Recenzje
Dręczyciel
Rok 2017 rozpoczął się dla mnie książką wysoko zawieszającą poprzeczkę. Myślałam, że w porównaniu z nią wszystkie inne powieści będą wydawały się co najwyżej dobre. Tymczasem wraz z każdym kolejnym tytułem uświadamiam sobie, jak wiele piękna tkwi w najnowszych premierach. Jak obezwładniającą moc ma słowo pisane, te, które uwite w urzekającą historię przenika do każdego zakamarka umysłu. „Dręczyciel”, czyli powieść Penelope Douglas przyciągnęła moją uwagę okładką i zaciekawiła streszczeniem, jednakże nic nie wskazywało na to, że czeka mnie tak wyjątkowa przygoda. To chyba nie będzie miało końca…. Kolejny raz zapraszam Was na recenzję NIESAMOWITEJ książki. Pokochałam tę powieść. Przeczytajcie, dlaczego.
ZARYS FABUŁY
Beztroskie życie Tate zmieniło się w ścieżkę usłaną wieloma przeszkodami. Śmierć matki okazała się pierwszym z trudnych do zniesienia ciosów, jednak najbardziej bolą te rany, które dawkowane etapowo nie potrafią się zagoić. Ich fundatorem stał się zaś Jared, dawny przyjaciel, który nie wiadomo dlaczego obrał sobie dziewczynę za cel. Z dnia na dzień, zrywając więź zaufania uczynił z niej swoją ofiarę, dbając o to, by stała się pośmiewiskiem pośród rówieśników. Dlaczego?
Powracając z rocznego pobytu w Paryżu Tate postanawia zawalczyć z wrogiem odpierając serwowane ataki. Trudno jednak nienawidzić kogoś, z kim kiedyś było się tak blisko. Przystojny Jared zabrał jej morze łez, zabrał szacunek i radość. Czy skradnie jej coś jeszcze? Co skrywa chłopak, który nagle tak bardzo się zmienił? Czy Tate dotrze do jego tajemnic? Czy można zatrzeć ślady wielkiej przyjaźni z przeszłości i jak wielka granica dzieli nienawiść… od miłości?
Historia o młodych ludziach wkraczających w dorosłość, usnuta z rozterek, problemów i celów, funduje burzę emocji, od której nie w sposób się uwolnić. Hipnotyzujący wpływ na czytelnika ma nie tylko naturalny, a zarazem niezwykły wydźwięk tej fabuły, ale przede wszystkim przekonujący i potrafiący zdobyć serce bohaterowie.
ONA I ON… NIENAWIŚĆ I…
Młodziutka Tate straciła matkę, jednak nie może narzekać na kontakty z wspierającym ją ojcem. Ma przyjaciółkę, dach nad głową, posiada dobrą i wrażliwą duszę, lecz chociaż potrafi autentycznie dokopać, mięknie w towarzystwie człowieka, który wyraźnie ją krzywdzi. Prosta, niewyidealizowana, bardzo sympatyczna postać, z którą naprawdę można się identyfikować. Nieczęsto mam okazję poczuć tak wielką nić porozumienia z bohaterką mogącą skraść serce chłopaka, o którego względy poniekąd sama chętnie bym zabiegała. Dlaczego? Ano bo urok tkwi w łobuzach…
Jared z kolei sprawia wrażenie totalnego dupka. Potrafiący dawać się we znaki, w tym całym swoim okrutnym zachowaniu wywołuje przyspieszone bicie serca. To niedorzeczne, by odczuwać pociąg do kogoś takiego. A jednak, to właśnie Jared. Kto nie postanowi zapoznać się z nim bliżej, nie będzie miał okazji przekonać się o tym, co mam na myśli.
Tuż za niesamowitą, jakże wiarygodną kreacją postaci pierwszoplanowych stoi szereg bohaterów stanowiących doskonałe tło. Wielkie przyjaźnie i wielkie rozczarowania. Ludzie warci zaufania i nie zasługujący na jedno spojrzenie. Cisi dobroczyńcy oraz ci bazujący na pozorach. Świetna mieszanka młodzieży, która próbuje odnaleźć swoje miejsce potykając się podczas krętej drogi do mety zwanej szczęściem.
NIE TYLKO O MIŁOŚCI
Nie zapomniała autorka o wątkach pobocznych dotyczących rodzinnych problemów, przemocy, agresji, nałogów czy śmierci. A wszystko serwowane w odpowiednich dawkach tak, by powieść nie straciła na naturalności. Porywające dialogi wywołujące ból, radość, pobudzające do życia nadzieję, ale i współczucie. I ta niegasnąca namiętność, która wręcz prosi się o eksplozję. A ta dłuuuugo nie nadchodzi. Po prostu istny taniec emocji, które w finale czynią wielki pokłon. Podobało mi się to, że nawet w ostatnim momencie Penelope Douglas postanowiła zawalczyć o uwagę czytelnika stawiając wszystko pod znakiem zapytania. Genialne.
PODSUMOWANIE
Życzę Wam z całego serca, byście mieli szansę przeczytać tę książkę. Jeżeli lubicie New Adult i piękne historie o miłości, biegnijcie do księgarni. Naprawdę. Czekałam cały dzień na wieczór, by wreszcie móc dopaść tę książkę i pożreć ją do końca. Bo to nie było spokojne czytanie – syciłam się każdym słowem jednocześnie odczuwając głód treści. Było tutaj wszystko, co powinna mieć dobra powieść tego gatunku. Oby tylko książkowy kac zechciał szybko mnie opuścić, a mam wrażenie, że jeszcze przez jakiś czas mocno mnie będzie trzymał. POLECAM!
http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ Weronika Tomala; 2017-01-30
Dręczyciel
Tate i Jared byli najlepszymi przyjaciółmi, znali wszystkie swoje sekrety i nie rozstawali się ani na moment. Wszystko zmieniło się, gdy mieli czternaście lat. Od tego momentu Jared zamienił życie Tate w piekło. Ona stała się ofiarą jego prześladowań, on doskonale wiedział, gdzie "uderzyć", żeby zabolało najmocniej. W końcu uciekła na rok i wróciła całkowicie odmieniona. Pytanie zatem brzmi: dlaczego najlepsi przyjaciele stali się swoimi wrogami? Co ich do tego posunęło?
Przyjaźń to coś pięknego, co może nas spotkać w życiu. Mamy kogoś, komu ufamy bezgranicznie i przy kim czujemy się bezpiecznie. Rozmawiamy na wszystkie tematy, wiemy o sobie dosłownie wszystko. Przyjaźń między dziewczyną, a chłopakiem najczęściej z czasem przeradza się w miłość. Tak było w tym przypadku, powoli rodziła się miłość. A później jak gdyby nigdy nic, w jeden zwykły dzień przerodziła się w nienawiść. Mówią, że "od miłości do nienawiści jeden krok", i jest w tym sporo prawdy. Tylko co ma zrobić biedna dziewczyna, która nie wie dlaczego tak się stało?
Jared stał się dręczycielem Tate, choć ona kompletnie nie wiedziała dlaczego.
"-Płakałam już przez ciebie wielokrotnie. - Uniosłam powoli środkowy palec i zapytałam: - Wiesz, co to jest? - Przyłożyłam go do kącika oka. - To palec, którym wycieram ostatnią łzę, jaką wylałam z twojego powodu."
Penelope Douglas stworzyła powieść, która wywołuje w czytelniku wiele emocji - radość, gniew, niedowierzanie i zaskoczenie. Dzięki niej mamy możliwość zobaczyć, co znaczy dręczyć jakąś osobę. Z całą pewnością nie jest to miłe uczucie, kiedy wszyscy i wszystko nagle staje przeciwko tobie, czujesz się jak jakiś niechciany wyrzutek, nie masz przyjaciół, nie masz gdzie wyjść na imprezę, nie masz do kogo się odezwać.
Tate miała swoją przyjaciółkę K.C., ale czy oby i ona była niezawodną przyjaciółką? Przyjaźń ma różne strony, czasem wydaje nam się, że wiemy o swoim przyjacielu wszystko, aż tu nagle okazuje się, że wcale tak nie jest. Czy zatem, zawsze należy ufać bezgranicznie przyjacielowi? Czy jesteśmy w stanie powiedzieć: nie, on mnie na pewno nie zawiedzie? Lepiej mieć się na baczności, niż później cierpieć podwójnie.
Tate miała swoją przyjaciółkę K.C., ale czy oby i ona była niezawodną przyjaciółką? Przyjaźń ma różne strony, czasem wydaje nam się, że wiemy o swoim przyjacielu wszystko, aż tu nagle okazuje się, że wcale tak nie jest. Czy zatem, zawsze należy ufać bezgranicznie przyjacielowi? Czy jesteśmy w stanie powiedzieć: nie, on mnie na pewno nie zawiedzie? Lepiej mieć się na baczności, niż później cierpieć podwójnie.
"Jared delektował się moim nieszczęściem jak cukierkami. Co i rusz mi dowalał, upajając się nieszczęściem, którego był przyczyną. Jared, mój przyjaciel, odszedł na zawsze, zostawiając w zamian bezwzględnego potwora."
Ona wychowywała się bez matki, której śmierć przeżywała każdego dnia. On nie miał łatwego dzieciństwa - ojciec go zostawił, a matka uwielbiała alkohol. Jednak skrywał coś, co miało wpływ na to, że zmienił się nie do poznania. Czy Tate uda się dowiedzieć co to takiego?
Ludzie, kiedy nie mogą sobie z czymś poradzić, uciekają się do ich zdaniem najprostszych rozwiązań. Jared myślał, że dręcząc Tate, pokona swoje słabości, nie myślał, że wyrządza jej jakąkolwiek krzywdę. Pomyślcie sobie, jak ona się czuła? Dręczył ją jej najlepszy niegdyś przyjaciel, którego kochała całym sercem.
"Wydaje ci się, że zachowujesz się szlachetnie i że jesteś silna, skoro nadstawiasz drugi policzek i czekasz na zakończenie szkoły. Ale to, co w sobie tłumisz, tylko cię osłabia. Czasem najlepszym lekarstwem jest okazać słabość, odsłonić się i pokazać mu, jak bardzo cię rani. Wtedy będziesz mogła naprawdę powiedzieć, że próbowałaś."
Dręczyciel to niezwykle emocjonalna powieść, ukazująca, że skrywanie w sobie swoich słabości nie jest dla nas korzystne. To powieść o przyjaźni i miłości, która miała swoje wzloty i upadki, ale przede wszystkim powieść o umiejętności wybaczania i uczenia się zaufania od nowa. Polecam!
czytaninka.blogspot.com Grażyna Wróbel; 2017-01-30
Making Faces
TYM RAZEM NIE OCENIAJ PO OKŁADCE
Chociaż na początku bardzo żałowałam, że wydawnictwo zdecydowało się na to koszmarne zdjęcie, zamiast zostawić oryginalną wersję okładki, to po przeczytaniu książki uznałam, że właśnie ta okładka idealnie odzwierciedla to, o czym w jakimś stopniu jest ta historia. O tym, jak oceniamy po wyglądzie, a dopiero później zwracamy uwagę na wnętrze i jak często okazuje się to złudne. Fern była miła, opiekuńcza, ale niestety nie była najpiękniejsza. Zwłaszcza w czasach, kiedy najbardziej takiego poczucia potrzebowała, a w lustrze widziała jedynie rude, kręcone włosy, okulary i aparat ortodontyczny, z tyłu głowy mając myśl, że ktoś taki jak Ambrose Young, nigdy się nią nie zainteresuje. Ambrose był przystojny, utalentowany, podziwiany. I faktycznie naszym rudzielcem niezainteresowany. Zaś Ritą - piękną przyjaciółką Fern - jak najbardziej. Do czasu, gdy dowiaduje się, że to nie ona wymienia z nim liściki, po których tak polubił dziewczynę. Ale później to już nie ma sensu - Young jedzie na misję do Iraku, a gdy wraca, nic nie jest już takie, jak wcześniej. Czas zmienił wszystko, a pojęcie piękna przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
BOHATEROWIE
Amy Harmon nakreśliła całą gamę barwnych postaci. Ta autorka zdecydowanie nie boi się kreować specyficznych osób. Nasza rudowłosa Fern, to trochę taka dziewczyna jak my - miłośniczki czytania. Pochłania romanse, marząc o takiej samej miłości i nawet tworzy własne, po cichu licząc, że kiedyś doczeka się ich wydania. Jej przyjaciółka Rita była uznawana za najpiękniejszą w szkole, ale jej losy okazały się wcale nie takie piękne, jakby ktokolwiek myślał. A ich wspólny przyjaciel Bailey to jedna z postaci, które polubiłam najszybciej. Ten poruszający się na wózku chłopak miał tak niesamowity charakter, że tylko wyczekiwałam, kiedy znowu pojawi się na kartach powieści. No i piątka zapaśników, na czele z Ambrose. Nierozłączna paczka, którą rozdzielił los. I chociaż Young przeżył, to jednak tamtego dnia w Iraku, kiedy zmarli jego przyjaciele, w nim także coś umarło. Każdy z bohaterów był inny, nikt się z nikim nie zlewał, każdy miał w sobie coś charakterystycznego. I niestety, nie każdemu był pisany happy end.
TO POTRAFI TYLKO AMY HARMON
Szczerze? Gdyby książkę o takiej fabule napisał ktoś inny, pewnie nawet nie zwróciłabym na nią uwagi. Zniknęłaby gdzieś z moich myśli tak szybko, jak się w nich pojawiła. Bo tu nie ma gorączkowej akcji, którą śledzi się z zapartym tchem. Nie ma wizji przyszłości, które ostatnio tak polubiłam w literaturze. Jest historia, która opisana przez innego autora wydałaby mi się do bólu zwyczajna, a jednak spod pióra Pani Harmon okazuje się być czymś niesamowitym. Czymś, co czyta się z nieskrywaną przyjemnością. Uśmiechałam się pod nosem w niektórych momentach, wzruszałam się wraz z bohaterami, zafascynowana wiodłam wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu. Styl pisania autorki i to, w jaki sposób prowadziła tę opowieść sprawiły, że była ona wyjątkowa. I muszę przyznać, że książki Amy Harmon mogę czytać w ciemno - wiem, że zawsze będę zachwycona, bo autorka pisze o tym, co zna i zdecydowanie jej to wychodzi.
TO NIE TYLKO HISTORIA O MIŁOŚCI
Chociaż na początku bardzo żałowałam, że wydawnictwo zdecydowało się na to koszmarne zdjęcie, zamiast zostawić oryginalną wersję okładki, to po przeczytaniu książki uznałam, że właśnie ta okładka idealnie odzwierciedla to, o czym w jakimś stopniu jest ta historia. O tym, jak oceniamy po wyglądzie, a dopiero później zwracamy uwagę na wnętrze i jak często okazuje się to złudne. Fern była miła, opiekuńcza, ale niestety nie była najpiękniejsza. Zwłaszcza w czasach, kiedy najbardziej takiego poczucia potrzebowała, a w lustrze widziała jedynie rude, kręcone włosy, okulary i aparat ortodontyczny, z tyłu głowy mając myśl, że ktoś taki jak Ambrose Young, nigdy się nią nie zainteresuje. Ambrose był przystojny, utalentowany, podziwiany. I faktycznie naszym rudzielcem niezainteresowany. Zaś Ritą - piękną przyjaciółką Fern - jak najbardziej. Do czasu, gdy dowiaduje się, że to nie ona wymienia z nim liściki, po których tak polubił dziewczynę. Ale później to już nie ma sensu - Young jedzie na misję do Iraku, a gdy wraca, nic nie jest już takie, jak wcześniej. Czas zmienił wszystko, a pojęcie piękna przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
BOHATEROWIE
Amy Harmon nakreśliła całą gamę barwnych postaci. Ta autorka zdecydowanie nie boi się kreować specyficznych osób. Nasza rudowłosa Fern, to trochę taka dziewczyna jak my - miłośniczki czytania. Pochłania romanse, marząc o takiej samej miłości i nawet tworzy własne, po cichu licząc, że kiedyś doczeka się ich wydania. Jej przyjaciółka Rita była uznawana za najpiękniejszą w szkole, ale jej losy okazały się wcale nie takie piękne, jakby ktokolwiek myślał. A ich wspólny przyjaciel Bailey to jedna z postaci, które polubiłam najszybciej. Ten poruszający się na wózku chłopak miał tak niesamowity charakter, że tylko wyczekiwałam, kiedy znowu pojawi się na kartach powieści. No i piątka zapaśników, na czele z Ambrose. Nierozłączna paczka, którą rozdzielił los. I chociaż Young przeżył, to jednak tamtego dnia w Iraku, kiedy zmarli jego przyjaciele, w nim także coś umarło. Każdy z bohaterów był inny, nikt się z nikim nie zlewał, każdy miał w sobie coś charakterystycznego. I niestety, nie każdemu był pisany happy end.
TO POTRAFI TYLKO AMY HARMON
Szczerze? Gdyby książkę o takiej fabule napisał ktoś inny, pewnie nawet nie zwróciłabym na nią uwagi. Zniknęłaby gdzieś z moich myśli tak szybko, jak się w nich pojawiła. Bo tu nie ma gorączkowej akcji, którą śledzi się z zapartym tchem. Nie ma wizji przyszłości, które ostatnio tak polubiłam w literaturze. Jest historia, która opisana przez innego autora wydałaby mi się do bólu zwyczajna, a jednak spod pióra Pani Harmon okazuje się być czymś niesamowitym. Czymś, co czyta się z nieskrywaną przyjemnością. Uśmiechałam się pod nosem w niektórych momentach, wzruszałam się wraz z bohaterami, zafascynowana wiodłam wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu. Styl pisania autorki i to, w jaki sposób prowadziła tę opowieść sprawiły, że była ona wyjątkowa. I muszę przyznać, że książki Amy Harmon mogę czytać w ciemno - wiem, że zawsze będę zachwycona, bo autorka pisze o tym, co zna i zdecydowanie jej to wychodzi.
TO NIE TYLKO HISTORIA O MIŁOŚCI
Tak, jak przy poprzednich moich spotkaniach z twórczością autorki, otrzymałam mieszankę gatunkową, która nie pozwalała mi się nudzić. I chociaż wątek romantyczny był naprawdę pięknie poprowadzony, to ta książka wcale nie jest wyłącznie o miłości romantycznej. Jest tu niesamowita przyjaźń, opiekuńczość, miłość rodzicielska, walka z przeciwnościami losu, a także ból, strata i próba poradzenia sobie z nią. W Making faces nie wszystko jest piękne i nie zawsze świeci słońce. Przychodzą dni, w których cierpienie i łzy dominują, a radość pozostaje jedynie majaczącym niewyraźnie wspomnieniem. Te 344 strony to dojrzała i bardzo mądra historia, z którą naprawdę każdy powinien się zapoznać. To lektura wielowarstwowa, poruszająca wiele problemów, o której chciałabym tak wiele napisać, ale brak mi słów. Tak zwyczajnie brak mi słów, by wyrazić, jak wielkie wrażenie wywarła na mnie ta książka. Zwłaszcza, że po przeczytaniu podziękowań autorki wiem, że gdzieś tam na świecie żyją osoby, których losy zainspirowały ją do opisania podobnej historii.
PODSUMOWUJĄC
Polecam, naprawdę i szczerze. Making faces to książka niesamowita. Tak dojrzała i piękna, a jednocześnie przetykana drobnym humorem, że praktycznie się przez nią płynie. Amy Harmon po raz kolejny przypomniała mi, za co tak bardzo uwielbiam jej styl pisania. I mam nadzieję, że w Polsce zostanie wydanych więcej jej książek, bo to autorka, która zdecydowanie zasługuje na rozgłos i stała się moim gwarantem udanej lektury.
Amandaasays.blogspot.com Amanda; 2017-01-12
Pełna MOC życia. Jeśli o czymś w życiu marzysz - sięgnij po to. Wydanie II zmienione
Skąd się wzięła pełna MOC?
Z nagłego błysku w głowie. Z pięciosekundowego olśnienia — odkrycia pojęcia pełnej mocy silników, czyli mocy startowej samolotu, potrzebnej do oderwania kilkusettonowej maszyny od pasa startowego.
Jeśli kiedyś leciałeś samolotem, to znasz to mało komfortowe uczucie, kiedy żołądek podchodzi do gardła, a w uszach pobulgotuje od zmieniającego się ciśnienia.
Ale tylko sto procent mocy startowej może unieść maszynę w górę.
Co by się stało, gdyby pilot nie osiągnął wymaganej mocy startowej? Pozostałby na pasie, rozbijając się na jego końcu. Co więc oznacza pełna MOC? Wszystko albo nic. Bo czy można zrealizować swoje marzenia z osiemdziesięcioprocentową mocą wiary w swoje siły?
Czy można wychować dzieci na szczęśliwych ludzi, nie dając im stu procent wsparcia i zaufania? A czy da się skutecznie prowadzić biznes, wierząc tylko w osiemdziesięciu procentach w swoje działania?
Jeśli o czymś, w życiu marzysz — sięgnij po to.
“Książkę napisałem po to, aby słowa, które są tak ulotne podczas seminarium, mogły pozostać na dłużej i aby można było je przekazać dalej. To zasada „podaj dalej” (give away). Dlatego podaję. I Ciebie również proszę o to samo. Dziel się swoim życiem. Ono nie musi być niezwykłe. Wystarczy, że będzie Twoje. I jeszcze jedno. Zacznij korzystać z tego, co już masz. A na pewno masz sporo. Na jednym z seminariów ktoś obok mnie, podsumowując wystąpienie mówcy, stwierdził: „Nic nowego nie powiedział”. To prawda. Wszyscy się powtarzamy. Bo co nowego można wymyślić w obrębie tematu „jak żyć”? Ale na ten temat wiele już powiedziano i nawet jeśli te treści się powtarzają, to pytanie brzmi: „Po co Ci coś nowego, skoro nawet tego, co już wiesz, nie wykorzystujesz?”. Zacznij korzystać z tego, co już masz. Zacznij teraz. IKHAKIMA.“
Książka stała się moim przewodnikiem w nadchodzącym roku!
Z nagłego błysku w głowie. Z pięciosekundowego olśnienia — odkrycia pojęcia pełnej mocy silników, czyli mocy startowej samolotu, potrzebnej do oderwania kilkusettonowej maszyny od pasa startowego.
Jeśli kiedyś leciałeś samolotem, to znasz to mało komfortowe uczucie, kiedy żołądek podchodzi do gardła, a w uszach pobulgotuje od zmieniającego się ciśnienia.
Ale tylko sto procent mocy startowej może unieść maszynę w górę.
Co by się stało, gdyby pilot nie osiągnął wymaganej mocy startowej? Pozostałby na pasie, rozbijając się na jego końcu. Co więc oznacza pełna MOC? Wszystko albo nic. Bo czy można zrealizować swoje marzenia z osiemdziesięcioprocentową mocą wiary w swoje siły?
Czy można wychować dzieci na szczęśliwych ludzi, nie dając im stu procent wsparcia i zaufania? A czy da się skutecznie prowadzić biznes, wierząc tylko w osiemdziesięciu procentach w swoje działania?
Jeśli o czymś, w życiu marzysz — sięgnij po to.
