ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Making Faces

Czytając tę piękną historię o wojnie, o miłości nie raz poleciały mi łzy, nie raz też się uśmiechałam.

Making Faces sprawi w swoim czytelniku, że nie raz będzie chciał jeszcze ją przeczytać. Z pewnością nie raz będzie miał ochotę rzucić książką o ścianę tak jak ja miałam na początku, lecz z kartki na kartę coraz bardziej chciałam więcej i więcej.

A czy Ty dasz się ponieść emocjom ruszającej opowieści o wojnie, miłości ?

Czy sięgniesz po Making Faces ?

Ja z przyjemnością mogę wam polecać książkę, ponieważ wiem sama, że ja jeszcze do niej wrócę.
zaczytanaksiazholiczka.blogspot.com Claudia Sobańska; 2017-01-27

Making Faces

 
Kolejna książka Amy Harmon, którą zaraz jak zobaczyłam to musiałam zdobyć. Dlaczego? Bo po dwóch poprzednich, które zrobiły na mnie na prawdę duże wrażenie postanowiłam nie odpuszczać i czytać kolejne. Z wiarą i nadzieją, że będą równie dobre jak nie lepsze...
 
Właśnie taki wiersz pisze główna bohaterka. Wylewając swoje uczucia i emocje na papier tworzy coś co pewnie siedzi w głowie wielu z nas. 
 
"Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?
Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy, które widzą źle?
Czy kręci loki na mojej głowie, tworząc z nich dziką burzę?
Czy zatyka uszy głuchemu, robiąc to wbrew ludzkiej naturze?
Czy mój wygląd to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu?
Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę?
Za wady, które mnie prześladują w najgorszych snach,
Za brzydotę, której nie znoszę, za nienawiść i strach?
Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, ze wyglądam aż tak źle?
Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy śmiał się, gdy tworzył mnie?"*
 
Fern Tylor to zawsze miła, uśmiechnięta i chętna do pomocy dziewczyna. Niestety świadoma tego, że choć jest inteligentna i łatwo ją polubić to ładna nie jest. Dlatego choć bardzo boli ją fakt, że zakochana jest bez wzajemności to nie skarży się i żyje z tym tak jak potrafi.
Ambrose Young to błyskotliwy i śmiały chłopak, który wyrasta na zapaśnika z szansami na sukcesy sportowe. Jak niczego w życiu świadom jest swojej urody i nie waha się tego wykorzystywać. 
Ona zakochana po uszy, a on zupełnie nieświadomy jej uczuć. Do czasu...
 
Po zakończeniu szkoły Brose postanawia coś zmienić. Zaciąga się do wojska. Wraz z nim idzie czwórka jego najlepszych przyjaciół. Choć wszyscy świadomi tego co może stać się na wojnie, to chyba żaden nie dopuszczał do siebie konkretnych myśli. Niestety Beans, Paulie, Grant oraz Jesse wracają w trumnach, a Ambros jest mocno okaleczony.
 
Jest jeszcze Bailey - chorujący na zanik mięśni przyjaciel Fern, syn trenera pod którego skrzydłami rozwijał się swego czasu Brose. Chłopak niezwykle dzielny mimo trudności jakie los przed nim stawiał. 
 
"Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia."**
 
Między tą trójką rodzi się przyjaźń, a Ambros wreszcie zaczyna doceniać Fern nie tylko jako przyjaciółkę. I choć przed nimi wiele przeszkód, gór i pagórków to wszyscy walczą tak jak potrafią. Dopingują się nawzajem, wzajemnie dają sobie kopa w tyłek jeśli sytuacja tego wymaga. Bo przyjaciele są nie tylko po to by pocieszać, ale też po to by postawić do pionu, gdy jest to potrzebne. 
 
Choć czytając książkę pokochałam każdego bohatera w inny sposób to moim prawdziwym BOHATEREM w "Making Faces" został Bailey. To on zagościł w moim sercu na specjalnym miejscu i w nim pozostanie pewnie jeszcze długo. Sama pozycja przepełniona jest przyjaźnią i walką, ale przede wszystkim bólem. Jest piękna i wartościowa. Ma przesłanie, ale jej czytanie nie jest lekkie. To co towarzyszyło mi podczas lektury to wzruszenie i łzy, ale też śmiech i radość. Tą książkę warto przeczytać i nie ważne czy jesteś chłopakiem czy dziewczyną. Nastolatkiem czy dorosłym. Może nie każdy będzie zachwycony, ale wierzę, że każdy wyłapie z niej przesłanie. Ja czekam na więcej spod pióra Amy Harmon.
swiatmiedzystronami.blogspot.com Karolina Marek; 2017-01-29

Making Faces

Nie istnieją wystarczająco dobre słowa aby określić wyjątkowość tej książki.
Tutaj nie chodzi o seks, nie jest to typowy, schematyczny romans. Tu chodzi o uczucia, emocje, a "Making faces" to zdecydowanie największy, emocjonalny rollercoaster. 
Harmon podnosi literaturę na zupełnie nowy poziom, gdzie jeszcze nikogo tam przed nią nie było. Po prostu to wszystko co teraz wymyśliła, jak to napisała i to wszystko co nam przekazała jest perfekcyjne. Amy postawiła teraz na bardzo poważny temat. Wojna, inwalidztwo, skutki wyjazdu na tę wojnę - to daje bardzo wiele do myślenia.
 
Ambrose jest najlepszym zapaśnikiem, który ma przed sobą wielką karierę. Niestety po zakończeniu liceum odrzuca wszystkie propozycje, namawia przyjaciół na wstąpienie do wojska i razem wyruszają na misję do Iraku. Tam się wszystko komplikuje, bo Ambrose stamtąd wraca sam. Jest jedynym ocalałym z całej piątki. Ale to że przeżył, nie oznacza, że wyszedł z tego cało. Jego połowa twarzy jest zdeformowana, jest niewidomy na jedno oko, stracił ucho oraz wojna i śmierć przyjaciół odcisnęła na nim piętno.
Chłopak wstydzi się pokazać ludziom, ukrywa się, wie że z jego nową twarzą każdy weźmie go za potwora. Jednymi z osób, które nadal widzą w nim starego Amborse'a jest Fern oraz Bailey.
Dziewczyna jest w nim zakochana od zawsze i to ona jest jego oazą.
 
"Czasami piękno albo jego brak utrudnia nam prawdziwe poznanie drugiego człowieka".
 
Fern jest bardzo skromną i spokojną osobą. Na szczęście nie jest to irytująca bohaterka. Bardzo ją polubiłam. Skrywa w sobie wewnętrzne piękno, a to zewnętrzne pozostawia wiele do życzenia. Podobało mi się to, że Autorka stworzyła taką zwykłą dziewczynę, jaką może być każda z nas.
Fern jest bardzo zżyta ze swoim przyjacielem, a zarazem kuzynem - Bailey'em. Jest to chłopak, który cierpi na chorobę, która uniemożliwia mu poruszanie się więc wymaga opieki, a Fern bardzo chętnie się nim zajmuje. To wszystko obudziło w niej potrzebę opiekuńczości oraz mnóstwo czułości.
 
"Niełatwo jest znaleźć dobrego przyjaciela. Przyjaciele troszczą się o siebie nawzajem, a czasami nawet umierają jeden za drugiego".
 
Tak jak już wspomniałam wcześniej, Bailey jest niepełnosprawny. Od dziecka wie, że umiera i że choroba w końcu go pokona. Jednak nie załamuje się. Choroba sprawiła, że potrafi korzystać ze swojego wewnętrznego piękna i dlatego jest takim promykiem, który cieszy wszystkich dookoła. 
 
Pewnie zauważyliście, że opisując postacie, kilka razy użyłam słów "wewnętrzne piękno". Właśnie między innymi o to chodzi w tej książce aby każdy wiedział, że nie tylko wygląd jest najważniejszy. Idealnie oddaje to pewien cytat:
 
"Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia".
 
Postacie są pozytywne i bardzo realne. Nie mamy takiego wrażenia, że to jest tylko książka, bo to się wszystko może zdarzyć. Takie sytuacje występują w życiu i wiele osób się z tym zmaga.
Przeczytałam już trochę książek, które były wzruszające i które miały zamiar doprowadzić czytelnika do płaczu, ale pierwszy raz spotykam się z tak silnym związaniem z historią oraz z bohaterami. Nawet jeśli ta książka nie jest taka, aby siadać przy niej z paczką chusteczek to ja i tak wiele razy się wzruszyłam. Najczęściej to w momentach gdy jakiś cytat dogłębnie do mnie trafił. albo nawet gdy nic takiego się nie działo. Jedno słowo może to wyjaśnić - życie. Życie czasem potrafi doprowadzić do łez.
Mnie właśnie doprowadziło do takiego stanu życie bohaterów. Nie chodzi o to, że było złe. Czasem było złe, ale było i dobre. I to właśnie o to chodzi - ta książka jest taka prawdziwa, że miałam wrażenie iż czytam książkę na faktach naturalnych.
 
"- Są takie chwile Bailey, kiedy myślisz, że już więcej nie zniesiesz. Ale potem odkrywasz, że jednak dajesz radę. Zawsze dajesz radę. Jesteś twardy. Bierzesz głęboki oddech, zaciskasz mocniej zęby, pokonujesz kolejne przeszkody, aż w końcu wiatr znów zaczyna Ci wiać w żagle - powiedziała.
- Ale są takie chwile, kiedy po prostu musisz się pogodzić z tym gównem, rozumiesz?
- Tak. I nie w ma tym nic złego.
- Po prostu musisz się z tym pogodzić. Stawić czoła tej gównianej sytuacji. - głos Baileya wzmocnił się i wyostrzył. - Zaakceptować prawdę. Wziąć to gówno na klatę, wytarzać się w nim i stać się z nim jednością".
 
Jestem wdzięczna Amy Harmon i Wydawnictwu Editiored, że dali mi możliwość przeczytania tej niezwykłej, wyjątkowej historii. Zatrzymam ją w swoim sercu i nie wypuszczę. A Was zachęcam do sięgnięcia po tę mądrą powieść, inną niż wszystkie. Inaczej nie potrafię Was zachęcić.
Podam jeszcze kilka pięknych cytatów, które mogą Wam pomóc podjąć decyzję.
 
 
"Czasami posiadanie wyjątkowego przyjaciela jest trudne. Czasami będziesz cierpieć razem z nim. Życie nie zawsze jest łatwe, a ludzie potrafią być okrutni".
 
"Może jest jakiś większy sens, jakiś większy obraz, którego my jesteśmy tylko małym elementem. Wiesz, jak w tym puzzlach z tysiąca elementów. Patrząc na jeden element, nie jesteś w stanie stwierdzić, jak będzie wyglądać cała układanka. A tutaj niestety nie ma obrazka na pudełku, który pomógłby nam spojrzeć na wszystko jak na całość".
 
"Może każdy człowiek to jeden element układanki. Wszyscy pasujemy do siebie i tworzymy coś wspaniałego, co nazywamy życiem. Nikt z nas nie wie jaką rolę odgrywa ani jak to się wszystko skończy. Może cuda, które widzimy, to tylko wierzchołek góry lodowej. A może po prostu nie potrafimy sobie uświadomić, ile dobrego mogą nam przynieść różne okropne wydarzenia".
 
"Powiedział im o tym, co ostatnio usłyszał od Baileya. O tym, że powinien odzyskać swoje życie. nie był pewien co to oznacza. Czasami nie można odzyskać życia. Czasami jest ono totalnie zakończone i pogrzebane, i jedyne, co można zrobić, to zacząć nowe".
 
"Nie ma smutku jeśli wcześniej nie było radości".
 
"Nie możemy dostać odpowiedzi na wszystkie pytania. Niektóre z nich zostają zawieszone w powietrzu. Ale myślę, że gdy pod koniec życia spojrzymy wstecz i przypomnimy sobie sytuacje, w których błagaliśmy Boga, żeby coś od nas odsunął, gdy Go przeklinaliśmy, odwracaliśmy się od Niego plecami i wypieraliśmy się własnej wiary, to uświadomimy sobie, że to własnie te nerwy były naszym największym błogosławieństwem i najwspanialszą okazją do dalszego rozwoju".
 
"Od czasu Iraku trudno jest mi wierzyć, że po śmierci jest jeszcze coś. Albo nawet, że to obecne życie ma jakikolwiek sens. Rodzimy się, cierpimy, patrzymy jak nasi najbliżsi cierpią i umieramy. To wszystko wydawało mi się takie bezsensowne. Takie okrutne. I ostateczne. Ale po dzisiejszej nocy nie mogę już tak powiedzieć. Jest dużo rzeczy, których nie rozumiem, ale brak zrozumienia jest lepszy niż brak wiary".
 
"W zeszłym roku czułem się jak jeden z tych płatków śniegu, które kiedyś robiliśmy w szkole. Wiesz, taki płatek, który wycinasz z pozginanego kawałka papieru i tniesz go tak długo, aż prawie cały papier odpadnie. Tak własnie wyglądam. Jak papierowy płatek śniegu. Każda dziura w w tym płatku ma swoje imię. I nikt, ani ja, ani ty, nie wypełni tych dziur, które pozostawili po sobie inni ludzie. Jedyne, co możemy zrobić, to ratować siebie nawzajem przed wpadnięciem w te dziury, bo stamtąd nie ma już drogi powrotnej".
 
"Prawdziwe piękno, takie, które nie blaknie i nie umiera, wymaga czasu. Wymaga napięcia. Wymaga niewiarygodnej wytrwałości. To krople, które jedna po drugiej budują stalaktyt; to trzęsienia ziemi, które tworzą łańcuchy górskie; to fale uderzające nieustannie o brzeg, które łamią skały i wygładzają twarde krawędzie. A z tej gwałtowności, wrzawy, wściekłego wycia wiatru i szumu wody rodzi się coś lepszego, coś, co w innych okolicznościach nie mogłoby zaistnieć. Dlatego trwamy. Mamy nadzieję, że istnieje jakiś cel. Wierzymy, że są rzeczy, których nie możemy zobaczyć. Czerpiemy naukę z każdej straty i wierzymy w potęgę miłości oraz w to, że każdy w nas ma w sobie potencjał do osiągnięcia piękna tak doskonałego, że nasze ciała nie będą w stanie go pomieścić".
ksiazkanawsi.blogspot.com Anna Kelly; 2017-01-13

Making Faces

Zebranie myśli przed napisaniem tej recenzji kosztowało mnie kilkadziesiąt głębokich oddechów i dwie nieprzespane noce. I to nie dlatego, że miałam wielkie oczekiwania, a autorka boleśnie mnie zawiodła. Wręcz przeciwnie. Nie doceniłam Amy Harmon. Moje oczekiwania były duże, ale niewystarczające. Bo to, co dostałam całkowicie powaliło mnie emocjonalnie. Na łopatki, na kolana, na twarz. Oto książka, która trafia na złotą listę najlepszych z najlepszych! Chcecie wiedzieć dlaczego? Koniecznie przeczytajcie recenzję! 
 
Amy Harmon jest autorką bestsellerów, mówcą motywacyjnym, nauczycielką i matką. Dorastała w wiejskiej okolicy, a pisanie od zawsze sprawiało jej ogromną przyjemność. Jej książki opublikowano w siedmiu krajach, zdobyły wiele nagród i wyróżnień (Wall Street Journal Bestseller, New York Times Bestseller, Whitney Award, Swirl Award i wiele innych).
 
Fern Taylor nigdy nie była specjalnie lubiana i popularna. Figura dwunastoletniej dziewczynki, burza rudych loków, duże okulary i aparat ortodontyczny sprawiły, że chłopcy tacy jak Ambrose Young na zawsze pozostawali w sferze jej niedoścignionych marzeń. Bo Ambrose był szkolną, a właściwie lokalną gwiazdą zapasów, który miał przed sobą świetlaną przyszłość w tym sporcie. Fern skrycie kochała Ambrose'a, lecz on nie zwracał na nią uwagi. Ku zdumieniu wszystkich, chłopak zmienił plany i zamiast iść na studia, to zaciągnął się do wojska. A wraz z nim jego czterej przyjaciele. Gdy po wielu miesiącach na misji Ambrose wrócił sam, wówczas nie przypominał już tego przystojnego, beztroskiego chłopaka... Stał się wyrzutkiem, a tylko Fern i jej kuzyn Bailey nie byli w stanie opuścić Ambrose'a...
 

Amy Harmon jest autorką o niewyobrażalnym talencie. Ta kobieta robi z emocjami czytelnika takie rewolucje, że po zakończeniu przygody z jej bohaterami ciężko dojść do siebie. Jej poprzednie, wydane w Polsce powieści - "Prawo Mojżesza" i "Pieśń Dawida" - naprawdę bardzo mi się podobały. Tyle, że "Making Faces" kładzie na łopatki nie tylko te dwie, wymienione wyżej powieści, ale także wszystkie inne. Nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić w czym tkwi sekret tej historii. Opowieść o Fern i Ambrosie to prawdziwa perła. Przed laty inna powieść o żołnierzu i zakochanej w nim dziewczynie wstrząsnęła mną do głębi. Dziś nie wyobrażam sobie, żeby tamta książka mogła konkurować z "Making Faces".To jest unikat, którego nie sposób podrobić! 
 
Gdy po raz pierwszy przeczytałam opis fabuły, to pomyślałam sobie, że autorka postanowiła sięgnąć po schemat, kiedy to brzydka dziewczyna zakochuje się nieszczęśliwie w pięknym chłopaku. Oczywiście Amy Harmon nie pozwoliła sobie na bycie typową. Oczywiście po raz kolejny wyszła poza wszelkie ramy, poza zwykłe emocje, poza proste problemy i proste rozwiązania. Postanowiła zdruzgotać czytelnika doszczętnie i uczyniła to na zaledwie trzystu czterdziestu stronach. Niemożliwe? A jednak?
Ta powieść daleka jest od słodko-gorzkiego love story. Oprócz wątku na linii Fern-Ambrose, mamy wątek Fern-Bailey. A kim jest Bailey? To przyjaciel i kuzyn głównej bohaterki. Nie, nie jest gejem (bo tak zazwyczaj w książkach bywa). Bailey to nieuleczalnie chory chłopak - cierpi na dystrofię mięśniową Duchenne'a. Jego ojciec jest trenerem szkolnej drużyny zapaśników. A sam Bailey jest człowiekiem unikatowym! Bohaterem nie tylko tej powieści, lecz bohaterem życia! Choroba z roku na rok odbiera mu siły, a on potrafi się śmiać, potrafi żartować, czerpać radość z małych rzeczy, troszczyć się o najbliższych i kochać bezgranicznie. To właśnie Bailey, ten pokrzywdzony przez los chłopak, jest najjaśniejszym promykiem w tej smutnej historii.
 
Zapewne każdy z nas mniej lub bardziej dokładnie pamięta dzień zamachu na World Trade Center. To wydarzenie na zawsze zmieniło Amerykę. To wydarzenie wpłynęło na życie milionów ludzi. To wydarzenie odebrało życie wielu żołnierzom, którzy wyjechali na misję. Amy Harmon postanowiła naznaczyć "Making Faces" wspomnieniem o tym zamachu. Pokazała czytelnikowi młodego chłopaka, który był w szkole beztroski, popularny i fenomenalny w sporcie, który miał powodzenie u dziewczyn i mnóstwo powodów do radości. Fascynujący był moment przejścia z życia beztroskiego do życia żołnierza wysłanego na misję, gdzie walka o kolejny dzień stanowiła istotę istnienia.
Podczas czytania tej powieści zastanawiałam się, co jest dla mnie (we mnie samej) najważniejsze. Próbowałam sobie wyobrazić, że to tracę i odpowiedzieć na pytanie, jak mogłabym dalej żyć? Wojna odebrała Ambrose'owi wszystko... Wszystko poza miłością brzydkiej, dziwnej, małej Fern. Fern, która pisała do niego listy, zadawała mu dziwne pytania i cytowała Szekspira. 
 
Przeżyłam tę historię głęboko, całą sobą, ciałem, duszą, myślami. Utożsamiłam się z bohaterami, pokochałam ich, cierpiałam razem z nimi, cieszyłam się, gdy i oni się cieszyli. "Making faces" wniknęło we mnie, zaabsorbowało mnie bez reszty, pochłonęło w stu procentach, nie pozwoliło się oderwać nawet na moment. Nie spodziewałam się, że to będzie aż tak wstrząsająca, tak fenomenalna, głęboka i poruszająca lektura. Nie spodziewałam się, że ta powieść stanie się moim bezwzględnym numerem jeden. 
Kocham tę historię za tak wiele, ale chyba najbardziej za to, jak autorka ukazała uczcie początkowe i nieodwzajemnione, które przez lata przeistoczyło się w miłość dojrzałą. Zachwyciła mnie siła pasji, chęć walki, wielkie nadzieje i zamiłowanie do sportu. Poruszyła mnie głębia bólu, ogrom straty i intensywność tęsknoty. Wstrząsnęło mną odrętwienie, które odczuwa się po śmierci bliskiej osoby. Nie mogę przestać myśleć o tym, jak znaczący jest tytuł tej historii. Początkowo można go w ogóle nie rozumieć lub tylko myśleć, że się rozumie. Ale "Making Faces" jest czymś znacznie większym, niż się może wydawać. Tu wszystko zostało przemyślane i dopasowane... nie tylko tytuł książki, ale także tytuły rozdziałów, kolejne wydarzenia, każda emocja... 
Siła przyjaźni w tej historii jest tak wielka, że nie sposób nie uronić łzy. Wzruszyłam się przy czytaniu "Making faces" tak wiele razy, że nie jestem w stanie tego zliczyć. Uwielbiam dojrzałość, z jaką Amy Harmon podeszła do tematu wojny i bycia żołnierzem na misji. Uwielbiam niezliczoną ilość przepięknych cytatów, które można znaleźć w tej powieści (a później wytapetować sobie nimi pokój, żeby ich nigdy nie utracić). Opowieść Fern i Ambrose'a ma nieopisaną wartość. Tę książkę powinien przeczytać każdy człowiek i każdy, niezależnie od wszystkiego, znalazłby w niej coś dla siebie. Nie ma możliwości, żeby pozostać obojętnym przy tej książce. Nie ma możliwości, by ją zapomnieć i później o niej nie myśleć. 
Jeśli są jakieś słowa, którymi chciałabym podsumować "Making Faces", to brzmią one tak: "(...)  Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma"*. Pozwólcie sobie pokochać cudownego Ambrose'a i wspaniałą Fern. Jestem pewna, że nigdy ich nie zapomnicie. Oto najlepsza książka, jaką kiedykolwiek przeczytałam.
Moja ocena: 10/10 - chociaż w tym wypadku jest to 11/10
http://porozmawiajmy-o-ksiazkach.blogspot.com/ Klaudia Pankowska; 2017-01-28

Pieśń Dawida

Walka stała się sensem życia Dawida, zwanego przez innych - Tagiem. To ona go kształtowała. Jeździł po świecie, imprezował, wydawał pieniądze, ale to walka nadawała barwę jego istnieniu. W młodości był impulsywny i nie stronił od alkoholu. Kiedy zaginęła jego starsza siostra, targnął się kilkakrotnie na swoje życie.
 
Dopiero spotkanie z Mojżeszem i rozkwitająca między nimi przyjaźń postawiła Taga na nogi. Również w jego życiu pojawiła się niewidoma Millie. Od początku wiedział, że jest wyjątkowa i warto o nią walczyć. Oboje byli w sobie bezgranicznie zakochani. Mężczyzna dzięki niej czuł się bezpieczny i akceptowany. Do czasu, aż zniknął bez śladu.
 
Książka nawiązuje do powieści "Prawo Mojżesza", jednak z punktu widzenia jest ona odrębną historią. Spotykamy tych samych bohaterów i dowiadujemy się jak ułożyli sobie życie. Historia w tej pozycji skupia się na życiu Taga, którego poznajemy w pierwszej części książki jako najlepszego przyjaciela Mojżesza.
 
Mam ogromny sentyment do poprzedniej książki tej autorki, więc czułam, że ta powieść będzie równie dobra - i miałam rację. Ta pozycja nie była ani gorsza, ani lepsza. Utrzymuje poziom jej poprzedniczce, z czego jestem bardzo zadowolona. Amy Harmon po raz kolejny spisała się na medal, a ja czuję się oczarowana.
 
Postać Taga i Millie, jak i ich relacja: robią wrażenie. To osoby, które możemy pokochać od pierwszych stron i przeżywać wraz z nimi wszystkie wzloty i upadki. Zostali oni przedstawieni w bardzo autentycznym świetle, tak że, czytając mamy wrażenie, że tacy ludzie mogliby istnieć naprawdę. Ich miłość zaczęła się od zwykłej przyjaźni i opieki. Podobał mi się fakt, ze autorka nie chciała poprowadzić wszystkiego w szalonym tempie.
 
Pokazana zostaje walka głównych bohaterów, w dosyć bolesny sposób. Jestem pełna podziwu, w jaki sposób została ona przedstawiona. Jest to bitwa o szczęście, miłość, spełnienie, wbrew wszystkiemu, mimo wiedzy, że i tak się ją przegra. Ta historia prezentuje wizję tego, że każdy zasługuje na miłość.
 
Dużą rolę odegrał również Henry, który jest młodszym bratem Millie. Gdy czytałam fragmenty, w których występował - na mojej twarzy bezprzerwy gościł uśmiech. Jestem pewna, że każdy kto miał do czynienia z nim w tej powieści, również był oczarowany. Jest on niezwykle mądrym, wrażliwym i inteligentnym chłopcem.
 
Książka wprowadziła mnie w melancholijny nastrój. Czułam się zdezorientowana, zwłaszcza zakończeniem, które jest dosyć nietypowe, a z drugiej strony prawdziwe i mądre. Lektura skłania do refleksji, a styl pisarki oczarowuje z każdą kolejną stroną. Nie jest to pozycja banalna, w której wszystko ma szczęśliwy koniec.
 
To historia o miłości, która narodziła się w wyjątkowy sposób. Amy Harmon stworzyła opowieść o zwycięstwach, porażkach, opiece, sensie życia i przyjaźni. Wszystko zostało zapoczątkowane w niesamowity sposób. Jestem zakochana w tej opowieści i czuję, że nie łatwo będzie mi o niej zapomnieć
Skrytaksiazka.blogspot.com Anna Drąg; 2017-01-07
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL