Recenzje
Dręczyciel
Tate i Jared znają się od dzieciństwa i zawsze byli sobie niezwykle bliscy. Dziewczynie zawsze wydawało się, że łącząca ich przyjaźń przetrwa wszelkie przeciwności losu oraz będzie trwać wiele lat. W pewne wakacje Jared postanawia spędzić wakacje u swojego ojca, z którym nie utrzymywał wcześniej kontaktu. Chłopak wraca jednak od niego zupełnie odmieniony i w pod żadnym względem nie przypomina już człowieka, jakim był kiedyś. Z dnia na dzień jego zachowanie w stosunku do Tate diametralnie się zmienia i bez żadnego wyraźnego powodu zaczyna dręczyć dziewczynę. Dziewczyna nigdy nie podejrzewała, że chłopak którego zawsze uważała za najlepszego przyjaciela może zadać jej tak wiele bólu. Co tak naprawdę wydarzyło się w wakacje? Oraz dlaczego chłopak wydaje się szczerze nienawidzić Tate?
Jared nigdy nie miał łatwego startu w życiu i już od najmłodszych lat musiał mierzyć się z wieloma trudnościami. Jego matka miała poważny problem z alkoholem i nigdy nie poświęcała mu odpowiednio dużo uwagi. Nic nie było jednak w stanie przygotować go na to, co los trzymał dla niego w zanadrzu. Tamte wakacje bezpowrotnie oddarły go ze wszelkiej beztroski oraz odcisnęły na nim ogromne piętno. Całe szczęście wyparowało z jego życia jak za dotknięciem magicznej różdżki i chłopak nie potrafił już być tą osobą, co kiedyś. W jednej chwili z pogodnego czternastolatka Jared przeobraził się w prześladowcę, który za wszelką cenę pragnie uczynić z życia Tate prawdziwe piekło. Czy chłopakowi uda się zapanować nad ogarniającym go mrokiem?
Tate ucieka na rok do Paryża, dzięki czemu choć na chwilę może uwolnić się od nieustających upokorzeń, jakich doznawała ze strony Jareda. Po powrocie w rodzinne strony dziewczyna nie zamierza już być tą potulną oraz zaszczutą dziewczynką, jaką była kiedyś. Tate odnalazła w końcu w sobie odwagę, by stawić czoła swojemu prześladowcy oraz odpłacić mu pięknym za nadobne. Pełna determinacji postanawia raz na zawsze wyjaśnić wszystkie niejasności oraz zamknąć ten niezwykle bolesny rozdział w jej życiu. Jakich tajemnic Jared tak pilnie strzeże? Czy pomimo wszystkiego uda im się kiedykolwiek zakopać topór wojenny oraz odzyskać to, co kiedyś ich łączyło? Jak zakończy się ta historia?
„Dręczyciel” to książka obok której po prostu nie można przejść obojętnie! Stworzona przez autorkę historia uzależnia już od pierwszej strony i nie pozwala o sobie zapomnieć przez bardzo długi czas. To, co najbardziej urzekło mnie w tej opowieści to niezwykli bohaterowie, dzięki którym czytelnik nie może się nudzić choćby przez chwilę. Ich ciągłe docinki oraz przepychanki niejednokrotnie wywołują szeroki uśmiech na twarzy oraz dostarczają ogromnej rozrywki. Czytanie tej książki można porównać do jazdy bez trzymanki. Gdy już nam się wydaje, że wszystko wraca na odpowiednie tory, wydarzenia przyjmują niespodziewany obrót.
Autorka zdecydowanie potrafi budować napięcie, przez co czytelnik choćby na chwilę nie może oderwać się od tej książki. Muszę przyznać, że z ogromnym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów, dzięki którym bardzo mile spędziłam wolne popołudnie. Historia Tate oraz Jareda jest pełna mroku, pożądania oraz starannie skrywanych tajemnic, które w połączeniu tworzą prawdziwą mieszankę wybuchową. Autorka pokazuje, jak cienka potrafi być czasami granica pomiędzy miłością, a nienawiścią oraz zmusza czytelników do głębszej refleksji. Na takie książki zdecydowanie warto czekać. Gorąco polecam!
Addictedtobooksstories.blogspot.com Aleksandra Szałek; 2017-05-08
Making Faces
W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young – błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym – to dla niego za mało.
Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta. (Opis okładkowy)
„Making faces” to moje trzecie i mam nadzieje, nie ostatnie spotkanie z Amy Harmon. W Polsce póki co dostępne są trzy tytuły. Jakiś czas temu pisałam wam o „Prawie Mojżesza” oraz „Pieśni Dawida”. Ten tytuł różni się jednak od nich. Już śpieszę z wyjaśnieniem.
Narratorem jest ktoś trzeci. Nie mówi w książce żaden bohater, tak jak w przypadku wspomnianych pozycji. Rozdziały zatytułowane są w nawiązaniu do ich treści. Autorka wciąż wykazuje się lekkością pióra. Bohaterowie są rzeczywiści. Idealni w swej nieidealności.
Czytając historie Fern oraz Ambrosa poznajemy też innych cudownych bohaterów. Ok, nie wszyscy są cudowni. Jednak ta powieść bez Baileya nie byłaby tak piękna. Przyjaźń między nim, a dziewczyną jest niezwykła. Bailey jest takim słoneczkiem, nie tylko dla bohaterów, a również dla czytelników. Dość liczne retrospekcje pomagają w lepszym zrozumieniu emocji młodych ludzi. Na szczęście nie wprowadzają zamieszania.
Zaczynając czytać „Making faces” bohaterowie kończą szkołę średnią. W trakcie są dosyć spore przeskoki czasowe. Spędzamy w tym małym miasteczku kilka lat. Widzimy jak nastolatkowie zmieniają się w dojrzałe osoby. Miłość Fern dojrzewa tak samo jak kobieta. Na szczęście w porę Ambrose uświadamia sobie, że odwzajemnia jej uczucia. Może nie tyle sobie uświadamia, ile pozwala sobie na emocje. Ich przyszłość nie jest taka oczywista. Na drodze do szczęścia spotkają jeszcze wiele przeszkód. Cały czas muszą też radzić sobie z traumami i żałobą. Życie nie jest łatwe. Czy miłość przezwycięży demony?
Historia, którą stworzyła Amy Harmon niesie nadzieje. Pokazuje, że brzydota może być piękna. Udowadnia, że w życiu najważniejsze jest życie w zgodzie ze sobą. Przypomina, że miłość jest najważniejsza. Piękna, wzruszająca i zapadająca w pamięć.
Osobiście nie mogę doczekać się innych powieści. Chciałabym więcej i więcej. Autorka potrafi zaczarować. Na pewno jeszcze nie raz wrócę do tego tytułu. Serdecznie wszystkim polecam.
Lottaczyta.com.pl Karolina Krakowiak; 2017-05-11
Making Faces
Fern już jako mała dziewczynka miała niezwykle bujną wyobraźnię i wraz ze swoim kuzynem Barleyem uwielbiała oddawać się najróżniejszym zabawom. Z burzą rudych loków, aparatem na zębach oraz dużymi okularami dziewczyna nigdy nie czuła się wyjątkowo ładna i niejednokrotnie miała w związku z tym spore kompleksy. Fern od kiedy tylko pamięta jest szalenie zakochana w Ambrosie Youngu – jednym z najbardziej popularnych chłopaków w jej szkole, który należy do lokalnej drużyny zapaśniczej. Chłopak wydaje się jednak w ogóle jej nie zauważać i wszystko wskazuje na to, że jej szczere oraz silne uczucie nie zostanie przez niego odwzajemnione. Ich drogi nigdy by się nie przecięły, gdyby nie pewno wydarzenie, które wstrząsnęło całym miasteczkiem oraz bezpowrotnie odmieniło bieg wydarzeń…
Abrose’a wychowywał jedynie ojciec, który za wszelką cenę starał się wynagrodzić mu brak matki. Chłopiec już od najmłodszych lat wyróżniał się spośród swoich rówieśników niezwykle masywną budową ciała, która zapewniała mu ogromną przewagę w prawie każdej dziedzinie sportu. Zapasy bardzo szybko stały się jego ogromną pasją i nie minęło wiele czasu, kiedy chłopak stał się jednym z najlepszych zawodników w całym stanie. Spore oczekiwania ze strony mieszkańców miasta, trenera oraz całej drużyny sprawiały, że chłopak cały czas żył pod ogromną presją, która zaczynała powoli go zżerać. Po dramatycznych ataku na World Trade Center Abrose z czterema przyjaciółmi postanawia wstąpić do wojska oraz całkowicie poświęcić się służbie ojczyźnie.
Chłopcy wyruszają do Iraku i bardzo szybko muszą stawić czoła niezwykle brutalnej rzeczywistości. Żaden z nich nie zdawał sobie sprawy z jak wielkimi wyzwaniami będą musieli się zmierzyć oraz jak wiele poświęceń będzie ich to kosztować. W wyniku pewnego tragicznego wypadku do miasteczka powraca jedynie Ambrose, który pod żadnym względem nie przypomina już pogodnego oraz uśmiechniętego chłopaka, jakim był przed służbą w wojsku. Młodemu zapaśnikowi nie tylko przyjdzie się zmierzyć z przytłaczającą pustką wywołaną stratą najbliższych przyjaciół, ale także z poważnymi obrażeniami jakich doznał w Iraku. Czy pomimo bolesnych wspomnień oraz dręczącego go poczucia winy chłopakowi uda się odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Czy pogodna oraz zawsze uśmiechnięta Fern będzie w stanie pomóc mu w uwolnieniu się od dręczących go demonów przeszłości?
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i zdecydowanie mogę zaliczyć je do bardzo udanych. To, co autorka zaserwowała swoim czytelnikom całkowicie przerosło moje oczekiwania i nie ukrywam, że jestem szczerze zakochana w tej niesamowitej historii. To, co najbardziej urzekło mnie w tej książce to niezwykle oryginalni oraz inspirujący bohaterowie, którzy prawie na każdym kroku imponowali mi swoją odwagą oraz wewnętrzną siłą, która pomagała im zwalczyć wszelkie przeciwności losu. Moim zdecydowanym ulubieńcem okazał się Barley – kuzyn Fern, który już od najmłodszych lat zmaga się z dystrofią mięśniową, przez co większą część swojego życia musi spędzić na wózku. Jego niezwykle pozytywne nastawienie do życia oraz nieustający optymizm niejednokrotnie zrobiły na mnie ogromnie wrażenie.
Bardzo spodobał mi się również styl autorki, który jest niezwykle lekki oraz plastyczny, dzięki czemu czytanie tej książki to prawdziwa przyjemność. Mimo że akcja nie pędzi w zawrotnym tempie, to przy tej pozycji naprawdę nie można się nudzić. Przedstawiona historia do głębi porusza czytelnikiem i niejednokrotnie wywołuje łzy zarówno szczęścia, jak i smutku. „Making faces” to słodko-gorzka opowieść o sile przyjaźni, akceptacji oraz o miłości, która potrafi uleczyć nawet najbardziej połamane serce. Obok tej książki naprawdę nie można przejść obojętnie. Gorąco polecam!
Addictedtobooksstories.blogspot.com Aleksandra Szałek; 2017-04-20
Przyrodni brat
Greta to cicha i spokojna nastolatka, z którą nigdy nie było żadnego problemu. Jakiś czas temu jej matka wyszła ponownie za mąż i cała rodzina wiodła wspólnie szczęśliwe życie. Dziewczyna nie wiedziała jednak, że jej ojczym ma syna z poprzedniego małżeństwa, który teraz niespodziewanie miał z nimi mieszkać przez rok. Szybko okazało się, że Elec to całkowite przeciwieństwo Grety - jest brawurowy, pewny siebie, zaborczy i niesamowicie wściekły na swojego ojca i jego nową rodzinę (a przynajmniej takiego udaje). Początkowe próby nawiązania kontaktu z przyrodnim bratem szybko spełzają na niczym, jednakże choć Elec traktuje Gretę jak śmiecia, dziewczynę ciągle coś do niego ciągnie. Szybko zaczyna rozkwitać pomiędzy nimi uczucie, które w ogóle nie miało mieć miejsca.
Powiem tak, choć zanim zabrałam się za czytanie tej książki, byłam do niej raczej neutralnie nastawiona - opis przedstawiony na okładce wydawał się być na prawdę interesujący, a sama okładka dość intrygująca, to już po pierwszych stronach chciałam się poddać i całkowicie się jej pozbyć. Gdy już po kilku stronach zaczęłam czytać, jak to główna bohaterka niesamowicie zachwyca się swoim przyrodnim bratem (oczywiście z podtekstem seksualnym), całkowicie odechciało się się poznawania tej historii. Przez to wszystko obawiałam się, że cała książka będzie taką typową nic nie wartą książką, a na poznawanie takiej pozycji zdecydowanie nie miałam ochoty. Ale postanowiłam zacisnąć zęby i brnąć w to wszystko dalej. Na szczęście z czasem wszystko zaczęło się w miarę uspokajać i koniec końców bardzo się cieszę, że już na początku się nie poddałam.
Przede wszystkim, o czym koniecznie muszę tutaj wspomnieć, uważam, że opis przedstawiony na okładce książki na prawdę mocno odbiega od tego, co możemy znaleźć w jej wnętrzu. Sama spodziewałam się jakiegoś na prawdę wielkiego znęcania się psychicznego w wykonaniu Eleca nad Gretą, a otrzymałam tak na prawdę zwyczajne słowne utarczki ze strony chłopaka, który zwyczajnie nie mógł znieść tego, że jego ojciec ma nową rodzinę. Ja przynajmniej tak to odebrałam, Już od pierwszych stron było bowiem widać, dlaczego Elec zachowuje się tak a nie inaczej i łatwo można było dostrzec, że zależy mu na Grecie. Myślę więc, że Wydawnictwo trochę poniosła fantazja, gdy pisali opis dla tej pozycji.
Rozmawiałam o tym z jedną dziewczyną, gdy zaczęłam czytać Przyrodniego brata, że jest to chyba kolejna pozycja, gdzie przyrodnie rodzeństwo się w sobie zakochuje (dla niej niestety, dla mnie jak najbardziej stety) - jak chociażby Czy wspominałam, że Cię kocham (recenzja klik). Jednak co mi sie w tej książce podobało to to, że jest to tak jakby połączenie właśnie książki Estelle Maskame oraz Love, Rosie Cecelii Ahern (recenzja klik). Chodzi mi o to, że owszem mamy motyw, gdzie główni bohaterowie (przyrodnie rodzeństwo) się w sobie zakochują, jednakże z jakiegoś powodu obydwoje duszą w sobie te uczucia i dzieje się wszystko tak jak we właśnie Love, Rosie, że gdy w końcu któreś z nich ma odwagę, aby odzyskać tego drugiego, już jest za późno, bo ten ktoś zaczyna układać sobie życie. Bardzo lubię czytać takie historie mimo, że są dla mnie one na prawdę przygnębiające, gdy bohaterowie w końcu uświadamiają sobie, ile tak na prawdę czasu zmarnowali na te wszystkie gierki. Pod tym względem Przyrodni brat na prawdę mi się spodobał.
Samych bohaterów na prawdę polubiłam (oczywiście mój number one to nie kto inny, jak Elec) i z całych sił kibicowałam im z całego serca. Przyjemnie obserwowało mi się, jak ich uczucie zaczyna rozkwitać i z jakim wielkim bólem muszą zmagać się podczas rozłąki (chociaż obydwoje mocno starają się to ukryć). W przypadku bohaterów jedyne co mi się nie podobało to to, że po pierwszej rozłące autorka przenosi historię kilka lat naprzód i tak na prawdę nie mamy zielonego pojęcia, co w tym czasie się z nimi działo. Owszem sami troszkę wspominają swoją przeszłość, jednak jest tego tak mało, że nie wiele można dowiedzieć się o ich życiu. Mi osobiście się to nie spodobało, czułam przez to zwyczajnie na prawdę spory niedosyt. Myślę, że skoro już autorka chciała zastosować taki zabieg, powinna go lepiej przemyśleć i bardziej popracować nad szczegółami.
W całej książce jednak najbardziej denerwowało mnie to, że wszystko działo się tam w bardzo zawrotnym tempie. W szczególności można było to dostrzec na samym początku książki. Autorka potrafiła opisywać jedno zdarzenie, by nagle przenieść do następnego, nie dając tym samym czytelnikowi możliwości oswojenia się z daną sytuacją. Ja czułam się jakbym jechała jakąś szaloną kolejką górską, gdzie obrazy zmieniają się dosłownie co chwila i zanim zawieszę na jakimś konkretnym wzrok, wszystko się już zmienia, a mi pozostaje jedynie oszołomienie tym, co się stało. Strasznie mi się to nie podobało i czasem miałam wrażenie, jakbym czytała książkę jakiegoś kompletnie zielonego w tych tematach pisarza, a wydaje mi się, że Penelope Ward raczej do takich osób nie należy.
Podsumowując więc, gdy przebrnie się już przez początkowe rozdziały książki, reszta jest na prawdę przyjemna. Nie jest to oczywiście jakaś wybitna lektura, jednakże idealnie nadaje się ona moim zdaniem do odprężenia się. Historia jest dość wciągająca, przez co czyta się ją raczej szybko. Zdecydowanie największym plusem są tutaj główni bohaterowie oraz relacja ich łącząca - szkoda więc, że autorka nie wykorzystała do końca ich potencjału. Mimo wszystko książkę polecam, jednak radzę nie nastawiać się na coś bardzo spektakularnego.
http://about-katherine.blogspot.com/ Katherine Parker; 2017-05-17
Biblia copywritingu
Biblia copywritingu zaintrygowała mnie od początku. Zawsze czułam, że mam z tym kłopot. Że dobrze się czuję w konwencji tekstu informacyjnego, ale gdy mam stworzyć tekst sprzedażowy, to po prostu nie potrafię.Nie do końca wiem, jak zachęcić kogoś do kupna a do tego zrobić to tak, aby miało to, mówiąc słowami mojego Taty, "ręce i nogi". I równocześnie zachowywało poziom.
Niewielka książeczka Darka Puzyrkiewicza, specjalisty tekstów sprzedażowych, może tutaj pomóc. Biblia copywritingu zachęca do samodzielności w tym zakresie, prezentuje swoje techniki i popiera je licznymi przykładami z praktyki zawodowej. Przykładami zarówno złymi, jak i dobrymi. Autor pokazuje mechanizmy perswazji najczęściej stosowane w komunikacji reklamowej. Uczy, jak wywołać konkretne emocje i nakłonić odbiorców do podjęcia pożądanego przez nas działania. Przypomina, że najważniejsze w pisaniu dobrych tekstów są tak naprawdę trzy rzeczy: wiara w produkt, wiara w siebie oraz chęć porozumienia się z klientem.
Zanotowałam sobie kilka rzeczy, z którymi najbardziej się utożsamiam:
- Przede wszystkim dużo czytaj – to powtarza się również we wszelkiego rodzaju książkach o pisaniu powieści. Jeśli chcesz pisać, musisz dużo czytać. Autor czyta 1-2 książki tygodniowo, u mnie jest podobnie;
- Stosuj “metodę trzech kapeluszy” – najpierw napisz tekst, potem patrz na niego pod kątem przydatności dla biznesu, a potem dopiero redaguj;
- Pisz do konkretnej osoby – poszukaj wśród znajomych osoby, która jest przedstawicielem grupy docelowej produktu, o którym opowiadasz, i napisz tekst, tak jakbyś pisał do niej;
- Inspiruj się nagłówkami w tabloidach – jeśli chcesz stworzyć ulotkę marketingową czy reklamę, nagłówki tabloidowe oferują sprawdzone sposoby przyciągnięcia uwagi.
To zaledwie niewielka część tego, co zawiera Biblia copywriter. Jej siłą są uporządkowane zasady rozpracowywania potrzeb klienta z jednej strony, mocnych stron produktu z drugiej, a następnie zasady konstruowania przekonującej narracji o tym produkcie. Książeczka przyda się zatem praktykom, którzy tworzą teksty marketingowe wszelkiego typu: od reklam po ulotki czy broszury produktowe.
annamiotk.pl Anna Miotk; 2017-05-23