ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Psychologia Zmiany - najskuteczniejsze narzędzia pracy z ludzkimi emocjami, zachowaniami i myśleniem

Nigdy nie miałem pozytywnej opinii o działaniach Mateusza Grzesiaka. Kiedy moi znajomi zachwycali się jego poczynaniami, ja patrzyłem na nie dość sceptycznie. Teraz gdy pojawiają się w sieci informacje nieprzychylne dla Mateusza Grzesiaka (np. leczenie polipa przez internet), coraz więcej słyszę opinii, że miałem rację, ba nawet wygrałem pewien szalony zakład o piwo.

Gdy otrzymałem propozycję od Wydawnictwa Onepress, by przyjrzeć się najnowszej książce Grzesiaka, zgodziłem się. Chciałem poznać, co tym razem wymyślił nowego. Przyznaję się, chciałem zgarnąć kolejne nieprzyjazne argumenty, a tu…. TAKA NIESPODZIANKA.

Psychologia zmiany – must have dla trenerów, coachów i przedsiębiorców

Kocham pozytywne zaskoczenia. Odkrycia, że coś wygląda/działa inaczej niż przypuszczałem jest dla mnie cudownym doświadczeniem. Za każdym razem przychodzi do mej głowy myśli „o złożoności i nieprzeniknionej naturze świata” oraz „jak wiele muszę jeszcze się nauczyć”.

Takim pozytywnym odkryciem była książka Mateusza Grzesiaka Psychologia zmiany.

Jednak zachwyt nie pojawił się po pierwszych kartkach. Kiepski wstęp, wyjaśnianie kim jest people helper oraz czym jest psychologia zmiany, a także zamykająca publikację lista szkoleń, które można zakupić u Grzesiaka – odstraszają. Sposób w jaki pisze, zamiast fascynować, nuży – jakże daleko mu do języka Walkiewicza, o którego książce pisałem tutaj.

Skoro podałem tyle minusów, dlaczego zachwycam się tą książką? Wszystko przez 140 stron rozdziału Narzędzia.

Można nie lubić Mateusza Grzesiaka, krytykować jego działania i sposób myślenia lub pisania. Jednak nie można mu zaprzeczyć posiadania wiedzy. Cennej wiedzy z pogranicza komunikacji interpersonalnej i typowego coachingu, której sporo jest w pewnym rozdziale książki Psychologia zmiany.

Część Narzędzia opisuje metody pomagające zmieniać myśli, emocje i zachowania. Jako copywriter, wykładowca, prowadzący szkolenia oraz przedsiębiorca znalazłem w Psychologii zmiany zbiór stosowanych już przeze mnie narzędzi i mniej znanych informacji, które już  wprowadzam do swojej pracy i życia osobistego. Co więcej, sporo dzięki nim dowiedziałem się o sobie (więc muszę przyznać się, że Mateusz Grzesiak pomógł również i dla mnie).

Psychologia zmiany – jak to działa?

Jeżeli jesteś trenerem, przedsiębiorcą lub chcesz usprawnić komunikację z otoczeniem, czy też zrozumieć siebie, koniecznie zajrzyj do tej książki.

Mimo, że autor skupia się na narzędziach pracy people helpera, są one idealne do wszystkich działań związanych z drugim człowiekiem. Wystarczy tylko trochę je (czasami lekko, czasami mocniej) przekształcić/dostosować, by zaczęły działać na komunikację z klientem, obsługę zamawiających oraz przekazywanie wiedzy dla uczestników szkoleń.

Bardzo cieszę się, że ta publikacja trafiła w moje ręce. Oceniam ją jako bardzo przydatną.
Napisz Tekst Kuba Sosnowski

13 lekcji jogi

Nowy rok. Kiedy o nim myślę, natychmiast przychodzą mi do głowy miliony rzeczy, które należy sobie natychmiast obiecać, by 2017 był lepszy od 2016. I tak, jak zwykle, obiecuję sobie, że przestanę marnować tyle czasu na oglądanie słodkich zwierzątek w Internecie (mam je w domu, niepotrzebne boredpandy i inne joemonstery). Poza tym, że będę więcej czytać (choć w 2016 przeczytałam 108 książek, co jest moim najlepszym wynikiem od kilku lat) i recenzować, tzn. skupię się na rozwijaniu tego małego zakątka sieci, w którym właśnie jestem. Pojawił się też pomysł-góra, taki, który osadzi mnie znów w czymś, co uwielbiam, a co odsuwam od siebie, bo nie mam czasu, chęci, bo jestem zmęczona, a co wiem, że dobrze mi robi na wszystko, w szczególności na głowę. Skoro ograniczę czas spędzony w sieci, to na powrót do regularnej jogi powinno starczyć. Nie ma bata, tym bardziej, że drugą książką, którą przeczytałam w 2017 roku jest książka-kalendarz 13 lekcji jogi Agnieszki Passendorfer. Przypadek? Nie sądzę.
 
