Recenzje
Kurza twarz! Przeklinanka kolorowanka antystresowa
2017/03/28 "Ja pierdziu", "jasny gwint", "motyla noga" "ty małpo jedna!", "pies ci mordę lizał" - czyli frustracja dla kulturalnych. Przedstawimy antystresową kolorowankę - przeklinankę dla dorosłych! fot. degustatorka.blogspot.com i Joanna Cypriak Vel Czupryniak/Facebook Masz czasem ochotę rzucić grubszym słowem, obrazić się na świat i trzasnąć drzwiami?A może lepiej, pokolorować? To fantastyczny sposób na odstresowanie - jednocześnie klniesz, na czym świat stoi i spoglądasz na dowcipne i inteligentne rysunki.
Sprawdź, jak może wyglądać ilustracja do ?Kurde balans? albo do ?Pies ci mordę lizał?, a złość przejdzie Ci w okamgnieniu! - zapewniają wydawcy.
INSTRUKCJA OBSŁUGI według autorki - ?Kurza twarz? jest prosta w użyciu. Kolorujesz, klnąc pod nosem, głośno lub w myślach. Możesz nie kolorować. Możesz nie kląć. Możesz to robić lub nie, sam albo w towarzystwie. Strony z zadaniami nie są obowiązkowe. Strony w części filmowej mogą Cię wkurzyć, jeżeli nie wiesz, z jakiego filmu pochodzi czytany tekst. Wtedy krzycz, wtedy klnij. Możesz również nie krzyczeć. Chyba tak. Kolorować jednak powinieneś. Lub nie ? mówi Joanna Czupryniak, autorka kolorowanki.
Jeśli chodzi o rysunki, to zdecydowana większość w kreatywny sposób ilustruje te wszystkie powiedzonka.
- Trzeba naprawdę pomysłowo podejść do sprawy, żeby pokazać za pomocą rysunku ?na psa urok? lub ?ch?? bombki strzelił?, prawda? - pisze Paulina, autorka bloga ?Pożeram strony?.
Autorka nie skończyła wyłącznie na zwykłych kolorowankach. Przygotowała również kilka osobliwych ?zadań".
- I tutaj na przykład musimy wkleić fotografię kogoś, kogo uważamy za starą świnię lub uzupełnić dane osobowe... zboczeńca. A wszystko to, po co, by sobie zwyczajnie ulżyć ? dodaje blogerka.
Na końcu kolorowanki znalazł się także dodatek dla kinomanów, rysunki z kultowymi tekstami typu: ?nasi tu byli? lub ?nie chce mi się z tobą gadać".
Podsumowując, czekają na Was 104 strony zabawy z przeklinaniem. Strony, które na pewno Wad odstresują. Nic tylko malować i przeklinać. Cudo! - pisze Paulina.
Kolorowanka ukazała się nakładem wydawnictwa Septem.
Joanna Czupryniak to slawistka z wykształcenia i artystka z wyboru. Polska ilustratorka, rysowniczka i projektantka modowa. Matka dwóch córek, właścicielka kota.
Jej rysunki zdobią ściany domów, mieszkań, szałasów, lepianek na wielu kontynentach. Autorka pokręconej kolorowanki ?Koty dziwaki? oraz murali w kilku instytucjach i lokalach prywatnych. Niekarana. Wiele lat temu otrzymała od znajomych przydomek ?Star", który pochodzi od panieńskiego nazwiska Starościak.
www.instagram.com/katherine_the_bookworm/ SABINA BORSZCZ
Indonezja. Po drugiej stronie raju
Selamat siang - dzień dobry. Tak mogłaby się przywitać z Państwem Autorka książki wydanej przez śląskie Bezdroża pod wymownym tytułem Indonezja. Po drugiej stronie raju". Z demonstracyjnego egzemplarza, którego lekturę tyle co zakończyłam, niewiele mogę się o Annie Jaklewicz dowiedzieć.Ma ok. 30 lat i nad życiową stabilizację ? jak dotąd ? przedkłada życie, o którym pisze: "Wszędzie na chwilę, nigdzie na stałe, [niemal zawsze] z biletem w jedną stronę".
"Indonezja. Po drugiej stronie raju" to zapis Jej dziewięciomiesięcznej podróży rozpoczętej jesienią 2016 roku. Bule Jaklewicz czyli "biała", obca wybiera kilka spośród ogromnej masy indonezyjskich wysp i są to najczęściej te, które "ledwo zaznaczono na mapach kropką". Sulawesi, Sampela, Wyspy Korzenne, Bugijczycy i lud Bajo, Tarajowie i plemie Wana ? pięć miejsc, pięć ludów, pięć rozdziałów i idea: Pokazać skrawek tego 250 milionowego kraju i jego prawdziwe oblicze, które kruszy lukrowany pocztówkowy stereotyp pięknych plaż z palmami i równie pięknych, uśmiechniętych i niezmiennie życzliwych ludzi.
W rozdziale I poznajemy przedstawicieli tzw. piątej płci, czyli bissu. "Są i kobietą , i mężczyzną, choć żadnym z nich"(?!) i choć to całkiem zagmatwane, dla wyjaśnienia ? odsyłam do książki. Bissu czyli szamani, to pośrednicy między ludźmi, duchami i bogami. Za ich przyczyną wkraczamy w głąb świata bugijskich wierzeń, uczestniczymy w obchodach święta mappalili przypadającego na początek pory deszczowej, którego głównym bohaterem jest? święty pług!
Rozdział II przenosi nas na wyspę Sampela, do wioski ludu Bajo, "której nie ma na mapach". To zaledwie kilkanaście domów na palach, kilka drewnianych pomostów zamiast ulic, tubylcy i ONA - jedyna biała. Wokół rafy koralowe ustępujące rozmiarami tylko tej wielkiej u wybrzeży Australii, nietrudno więc się domyślić, z czego żyją morscy cyganie, czyli wg słów legendy ludzie-ryby lepiej widzący pod wodą niż na lądzie! Autorka przybywa tu, by wyprawić się na cumi-cumi czyli kałamarnice, by zbierać małże i trepangi oraz szukać cari gurita czyli ośmiornic.
W kolejnym rozdziale przenosimy się na Wyspy Korzenne, skąd pochodzi gałka muszkatołowa i goździki. Jaklewicz przybywa tu, by ? jak pisze ??tropić historię i szukać europejskich śladów?.
W rozdziale IV odwiedzimy za Autorką wioskę Lempo Sengbua, którą zamieszkuje lud Torajów. Jaklewicz dostaje propozycję noclegu w jednym pokoju z? trumną dziadka ( i dziadkiem - zmarłym! - w trumnie!!!), który na swój pogrzeb czekał kilka lat! I tylko dla Europejczyka to propozycja szokująca, bowiem Torajowie wyznają filozofię, iż wokół śmierci kręci się całe życie, a pogrzeby są ważniejsze niż wesele. Lud Torajów i ich życie wespół ze zmarłymi krewnymi pod jednym dachem pokazała w jednym ze swych programów podróżniczych Martyna Wojciechowska, zainteresowanych odsyłam więc do Jej cyklu ?Kobieta na końcu świata?. Jaklewicz uczestniczy w dziewięciodniowych obrzędach pogrzebowych owego dziadka, a w ich trakcie odwiedza okoliczne zabytkowe cmentarzyska i grzebalną skałę, w której pierwsze pochówki urządzano już 2 tysiące lat temu.
