Recenzje
30-dniowy plan produktywności. Jak w 30 krokach pozbyć się złych nawyków i odzyskać swój czas
Książka skupia się przede wszystkim na tworzeniu list to do. Sama je bardzo lubię tworzyć, jednak bardzo rzadko się ich trzymam. Autor dobrze pokazuje jak aktualnie wygląda nasze życie. Ciągły pęd, brak czasu na poukładanie swojego życia, rozpisanie planu dnia. Ilość zadań, które planujemy na dzień bardzo często przerastają nas i trwają więcej niż doba. Natomiast wieczorem czujemy zmęczenie i frustrację że nie dokończyliśmy naszego planu. Autor proponuje metodę 30 dni produktywności, jest to dobra konkretna metoda. Dużym plusem jest to, że sam autor nie promuje cudów. To jak wprowadzimy ten plan zależy od nas samych. Plan jest konkretny, każdy rozdział jest na każdy dzień, przekazuje inną dawkę informacji oraz zadań. To nie jest poradnik do przeczytania i rzucenia w kąt, zostaje na długi czas i promuje zdrowe nawyki, aby poprawić produktywność. Bardzo polecam tą książkę.
Regret Me Not
Riley Thorn i trup w ogrodzie
Drogi Czytelniku... Pewna dziewczyna? Niezmiennie. Kłamstwa? Są. Strzelaniny? Niestety. Płatny zabójstwa? Jasne... Intryga? Pewnie. Zabójcza impreza? Uhum... Narcystyczna ofiara? Nie inaczej. Pragnienie spokoju? Oczywiście. Komplikacje? Obecne. Chaos? Cóż... Niebezpieczeństwo? Znajdzie się. Emocje? Jasne, i to sporo. Między innymi właśnie to znajdziemy w najnowszej książce Lucy Score pod tytułem „Riley Thorn i trup w ogrodzie”. Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie odsyłam do lektury książki. Jest to czwarty tom cyklu Riley Thorn. Wspaniale było ponownie przenieść się do świata Riley, Nicka, Griffina, Penny, Josie, Briana, Belindy, Thomasa, Belli, Alistaira, Jasmine, Lyle'a, Lily, Gabe'a, Mabel, Marie, Claudii, Henry'ego, Freda i innych. Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze. Już odpowiadam. Po pierwsze, bohaterowie. Po raz kolejny są dobrze wykreowani, zróżnicowani i dość interesujący. Czy kogoś nadal lubię? Tak, Riley. Za odwagę i bycie sobą. Jeśli chodzi o resztę, cóż... Jak w przypadku poprzednich tomów, każdy mnie czymś zarówno zniechęcał jak i przyciągał. Ale ciii, nie zdradzę już nic więcej. Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to jest prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Akcja rozkręca się dość szybko, cały czas coś się dzieje. Autorka serwuje nam emocje dużymi porcjami. Nie brakuje tu zaskakujących zwrotów akcji, wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Riley. Po trzecie, emocje. Gwarantuję Wam, że tak, jak w pierwszym, drugim i trzecim tomie ich nie zabraknie, od smutku, strachu i gniewu do szczęścia i śmiechu (chociaż tych było zdecydowanie za mało). Leci za to oczywiście plusik. Po czwarte, styl. Autorka pisze lekko i przyjemnie dla oka, dzięki czemu i tę książkę czyta się naprawdę szybko (zdecydowanie zbyt szybko, szkoda, że książka nie miała jeszcze tak ze stu stron...), łatwo i przyjemnie. Daję za to kolejnego plusa. Powieść, tak jak wcześniejsze tomy, jest lekką lekturą do poduszki, mimo tematyki, którą porusza. Opowieść pokazuje, że naprawdę warto czytać umowy przed podpisaniem... Książka, tak jak poprzednie tomy, praktycznie czyta się sama. Historia nawet wciąga (tę również 'łyknęłam' niemal na raz) i sprawia, że chce się być częścią życia (choć momentami naprawdę niebezpiecznego) naszych bohaterów i nie opuszczać go aż do ostatniego zdania, przynajmniej w tym tomie. Autorce bardzo dziękuję za i tę przygodę. Fajnie spędziłam czas podczas lektury tego tomu. :) Ogólna ocena - 5/6. :) POLECAM, POLECAM, POLECAM. Warto po nią sięgnąć. Pozdrawiam, Iza.
Włoskie komplikacje
„Włoskie komplikacje” autorstwa Zuzanny Kulik to moje pierwsze spotkanie z piórem tej autorki i muszę przyznać, że było ono wyjątkowo udane. Sięgając po tę książkę, liczyłam na lekką historię z romantycznym klimatem, ale dostałam coś znacznie więcej niż tylko prosty romans. Już od pierwszych stron urzekł mnie styl autorki, niezwykle lekki, ciepły i naturalny. To jedna z tych książek, które czyta się niemal bezwiednie, bo historia sama niesie czytelnika dalej. Strony uciekają w zaskakującym tempie, a każda kolejna scena sprawia, że chce się zostać w tym świecie jeszcze trochę dłużej. Ogromnym atutem tej powieści jest chemia między bohaterami, subtelna, ale wyczuwalna od samego początku. Autorka pięknie buduje napięcie poprzez spojrzenia, drobne gesty i niedopowiedziane myśli. To taka relacja, która rozwija się powoli, naturalnie, bez pośpiechu, dzięki czemu emocje są autentyczne i bardzo łatwo się w nie zaangażować. Całość dopełnia magiczny klimat Włoch, pełen słońca, ciepłych wieczorów, wspólnych posiłków i rozmów przy stole. W tle nieustannie obecna jest rodzina, która wnosi do historii ogrom serca, ciepła i lekkiego chaosu. Uwielbiam ten motyw, kiedy bliscy, z troski i miłości, próbują delikatnie (albo mniej delikatnie) pchnąć bohaterów ku sobie. Tutaj zostało to pokazane w cudowny, zarazem bardzo uroczy sposób. Jako czytelniczka kocham motywy forced proximity i one bed, więc ich obecność była dla mnie czystą przyjemnością. Takie sceny zawsze budują wyjątkową bliskość, napięcie i intymność i dokładnie to dostałam. Do tego dochodzi motyw rodziny, która próbuje wyswatać bohaterów, co tylko potęguje romantyczny klimat i sprawia, że serce bije trochę szybciej. Pod tą ciepłą, romantyczną historią kryje się jednak ważne przesłanie. „Włoskie komplikacje” pięknie pokazują, jak niedopowiedzenia potrafią ranić, niszczyć przyjaźnie, miłość i poczucie własnej wartości. Jak łatwo jest coś sobie dopowiedzieć, zamiast po prostu zapytać. To książka, która przypomina, że rozmowa i uważne słuchanie partnera są fundamentem każdej relacji, a pochopne wnioski potrafią odebrać szansę na szczęście. Podsumowując, jest to ciepły, romantyczny romans, który otula jak włoskie słońce i zostawia po sobie bardzo dobre emocje. To historia o bliskości, miłości, rodzinie i tym, jak ważne jest, by mówić i słuchać zanim będzie za późno. Dla mnie było to niezwykle udane pierwsze spotkanie z twórczością Zuzanny Kulik i mam ogromną ochotę od razu sięgnąć po kolejne książki autorki.
Włoskie komplikacje
„Włoskie komplikacje” to lekka, przyjemna i bardzo klimatyczna historia, idealna na poprawę humoru - szczególnie jeśli marzy się o chwili ucieczki do słonecznej Toskanii. Od pierwszych stron książka wprowadza nas w wakacyjny nastrój. Malownicze krajobrazy, włoska atmosfera i przygotowania do ślubu tworzą świetne tło dla całej historii. To właśnie ten klimat jest jednym z największych atutów powieści - czytając, naprawdę można poczuć się jak na urlopie. Relacja Lisy i Adama opiera się na dobrze znanym, ale lubianym motywie „od niechęci do uczucia”. Ich przekomarzanki, napięcie i różnice charakterów wypadają naturalnie i często są po prostu zabawne. Motyw udawanego związku dodaje historii lekkości i wprowadza sporo komicznych sytuacji, które czyta się z uśmiechem. Lisa jako bohaterka jest sympatyczna i momentami chaotyczna, co czyni ją bardziej „ludzką” i łatwą do polubienia. Adam z kolei to typ bardziej zdystansowany i poukładany, co dobrze kontrastuje z jej energią. Ich dynamika to zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów książki. Choć fabuła nie jest szczególnie odkrywcza i miejscami można przewidzieć rozwój wydarzeń, nie odbiera to przyjemności z czytania. To historia, która nie próbuje być czymś więcej, niż jest - lekką komedią romantyczną, która ma bawić i relaksować. „Włoskie komplikacje” to idealna propozycja na luźny wieczór - ciepła, zabawna i pełna uroku. Może nie zaskakuje, ale zdecydowanie daje dokładnie to, czego można od niej oczekiwać 🧡