Taki książko-kalendarz to ciekawa sprawa. 13 lekcji jogi to pozycja dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z jogą, ale może też dla tych, którzy wciąż potrzebują jakichś sensownych argumentów, że warto? W krótkich, ale niezwykle błyskotliwych tekstach Agnieszka Passendorfer dowodzi, że mimo tego, że jej ścieżka okazała się być czymś zupełnie innym, niż od niej oczekiwano, to warto zawalczyć o to, co jest dla nas ważne. Ona w końcu znalazła drogę, którą chciała pójść, bez względu na to, co mówili inni. Teksty – napisane bez zadęcia, ze swadą i pewnego rodzaju zaczepnością – prostym językiem, choć może czasami przesyconym wtrętami anglojęzycznymi i kolokwializmami, próbują przekonać, że o jodze nie trzeba mówić tylko w sposób doniosły, że można inaczej, tak do ludzi z krwi i kości, a nie tylko nawiedzonych joginów odżywiających się energią księżyca. Dlatego poruszone zostały tu niezwykle ciekawe tematy, jak choćby to, czy można zaufać nauczycielowi jogi, który się rozwiódł albo czy trzeba zostać wegetarianinem, jeśli ćwiczy się jogę oraz czym różni się nauczyciel od guru. To ciekawi wielu z praktykujących będących na początku drogi. Tylko gdzie szukać odpowiedzi? W takich właśnie książkach, które traktują o jodze bez dorabiania ideologii, bo przecież nie trzeba. Ale można, i o tym też można tu przeczytać.
 
Wartością dodaną są asany (chciałoby się więcej, co można zdziałać jedną asaną?) na każdy miesiąc księżycowy (których jest 13, stąd tytułowych 13 lekcji) oraz przepisy na przekąski i dania, które zapewnią energię podczas praktyki. Ciekawym rozwiązaniem, które sprawia, że książka staje się meta- i bardziej osobista, są rubryczki, które wypełnia się po każdej lekcji – każdego dnia można wpisać odpowiedzi na pytania takie jak: „Jak wyglądała twoja joga dzisiaj? Jak się z tym czujesz?”, „Co sobie postanawiasz w tym miesiącu?” itd. Na odpowiedzi przewidziano sporo miejsca, więc to nie tylko symbolicznie zadane pytania, a realne zadania, które należy w ciągu roku wypełnić. 
 
Książka wydana jest naprawdę ładnie – każdy rozdział zapewnia świetne zdjęcie asany w miejscu publicznym (uwielbiam oglądać, jak ktoś ćwiczy jogę na chodniku, tylko czy wygodnie było autorce ćwiczyć w dżinsach?) oraz śliczne zdjęcie proponowanego energetycznego posiłku. Okładka też mi się podoba (to zdjęcie!), choć przyznam, że chętniej widziałabym na niej uśmiechniętą autorkę, choćby i w buddyjskim półuśmiechu, ale jednak. Agnieszka Passendorfer sama jednak napisała, że z depresyjnego dziecka wyrósł z niej smutny dorosły, więc chyba się to mimo wszystko broni. 
 
Autorka połączyła dość osobiste teksty, błyskotliwie napisane (choć ślizgające się po powierzchni, co mnie delikatnie rozczarowało, ale to pewnie też przez to, że jednak coś-nie-coś już o jodze wiem) dotyczące jogi i jej znaczenia w życiu, z asanami i przepisami, które mogą stać się przydatne w drodze do odkrycia, że joga jest najlepszym, co się może w życiu zdarzyć. Bo taki właśnie jest wydźwięk tej książki – że nie ma nic lepszego niż joga. Dla każdego, z jakąkolwiek systematycznością. I ja, z pełną świadomością, to potwierdzam. Ba, co więcej – zainspirowawszy się takim początkiem lekturowego roku, czym prędzej pędzę wykupić karnet w mojej ukochanej szkole jogi. Bo zadanie domowe z lekcji 2. brzmi: „Wrzuć pierwszy bieg. Kup karnet. Albo zapłać zaliczkę na wyjazd z jogą. Albo jedno i drugie. Stań na macie. Zobacz, co się wydarzy. Przecież, jakby co, możesz zawsze zejść z maty, wyjść z sali, wrócić z wyjazdu wcześniej. Niczego nie ryzykujesz”.
wblogunadzieja.blogspot.com Sil; 2017-01-04

