Recenzje
Beach break. Słońce i morze przez cały rok
Uwielbiam książki takie jak ta, ponieważ znajduję w nich gotowe propozycje wyjazdów wraz z konkretnymi informacjami, jakie atrakcje czekają na mnie w każdym z miejsc. W tej znajdziecie aż 40 inspirujących miast, w których piękne plaże i ciepłe temperatury czekają na Was przez niemal cały rok. To między innymi Teneryfa, Majorka, Madera, Kreta, Malta, Cypr i wiele innych, zachwycających destynacji. Jest także Ksamil i Saranda, Albańskie miejscowości, które udało mi się zobaczyć w tym roku. Książka skupia się na plażowaniu oraz tym, co dla mnie najfajniejsze: sportach wodnych, których jak dotąd podczas wszystkich moich podróży… nie miałam okazji spróbować. Dzięki niej dokładnie wiem, gdzie pojechać, by zrealizować marzenia takie jak pływanie z delfinami, oglądanie rafy koralowej, canyoning i wiele innych (pod)wodnych przygód. Znajdziecie w niej propozycje i opisy najładniejszych, popularnych plaż, ale także tych z dala od tłumów. Nie zabraknie też wskazówek, gdzie wybrać nocleg, co jeszcze zobaczyć, jakie lokalne potrawy warto spróbować. Pokazałam tą książkę dziadkowi i kiedy ją przejrzał stwierdził, że propozycje kulinarne zawierają tak kuszące zdjęcia, że po samym ich zobaczeniu zrobił się głodny. To prawda, są niesamowite, ale zdjęcia widoków robią jeszcze większe wrażenie. Jestem też zachwycona, że autorka dzieli się swoją wiedzą o tym, gdzie i jak szukać tanich lotów. Dla mnie jako początkującej podróżniczki nie ma lepszej lekcji, niż ta! Nie miałam pojęcia o wielu sposobach, które opisała Anna Konecka. Nie zapamiętałam wszystkich, ale są zebrane na kilku początkowych stronach, więc wiem, że będę często do nich zerkać. Warto mieć taką książkę na półce.
Lista
Zapraszam na parę słów o "Liście" Yomi Adegoke - intrygującym thrillery psychologicznym, będącym bardzo na czasie, jeśli chodzi o tematykę. Głowną bohaterką jest Ola Olajlide - dziennikarka odnosząca sukcesy w tematyce feminizmu, zagadnień związanych z akcją "me too", problemów mniejszości i tym podobnych. Ponadto wraz z narzeczonym stali się swego rodzaju związkowymi influencerami, będąc dla wielu wzorem idealnej pary. Wkrótce mają z Michaelem wziąć ślub, jednak około miesiąca przed tym wielkim dniem, na Twitterze powstaje tajemniczy profil, który publikuje tytułową Listę. Są na niej nazwiska różnego rodzaju przemocowców, w tym seksualnych, głównie ze świata mediów. Świat Oli się wali, kiedy dostrzega tam imię swojego przyszłego męża. Nie ma co prawda żadnych dowodów na jego winę, ale nie ma też na niewinność. Co ma teraz zrobić? Komu uwierzyć - kobietom, które broniła całą sobą do tej pory, czy ukochanemu, któremu ufała w stu procentach? Od samego początku byłam bardzo ciekawa, jak ta sprawa się potoczy i pewne rzeczy okazały się do przewidzenia, ale i tak zaskoczyło mnie, jak bardzo cała książka, która krąży wokół jednego tematu, może nie być nudna.😉 Bo nudna na pewno nie była! Autorka bardzo mocno wchodzi w świat mediów, mieszania się życia internetowego z realnym i wpływu jednego na drugi. Zwłaszcza w takich zawodach, jakie mają bohaterowie, nie da się oddzielić tych dwóch rzeczywistości, a skutki tego faktu mogą być straszne. Książka opowiada przede wszystkim o tym, jak bardzo anonimowe oskarżenia - czy to słuszne, czy nie - mogą dosłownie zniszczyć czyjeś życie lub jego wybrane aspekty (karierę, relacje). Idealnie pokazuje samonapędzającą się falę hejtu, błędnie wyciąganych wniosków, kulę śnieżną oskarżeń i tak dalej, ale też drugie dno - kwestię rzeczywistych ofiar. Ofiar przemocy i ofiar fałszywych oskarżeń. Tutaj do końca nie wiemy, jak było naprawdę, a ta niepewność tylko podnosi napięcie. W czytelniku, ale też w bohaterach - dochodzi do tego, że sam zainteresowany nie wie już czy jest winny, czy nie. Widziałam kilka recenzji z zarzutem, że bohaterka nie uwierzyła, nie stanęła w obronie swojego narzeczonego. Ja się jednak z nim nie zgadzam, bo Ola nie jest zwykłą dziewczyną jak ja czy Wy. Jest dziennikarką działającą dosłownie w takiej tematyce, walczącą o wysłuchanie ofiar, zachęcającą je do odwagi i ukarania swoich oprawców. Do tej pory krytykowała kobiety zaślepione miłością i zbyt dużą wiarą w swoich mężczyzn, a teraz miałaby się stać jedną z nich? Jak ma pogodzić ruch me too, wspieranie ofiar i sprzeciwianie się victim blamingowi z ufaniem swojemu mężczyźnie i bronieniem rzekomego oprawcy? Sytuacja bez wyjścia. W dodatku presja zbliżającego się ślubu, która prowadzi do ogromnego stresu. Autorka serwuje nam dwie perspektywy i pokazuje też tę Michaela. Bardzo mi się podobało wejście do jego głowy i zobaczenie, co czuje. Jak jest zawiedziony, a z drugiej strony rozumie. Jak robi rachunek sumienia i zauważa zachowania, które doprowadziły go do obecnej sytuacji. Bo Michael nie jest krystalicznie czysty, na szczęście zresztą, bo tak było ciekawiej.😉 „Lista” jednak nie jest jednak książką idealną, kilka rzeczy mi przeszkadzało. Akcja rozwijała się dość powoli, a raczej nie było tu takich zwykłych wydarzeń, co jednak pozwoliło bardziej skupić się na emocjach bohaterów i chaosie w ich głowach. Niektóre ich zachowania mogą być niezrozumiałe, wydawać się może, że postąpilibyśmy inaczej, ale czy na pewno? Czy możemy tak założyć, nie będąc na ich miejscu i w podobnej sytuacji? Zdecydowanie książka jest warta przeczytania i pozwala głębiej pochylić się nad taką tematyką. Wyjść myśleniem poza popularne hashtagi i prądy obecne w mediach. Składnia też do refleksji nad zaufaniem, nad tym, do jakiego stopnia możemy kogoś poznać i jak człowiek może się zmienić, a także jak łatwo kogoś w dzisiejszych czasach "scancellować". To książka, po której trudno pozostać całkowicie obojętnym, ponieważ stawia pytania, na które nie zawsze istnieje jednoznaczna odpowiedź. Jak jednocześnie wierzyć ofiarom i nie oskarżać pochopnie? Czy ilość skrzywdzonych osób, głównie kobiet, może równoważyć te kilka procent fałszywych oskarżeń? Czy każde przewinienie zasługuje na taki sam hejt? Czy na pewno nasza perspektywa jest jedyną prawdziwą i poprawną? Zostawiam Was z nimi i zachęcam do przeczytania "Listy".😊 7/10🖤
Las na receptę. Opowieść o terapeutycznej roli przyrody w naszym życiu
Poradnik o zaskakującej w tym gatunku strukturze z tytułowym lasem w roli głównej. Nie przechodzimy tu wyłącznie przez analizę wpływu przestrzeni zielonych na człowieka czy ich roli w ekosystemie, a narracja wprowadza coś niekonwencjonalnego. Tutaj wraz z narracją kolejne strony to kolejne doświadczenia i relacje zebrane z terapii leśnych, rozmowy z osobami które są ich organizatorami, uczestnikami. Dodaje to reporterskiego aspektu tej książki. Wraz z opisem kolejnych doświadczeń, spotkań i rozmów płynnie wplecione zostały analizy badań, eksperymentów dotyczących głównie wpływu lasu na organizm ludzi, zdrowie fizyczne jak i psychiczne. O czym tu przeczytasz? O tym czym jest a czym nie jest terapia leśna. Jak praktykować leśne kąpiele by czerpać w pełni z ich korzyści? Jak kontakt z naturą wpływa na układ nerwowy, wydzielanie kluczowych hormonów, biologię mózgu? Jak w innych krajach wygląda medycyna która już dziś zapisuje pacjentom tytułową receptę? Jak w Polsce kształtuje się środowisko wspierające rozwój leśnych terapii zarówno na poziomie edukacji, medycyny, instytucji publicznych jak i firm i działań prywatnych, a jak wygląda to w innych krajach? Jak każdy z nas wraz z lekturą może wdrożyć do swojego życia praktykę leśnych kąpieli i doświadczyć ich wpływu? Wiedzę naukową prezentuje w przystępny sposób, na odpowiednim poziomie szczegółowości. Duży plus to dotykanie tematu, o którym nadal raczej mniej niż więcej mówi się w debacie publicznej. Niekonwencjonalnie, a przy tym nadal dobrze ustrukturyzowana lektura, która w poradnikowo‑reporterskim stylu wprowadza w tematykę czerpania z kontaktu z naturą tego, co najlepsze. Jeśli sięgasz chętnie po książki które wyjaśniają funkcjonowanie organizmu człowieka, hormonów, zdrowia, a także chętnie poznajesz przez nie otaczający świat to dobry tytuł dla Ciebie.