I ostatni rozdział ? poświęcony ludziom lasu czyli plemieniu Wana. To absolutna indonezyjska peryferia świata, gdzie we wsi Ratavoli w jedenastu bambusowych chatach żyje pięćdziesięciu mieszkańców, w tym trzech szamanów. ?Tu szkoła, radio, telewizja, książki ? to nowości sprzed kilku lat wcześniej w tym rejonie nieznane?, najbliższy szpital znajduje się o 3 dni drogi stąd, a przed Jaklewicz było ty zaledwie trzech białych! I może dlatego przyjęcie bule czyli obcej jest pełne chłodu i rezerwy. Autorka zapowiada ich jako ?ludzi bez uśmiechu?, ale kończy rozdział słowami, które warto przytoczyć: ?Nikt w tej podróży nie przywitał mnie tak chłodno i nie żegnał tak serdecznie jak oni. Na zaufanie musiałam zasłużyć?. Czym? W zgodzie z otaczającym ją światem i warunkami życia Jaklewicz uznaje wyższość bosych stóp i przegraną trekkingowych butów za kilkaset złotych. Bez cienia niechęci uczy się za sprawą miejscowych kobiet, jak kąpać się i prać jednocześnie, jak obywać się bez papieru toaletowego i jak korzystać z ?naturalnej spłuczki?! W tej szkole życia jest uczennicą, ale i nauczycielką. Uczy miejscowe dzieci angielskiego i przepyszny to fragment wspomnień, gdzie Jaklewicz pisze, z jak niegasnącą ciekawością dzieci lasu, które nigdy nie chodziły do szkoły, chłoną wiedzę! I choć za tablicę służy szary papier zawieszony na sznurku od bielizny, choć mijają 3 godziny nauki, dzieciom wciąż mało, a gdy przychodzi sobota, od świtu czekają na przebudzenie ?pani od angielskiego?! Autorka uczy SIĘ i sama uczy, ale też konsumuje bez cienia niesmaku lokalny przysmak- larwy chrząszczy żyjących w pniach palm i uczestniczy w rytuale uzdrowień, a także w niedzielnym nabożeństwie zielonoświątkowców. Suma tych wszystkich doświadczeń pozwala Jej napisać: ?Są i takie podróże, które odkrywają przed nami prawdę, pozwalają poznać, a nie tylko zobaczyć, doświadczyć, a nie tylko dotknąć?. Anna Jaklewicz podróżuje po Indonezji i stara się poznać wybrane plemiona, żyje ich życiem, je to, co oni jedzą i skarbi sobie sympatię, mimo że jest bule.
Świat stał się globalną wioską. Egzotyczną przez lata Indonezję odwiedza z roku na rok coraz większa liczba turystów. Ilu z nich poza oszałamiającą swym pięknem przyrodą i rajskimi plażami dostrzeże i zainteresuje się tym, co ?po drugiej stronie raju?? Z reguły ów świat nie wygląda pięknie. Przeciwnie ?często boleśnie zdumiewa, zasmuca przeraża. Ale to TEŻ prawda o Indonezji i dla pełnego obrazu, dla poszerzenia naszej świadomości i wrażliwości gorąco książkę, o której mowa, polecam. Po drugiej stronie raju poznamy krwawe i wstydliwe dzieje podboju tej części świata przez Anglików i Holendrów, którzy przez XVII i XVIII wiek walczyli o zdobycie monopolu w obrocie gałką muszkatołową i goździkami. Że walka to była krwawa niech świadczy fakt, że za ?panowania? holenderskiego gubernatora Coena populacja wysp Banda z 15 tysięcy zmalała do niespełna jednego tysiąca! Równie bezlitosne wydają się dzieje walk o ?rząd dusz?. Oficjalnie Indonezja to największe muzułmańskie państwo świata, gdzie islam wyznaje prawie 90% kraju. I choć obok znaleźli swe miejsce chrześcijanie i wyznawcy niezliczonej liczby kultów animistycznych, to przecież co rusz wybuchają zatargi na tle religijnym. W 2000 roku na Molukach w krwawym trzyletnim religijnym konflikcie życie straciło 5 tysięcy muzułmanów i chrześcijan. Tu także coraz powszechniejsze staje się zjawisko kryzysu powołań i nie chodzi bynajmniej o katolickich księży; szamani porzucają odwieczne wierzenia i wolą zostać? fryzjerem czy organizatorem wesel, "bo na tym da się zarobić"!
Tym, co głęboko porusza i zasmuca jest problem niszczenia środowiska naturalnego. Bali ? rajska wyspa wciąż dumnie ukazuje światu pocztówkowe swe piękno, ale już w głębi archipelagu piękno zdaje się umierać bezpowrotnie. Jaklewicz pisze o lasach, ? których coraz mniej dookoła?. Jeszcze 100 lat temu zajmowały 84% powierzchni Indonezji, teraz tylko połowę! Tylko w 2012 roku ubyło ich aż 85 tys. hektarów! To niemal całe nasze województwo opolskie- dodaje Autorka. Przez ostatnie 45 lat obszar zajmowany przez plantacje palm olejowych zwiększył się trzydziestokrotnie! Dziś to 11 mln hektarów - tyle co mniej więcej 1/3 powierzchni Polski! "Lasy znikają - pisze Autorka - a wraz z nimi zwierzęta". Równie ponuro maluje się stan wód oblewających indonezyjskie wyspy. W wodach Pacyfiku pływają plastikowe torebki, butelki, aluminiowe puszki i styropianowe pojemniki. W 2012 roku z rajskich plaż na Bali dziennie zbierano ok. 250 kg odpadów wyrzuconych przez morze. W 2013 roku ? 20 ton!!! Co innego jednak poruszyło mnie do głębi. Czy wiecie Państwo, że na ryby można -polować?"za pomocą trutek gula gula i podwodnych bomb?! Te pierwsze wypełnia mieszanka wody i?cyjanku potasu, który podtruwając ryby, czyni je dziecinnie łatwymi do odłowienia. Sęk w tym, że cyjanek podtruwa i ryby, i wodę, w której żyją, a to już stanowi poważne zagrożenie dla ryb, raf i koralowców na nich żyjących! Podobny skutek niszczący wywołuje inna z "metod" połowu "na bomby! Podwodne eksplozje zabijają ryby, z rybaków nierzadko czynią kaleki na resztę życia, a podwodny raj zamieniają w podwodne cmentarzyska. Autorka pisze: "Uszkodzenia rafy od pojedynczych bomb zaczynają się regenerować po 5, 10 latach. Powtarzające się eksplozje sprawiają, że koralowce na zawsze tracą zdolność odbudowy.(?) Zbombardowana rafa, która jeszcze przed chwilą była feerią barw, kształtów i form życia, teraz przypomina Warszawę tuż po wojnie". Cóż, jak wszędzie indziej na świecie pogoń za zyskiem za wszelka cenę odbiera ludziom rozum i zdolność myślenia. Jaklewicz pisze: ?Rybacy nie liczą długofalowych strat, tylko doraźne zyski?.
Bardzo bym nie chciała, by Indonezja. Po drugiej stronie raju niechęciła potencjalnego czytelnika, uczciwość jednak każe dostrzec zarówno jasną, jak i ciemną stronę świata, nad którym ? choć wciąż urzekającym ? gromadzą się ciemne chmury. Zakończmy jednak optymistycznie?. polskim akcentem. W wielu miejscach na kuli ziemskiej ludzie nie wiedzą, gdzie leży Polska, ale wiedzą, kto to Wałęsa czy papież Polak. W indonezyjskich wioskach rozrzuconych na bezkresnym oceanie polskim nazwiskiem znanym ich mieszkańcom był? Robert Lewandowski.