Opowiadania drewnianego stołu. 125 przepisów, jak sprawić przyjemność sobie i bliskim

Wszędzie pojawiają się teraz poradniki prezentowe, dodam też coś od siebie. Podobno wielu ludzi lubi takie książki, ja też do nich należę. I tę już mam, więc Mikołajów wszystkich przestrzegam. Tak w razie czego.

Jest taka dziedzina w moim życiu, która wciąż jest nieco zaniedbywana, choć naprawdę bardzo staram się w niej rozwijać. Bo naprawdę to lubię. Zwykle wydaje mi się jednak, że nie mam dość czasu, że przecież można prościej, szybciej, taniej, bez problemu i pracy, że to tylko jedzenie. Tak, mowa o gotowaniu. Tak naprawdę gotuję od niedawna, od jakichś 2 lat. Wcześniej wiecznie odgrzewałam i idealnie wyszukiwałam, jakie jeszcze miejsce może mnie nakarmić. Radość z przygotowywania posiłków odkryłam całkiem niedawno – ile miłych słów można usłyszeć, jak się czymś smacznym przywita domowników po ciężkim dniu pracy? Owszem, nadal mam dziwne wrażenie, że marnuję czas, który przecież mogłabym przeznaczyć na czytanie, ale dzielnie walczę, bo przecież warto dobrze jeść, dla własnej przyjemności i zdrowia. Zdarza mi się więc błysnąć, ostatnio nawet częściej niż rzadziej. Dlatego jestem wielką fanką książek kucharskich, które zgrabnie kolekcjonuję na półce i tylko co jakiś czas je przeglądam w nadziei, że znajdę tam idealną potrawę na dany dzień. Co ciekawe, gotuję głównie z przepisów internetowych – ale to ma szansę się zmienić. Jak to? A tak to, bo pojawiła się książka-cud-miód-i-orzeszki!
 
Książka Moniki Waleckiej, autorki bloga gotujebolubi.plOpowiadania drewnianego stołu. 125 przepisów, jak sprawić przyjemność sobie i bliskim to połączenie przepięknych zdjęć (autorka jest również stylistką jedzenia, co widać!), świetnych grafik i naprawdę chwytliwych przepisów. Na początku czytelnik otrzymuje kilka rad – co jest (wg autorki) potrzebne w kuchni, spiżarni i lodówce, jak robić zakupy – po czym może natychmiast zajrzeć do jednego z działów i odnaleźć przepis dla siebie. Wybieramy coś na śniadanie, na obiad lub na słodko, a tam – pyszności, że głowa mała! Przy pierwszej lekturze wyłapałam chociażby przepis na domowy twaróg (który koniecznie muszę zrobić), omlet biszkoptowy z jagodami (którego pragnę właśnie teraz!) czy gryczane naleśniki z brukselką i cieciorką (które muszę zrobić w najbliższym czasie, bo Ktoś mi ciągle marudzi o brukselkę). Co znajdę przy kolejnych poszukiwaniach? Aż strach pomyśleć – zjadłabym wszystko. A że, jak to autorka ujęła, „okazja czyni kucharza”, to okazje sobie sama zorganizuję, a co. Można przecież celebrować ostatni weekend przed Świętami, prawda? I potem ostatni poniedziałek przed Świętami. I tak dalej, aż do Świąt, które pozostawię jednak w rękach mojej Mamy, Najlepszej Gotującej Kobiety w mojej rodzinie, bo zaszczytną Złotą Chochlę dzierżył zawsze mój Dziadek, ale o tym może kiedyś. 
 
Przepisy na każdą porę dnia i roku są niesamowicie przejrzyste i, co ciekawe, całkiem proste. Każdy z nich opatrzony jest krótkim komentarzem, towarzyszą mu również triki w kolorowych rameczkach, które ułatwiają działania twórcze. Triki to ważna rzecz - jestem przeszczęśliwa, jeśli mogę sobie pewne rzeczy ułatwić. Bo wielu rzeczy nadal o gotowaniu nie wiem.
 
