Recenzje
Making Faces
Fani Amy Harmon na pewno wiedzą, jaki jest styl pisania tej autorki. Zazwyczaj są to chwytające za serce, przejmujące historie, ale tak piękne, że nie możemy się od nich oderwać. Dokładnie tak będzie też tym razem, gdy już poznamy głównych bohaterów – Fern i Ambrose’a, to z całego serca kibicować będziemy im do samego końca.
Ambrose od najmłodszych lat był wyjątkowym dzieckiem. Wyjątkowym z dwóch powodów – bardzo uzdolniony w zapasach, i bardzo przystojny. Fern natomiast to bardzo mądra i czuła dziewczynka, lecz zbytnio urodą nie obdarzona niestety. Dziewczyna zakochała się w Ambrose już od najmłodszych lat i później skrycie pielęgnowała w sobie tę miłość. On zaś niczego nieświadomy, po pewnym niemiłym incydencie zdawał się wręcz jej nie lubić. Tak mijały im lata nastoletnie, a żadne z nich nie mogło znaleźć w pełni odwzajemnionej miłości. Łączyła ich tylko jedna osoba – Bailey, kuzyn Fern i syn trenera, który sprawował opiekę sportową nad przystojnym zapaśnikiem.
Czy Fern i Ambrose wyprostują swoje relacje? A może wręcz odwrotnie, czeka ich długa rozłąka?
Właśnie to najbardziej lubię w książkach Amy Harmon – są to opowieści bardzo życiowe, takie które wciągają czytelnika już od pierwszej strony, a oderwać nie można się aż do ostatniej. To właśnie w takich książkach nigdy nie jesteśmy pewni (choć czasem podejrzewamy), czy zakończenie będzie szczęśliwe i właśnie takie jak byśmy tego chcieli. Szczególnie jeśli chodzi o tę autorkę, której powieści bardzo „grają na emocjach”. Za wspaniałe przykłady posłużyć może tutaj „Prawo Mojżesza”, lub „Pieśń Dawida”.
Książka przeznaczona dla miłośników romansów, obyczajowych powieści, ale i po części dla tych którzy czytają wiele dramatów, dlatego, że akurat dramatycznych sytuacji w tej pięknej książce nie brakuje. Zobaczymy tutaj ludzkie tragedie, walkę o honor ale i za kraj, patriotyzm którego młodzi ludzie w tych czasach tak bardzo poszukują, a w końcu miłość i czyste prawdziwe uczucie.
Ogromnie polecam!
DobreRecenzje.pl Edyta; 2017-04-26
Making Faces
Po ciekawych książkach Amy Harmon "Prawo Mojżesza" i "Pieśń Dawida", nabrałam wielkiej ochoty na przeczytanie jednej z jej najnowszych powieści, czyli "Making faces". Poprzednie książki tej autorki, które miałam okazję przeczytać udowadniały, że Amy Harmon potrafi pisać dla każdego.
I tym razem pisarka mnie nie zawiodła.
Głównymi bohaterami książki są cztery postacie: Fern i jej niepełnosprawny kuzyn Bailey, jej piękna koleżanka Rita oraz wysportowany, czytający poezję Ambrose, w którym Fern kocha się od dzieciństwa. Akcja książki zaczyna się w momencie, gdy czwórka przyjaciół jest w liceum, a kończy, gdy są dorośli. Towarzyszymy im w najtrudniejszych momentach w ich życiu, jesteśmy świadkami podejmowanych przez nich decyzji, które - jak się okazuje - są niekiedy bardzo trudne i nie zawsze słuszne, ale dopiero ich skutki nam o tym uświadamiają. Pozostali bohaterowie też nie są nam obojętni. Tworzą niesamowite tło do całej historii i każdy z nich ma w niej jakiś swój udział.
Książka jest nie tyle piękna, co wartościowa. Wzruszyła mnie wiele razy i wiele mnie nauczyła. To była cenna lekcja o akceptowaniu siebie, o empatii, bezinteresownej pomocy, stracie, a nawet żałobie po ukochanej osobie.
Ogromny plus należy się autorce za język, bo mimo iż narracja była 3-osobowa, to historia i tak odbywała się jakby z perspektywy obu bohaterów - Fern i Ambrose'a, dzięki czemu łatwiej jest nam zrozumieć i wczuć się w ich historię i problemy.
Ta lektura sprawiła, że rozprysłam się na wiele kawałków, uśmiechałam się, płakałam, kibicowałam bohaterom, bałam się razem z nimi, a teraz mam w głowie mnóstwo myśli, które ciężko jest poukładać. "Making faces" to książka, o której się nie zapomina, na zawsze zapada w sercu i w pamięci czytelnika, a także jest głęboko wzruszającą opowieścią o prawdziwym pięknie tkwiącym w człowieku.
Czytając ją uzbrójcie się w chusteczki - ja płakałam, ale tym razem nie z powodu romantycznych momentów i uniesień bohaterów, ale z niesprawiedliwości społecznej i życiowej, choroby, na którą często nie mamy wpływu, utraty ukochanej osoby, przemocy fizycznej czy śmierci kogoś bliskiego...
Z całego serca polecam! <3
Ksiazkowyswiatwyobrazni.blogspot.com Weronika Górzkowska; 2017-04-24
Przyrodni brat
Książka "Przyrodni brat" była dla mnie niewątpliwie zaskoczeniem. Nie wiem, jak inaczej mogę to określić. O ile podczas czytania targało mną mnóstwo sprzecznych emocji, werdykt jest jeden i niezmienny: ten twór jest naprawdę dobry. Autorka wciąga nas w wir wydarzeń już od pierwszej strony - ciężko było się oderwać aż do ostatniej. Penelope Ward wydała tę książkę już jakiś czas temu, ale jej polska premiera będzie miała miejsce 24 maja tego roku. Osoby, które miały okazję przeczytać "Przyrodniego brata" w pierwowzorze bardzo go sobie chwaliły, więc sama byłam ciekawa swoich odczuć po lekturze książki już przetłumaczonej na nasz ojczysty język:) Jestem bardzo zadowolona, choć pojawiło się kilka zgrzytów, o których wspomnę wam za chwilkę.
Na uznanie zasługuje ta cudowna, hipnotyzująca okładka. Książka jest naprawdę fajnie wydana, tłumaczenie jest solidne i wszystko jest bardzo czytelne. W tej kwestii nie ma się nawet do czego przyczepić.
Zarys fabuły już znacie. Ale jak to wszystko wyglądało z mojego punktu widzenia? Cóż, relacja między bohaterami nie jest dla nikogo żadną nowością. Oczywiście Greta i Elec z początku nie pałają do siebie entuzjazmem - choć można by powiedzieć, że jest to raczej jednostronne. Dalej już znacie ten schemat. Nie przepadają za sobą, nagle coś zaczyna iskrzyć i przechodzimy do szczęśliwego happy endu... blablabla, nuda. Muszę wam jednak powiedzieć, że mylicie się, wrzucając tę powieść do jednego wora razem z innymi tworami z tego gatunku. Owszem, są tu widoczne podobieństwa, jednak nie było to dla mnie uderzające podczas lektury. O ile trochę się martwiłam, że zastanę tu tylko odgrzewane kotlety, nic takiego się nie wydarzyło. Jak już wspominałam, autorka ma niesamowity talent do intrygowania czytelnika. Praktycznie od samego początku jesteśmy ciekawi tego, jak się to wszystko dalej potoczy. Ciekawe i zabawne potyczki słowne między bohaterami nieraz doprowadzały mnie do śmiechu, a ich chwile szczerości i dzielenia się uczuciami do łez. W "Przyrodnim bracie" mamy również ukazany bardzo interesujący wątek konfliktu między synem a ojcem. Nie do końca wiemy o co chodzi, bo tajemnica zostaje rozwikłana dopiero pod koniec, ale to właśnie potęguje naszą ciekawość. Mimo oczywistego faktu, że "Przyrodni brat" jest romansem, znajdziemy tu również kilka ważnych lekcji, które utkwią nam w pamięci. Powieść ta bowiem nie jest pozbawiona walorów psychologicznych i nieraz zmusza nas do zastanowienia się, gdzie zmierzamy w naszym życiu i czy aby na pewno nie omija nas jakaś szansa, której wykorzystanie skutkowałoby polepszeniem się jakości naszej egzystencji.
Coś, co bardzo mi się spodobało w tej książce, to ukazanie rodzinnej tragedii, o której jest wzmianka w opisie. Uczucia Eleca po tym wszystkim, co się wydarzyło, są bardzo plastycznie ukazane i jesteśmy w stanie niemal doświadczyć tego, co chłopak przeżywał na przestrzeni lat. Powieść rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych - najpierw mamy przedstawione wydarzenia z przeszłości, gdzie postaci są jeszcze niedojrzałe i niepewne swoich uczuć, natomiast później jesteśmy świadkami przeskoku o 7 lat, gdzie Greta i Elec spotykają się po raz pierwszy od swojego rozstania. Oboje podczas tego czasu wydorośleli i zdobyli jakiś bagaż doświadczeń, co było widać po ich zachowaniu. Mimo tej nabytej dojrzałości, Greta wciąż czasem irytowała mnie swoją lekkomyślnością.
Czas przejść do tematu, który niestety lekko zniszczył mi radość z czytania. Mianowicie główna bohaterka, Greta. Od początku postrzegałam ją jako dziecinną, ale sądziłam, że po tych 7 latach coś się zmieni. Myliłam się. Nadal była taka głupiutka, przewrażliwiona i po prostu upierdliwa, bo nie wiem, jak to inaczej nazwać. Jej chora fascynacja Elekiem, której w żaden sposób nie próbowała ukryć, po pewnym czasie była po prostu żenująca. Nieraz odkładałam książkę na bok na kilka minut, bo po prostu ciężko było uwierzyć w to, co ta dziewczyna odwalała. O ile trudny charakter Eleca byłam w stanie pojąć, bo przecież miał on ciężkie dzieciństwo, to Grety raczej nic nie usprawiedliwia. Właściwie to nie wiem, co ten chłopak w niej widział XD Jak to mówią, miłość bywa ślepa.
Podsumowując: "Przyrodniego brata" polecam wszystkim osobom lubiącym romanse, które nie są zbyt bardzo przeczulone na głupiutkie główne bohaterki, a przynajmniej są w stanie przymknąć na to oko. Książka jest naprawdę przyjemna, w sam raz na wiosenne wieczory. Naprawdę się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać, choć nie była to zbyt wymagająca lektura. Mimo to wciągnęła mnie i ciężko się było od niej oderwać. Warto czekać na premierę :)
Książkowy zakątek Paulina Buchalik; 2017-04-24
Platforma Xamarin. Kurs video. Poziom pierwszy. Tworzenie pierwszej aplikacji cross-platform
Platforma Xamarin - recenzja kursu video
Dzięki ubiegłorocznej decyzji Microsoftu, Xamarin stał się rozwiązaniem, które w standardowym scenariuszu nie wymaga już więcej płatnej subskrypcji. Taki ruch giganta z Redmond znacznie zwiększył dostępność tego produktu dla przeciętnego programisty. Pozytywną wiadomością jest również nieustanny rozwój tego produktu, zarówno w wymiarze Xamarin.Platform oraz Xamarin.Forms (o różnicach między tymi produktami pisałem w moim wprowadzeniu teoretycznym dla Xamarina).
Wszystkie te pozytywne wiadomości oraz ciągły wzrost udziału rynku sprawiają, że niewątpliwie warto się zainteresować tym tematem bliżej. Pomóc w tym może kurs video wprowadzający do nauki Xamarina, który dziś mam dla Was przyjemność zrecenzować.
Recenzja
Kurs wideo przedstawiający podstawy Xamarina to nowość w ofercie serwisu Videopoint.pl, a jego autorem jest znany w Microsoftowej społeczności Daniel Krzyczkowski, który prywatnie prowadzi blog Mobile programmer.
Grupą docelową są w tym przypadku początkujący programiści Xamarina. Przed rozpoczęciem kursu warto zaznajomić się przynajmniej w podstawowym stopniu z C#, by lepiej rozumieć składnię tego języka, a także przynajmniej minimalnie orientować się w świecie technologi mobilnych.
Na szczęście ogólny próg wejścia w kurs nie jest duży, a autor stara się przeprowadzić widza krok po kroku przez kolejne nowości przedstawiane w materiale.
Cały kurs trwa prawie 4,5h i składa się z 5 dużych rozdziałów, w których widz prowadzony jest za rękę od etapu tworzenia solucji aż do publikacji aplikacji w sklepie.
W czasie całego kursu zaprezentowane są oba podejścia dostępne w Xamarinie czyli Xamarin.Platform (Android oraz iOS) oraz Xamarin.Forms, a na etapie wprowadzenia przedstawione zostały kluczowe różnice między obydwoma podejściami.
Poszczególne bloki pozwalają nam czasem na stworzenie czegoś większego, "namacalnego". Zarówno w części dla Xamarin.iOS jak i Xamarin.Android prowadzeni jesteśmy za rękę przy tworzeniu aplikacji wyświetlającej listę produktów oraz stronę szczegółu.
Podsumowanie
Kurs wideo poświęcony Xamarinowi zrealizowany jest wyjątkowo przystępnie, a autora słucha się naprawdę przyjemnie - nie ma żadnych zacięć, czy niejasności. W materiale zostały uwzględnione wszystkie kluczowe elementy, które warto znać na starcie podróży z Xamarinem i po zakończeniu kursu będziemy w stanie stworzyć aplikację od zera i opublikować ją w sklepie. Mimo wszystko należy pamiętać, że jest to kurs dla początkujących i na zagadnienia bardziej zaawansowane, po prostu zabrakło tu miejsca..
Cały materiał daje solidnego kopa na start oraz ogólne pojęcie o co w tym całym Xamarinie chodzi:) Trzeba mieć nadzieję, że za jakiś czas pojawiają się dalsze części, rozwijające temat Xamarina:)
altcontroldelete.pl Jerzy Piechowiak
Zranieni
Sidney i Peter poznają się przez przypadek. To była randka w ciemno. Miał być happy end, jednak do niego nie doszło. Mało tego, szybko okazuje się, że idealny Peter jest wykładowcą akademickim, a Sidney ma być jego asystentką i studentką. Byłoby łatwiej, gdyby Sidney nie ścigały demony przeszłości, a także, gdyby Peter nie nosił w sobie bolesnych wspomnień o śmierci i rozstaniu. Oboje czują, że nie są sobie obojętni — łączy ich więź silniejsza od bólu i strachu. Miłość, którą przyjmują z niedowierzaniem, będzie jednak wymagać odwagi, woli i mocy. Najpierw trzeba stawić czoła przeszłości, aby móc rozpocząć budowę wspólnego szczęścia. Jak dalej potoczą się ich losy? Przekonajcie się sami.
Takich książek jak ta jest wiele. Romans nauczyciela i uczennicy na nikim nie robi specjalnego wrażenia. Takie historie piszą nie tylko autorzy powieści, ale również samo życie. Nie powiem jednak, żeby nudziło mi się w trakcie lektury.
Zdecydowanie bardziej do gustu przypadł mi sposób, w jaki wykreowano Petera. Sidney nieziemsko grała mi na nerwach i kilka razy miałam ochotę trzepnąć ją w potylicę na opamiętanie. Przydałby się jej mocniejszy kopniak od tego, który zaserwowało jej życie. Fakt, sporo przeżyła, ale mogłaby sobie dać czasem na wstrzymanie.
Książka jest krótka, lecz przepełniona ludzką krzywdą. Jej objętość działa zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść. Nie pozwala nam się nudzić, lecz mam wrażenie, że niektóre wątki zostały potraktowane nieco po macoszemu. To pierwszy tom cyklu. Mam nadzieję, że autorka rozwinie je w dalszych częściach.
Nieco obawiałam się tego, że znajdę tu sceny seksu, które mnie zniesmaczą. Nic z tych rzeczy. Jest pikantnie, ale autorka stopniowo dawkuje napięcie. Jestem ciekawa, co zaserwuje mi dalej.
Powieść może i jest momentami przewidywalna, ale mimo to będę czekać na kontynuację. Jestem ciekawa tego, jakie demony skrywają przede mną bohaterowie. Liczę też na to, że Sidney trochę się ogarnie.
http://czytelnia-mola-ksiazkowego.pl Maria Derejczyk-Zwierzyńska; 2017-04-13