Recenzje
Joga dla ciała, oddechu i umysłu. Program przywracania równowagi życiowej
W tej książce ważniejszy jest podtytuł, który niesie ze sobą obietnicę: „program przywracania równowagi życiowej”. Porównując datę wydania oryginału (1993) oraz polskiego tłumaczenia (2016) można obawiać się, że książka straciła na wartości. Nic bardziej mylnego. Współczesny człowiek cierpi na brak kontroli nad swoim życiem. Dzień za dniem bezrefleksyjnie wchodzi w utarte koleiny i automatycznie – jak trybik w machinie – wykonuje te same czynności. A. G. Mohan w swojej książce proponuje system naprawczy.
Zdarzają nam się takie momenty, przelotne chwile, kiedy odnosimy wrażenie wewnętrznej równowagi. Wszystko (łącznie z nami) jest na swoim miejscu. Reintegracja według Mohana jest procesem osiągania takiej równowagi. Polega na uzyskaniu klarownego i niezmąconego umysłu, dzięki któremu mamy dostęp do rzeczywistości. Prawdziwe widzenie ludzi, rzeczy i wydarzeń pozwala z kolei na podejmowanie działań prowadzących nas we właściwym kierunku, czyli w stronę równowagi. Według Mohana taki stan reintegracji to właśnie joga. Ten stan nie jest dostępny wyłącznie ascetom, sadhu lub innym wybrańcom. Wszyscy posiadamy wrodzoną zdolność klarownego postrzegania świata. Dlatego Mohan używa terminu reintegracja, bo ten stan jest potencjalnie w każdym z nas. Musimy jedynie oczyścić umysł z tego, co przesłania jasność widzenia i prowadzi do błędów. To tak jakby obserwować świat przez brudne okno. Osiągnięcie reintegracji wymaga wysiłku. Nie zrobi tego za nas nauczyciel, terapeuta, rodzice. Każdy z nas jest jedyną osobą, która może zabrać się za reintegrację siebie samego.
A.G. Mohan (ur. w 1945) jest znanym hinduskim nauczycielem jogi, terapeutą, specjalistą medycyny ajurwedyjskiej, autorem książek. Prawie 20 lat był uczniem T. Krishnamacharyi, któremu książka jest dedykowana i którego przedmowę zawiera. Słowem kluczowym w jego pracy jest równowaga. Stosując narzędzia jogi: asany, pranajamę i medytację osiągamy przemianę odpowiednio na trzech płaszczyznach: ciele, oddechu i umyśle. Wykonując asanę połącz ruch z oddechem i skoncentruj umysł na oddechu pasującym do określonego ruchu. Wtedy ciało, oddech i umysł połączą siły, podejmując jedną aktywność. Taka właśnie integracja jest celem jogi.
Mówi się, że joga jest dla każdego bez względu na wiek, płeć, narodowość, wyznanie czy kondycję psychofizyczną. To prawda, ale aby była skuteczna powinna uwzględniać indywidualne uwarunkowania danej osoby i jej położenie. Mohan podkreśla konieczność dopasowania praktyki do potrzeb każdego ucznia. Celem jogi jest jedność, ale nie jednorodność. Rozmaite osoby różnią się na wielu płaszczyznach. Mają odmienne potrzeby i cele. Różnią się budową ciała i jego kondycją. Mają indywidualne możliwości i ograniczenia. Czas, jaki mogą przeznaczyć na praktykę. Te różnice sprawiają, że praktyka powinna być zindywidualizowana.
Kolejną wartością tej książki jest rozdział o praktycznym zastosowaniu jogi. Terapia jogą skupia się nie na chorobie, lecz na pacjencie. Dolegliwość nie jest analizowana jako zjawisko występujące w oderwaniu od chorego, lecz jest traktowana jako coś, co wynika z charakteru, nawyków i specyfiki jego środowiska. Dlatego tak ważny jest kontakt nauczyciela z uczniem. Dopiero głębokie poznanie ucznia oraz jego przeszłości dostarcza nauczycielowi narzędzi do terapii.
Choć wielokrotnie można odnieść wrażenie, że zdania książki pochodzą ze współczesnych poradników „jak żyć”, to Mohan nie odwołuje się do współczesnej psychologii, lecz swój program opiera na starożytnej filozofii. Chętnie odwołuje się do „Jogasutr” Patanjalego oraz innych starożytnych tekstów. Jednak sens jego słów przypomina współczesnych mówców. Joga nie rozwiąże naszych problemów. Jednak regularna praktyka przemieni nas, aż problem nie będzie dłużej problemem.