Las na receptę. Opowieść o terapeutycznej roli przyrody w naszym życiu
Nie spodziewałam się, że ta książka zatrzyma mnie na dłużej. Sięgnęłam po nią z ciekawości, a skończyłam z głową pełną przemyśleń i ogromną ochotą, by jeszcze częściej zamieniać hałas codzienności na ciszę lasu. To jedna z tych lektur, które nie tylko dostarczają wiedzę ale przede wszystkim zmieniają sposób patrzenia na to, co mamy na wyciągnięcie ręki. "Las na receptę” Marka Michalskiego to lektura, która przypomina o czymś, o czym w pędzie życia tak często zapominamy - że natura potrafi leczyć, wyciszać i przywracać wewnętrzną równowagę. Autor w przystępny sposób pokazuje jak ogromny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie ma kontakt z lasem. Nie znajdziemy tu trudnego, naukowego języka ani suchego wykładu. Zamiast tego dostajemy fascynującą opowieść opartą na badaniach, własnych doświadczeniach autora oraz rozmowach ze specjalistami z różnych stron świata. Dzięki temu nawet osoby, które wcześniej nie słyszały o kąpielach leśnych bez problemu zrozumieją, na czym polega ich fenomen. Urzekające jest to, że ta książka przede wszystkim zachęca do zatrzymania się. W świecie pełnym pośpiechu, obowiązków i nieustannego natłoku bodźców autor przypomina, że czasem najlepszym lekarstwem jest zwyczajny spacer między drzewami. Uczy uważności, wsłuchiwania się w dźwięki natury i dostrzegania rzeczy, które na co dzień mijamy obojętnie. "Las na receptę", to również książka pełna nadziei. Pokazuje, że nawet trudne życiowe doświadczenia mogą stać się początkiem czegoś dobrego, jeśli tylko pozwolimy sobie zwolnić i odzyskać kontakt z naturą i że sobą. Bardzo spodobało mi się połączenie reportażu, osobistych refleksji i rzetelnej wiedzy naukowej. Wszystko zostało przedstawione w lekki, momentami pełen humoru sposób, dzięki czemu kolejne strony czyta się z prawdziwą przyjemnością. Atutem są także praktyczne wskazówki i ćwiczenia, które można wykorzystać od razu podczas zwykłego spaceru. To książka, która przypomina nam jak niewiele potrzeba, by zadbać o własny dobrostan. Czytając tę książkę, wielokrotnie uśmiechałam się do własnych myśli. Jestem szczęściarą, bo mieszkam blisko lasu i mogę korzystać z jego kojącej mocy niemal każdego dnia. Kocham spacery wśród drzew, uwielbiam zatrzymać się na chwilę, oprzeć dłoń o pień, wsłuchać się w szum liści i po prostu odetchnąć pełną piersią. W lesie zawsze łatwiej mi się myśli, odzyskuję spokój i nabieram dystansu do codziennych spraw. Dlatego też temat kąpieli leśnych, który stanowi serce tej książki zainteresował mnie szczególnie. Po lekturze wiem, że to dopiero początek mojej przygody z tym zagadnieniem i z pewnością będę chciała zgłębić je jeszcze bardziej. "Las na receptę” to piękna, mądra i niezwykle wartościowa książka. Polecam ją każdemu, kto czuje się zmęczony codziennym pędem, szuka wyciszenia albo po prostu chce lepiej zrozumieć, dlaczego kontakt z naturą działa na nas tak kojąco. Po tej lekturze naprawdę ma się ochotę odłożyć telefon, wejść między drzewa i po prostu... odetchnąć.
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
„Bo jesteś katastrofą dla mojego serca” O jej powrocie do rodzinnego miasteczka wiedzieli wszyscy już po pięciu minutach. Straż pożarna też… Chciała uratować kociaka, ale skończyło się to tak, że to ją trzeba było ratować. Na pomoc przybył jej przystojny sąsiad strażak, do którego wzdychała jako nastolatka. A może w ogóle nie przestała? Katastrofa… Potrzebowała laboratorium, pewności, że jej badania są ważne, wsparcia i mniej kłopotów. Przyspieszone bicie serca na jego widok? Tego z pewnością nie potrzebowała, prawda? Ale pragnęła, i to nie tylko ona… „Ciało A nie ma prawa odepchnąć ciała B, kiedy ciało B zbliża się do ciała A w celu wymiany płynów ustrojowych przez aparaty gębowe”. Kocham tę książkę! Pochłonęłam ją na raz, a po przeczytaniu ostatniego zdania miałam ochotę krzyczeć jak małe dziecko „Jeszcze raz! Jeszcze raz! Jeszcze raz!”. Bawiłam się tak doskonale, że po prostu nie mogłam jej odłożyć. Pierwszy rozdział i pierwszy wybuch śmiechu. Tak było do samego końca… Policzki nadal mnie bolą, a w brzuchu szaleją motyle. „The STEM” to cudowna komedia romantyczna, która ma w sobie wszystkie elementy, które sprawiły, że przepadłam w świecie romansów i nawet nie próbuję się z niego wydostać. No bo po co, skoro tak bardzo poprawiają mi humor? Dzięki nim nadal wierzę w miłość, piękną i prawdziwą, czasem zaskakującą. Miłość z dorosłych ludzi czasem robi nastolatków, i to jest cudowne. Powracają chwile beztroski, motyle w brzuchu, ten głupi uśmiech na twarzy i szczęście. Ona była naukowczynią, a on samotnym ojcem. Dorośli i dojrzali, a jednak… Kiedy pojawiło się uczucie znów byli nastolatkami. Ukrywali się, skradali się do siebie przez okna, nie mogli powstrzymać śmiechu. Bardzo mi się to podobało. Ja też miałam motylki w brzuchu i rumieńce na twarzy. Śmiałam się bardzo głośno… Uwielbiam książki, które sprawiają, że czuję się właśnie tak. Wszystkie zmartwienia nagle znikają. Pozostaje uśmiech, i to jest piękne. Jordie Bohaterka z niezwykłą umiejętnością pakowania się w tarapaty. Jakby przyciągała pecha… A może to wcale nie był pech? Jej niezdarność była przeurocza! Kocham takie bohaterki. Nie są idealne, a przez to są autentyczne i tak łatwo odnaleźć w nich cząstkę siebie. Ja w Jordie swoją odnalazłam. Uwielbiałam te jej naukowe rozważania, mądrość, spryt i pragnienie zmiany tego świata na lepsze, w szczególności dla kobiet. A kiedy przez przystojnego sąsiada traciła głowę i brakło jej słów? Lubiłam ją jeszcze bardziej i w ogóle się jej nie dziwiłam. Cassidy Kolejny cudowny samotny tatusiek. Rozczulał mnie swoją opiekuńczością i troską, drobnymi gestami, które świadczyły o tym, że słuchał i zapamiętywał. Lubiłam też jego gburowatą i zazdrosną wersję… Przez nich oczywiście rumieniłam się jak głupia, ale jeszcze więcej się śmiałam. Te wszystkie małe katastrofy… Obiecuję, że czytając nie będziecie się nudzić. Od dawna mam słabość do motywu samotnego ojca. Kocham kiedy te szalone dzieciaki kradną show, a Zara zrobiła to nie raz. Cudowna dziewczyna z iskrą w oku i mnóstwem miłości. Jej relacja z ojcem była cudowna, a ta z Jordie sprawiała, że w sercu czułam ciepło. Czasami to my wybieramy sobie rodzinę i decydujemy kogo kochamy , chcemy mieć obok. Niektórzy po prostu na nas nie zasługują… W książce pojawił się też kot, a moje serce kociej mamy zabiło mocniej. A te nawiązania do Ali Hazelwood? Kocham! Kocham! Kocham! Swatki wokół? Jakbym czytała o własnym życiu… To już drugi tom, a ja prawie polubiłam jesień. Potrzebuję jeszcze kilku, by naprawdę zachwycić się tą porą roku i ją pokochać. Mam nadzieję, że je dostanę, a w międzyczasie będę z przyjemnością wracać do tych już wydanych, śmiać się i kochać. Polecam z całego serca!