Recenzje
Ostatni maraton
Ostatni maraton - to jedyna książka nie tyle o bieganiu, co o biegaczu, Piotrze Kuryle, który postanowił obiec cały świat w intencji walki o pokój. Bez specjalnego wsparcia sponsorskiego, bez wielkiego zespołu, bez znajomości języków.
Relacja bardzo prostymi słowami, a w historie, które padają czasami trudno uwierzyć. Z książki bije szczerość i prostolinijność. Kuryło startował wcześniej w ultramaratonach, w słynnym Spartathlonie (246 km z Aten do Sparty) przegrał tylko ze Scottem Jurkiem, ale w przeciwieństwie do Jurka on do Grecji… wcześniej dobiegł i pozostaje wciąż właściwie amatorem.
Relacja bardzo prostymi słowami, a w historie, które padają czasami trudno uwierzyć. Z książki bije szczerość i prostolinijność. Kuryło startował wcześniej w ultramaratonach, w słynnym Spartathlonie (246 km z Aten do Sparty) przegrał tylko ze Scottem Jurkiem, ale w przeciwieństwie do Jurka on do Grecji… wcześniej dobiegł i pozostaje wciąż właściwie amatorem.
Web Audit - Robert Drózd Robert Drózd, 2014-02-18
Metoda Pose. Bieganie techniką dr. Romanova
Metoda Pose. Bieganie techniką dr. Romanova - autor, rosyjski trener pracujący w Stanach stawia tezę, że większość z nas biega źle technicznie i że jeśli wykształcimy właściwą pozycję biegową, wtedy bieganie stanie się dla nas lżejsze i naturalne. Nie będziemy już „tupotali” – po tym można rozpoznać początkujących. Ma ono też pomóc uniknąć kontuzji.
Jest to jedyna książka w tym zestawie poświęcona niemal wyłącznie technice – dziesiątki ćwiczeń, niektóre do wykonania w parach. Dzięki nim utrwalimy właściwą postawę i ustrzeżemy się błędów. Zresztą nawet na temat samych błędów mamy koło 50 stron.
Jest to jedyna książka w tym zestawie poświęcona niemal wyłącznie technice – dziesiątki ćwiczeń, niektóre do wykonania w parach. Dzięki nim utrwalimy właściwą postawę i ustrzeżemy się błędów. Zresztą nawet na temat samych błędów mamy koło 50 stron.
Web Audit - Robert Drózd Robert Drózd, 2014-02-18
Maraton dla bystrzaków
Maraton dla bystrzaków - autorka tej książki specjalizowała się w krótszych dystansach i pisała ją… przygotowując się do swojego pierwszego maratonu, którego nawiasem mówiąc przebiegła w świetnym jak na 40-latkę, czasie 2:48. Stąd zarzuty o niektóre dziwne teorie, jak np. to, że nie należy jeść śniadania – to doskonały sposób na omdlenie na trasie.
Bardzo szczegółowy jest jednak opis ćwiczeń – rozciąganie praktycznie każdej grupy mięśni istotnej dla biegania, a także rozdziały o technice i odżywianiu. Jeśli zdarzy się kiedyś, że będę biegał szybciej, na pewno do tej pozycji wrócę, aby po prostu pouczyć się porządnych ćwiczeń. Jest też bardzo dużo informacji na temat kontuzji, widać że to wszystko pisze czynny sportowiec.
Jak każda pozycja z serii „For Dummies” – ta zawiera też sporo przyjemnych przerywników, jak ilustracje satyryczne co rozdział, liczne anegdoty, sposoby na uczynienie z biegu zabawy, albo listę najsłynniejszych maratonów świata. Polscy redaktorzy uzupełnili książkę o trochę informacji na temat biegania w Polsce.
Bardzo szczegółowy jest jednak opis ćwiczeń – rozciąganie praktycznie każdej grupy mięśni istotnej dla biegania, a także rozdziały o technice i odżywianiu. Jeśli zdarzy się kiedyś, że będę biegał szybciej, na pewno do tej pozycji wrócę, aby po prostu pouczyć się porządnych ćwiczeń. Jest też bardzo dużo informacji na temat kontuzji, widać że to wszystko pisze czynny sportowiec.
Jak każda pozycja z serii „For Dummies” – ta zawiera też sporo przyjemnych przerywników, jak ilustracje satyryczne co rozdział, liczne anegdoty, sposoby na uczynienie z biegu zabawy, albo listę najsłynniejszych maratonów świata. Polscy redaktorzy uzupełnili książkę o trochę informacji na temat biegania w Polsce.
Web Audit - Robert Drózd Robert Drózd, 2014-02-18
Trening mentalny biegacza. Jak utrzymać motywację
Trening mentalny biegacza. Jak utrzymać motywację - to specjalna pozycja na temat motywacji w bieganiu, przeznaczona raczej dla zaawansowanych zawodników, którzy już niejedne zawody mają za sobą. Poczytamy choćby o tym, jak wykrzesać z siebie siły na ostatnich kilometrach, bo wtedy często liczy się bardziej siła woli, gdy ciało już nie nadąża.
Sztuczki myślowe Gallowaya mogą czasami być śmieszne – wyobraźmy sobie że jesteśmy przywiązani gumą do poprzedniego zawodnika – ale to wszystko przygotował człowiek, który biega przez całe życie. To książka najkrótsza ze wszystkich, a byłaby jeszcze krótsza, gdyby nie tematy treningów i ćwiczeń znane z innych pozycji Gallowaya. Ze względu na tematykę, warto to chyba kupić nawet jeśli treningu uczyliśmy się od innych autorów.
Sztuczki myślowe Gallowaya mogą czasami być śmieszne – wyobraźmy sobie że jesteśmy przywiązani gumą do poprzedniego zawodnika – ale to wszystko przygotował człowiek, który biega przez całe życie. To książka najkrótsza ze wszystkich, a byłaby jeszcze krótsza, gdyby nie tematy treningów i ćwiczeń znane z innych pozycji Gallowaya. Ze względu na tematykę, warto to chyba kupić nawet jeśli treningu uczyliśmy się od innych autorów.
Web Audit - Robert Drózd Robert Drózd, 2014-02-18
Terapia f**k it. Prosty sposób na szczęście
Zazwyczaj nie czytuję poradników z serii „Jak żyć, aby być niewyobrażalnie szczęśliwym”, lub jak to mawiał mój były wychowawca, „ jak coś zrobić doskonale, żeby się nie zmęczyć wcale”. Jednak, gdy zobaczyłam tytuł Terapia F**k it, od razu się zainteresowałam, z resztą te słowa widniejące na okładce książki z podpisem „prosty sposób na szczęście”, zainteresowałaby chyba każdego.
Z tyłu Terapii F**k it można przeczytać „jak przestać się martwić i metodycznie olać wszystko”. Co więc proponuje nam John C. Parkin?
Najpierw autor stara się udowodnić Czytelnikowi, iż znajduje się on w więzieniu. Więzienie to nasze życie, w którym górują utarte schematy, jakimi posługujemy się na co dzień. Jest ono bardzo wygodne, można wręcz powiedzieć bezpieczne, ale to wciąż więzienie, jakkolwiek złote nie byłyby kraty. O jakich kratach konkretnie mówimy? O tym jak długo ludzie potrafią rozpamiętywać swoją przeszłość i nie zwracać uwagi na przyszłość, o tym jak siedzą zamknięci w braku wiary w siebie. O kratach zrobionych z braku wyobraźni czy nadmiernego perfekcjonizmu. To tylko niektóre z więziennych bloków. Dalej autor mówi nam o burzeniu murów tegoż więzienia i sposobach ucieczki, aż powoli przechodzimy do głównych idei.
Terapia F**k it jest świetna, jeżeli chodzi o strukturę i czytelność. Tekst jest podzielony na małe akapity, które pozwalają na chwilę refleksji, po przeczytaniu jakiejś interesującej myśli. W dodatku na końcu możemy robić notatki dzięki kilku zostawionym pustym stronom – co mi bardzo ułatwiło pracę.
Autor ma wręcz dar do pisania i trzymania swojego Czytelnika przy książce. Najlepszy rozdział był właśnie o tym jak Parkin opisywał różnego rodzaju więzienia. Robił to tak obrazowo, a swoje postacie, które stwarzał naprędce (wyobrażam sobie, że między łykami kawy), były niezwykle wyraziste i tak rzeczywiste jak sąsiedzi obok. Całość działała na wyobraźnię jak dobra książka. Jednak zaznaczam, że nie jest to lektura, którą można czytywać, gdy znajdziemy chwilę wolnego czasu raz w tygodniu. Wymaga ona bowiem skupienia i systematyczności. Myślę, że spokojnie 3 do 5 dni powinny wystarczyć, jednak jeżeli ktoś mamy zamiar odkładać ją na tygodniową/dwutygodniową przerwę, przekaz traci swoje znaczenie.
"Co mi się w niej podobało? Osobiście bardzo pomógł mi tekst o więzieniu perfekcjonizmu i burzeniu jego murów, a w szczególności mówieniu „nie” wielu zobowiązaniom. Nie uważałam, że mam problemy z asertywnością, jednak branie zbyt wielu zobowiązań mogę sobie spokojnie wpisać w CV. To mi uświadomiło, że mówienie temu „nie” pomoże mi w zachowaniu kontroli (tak przeze mnie uwielbianej) oraz:
(…) Będziesz w stanie stworzyć dokładnie to, czego chcesz, i na takim poziomie jak oczekujesz." str. 141
Całość opatrzona jest dodatkowo w ciekawe ćwiczenia i test, w którym można policzyć w ilu procentach znajdujemy się w stanie „pieprzę to”.
Plusem jest również duża spostrzegawczość autora książki i świetny zmysł obserwatorski. Możemy to zauważyć zarówno w tworzonych przez niego przykładowych „więźniach” jak i problemach, które nam opisuje. Są one konkretne, na czasie i świetnie wyłuszczone. Gorzej jak dla mnie jest ze sposobami przeciwdziałania. Czasami niektóre konkluzje są ogólnikowe i sprawiają wrażenie synonimów poprzednich. Brak konkretów przebija się nie tylko w poradach, ale i w samych twierdzeniach autora. Na przykład gdy pisze on o porzuceniu wszystkich modeli stworzonych w naszej głowie i łamaniu nawyków. Fajnie, tylko że niektóre z tych modeli są po to aby ułatwić nam życie, jak na przykład model zachowania się w jakiejś nagłej sytuacji, lub sposób reakcji na wypadek – są one po to aby właśnie nie myśleć i zastanawiać się, a szybko działać. Zabrakło mi tu umiejętności wyszczególnienia tego o jakie schematy i o jakie konkretnie modele chodzi autorowi.
Jednak poza tym wszystko wydaje mi się zbyt idealistyczne i proste jak pstryknięcie palcami:
"Czasem wygląda to właśnie tak: wyskok z okrętu „od dziewiątej do siedemnastej” i założenie własnej firmy; sprzedanie własnej firmy i zostanie szewcem w małej wiosce na wybrzeżu; zapisanie się do internetowej agencji matrymonialnej i znalezienie mężczyzny/kobiety/owcy swoich snów (notatka dla siebie: sprawdzić możliwość założenia agencji matrymonialnej z owcami); rzucenie nudnego partnera; oznajmienie znęcającemu się szefowi żeby się pieprzył; napisanie w końcu tej powieści; wyruszenie w końcu na tę wyprawę; zapisanie się w końcu na te lekcje (języka, pianina, tantry itp.)" str. 162
Zauważyłam również, że autor dość często odnosi się do zagadnień związanych z seksem. Te wtrącenia niewiele wnoszą w treść książki, i czasami są „niesmaczne”, widać w nich „amerykański” styl pisania. Mi już samo słowo „pieprz to”, które naturalnie w tekście pojawia się bardzo często (nie można się temu dziwić, skoro mamy do czynienia z taką terapią), wystarczyło.
Ponadto autor nawiązując wciąż do więzienia, ciągle tłumaczy się z tej metafory przepraszając ewentualnego więźnia, który może to czytać. Było to nużące. Czytałam całe akapity o tym, że pomysł z łyżeczką, która miałaby posłużyć do kopania tunelu jest tylko przykładem, lub że ta książka nie ma na myśli więzienia, lecz wolność. Takie traktowanie sprawiło, że poczułam się trochę jak nie koniecznie bystra osoba, która potrzebuje wyjaśnienia kawałów o blondynce. Na koniec minusów podam ten, który zdenerwował mnie najbardziej. A mianowicie wmieszanie Freuda i jego id w całość książki z twierdzeniem:
"Id to stan mówienia „pieprzę to”" str. 117
Autor dodaje, aby sprawdzić dokładnie, co oznacza id wpisując w Google „ID Freud”, ja jemu radzę to samo, gdyż id to nie stan „pieprzę to”… no chyba, że dosłownie (między innymi).
Książka wydaje się być stworzona dla osób, które czegoś szukają, ale nie czegoś konkretnego. Bardziej liczą na motywujące słowa i natchnienie do działania… jakiego działania? Bóg raczy wiedzieć. Jesteśmy trochę wodzeni za nos przez autora, który pokazuje nam pewien sposób, dla niego wręcz kapitalny. Ja sama miło spędziłam czas zatopiona w lekturze, jednak nie jest łatwo mnie przekonać do stosowania czegokolwiek, co proponują poradniki, takie skrzywienie, które zawdzięczam studiom…
Z tyłu Terapii F**k it można przeczytać „jak przestać się martwić i metodycznie olać wszystko”. Co więc proponuje nam John C. Parkin?
Najpierw autor stara się udowodnić Czytelnikowi, iż znajduje się on w więzieniu. Więzienie to nasze życie, w którym górują utarte schematy, jakimi posługujemy się na co dzień. Jest ono bardzo wygodne, można wręcz powiedzieć bezpieczne, ale to wciąż więzienie, jakkolwiek złote nie byłyby kraty. O jakich kratach konkretnie mówimy? O tym jak długo ludzie potrafią rozpamiętywać swoją przeszłość i nie zwracać uwagi na przyszłość, o tym jak siedzą zamknięci w braku wiary w siebie. O kratach zrobionych z braku wyobraźni czy nadmiernego perfekcjonizmu. To tylko niektóre z więziennych bloków. Dalej autor mówi nam o burzeniu murów tegoż więzienia i sposobach ucieczki, aż powoli przechodzimy do głównych idei.
Terapia F**k it jest świetna, jeżeli chodzi o strukturę i czytelność. Tekst jest podzielony na małe akapity, które pozwalają na chwilę refleksji, po przeczytaniu jakiejś interesującej myśli. W dodatku na końcu możemy robić notatki dzięki kilku zostawionym pustym stronom – co mi bardzo ułatwiło pracę.
Autor ma wręcz dar do pisania i trzymania swojego Czytelnika przy książce. Najlepszy rozdział był właśnie o tym jak Parkin opisywał różnego rodzaju więzienia. Robił to tak obrazowo, a swoje postacie, które stwarzał naprędce (wyobrażam sobie, że między łykami kawy), były niezwykle wyraziste i tak rzeczywiste jak sąsiedzi obok. Całość działała na wyobraźnię jak dobra książka. Jednak zaznaczam, że nie jest to lektura, którą można czytywać, gdy znajdziemy chwilę wolnego czasu raz w tygodniu. Wymaga ona bowiem skupienia i systematyczności. Myślę, że spokojnie 3 do 5 dni powinny wystarczyć, jednak jeżeli ktoś mamy zamiar odkładać ją na tygodniową/dwutygodniową przerwę, przekaz traci swoje znaczenie.
"Co mi się w niej podobało? Osobiście bardzo pomógł mi tekst o więzieniu perfekcjonizmu i burzeniu jego murów, a w szczególności mówieniu „nie” wielu zobowiązaniom. Nie uważałam, że mam problemy z asertywnością, jednak branie zbyt wielu zobowiązań mogę sobie spokojnie wpisać w CV. To mi uświadomiło, że mówienie temu „nie” pomoże mi w zachowaniu kontroli (tak przeze mnie uwielbianej) oraz:
(…) Będziesz w stanie stworzyć dokładnie to, czego chcesz, i na takim poziomie jak oczekujesz." str. 141
Całość opatrzona jest dodatkowo w ciekawe ćwiczenia i test, w którym można policzyć w ilu procentach znajdujemy się w stanie „pieprzę to”.
Plusem jest również duża spostrzegawczość autora książki i świetny zmysł obserwatorski. Możemy to zauważyć zarówno w tworzonych przez niego przykładowych „więźniach” jak i problemach, które nam opisuje. Są one konkretne, na czasie i świetnie wyłuszczone. Gorzej jak dla mnie jest ze sposobami przeciwdziałania. Czasami niektóre konkluzje są ogólnikowe i sprawiają wrażenie synonimów poprzednich. Brak konkretów przebija się nie tylko w poradach, ale i w samych twierdzeniach autora. Na przykład gdy pisze on o porzuceniu wszystkich modeli stworzonych w naszej głowie i łamaniu nawyków. Fajnie, tylko że niektóre z tych modeli są po to aby ułatwić nam życie, jak na przykład model zachowania się w jakiejś nagłej sytuacji, lub sposób reakcji na wypadek – są one po to aby właśnie nie myśleć i zastanawiać się, a szybko działać. Zabrakło mi tu umiejętności wyszczególnienia tego o jakie schematy i o jakie konkretnie modele chodzi autorowi.
Jednak poza tym wszystko wydaje mi się zbyt idealistyczne i proste jak pstryknięcie palcami:
"Czasem wygląda to właśnie tak: wyskok z okrętu „od dziewiątej do siedemnastej” i założenie własnej firmy; sprzedanie własnej firmy i zostanie szewcem w małej wiosce na wybrzeżu; zapisanie się do internetowej agencji matrymonialnej i znalezienie mężczyzny/kobiety/owcy swoich snów (notatka dla siebie: sprawdzić możliwość założenia agencji matrymonialnej z owcami); rzucenie nudnego partnera; oznajmienie znęcającemu się szefowi żeby się pieprzył; napisanie w końcu tej powieści; wyruszenie w końcu na tę wyprawę; zapisanie się w końcu na te lekcje (języka, pianina, tantry itp.)" str. 162
Zauważyłam również, że autor dość często odnosi się do zagadnień związanych z seksem. Te wtrącenia niewiele wnoszą w treść książki, i czasami są „niesmaczne”, widać w nich „amerykański” styl pisania. Mi już samo słowo „pieprz to”, które naturalnie w tekście pojawia się bardzo często (nie można się temu dziwić, skoro mamy do czynienia z taką terapią), wystarczyło.
Ponadto autor nawiązując wciąż do więzienia, ciągle tłumaczy się z tej metafory przepraszając ewentualnego więźnia, który może to czytać. Było to nużące. Czytałam całe akapity o tym, że pomysł z łyżeczką, która miałaby posłużyć do kopania tunelu jest tylko przykładem, lub że ta książka nie ma na myśli więzienia, lecz wolność. Takie traktowanie sprawiło, że poczułam się trochę jak nie koniecznie bystra osoba, która potrzebuje wyjaśnienia kawałów o blondynce. Na koniec minusów podam ten, który zdenerwował mnie najbardziej. A mianowicie wmieszanie Freuda i jego id w całość książki z twierdzeniem:
"Id to stan mówienia „pieprzę to”" str. 117
Autor dodaje, aby sprawdzić dokładnie, co oznacza id wpisując w Google „ID Freud”, ja jemu radzę to samo, gdyż id to nie stan „pieprzę to”… no chyba, że dosłownie (między innymi).
Książka wydaje się być stworzona dla osób, które czegoś szukają, ale nie czegoś konkretnego. Bardziej liczą na motywujące słowa i natchnienie do działania… jakiego działania? Bóg raczy wiedzieć. Jesteśmy trochę wodzeni za nos przez autora, który pokazuje nam pewien sposób, dla niego wręcz kapitalny. Ja sama miło spędziłam czas zatopiona w lekturze, jednak nie jest łatwo mnie przekonać do stosowania czegokolwiek, co proponują poradniki, takie skrzywienie, które zawdzięczam studiom…
moznaprzeczytac.pl Natalia, 2014-02-17