Zdarzają nam się takie momenty, przelotne chwile, kiedy odnosimy wrażenie wewnętrznej równowagi. Wszystko (łącznie z nami) jest na swoim miejscu. Reintegracja według Mohana jest procesem osiągania takiej równowagi. Polega na uzyskaniu klarownego i niezmąconego umysłu, dzięki któremu mamy dostęp do rzeczywistości. Prawdziwe widzenie ludzi, rzeczy i wydarzeń pozwala z kolei na podejmowanie działań prowadzących nas we właściwym kierunku, czyli w stronę równowagi. Według Mohana taki stan reintegracji to właśnie joga. Ten stan nie jest dostępny wyłącznie ascetom, sadhu lub innym wybrańcom. Wszyscy posiadamy wrodzoną zdolność klarownego postrzegania świata. Dlatego Mohan używa terminu reintegracja, bo ten stan jest potencjalnie w każdym z nas. Musimy jedynie oczyścić umysł z tego, co przesłania jasność widzenia i prowadzi do błędów. To tak jakby obserwować świat przez brudne okno. Osiągnięcie reintegracji wymaga wysiłku. Nie zrobi tego za nas nauczyciel, terapeuta, rodzice. Każdy z nas jest jedyną osobą, która może zabrać się za reintegrację siebie samego.
A.G. Mohan (ur. w 1945) jest znanym hinduskim nauczycielem jogi, terapeutą, specjalistą medycyny ajurwedyjskiej, autorem książek. Prawie 20 lat był uczniem T. Krishnamacharyi, któremu książka jest dedykowana i którego przedmowę zawiera. Słowem kluczowym w jego pracy jest równowaga. Stosując narzędzia jogi: asany, pranajamę i medytację osiągamy przemianę odpowiednio na trzech płaszczyznach: ciele, oddechu i umyśle. Wykonując asanę połącz ruch z oddechem i skoncentruj umysł na oddechu pasującym do określonego ruchu. Wtedy ciało, oddech i umysł połączą siły, podejmując jedną aktywność. Taka właśnie integracja jest celem jogi.
Mówi się, że joga jest dla każdego bez względu na wiek, płeć, narodowość, wyznanie czy kondycję psychofizyczną. To prawda, ale aby była skuteczna powinna uwzględniać indywidualne uwarunkowania danej osoby i jej położenie. Mohan podkreśla konieczność dopasowania praktyki do potrzeb każdego ucznia. Celem jogi jest jedność, ale nie jednorodność. Rozmaite osoby różnią się na wielu płaszczyznach. Mają odmienne potrzeby i cele. Różnią się budową ciała i jego kondycją. Mają indywidualne możliwości i ograniczenia. Czas, jaki mogą przeznaczyć na praktykę. Te różnice sprawiają, że praktyka powinna być zindywidualizowana.
Kolejną wartością tej książki jest rozdział o praktycznym zastosowaniu jogi. Terapia jogą skupia się nie na chorobie, lecz na pacjencie. Dolegliwość nie jest analizowana jako zjawisko występujące w oderwaniu od chorego, lecz jest traktowana jako coś, co wynika z charakteru, nawyków i specyfiki jego środowiska. Dlatego tak ważny jest kontakt nauczyciela z uczniem. Dopiero głębokie poznanie ucznia oraz jego przeszłości dostarcza nauczycielowi narzędzi do terapii.
Choć wielokrotnie można odnieść wrażenie, że zdania książki pochodzą ze współczesnych poradników „jak żyć”, to Mohan nie odwołuje się do współczesnej psychologii, lecz swój program opiera na starożytnej filozofii. Chętnie odwołuje się do „Jogasutr” Patanjalego oraz innych starożytnych tekstów. Jednak sens jego słów przypomina współczesnych mówców. Joga nie rozwiąże naszych problemów. Jednak regularna praktyka przemieni nas, aż problem nie będzie dłużej problemem.
bosonamacie.pl Julia Butrym-Południewska
Pieśń Dawida
Dawid od dzieciństwa walczył… Jeździł po świecie, wydawał pieniądze i imprezował. Lubił wypić. Był impulsywnym i prowokacyjnym młodzieńcem… Walka stała się jego sensem życia – kształtowała go… Gdy zaginęła jego starsza siostra, kilkukrotnie próbował odebrać sobie życie…
Pojawienie się w jego życiu Mojżesza pozwoliło mu na uporządkowanie swoich emocji. Przyjaźń ta, choć początek miała niecodzienny, stała się początkiem lepszego Taga… W życiu Dawida pojawiła się niewidoma Millie, która kochała go całym sercem, pozwalając mu czuć się bezpiecznym i akceptowanym… do dnia, w którym zniknął… z dnia na dzień… bez słowa…
Po przeczytaniu Prawa Mojżesza nie nastawiałam się na wciągającą lekturę, jednak Pieśń Dawida okazała się niesamowicie wciągająca od pierwszych stron, choć i tutaj nieco emocji mi zabrakło… na początku…
Autorka stworzyła ciekawą historię o Dawidzie. Początkowo sądziłam, że Pieśń Dawida będzie swego rodzaju kontynuacją Prawa Mojżesza… Okazało się, że to właściwie niezależna historia, jedynie powiązana z poprzednią bohaterami… Książka, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością i którą z wielkim żalem odłożyłam na półkę.
I tym razem autorkę należy pochwalić za lekki styl, który sprawia, że historię Taga czyta się szybko… aż za szybko…
Dużym plusem jest także to iż wreszcie są jakieś emocje. Na początku owszem są one opisane okazjonalnie i przechodzą bez większego echa, jednak im dalej, tym jest ich coraz więcej, by zakończenie mogło rzucić na kolana…
Tak jak w przypadku Prawa Mojżesza, tak i Pieśń Dawida podzielona jest na narracje z punktu widzenia dwojga bohaterów – tutaj: Taga i Mojżesza. Przyznam szczerze, że za dużo było Mojżesza… Zdecydowanie wolałabym większą część tej historii poznać z punktu widzenia Dawida, a także nieco z punktu widzenia Millie.
Wątek zniknięcia Taga, a raczej jego powód, był dla mnie mocno przewidywalny. Od samego momentu czułam, dlaczego tak z dnia na dzień próbował zniknąć z życia osób, które kochał, które traktował jak rodzinę. Niemniej jednak sposób, w jaki autorka dawkowała informacje, wprowadzały przyjemne napięcie i sprawiały, że miałam ochotę szybciej poznać rozwiązaniem – czym mam rację, czy też nie…
Bohaterowie Pieśni Dawida, poza tymi, których poznajemy w Prawie Mojżesza, są niesamowicie sympatyczni i interesujący. Niewidoma dziewczyna oraz jej brat z pewnymi dysfunkcjami… Przyznam, że taka paleta osobowości zdecydowanie dodawała magii tej historii. Takiego uroku, którego zabrakło mi w Prawie Mojżesza…
Na wspomnienie również zasługuje okładka. Powtórzę się: w prostocie tkwi piękno. Jestem absolutnie, totalnie zakochana w obu okładkach… choć przyznam… że różowa zawładnęła moim światem (a odkąd pamiętam, nienawidziłam tego koloru!).
Podsumowując: Pieśń Dawida to niezwykła opowieść o miłości i przyjaźni. O porażkach i zwycięstwach… O tym, że po każdym upadku można się podnieść. Że nie ma rzeczy niemożliwych, a są tylko takie, które ciężko wykonać.
To historia, która na długo zapada w pamięć i, która daje do myślenia, zmusza do refleksji… by zastanowić się nad własnym życiem i wartościami, jakimi kierujemy się w życiu…i wyciśnie kilka łez… To też historia o śmierci, która koniec końców czeka każdego z nas…
Koniecznie musicie przeczytać!
Gorąco polecam!
Pojawienie się w jego życiu Mojżesza pozwoliło mu na uporządkowanie swoich emocji. Przyjaźń ta, choć początek miała niecodzienny, stała się początkiem lepszego Taga… W życiu Dawida pojawiła się niewidoma Millie, która kochała go całym sercem, pozwalając mu czuć się bezpiecznym i akceptowanym… do dnia, w którym zniknął… z dnia na dzień… bez słowa…
Po przeczytaniu Prawa Mojżesza nie nastawiałam się na wciągającą lekturę, jednak Pieśń Dawida okazała się niesamowicie wciągająca od pierwszych stron, choć i tutaj nieco emocji mi zabrakło… na początku…
Autorka stworzyła ciekawą historię o Dawidzie. Początkowo sądziłam, że Pieśń Dawida będzie swego rodzaju kontynuacją Prawa Mojżesza… Okazało się, że to właściwie niezależna historia, jedynie powiązana z poprzednią bohaterami… Książka, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością i którą z wielkim żalem odłożyłam na półkę.
