Recenzje
Titek i magia świąt
Życzę Wam rodzinnych Świąt pełnych dziecięcej radości, śmiechu, małych zachwytów i tej magii, która rodzi się w prostych momentach - przy byciu razem. My pakujemy się właśnie do dziadków, a do torby z książkami (bo oczywiście bez tego ani rusz) ląduje „Titek i magia świąt”. Bo wieczorne czytanie musi być. I koniec. To jedna z tych książek, które idealnie wpisują się w świąteczny czas, ale nie próbują go lukrować na siłę. Jest ciepło, rodzinnie i bardzo blisko dziecięcych emocji. Titek czeka, niecierpliwi się, uczestniczy w przygotowaniach, obserwuje dorosłych i uczy się, że magia świąt nie siedzi w prezentach, tylko w wspólnych chwilach. Dokładnie tak, jak w prawdziwym życiu. Uwielbiam tę serię za to, że nie moralizuje, a jednocześnie daje ogromne pole do rozmów z dzieckiem - o czekaniu, emocjach, tradycjach i byciu razem. Tekst jest prosty, spokojny, a ilustracje pełne detali, które dzieci naprawdę oglądają, a nie tylko „przelatują”. To idealna książka na wieczorne wyciszenie po całym dniu świątecznego zamieszania. Jeśli szukacie historii, która nie krzyczy „ŚWIĘTA!”, tylko delikatnie je opowiada - Titek robi to bardzo dobrze. A przy okazji daje rodzicom pretekst, żeby na chwilę zwolnić.
Słodka Melody
Drogi Czytelniku, niejednokrotnie mówiłam, że prawie rok temu — choć wydaje się, jakby to było wczoraj — straciłam najważniejszą osobę w moim życiu i wciąż jestem w trakcie żałoby. Dlatego już wiesz, że coraz częściej sięgam po książki poruszające właśnie ten wątek, ponieważ mogę utożsamiać się z bohaterami i spojrzeć na sytuację z różnych perspektyw. Nic dziwnego więc, że w moje ręce trafiła książka Zuzanny Kulik „Słodka Melody”, która opowiada historię Melody, dziewczyny, która dopiero co straciła swoją babcię. Wątek straty, który nie jest jedynie pobocznym, zapomnianym motywem, sprawił, że już na samym początku dławiłam się łzami, ponieważ w pierwszych miesiącach po stracie czułam się dokładnie tak samo. To z kolei sprawiło, że moje pozytywne nastawienie do lektury wzrosło i chciałam dowiedzieć się, jak dalej potoczy się ta historia. Mimo że moja radość z czytania nie dobiegła końca, zauważyłam kilka mankamentów, które sprawiły, że moja ocena książki jest niższa, niż początkowo przypuszczałam. Ojciec Melody, znany nam już z wcześniejszych części, od początku nie wzbudził mojej sympatii, a jego zachowanie wobec Jordana, zbuntowanego nastolatka, było dla mnie trudne do zrozumienia. W pamięci szczególnie utkwiła mi scena, gdy całą rodziną mieli zjeść obiad, a nastolatek, nieświadomie wieszając bluzę na miejscu tytułowej bohaterki, usłyszał, że jego bluza jest szmatą. Czytałam to zdanie dwa razy, aby upewnić się, że mężczyzna, który powinien dawać przykład i postarać się, by bliźniacy, niebędący niczemu winni, choć trochę poczuli się jak w domu, zachował się jak dziecko. Jestem w stanie zrozumieć, że kocha swoją córkę i nie chce, by spotkało ją coś złego z powodu złamanego serca, zwłaszcza że doskonale zdawał sobie sprawę, iż Jordan czuł coś do Melody. Nie musiał jednak traktować go jak niechcianego dziecka, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co ten chłopak przeszedł. Momentami miałam wrażenie, że to nieletni są bardziej dojrzali i wiedzą, jak się zachować, od dorosłych, będących wzorem do naśladowania. Mimo że Woodsa zachowanie uległo zmianie, to do końca zdania miałam z tyłu głowy to, co wydarzyło się na początku. Sięgając po „Słodką Melody”, doskonale wiedziałam, że znajdę w niej wątek, który wręcz uwielbiam — slow burn. I nie twierdzę, że go zabrakło, jednak odczułam niedosyt momentów pokazujących, jak niechęć stopniowo przeradza się w miłość. Rozumiem, że Zuzia nie chciała szybkiego romansu, w którym słodkie słówka znajdują się na każdej stronie, i na to się nie nastawiałam, ale między Melody a Jordanem do końca nie było żadnej relacji — rzadko ze sobą rozmawiali, jedynie czasami na siebie patrzyli. Na swoim koncie mam sporo książek z tym motywem i wiem, że można poprowadzić go dobrze — tak, aby słowo „kocham” nie pojawiło się już w połowie historii. Gdyby autorka dodała więcej scen, w których bohaterowie choćby przebywają w tym samym pomieszczeniu i stopniowo się poznają, łatwiej byłoby mi zrozumieć, dlaczego stali się dla siebie tak ważni. Nie zdziwiłabym się, gdyby ich relacja pozostała na poziomie czysto przyjacielskim, ponieważ w gruncie rzeczy niewiele o sobie wiedzieli. Nie ukrywam, że po promocji, którą miałam okazję zobaczyć, liczyłam na efekt „wow” — i nie będę kłamać, zawiodłam się. Nie było jednak aż tak źle, ponieważ pod koniec dało się zauważyć rodzącą się między nimi chemię. „Słodka Melody” to przede wszystkim książka skupiająca się na temacie żałoby, przez który, jak już pisałam na początku, popłakałam się na pierwszym rozdziale, ponieważ emocji nagromadziło się we mnie wiele, a wspomnienia powróciły. Obawiałam się, jak ten wątek zostanie poprowadzony, jednak zupełnie niepotrzebnie — Zuzia wykonała świetną robotę i dzięki szczegółowym opisom sprawiła, że emocje tytułowej bohaterki udzielają się czytelnikowi, co w jakiś sposób dodało uroku. Melody, jak na nastolatkę przystało, momentami sprawiała wrażenie roztrzepanej, a nawet niezdecydowanej, co potrafiło irytować, aczkolwiek w sytuacji, w jakiej się znalazła, było to całkowicie zrozumiałe. Urzekło mnie to, jak stara się pomagać dziadkowi i zrobić wszystko, aby w tym trudnym czasie nie zamknął się na świat. Widać, że autorce zależało na dobrze poprowadzonym wątku rodzinnym i dopracowała każdy szczegół, co zyskało mój plus i sprawiło, że wcale nie chciałam się żegnać z bohaterami, dlatego skrycie liczę na część drugą, która rozwinęłaby także relację między tytułową bohaterką a Jordanem, który zaczął się otwierać i dzielić swoimi myślami. „Słodka Melody”, mimo mankamentów, które napotkałam podczas czytania, to dobra książka, idealna na zimowy wieczór — kocyk, książka i herbata to połączenie, któremu trudno się oprzeć. Jasne, przydałoby się dopracować kilka wątków, ale jeśli, Drogi Czytelniku, nie oczekujesz od niej efektu „wow”, będziesz się dobrze bawić. Co najważniejsze — nie zabrakło emocji i dawki dobrej zabawy.
Jesteś wystarczająca. Odblokuj swoją moc i uwierz w siebie
Czy miałaś kiedyś takie myśli, że jesteś niewystarczająca? Ja chyba prawie całe swoje życie. I wiesz co? Te myśli nie są Twoją winą! Niestety winą jest między innymi nasza kultura i to co zostało przekazane nam w domu. Nie nauczono nas mówić o pieniądzach, emocjach, o stawianiu granic. Nie nauczono nas,że nie musimy być jak zupa pomidorowa- nie każdy musi nas lubieć. Zawsze staram się być perfekcyjna, nigdy nie jestem do końca zadowolona. Nawet teraz pisząc tą recenzję-zamiast zrobić to w spokoju, w miedzy czasie sprzątam bo wkurza mnie brudna podłoga w korytarzu. A myśli są właśnie tam,że dlaczego siedzisz a nie pójdziesz tam z mopem. Jeżeli jest to dla Ciebie znajome- polecam Ci książkę @sylwiapetryna JESTEŚ WYSTARCZAJĄCA, ODBLOKUJ SWOJĄ MOC I UWIERZ W SIEBIE. Autorka w idealny, prosty sposób tłumaczy skąd to uczucie i jak nad nim pracować. Książka jest tak skonstruowana,że czyta się ją na raz i czuje poczcie ulgi. Uwolnienia. Zrzucenia wyrzutów sumienia. Chęci pracy nad sobą. A co najważniejsze poczucia bycia WYSTARCZAJĄCĄ. DZIĘKUJĘ!
Ku zmianie. 102 nawyki świadomego życia
🎉 Nowy rok to nie tylko nowe plany. To nowe nawyki, które mogą zmienić absolutnie wszystko. Jak się przygotować do wdrożenia zamiarów w życie ? Moim zdaniem najlepiej z publikacją "Ku zmianie. 102 nawyki świadomego życia". 📖 To przewodnik, który krok po kroku prowadzi przez to, co warto odpuścić, co warto zbudować, a co należy pielęgnować, aby żyć lżej, pełniej i bardziej świadomie. Od porzucenia sabotujących schematów, przez budowanie fundamentów takich jak ✅ wdzięczność, ✅ akceptacja ✅ medytacja, aż po troskę o relacje - zarówno ze sobą, jak i z innymi 💞 🔧 Ta książka to nie kolejna teoria, ale praktyczny zestaw narzędzi, które możesz wdrażać natychmiast. 👉 Jeśli planujesz w 2️⃣0️⃣2️⃣6️⃣ roku dokonać w swoim życiu realnych zmian, to jest idealna pozycja dla Ciebie. 🎄 Doskonale też sprawdzi się jako prezent dla kogoś, komu życzysz spokoju, siły i dobrego życia. 🎁💚 👌 Może być pięknym początkiem roku, który będzie należał do Ciebie.
Titek i sposób na zasypianie
Ta część serii o Titku skupia się na samodzielnym zasypianiu i wieczornych rytuałach, czyli temacie bardzo bliskim rodzicom😉 Titek nie jest jeszcze gotowy na sen, pojawia się odwlekanie i różne pomysły, ale wszystko dzieje się w spokojnej atmosferze, bez dramatów i presji. Uważam, że ta książka to fajny pomysł dla rodziców, którzy borykają się z trudnymi wieczorami i szukają czegoś, co pomoże dziecku zrozumieć, po co jest sen. Książka pokazuje gotowe komunikaty, daje proste inspiracje do rozmów i wspólnych działań. Bardzo podoba mi się ciepły, przyjemny klimat - ilustracje i spokojne dialogi pomagaj wczuć się w ten wieczór. Mojej córce ta historia bardzo się spodobała i chętnie do niej wraca. ,,Titek i sposób na zasypianie" to spokojna, wspierająca książka, idealna na dobranoc, szczególnie jeśli wieczory bywają u Was wyzwaniem. 📖🤍