Recenzje
Filozofia Kaizen. Małymi krokami ku doskonałości
13 lekcji jogi
Na świecie można spotkać bardzo różnych ludzi. Jedni wolą spędzać czas na pielęgnacji ogrodu, inni w modnej kawiarni, a jeszcze inni w pracy. Niektórzy ćwiczą na siłowni, inni chodzą na basen, a jeszcze inni siedzą przed telewizorem. Ale coraz więcej ludzi... ćwiczy jogę. Dlaczego? Może to dziwne, ale joga wbrew obiegowej opinii jest dostępna dla wszystkich: grubych, chudych, energicznych i flegmatycznych, zabieganych i niechętnie uprawiających sport, elastycznych i sztywnych. A także dla tych, którzy mają problemy ze zdrowiem. Autorka tej książki twierdzi, że joga zawsze przynosi ze sobą pozytywne zmiany, dotyczące nie tylko zdrowia i samopoczucia, ale także myślenia i życia. Na własnym przykładzie opisuje procesy, które towarzyszą ćwiczeniom, inspiruje, proponuje różne rozwiązania, zachęca do systematycznych praktyk. Jej celne rady przydadzą się zwłaszcza początkującym, a opisy pozycji jogi ułatwią samodzielne ich wykonywanie. Książka wzbogacona jest także o jej przepisy na energetyczne potrawy. Napisana z humorem i życzliwością pomoże przetrwać niejeden kiepski dzień. Oczywiście książka nie zastąpi realnego działania, czyli po prostu wybrania się do szkoły jogi i praktykowania, ale może wspaniale uzupełnić Twoje ćwiczenia i zwiększyć Twoje zaangażowanie.
Najpierw książka, potem mata i do dzieła!
To moje pierwsze spotkanie z tą autorką oraz z jogą.
To książka kalendarz, świetna sprawa!!
Jest podzielona na 13, a nie na 12 miesięcy, bo to kalendarz księżycowy. W tym roku mamy 13 miesięcy księżycowych(po 28 dni)
Jeden rozdział książki to jeden miesiąc.Każdy miesiąc zakończony jest pracą domową, dziennikiem oraz przepisem!!
Joga - to system ćwiczeń relaksujących ciało i umysł. Jej uprawianie nie tylko przyczynia się do świetnej kondycji, ale powoduje również wzrost odporności psychicznej i lepszą koncentrację. Praktykowano ją w północnych Indiach już cztery tysiące lat temu.
Pierwszy rozdział poświęcony jest gadżetom. Kolejne to decyzja i wybór nauczyciela. Co druga osoba, która praktykuje jogę, chce zostać nauczycielem jogi i połowa z nich nimi zostaje. Są również rozdziały o strachu, bólu i kryzysie.Trzeba to zaakceptować. Bo gdy jest trudniej niż na początku, to oznacza tylko to, że przechodzimy do kolejnego poziomu.
Autorka cudownie napisała o jodze, o jej zastosowaniu w naszym życiu. Opisała również swoje zmagania z trudnymi sytuacjami. Czasami trzeba być wojowniczką, by walczyć o swoje i nigdy się nie poddawać. By pokonać ból czy zniechęcenie i uparcie dążyć do celu.
Na końcu będzie zmiana na lepsze! Bo joga to nie tylko nasz wybór, ale sztuka życia!!! Joga to system ćwiczeń obejmujących ciało, umysł i ducha. Humor oraz życzliwość, jaka płynie z tej książki zachęci każdego i niejedną osobę zmotywuje. Polecam!
Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie
Szef, który ma czas. Ewolucja zarządzania - dziennik budowy turkusowej firmy
Prowadząc własny biznes, borykamy się z wieloma problemami. Czasami brakuje nam siły roboczej, czasem pracownicy coś przeskrobią, gdzieś nastąpi opóźnienie w dostawie, w innym momencie zabraknie płynności finansowej. To jednak są drobiazgi, najczęściej bowiem brakuje nam po prostu czasu. Doba jest za krótka, godziny uciekają jedna po drugiej, a my nie wiemy, w co włożyć ręce. Najgorsze, że sytuacja ta nie jest związana ze złą organizacją czasu pracy, ale ze złym zarządzaniem i podejściem do kierowania kadrą.
Wypalić się zawodowo jest łatwo
Jest w Warszawie duży sklep internetowy, którego właściciel nie ufa swoim pracownikom. Każdy z nich, niezależnie czy nowy, czy też starszy stażem, to potencjalna konkurencja, osoby, których trzeba ciągle pilnować i patrzeć im na ręce. Co z tego, że jego sklep przynosi zyski, jeśli jego codzienność ogranicza się do bezustannego kontrolowania pracowników, a zarządzanie kadrami wydaje się być metodą kija, gdyż marchewki w niej chyba nigdy nie było. Rotacja pracowników w tym miejscu jest ogromna, a co za tym idzie, mniej więcej co 3-4 miesiące odbywa się nabór, przeprowadzane są kolejne rozmowy, a właściciel traci czas na spotkania z kandydatami i ich lustrowanie. W całym biznesie zapomniał o jednej zasadzie. To dobre życie może przynieść sukces i pieniądze, a nie odwrotnie. Co z tego, że mamy pełno kasy, gdy każdego dnia borykamy się z pracownikami, nie ufamy nikomu, a sukces zawodowy nas wypala, zamiast motywować do dalszej pracy?
Andrzej Jeznach, przy współpracy z Wojciechem Eichelbergerem, postanowił pokazać, jak wygląda ewolucja zarządzania. W książce Szef, który ma czas. Ewolucja zarządzania – dziennik budowy turkusowej firmy dostajemy historię firm, które zdecydowały się zbudować zarządzanie na „turkusie”. Co to znaczy?
Podobno firma nie potrzebuje zarządcy. Dobrze prowadzona działalność to nie tylko sieć połączeń, w której każdy pracownik ma swoje miejsce i pole do decyzji. Oczywiście, nadal pojawia się osoba, która stoi gdzieś na górze, ktoś, kto przejmuje stery podczas nieobecności zarządu, ale jest ona bardziej „trenerem” służącym dobrą radą niż stojącym z batem złym ekonomem.
Usuwanie barier
Płaska hierarchia to bardzo ważna rzecz w zarządzaniu. Nawet tak konserwatywne linie jak niemiecka Lufthansa zdecydowały się na to, że piloci zwracają się do siebie per ty. Dlaczego? Z tego powodu, że kiedy jesteś na „ty”, łatwiej jest otwarcie się komunikować, znika bariera hierarchii, rangi. Udowodniono statystycznie, że wypadkowość jest najwyższa w krajach o historycznie ugruntowanej autorytatywnej strukturze komunikacji, jak Chiny czy Indie, a także Rosja. Dzieje się tak, ponieważ nikt nie kwestionuje w tych krajach decyzji wyższych stopniem osób, nawet jeśli decyzje te są błędne lub po prostu głupie.
Oddawanie władzy
Będąc szefem i spotykając się z klientami, to zawsze my będziemy „odpowiedzialni za zadanie”. Musimy nauczyć się oddawać władzę, przekazywać ją osobom, które u nas pracują. Jeśli oddamy projekt pracownikowi, upoważnimy go do podejmowania decyzji, damy narzędzia do pracy, to będziemy mieć czas na pozyskiwanie kolejnych klientów, zlecenia, czy nawet wypad na golfa. Jakby trywialnie to nie brzmiało, tak właśnie jest. Musimy przestać myśleć, że sami wszystko zrobimy najlepiej. Po to mamy pracowników, po to wydajemy pieniądze na outsourcing, aby ściągnąć część obowiązków z naszych pleców.
Jeden z szefów opisywanych w książce mówi:
Stworzyliśmy zespoły, w których wszyscy robią wszystko, w zależności od bieżących potrzeb. Zespoły zajmują się poszukiwaniem nowych klientów, projektowaniem wyrobów, przygotowywaniem technicznym projektów, pertraktacjami z klientem, uzgodnieniami z dostawcami, logistycznym planowaniem i wysyłką dostaw. Jeśli zachodzi potrzeba, np. w magazynie są problemy z czasem, pomagają i w konfekcjonowaniu, i w pakowaniu towaru.
Co w takim razie ma robić szef? Szef, zarząd, tzw. wyższy management, ma prowadzić. Ma być przywódcą, a nie zarządcą. Przykładem może być magazyn. Posiadanie wykształcenia wyższego nie sprawia, że lepiej ułożymy kartony i palety na przeznaczonej do tego typu powierzchni. Po co zarząd ma brać udział w decyzji, którą może podjąć osoba zarządzająca magazynem i zrobi to znacznie lepiej? Większość postanowień zarządu w proponowanym przez autorów rozwiązaniu opiera się na radach szeregowych pracowników, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach.
Pełna demokracja?
Książka "Szef, który ma czas. Ewolucja zarządzania – dziennik budowy turkusowej firmy" to pozycja, w której znajdziemy więcej beletrystyki niż książki naukowej. To jednak wychodzi jej na dobre. Poszczególnie zagadnienia dotyczące zarządzania poparte są opowieściami i przykładami z istniejących firm. Czasami wydaje się, że są one nierealne i zastanawiamy się, jak to możliwe, że tego rodzaju biznesy istnieją i mają się dobrze. Odpowiedź na to pytanie pojawia się w książce. Pozycja przydatna dla każdego szefa zarządzającego dowolnej wielkości zespołem.
Dręczyciel
Ręcznie!