I tym razem autorkę należy pochwalić za lekki styl, który sprawia, że historię Taga czyta się szybko… aż za szybko…
Dużym plusem jest także to iż wreszcie są jakieś emocje. Na początku owszem są one opisane okazjonalnie i przechodzą bez większego echa, jednak im dalej, tym jest ich coraz więcej, by zakończenie mogło rzucić na kolana…
Tak jak w przypadku Prawa Mojżesza, tak i Pieśń Dawida podzielona jest na narracje z punktu widzenia dwojga bohaterów – tutaj: Taga i Mojżesza. Przyznam szczerze, że za dużo było Mojżesza… Zdecydowanie wolałabym większą część tej historii poznać z punktu widzenia Dawida, a także nieco z punktu widzenia Millie.
Wątek zniknięcia Taga, a raczej jego powód, był dla mnie mocno przewidywalny. Od samego momentu czułam, dlaczego tak z dnia na dzień próbował zniknąć z życia osób, które kochał, które traktował jak rodzinę. Niemniej jednak sposób, w jaki autorka dawkowała informacje, wprowadzały przyjemne napięcie i sprawiały, że miałam ochotę szybciej poznać rozwiązaniem – czym mam rację, czy też nie…
Bohaterowie Pieśni Dawida, poza tymi, których poznajemy w Prawie Mojżesza, są niesamowicie sympatyczni i interesujący. Niewidoma dziewczyna oraz jej brat z pewnymi dysfunkcjami… Przyznam, że taka paleta osobowości zdecydowanie dodawała magii tej historii. Takiego uroku, którego zabrakło mi w Prawie Mojżesza…
Na wspomnienie również zasługuje okładka. Powtórzę się: w prostocie tkwi piękno. Jestem absolutnie, totalnie zakochana w obu okładkach… choć przyznam… że różowa zawładnęła moim światem (a odkąd pamiętam, nienawidziłam tego koloru!).
Podsumowując: Pieśń Dawida to niezwykła opowieść o miłości i przyjaźni. O porażkach i zwycięstwach… O tym, że po każdym upadku można się podnieść. Że nie ma rzeczy niemożliwych, a są tylko takie, które ciężko wykonać.
To historia, która na długo zapada w pamięć i, która daje do myślenia, zmusza do refleksji… by zastanowić się nad własnym życiem i wartościami, jakimi kierujemy się w życiu…i wyciśnie kilka łez… To też historia o śmierci, która koniec końców czeka każdego z nas…
Koniecznie musicie przeczytać!
Gorąco polecam!
Papierowybluszcz.wordpress.com Michelle; 2016-11-22
Pod samym niebem
Brutalny napad, nieporozumienia, strach i ból Bianki splotły się z jej rozstaniem z Jamesem. Po tych wydarzeniach Bianka nie potrafi odzyskać równowagi i wrócić do normalnego funkcjonowania. Ślady na jej ciele znikają, lecz dusza ciągle pozostaje rozdarta, tęskniąc za pieszczotami i głosem Jamesa. Dziewczyna zdaje sobie sprawę, że wystarczy tylko jedno jego spojrzenie, by ponownie zatraciła się w tych turkusowych oczach, by świat dookoła przestał istnieć… choćby na chwilę…
Po przeczytaniu pierwszej części serii W przestworzach, spodziewałam się po jej kontynuacji czegoś nowego, czegoś, co mnie zaskoczy, wciągnie. A otrzymałam przeciętny erotyk z soft BDSM, bo niby sceny erotyczny były bardziej urozmaicone, bardziej śmiałe, ale zbyt delikatnie ujęte, powiedziałabym, że po macoszemu, zabrakło mi w nich emocji, czegoś, co zadziałałoby na emocjach czytelnika.
W Pod samym niebem irytowała mnie postawa Jamesa. Bardzo zaborczy, zazdrosny, próbujący podchodami wymuszać na Blance pewne decyzje, poprzez nadskakiwanie jej na każdym kroku kupowaniem drogiej biżuterii, ubrań itd. Czy tak zachowuje się kochający mężczyzna? Hmmm… Momentami miałam wrażenie, że facet ma obsesje na punkcie jej posiadania na wyłączność, co oznaką zdrowia z pewnością nie jestem…
Blanka zaś nadal nie do końca wiedziała, czego chce od życia. Niby chciała być z Jamesem, ale „jak taki facet mógłby ją kochać, ale gdyby jednak kochał, to co?”. To jej niezdecydowanie i postawia „głupiutkiej dziewczynki” wielokrotnie mnie irytowała.
