarania jakiegoś psychopaty. Dzień, jak co dzień.
Powieść jest przeładowana emocjami, więc raczej nie polecam jej czytać, gdy następnego dnia wstajecie bardzo wcześnie, bądź jeśli macie się na ten dzień się czegoś nauczyć. No raczej tego nie zrobicie, ja wam to gwarantuję. Chciało mi się płakać, chciałam wejść do środka książki i pozabijać tych złoczyńców (co prawda dopiero po przeczytaniu pierwszego tomu, bo znając mnie to jeszcze napadłabym nie tego człeka, co trzeba...), poprzytulać bohaterów, złożyć im gratulacje, a jednocześnie skakać ze szczęścia i biegać w euforii.
*Co ja robię ze swoim życiem?*
Na początku nie umiałam ogarnąć o co chodzi, co to jest i po co to jest, co to się podziało... Zdecydowanie ta książka wymaga przeczytania pierwszej, więc nawet nie próbujcie się od niej wymigać. Zdradzę, że tylu cudownych spoilerów na raz to jeszcze w całym moim życiu nie dostałam. Trzeba było pomyśleć przed przeczytaniem. Ano, trzeba było. Cóż, chciałabym powiedzieć, że już nigdy więcej nie popełnię tego błędu i że już nigdy nie będę miała takiego problemu, ale.... no znacie mnie wszyscy. Nie minie miesiąc, a drugi raz tak zrobię. ;-; To jest silniejsze ode mnie!
*Czuję, że resztę mojego życia spędzę na przytulaniu tej książki.* - głębokie, nie? Ninja się stara specjalnie dla was. Jak już jego tak porwała ta książka to innych też musi. :P
Historia jest dość banalna, na pewno okaże się przyjemnym wybrnięciem z sideł pierwszej części, o której same fragmenty i wspomnienia były dla mnie problematyczne. Nie chodzi o to, że ciężko było je zrozumieć, raczej autorka starała się wszystko przedstawić jasno i klarownie, jakby się przygotowywała na to, że czytelnicy nie będą wielu rzeczy pamiętać, jednak parędziesiąt pierwszych stron dało mi popalić. Mnóstwo imion, których właścicieli nie znam. Mnóstwo zdarzeń, o których nie wiem. Pełno smutku, którego nie rozumiem. Wracając, problem polegał na tym, że jeżeli już coś było wspomniane to musiało mieć jakiś mocny związek z naszymi bohaterami - musiało się jakoś utrwalić w ich głowach, rzadko kiedy więc były to rzeczy przyjemne i radosne.
Styl pisania autorki jest lekki i przyjemny. Uznaję to za pewnik każdej książki romantycznej, która ma poruszyć moje serduszko, więc tak - ten warunek został spełniony całkowicie. Było dużo akcji, jeżeli miałabym porównać tę książkę do jakiejś innej to zdecydowanie strzelałabym w "Na krawędzi nigdy" lub "Morze Spokoju", czyli jedne z moich ulubionych książek, do których uwielbiam powracać. Fabuły są podobne, jednak nie takie same. Nie ma tu oczywistego podobieństwa, lecz jakieś tam fragmenty lub cząstki fabuły są porównywalne. Jedyne czego mi brakowało to ilość stron. Za mało tego. Niecałe 300 stron ma się nijak do 450 - 600, które oferują inne książki z tego gatunku.
Podsumowując, jak dla mnie książkę rzeczywiście warto przeczytać, aczkolwiek nie polecam zaczynania od 2 części. Warto się przygotować na dużą dawkę emocji, więc książka z pewnością trafi do kobiet, które romanse "połykają" w parę wieczorów.
*Przeczuwam kaca książkowego do końca życia.* - przemyślenia ninja. (Wtajemniczeni wiedzą, niewtajemniczonych odsyłam do recenzji "Assy".)
