Recenzje
Wiedeń. Travelbook. Wydanie 3
[Q] Macie Wiedeń na swojej podróżniczej liście? Wiedeń to miasto, w którym naprawdę jest co zwiedzać - piękne pałace, zabytkowe kościoły, muzea, klimatyczne ulice i oczywiście miejsca związane z muzyką, sztuką czy wiedeńską kuchnią. Dlatego dobry przewodnik może być naprawdę pomocny przy planowaniu wyjazdu. I właśnie pod tym względem ten Travelbook sprawdził się u mnie całkiem dobrze. Znajdziemy w nim sporo pomysłów na to, co zobaczyć i które miejsca warto uwzględnić podczas zwiedzania. Przydatną częścią były też dla mnie informacje praktyczne - takie konkretne wskazówki, które mogą ułatwić organizację wyjazdu i pozwalają lepiej przygotować się do pobytu w mieście. 🎼Jednocześnie miałam wrażenie, że momentami chciałabym od tego przewodnika trochę więcej. Przy niektórych miejscach brakowało mi ciekawostek, historii czy mniej oczywistych informacji, które sprawiłyby, że podczas czytania można byłoby jeszcze bardziej zainteresować się danym miejscem. Samo wskazanie atrakcji jest oczywiście przydatne, ale czasami chciałam dowiedzieć się czegoś, co sprawiłoby, że po dotarciu na miejsce spojrzałabym na nie trochę inaczej. ⛰️Dlatego dla mnie jest to przede wszystkim przewodnik praktyczny i nastawiony na planowanie zwiedzania. Jeśli szukacie inspiracji, co wpisać na swoją wiedeńską listę, oraz konkretnych porad przed wyjazdem - znajdziecie tutaj sporo przydatnych informacji. Jeśli natomiast lubicie przewodniki, które oprócz atrakcji serwują mnóstwo ciekawostek i historii, możecie czuć pewien niedosyt. Mimo wszystko uważam, że może być fajnym towarzyszem podczas planowania pierwszego wyjazdu do Wiednia.
Nie daj się, Pinku! Książka o hejcie i o tym, jak dbać o siebie, gdy ktoś nas rani, dla dzieci i dla rodziców trochę też
Czy można przeżyć dzień w szkole bez choćby jednego „głupiego żartu”, złośliwego komentarza albo tekstu, który ktoś rzuca niby dla zabawy, a potem okazuje się, że wcale nie było nam do śmiechu? Pink przekonuje się, że niestety nie zawsze. I tym razem jego przygoda nie będzie tylko sympatyczną historyjką, ale ważną lekcją tego, jak radzić sobie wtedy, gdy ktoś przekracza nasze granice. 💡 „Nie daj się, Pinku!” Urszuli Młodnickiej to już siódma część bestsellerowej serii. Tym razem sympatyczny niebieski stworek mierzy się z tematem hejtu, dokuczania, wyśmiewania, wykluczania i trudnych sytuacji w relacjach z rówieśnikami. Pink doświadcza sytuacji, które dla wielu dzieci mogą być niestety bardzo znajome. Ktoś komentuje jego wygląd, ktoś inny się z niego naśmiewa, pojawiają się złośliwości, plotki czy wykluczanie z grupy. Bohater musi więc zastanowić się, gdzie kończy się niewinny żart, a zaczyna coś, co naprawdę może zranić drugiego człowieka. Książka pokazuje również, że proszenie dorosłych o pomoc nie jest powodem do wstydu ani „skarżeniem”, ale sposobem dbania o siebie i innych. 💡 Bardzo podoba mi się to, że autorka nie bagatelizuje dziecięcych problemów.Nie znajdziemy tutaj prostego „nie przejmuj się” czy „po prostu ignoruj”. Zamiast tego Pink krok po kroku uczy się rozpoznawać trudne sytuacje, nazywać swoje emocje, stawiać granice i reagować, kiedy ktoś go rani.To ważne, bo dla dziecka takie sytuacje mogą być naprawdę trudne, a znalezienie odpowiednich słów i odwagi do działania wcale nie jest takie oczywiste. Znajdziemy tutaj 16 historii wraz z ćwiczeniami, dzięki którym lektura nie kończy się na przeczytaniu kolejnego rozdziału. Dziecko może zatrzymać się przy konkretnym problemie, zastanowić się nad nim i odnieść go do własnych doświadczeń. Ilustracje Agnieszki Waligóry świetnie uzupełniają tekst, są lekkie, sympatyczne i pomagają przełamać powagę poruszanych tematów. Dzięki nim książka nie przytłacza, a charakterystyczny Pink od razu wywołuje uśmiech i sprawia, że chce się zaglądać na kolejne strony. 💡 To książka bardzo potrzebna, bo hejt, wykluczanie i wyśmiewanie czy przekraczanie cudzych granic niestety nie są tylko problemami z książkowych historii.
Between Ice and Love
Czasami kiedy otwieram książkę, to już od pierwszej strony wiem, że to jest to. Tak właśnie było w tym przypadku. Już po prologu siedziałam z głupkowatym uśmiechem na twarzy i patrzyłam się na wymyśloną widownie. Warto jednak od razu na wstępie zaznaczyć, że nie jest to żadna górnolotna literatura i nie ma ona w ogóle podjazdu do książek Elle Kennedy, czy Heleny Hunting, które też piszą hokejówki, a mimo to bawiłam się na tej książce świetnie. Zakochałam się w głównym bohaterze, ponieważ Kenneth od razu przypomniał mi o Carterze Beckecie, a Charlie przypominała mi Olivię, mimo że postacie różniły się od siebie pod prawie każdym względem. Uważam, że to coś naprawdę cudownego zagłębić się w świat książki i odnaleźć w niej chorąży namiastce innych ukochanych książek, ponieważ wtedy od razu można zbudować z bohaterami weź. Co do stylu pisania autorki to muszę przyznać, że jest on trochę infantylny. Opisy czynności związanych z hokejem były opisywane bardzo szczegółowo i zdecydowanie dałabym temu plusika, bo właśnie dzięki temu osoby, które sięgnęły po książkę, a nie mają pojęcia o sporcie moką zrozumieć mechanizmy działania tej maszyny. Rozmowy głównych bohaterów momentami były powtarzalne i spłycone. Nie mogłam wyczuć między nimi tej głębokiej relacji, którą autorka wielokrotnie starała się ukazać. Nie było budowania napięcia, więc nie mogłam wczuć się w emocje bohaterów, nie mogłam postawić się ba miejscu Kennetha, który nie mógł już dłużej udawać związku, bo wszystko toczyło się zbyt szybko. Pewne sceny pojawiły się na zbyt wczesnym etapie książki, a inne ciągle się powtarzały i miałam ich już po którejś takiej samek akcji po prostu dość. Jeśli chodzi o wykreowanie bohaterów to zdecydowanie zostałam fanką Ryana i tu nie mam dosłownie żadnych o obiekcji co do niego. On jest po prostu jak szczęśliwy szczeniaczek Golden Retrievera, który merda ogonem. Jest wsparciem dla swojego najlepszego przyjaciela, ale nie powstrzymuje się przed dopieczeniem mu. Jednym z moich skrytych marzeń jest to, aby autorka napisała kontynuację serii właśnie o Ryanie i Ellie, bo to byłaby dopiero komedia pełna śmiechu. Były w książce momenty, na których się wzruszyłam i zazwyczaj były to momenty słabości Kennetha lub jego wyznania kierowane w stronę Charlotte. Może po prostu mam słabość do wielkich, groźnych niedźwiedzi, które da się oswoić :) Tak na podsumowanie dodam, że naprawdę świetnie bawiłam się czytając tę książkę i pomijając te kilka niedociągnięć, jak zbyt szybko postępująca akcja i powtórzenia schematów to naprawdę niewiele więcej można jej zarzucić. Idealna książka dla kogoś, kto chce przeczytać hokejówkę, która wprowadzi go w świat tego sportu i pokaże mu realia dojścia do fazy play-off.
Dwa magiczne słowa. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #2
Q: Jaki książkowy motyw jest Twoja największą słabością? Jedna noc. Wielka niespodzianka. I facet, z którym zdecydowanie nie powinno się komplikować życia…🏒❤️ Dwa magiczne słowa - Meghan Quinn Meghan Quinn po raz kolejny zabiera nas do świata hokeja, ale tym razem historia Penny i Eliego zaczyna się zdecydowanie inaczej, niż można by się spodziewać. Jedna wspólna noc, nieplanowana ciąża i nagle okazuje się, że tych dwoje będzie musiało spędzić ze sobą zdecydowanie więcej czasu. A przecież Eli jest najlepszym przyjacielem brata Penny… 😏 Jak możecie się domyślić, łatwo nie będzie. Początkowo ich relacja była dla mnie przede wszystkim zabawna. Sporo tutaj przekomarzania, niezręcznych sytuacji i momentów, przy których naprawdę można się uśmiechnąć. Z czasem jednak między Penny i Elim zaczyna pojawiać się coś więcej i właśnie tę zmianę najbardziej lubiłam obserwować. ❤️ Eli bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Początkowo można odebrać go jako typowego pewnego siebie hokeistę, ale im bardziej go poznajemy, tym więcej dostrzegamy w nim troski, czułości i odpowiedzialności. Penny również miała swoje momenty - czasem potrafiła mnie rozbawić, a czasem miałam ochotę powiedzieć jej: "dziewczyno, porozmawiaj z nim normalnie". 😂 Podobał mi się też klimat całej hokejowej ekipy. Lubię, kiedy bohaterowie drugoplanowi nie są tylko tłem, ale faktycznie dodają historii charakteru. 🏒 Czy było idealnie? Nie do końca. 🙈 Momentami miałam wrażenie, że historia trochę za bardzo się przeciągała. Przy takiej objętości kilka fragmentów spokojnie mogłoby być krótszych, bo zdarzały się momenty, kiedy tempo wyraźnie zwalniało i zaczynałam się trochę nudzić. Mimo wszystko "Dwa magiczne słowa" to przyjemny, lekki romans z fajną chemią między bohaterami, sporą dawką humoru i oczywiście hokejowym klimatem. Nie była to dla mnie książka, którą pochłonęłam bez przerwy, ale zdecydowanie miała momenty, które wywołały uśmiech.
Słowa mają moc przyciągania. 77 prawd, które rządzą naszym życiem
📖🧡 „Słowa mają moc przyciągania. 77 prawd, które rządzą naszym życiem” Paweł Wojciechowski 🧡📖 Cytaty kocham, odkąd tylko pamiętam. Już jako dziecko zapamiętywałam te z bajek, później wyszukiwałam je w szkolnych lekturach. Miałam nawet specjalny zeszyt, do którego przepisywałam zdania, które w danym momencie szczególnie mnie poruszyły. Niektóre zostawały ze mną na chwilę, inne pamiętam do dziś. Zawsze fascynowało mnie, że czasem wystarczy jedno zdanie, żeby coś w nas kliknęło i żebyśmy spojrzeli na dobrze znaną sprawę zupełnie inaczej. Dlatego pomysł na tę książkę mocno mnie przyciągnął. 77 prawd, 77 krótkich rozdziałów i naprawdę sporo powodów do zatrzymania się. Autor pisze o odwadze bycia sobą, marzeniach, granicach, przeszłości, wdzięczności czy sposobie, w jaki patrzymy na siebie i dostrzegamy nowe możliwości. Każdy temat rozpoczyna cytat, ale na nim się nie kończy. Pojawiają się historie filozofów, pisarzy, naukowców i innych znanych osób. Sokrates, Diogenes, Aleksander Wielki, Stephen Hawking czy Antoine de Saint Exupéry to tylko kilka z nich. Uwielbiam poznawać historie ludzi, więc dla mnie były one nie tylko ciekawostką, ale też tłem, dzięki któremu łatwiej było odnieść daną myśl do własnego życia. Przy wielu rozdziałach naprawdę się zatrzymywałam. Szczególnie zostały ze mną „Jak widzisz samego siebie?”, „Dostrzegaj otwarte drzwi”, „Odwaga bycia sobą” oraz „Czy pielęgnujesz swoje marzenia?”. Niektóre cytaty zapisałam nawet w kalendarzu, żeby mieć je blisko i móc do nich wracać. Podobnie będzie z całą książką, bo już wiem, że nie przeczytałam jej tylko raz. 😊 Na końcu rozdziałów czekają też pytania do autorefleksji. Przy jednych szłam dalej, inne zostawały w głowie zdecydowanie dłużej. I chyba właśnie to lubię najbardziej. Słowa kogoś, kto żył w zupełnie innym czasie, potrafią nagle uruchomić bardzo współczesne i bardzo nasze pytania. To książka dla tych, którzy podobnie jak ja lubią kolekcjonować słowa, ale też zaglądać trochę głębiej pod ich powierzchnię. Nie trzeba czytać jej od początku do końca. Można wrócić do konkretnego rozdziału, otworzyć ją w przypadkowym miejscu albo poszukać myśli, której właśnie potrzebujemy. Nie każda z 77 prawd musi do nas trafić. I chyba dobrze, bo przecież nie o zgodzenie się ze wszystkim tutaj chodzi. Ja na pewno nie odkładam jej na półkę na zawsze. Chcę wracać do zaznaczonych fragmentów i sprawdzać, czy za kilka miesięcy albo kilka lat te same słowa zatrzymają mnie w tym samym miejscu. Bo cytat może pozostać ten sam, ale my cały czas się zmieniamy. 🧡