http://mumagstravellers.blogspot.com/ Majka Em
Tybet. Legenda i rzeczywistość. Wydanie 2
W antycznych zapisach można przeczytać, że daleko na wschodzie leży kraj skryty w chmurach, położony na odludnym najwyższym płaskowyżu ziemi. Wszak ziemia ta, stanowiąca terytorialnie jedną czwartą Europy, leży na wysokości 4000 m n.p.m. A wokół gigantyczne góry: Himalaje, Karakorum, pasma Kun Lun, Altyn Tagh, Nan Szan. Niektóre z tych masywów do dziś stanowią najmniej znane zakątki globu. Już to wzbudzało ciekawość, a czasem fascynację. Podróżników, żołnierzy i misjonarzy. Wznowienie tej popularnej monografii odpowiada na oczywiste zapotrzebowanie rynku. Rosnąca turystyka i łatwość podróżowania szeroko otworzyły możliwości tym Polakom, dla których Indie, Nepal, Tybet od dawna są marzeniem i celem podróży. Marek Kalmus, wybitny znawca regionu, jak rzadko nadaje się na cicerone - jest świetnie przygotowanym religioznawcą, himalaistą i filozofem. Jego publikacja, oparta na źródłach naukowych, napisana wartko i przystępnie, jest bowiem przede wszystkim efektem czterech lat (łącznie, podczas 30 wypraw) spędzonych przez autora w Tybecie i pośród Tybetańczyków. Bogato ilustrowana praca wprowadza Czytelnika w geografię i dzieje Tybetu, mówi o pełnym cierpienia, politycznym klinczu, jaki zastosowali Chińczycy, ale też wtajemnicza w prastare tybetańskie legendy i wierzenia, ułatwia zrozumienie buddyzmu i jego egzotycznej, skomplikowanej natury. Autor, opierając się na własnym doświadczeniu i wiedzy, wyjaśnia kluczowe pojęcia dla tej kultury: kar-man, guru, tulku, wadżrajana, tantry. Tłumaczy istotę mandali oraz ducha medytacji, odsłania sekrety tybetańskiej medycyny, ale prowadzi też górskimi szlakami buddyjskich pielgrzymów, opisuje miejscowe rytuały, wróżby, amulety zhi. Niczym kwalifikowany przewodnik oprowadza nas po świętych górach w dolinie Lhasy. Kreśli też zagrożenia, jakie tej osobliwej krainie może przynieść nowoczesność i masowa turystyka.
Tygodnik Angora Ł. Azik
Biuro Wszelkiego Pocieszenia. Ministerstwo absurdu
Sam oceń! Wojciech Zimiński - "Biuro wszelkiego pocieszenia. Ministerstwo absurdu 2" - Wyd. Helion Wojciech Zimiński jest zapewne niektórym z Was dobrze znany.To dziennikarz radiowej Trójki, którego usłyszeć możemy w audycjach ?Urywki z rozrywki?. Tym razem jednak przedstawię Wam fakty które autor zawarł w swojej książce.
Otóż kiedy tak czytałam tę książkę, to cały czas gdzieś z tyłu głowy wybrzmiewało mi pytanie dotyczące rodzaju żartów oraz tego jak na te żarty, satyry i nonsensy dnia codziennego, zareagują czytelnicy. Już na początku dowiemy się o tym jakie to ważne tematy podejmuje w naszym kraju prasa, lub portale informacyjne. Katastrofy i problemy dnia codziennego clebrytów i celebrytek to nieodłączny dodatek wszędzie, często już na pierwszych stronach. Problemy z botoksem, cellulitem lub pieniędzmi fascynują i interesują Polaków. Czy to są tematy, które naprawdę aż tak nas wciągają i interesują? Jest tutaj również wiele sytuacji, kiedy możemy pośmiać się nie tylko z siebie ale też z chorego systemu, który obowiązuje np. w sklepach. To wszystko owiane jest codziennością, tego co nas otacza i tego czym interesujemy się na co dzień, a co może nie zawsze jest nam aż w tak dobitny sposób uświadomione. Możecie być pewni, tutaj to uświadomienie odnajdziecie, ale nie w sposób krytykujący nasze zachowanie, lecz w sposób zabawny i satyryczny. Czasem sami nie jesteśmy świadomi tego jakie głupstwa popełniamy.
I tak jak już mówiłam, książka napisana w klimacie satyry i dobrej zabawy, nie ma na celu wyśmianie nas, lecz pośmianie się z nami z tego co każdy z nas chociaż jeden raz w życiu zrobił. Książkę czyta się szybko, a to za sprawą jej dogodnego formatu i ładnie sformatowanego tekstu. W środku znajdziemy także kilka rysunków, które zazwyczaj towarzyszą satyrze.
Warto po tę książkę sięgnąć, choćby po to, aby oderwać się od nudy i dnia codziennego, który nie przynosi ze sobą nic więcej niż tylko zwyczajową monotonię. Ta książka to wspaniały pomysł na umilenie sobie wieczorów, choćby za sprawą tego, że te opowieści i sytuacje opisane są krótko i zwięźle. Nie musimy dzięki temu czytać od razu wszystkiego na raz, lecz raz na jakiś czas zajrzeć do książki, która receptę ma na nudę doskonałą.
