ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Dręczyciel

"Dręczyciel" jak sam tytuł mówi, uświadamia nam, że ta historia nie będzie przyjemna. I taka właśnie jest prawie do samego końca. Poznajemy w niej dwójkę dawnych przyjaciół - Tate i Jareda. Jedno zdarzenie zniszczyło ich przyjaźń, ale czy na zawsze? Kto kogo będzie dręczył? On ją czy ona jego? A może to ktoś inny będzie dręczył ich oboje? Kto okaże się katem a kto ofiarą? Tego dowiecie się sięgając po wyżej wymienioną pozycję. 
Moim zdaniem jest to książka rewelacyjna, która pokazuje, że w życiu występują dręczyciele i ich ofiary. W realnym świecie jest to temat tabu, ale akurat nie w tej historii. Oprócz tego jest to wciągająca i łatwa do przeczytania lektura, która prowadzi nas przez wir emocji, a szczególnie przez ból, strach i zdradę. Jak dla mnie książka godna polecenia wszystkim i na pewno zagości w nie jednym domu na półce ulubionych. 
rudablondynkarecenzuje.blogspot.com Andżelika Arendarska; 2017-01-31

Making Faces

Jak mam opisać zachwyt? Jak mam przelać na papier wszystkie emocje jakie wywołała we mnie ta książka?? Jest tego tak wiele, że nie wiem od czego zacząć....brak mi słów.
 
Z Amy Harmon miałam już styczność przy jej poprzednich książkach i wiedziałam, że nie dostanę zwykłej i banalnej historii, gdyż ta autorka wychodzi poza ramy przeciętności, ale "Making Faces" przeszło moje oczekiwania... zaparła dech, zachwyciła i nauczyła.
 
O czym więc jest " Making faces"??
W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young — błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym — to dla niego za mało.
 
Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta.
 
Jestem nią oczarowana i mam czytelniczego kaca po jej skończeniu. Ta historia to kwintesencja tego czego szukam w książkach . Emocji, mądrości życiowych, miłości.  Jestem na kolanach i nie chce się z nich podnosić. Woow...
 
Porusza ona tak wiele aspektów życia,  uczy nas pokory,  szacunku do życia,  tego co już posiadamy. 
 
Daje nam mentalnego klapsa za traktowanie siebie i innych przez pryzmat powierzchniowego piękna, zatrzymuje i zmusza do refleksji.
 
Ambrose i Fern to bohaterowie cierpiący.  Ona jako nastolatka wyśmiewana ze swojego wyglądu, a on uznawany za Boga - przystojny sportowiec który ma z pozoru wszystko...do czasu gdy traci absolutnie wszystko. 
 
Autorka pokazuje jak pozornie szczęśliwi ludzie ciepią w samotności  jak wieczorami rozpadają się na milion kawałeczków.... 
 
Pisarka nie ogranicza się tylko do głównych bohaterów - tworzy tu całą społeczność.  Mieszkańcy miasteczka tworzą tło powieści by w pewnym momencie przeniknąć główne wątki, splatać się z nimi, uwypuklać problemy, rozwiązania.  Nie zanudzicie się gdyż książka naszpikowana jest zwrotami akcji,  wydarzeniami, które zmieniają bohaterów ale i samego czytelnika. 
W pewnym momencie autorka tak obraca historię,  że szczęśliwi ludzie stają się cierpiętnikami a cierpiętnicy dostępują szczęścia.... zabieg ten pozwala nam zobaczyć jak ulotne sa nasze życia. Jak bardzo kruche i zaskakujące bywa życie. Ale ta książka nie ma nas dołować - ma nam pokazać, że powinniśmy szanować to co mamy, dbać o samych siebie i naszych bliskich bo nie wiem co czeka za rogiem.  Pokazuje jak ulotne jest piękno zewnętrzne i tak naprawdę pokazuje nam prawdziwe piękno.
 
"Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia."
 
Ogromny plus za język. Mimo, że narracja jest 3 osobowa ale i tak odbywa się z perspektywy obojga bohaterów. Osobiście nie jestem fanka takiego rozwiązania, ale Amy Harmon pokazała jakim kunsztem włada i jak plastyczny jest jej język. Historia jest dopracowana, złożona. 
Dławiłam się emocjami dzięki jej listom, wierszom, cytatom. 
 
"Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?
 
Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy, które widzą źle?
 
Czy kręci loki na mojej głowie, tworząc z nich dziką burzę?
 
Czy zatyka uszy głuchemu, robiąc to wbrew ludzkiej naturze?
 
Czy mój wygląd to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu?
 
Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę?
Za wady, które mnie prześladują w najgorszych snach,
Za brzydotę, której nie znoszę, za nienawiść i za strach?
Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, że wyglądam aż tak źle?
Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?"
 
Stworzyła świat piękny i okrutny zarazem. Ta historia rani, ale i daje nadzieję - przepełniała  mnie do szpiku kości i nadal w niej tkwię.
 
Czytając ją uzbrójcie się w chusteczki - ja płakałam nie z powodu romantycznych uniesień - choć z pewnością chwytają za serce. Do mnie przemówiła niesprawiedliwość społeczna i życiowa, choroba, utrata, przemoc fizyczna, śmierć...
kasikrecenzuje.blogspot.com/ Kasik; 2017-01-23

Making Faces

Małe i ciche miasteczko, w którym mieszka grupa przyjaciół. Jednym z nich jest Ambrose Young – błyskotliwy młody zapaśnik, przed którym stoi szansa na sporą karierę. Fern Taylor zawsze miła i pogodna dziewczyna, nierzucająca się w oczy… Ambrose do tej pory jej nie zauważał, lecz ona obdarzyła go silnym i szczerym uczuciem…
Pewnego dnia wybucha wojna. Ambrose wraz z czwórką przyjaciół wciela się szeregi wojska i wyruszają do Iraku. Wraca sam z ciężkimi obrażeniami. Wydaje mu się, że stracił wszystko… Lecz uczucie Fern przetrwało, choć miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta…
Czy uda im się odnaleźć wspólną drogę? Czy Ambrose pozwoli Fern posklejać swoją duszę?
 
Po lekturze poprzednich książek Amy Hormon nieco obawiałam się kolejnej pozycji z płaskimi emocjami, w związku z czym odkładałam jej lekturę na później… i na później… Nadszedł jednak dzień, w którym chciałam mieć tę książkę jak najszybciej za sobą… I mile się rozczarowałam…
 
Making faces wciąga od pierwszych stron, zachęcając rozdział po rozdziale, by zagłębić się w historię Ambrose’a, Fern i Baileya… Historii niesamowicie wzruszającej i poruszającej, która niejednokrotnie wyciśnie z czytelnika kilka łez, czy zmusi do refleksji…
Zważywszy na ilość „problemów” poruszonych w książce, co na pierwszy rzut oka może dawać poczucie przepełnienia, w rzeczywistości jest to tak przemyślnie skonstruowane, że wszystkie one przeplatają się i uzupełniają, dając głębszy obraz wydarzeń opisanych w książce.
 
Autorka tym razem rzuciła czytelnika na głęboką wodę, jeśli chodzi o emocje. Bo jest ich ogrom nie tylko (poza drobnymi wyjątkami) w tekście, wiele z nich czytelnik odczuwa tym silniej, im bardziej wczytuje się w tę powieść, która z pewnością na długo zapada w pamięć.
 
Bohaterowie Making faces są dopracowani pod względem psychologicznym. Autorka pozwala bliżej poznać każdą postać, pozwala spojrzeć na świat ich oczyma… I pokochać ich całym sercem… z wadami i zaletami… bo tacy bohaterowie są najlepsi…
 
Opowieść podzielona jest niejako na teraźniejszość i przeszłość. O ile teraźniejszość była przyjemnie naładowana emocjami, tak wspomnienia w znacznej większości były… nijakie… Niby o czymś opowiadały, a zasadniczo bardzo niewiele wnosiły do zdarzeń współczesnych bohaterom. Zdecydowanie książka mogłaby być krótsza o niektóre z nich.
 
Dużym plusem jest „happy end” Making faces. Ta historia potrzebowała takiego, a nie innego zakończenia. A prolog… myślę, że jest tą kropką nad „i”  – idealnym dopełnieniem wyzwalającym wiele emocji.
 
Podsumowując: Making faces to niezwykle refleksyjna i poruszająca opowieść o życiu, jego mrocznych i jasnych stronach. Historia młodych ludzi, którzy poznali co to śmierć, ból i rozczarowanie, ale zaznali też miłości, przyjaźni i zrozumienia. Kochali i byli kochani…
Koniecznie sięgnijcie po tę pozycję…

Polecam!
Papierowybluszcz.wordpress.com Michalina Foremska; 2017-02-01

Making Faces

Jesienią ubiegłego roku na moim blogu ukazały się recenzje dwóch niesamowitych książek autorstwa Amy Harmon, które szturmem zdobyły moje serce. Jedna z nich, „Prawo Mojżesza”, znalazła się nawet w zestawieniu piętnastu najlepszych książek roku 2016. Dlatego, kiedy usłyszałam o zbliżającej się premierze „Making faces” byłam niezwykle podekscytowana i nie mogłam się doczekać, aż autorka po raz kolejny rozbije moje serce. Czy tak się stało? Zobaczcie sami!
 
Fern Taylor, córka pastora, od lat kocha się w przystojnym Ambrose’ie Youngu. Niestety, nie ma u niego żadnych szans. Chłopak, niezwykle uzdolniony zapaśnik, jest rozrywany przez stadko wielbicielek, ładniejszych i bardziej pewnych siebie niż Fern. Dziewczyna pogrąża się więc w świecie książkowych romansów i marzeń o obiekcie swych westchnień. Codzienność dzieli ze swoim niepełnosprawnym kuzynem, Baileyem. Jej świat zmienia się, gdy 11 września 2001 roku Al-Kaida atakuje WTC. Ukochany Ambrose idzie na wojnę, a kiedy wraca, jest zupełnie innym człowiekiem.
 
„Making faces” nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jakie chciałam. O ile siłą „Prawa Mojżesza” była jej nieszablonowość, tak czytając najnowszą powieść Amy Harmon odnosiłam wrażenie, że to już było – niepełnosprawny przyjaciel, walka dziewczyny o odwzajemnienie uczuć, zamknięty w sobie mężczyzna o traumatycznej przeszłości. Mam wrażenie, że w tej książce autorka użyła mnóstwa kasowych motywów, tworząc mieszankę, która powinna z czytelnika wycisnąć łzy.
 
Wielką wadą tej książki są dla mnie jej bohaterowie. Gdy poznałam Fern, byłam pewna, że ją pokocham – w końcu bardzo przypomina mi mnie. Jest wielką romantyczką, troskliwie opiekuje się kuzynem, ma kompleksy, jest głęboko wierzącą chrześcijanką. A jednak, gdzieś w połowie książki zaczął mnie irytować jej romantyzm. Bo ja tak bardzo nie lubię dziewczyn, które narzucają się facetom, które liczą, że ich miłość wystarczy za oboje. A jeszcze bardziej nie lubię, gdy autorki promują taką formę uczucia. Wydaje mi się, że jest to strasznie krzywdzące dla nas, romantyczek, wierzących w miłość, bo potem pakujemy się w patologiczne relacje, wierząc, że pewnego dnia obiekt naszych westchnień nas zauważy. Dlatego przekreśliłam postać Fern, zaliczając ją do postaci, które kochają za bardzo. Zdaje mi się również, że jej postać jest zbyt wyidealizowana, przez co trudno się z nią utożsamić. Mojej sympatii nie zbudził także fakt, że ulubioną pisarką bohaterki jest nielubiana przeze mnie Nora Roberts. Na pewno na tle swojej partnerki dużo lepiej wypada Amborse. Zdaje mi się, że Amy Harmon ma wielki talent do tworzenia postaci męskich, wiarygodnych, silnych, pomimo poturbowania przez Zycie. Natomiast nie do końca wiem, co sądzić o trzecim z głównych bohaterów – Baileyu. Oczywiście, obdarzyłam go bardzo ciepłymi uczuciami, jednak wydaje mi się, że jedynym celem wykreowania go było wzbudzenie w czytelniku łez.
 
Nieco niepokoi mnie naiwność tej książki. Jak „Prawo Mojżesza” czy „Pieśń Dawida” przedstawiały czytelnikowi obraz miłości dojrzewającej czy dojrzałej, tak „Making faces” zawodzi. Sceny erotyczne między bohaterami były napisane w sposób tak ckliwy, że wybuchałam śmiechem. Jakoś to przesadzone było…
 
Mimo tych dwóch wad, nie mogę całkowicie przekreślić „Making faces”, przede wszystkim ze względu na wielką mądrość, jaką ta ksiażka przekazuje. Uczy, że piękno tkwi w oku patrzącego, że charakter jest ponad urodą. Uczy, że warto kochać i otwierać się na miłość. Chcąc nie chcąc, muszę przyznać, że zaangażowałam się emocjonalnie w historię Fern i Ambrose’a, a czytając ostatnie strony, miałam łzy w oczach.
 
Nie żałuję, że przeczytałam „Making faces”, jednak nieco smutno mi, że książka ta nie spełniła wszystkich moich oczekiwań. Czy warto? Jeśli lubicie romanse w stylu Young adult – myślę, że tak!
nieuleczalnyksiazkoholizm.blogspot.com Aleksandra Korniak

Koszmar Morfeusza

Druga część cyklu Mafijna miłość przenosi nas do świata pełnego sekretów, intryg i seksualnego napięcia. Koszmar Morfeusza ma wszystko, czego wielbiciele literatury erotycznej mogą oczekiwać, a K. N. Haner po raz kolejny przełamuje tabu i udowadnia, że polscy pisarze w niczym nie ustępują tym zagranicznym. Gotowe wkroczyć w jeszcze mroczniejszy świat, gdzie rzeczywistość staje się tak okrutna, że zaczynasz marzyć, by to wszystko okazało się tylko koszmarnym snem?
 
Od momentu pojawienia się K. N. Haner na polskim rynku wydawniczym, budzi ona skrajnie różne emocje. Jedni ją kochają, drudzy nienawidzą, jej fani zacięcie bronią jej twórczości przed tymi, którym jej książki nie przypadły do gustu. Myślę właśnie, że o to chodzi w książkach — mają wzbudzać emocje. A powieści K. N. Haner niewątpliwie je wzbudzają, a wszystkie opinie są dowodem na to, że polska pisarka może odnieść sukces. Potwierdzeniem tego jest osiągnięcie przez Koszmar Morfeusza bestsellera empiku w niecałe 48 godzin od uruchomienia przedsprzedaży. O co tyle zamieszania?
 
Koszmar Morfeusza to kontynuacja historii Cassandry i Adama, których poznaliśmy w pierwszej części cyklu. Związek tych dwojga nie należy do łatwych czy zwyczajnych, ciągle się odpychają, po ty, by za chwilę paść sobie w ramiona i dać się ponieść namiętności. Przez uczucie do Cassandry, Adam nie wywiązuje się w pełni ze swoich obowiązków w klubie Mirrors, z czego bardzo niezadowolony jest Eros, który ma władzę nad jego życiem. Cassandra podejmuje kilka nieostrożnych decyzji i trafia w ręce człowieka, od którego Adam chciał trzymać ją tak daleko, jak to tylko możliwe. Czy Cassandra odzyska dawne życie, a Adam uwolni się spod władzy Erosa?
 
Koszmar Morfeusza to mocna propozycja z gatunku literatury erotycznej. Wywołuje w czytelniku całą gamę przeróżnych emocji, jak na przykład strach, złość, smutek i radość. K. N. Haner zadbała o odpowiednią ilość tajemnic i sekretów, które pobudzają wyobraźnię czytelnika, zachęcając go do dalszego czytania. Po zakończeniu wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, więc z wielką niecierpliwością czekamy na dalsze losy bohaterów w kolejnej części, mając nadzieję na odnalezienie tam rozwiązania wszystkich zagadek. Kto już zna Sny Morfeusza, temu nie trzeba przedstawiać postaci, ponieważ są one dobrze znane. Wspomnę tylko, że Cassandra ciągle jest osobą bardzo mnie irytującą, a jej zachowanie i podejmowanie gwałtownych decyzji pozostało bez zmian. Bardzo się cieszę, że w Koszmarze Morfeusza jest zdecydowanie więcej scen z udziałem Tommiego, którego uwielbiam. Pomimo choroby nie traci radości życia, chętnie się uśmiecha i naprawdę troszczy się o Cassandrę.
 
Koszmar Morfeusza to książka, która z łatwością was porwie i wciągnie do świata Cassandry i Adama. Dynamiczna akcja, tajemnice i niebezpieczeństwo czające się tuż za rogiem są gwarancją dobrze spędzonego czasu. Powieści K. N. Haner nie są dla wszystkich, więc jeśli nie lubisz scen ostrego seksu i niebezpiecznych mężczyzn to najlepiej będzie, jeśli ominiesz tę książkę. Jeśli natomiast lubisz dobre powieści erotyczne i niestraszne Ci wulgaryzmy, to gorąco polecam tę książkę. Nie mogę się już doczekać wydania trzeciej części, gdzie w końcu poznamy odpowiedzi na wszystkie pytania i dowiemy się jaka przyszłość czeka naszych bohaterów.
 
Gorąca, nieprzewidywalna, niebezpieczna i nieprzyzwoita taka właśnie jest historia Cassandry i Adama. Gotowi poznać Koszmar Morfeusza?
myfairybookworld.blogspot.co.uk Ewelina Nawara; 2017-01-27
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL