Recenzje
Making Faces
Na poczatku jeżeli mogę mieć do was prośbę to brzmi ona - nie czytajcie pełnego opisu tej książki (ten wyżej jest lekko okrojony przeze mnie). Moim zdaniem jego treść zdradza wiele z fabuły, a to tylko może odebrać radość z lektury. Warto zabrać się za czytanie tej historii bez zbędnych opisów. To naprawdę może pomóc lepiej zrozumieć sens tej książki.
Making Faces to jedna z tych historii, które czyta się dla przyjemności czytania. Poprzez zagłębianie się w lekturę książki nie pragniemy odkryć zakończenia, ponieważ już na początku łatwo domyślić się, że ta opowieść zakończy się happy endem. W trakcie czytania autorka zaskakuje nas i nie rzadko też rani swoich bohaterów, doprowadzając czytelnika do łez. Making Faces jest książką bardzo romantyczną i tragiczną zarazem. Autorka przedstawia tutaj historię nie tylko Ambrosena oraz Fern, ale także ich przyjaciół : Bailey'go, Rity, Beansa, Jesse'go, Granta i wielu innych.
"Każdy jest dla kogoś głównym bohaterem"*
Autorka w swojej książce porusza kilka ważny kwestii, na które być może w tej chwili zawracamy coraz mniej uwagi. Making Faces to objętościowo niepozorna książka i można się bardzo zdziwić jak wiele cennych rad i refleksji może ona w sobie zawierać. Bohaterowie historii są młodymi ludźmi o wielkich sercach i bardzo dużym bagażu doświadczeń nie tylko emocjonalnych, ale również fizycznych. Fern to dziewczyna wiecznie zakochana w postaciach z uwielbianych przez nią książek. Sama również próbuje pisać własne love story. Bailey to bardzo pozytywny młody człowiek o wielkim sercu. Jest miłośnikiem zapasów, które to zawody bardzo wnikliwie analizuje i zagłębia ich tematykę. Chłopak boryka się z poważną chorobą, która z dnia na dzień odbiera mu coraz więcej sił. Mimo wszystko nie poddaje się on i na każdej ze stron Making Faces możemy odnaleźć dawkę jego pozytywnej energii. Ambrosen to totalne przeciwieństwo mizernego Bailey'go. Jest wysportowanym zapaśnikiem, który odnosi wiele sukcesów na zawodach stanowych i jest dumą miasteczka. Niestety nawet jego dopada zły los i chłopak musi nauczyć się żyć na troszkę innych warunkach. Mogę jednak zapewnić, że żadne z nich nie podda się bez walki.
Książka porusza istotny problem, jaki pojawia się po traumatycznych wydarzeniach w życiu człowieka. Nie każdy z nich jest taki sam. Możemy tu porównać (choć to nie jest określenie adekwatne do sytuacji bohaterów) Bailey'go i Ambrosena. Pierwszy z nich boryka się ze swoją chorobą od urodzenia. Od najmłodszych lat jest przygotowywany przez rodziców i przyjaciół na tę najgorszą możliwość, jest dzięki temu świadomy swojego losu oraz ulotności szczęścia. Niesamowite jest jak on mimo wszystko potrafi cieszyć się z najprostszych rzeczy i jak łatwe wydają mu się sprawa, które dla innych bohaterów mają zupełnie inny poziom trudności. Bailey to jeden z najodważniejszych bohaterów literackich, jakich miałam okazję poznać. Ambrosen natomiast od zawsze był duży, zdrowy i najlepszy. Trudno mu więc pogodzić się z tym co go spotkało i z tym jak obecnie wygląda. Jeszcze gorsze są wyrzuty sumienia, które go dręczą, a na nie ma lekarstwa. Oni obaj borykają się z poważnymi problemami, ale w tym przypadku to Bailey jest nauczycielem, który wskazuje drogę do akceptacji swojego losu Ambrosenowi.
W Making Faces pierwsze skrzypce gra przyjaźń - głęboka i prawdziwa. Wiele lat temu połączyła ona Fern i Bailey'ego, a z czasem dołączył do nich Ambrosen. Każdy z bohaterów przeżywa swoje wzloty i upadki, razem jednak mają wielką moc, ale niestety los jest dla nich okrutny. Nie mogę zdradzić wam co wydarzy się na kartach tej książki, ale jestem pewna, że poruszy to nawet najtwardsze serca. Taka właśnie jest powieść Amy Harmon - oplata czytelnika swoją prostotą, a następnie uderza w samo serce i wyciska największe łzy.
Recenzje-sophie.blogspot.com Gabriela Wnuk; 2017-06-04
Prawo Mojżesza
Zwróciłam na nią uwagę już jakiś czas temu na zagranicznym portalu i już w tedy wiedziałam, że są dwie opcje - albo zachwyca, albo rozczarowuje. Gdy dotarła do mnie wiadomość, że zostaje wydana w Polsce dosłownie biegłam
do Wydawcy by móc ją zrecenzować. Czy historia sprostała moim wygórowanym oczekiwaniom? Zacznijmy najpierw od treści.
Znaleziono go w koszu na pranie w pralni Quick Wash. Miał zaledwie kilka godzin i był bliski śmierci. Jego matka, młoda narkomanka, porzuciła go zaraz po narodzinach. Zmarła zresztą kilka dni później. Mojżesz przeżył — dziecko z problemami, z którego wyrósł chłopak z problemami. Był urodziwy i egzotyczny, niespokojny, mroczny i milczący. Samotny. Budził lęk i ciekawość.
I oto któregoś lipcowego dnia osiemnastoletni Mojżesz zjawił się na farmie rodziców niespełna siedemnastoletniej Georgii. Miał pomagać w codziennych zajęciach. Był pracowity i energiczny, ale też oschły i nieprzenikniony. Fascynujący i przerażający. Georgia, wbrew ostrzeżeniom i zakazom, zbliżyła się do niego... I zaczęła tonąć.
Znam już Amy Harmon - jej Making Faces zatrzęsło moim światem i w sumie to jakoś czułam, że "Prawo Mojżesza" nie będzie zwykłym, przewidywalnym New Adult i teraz jestem przekonana, że żadna z książek tej autorki nie może uchodzić za przeciętną.
Z początku troszeczkę przerażał mnie opis na okładce:
Ta historia nie kończy się happy endem.
Bałam się złamanego serca, ale z drugiej strony pragnęłam wstrząsu i łez. Chciałam wyjść poza ramy przeciętności
i tego co już w literaturze było i tak naprawdę już mi się przejadło.... Jeżeli macie tak samo - to zapraszam Was do lektury "Praw Mojżesza"
Ta powieść to istny powiew świeżości w tym co już oklepane i wałkowane - ta historia to coś zupełnie innego i jeżeli postanowicie zaryzykować złamanym sercem - to jestem przekonana, że nie pożałujecie. Autorka pokazała z jakim kunsztem pisze. Stworzyła piękną historię nie tyle o miłości, ale historię przemiany, bólu, niesprawiedliwości. Oczywiście miłość jest tu ważna - ze względu na wiarę w drugą osobę i jej moc uleczania, ale tak naprawdę
ja zwróciłam uwagę na wątki poboczne. Widać tu jak na dłoni jak ograniczone społeczeństwo, które nie rozumie lub nie chce do siebie dopuścić pewnych informacji łatwo ocenia. Jak szufladkuje i jak mocno krzywdzi. Autorka pokazuje nam tu jak cienka granica jest pomiędzy szaleństwem, a geniuszem. To niewzywanie mądra i głęboka historia, która uczy
i uświadamia błędy ludzkie i to jak potrafimy być niesprawiedliwi. Jak nasza natura jest chora i pełna zadufania i tak naprawdę nigdy nie patrzymy na siebie - tylko na innych.
Tak jak wspomniałam "Prawo Mojżesza" to historia miłosna - piękna i wyjątkowa. Budująca, dająca nadzieję.
Tak naprawdę to ona ratuje Mojżesza. Napełnia nadzieją i skłania do ofiary. To dzięki niej zmiana się, ewoluuje by stać się pięknym dojrzałym mężczyzną, który postanawia walczyć o swoje szczęście. To dzięki niej dostrzega, że mimo pęknięć jest wart więcej niż mówią inni, a Georgia zrobi dla niego dosłownie wszystko.
Jest jak ćma, która leci do płomienia.
Ta powieść jest pełna niespodzianek - i gdy już uspokajałam skołatane nerwy - twierdząc w duchu - teraz to już może być tylko lepiej, autorka raz po raz zaskakiwała i znów wyrzucała mnie poza ramy przeciętności. Nic tu nie jest proste, przyziemne, oczywiste. Co rozdział będziecie zaskakiwani, a wątek kryminalny będzie Was trzymał w napięciu do ostatnich stron. Bohaterowie są wręcz genialni - głębocy pełni emocji, wyjątkowi. Gdy czytałam tą historię czułam się tak jakbym czytała pamiętnik - prywatne, emocjonalne zapiski dwojga młodych cierpiących ludzi.
Na ogromne wyróżnienie zasługą bohaterowie drugoplanowi - to oni dopełniają całość- tworząc wyjątkową książkę,
a i dają zalążek do kolejnego tomu.
Możecie zapytać - skąd ta ponad przeciętność? Otóż Mojżesz widzi więcej niż przeciętny człowiek. Widzi rzeczy, osoby, które nie ogarnia ludzki mózg - przez co jest skreślany, ludzie się go boją, nie rozumieją, odtrącają. Autorka opiera się na elementach paranormalnych by wskazać nam czytelnikom ograniczenia z zamkniętego, ograniczonego umysłu. Jest tu pełno magii, wiary. Sięgając po tą historię musicie mieć świadomość, że znajdzie tu elementy nadprzyrodzone - co mi osobiście bardzo się podobało.
To wyjątkowa i piękna historia, która wyryła się w moim sercu na długo - dzięki niej patrzę na świat inaczej i Wam też tego życzę.
POLECAM
kasikrecenzuje.blogspot.com/ Katarzyna Sikora; 2016-08-29
Przyrodni brat
Musicie przyznać, że sam tytuł szokuje i bulwersuje... mnie zaskoczył - że co? - teraz miłość kazirodcza?? Oj to grząski teren. Tytuł sprawia, że chcesz wziąć książkę, a jednocześnie jej nie brać, ale tytuł wprowadza nas w duży błąd....
Nasi bohaterowie nie mają wspólnej matki, ani wspólnego ojca. Nie mają wspólnej nawet jednej kropelki krwi. Po prostu kobieta miała córkę, a mężczyzna syna. Pobrali się i stworzyli rodzinę, a raczej syn dołączył później, niechciany i bardzo, bardzo zbuntowany.
Tak naprawdę nie dziwiłam mu się. Bardzo wiele wycierpiał i teraz musi zamieszkać
z ojcem, który bawi się w dom z inna kobietą i jej córką. To nie łatwe dla nastolatka, który cierpi gdy za każdym razem patrzy na nieszczęśliwą matkę.
Jest nieokrzesany, buntowniczy i bardzo niepasujący. Greta staje się tarczą do której strzela. Meczy, docina, obraża. Jest chamem i prostakiem, ale robi też coś co sprawia,
że zarówno Greta jak i czytelniczki są... zdezorientowane.
Zaczynamy dostrzegać, że to tylko maska, pozory, które mają utrzymać go bezpiecznego
w swoim świecie. Tak oto zaczyna się jego walka ze sobą i z uczuciem, które kiełkuje,
a to dopiero początek ich życia.
Książka bardzo dobrze napisana, pełna emocji i rozterek. Na szczęście autorka nie tworzy fikcyjnego poczucia winy u bohaterów - typu - och ja z bratem, to złe!! Nie ma nic takiego.
Całe to ich "rodzeństwo" kończy się na tytule i kilku zaczepką ze strony Eleca.
Pełno jest za to emocji typu - oprawca - ofiara. Bo tym dla siebie na początku są.
Elec robi absolutnie wszystko by uznać go dupkiem wszech czasów!
Znajdziecie tu emocje, które łamią czytelnikowi serce. Razem z z Gretą przeżywałam jej uczucie, łamałam się, zastanawiałam i nie mogłam się podnieść z fali bólu i odrętwienia. Uwielbiam tak namacalne uczucia w książkach. Kocham, gdy relacje nie są jednoznaczne,
a od bohaterów wymagam więcej niż tylko.... miłości. Chcę rozterek, łamania się, bólu, rozpaczy, nadziei, walki. Chcę tonąć w emocjach!
Jeżeli chcecie tego samego - "Przyrodni brat"jest dla Was.
Jedynym mankamentem tej historii jest jej objętość. Jest zdecydowanie za krótka. Temat był świetny, jednak nie do końca wykorzystany. Autorka mogła wyciągnąć z niego znacznie, znacznie więcej i nas czytelników potraktować niczym asfalt po którym jeździ walec.
Mogła roznieść nas emocjonalnie bardziej i mocniej - mogła, ale nie dopracowała historii.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Język jest bardzo przystępny- całość przeczytałam
w jeden dzień - to idealna pozycja na umilenie nam wieczoru.
Książkę polecam wszystkim romantyczkom, dla których nie wszystko jest oczywiste, jednowymiarowe. To powieść dla tych, którzy chcą wyjść poza ramy romansu New Adult
i zaczerpnąć prawdziwego życia, jakie jest w niej zawarte.
Mnie porwała ich historia, szkoda tylko, że podróż z nimi tak szybko minęła.
kasikrecenzuje.blogspot.com/ Katarzyna Sikora; 2017-05-04
O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek
Książkę „O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek” autorstwa Renaty Mazurowskiej i Tomasza Sobierajskiego poleciła mi koleżanka. Sięgnęłam chętnie po tę lekturę. Niedawno na blogu poruszałam przecież temat taktownego zachowania. Jedni z Was z moimi spostrzeżeniami się zgadzali, inni nie przyznali mi racji. Ilu ludzi, tyle opinii. Tym bardziej cieszę się, że książka, która jest współczesnym elementarzem savoir-vivre trafiła do moich rąk. Odetchnęłam z ulgą, bo większość opisanych w książce zasad była mi znana, ale też niektóre kwestie stały się dzięki niej jaśniejsze.
Lektura tej książki to czysta przyjemność! Po pierwsze napisana jest w postaci dialogu pomiędzy autorami, więc czyta się ją lekko i przyjemnie. Po drugie podzielona jest na tematyczne rozdziały. Po trzecie nie brakuje w niej humoru i ciekawych anegdot z życia autorów. Dialog prowadzony jest w taki sposób, aby wyjaśnić wszelkie zawiłości danego tematu, np. przyjmowania gości, witania się, czy sąsiedzkiej koegzystencji. Jednocześnie odnosiłam wrażenie, że pani Renata reprezentuje bardziej liberalne podejście do kwestii bon tonu, a pan Tomasz to przedstawiciel tradycyjnego. I muszę przyznać, że bliżej mi do tradycyjnej szkoły, jeżeli chodzi o zasady dobrego wychowania. Nie przepadam za wszechobecnym spoufalaniem się, tykaniem i przyzwalaniem na chamstwo.
Książka zaczyna się od rozdziału zatytułowanego „Na co komu zasady”. Pan Tomasz rozmawia w nim ze swoim ojcem Jerzym Sobierajskim, który mówi bardzo ważne słowa:
"Dobre wychowanie to nie jest jedynie kwestia tego, jak siedzieć przy stole i trzymać sztućce. To przede wszystkim sposób, w jaki się odnosisz do innych, szczególnie tych, którzy na drabinie społecznej są niżej od ciebie."
(O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek, Renata Mazurowska, Tomasz Sobierajski, Helion, 2017, str. 12)
Bardzo mądre i warte zapamiętania słowa, prawda?
Kolejne rozdziały są poświęcone, m.in. wspólnej przestrzeni — czyli mowa o tym, czego nie wypada robić, np. na klatce schodowej i dlaczego wystawianie worka ze śmieciami za próg naszego mieszkania nie jest w dobrym tonie.
Autorzy zastanawiają się też, co dziś oznacza być damą i dżentelmenem i na ile te pojęcia się zdewaluowały. Doradzają, jak się ubrać w zależności od okoliczności. Zdradzają, czy warto zwracać komuś uwagę, że brzydko pachnie oraz jak to zrobić, aby pozostać taktownym. Przekonują, że warto się kłaniać sąsiadom, a stół to w domu mebel święty. Mówią jak przyjmować prezenty — nawet te nietrafione. Uczą jak gościć innych z honorami i kiedy przejść na „ty”. Wreszcie dzielą się z czytelnikiem tajną wiedzą dotyczącą sztuki powitań i pożegnań — mówią, kto wyciąga do kogo pierwszy dłoń i dlaczego. A także zastanawiają się, czy przeklinanie w towarzystwie przystoi, a jeżeli tak to czy kląć na niby, mówiąc: „motyla noga!”, czy może pieprzne i siarczyście.
Dla mnie najbardziej pouczający był rozdział „Stół jest święty” dotyczący etykiety obowiązującej przy jedzeniu. W moim domu rodzinnym posiłki zawsze jadaliśmy przy dużym stole. A te odświętne – przy dębowym, okrągłym stole z toczonymi nogami w pokoju frontowym vel stołowym. Babcia pilnowała, żebym miała łokcie na stole, siedziała prosto i nie pokładała się na blacie.
Kiedy przychodzili do nas goście — wyciągane były z kredensu srebrne sztućce, wykrochmalone serwetki i najlepsza zastawa. Chodziło o to, żeby gość czuł się wyjątkowy. I oczywiście nikt w naszym domu nie musiał ściągać butów, a wszelkie podobne zapędy były natychmiast powstrzymywane. Sama też butów u nikogo nie ściągam i uważam, że siedzenie w skarpetach w obcym domu jest po prostu żenujące. Oczywiście są drobne wyjątki, gdzie można, a nawet powinno się od tej zasady zrobić odstępstwo. Ale wtedy warto zabrać ze sobą drugą parę butów.
Z książki zapamiętam bez wątpienia te trzy rady:
- Wykrochmalona serwetka na stole położona obok talerza jest po to, aby ją używać: zaczynając posiłek, kładziemy ją sobie na kolanach, a nie, np. na dekolcie. Służy nam do tego, aby wytrzeć w nią palce, czy usta. Robimy to dyskretnie. A kiedy odchodzimy od stołu, ale jeszcze nie skończyliśmy jedzenia, to odkładamy ją na krześle — nigdy na stole, bo to znak dla kelnera lub gospodarza, że zakończyliśmy posiłek.
- Będąc w restauracji, pozwalamy się rozpieszczać, a to znaczy, że nie pomagamy kelnerowi: nie nalewamy sobie sami wody i wina, nie zbieramy naczyń i nie układamy ich na stercie. Dlaczego? Kelner poczuje się nieswojo, poza tym ma własny system sprzątania ze stołu, a my zamiast pomóc, tylko go burzymy. I nie zostawiajmy sobie sztućców do kolejnego dania — dostaniemy czyste.
- Jeżeli nie wiemy, których sztućców użyć, zaczynajmy od tych położonych od zewnętrznej strony talerza, bo w takiej kolejności będą się na stole pojawiać dania.
(Na podstawie rozdziału: Stół jest święty, [W:] O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek, Renata Mazurowska, Tomasz Sobierajski, Helion, 2017, str. 84-93)
A ja od siebie bym jeszcze dodała — jeżeli na stole są owoce morza oraz miseczka z wodą i plasterkami cytryny, to nie wypijajmy tej wody, tylko po jedzeniu, np. muli, zanurzmy w niej palce, żeby je opłukać. Wtedy też się przyda wykrochmalona serwetka.
www.dopieszczamy.pl Kinga Frelichowska; 2017-06-05
Zranieni
To jedna z tych pozycji, których okładka mnie odepchnęła, a nie zachęciła by po nią sięgnąć. Ale jak to mówią - nie oceniaj książki po okładce. Dodatkowo grubość, a raczej jej brak. Ja uwielbiam książkę, która trochę waży, a stron ma znaczącą ilość. Tu było skromniutko. Ale jak widać nic nie stanęło na przeszkodzie by poznać losy bohaterów stworzonych przez panią Ward.
Sidney jest studentką, ale jest też wystraszoną i zagubioną dziewczyną po przejściach przed którymi nadal ucieka. Peter jest wykładowcą, którego życie również nie oszczędziło i z czego efektami zmaga się do dziś. Los chciał, ze drogi obojga się krzyżują i to w niecodzienny sposób. Sid zaproszona na podwójną randkę (w jej przypadku w ciemno) siada przy stoliku niesamowicie przystojnego nieznajomego pewna, że umówiona jest właśnie z nim. Szybko jednak okazuje się, że była to pomyłka, a prawdziwa randka kończy się katastrofą. Życie jednak ma inne plany i jeszcze tego samego wieczoru Sidney natyka się na Przystojniaka, a spotkanie kończy się u niego w domu. Miała być kawa, wyszło coś więcej. Jednak nie tyle na ile ona liczyła. Oboje pewni, że to koniec - żegnają się i tyle.
Następnego dnia ona jak zwykle idzie na studia gdzie przy okazji pracuje jako asystentka wykładowcy. Załamana jest od samego rana gdy dowiaduje się, że profesor, któremu asystowała i któremu tak wiele zawdzięczała nie żyje i ma zostać oddelegowana do nowego doktora. Smutna, ale i zaciekawiona rusza na wykład. Jakie jest jej zdumienie, gdy jej nowym przełożonym okazuje się Przystojniak z restauracji i ... nieudanej nocy! On również jest niemniej zaskoczony. Oboje wiedzą, że nie da się zapomnieć o tym co było, a już od pierwszych minut ich spotkania między nimi nie tylko zaiskrzyło, ale pojawiła się mocna nić zrozumienia i bezpieczeństwa.
Świadomi tego, że nie maja szans na jakikolwiek związek, bo relacja wykładowca- student jest zabroniona starają się robić wszystko by żyć na stopie przyjacielskiej. Jednak pasja do tańca oraz założenie na uczelni kółka tanecznego sfinansowanego przez Petera nie pomaga...
Jakie decyzje podejmą zarówno Peter jak i Sidney? Co się stało w jego życiu, a co w jej, że oboje zmagają się z cierpieniem? Na co zdecydują się bohaterowie? Na próbę stworzenia związku czy może jednak rozejście się w dwie różne strony?
Tak jak wspomniałam na początku książka ma niepozorną objętość co niestety daje się odczuć czytając, bo wszystko dzieje się szybko i nie ma czasu na dłuższe zastanowienie się nad czymkolwiek. Troszkę to psuje radość czytania. Ja akurat nie miałam okazji czytać niczego o relacji wykładowca-studentka, więc była to mimo wszystko fajna odskocznia. Książka mimo schowanych dramatów wyjątkowo lekka i przyjemna w czytaniu. Tak na prawdę na kilka godzin. I choć nie jest to pozycja najwyższych lotów to czekam na kolejną część, bo ciekawa jestem dalszych losów bohaterów. No i to co podbiło moje serce to humor. Autorka stworzyła bohaterom tyle niefortunnych sytuacji, że ciężko nie uśmiechnąć się podczas czytania. Pozycja zdecydowanie jako odskocznia od codzienności. Jeśli liczycie na coś głębszego to raczej nie tutaj.
swiatmiedzystronami.blogspot.com Karolina Marek; 2017-06-03