Ta książka to coś wspaniałego. Zakochałam się, moje małe serduszko zostało złamane, a później je posklejano. Niestety na taśmie, dlatego kac książkowy. Powiem wam jedno, bardzo ważne zdanie: Nie wolno zaczynać tej serii od drugiej części. Zaraz mnie coś zeżre, pochłonie i tak w ogóle to umrę. Potrzebuję pierwszej części na wczoraj. Ra - tuj - cie!
Jest to druga część powieści o wspaniałej miłości. Podejrzewam, że w pierwszej części się taaakie rzeczy działy, że ho ho, ale powiem wam, że druga was zachwyci. Po wyrwaniu się naszych bohaterów z Akadii, zostają rozdzieleni. Chłopak myśli, że dziewczyna nie żyje, a dziewczyna myśli, że chłopak nie żyje. Smutne, nie? Jak dla mnie to nawet, nawet. Chociaż zaczęło mnie to obchodzić jakoś w połowie książki, kiedy już zagrożenie złą książką nie było takie wielkie. Tym razem nasi bohaterowie będą chcieli sięgnąć do początku - znaleźć przyczynę powstania Akadii i możliwość ukarania jakiegoś psychopaty. Dzień, jak co dzień.
Powieść jest przeładowana emocjami, więc raczej nie polecam jej czytać, gdy następnego dnia wstajecie bardzo wcześnie, bądź jeśli macie się na ten dzień się czegoś nauczyć. No raczej tego nie zrobicie, ja wam to gwarantuję. Chciało mi się płakać, chciałam wejść do środka książki i pozabijać tych złoczyńców (co prawda dopiero po przeczytaniu pierwszego tomu, bo znając mnie to jeszcze napadłabym nie tego człeka, co trzeba...), poprzytulać bohaterów, złożyć im gratulacje, a jednocześnie skakać ze szczęścia i biegać w euforii.
*Co ja robię ze swoim życiem?*
Na początku nie umiałam ogarnąć o co chodzi, co to jest i po co to jest, co to się podziało... Zdecydowanie ta książka wymaga przeczytania pierwszej, więc nawet nie próbujcie się od niej wymigać. Zdradzę, że tylu cudownych spoilerów na raz to jeszcze w całym moim życiu nie dostałam. Trzeba było pomyśleć przed przeczytaniem. Ano, trzeba było. Cóż, chciałabym powiedzieć, że już nigdy więcej nie popełnię tego błędu i że już nigdy nie będę miała takiego problemu, ale.... no znacie mnie wszyscy. Nie minie miesiąc, a drugi raz tak zrobię. ;-; To jest silniejsze ode mnie!
*Czuję, że resztę mojego życia spędzę na przytulaniu tej książki.* - głębokie, nie? Ninja się stara specjalnie dla was. Jak już jego tak porwała ta książka to innych też musi. :P
Historia jest dość banalna, na pewno okaże się przyjemnym wybrnięciem z sideł pierwszej części, o której same fragmenty i wspomnienia były dla mnie problematyczne. Nie chodzi o to, że ciężko było je zrozumieć, raczej autorka starała się wszystko przedstawić jasno i klarownie, jakby się przygotowywała na to, że czytelnicy nie będą wielu rzeczy pamiętać, jednak parędziesiąt pierwszych stron dało mi popalić. Mnóstwo imion, których właścicieli nie znam. Mnóstwo zdarzeń, o których nie wiem. Pełno smutku, którego nie rozumiem. Wracając, problem polegał na tym, że jeżeli już coś było wspomniane to musiało mieć jakiś mocny związek z naszymi bohaterami - musiało się jakoś utrwalić w ich głowach, rzadko kiedy więc były to rzeczy przyjemne i radosne.
Styl pisania autorki jest lekki i przyjemny. Uznaję to za pewnik każdej książki romantycznej, która ma poruszyć moje serduszko, więc tak - ten warunek został spełniony całkowicie. Było dużo akcji, jeżeli miałabym porównać tę książkę do jakiejś innej to zdecydowanie strzelałabym w "Na krawędzi nigdy" lub "Morze Spokoju", czyli jedne z moich ulubionych książek, do których uwielbiam powracać. Fabuły są podobne, jednak nie takie same. Nie ma tu oczywistego podobieństwa, lecz jakieś tam fragmenty lub cząstki fabuły są porównywalne. Jedyne czego mi brakowało to ilość stron. Za mało tego. Niecałe 300 stron ma się nijak do 450 - 600, które oferują inne książki z tego gatunku.
Podsumowując, jak dla mnie książkę rzeczywiście warto przeczytać, aczkolwiek nie polecam zaczynania od 2 części. Warto się przygotować na dużą dawkę emocji, więc książka z pewnością trafi do kobiet, które romanse "połykają" w parę wieczorów.
Sztukater.pl Tysiąc żyć czytelnika
Hard Beat. Taniec nad otchłanią
W miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone!
Życie korespondenta wojennego Tannera Thomasa zmienia się bezpowrotnie, gdy podczas jednej z reporterskich wypraw ginie Stella — jego narzeczona, a jednocześnie fotografka, z którą współpracował przez ostatnie dziesięć lat. Targany bólem rzuca się w wir kolejnych niebezpieczeństw, by choć na chwilę zapomnieć o tej stracie. Pomaga mu w tym Beaux Croslyn, nowa partnerka zawodowa, dla której Tanner — z wzajemnością — traci głowę.
Beaux w niczym nie przypomina typowej kobiety. Nie chce rozmawiać o swoich sekretach i nie chce się angażować, ale próbuje przyciągnąć Tannera bliżej, żeby ukryć się we mgle wzajemnego pożądania. Niestety, jej przeszłość zaczyna zagrażać ich relacji, a nawet życiu. Wówczas reporter postanawia za wszelką cenę odkryć prawdę.
Pełna sekretów, namiętności i adrenaliny opowieść o miłości wbrew wszelkim regułom, postanowieniom i obietnicom. Czy Tanner i Beaux mogą liczyć na odrobinę szczęścia?
*Moje odczucia:
Głównym bohaterem powieści jest Tanner Thomas - korespondent wojenny, który zmaga się ze śmiercią swojej partnerki Stelli oraz przyjaciółki. Wiadomo, że śmierć bliskich osób zawsze jest dla nas ciężkim przeżyciem, z którym nie możemy się pogodzić, i wciąż zadajemy pytania: dlaczego? Rzadko kiedy jednak dostajemy na te pytania odpowiedzi. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć scenariusza życia każdego z nas, zawsze pozostanie on dla nas zagadką.
"Ten, kto powiedział,że miłość jest jak wojna, którą łatwo rozpocząć, lecz trudno zakończyć, dobrze wiedział, o czym mówi."
Tanner żeby poradzić sobie ze stratą, rzuca się w wir pracy, która tak naprawdę jest niebezpieczna. Czy ktoś kiedyś z Was postawił się na miejscu reportera? Zastanowił się, co niejednokrotnie musi zrobić, by uzyskać dobry materiał do swojej pracy?
No i jeszcze główna bohatekra Beaux - nowa partnerka w pracy Tannera. To kobieta, która wie czego chce i wie jak sama ma o siebie zadbać. Do romantyzmu jej bardzo daleko. Potrafi być okropnie pyskata, ale na temat swojej przeszłości nie zdradza nic. Co zrobi, kiedy okaże się, że właśnie ta jej przeszłość będzie zagrażać nie tylko jej, ale i Tannerowi?
"Lepiej upaść twardo i roztrzaskać sobie serca na kawałki, a potem odbić się od dna, niż rozpadać się kawałek po kawałku, zrywając kolejne cieniutkie nitki nadziei. "
K. Bromberg po raz kolejny zachwyciła mnie swoją powieścią. Dodatkowo narracja jednoosobowa wywarła na mnie pozytywne wrażenie, ponieważ dzięki niej autorka w pewnym stopniu trzyma postać Beaux w tajemniczości. Odkrywanie na każdej kolejnej stronie powieści prawdy o niej, jest niezwykle interesujące i sprawia, iż nie możemy się doczekać, aż poznamy całą prawdę.
Hard Beat. Taniec nad otchłanią to powieść, która dostarczy Wam istniej mieszanki wybuchowej, jeśli chodzi o emocje. Sceny erotyczne wyzwolą w Was pożądanie oraz pobudzą wyobraźnię. Autorka dopracowała każdy szczegół fabuły, przez co czytelnik nie ma szans na rozczarowanie. Barwne postacie, wciągająca treść, i wiele zagadek sprawi, że miło spędzicie czas z lekturą.
Zachęcam do przeczytania, gdyż warto!
czytaninka.blogspot.com Grażyna Wróbel; 2016-10-17
Psychologia Sprzedaży - droga do sprawczości, niezależności i pieniędzy
Coś czego jeszcze nie było
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, którą można traktować raczej jako poradnik. Jest to bowiem książka Mateusza Grzesiaka, która jest zatytułowana Psychologia sprzedaży. Mateusz Grzesiak to osoba znana w świecie coaching’u oraz sprzedaży. Jest to trener rozwoju osobistego, psycholog, nauczyciel międzynarodowy, prawnik, czyli człowiek-orkiestra. Jest także autorem kilku książek z zakresu psychologii sukcesu, zmiany i relacji, inteligencji emocjonalnej.
Miałam przyjemność czytać jego książkę i zaraz przekonacie się co o niej myślę...
Książka jest – tak jak wspomniałam wyżej – poradnikiem i od początku należy założyć, że pewne kwestie trzeba będzie dokładniej zgłębić. W mojej opinii jest to doskonała książka na poznanie najważniejszych kwestii związanych z opisywaną w niej materią, dzięki czemu zyska się wiele cennych informacji, by później interesujące nas aspekty poznać bardziej dogłębnie.
Sprzedaż jest wszędzie. Każdy z nas sprzedaje w jakiś sposób siebie – za pomocą wizerunku, emocji, opowiadanych historii. Sprzedaż jest wszędzie, a rynki: matrymonialny, gospodarczy, intelektualny, emocjonalny, czy rodzinny nie różnią się od siebie fundamentami, bo każdy z nich opiera się na interakcji między dwoma podmiotami, z których jeden ma ofertę wartości dla drugiego.
Książka podzielona jest na kilka części, które z kolei dzielą się na mniejsze rozdziały, dzięki czemu można dawkować sobie ilość wiedzy do zdobycia i informacji do przyswojenia. Na kartach książki znajdziemy wiele wskazówek i cennych rad, które mogą przydać się nam w naszym prywatnym życiu, a nie tylko zawodowym.
To co ważne, to przede wszystkim to, że książka napisana jest bardzo prostym językiem, który z pewnością przypadnie do gustu każdemu. Jest w całości zrozumiała i nawet osoba, która nie zna za bardzo specjalistycznego języka związanego ze sprzedażą, nie będzie miała z tą książką żadnych problemów.
Mateusz Grzesiak na bazie praktycznej psychologicznej wiedzy, własnego wieloletniego międzynarodowego doświadczenia sprzedażowego i obserwacji najskuteczniejszych specjalistów od handlu opracował uniwersalny model sprzedaży: MasterSales. Jego pierwsza część, czyli Inne Game, tłumaczy zasady budowania wizerunku oraz używania języka ciała w celu zrobienia jak najlepszego wrażenia. Druga część – Relations Game – uczy technik służących do budowania relacji i zaufania, a także określania potrzeb potencjalnego kilenta. Część trzecia – Sales Game – bezpośrednio dotyczy narzędzi zamykających sprzedaż. Każde z tych narzędzi jest tak opisane i zaprezentowane , by nadawało się od razu do zastosowania zarówno przez rasowego handlowca, jak i wszystkich, którzy są świadomi, że sprzedaż jest jedną z najważniejszych umiejętności życiowych.