“Książkę napisałem po to, aby słowa, które są tak ulotne podczas seminarium, mogły pozostać na dłużej i aby można było je przekazać dalej. To zasada „podaj dalej” (give away). Dlatego podaję. I Ciebie również proszę o to samo. Dziel się swoim życiem. Ono nie musi być niezwykłe. Wystarczy, że będzie Twoje. I jeszcze jedno. Zacznij korzystać z tego, co już masz. A na pewno masz sporo. Na jednym z seminariów ktoś obok mnie, podsumowując wystąpienie mówcy, stwierdził: „Nic nowego nie powiedział”. To prawda. Wszyscy się powtarzamy. Bo co nowego można wymyślić w obrębie tematu „jak żyć”? Ale na ten temat wiele już powiedziano i nawet jeśli te treści się powtarzają, to pytanie brzmi: „Po co Ci coś nowego, skoro nawet tego, co już wiesz, nie wykorzystujesz?”. Zacznij korzystać z tego, co już masz. Zacznij teraz. IKHAKIMA.“
Książka stała się moim przewodnikiem w nadchodzącym roku!
esencjalistka.pl/
Podniebny lot
Bianca pracuje jako stewardesa w pierwszej klasie luksusowych linii lotniczych. Jest młodą, piękną kobietą o blond włosach. Jej pewność siebie i profesjonalizm sprawiają, że jest szanowanym pracownikiem i wypełnia swoje obowiązki w skrupulatny sposób. Nie zawsze jednak w jej życiu wszystko było tak poukładane. Jej dzieciństwo bardzo odbiegało od normalnego życia, przeżyła więcej niż większość dorosłych ludzi i wyszła z tego bardzo dojrzała i samodzielna. Dlatego też w jej życiu poza najlepszym przyjacielem Stephanem nie ma miejsca dla nikogo innego, dziewczyna nie ufa ludziom i stara się sama układać swoje życie.
Jak zawsze jednak przewrotny los potrafi zaskoczyć, gdy na jej drodze pojawia się mężczyzna i to nie byle jaki mężczyzna. James poznał Biancę podczas jednych z podróży i postawił sobie za cel zdobycie jej. Jego nieprzeciętna uroda i charakter nie ułatwiały sprawy dziewczynie i trudno się dziwić, że nie mogła mu się oprzeć. Przerażające jest jednak to w jaki sposób James kieruje swoim życiem, bogaty, przystojny, ma jednak jedną bardzo kontrowersyjną cechę – uwielbia być na pierwszym miejscu i czuć, że ma władzę nad drugim człowiekiem, nad kobietą. Nie chodzi tutaj o zaciągnięcie jej do sprzątania, chodzi o pragnienie, by była mu podporządkowana, uległa i skłonna do jego niebezpiecznych zabaw w łóżku. Czy Bianca, która tak wiele w życiu przeżyła, jest w stanie aż tak zmienić wszystko o co tak długo walczyła dla faceta, który przeraża ją za każdym razem kiedy proponuje coś kontrowersyjnego, a jednocześnie tak bardzo ją pociąga? Nie wiem, czy potrafiłabym się odnaleźć na jej miejscu.
"Przez chwilę siedziałam w pełnym zdumienia milczeniu, nie potrafiąc ani wyrazić zgody, ani zaprotestować. Naprawdę tego pragnęłam, mimo że wcześniej nigdy czegoś takiego nie rozważałam. Wiedziałam, że nic takiego nigdy by się nie zdarzyło, gdyby nie to, że pewien miliarder nagle zaczął się obsesyjnie interesować każdym aspektem mojego życia."
„Podniebny lot” to pierwszy tom serii „W przestworzach”. Trudno nie porównywać tej książki do „Pięćdziesięciu twarzy Grey`a” i być może nie bez powodu, ponieważ James i Grey są bardzo do siebie podobni. Ja czytając tę książkę miałam momenty, kiedy musiałam przerwać, żeby zastanowić się, czy to naprawdę możliwe, żeby ludzie zachowywali się w taki sposób, jednak nie można jej tak po prostu zostawić, bo niesamowicie zachęca do poznania dalszych losów bohaterów.
Myślę, że warto przeczytać tę serię i przekonać się na sobie, jak zareagujemy na taki typ literatury. Ja nie żałuję i czekam na kolejne książki autorki. Polecam!
Blaskksiazek.pl Małgorzata Chlipała; 2016-11-26