Co mnie w tej książce ujmuje? Oprócz wspominanej już oprawy graficznej, która przekonuje mnie do siebie totalnie, to urzeka mnie promieniujący z tej książki optymizm i pozytywna energia. Wyobrażam sobie autorkę, lekko obsypaną mąką, która gotuje w rytm muzyki. Trochę też tańczy. Chciałabym tak. 
 
Na koniec – absolutne rewelacje.
Numer jeden: jaki sprzęt jest w kuchni najważniejszy? „Najważniejszy sprzęt masz zawsze przy sobie. Wyciągnij przed siebie ręce i spójrz na swoje dłonie”.
 
Numer dwa: „Aha, pamiętaj: moja szklanka ma 250 ml. I zawsze jest w połowie pełna”. 
 
Chcę mieć w połowie pełną szklankę.
 
Zaraz umrę z głodu.
 
I sama marzę o prawdziwym, solidnym, drewnianym stole.
wblogunadzieja.blogspot.com Sil; 2016-12-16

Pieśń Dawida

„Czasem najważniejsze walki to te, których nie spodziewamy się wygrać”

Mojżesz żyje szczęśliwie z Georgią i córką. Jego przyjaciel Tag otworzył własny biznes i oddaję się swojej pasji, czyli walce. W jego barze zostaję zatrudniona Millie piękna młoda dziewczyna, która okazuję się niewidoma. Tag nie potrafi o niej zapomnieć i robi wszystko, aby móc być blisko niej. Jednak pewnego dnia mężczyzna znika, zostawiając po sobie tylko kasety, na które nagrał swoje wspomnienia, myśli i uczucia.
Co takiego się wydarzyło, że Tag zostawił wszystko, co kochał i zniknął?
Czy Millie i Mojżesz go odnajdą? Czy nie jest za późno?

„- Nie jesteśmy w stanie uciec od siebie samych, Tag. Tu, tam, na drugim końcu świata czy w psychiatryku w Salt Lake City ja jestem Mojżeszem, a ty Tagiem. I to się nigdy nie zmieni. Więc albo rozwiążemy swoje problemy tu, albo tam. Ale i tak będziemy musieli je rozwiązać. Śmierć tego nie zmieni”

Po przeczytaniu książki „Prawo Mojżesza”, która bardzo mnie oczarowała, sięgnęłam po jej drugą część. „Pieśń Dawida” jest to piękna, poruszająca i smutna zarazem powieść. Uczucia, które w niej znalazłam, do tej pory przepełniają moje serce. Autorka potrafi zaskoczyć, ale i zasmucić czytelnika jednak działa to na korzyść tej historii.

Wraz z bohaterami przeżywałam to, co oni odsłuchiwali na kasetach. Były to bardzo smutne i wstrząsające przeżycia jednak bardzo realne. Płakałam nie raz w czasie czytania tej książki, jednak nie odłożyłam jej nawet na chwilę. Zostałam tak pochłonięta przez historię, że nie liczyło się nic innego, jak poznać ją do końca.

Autorka stała się moją ulubioną przez swój styl pisania i to jak potrafi trafić prosto do serca czytelnika. Oczarowała mnie swoją twórczością i mam nadzieję, że spod jej pióra wyjdzie więcej takich wspaniałych powieści.

Najcudowniejszą rzeczą, jaka jest w tej książce to to, że nie znajdziecie tu scen erotycznych. Historia chwyta za serce swoją prostotą i tym, że miłość, jaka jest tu opisana, to prawdziwe uczucie gdzie samą radością dla bohaterów jest obecność tej drugiej osoby. Nie potrzebne są wzniosłe słowa czy uciechy cielesne ważne, że mają siebie.

„- Gdzie jest twój gniew? Gdzie jest ten zielonooki potwór, który chciał mnie zabić tylko za to, że wspomniałem imię jego siostry? Gdzie jest ten facet, który w Hiszpanii złapał byka za rogi tylko po to, żeby sprawdzić, czy da rade? Gdzie jest ten facet, który zastrzelił innego faceta, żeby mnie ochronić, i który rzucił się na linię ognia? Nie wiem, czy dobrze cię rozumiem, Tag. Byłeś gotów umrzeć, by ocalić moje życie, ale nie podejmujesz żadnej walki, by ocalić swoje?”