Podsumowując, książka jest kopalnią wiedzy odnośnie szeroko pojętej sprzedaży. Dla mnie, jako osobie, która dopiero rozpoczyna interesować się tą tematyką jest to świetna pozycja, by poznać podstawowe kwestie i dzięki niej ruszyć dalej, by zgłębiać swoją wiedzę. Moim zdaniem Mateusz Grzesiak podzielił się swoją wiedzą w bardzo przystępny dla czytelnika sposób, dzięki czemu zdobyta wiedza posłuży na długo. W mojej opinii jest to doskonała książka – nie tylko dla osób już obytych z tym tematem – ale może właśnie dla tych, którzy dopiero zaczynają interesować się tym tematem.
Książkę mogę polecić z czystym sumieniem. Jest bardzo lekka i za bardzo nie obciąża czytelnika. Jednak przynosi mu wiele istotnych informacji. W mojej opinii naprawdę warto ją przeczytać.
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, którą można traktować raczej jako poradnik. Jest to bowiem książka Mateusza Grzesiaka, która jest zatytułowana Psychologia sprzedaży. Mateusz Grzesiak to osoba znana w świecie coaching’u oraz sprzedaży. Jest to trener rozwoju osobistego, psycholog, nauczyciel międzynarodowy, prawnik, czyli człowiek-orkiestra. Jest także autorem kilku książek z zakresu psychologii sukcesu, zmiany i relacji, inteligencji emocjonalnej.
Miałam przyjemność czytać jego książkę i zaraz przekonacie się co o niej myślę...
Książka jest – tak jak wspomniałam wyżej – poradnikiem i od początku należy założyć, że pewne kwestie trzeba będzie dokładniej zgłębić. W mojej opinii jest to doskonała książka na poznanie najważniejszych kwestii związanych z opisywaną w niej materią, dzięki czemu zyska się wiele cennych informacji, by później interesujące nas aspekty poznać bardziej dogłębnie.
Sprzedaż jest wszędzie. Każdy z nas sprzedaje w jakiś sposób siebie – za pomocą wizerunku, emocji, opowiadanych historii. Sprzedaż jest wszędzie, a rynki: matrymonialny, gospodarczy, intelektualny, emocjonalny, czy rodzinny nie różnią się od siebie fundamentami, bo każdy z nich opiera się na interakcji między dwoma podmiotami, z których jeden ma ofertę wartości dla drugiego.
Książka podzielona jest na kilka części, które z kolei dzielą się na mniejsze rozdziały, dzięki czemu można dawkować sobie ilość wiedzy do zdobycia i informacji do przyswojenia. Na kartach książki znajdziemy wiele wskazówek i cennych rad, które mogą przydać się nam w naszym prywatnym życiu, a nie tylko zawodowym.
To co ważne, to przede wszystkim to, że książka napisana jest bardzo prostym językiem, który z pewnością przypadnie do gustu każdemu. Jest w całości zrozumiała i nawet osoba, która nie zna za bardzo specjalistycznego języka związanego ze sprzedażą, nie będzie miała z tą książką żadnych problemów.
Mateusz Grzesiak na bazie praktycznej psychologicznej wiedzy, własnego wieloletniego międzynarodowego doświadczenia sprzedażowego i obserwacji najskuteczniejszych specjalistów od handlu opracował uniwersalny model sprzedaży: MasterSales. Jego pierwsza część, czyli Inne Game, tłumaczy zasady budowania wizerunku oraz używania języka ciała w celu zrobienia jak najlepszego wrażenia. Druga część – Relations Game – uczy technik służących do budowania relacji i zaufania, a także określania potrzeb potencjalnego kilenta. Część trzecia – Sales Game – bezpośrednio dotyczy narzędzi zamykających sprzedaż. Każde z tych narzędzi jest tak opisane i zaprezentowane , by nadawało się od razu do zastosowania zarówno przez rasowego handlowca, jak i wszystkich, którzy są świadomi, że sprzedaż jest jedną z najważniejszych umiejętności życiowych.
Podsumowując, książka jest kopalnią wiedzy odnośnie szeroko pojętej sprzedaży. Dla mnie, jako osobie, która dopiero rozpoczyna interesować się tą tematyką jest to świetna pozycja, by poznać podstawowe kwestie i dzięki niej ruszyć dalej, by zgłębiać swoją wiedzę. Moim zdaniem Mateusz Grzesiak podzielił się swoją wiedzą w bardzo przystępny dla czytelnika sposób, dzięki czemu zdobyta wiedza posłuży na długo. W mojej opinii jest to doskonała książka – nie tylko dla osób już obytych z tym tematem – ale może właśnie dla tych, którzy dopiero zaczynają interesować się tym tematem.
Książkę mogę polecić z czystym sumieniem. Jest bardzo lekka i za bardzo nie obciąża czytelnika. Jednak przynosi mu wiele istotnych informacji. W mojej opinii naprawdę warto ją przeczytać.
Sztukater.pl Lucca
Nawyk samodyscypliny. Zaprogramuj wewnętrznego stróża
Jak często zdarzyło się Wam powiedzieć – dzisiaj tego nie zrobię, jutro mam więcej czasu to się spokojnie wyrobię. Nadchodzi jutro i co? Znowu odkładamy nasze zadania i tak dochodzi do tego, że pewnego dnia budzimy się i czeka na nas wiele zadań, z którymi z pewnością się nie wyrobimy na czas. Jednocześnie chcąc odpocząć mamy wyrzuty sumienia, że nie wykonujemy pilnych zadań i narastają nam zaległości. Jak wyrwać się z tego błędnego koła? Pomocne mogą okazać się poradniki, które przygotował dr Niel Flore, a które ukazały się nakładem wydawnictwa One Press – Nawyk samodyscypliny i Nawyk samodyscypliny w pracy.
Książka Nawyk samodyscypliny porusza temat związany z efektywnością pracy, w bardzo ogólny sposób i odnosi się zarówno do naszych codziennych czynności w życiu prywatnym, jak i w pracy. Na wielu przykładach pokazuje, jak zmienić swoje nawyki, by praca była efektywniejsza, nie odkładać zadań na „święte nigdy”, a także by cieszyć się wypoczynkiem bez wyrzutów sumienia (warto pamiętać, że efektywny wypoczynek, sprawiający satysfakcję i rozwijające nasze horyzonty, również korzystnie wpływa na wydajność naszej pracy).
Autor przekonuje nas, że przede wszystkim powinniśmy zmienić podejście do samych siebie. Kolejnym krokiem jest opracowanie odpowiedniego harmonogramu dnia i pozbycie się złych nawyków. No właśnie, ale jak je rozpoznać i sobie z nimi poradzić? W pierwszym rozdziale autor opisuje powody, dla których odkładamy zadania – często okazuje się, że powodem jest to, że boimy się, że nim nie podołamy, a także, paradoksalnie, że nie będziemy mieli na wszystko czasu. Kolejne rozdziały to omówienie sposobów odkładania działań i możliwości radzenia sobie z tym problemem.
W książce znajdziemy ciekawe przykłady na to, jak prosto można zreorganizować swój dzień, by zyskać więcej czasu na efektywne działanie.
Uzupełnieniem wiedzy zawartej w książce Nawyk samodyscypliny jest publikacja Nawyk samodyscypliny w pracy tego samego autora. Tym razem skupia się on na zagadnieniach związanych z efektywnym wykonywaniem zadań w pracy. Początkowo autor przedstawia podstawowe techniki radzenia sobie z problemem odkładania zadań i brakiem samodyscypliny. Kolejne rozdziały podpowiadają, w jaki sposób wyznaczać sobie odpowiednie cele, jak zarządzać czasem, a także gdzie szukać motywacji, koncentrować się na wyznaczonych celach oraz efektywnie komunikować z innymi. Ciekawym rozdziałem jest także ten, w którym poruszona została kwestia zarządzania pracownikami wykazującymi skłonności do odkładania zadań.
Czy metody opisane w tych książkach są skuteczne? Tak jak to z poradnikami tego typu bywa, jedni ocenią je jako niezwykle skuteczne, dla innych będą jedynie wyznacznikiem dla dalszych poszukiwań. Według mnie w obu tych książkach znajduje się kilka porad, które z pewnością ułatwią zarządzanie własnym czasem, a co za tym idzie, zwiększenie własnej efektywności.
Książka Nawyk samodyscypliny porusza temat związany z efektywnością pracy, w bardzo ogólny sposób i odnosi się zarówno do naszych codziennych czynności w życiu prywatnym, jak i w pracy. Na wielu przykładach pokazuje, jak zmienić swoje nawyki, by praca była efektywniejsza, nie odkładać zadań na „święte nigdy”, a także by cieszyć się wypoczynkiem bez wyrzutów sumienia (warto pamiętać, że efektywny wypoczynek, sprawiający satysfakcję i rozwijające nasze horyzonty, również korzystnie wpływa na wydajność naszej pracy).
Autor przekonuje nas, że przede wszystkim powinniśmy zmienić podejście do samych siebie. Kolejnym krokiem jest opracowanie odpowiedniego harmonogramu dnia i pozbycie się złych nawyków. No właśnie, ale jak je rozpoznać i sobie z nimi poradzić? W pierwszym rozdziale autor opisuje powody, dla których odkładamy zadania – często okazuje się, że powodem jest to, że boimy się, że nim nie podołamy, a także, paradoksalnie, że nie będziemy mieli na wszystko czasu. Kolejne rozdziały to omówienie sposobów odkładania działań i możliwości radzenia sobie z tym problemem.
W książce znajdziemy ciekawe przykłady na to, jak prosto można zreorganizować swój dzień, by zyskać więcej czasu na efektywne działanie.
Uzupełnieniem wiedzy zawartej w książce Nawyk samodyscypliny jest publikacja Nawyk samodyscypliny w pracy tego samego autora. Tym razem skupia się on na zagadnieniach związanych z efektywnym wykonywaniem zadań w pracy. Początkowo autor przedstawia podstawowe techniki radzenia sobie z problemem odkładania zadań i brakiem samodyscypliny. Kolejne rozdziały podpowiadają, w jaki sposób wyznaczać sobie odpowiednie cele, jak zarządzać czasem, a także gdzie szukać motywacji, koncentrować się na wyznaczonych celach oraz efektywnie komunikować z innymi. Ciekawym rozdziałem jest także ten, w którym poruszona została kwestia zarządzania pracownikami wykazującymi skłonności do odkładania zadań.
Czy metody opisane w tych książkach są skuteczne? Tak jak to z poradnikami tego typu bywa, jedni ocenią je jako niezwykle skuteczne, dla innych będą jedynie wyznacznikiem dla dalszych poszukiwań. Według mnie w obu tych książkach znajduje się kilka porad, które z pewnością ułatwią zarządzanie własnym czasem, a co za tym idzie, zwiększenie własnej efektywności.
Czytając Iwona; 2016-10-10
Uważność w praktyce. Tradycyjne techniki uważności i medytacji dla współczesnego człowieka
Maciej Wielobób to nauczyciel jogi i medytacji. Nie zachęca do zmiany religii (przytacza cytaty dotyczące różnych religii), a jednocześnie dzieli się z czytelnikami swoją wiedzą oraz zachęca do wykorzystania jej w praktyce. Książka napisana jest lekkim i dostępny językiem, zawiera definicje podstaw jogi, uważności i medytacji. Autor przytacza słowa nauczyciela jogi i filozofii Piotra Marcinowa:
"Uważność kojarzy mi się z mindfulness, które jest angielskim tłumaczeniem sanskryckiego smriti oraz palijskiego sati. Podstawowe znaczenie sati i smriti to również pamięć, która była potrzebna braminom podczas recytacji mantr. (...) Starożytni nie używali pisma, tylko ważne treści zapamiętywali, a następnie je recytowali. Skupiony bramin, recytując długie partie tekstu, wpadał w stan medytacyjny charakteryzujący się wyciszeniem, ujednoliceniem umysłu, energią i radością."
Przyznam, że z niektórymi pojęciami spotkałam się po raz pierwszy. Bardzo pomocne jest oznaczenie tłustym drukiem ważnych tematów, dzięki temu bardzo łatwo jest wrócić i coś odnaleźć.
W kolejnych rozdziałach dowiemy się m.in. wiele na temat czakr, świadomego oddechu i świadomości własnego ciała, mundr, medytacji uważnościowej oraz poznamy żelazne, brązowe, złote i srebrne zasady suwizmu uniwersalnego. Książka zawiera przykładowe ćwiczenia technik medytacji. Autor zwraca uwagę, że "Medytacja ma być sztuką obecności (...) w aktualnym, a nie w wyobrażonym doświadczeniu. (...) Istotą praktyki jest nie to, czy idealnie ją zrealizujemy (...), ale czy będziemy uważni i skoncentrowani."
Warto zwrócić uwagę na słowa błogosławieństwa, które przekazał Panu Maciejowi jego nauczyciel H.J. Witteveen, powtarza się je podczas układania dziecka do spania:
"Dobrego zdrowia, długiego życia, własnego przewodnictwa z góry, dobrobytu, sukcesu, szczęścia i miłości."
Na końcu książki jest miejsce na własne notatki. Moim zdaniem przydałby się jeszcze skorowidz i płyta z nagranymi ćwiczeniami, co ułatwiłoby ich wykonywanie.
Wielkim plusem jest możliwość kontaktu z autorem przez stronę internetową http://maciejwielobob.pl/ lub przez facebook https://www.facebook.com/MaciejWielobobPL?fref=ts .
Książkę czyta się kilka dni, jednocześnie wykonując ćwiczenia. Warto do niej wracać, szukając wyciszenia w dzisiejszym zabieganym świecie. Polecam serdecznie.
"Uważność kojarzy mi się z mindfulness, które jest angielskim tłumaczeniem sanskryckiego smriti oraz palijskiego sati. Podstawowe znaczenie sati i smriti to również pamięć, która była potrzebna braminom podczas recytacji mantr. (...) Starożytni nie używali pisma, tylko ważne treści zapamiętywali, a następnie je recytowali. Skupiony bramin, recytując długie partie tekstu, wpadał w stan medytacyjny charakteryzujący się wyciszeniem, ujednoliceniem umysłu, energią i radością."
Przyznam, że z niektórymi pojęciami spotkałam się po raz pierwszy. Bardzo pomocne jest oznaczenie tłustym drukiem ważnych tematów, dzięki temu bardzo łatwo jest wrócić i coś odnaleźć.
W kolejnych rozdziałach dowiemy się m.in. wiele na temat czakr, świadomego oddechu i świadomości własnego ciała, mundr, medytacji uważnościowej oraz poznamy żelazne, brązowe, złote i srebrne zasady suwizmu uniwersalnego. Książka zawiera przykładowe ćwiczenia technik medytacji. Autor zwraca uwagę, że "Medytacja ma być sztuką obecności (...) w aktualnym, a nie w wyobrażonym doświadczeniu. (...) Istotą praktyki jest nie to, czy idealnie ją zrealizujemy (...), ale czy będziemy uważni i skoncentrowani."
Warto zwrócić uwagę na słowa błogosławieństwa, które przekazał Panu Maciejowi jego nauczyciel H.J. Witteveen, powtarza się je podczas układania dziecka do spania:
"Dobrego zdrowia, długiego życia, własnego przewodnictwa z góry, dobrobytu, sukcesu, szczęścia i miłości."
Na końcu książki jest miejsce na własne notatki. Moim zdaniem przydałby się jeszcze skorowidz i płyta z nagranymi ćwiczeniami, co ułatwiłoby ich wykonywanie.
Wielkim plusem jest możliwość kontaktu z autorem przez stronę internetową http://maciejwielobob.pl/ lub przez facebook https://www.facebook.com/MaciejWielobobPL?fref=ts .
Książkę czyta się kilka dni, jednocześnie wykonując ćwiczenia. Warto do niej wracać, szukając wyciszenia w dzisiejszym zabieganym świecie. Polecam serdecznie.
zaciszelenki.blogspot.com