ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Agenty AI w praktyce. Projektowanie, wdrażanie i skalowanie autonomicznych systemów

To już trzecia książka Valentiny Alto, po którą sięgnąłem. Wcześniej przeczytałem „Generatywną sztuczną inteligencję z ChatGPT i modelami OpenAI” oraz „LLM w projektowaniu oprogramowania”. Każda z nich dobrze pokazuje kolejny etap rozwoju AI - od generowania treści, przez budowanie aplikacji opartych na LLM, aż po autonomiczne systemy agentowe. „Agenty AI w praktyce” to zdecydowanie najbardziej aktualna i zaawansowana pozycja z tej trójki. Autorka nie zatrzymuje się na teorii ani prostych chatbotach. Pokazuje, jak projektować agentów korzystających z pamięci, narzędzi, API i baz wiedzy, a następnie łączyć ich w systemy wieloagentowe. Dużym plusem jest omówienie LangChain, LangGraph, orkiestracji, zarządzania kontekstem oraz nowych protokołów, takich jak MCP, A2A i ACP. Doceniam również to, że książka obejmuje nie tylko budowę prototypu, ale też kwestie niezbędne w prawdziwych wdrożeniach: monitorowanie, ocenę jakości działania, obsługę błędów, bezpieczeństwo, koszty, zgodność i kontrolę człowieka. Dzięki temu agenty AI nie są przedstawione jako technologiczna ciekawostka, lecz jako systemy, które trzeba świadomie zaprojektować, przetestować i utrzymywać. Valentina Alto po raz kolejny potrafi uporządkować szybko zmieniający się obszar i przełożyć złożone zagadnienia na praktyczne podejście. To bardzo dobra książka dla osób, które znają już podstawy generatywnej AI i chcą zrobić kolejny krok - od używania modeli językowych do tworzenia kompletnych, skalowalnych rozwiązań agentowych. Zdecydowanie polecam!

dlaTesterów.PL Krząpa Rafał

Las na receptę. Opowieść o terapeutycznej roli przyrody w naszym życiu

Poradnik o zaskakującej w tym gatunku strukturze z tytułowym lasem w roli głównej. Nie przechodzimy tu wyłącznie przez analizę wpływu przestrzeni zielonych na człowieka czy ich roli w ekosystemie, a narracja wprowadza coś niekonwencjonalnego. Tutaj wraz z narracją kolejne strony to kolejne doświadczenia i relacje zebrane z terapii leśnych, rozmowy z osobami które są ich organizatorami, uczestnikami. Dodaje to reporterskiego aspektu tej książki. Wraz z opisem kolejnych doświadczeń, spotkań i rozmów płynnie wplecione zostały analizy badań, eksperymentów dotyczących głównie wpływu lasu na organizm ludzi, zdrowie fizyczne jak i psychiczne. O czym tu przeczytasz?  O tym czym jest a czym nie jest terapia leśna.  Jak praktykować leśne kąpiele by czerpać w pełni z ich korzyści?  Jak kontakt z naturą wpływa na układ nerwowy, wydzielanie kluczowych hormonów, biologię mózgu?  Jak w innych krajach wygląda medycyna która już dziś zapisuje pacjentom tytułową receptę?  Jak w Polsce kształtuje się środowisko wspierające rozwój leśnych terapii zarówno na poziomie edukacji, medycyny, instytucji publicznych jak i firm i działań prywatnych, a jak wygląda to w innych krajach?  Jak każdy z nas wraz z lekturą może wdrożyć do swojego życia praktykę leśnych kąpieli i doświadczyć ich wpływu? Wiedzę naukową prezentuje w przystępny sposób, na odpowiednim poziomie szczegółowości. Duży plus to dotykanie tematu, o którym nadal raczej mniej niż więcej mówi się w debacie publicznej. Niekonwencjonalnie, a przy tym nadal dobrze ustrukturyzowana lektura, która w poradnikowo‑reporterskim stylu wprowadza w tematykę czerpania z kontaktu z naturą tego, co najlepsze. Jeśli sięgasz chętnie po książki które wyjaśniają funkcjonowanie organizmu człowieka, hormonów, zdrowia, a także chętnie poznajesz przez nie otaczający świat to dobry tytuł dla Ciebie.

girlinthebooks Skórowska Natalia

The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)

Kiedy wraca Mała Katastrofa, Cassidy wie, że nie może spać spokojnie… Drogi Czytelniku, kiedy Magda i Ludka piszą coś razem, to oczywiste jest, że taka książka prędzej czy później musi trafić w moje ręce. Tym bardziej że po ich wcześniejszej historii doskonale wiedziałam, że mogę spodziewać się sporej dawki emocji, humoru i bohaterów, których zdecydowanie nie da się tak łatwo wyrzucić z głowy. Każdy słyszał, każdy wie, że duet Magdy i Ludki to duet, który potrafi pisać najlepsze komedie romantyczne. Ich historie to połączenie bohaterów o zupełnie różnych charakterach, z których powstaje mieszanka wybuchowa — i w tym przypadku ma to znaczenie dosłowne. Nasza główna bohaterka to bowiem prawdziwy magnes na kłopoty. Gdzie pojawia się Jordan, tam prędzej czy później coś musi się wydarzyć. Szczególnie kiedy w grę wchodzą wyniki badań, która ma prawdziwą obsesję na punkcie laboratorium i zdecydowanie nie podchodzi do swojej pracy z przymrużeniem oka. Cassidy doskonale o tym wie, bo Mała Katastrofa już nie raz zdążyła namieszać w jego życiu. A skoro Jordan ponownie pojawia się w jego życiu, to chyba możemy być pewni, że Cassidy zdecydowanie nie będzie narzekał na brak wrażeń. Po pierwszej części, w której mogliśmy poznać Parker — dziewczynę, która ma bzika na punkcie jesieni i wszystkiego, co mroczne — byłam naprawdę ciekawa, na co autorki postawią tym razem. I po raz kolejny się nie zawiodłam, bo historia tej dwójki zauroczyła mnie tak bardzo, że, Drogi Czytelniku, sama nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Z jednej strony najchętniej napisałabym Ci tylko: czytaj, czytaj i się nie zastanawiaj! Z drugiej wiem, że muszę opowiedzieć Ci o niej trochę więcej, bo przy magnesie na kłopoty i mężczyźnie, który właśnie głównie dzięki niej został strażakiem, emocji zdecydowanie nie zabraknie. I właśnie dlatego jest mi tak trudno zebrać myśli. Słów mi nie brakuje — wręcz przeciwnie, mam ich zdecydowanie za dużo, bo chciałabym opowiedzieć Ci o wszystkim, co sprawiło, że tak bardzo przepadłam, a jednocześnie nie zdradzić Ci tego, co najlepiej odkryć samemu. Jedno mogę Ci jednak powiedzieć — Jordan i Cassidy to duet, obok którego naprawdę trudno przejść obojętnie. Muszę Ci zdradzić, Drogi Czytelniku, że to pierwsza książka, w której mam do czynienia ze strażakiem — i już wiemy, że na tym się nie skończy, bo chyba właśnie odkryłam swoją nową obsesję. Obsesję na punkcie strażaków. I zdecydowanie uważam, że każda kobieta potrzebuje takiego mężczyzny w swoim życiu. Jeśli natomiast chodzi o laboratorium, to tutaj moja wiedza nie jest już tak imponująca. Chemia i fizyka nigdy nie były mi szczególnie po drodze, choć nie powiem — w szkole nawet lubiłam te przedmioty. Do czasu, aż w liceum nasze drogi się rozeszły. Dlatego tym bardziej cieszyłam się, że mogłam dowiedzieć się czegoś więcej o pracy w laboratorium, badaniach i całym świecie, który do tej pory był mi raczej obcy. Tym bardziej że autorki przemyciły tutaj również temat niesprawiedliwości i tego, jak łatwo zamknąć człowieka w określonych ramach. Czasami wystarczy, że ktoś jest przekonany o swojej wiedzy i doświadczeniu, żeby przestać dopuszczać do siebie myśl, że coś może wyglądać inaczej. Można pomyśleć, że to tylko fikcja, ale właśnie takie sytuacje naprawdę mają miejsce. I nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele osób spotyka się z lekceważeniem czy niedocenianiem — szczególnie w środowiskach, w których wciąż funkcjonują pewne stereotypy. Dlatego cieszę się, że historia Jordan nie ograniczyła się wyłącznie do romansu i humoru, ale dała mi też coś do przemyślenia. No dobrze, skoro już nieco zagłębiliśmy się w świat bohaterki, warto też dodać, że ta Mała Katastrofa sprawiła, że uśmiech praktycznie nie schodził mi z twarzy. Cóż, muszę przyznać, że jesteśmy z Jordan trochę do siebie podobne, bo mnie również różnego rodzaju wpadki i niezdarności zdarzają się zdecydowanie częściej, niż powinny. Na szczęście uważam, że niezdarność potrafi być naprawdę urocza, a drobne wpadki? Cóż, czasami można je po prostu wybaczyć. Jeszcze bardziej cieszyło mnie to, że Jordan trafiła w swoim życiu na Cassidy'ego, który pokazał jej, że przecież to, że czasami coś rozleje, coś jej nie wyjdzie czy zaliczy kolejną wpadkę, wcale nie oznacza, że jest nieodpowiedzialna albo niedojrzała. Bo przecież jedna rzecz nie ma nic wspólnego z drugą. Możemy być rozsądni, odpowiedzialni i doskonale radzić sobie z powierzonymi nam obowiązkami, a jednocześnie mieć dwie lewe ręce i co chwilę wpadać w jakieś tarapaty. To, że coś nam się rozleje albo nie wszystko pójdzie po naszej myśli, nie powinno być wyznacznikiem naszej dojrzałości ani tego, czy można nam zaufać i powierzyć odpowiedzialność za dziecko czy cokolwiek innego. I właśnie dlatego tak bardzo podobało mi się, że w jej życiu pojawił się Cassidy. To on pokazał jej, że takie drobne sytuacje wcale nie świadczą o tym, że jest niedojrzała czy nieodpowiedzialna. To, że czasami coś nam nie wychodzi, nie definiuje nas jako ludzi i nie powinno decydować o tym, czy ktoś uzna nas za wystarczająco dorosłych, żeby powierzyć nam odpowiedzialność za siebie czy innych. Na szczęście Cassidy nie patrzył na Jordan przez pryzmat jej wpadek, tylko potrafił dostrzec w niej coś znacznie większego — to, jaka jest ambitna, mądra i odpowiedzialna. Jordan nie boi się zmierzyć z konsekwencjami swoich decyzji i przede wszystkim walczy o swoje. Nie jest osobą, która kiedy coś jej się nie udaje, po prostu się poddaje i odpuszcza. Jej postać pokazuje, że jeśli naprawdę coś kochamy i wiemy, że ktoś potraktował nas niesprawiedliwie, warto walczyć o swoje, nawet jeśli po drodze wali się i pali. Trzeba dążyć do tego, żeby robić to, co kochamy, i nie pozwolić, żeby nasze starania czy osiągnięcia zostały zamiecione pod dywan tylko dlatego, że ktoś uznał, że nie zasługujemy na swoją szansę. Za tę determinację jeszcze bardziej polubiłam Jordan, bo pod tą całą Małą Katastrofą kryje się kobieta, która doskonale wie, czego chce i nie zamierza tak łatwo z tego zrezygnować. Skoro już wiemy, że bohaterka to przede wszystkim chodzący chaos, ale z ogromną determinacją, to czas na bohatera, który jest totalnym green flagiem. A jak wiemy — takich to ze świecą szukać. Znając twórczość autorek, oczywiście nie spodziewałam się niczego innego, ale ten strażak sprawił, że moje serce naprawdę zapłonęło. Uwielbiałam obserwować, jak pokazuje Jordan, że jest dla niego ważna i jak bardzo szanuje to, co robi, mimo że sam nie ma zbyt dobrych doświadczeń związanych z łączeniem pracy i rodziny. W końcu jego była żona wybrała pracę zamiast rodziny, więc doskonale rozumiał, jak cienka może być granica między ambicją a poświęceniem wszystkiego dla kariery. Ale musisz wiedzieć, Drogi Czytelniku, że Cassidy to… samotny ojciec. Tak, dziewczyny postanowiły wpleść tutaj wątek, który zmiękczy niejedno serce. I właśnie wtedy ten mój green flag zrobił się jeszcze bardziej zielony. Mimo że naprawdę zależało mu na Jordan i chciał stworzyć z nią coś wyjątkowego, jego córka zawsze była na pierwszym miejscu. Liczyło się dla niego jej zdanie, jej potrzeby i przede wszystkim to, jak odbierze nową osobę w ich życiu. Nie chciał działać pochopnie — podchodził do wszystkiego bardzo delikatnie, bo chciał mieć pewność, że jeśli Jordan pojawi się w ich życiu na dobre, to nie zniknie chwilę później, zostawiając po sobie kolejne przywiązanie i rozczarowanie. Nie chodziło wyłącznie o to, że chciał być z Jordan. Chciał zrobić to dobrze — dla niej, dla siebie, ale przede wszystkim dla swojej córki. Jordan zresztą doskonale to rozumiała. Nie miała do niego pretensji, kiedy nie mógł zostać z nią, bo córka go potrzebowała. Sama zdążyła się do małej przywiązać, a zresztą… nie ma się co dziwić, bo była naprawdę przeurocza. To właśnie ona pięknie dopełniała tę historię i sprawiała, że było w niej jeszcze więcej ciepła. Dlatego już teraz nie mogę się doczekać, aż poznamy jej historię trochę bliżej. Bo być może to właśnie trzeci tom będzie należał do niej i chłopaka, który znał jej sekret… „The Stem” to jedna z tych komedii romantycznych, które po prostu chce się czytać i nie przestawać. Chemia między bohaterami jest wyczuwalna od pierwszej strony, a czasami robi się tak gorąco, że nie ma mowy, żeby rumieńce nie pojawiły się na naszej twarzy.Dziewczyny stworzyły bohaterów, którzy z pozoru bardzo się od siebie różnią, a jednak razem tworzą naprawdę wyjątkową całość. Z jednej strony mamy spokój, zwyczajne życie zwyczajnych ludzi, którzy zmagają się z problemami, jakie mogłyby dotknąć każdego z nas. Z drugiej — chaos, nutkę niepewności i uczucia, które zostają z nami jeszcze długo po odłożeniu książki. Jest lekko, zabawnie i romantycznie, ale jednocześnie pod tą całą komediową otoczką kryje się coś więcej — bohaterowie z własnymi problemami, przeszłością i emocjami, które sprawiają, że trudno przejść obok nich obojętni. I na koniec oczywiście nie mogę zapomnieć o matkach bohaterów, które za każdym razem sprawiały, że śmiałam się na głos. Ich sceny były dla mnie prawdziwym dodatkiem do tej historii — tylko czekałam, aż znowu się pojawią i zaczną wtrącać swoje trzy grosze. Bo chyba wszyscy poza bohaterami doskonale wiedzieli, co się między nimi dzieje. One tylko cierpliwie czekały, aż Jordan i Cassidy w końcu zrozumieją, że w ich sercach już dawno pojawiło się coś więcej, a uczucie, przed którym tak długo próbowali uciekać, od początku było tuż obok. Jeśli, Drogi Czytelniku, jeszcze nie znasz tego duetu, to powiem Ci jedno — czeka Cię fantastyczna zabawa! To jedna z tych książek, których nie da się odłożyć nawet na chwilę, bo są w niej momenty, w których naprawdę czujemy, jakbyśmy byli razem z bohaterami i przeżywali wszystko razem z nimi. Mam nadzieję, że to właśnie od tego tytułu rozpoczniesz swoją przygodę z Magdą i Ludką, bo uwierz mi — naprawdę nie pożałujesz. Jestem pewna, że ich historie dostarczą Ci mnóstwa śmiechu, emocji, romantycznych momentów i bohaterów, których po prostu nie da się nie polubić.

booktok_zaczytana Gleba Julka

Mózg wiecznie młody. Jak wyostrzyć umysł i chronić go przez całe życie

W dobie rosnącej liczby zachorowań na choroby neurodegeneracyjne i coraz częstszych rozmów o demencji, która nie oszczędza już tylko osób w bardzo zaawansowanym wieku, pojawia się książka, która stawia tezę z pozoru śmiałą, a jednak opartą na latach badań i praktyki klinicznej. „Mózg wiecznie młody. Jak wyostrzyć umysł i chronić go przez całe życie” autorstwa doktora Dale’a E. Bredesena, wydana w 2026 roku przez Sensus należące do grupy Helion, to polskie tłumaczenie amerykańskiego oryginału The Ageless Brain: How to Sharpen and Protect Your Mind for a Lifetime. Przekładu dokonał Zbigniew Waśko. Autor, znany wcześniej z bestsellerowej pozycji „Wygraj z Alzheimerem”, przenosi w tej pracy akcent z leczenia już zaawansowanych zaburzeń poznawczych na systematyczną, wielowymiarową profilaktykę, która ma sprawić, że sprawność umysłu będzie towarzyszyć nam tak długo, jak długo żyjemy. Kim jest Dale E. Bredesen i skąd bierze się jego podejście do zdrowia mózgu Dale E. Bredesen to neurolog o solidnym zapleczu naukowym. Absolwent Caltech i Duke University Medical Center, pracował między innymi na University of California w San Francisco, Los Angeles i San Diego, kierował programami badawczymi w Sanford Burnham Prebys oraz był założycielem i prezesem Buck Institute for Research on Aging. Obecnie związany jest z Pacific Neuroscience Institute. Jego wcześniejsze prace nad protokołem ReCODE, mającym na celu odwracanie wczesnych stadiów pogorszenia funkcji poznawczych, zyskały rozgłos dzięki opisom przypadków poprawy u pacjentów, którzy według klasycznego podejścia mieli jedynie oczekiwać dalszego pogarszania się stanu. W „Mózgu wiecznie młodym” Bredesen idzie o krok dalej i twierdzi, że starzenie się mózgu w klasycznym, nieuchronnym sensie nie jest biologiczną koniecznością. To raczej skutek kumulacji konkretnych, mierzalnych zaburzeń, które można rozpoznawać i korygować na długo przed pojawieniem się klinicznych objawów. Główna teza książki – dlaczego mózg nie musi się starzeć w sposób nieunikniony Autor wyróżnia sześć głównych grup czynników, które według jego modelu prowadzą do pogorszenia funkcji poznawczych. Są to niedobory energetyczne związane z funkcjonowaniem mitochondriów, opornością insulinową, przepływem krwi i utlenowaniem, stany zapalne obejmujące chroniczną aktywację wrodzonego układu odpornościowego, ekspozycja na toksyny środowiskowe i endogenne, brak odpowiedniego wsparcia troficznego w postaci hormonów i czynników wzrostu, zaburzenia równowagi neuroprzekaźników oraz przewlekły stres. Każdy z tych elementów może działać osobno, ale najczęściej działają one razem, tworząc błędne koło, w którym mózg zaczyna „zmniejszać” swoją aktywność i liczbę synaps jako formę ochrony przed przeciążeniem. Bredesen porównuje to do dachu z wieloma dziurami – jedna tabletka może przykryć jedną z nich, ale nie zatrzyma przeciekania całego systemu. Ta perspektywa zmienia całkowicie sposób myślenia o demencji i zaburzeniach poznawczych, przenosząc nacisk z nieuchronnego procesu starzenia na konkretne, mierzalne i w dużej mierze modyfikowalne czynniki ryzyka. Struktura książki i sposób prowadzenia narracji Książka jest ułożona w czternaście rozdziałów, które prowadzą czytelnika od zrozumienia problemu do praktycznego planu działania. Na początku autor obala powszechne przekonanie, że pogorszenie pamięci i koncentracji to naturalna cena wieku. Pokazuje przykłady osób, które w wieku stu lat i więcej zachowują bystrość umysłu, a jednocześnie wskazuje na alarmujące statystyki dotyczące wzrostu liczby przypadków demencji, w tym coraz częstsze diagnozowanie problemów poznawczych u osób młodszych. Krytykuje też system medyczny i ekonomiczny, który zbyt długo koncentrował się na poszukiwaniu jednego leku przeciwko amyloidowi, zamiast spojrzeć na chorobę jako na złożoną odpowiedź organizmu na wiele równoczesnych stresorów. Kolejne części rozwijają te wątki, przechodząc płynnie od diagnozy do konkretnych zaleceń, co sprawia, że lektura ma charakter spójnej opowieści naukowej, a nie zbioru luźnych porad. Znaczenie wczesnej diagnostyki i monitorowania stanu mózgu W kolejnych częściach Bredesen mocno podkreśla znaczenie wczesnej diagnostyki. Zachęca do ustalenia tzw. baseline’u poznawczego już po trzydziestce za pomocą testów takich jak MoCA czy SLUMS oraz badań laboratoryjnych obejmujących markery stanu zapalnego, gospodarki węglowodanowej, poziomu hormonów, homocysteiny, a także nowszych biomarkerów związanych z białkami amyloidu i tau we krwi. Dzięki temu możliwe staje się wykrycie niekorzystnych zmian na wiele lat przed tym, zanim pacjent sam zauważy problemy z pamięcią czy orientacją. Autor nie ukrywa, że nosiciele genu ApoE4 znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka, ale jednocześnie podkreśla, że geny nie są wyrokiem – to, jak żyjemy, w dużej mierze decyduje o tym, czy ryzyko się zrealizuje. Ta część książki należy do najbardziej praktycznych, ponieważ daje czytelnikowi konkretne narzędzia do samodzielnego rozpoczęcia procesu obserwacji własnego zdrowia poznawczego. Dieta, ruch, sen i detoksykacja jako fundamenty ochrony mózgu Największą wartość praktyczną książka zyskuje w rozdziałach poświęconych konkretnym interwencjom. Dieta, którą proponuje Bredesen, opiera się na dużej ilości warzyw, umiarkowanej ketozie, ograniczeniu cukru, przetworzonej żywności, a często także nabiału i glutenu. Nacisk kładzie na produkty bogate w polifenole, zdrowe tłuszcze i składniki wspierające mikrobiom. Ruch traktuje nie tylko jako sposób na poprawę kondycji fizycznej, ale jako stymulant neurogenezy i plastyczności mózgu – szczególnie ceni trening interwałowy o wysokiej intensywności oraz ćwiczenia siłowe. Sen, według autora, nie jest luksusem, lecz fundamentalnym procesem oczyszczania mózgu z toksyn, a jego jakość, w tym proporcja snu głębokiego i REM, ma bezpośredni wpływ na zdolność uczenia się i zapamiętywania. Osobne miejsce zajmuje detoksykacja, dbałość o mikrobiom jelitowy oraz świadome ograniczanie ekspozycji na toksyny środowiskowe. Nie brakuje też rozważań o znaczeniu relacji społecznych, uczenia się nowych umiejętności i utrzymywania umysłu w stanie ciekawości. Wszystkie te elementy tworzą spójny system, w którym żaden nie działa w izolacji. Styl pisania i wartość praktyczna lektury Styl Bredesena jest charakterystyczny – łączy precyzję naukową z umiejętnością tłumaczenia skomplikowanych mechanizmów na język zrozumiały dla wykształconego laika. Każdy rozdział otwiera cytat, co nadaje lekturze pewien rytm, a przykłady pacjentów i osób w bardzo zaawansowanym wieku, które zachowały sprawność umysłową, ożywiają teorię. Polskie tłumaczenie radzi sobie z terminologią medyczną poprawnie, choć książka i tak wymaga skupienia. Nie jest to lekka lektura do szybkiego przeczytania wieczorem. Dla osób, które znały już wcześniejsze prace autora, część materiału będzie znajoma, ponieważ „Mózg wiecznie młody” stanowi naturalne rozwinięcie i uogólnienie protokołu ReCODE na profilaktykę dla każdego wieku. Mimo to konsekwentne połączenie wiedzy medycznej z praktycznymi wskazówkami sprawia, że książka pozostaje wartościowym przewodnikiem nawet dla tych, którzy wcześniej zetknęli się z tematyką zdrowia mózgu. Ograniczenia podejścia Bredesena i kontekst naukowy Warto zauważyć, że podejście Bredesena nie jest wolne od kontrowersji. Część środowiska neurologicznego zwraca uwagę, że wiele dowodów pochodzi z serii przypadków i mniejszych badań, a nie z dużych, wieloośrodkowych randomizowanych prób klinicznych najwyższego standardu. Pełna realizacja zalecanego protokołu – obejmująca zaawansowane badania, ewentualną suplementację i współpracę ze specjalistami – może być kosztowna i logistycznie wymagająca. Autor jest przekonany o skuteczności swojego modelu i nie ukrywa tego, dlatego czytelnik powinien zachować zdrowy krytycyzm i traktować książkę jako ważny, ale nie jedyny głos w dyskusji o zdrowiu mózgu. Mimo tych zastrzeżeń „Mózg wiecznie młody” wypełnia istotną lukę. W czasie, gdy demencja staje się jednym z największych wyzwań zdrowotnych i społecznych, a klasyczna medycyna nadal ma ograniczone możliwości leczenia zaawansowanych stadiów, propozycja Bredesena daje konkretną, wielowymiarową mapę działań. Dla kogo przeznaczona jest ta książka Książka jest szczególnie wartościowa dla osób z obciążeniem rodzinnym, dla tych, którzy zaczynają zauważać u siebie subiektywne problemy z pamięcią lub koncentracją, a także dla profesjonalistów – lekarzy, dietetyków i terapeutów – którzy szukają uporządkowanego, systemowego modelu pracy z pacjentem. Dla kogoś, kto oczekuje prostej checklisty albo rewolucyjnych, nieznanych wcześniej odkryć, lektura może okazać się częściowo powtórką znanych już zaleceń dotyczących stylu życia. Jednak nawet wtedy siła książki leży w konsekwentnym połączeniu tych elementów w jeden spójny obraz i w mocnym, opartym na doświadczeniu klinicznym przesłaniu, że mózg nie musi starzeć się w sposób, jaki do tej pory uważaliśmy za nieunikniony. Wydawnictwo Sensus, należące do grupy Helion, wybrało tytuł dobrze wpisujący się w swój profil praktycznych publikacji prozdrowotnych. Książka ukazała się 29 lipca 2026 roku i od razu wpisała się w rosnące zainteresowanie tematyką długowieczności poznawczej. Dlaczego warto przeczytać „Mózg wiecznie młody” Nie jest to pozycja, którą czyta się jednym tchem, ale taka, do której wraca się, gdy chce się uporządkować wiedzę i zbudować własny plan dbania o mózg. W świecie, w którym coraz więcej osób boi się utraty sprawności umysłowej bardziej niż wielu chorób somatycznych, przesłanie Bredesena – że mamy większy wpływ na kondycję swojego mózgu, niż dotąd sądziliśmy – brzmi jak ważne i potrzebne przypomnienie. Książka nie obiecuje cudów ani jednej pigułki. Proponuje zamiast tego systematyczną pracę nad metabolizmem, stanem zapalnym, snem, ruchem, toksynami i stymulacją poznawczą. Pokazuje, że sprawność umysłu nie musi kończyć się wraz z przejściem na emeryturę i że decyzje podejmowane w wieku trzydziestu, czterdziestu czy pięćdziesięciu lat mają realny wpływ na to, jak będziemy funkcjonować w późniejszych dekadach.
https://energiaiwiedza.pl/ Tomasz Bielecki

Nieplanowany układ

Czasami wystarczy jedna książka, żeby przypomnieć sobie, jak przyjemnie jest na kilka godzin zanurzyć się w lekkiej, romantycznej historii. „Nieplanowany układ” Zuzanny Kulik od początku zapowiadał się właśnie jako taka lektura - pełna humoru, chemii między bohaterami i nieoczywistego pomysłu na relację. I muszę przyznać, że dokładnie tego od niej oczekiwałam. Zaczęłam ją czytać wieczorem, a zanim się obejrzałam, dotarłam do ostatniej strony. Camilla Campbell to trzydziestojednoletnia prawniczka, która zawodowo osiągnęła naprawdę wiele. Jest ambitna, zorganizowana i przyzwyczajona do tego, że jej życie toczy się zgodnie z przygotowanym wcześniej planem. W pewnym momencie zaczyna jednak dostrzegać, że choć jej kariera wygląda dokładnie tak, jak sobie wymarzyła, w życiu prywatnym czegoś jej brakuje. Marzy o rodzinie, miłości i dziecku, dlatego postanawia wziąć dłuższy urlop i znaleźć odpowiedniego partnera. W teorii jej plan wydaje się prosty. W praktyce okazuje się, że znalezienie przyszłego partnera i ojca dziecka wcale nie jest takie łatwe, a kolejne randki przynoszą więcej rozczarowań niż nadziei. Wtedy w jej życiu ponownie pojawia się Bryan Handers - mężczyzna, z którym kiedyś łączył ją krótki romans. Bryan jest właściwie całkowitym przeciwieństwem Camilli. Ona ma wszystko zaplanowane, lubi kontrolować sytuację i dokładnie wie, czego chce od życia. On jest bardziej spontaniczny, wyluzowany i zdecydowanie nie należy do osób marzących o stabilizacji czy poważnym związku. Kiedy jednak dowiaduje się o planach Camilli, składa jej pewną, dość nieoczywistą propozycję. Tylko czy układ, który z założenia miał być prosty i niezobowiązujący, rzeczywiście takim pozostanie? Camilla bardzo przypadła mi do gustu. To kobieta, która całe życie miała plan i konsekwentnie dążyła do wyznaczonych celów. Dopiero z czasem zaczyna rozumieć, że życia nie da się rozpisać jak listy zadań do odhaczenia. Podobało mi się również to, że autorka pokazała jej samotność, pragnienie założenia rodziny oraz potrzebę zmierzenia się z własnymi problemami i emocjami. Bryan również był interesującą postacią, choć chyba trochę mniej zdołałam się z nim zżyć. Z jednej strony jest flirciarzem, który stroni od zobowiązań, z drugiej jednak potrafi być niezwykle troskliwy i wspierający. Bardzo podobało mi się, jak bohaterowie się uzupełniali. Camilla była tą bardziej poukładaną i racjonalną, a Bryan wnosił do jej życia odrobinę chaosu, spontaniczności i luzu. Ich przekomarzania, różnice charakterów i wyczuwalna chemia sprawiały, że naprawdę przyjemnie obserwowało się rozwój ich relacji. „Nieplanowany układ” to historia oparta na znanych motywach, więc momentami można przewidzieć, w jakim kierunku zmierza fabuła. Nie przeszkadzało mi to jednak szczególnie, ponieważ nie oczekiwałam od tej książki szokujących zwrotów akcji. Czytałam ją dla emocji, humoru i relacji bohaterów - i właśnie to otrzymałam. Nie zabrakło tutaj zabawnych dialogów, nieudanych randek Camilli, romantycznych momentów oraz scen, które potrafiły wywołać zarówno uśmiech, jak i odrobinę wzruszenia. Styl autorki jest lekki i przyjemny, dzięki czemu kolejne strony dosłownie znikają. To zdecydowanie jedna z tych książek, które można otworzyć wieczorem i nawet nie zauważyć, kiedy dotrzemy do ostatniej strony. Szkoda tylko, że historia jest tak krótka. Osobiście chętnie spędziłabym z Camillą i Bryanem trochę więcej czasu, szczególnie pod koniec książki. Chciałabym lepiej zobaczyć, jak ich relacja rozwija się na dalszym etapie, dlatego z przyjemnością przeczytałabym kilka dodatkowych rozdziałów. To lekka, romantyczna i zabawna historia o tym, że nie wszystko w życiu da się zaplanować. Czasami warto odłożyć na bok idealnie przygotowany plan, przestać próbować kontrolować każdy kolejny krok i pozwolić, by życie samo nas zaskoczyło. Jeśli szukacie lekkiego romansu na jeden wieczór, pełnego chemii między bohaterami, zabawnych dialogów, odrobiny pikanterii i relacji, która z czasem zaczyna znaczyć znacznie więcej, niż początkowo zakładali bohaterowie, myślę, że warto dać „Nieplanowanemu układowi” szansę.

zakreconezaczytane Ziółkowska Katarzyna