I tym razem nie można odmówić autorce lekkiego pióra. Język jest prosty, niewymagający. Książkę czyta się dość szybko, choć jak dla mnie zdecydowanie za mało dialogów, a niektóre opisy – zwłaszcza te dotyczące poszczególnych rozmówczyń – niepotrzebnie przedłużały dany wątek…
Najlepsze zostawiam na koniec… W odniesieniu do całości jest to, jak wspomniałam, przeciętny erotyk, jednak tak, jak to miało miejsce w pierwszym tomie serii, tak i w tym, najciekawsze jest zakończenie, które po raz kolejny sprawia, że chce się wiedzieć, co będzie dalej, jak skończy się ta historia… bowiem ponownie przeszłość i przemoc wkracza w życie Blanki…
Podsumowując: Seria W przestworzach (choć nie znamy jeszcze trzeciego tomu) to z pewnością dobra lektura dla osób chcących wkroczyć w świat erotyków BDSM. Książki nie są wymagające, czyta się je szybko i w bardzo „delikatny” sposób poznaje to, co dzieje się za drzwiami sypialni (i nie tylko) osób lubujących się w tej odmianie seksu…
Po przeczytaniu pierwszej części serii W przestworzach, spodziewałam się po jej kontynuacji czegoś nowego, czegoś, co mnie zaskoczy, wciągnie. A otrzymałam przeciętny erotyk z soft BDSM, bo niby sceny erotyczny były bardziej urozmaicone, bardziej śmiałe, ale zbyt delikatnie ujęte, powiedziałabym, że po macoszemu, zabrakło mi w nich emocji, czegoś, co zadziałałoby na emocjach czytelnika.
W Pod samym niebem irytowała mnie postawa Jamesa. Bardzo zaborczy, zazdrosny, próbujący podchodami wymuszać na Blance pewne decyzje, poprzez nadskakiwanie jej na każdym kroku kupowaniem drogiej biżuterii, ubrań itd. Czy tak zachowuje się kochający mężczyzna? Hmmm… Momentami miałam wrażenie, że facet ma obsesje na punkcie jej posiadania na wyłączność, co oznaką zdrowia z pewnością nie jestem…
Blanka zaś nadal nie do końca wiedziała, czego chce od życia. Niby chciała być z Jamesem, ale „jak taki facet mógłby ją kochać, ale gdyby jednak kochał, to co?”. To jej niezdecydowanie i postawia „głupiutkiej dziewczynki” wielokrotnie mnie irytowała.
I tym razem nie można odmówić autorce lekkiego pióra. Język jest prosty, niewymagający. Książkę czyta się dość szybko, choć jak dla mnie zdecydowanie za mało dialogów, a niektóre opisy – zwłaszcza te dotyczące poszczególnych rozmówczyń – niepotrzebnie przedłużały dany wątek…
Najlepsze zostawiam na koniec… W odniesieniu do całości jest to, jak wspomniałam, przeciętny erotyk, jednak tak, jak to miało miejsce w pierwszym tomie serii, tak i w tym, najciekawsze jest zakończenie, które po raz kolejny sprawia, że chce się wiedzieć, co będzie dalej, jak skończy się ta historia… bowiem ponownie przeszłość i przemoc wkracza w życie Blanki…
Podsumowując: Seria W przestworzach (choć nie znamy jeszcze trzeciego tomu) to z pewnością dobra lektura dla osób chcących wkroczyć w świat erotyków BDSM. Książki nie są wymagające, czyta się je szybko i w bardzo „delikatny” sposób poznaje to, co dzieje się za drzwiami sypialni (i nie tylko) osób lubujących się w tej odmianie seksu…
Papierowybluszcz.wordpress.com Michelle; 2016-11-17
Prawo Mojżesza
Mojżesz będąc bliski śmierci, został porzucony przez matkę-narkomankę kilka godzin po narodzinach w koszu na pranie w pralni Quick Wash. Ona – zmarła kilka dni później, on przeżył. Był dzieckiem z problemami i wyrósł na nastolatka z problemami. Urodziwy i egzotyczny, niespokojny, mroczny i milczący, budzący zarówno lęk, jak i ciekawość. Samotny.
Pewnego lipcowego dnia, osiemnastoletni już Mojżesz zjawia się na farmie rodziców Georgii, by pomagać w codziennych pracach. Był pracowity, energiczny, a zarazem oschły i nieprzenikniony, co przyciągało do niego siedemnastoletnią Georgię i wzniecało fascynację jego osobą, jednocześnie przerażając ją. Wbrew zakazom i ostrzeżeniom, postanowiła się do niego zbliżyć… co było początkiem relacji i wydarzeń pełnych bólu i cierpienia, ale jednocześnie miłości i szczęścia…
Po zapoznaniu się z kilkoma opiniami (nie recenzjami) Prawa Mojżesza i niesłabnącymi zachwytami nad tą książką, poczułam niemiłe rozczarowanie, gdy moje odczucia w trakcie jej lektury były zupełnie inne… I to nie tak, że książka jest całkowicie zła i niewarta, by po nią sięgnąć… sam pomysł na nią jest ciekawy… choć jak dla mnie, zabrakło w niej emocji…
Autorce z pewnością nie można odmówić pomysłowości i wyobraźni. Połączenie obyczajówki z romansem (?), do tego elementy paranormalne i kryminalne… na pierwszy rzut oka – idealny przepis na sukces… Niestety „romans”, jaki zaproponowała Amy Hormon, jest pozbawiony jakichkolwiek emocji… jest totalnie płaski, nijaki… nudny. Czytając fragmenty, w których występowali główni bohaterowie – Mojżesz i Georgia – nie czułam zupełnie nic. Ot, suche opisy, suche dialogi… które po prostu były, nie wnosząc nic, co oddziaływałoby na emocje…
Dopiero gdy losy tych dwojga toczą się w zupełnie różnych kierunkach, czytelnik poznaje życie Georgii i Mojżesza, gdy ci nie mają ze sobą kontaktu, wówczas można dostrzec małe przebłyski emocji. Dostrzec je i poczuć…
Wątek kryminalny, choć ciekawy, zasługiwał na więcej dynamiki, głębi i wyrazistości. Zdarzenia opisane na samym początku książki były nijakie. Ot, „płaski” opis – napadnięta i związana – czytając, nie czułam strachu głównej bohaterki… bardziej czuło się „zwykłość” sytuacji, niż jej „przewidywany” ładunek emocjonalny…
Lepiej ma się sprawa wizji Mojżesza i spraw zaginięć młodych dziewcząt. Tutaj zdecydowanie, było lepiej pod względem i stricte opisów, i odczuć towarzyszących Mojżeszowi.
Przez kilkadziesiąt pierwszych stron, które wynudziły mnie niemiłosiernie, wieje nudą. Czytało mi się je dość ciężko, czasami miała wrażenie, że nic do siebie nie pasuje… że to jakiś miszmasz, który ciężko ogarnąć. Jednak w momencie, w którym na horyzoncie pojawia się ów wątek paranormalny, gdy wychodzą na jaw zdolności Mojżesza, zaczyna się przyjemna i szybka lektura. Opisy są idealne. Dialogi również… jednak cały czas brakuje „wielkich” emocji… Niby jest jakaś głębia, niby poznajemy przemyślenia i odczucia bohaterów, ale nadal jest w tym wszystkim za mało emocji… Emocji takich, które chwytałyby za serca i sprawiły, że słowa spisane przez Amy Hormon szarpałyby wszelkie struny duszy czytelnika… Do czasu zakończenia… Zakończenie to mocna dawna wrażeń. Przyznam, że wzruszyłam się i uroniłam kilka łez… Niemniej w odniesieniu do całości… zdecydowanie za mało emocji…
Bohaterowie Prawa Mojżesza są ciekawie skonstruowanie. Dosyć wyraziści, różnorodni… Z różnymi doświadczeniami z dzieciństwa, radzący sobie na swój sposób z emocjami, uczuciami i otaczającym ich światem. Z pewnością są to bohaterowie, z którymi można się utożsamić, którzy mają złe i dobre oblicza… takie jak większość ludzi otaczających nas na co dzień.
Na koniec muszę wspomnieć o okładce. Prostota i piękna – połączenie idealne. A do tego ma ten urok, ten czar, który nie pozwala przejść obok niej obojętnie…
Podsumowując: Prawo Mojżesza to dość nieszablonowa lektura. Ciężko zaklasyfikować ją do konkretnego gatunku i równie ciężko przelać emocje i odczucia, towarzyszące tej lekturze, na papier.
Nie nazwałabym tej książki romansem, bo nie mogłam „tego” w niej odnaleźć… Może gdzieś pod sam koniec zabarwiła się nieco pod tym kątem, ale to zdecydowanie za mało, by nim była. Fantastyka, kryminał? Wątek paranormalny, co prawda na to wskazuje, ale jest on dodatkiem do wydarzeń opisanych na kartach Prawa Mojżesza… tak jak zabarwienie kryminalne… Więc czym jest ów Prawo Mojżesza?
Jest ciekawą opowieścią o losach dwójki młodych ludzi, którzy zostali mocno doświadczeni przez życie… To poniekąd historia miłości, która musi pokonać wiele przeszkód, by móc w pełni rozkwitnąć. To także historia pełna bólu, straty, braku zrozumienia, strachu… A przede wszystkim, opowieść o życiu i śmierci…
Pozostaje pytanie, czy warto sięgnąć po Prawo Mojżesza? Początkowo uważałam, że polecanie jej byłoby błędem, jednak po ochłonięciu i w trakcie pisania recenzji, doszła, do wniosku, że warto… Warto sięgnąć po tę książkę. Warto poznać historię Mojżesza i Georgii, historii, która może przydarzyć się każdemu…
Pewnego lipcowego dnia, osiemnastoletni już Mojżesz zjawia się na farmie rodziców Georgii, by pomagać w codziennych pracach. Był pracowity, energiczny, a zarazem oschły i nieprzenikniony, co przyciągało do niego siedemnastoletnią Georgię i wzniecało fascynację jego osobą, jednocześnie przerażając ją. Wbrew zakazom i ostrzeżeniom, postanowiła się do niego zbliżyć… co było początkiem relacji i wydarzeń pełnych bólu i cierpienia, ale jednocześnie miłości i szczęścia…
Po zapoznaniu się z kilkoma opiniami (nie recenzjami) Prawa Mojżesza i niesłabnącymi zachwytami nad tą książką, poczułam niemiłe rozczarowanie, gdy moje odczucia w trakcie jej lektury były zupełnie inne… I to nie tak, że książka jest całkowicie zła i niewarta, by po nią sięgnąć… sam pomysł na nią jest ciekawy… choć jak dla mnie, zabrakło w niej emocji…
Autorce z pewnością nie można odmówić pomysłowości i wyobraźni. Połączenie obyczajówki z romansem (?), do tego elementy paranormalne i kryminalne… na pierwszy rzut oka – idealny przepis na sukces… Niestety „romans”, jaki zaproponowała Amy Hormon, jest pozbawiony jakichkolwiek emocji… jest totalnie płaski, nijaki… nudny. Czytając fragmenty, w których występowali główni bohaterowie – Mojżesz i Georgia – nie czułam zupełnie nic. Ot, suche opisy, suche dialogi… które po prostu były, nie wnosząc nic, co oddziaływałoby na emocje…
Dopiero gdy losy tych dwojga toczą się w zupełnie różnych kierunkach, czytelnik poznaje życie Georgii i Mojżesza, gdy ci nie mają ze sobą kontaktu, wówczas można dostrzec małe przebłyski emocji. Dostrzec je i poczuć…
Wątek kryminalny, choć ciekawy, zasługiwał na więcej dynamiki, głębi i wyrazistości. Zdarzenia opisane na samym początku książki były nijakie. Ot, „płaski” opis – napadnięta i związana – czytając, nie czułam strachu głównej bohaterki… bardziej czuło się „zwykłość” sytuacji, niż jej „przewidywany” ładunek emocjonalny…
Lepiej ma się sprawa wizji Mojżesza i spraw zaginięć młodych dziewcząt. Tutaj zdecydowanie, było lepiej pod względem i stricte opisów, i odczuć towarzyszących Mojżeszowi.
Przez kilkadziesiąt pierwszych stron, które wynudziły mnie niemiłosiernie, wieje nudą. Czytało mi się je dość ciężko, czasami miała wrażenie, że nic do siebie nie pasuje… że to jakiś miszmasz, który ciężko ogarnąć. Jednak w momencie, w którym na horyzoncie pojawia się ów wątek paranormalny, gdy wychodzą na jaw zdolności Mojżesza, zaczyna się przyjemna i szybka lektura. Opisy są idealne. Dialogi również… jednak cały czas brakuje „wielkich” emocji… Niby jest jakaś głębia, niby poznajemy przemyślenia i odczucia bohaterów, ale nadal jest w tym wszystkim za mało emocji… Emocji takich, które chwytałyby za serca i sprawiły, że słowa spisane przez Amy Hormon szarpałyby wszelkie struny duszy czytelnika… Do czasu zakończenia… Zakończenie to mocna dawna wrażeń. Przyznam, że wzruszyłam się i uroniłam kilka łez… Niemniej w odniesieniu do całości… zdecydowanie za mało emocji…
Bohaterowie Prawa Mojżesza są ciekawie skonstruowanie. Dosyć wyraziści, różnorodni… Z różnymi doświadczeniami z dzieciństwa, radzący sobie na swój sposób z emocjami, uczuciami i otaczającym ich światem. Z pewnością są to bohaterowie, z którymi można się utożsamić, którzy mają złe i dobre oblicza… takie jak większość ludzi otaczających nas na co dzień.
Na koniec muszę wspomnieć o okładce. Prostota i piękna – połączenie idealne. A do tego ma ten urok, ten czar, który nie pozwala przejść obok niej obojętnie…
Podsumowując: Prawo Mojżesza to dość nieszablonowa lektura. Ciężko zaklasyfikować ją do konkretnego gatunku i równie ciężko przelać emocje i odczucia, towarzyszące tej lekturze, na papier.
Nie nazwałabym tej książki romansem, bo nie mogłam „tego” w niej odnaleźć… Może gdzieś pod sam koniec zabarwiła się nieco pod tym kątem, ale to zdecydowanie za mało, by nim była. Fantastyka, kryminał? Wątek paranormalny, co prawda na to wskazuje, ale jest on dodatkiem do wydarzeń opisanych na kartach Prawa Mojżesza… tak jak zabarwienie kryminalne… Więc czym jest ów Prawo Mojżesza?
Jest ciekawą opowieścią o losach dwójki młodych ludzi, którzy zostali mocno doświadczeni przez życie… To poniekąd historia miłości, która musi pokonać wiele przeszkód, by móc w pełni rozkwitnąć. To także historia pełna bólu, straty, braku zrozumienia, strachu… A przede wszystkim, opowieść o życiu i śmierci…
Pozostaje pytanie, czy warto sięgnąć po Prawo Mojżesza? Początkowo uważałam, że polecanie jej byłoby błędem, jednak po ochłonięciu i w trakcie pisania recenzji, doszła, do wniosku, że warto… Warto sięgnąć po tę książkę. Warto poznać historię Mojżesza i Georgii, historii, która może przydarzyć się każdemu…
Papierowybluszcz.wordpress.com Michelle; 2016-11-20
Prawo Mojżesza
Ostatnio wpadałam w mały czytelniczy szał i pomimo braku czasu spowodowanego pracą, uczelnią i dojazdami czytam jak na te warunki całkiem sporo. „Prawo Mojżesza” kusiło mnie już przez długi czas, lecz mój egzemplarz tajemniczo zaginął na poczcie… Kiedy ostatecznie dostałam paczkę, nie mogłam dłużej czekać i zabrałam się za czytanie. Pochłonęłam książkę o ile się nie mylę w dwa dni, bo gdy ją zaczęłam, to nie potrafiłam się oderwać. Przedstawiona historia dzieli się na dwie części: „przed” i „po”, ale jak już zaczniecie czytać, to nie psujcie sobie przyjemności i nie podglądajcie. W całej fabule znaczącą rolę odgrywa zaskoczenie czytelnika i uwierzcie mi, po przeczytaniu pierwszej części nie spodziewałam się, że znajdę w drugiej to, co znalazłam. Amy Harmon zagrała na moich uczuciach w brutalny sposób, a prologiem przygotowała mnie na całkiem inną historię. Z okładki nie dowiecie się o tej książce za wiele, ja też nie chcę za wiele zdradzać. Nawet jeśli nie lubicie smutnych historii (ja też za nimi nie przepadam), to ta książka, moim zdaniem, pod pewnymi względami kończy się happy endem, ale najlepiej przekonać się o tym samemu.
Główna akcja rozgrywa się w typowym miasteczku w stanie Utah. W Levan każdy zna siedemnastoletnią Georgię, która wiedzie spokojne życie na farmie wraz z rodzicami i każdy zna Mojżesza, dziecko które znaleziono w koszu na pranie, gdy porzuciła go matka narkomanka. Dziewczyna jest nim zafascynowana, nieustannie próbuje zwrócić na siebie jego uwagę, ale Mojżesz nie jest taki jak inni. Ma sekret, który może zmienić wszystko, a później już nic nie będzie takie samo. Mimo wszelkich ostrzeżeń Georgia sprawia, że ich los na zawsze zostaje połączony, niestety nic nie trwa wiecznie. Będą musieli zmierzyć się z wieloma problemami, z tymi które same spowodowali i z tymi, które zrzucili na nich inni.
Główna akcja rozgrywa się w typowym miasteczku w stanie Utah. W Levan każdy zna siedemnastoletnią Georgię, która wiedzie spokojne życie na farmie wraz z rodzicami i każdy zna Mojżesza, dziecko które znaleziono w koszu na pranie, gdy porzuciła go matka narkomanka. Dziewczyna jest nim zafascynowana, nieustannie próbuje zwrócić na siebie jego uwagę, ale Mojżesz nie jest taki jak inni. Ma sekret, który może zmienić wszystko, a później już nic nie będzie takie samo. Mimo wszelkich ostrzeżeń Georgia sprawia, że ich los na zawsze zostaje połączony, niestety nic nie trwa wiecznie. Będą musieli zmierzyć się z wieloma problemami, z tymi które same spowodowali i z tymi, które zrzucili na nich inni.
instagram.com kolejnyksiazkowy