DobreRecenzje.pl Edyta
Making Faces
Po ciekawych książkach 'Pieśń Dawida' i 'Prawo Mojżesza', nabrałam wielkiej ochoty na najnowszą, wydają w Polsce, książkę tej autorki pt. 'Making faces'. Na okładce całująca się para, troszkę za mgłą, co wróżyło dobry romans, a poprzednie książki kazały mi spodziewać się wzruszeń przy czytaniu.
Książka ukazała się 5 stycznia 2017 roku w wydawnictwie Editio.
Muszę przyznać, że nie rozczarowałam się książką! A jeśli chodzi o książki o miłości, to jestem wymagająca, bo albo mnie bohater denerwuje, albo jest za ckliwie, albo za drętwo, albo coś jeszcze.
Tym razem po raz kolejny Amy Harmon udowodniła, że potrafi pisać dla każdego.
Bohaterami książki jest w zasadzie czwórka przyjaciół: Fern i jej niepełnosprawny kuzyn Bailey, jej piękna koleżanka Rita i ulubieniec szkoły, przystojny i wysportowany, a przy tym czytający poezję Ambrose Young.
Akcja zaczyna się w czasie licealnym bohaterów, a kończy się, gdy są dorośli. Widzimy co się z nimi stało, jaki ich spotkał los, kto odnalazł swoją miłość, a kto nie.
Książka kojarzyła mi się z amerykańskimi serialami o problemach nastolatków, typu 'Jezioro marzeń', jakie uwielbiałam oglądać, będąc młodsza. Gdy czytam książkę o miłości nastolatków, to zwracam uwagę na wartości, jakie reprezentują. Jestem w gruncie rzeczy romantyczna, chyba, bo lubię, gdy miłość jest piękna, gdy się rozwija powoli, gdy uszlachetnia bohaterów, gdy nie wskakują sobie do łóżka już po pierwszej randce. Fern jest nieładna i taka się czuje: mała, ruda, w okularach i aparacie ortodontycznym. Ambrose i jego koledzy z drużyny zapaśniczej nie biją się o nią, a jednak zdobywa ona sobie ich szacunek. Ale droga do tego jest długa. Po pierwsze Fern przyjaźni się i opiekuje niepełnosprawnym Baileyem, który jest synem trenera i pomimo, że nie może trenować, to z chęcią uczestniczy w treningach. Po drugie Fern pisze dla pięknej Rity liściki miłosne, czym ujawnia swoją wrażliwość.
Miej więcej w połowie książki czasy licealne się kończą, a zaczyna się dorosłość. Role się odwracają, bo najpopularniejsze osoby z liceum w dorosłym życiu wcale nie radzą sobie najlepiej. Uroda nie jest już tak istotna. Liczy się lojalność, wytrwałość i to, co sobą reprezentujemy. Każdy z nich musi dorosnąć i zdać egzamin z życia. Rita musi zmierzyć się z błędami młodości. Ambrose jedzie do Iraku i wraca zmieniony, Fern ciągle pisze i wciąż kocha Ambrose, a Bailey wie, że umrze, ale każdą chwilę chce wykorzystać godnie, pomagając tym, którym kocha.
Powieść składa się z rozmów, listów, trudnych myśli i traumatycznych wydarzeń. Jest wiele romantyzmu i wzruszeń. Książka pokazuje, że każdy ma szansę na miłość, bo tak naprawdę liczy się to, jacy jesteśmy dla innych, co dajemy z siebie bliskim. 'Making faces' pokazuje, że to nie uroda, ani atrakcyjność fizyczna się liczy, ale uczucie, że prawdziwa miłość pokona wszystkie przeszkody, że miłość sprawi, że z Brzydkiego Kaczątka wyrośnie piękny łabędź i że ważne jest co mamy w środku. Pokazuje też, że dorosłość jest trudna i pełna problemów, z którymi jedynie przy wsparciu najbliższych można się uporać. A przede wszystkim książka pokazuje, że miłość jest piękna i nadaje sensu życiu. I pokazuje, że jednak można pisać o miłości ciekawiej niż w książkach o Greyu.
Daję książce 8 gwiazdek.
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/ Izabela Łęcka-Wokulska