ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Aeternum. Przeklęte królestwo Vinculi #2

Klątwa drugiego tomu naprawdę istnieje czy to tylko mit? Jak sądzicie? 🤔 Znacie serię, w której drugi tom okazał się lepszy od pierwszego? 🪝🪝🪝 Pierwsza część nie do końca okazała się tym, czego się spodziewałam, ale mimo wszystko z każdą kolejną stroną coraz bardziej mnie angażowała i zaciekawiała. A po jej zakończeniu? Spodziewałam się naprawdę wiele. Tylko nie tego, co dostałam w „Aeternum”. 😅 Przez jakieś 90% książki obserwujemy zwyczajne życie Rory po powrocie do przyjaciół. Zakupy, wyjścia do baru, wycieczki i mnóstwo scen, które w moim odczuciu kompletnie niczego nie wnosiły do fabuły. Ot, takie nudne wypełniacze. Cały czas zastanawiałam się, dlaczego Gedeon dostał tutaj tak mało miejsca. Zwłaszcza po zakończeniu pierwszego tomu, utracie pamięci przez Rory i tym, że wygląda identycznie jak Caius, widziałam w tym wątku ogromny potencjał. Gedeon mógł naprawdę nieźle namieszać - wykorzystać dezorientację Rory, zasiać w niej niepewność i sprawić, że zaczęłaby kwestionować to, co pamięta, komu może ufać i co właściwie wydarzyło się wcześniej. Zamiast tego jego postać pojawia się przez całą książkę dosłownie trzy razy. Zmarnowany potencjał. Chciałabym poznać go lepiej, dowiedzieć się więcej o jego przeszłości i przede wszystkim zrozumieć jego motywacje. Większa obecność Gedeona mogłaby również nadać całej historii znacznie więcej napięcia, chaosu i niepewności, a przy okazji utrzymać mroczniejszy i brutalniejszy klimat pierwszego tomu. I właśnie tego najbardziej mi tutaj zabrakło. Nie podobało mi się też to, jak szybko Rory odzyskała wszystkie wspomnienia. Liczyłam, że jej amnezja odegra w tej historii znacznie większą rolę i jeszcze przez jakiś czas będzie źródłem niepewności oraz napięcia. W tej części mam wrażenie, że relacja Rory i Caiusa sprowadzała się właściwie do jednego. Mają naprawdę poważny problem do rozwiązania, ale zamiast rozmawiać, próbować się ze sobą komunikować i wspólnie szukać jakiegoś wyjścia z sytuacji… kiedy spotykają się na płaszczyźnie dusz, głównie uprawiają seks. Priorytety. 😂 Ale nawet te sceny spicy, które wcześniej były bardzo gorące, tutaj momentami wydawały mi się bardziej cringowe niż seksowne. 😬 Dalej? Zakończenie, które też niestety było rozczarowujące. Po tylu stronach bardzo spokojnej fabuły nagle wszystko zaczyna dziać się w ekspresowym tempie. A walka Caiusa z Gedeonem? Po tym wszystkim naprawdę liczyłam na ogromną, emocjonującą konfrontację tej dwójki. Na napięcie. Na chaos. Na naprawdę epicką walkę. A tutaj było trochę: rach-ciach i po sprawie. 😅 Na szczęście znalazło się też kilka elementów, które bardzo mi się podobały. Przede wszystkim ten świat. Nadal uważam, że jest fascynujący, oryginalny i ma ogromny potencjał. Podoba mi się różnorodność mocy, istot i zasad rządzących tym uniwersum. Bardzo podobała mi się też relacja Rory i Samyazy. ❤️ Widać między nimi prawdziwą więź i właśnie ich wspólne sceny należały do tych, które czytałam z największą przyjemnością. Pojawia się tutaj również nowa bohaterka - Stassi, z którą Sama zaczyna łączyć pewna więź. Tylko że mnie ta relacja nie do końca przekonała. Nie czułam, żeby zdążyło wydarzyć się między nimi aż tyle, by późniejsze emocje Sama wybrzmiały dla mnie naprawdę wiarygodnie. Ale może to dlatego, że jak się okazało Aeternum nie jest tylko kontynuacją historii Rory i Caiusa, ale również (bardzo długim 😅) przejściem do kolejnej historii, tym razem skupionej na Samie. Podsumowując, pierwsza część może nie była dokładnie tym, czego oczekiwałam, ale potrafiła mnie zaciekawić. Druga niestety przez większość czasu mnie nudziła i zastanawiałam się, kiedy w końcu wydarzy się coś ekscytującego. 😔

@swiaty_pomiedzy_stronami Milanowska Agnieszka

Echo zapomnienia

📚 „Echo potępienia” & „Echo zapomnienia” - K.E. December Są takie książki, po których od razu wiadomo, że będzie się chciało wrócić do wykreowanego przez autora świata. I właśnie tak mam z tą serią. 🖤 Po „Echu potępienia” wiedziałam już, że chcę poznać dalszy ciąg historii, ale dopiero „Echo zapomnienia” sprawiło, że naprawdę przepadłam. Drugi tom zdecydowanie bardziej mnie wciągnął — dostałam więcej emocji, więcej akcji, więcej tajemnic i przede wszystkim jeszcze więcej tego mrocznego, anielskiego klimatu, który tak bardzo lubię. Bardzo podoba mi się tutaj przedstawienie aniołów. Nie są idealnymi, dobrymi istotami ze skrzydłami. Mają swoje sekrety, popełniają błędy, podejmują nie zawsze właściwe decyzje i momentami trudno stwierdzić, komu właściwie można zaufać. Uwielbiam, kiedy granica między dobrem a złem nie jest oczywista. Emily polubiłam już w pierwszej części, ale w drugiej zdecydowanie bardziej zainteresował mnie Samael. 🖤 No cóż… mam słabość do mrocznych, niejednoznacznych bohaterów i tutaj zdecydowanie dostałam to, co lubię. 😈 Drugi tom czytało mi się jeszcze szybciej niż pierwszy. Historia nabiera tempa, pojawia się coraz więcej odpowiedzi, ale autorka sprytnie dorzuca przy tym kolejne pytania. Kilka razy byłam przekonana, że już wiem, w którą stronę to wszystko zmierza… i oczywiście nie wiedziałam. 😂 Lubię też to, że romans nie przykrywa całej historii. Jest chemia, są emocje i napięcie, ale obok nich mamy tajemnice, walkę, anielski świat i fabułę, która naprawdę potrafi zainteresować. Jeśli więc lubicie anioły, upadłych, mrocznych bohaterów, zakazane uczucia i historie, w których dobro i zło mają zdecydowanie więcej niż jeden odcień, warto dać tej serii szansę. A ja po dwóch tomach mam tylko jeden problem… Chcę trzeci. Najlepiej już. 🖤😈 I chyba nie muszę dodawać, że Samael ma u mnie specjalne względy. 😏🔥

Aleksandramozejko_pisarka Możejko Aleksandra

Nie daj się, Pinku! Książka o hejcie i o tym, jak dbać o siebie, gdy ktoś nas rani, dla dzieci i dla rodziców trochę też

Wiecie co? Gdybym miała wybrać jedną książkę, którą absolutnie każde dziecko powinno poznać zanim ruszy w świat między rówieśników, byłoby to właśnie „Nie daj się, Pinku!” od @czytalisek_wydawnictwo. Z wierzchu to po prostu urocza, kolorowa opowieść o małym Pinku i jego szkolnych sprawach. Ale kiedy siada się do niej z dzieckiem, szybko dociera do człowieka, jak niesamowicie ważna i mądra to historia. Urszula Młodnicka i Agnieszka Waligóra stworzyły coś więcej niż bajkę - dały dzieciom takie niewidzialne skrzydła i poczucie bezpieczeństwa na całe życie. Co w niej najbardziej chwyta za serce? Przede wszystkim to, jak prosto i uwalniająco ściąga z małych barków poczucie winy. Tłumaczy, że jeśli ktoś ci dokucza, to nigdy nie jest twoja wina - przykre słowa mówią wszystko o tym, kto je wypowiada, a nic o nas. Z cudowną lekkością odczarowuje też tak zwane kablowanie. Pokazując, że proszenie dorosłego o pomoc, gdy komuś dzieje się krzywda, to żaden wstyd tylko ogromna odwaga i troska. Uczy dzieci mocy małych gestów - żeby zatrzymać hejt, nie trzeba być superbohaterem, bo czasem wystarczy nie zaśmiać się z głupiego żartu albo podejść do kogoś, kto siedzi sam na przerwie, i po prostu zapytać: „Chcesz pohuśtać się ze mną?”. Daje też bardzo realne narzędzia na stres, pokazywane przez Pinka - jak głębokim oddechem, zmianą postawy ciała czy wyobrażoną tarczą odzyskać spokój, gdy emocje biorą górę. I wreszcie - daje lekcję nam, dorosłym. Opiekun Pinka rewelacyjnie pokazuje, jak być dla dziecka bezpieczną przystanią: bez paniki i rzucania oschłych „nie przejmuj się”, za to z pełną uważnością i spokojem. Ta książka po prostu dodaje dzieciom otuchy, buduje ich wewnętrzną siłę i uczy, jak z szacunkiem stawiać granice. Znacie już Pinka? A może macie na półkach inne pozycje, które tak pięknie opiekują dziecięce emocje? 

Malownicza_biblioteczka Szymańska Karolina

Nie daj się, Pinku! Książka o hejcie i o tym, jak dbać o siebie, gdy ktoś nas rani, dla dzieci i dla rodziców trochę też

„Nie daj się, Pinku! Książka o hejcie i o tym, jak dbać o siebie, gdy ktoś nas rani, dla dzieci i dla rodziców trochę też” Książkę tę wydało wydawnictwo Sensus. Urszula Młodnicka - psycholożka dziecięca, pisarka, autorka Agnieszka Waligóra - ilustratorka, krytyczka, tłumaczka, filozofka Książka ta jest kolejną część przygód Pinku, tym razem mierzy się on z hejtem. Znajduje się w niej 16 historii przedstawionych w formie dialogu, po których odnajdziemy praktyczne ćwiczenia. Zadania te pomogą dzieciom jak i nam samym poradzić sobie z trudnymi chwilami. „Nie daj się, Pinku! Książka o hejcie i o tym, jak dbać o siebie, gdy ktoś nas rani, dla dzieci i dla rodziców trochę też” przypomina o tym, że każdy człowiek jest wartościowy ma prawo do szacunku i zasługuje na pomoc. Pokazuje również, jak ważna jest mówienie o przemocy i szukanie wsparcia gdy ktoś nas rani. Uważam, że jest to niezwykle ważna, obowiązkowa książka dla rodziców, specjalistów, placówek oświatowych! Bardzo się cieszę, że powstała!
Instagram Stanisławczyk Weronika

Valland. Przeklęta krew

4/⭐⭐⭐⭐⭐ Hejka! Przychodzę do Was dzisiaj z recenzją książki „𝓥𝓪𝓵𝓵𝓪𝓷𝓭. 𝓟𝓻𝔃𝓮𝓴𝓵𝓮𝓽𝓪 𝓴𝓻𝓮𝔀” autorstwa Natalii Muniowskiej. „𝓥𝓪𝓵𝓵𝓪𝓷𝓭. 𝓟𝓻𝔃𝓮𝓴𝓵𝓮𝓽𝓪 𝓴𝓻𝓮𝔀” to historia opowiadająca o królewskim świecie, a fabuła skupia się wokół księcia Alceseya z królestwa Valland oraz księżniczki Leanne z Artonn. Oboje stają przed koniecznością zawarcia aranżowanego małżeństwa, aby uratować swoje królestwa przed licznymi najazdami. Podczas czytania moją uwagę szczególnie przykuł styl pisania autorki. Od samego początku da się zauważyć, że Natalia stara się pokazać, jak w dawnych czasach żyła rodzina królewska. Bohaterowie posługują się starodawnym językiem, ale jest on na tyle przystępny, że bez problemu można wszystko zrozumieć. Chodzą na polowania, jeżdżą konno, zasiadają do uczt i rad, uczą się władać mieczem i nie tylko. Jestem również pod wrażeniem tego, jak autorka przedstawia problemy królestwa. Pokazuje nam, że życie królewskie wcale nie jest tak kolorowe, jak mogłoby się wydawać. „𝓥𝓪𝓵𝓵𝓪𝓷𝓭” czytało mi się naprawdę przyjemnie. Co prawda na początku nie mogłam do końca wkręcić się w fabułę, ale później nie miałam już ochoty odkładać książki. Natalia nie raz zaskoczyła mnie licznymi plot twistami, brutalnymi wydarzeniami oraz problemami rodzinnymi. Autorka opisuje to w taki sposób, że nie raz musiałam po prostu pochodzić po pokoju, bo byłam w szoku po tym, co właśnie wydarzyło się w książce. Kocham sposób, w jaki Natalia stworzyła swoich bohaterów. Leanne nadała charakteru, temperamentu, pewności siebie i odrobiny arogancji. Jednak w chwilach słabości pokazywała również swoją delikatniejszą stronę i to uwielbiam w niej najbardziej. Nie podobało mi się jednak to, jak traktowała Alceseya. Momentami było to naprawdę toksyczne. Nie próbowała nawet się z nim zaprzyjaźnić, tylko ciągle szukała kolejnego powodu, żeby jeszcze bardziej go znienawidzić. Z Alceseyem było natomiast zupełnie inaczej. Był delikatny, ale w ważnych momentach potrafił pokazać swoją siłę i stanowczość. Uwielbiam to, że autorka nie przedstawiła go jako typowego księcia, który uwielbia polowania i potrafi wszystko. Pokazała go z zupełnie innej strony, co bardzo mi się spodobało. W niektórych momentach postępował pochopnie, jednak nie bagatelizował żadnej sprawy dotyczącej Averfall. Mogę nawet powiedzieć, że tym mi zaimponował, ponieważ potrafił troszczyć się zarówno o mieszkańców miasteczka, jak i o zwierzęta. Zdecydowanie nie żałuję przeczytania tej historii. Myślę, że za jakiś czas chętnie do niej wrócę. Polecam „𝓥𝓪𝓵𝓵𝓪𝓷𝓭. 𝓟𝓻𝔃𝓮𝓴𝓵𝓮𝓽𝓪 𝓴𝓻𝓮𝔀” każdej osobie, która uwielbia fantastykę i królewskie klimaty. Autorka bardzo dobrze wykreowała cały świat i uważam, że naprawdę dobrze będziecie się przy tej historii bawić. W książce cały czas coś się dzieje, więc na pewno nie będziecie się nudzić. Na sam koniec chciałabym jeszcze raz pogratulować Natalii tak wspaniałego debiutu. Do następnego!

ami.like.bookd Sycz Amelia