Tak niegdyś śpiewał kabaret Starszych Panów. Tekst ten wpasowuje się idealnie w klimat tej książki. O dręczeniu, męczeniu i wszelkiego rodzaju poniewieraniach tu mowa... tylko, czy fajnie było o tym czytać?
Tate niemal od dzieciństwa przyjaźniła się z Jeardem. Zawsze trzymali się razem, mieszkali blisko siebie i wspólnie spędzali każdy wolny dzień. Jednak nieoczekiwanie w zachowaniu Jareda wszystko się zmieniło. Stał się opryskliwy, nieprzyjemny i rozpuszczał bolesne i krzywdzące plotki o głównej bohaterce. Co wpłynęło na takie zachowanie bohatera? Czy tych dwoje jeszcze ma szansę odbudować swoje relacje?
Część techniczna
Książka napisana jest w pierwszoosobowej narracji. Dostajemy prolog, sytuację, która miała miejsce rok przed faktycznym wydarzeniem — przed wyjazdem do Francji, pierwszy rozdział dzieje się już po powrocie głównej bohaterki z rocznej podróży. Język, jakim jest napisana książka, jest prosty, łatwy w odbiorze. Autorka chciała trafić do młodzieży, stąd też lekki styl pisania.
Fabuła
Sam pomysł na fabułę uważam za oryginalny. Przedstawienie głównych bohaterów jako prawdziwych, niepohamowanych wrogów było dobrym posunięciem. Tylko już wyjaśnienie tej wrogości między postaciami było odrobinę wymuszone i odrealnione. O ile jestem w stanie zrozumieć, że młodymi ludźmi potrafią rządzić hormony i rozmaite wewnętrzne burze, o tyle nie jestem w stanie zaakceptować takiego zachowania ze strony, wydawać by się mogło, niemal dorosłych osób. Bohaterowie zwyczajnie coś sobie ubzdurali w głowach, nie wyjaśnili zaistniałej sytuacji między sobą, tylko postanowili robić sobie na złość i nie może tu być mowy o głupiutkich dowcipach, jak dla mnie to było zwyczajne znęcanie się psychiczne głównego bohatera nad bohaterką. Dla mnie ta historia powinna mieć finał w sądzie.
Romans
Budowa wątku miłosnego jest wręcz absurdalna. Jestem w stanie zrozumieć powiedzenie, kto się czubi, ten się lubi, ale są chyba w tym gdzieś jakieś granice dobrego smaku i gustu. Zaufanie to podstawa związku, a tutaj nie ma mowy o zaufaniu, kiedy jedna ze stron zamieniła twoje życie w koszmar i odcięła zupełnie od uciech w towarzystwie rówieśników. To szkalowanie przez niemal całą szkołę średnią było dla mnie nie do przyjęcia, nie mogę uwierzyć, że na takiej relacji można zbudować związek, ja tego nie kupuję, nie wzbudziło to we mnie żadnych emocji, nie wypełniło mojego serca ciepłem i nie przekonało do siebie. Dla mnie ta historia była zupełnie odrealniona, nawet w drobnym szczególe nie łączyła się z zewnętrznym światem. Myślałam, że autorka chociaż w racjonalny i wiarygodny sposób wyjaśni nam zachowania Jareda, ale tego też zabrakło. Przyczyny zachowania głównego bohatera, jakie usiłuje nam przekazać autorka, są dla mnie wyssane z palca i wymyślone wręcz na prędko na kolanie.
Może wy się ze mną nie zgodzicie? Może was ten wątek wciągnie i dostrzeżecie w nim coś, czego ja nie dostrzegam.
Emocje
W tej książce niemal nie istnieją, a dla mnie książka wypłukana z emocji, jest nic niewarta. Był moment, epizod z przeszłości głównego bohatera, w którym autorka starała się wpłynąć na emocje czytelnika, wzbudzić współczucie. Jednak nie złamałam się, było to zbyt powierzchowne, tylko powiedziane, wręcz suche. Budowa głównego bohatera miała potencjał, mogło wyjść naprawdę dobrze, jednak wytłumaczenie jego zachowania psuje wszystko, co wcześniej się wyklarowało. Umiejętność przelewania uczuć na papier to coś, czego nie da się wyuczyć w najlepszych szkołach, to dar, który albo się posiada, albo nie. Oczywiście emocjonalność książki zależy od osobistego odbioru, dla mnie nie było emocji żadnych, autorka mnie nie ujęła, ale może wy poczujecie jakieś ukłucia, wzruszenia, które dla mnie były nic niewarte?
Dręczyciel to lekka, niezobowiązująca książka. Czyta się ją niemal błyskawicznie, ale nie oznacza to jeszcze, że jest dobra. Ja nie kupuję tej historii, nie odnajduję siebie w niej. Tym razem jestem zawiedziona, bo myślałam, że trafię na naprawdę dobrą młodzieżówkę podszytą problemami młodych ludzi, a dostałam opowieść z zupełnie zmarnowanym potencjałem.