Z całego serca zachęcam was do przeczytania obu części tej książki. Jestem pewna, że i was oczaruję jej piękno.
ksiazka-moim-zyciem.blog.pl Aleksandra Płocha; 2016-10-27

Sny Morfeusza

Cassandra Givens przeprowadza się do Miami i ma nadzieję na to, że w końcu uda jej się rozpocząć nowy rozdział w życiu oraz zapomnieć o bolesnych wspomnieniach. Dziewczyna jest w stanie zrobić wszystko, żeby oderwać się od swojego toksycznego ojca, który krytykuje każdą jej decyzję i nie potrafi okazać córce żadnego wsparcia, ani miłości. Cassandra już od wielu lat bezskutecznie próbuje zyskać jego aprobatę oraz szacunek, jednak nic nie wskazuje na to, że dziewczyna kiedykolwiek będzie w stanie zadowolić swojego ojca. Cassandra przyjeżdżając do Miami postawiła wszystko na jedną kartę i ma nadzieję na to, że uda jej się zdobyć pracę jej marzeń. Niestety nie wszystko idzie zgodnie po jej myśli…
 
”Szef choleryk, ja wariatka… Ta współpraca na pewno wyjdzie nam obojgu bokiem.”

Rozmowa kwalifikacyjna nie przebiega do końca zgodnie z planem dziewczyny i pomimo usilnych starań dziewczyna będzie musiała pogodzić się porażką. Cassandra zamierza się jednak zabawić w Miami i wybiera się wraz z nowo poznanym chłopakiem do pewnego ekskluzywnego klubu. To właśnie tam na jej drodze staje niezwykle tajemniczy oraz pociągający mężczyzna, który przedstawia się jej jako Morfeusz i składa jej dość niezwykłą propozycję. Po niezwykle upojnej oraz pełnej wrażeń nocy całe życie dziewczyny wywraca się do góry nogami. Kim tak naprawdę jest nowo poznany mężczyzna? Czy ich przelotna znajomość może przerodzić się w coś znacznie poważniejszego?

 „Czemu jest tak cholernie zmiennym człowiekiem? W jednej chwili istny dżentelmen, książę na białym koniu, a w drugiej wybuchowy, nieopanowany brutal.”

Cassandra wkracza na dość niebezpieczną drogę, z której być może nie będzie już odwrotu. Czy dziewczyna jest gotowa zostawić za sobą przeszłość i zaryzykować wszystko, by dać szansę nowemu uczuciu? Pomiędzy kobietą, a Morfeuszem wybucha namiętność, nad którą kochankowie nie są w żaden sposób zapanować. Cassandra stanie przed niezwykle trudnym wyborem pomiędzy tym, co podpowiada jej zdrowy rozsądek, tym czego pragnie jej serce. Jednak kim tak naprawdę jest Morfeusz? Czy dziewczyna naprawdę może mu zaufać? Jaki będzie finał tej znajomości?

 „Czy to naiwne? Może. Nierealne? Zapewne tak, ale przecież warto walczyć, o kogoś na kim nam zależy. Nieważne, czy to największy dupek na świecie, czy książę na białym rumaku. Jeśli się kogoś kocha, to widzi się w nim to, czego nie dostrzegają inni.”

Ostatnio coraz częściej zdarza mi się sięgać po erotyki i mimo że nie jest to mój ulubiony rodzaj literatury, to od czasu do czasu lubię sięgać po taką tematykę. „Sny Morfeusza” okazały się bardzo miłą odskocznią od rzeczywistości i nie ukrywam, że ta książka dostarczyła mi wiele rozrywki. Historia jest bardzo ciekawie poprowadzona przez autorkę i można w niej znaleźć wiele ciekawych wątków. Główna bohaterka to zdecydowanie moja ulubienica i już od pierwszych stron zyskała ona moją sympatię. Jej ostry język oraz cięty dowcip niejednokrotnie dostarczyły mi wiele rozrywki. Dzięki niej przy tej książce naprawdę nie można się nudzić.

Im częściej sięgam po rodzaj literatury, tym coraz bardziej zaczyna mnie nużyć schematyczność w historiach. On – bogaty i wpływowy biznezmen, ona – praktykantka, która przyjeżdża do nowego miasta i dostaje praktyki w jego firmie. W „Snach Morfeusza” było to wszystko trochę bardziej urozmaicone, jednak nadal niektóre elementy były takie same, jak w innych książkach. Nie zmienia to jednak faktu, że dobrze bawiłam się przy tej pozycji i już nie mogę się wprost doczekać kontynuacji losów Cassandy i Morfeusza. Jeśli macie ochotę na lekką historię z dużą ilością pikantnych scen, to ta pozycja jest idealna dla Was. Książkę jak najbardziej polecam fanom literatury erotycznej.
addictedtobooks.blog.pl
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL