ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Everest. Góra Gór

"Sądzę, że idziemy na Everest – jeśli już mamy taką sposobność – ponieważ, ujmując tę kwestię możliwie lapidarnie, nie możemy się powstrzymać. […] Cofając się przed przygodą, ryzykowalibyśmy wyschnięcie niczym groszek w łupinie."

Te słowa nie pochodzą z książki Moniki Witkowskiej, ale doskonale oddają jej ducha. Napisał je prawie sto lat temu George Mallory i wciąż pozostają aktualne. To z ust Mallory’ego padła też najsłynniejsza odpowiedź na pytanie o sens zdobywania Everestu: „Ponieważ istnieje”. Dziś nie chodzi już o odkrywanie nieznanego, eksplorację dziewiczych terenów. Zdobycie dachu świata pozostaje jednak marzeniem wielu, zwłaszcza tych, dla których przebywanie na wysokościach jest wartością samą w sobie.

Monika Witkowska, która przed wyjazdem na Everest miała już na swoim koncie wiele szczytów (choć nie ośmiotysięcznych), również postanowiła zmierzyć się z najwyższą górą świata. Zobaczyć jak naprawdę przebiegają wyprawy komercyjne, na temat których krąży tyle fantazyjnych opowieści, a przede wszystkim sprawdzić własne siły i odporność psychiczną, hart ciała i ducha. Wyjechała wiedząc, że powstanie z tej wyprawy książka, na ile było to możliwe, z bazy zamieszczała na swoim blogu wpisy stanowiące trzon tej opowieści. Dziennikarskie zacięcie Witkowskiej (w końcu tym właśnie zawodowo się zajmuje), widoczne w zwracaniu uwagi na szczegóły, w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi z innych wypraw, ciągłym wypytywaniu o wszystko, przyniosło zamierzony efekt – zwykły śmiertelnik może odczuć klimat panujący pod Everestem, poznać obozową codzienność i krok po kroku przeżyć zdobywanie olbrzyma.

No właśnie – nie da się ukryć, że Everest. Góra gór została napisana z myślą o tych, którzy nigdy nie byli, i raczej nie będą, alpinistami, którzy nie postawili nogi w górach wyższych niż Tatry, ale interesują się, czy wręcz ekscytują kolosami, a właściwie – przygodą, i chcieliby wiedzieć wszystko na temat zdobywania niebosiężnych wierzchołków. Wszystko oznacza tu nie tyle kwestie techniczne, co problemy innej natury: jak załatwia się potrzeby fizjologiczne na mrozie, co się je na takiej wysokości, czy na podejściu można zobaczyć ciała wspinaczy, którzy zginęli, ile ta cała wyprawa kosztuje… Niejako przy okazji taki czytelnik znajdzie informacje o tym, o czym pewnie nawet by nie pomyślał, na przykład o kłopotliwych śmieciach pozostawianych na stokach przez ekipy, wspomaganiu się środkami farmakologicznymi podczas ataku szczytowego, przebiegu aklimatyzacji czy chorobie wysokościowej, która może dopaść każdego.

A co z tymi, którzy o wysokogórskich wyprawach już sporo wiedzą, choćby z lektur książek alpinistycznych? Czy dla nich książka warta jest lektury? Zapiski dotyczące pobytu w bazie, aklimatyzacji, ataku szczytowego będą przewidywalne, nie przyniosą rewelacji, ale ramki – już może i tak. Dla mnie samej okazały się one ciekawe. Jest ich sporo, w dodatku rozbudowanych, a Witkowska zawarła w nich wiadomości porządkujące wiedzę na temat najwyższej góry świata. Czego mi natomiast w książce zabrakło? Przemyśleń, głębszej refleksji, ot choćby na temat właśnie wypraw komercyjnych, oraz, ujmując rzecz górnolotnie – przeżyć estetycznych (może dziś pod Everestem o nie trudno?). Autorka postawiła na blogowy charakter książki i ma to swoje konsekwencje. Dostajemy do rąk typowy dziennik wyprawowy, zapis chwili, bez przejawów literackości.

W Polsce takiej książki – opisu wyprawy komercyjnej z punktu widzenia klienta – jeszcze nie było, choć większość zainteresowanych górami czytała międzynarodowy bestseler Jona Krakauera Wszystko za Everest, o podobnej tematyce, tyle że z o wiele bardziej dramatycznymi wydarzeniami. Monika Witkowska nie ma wprawdzie tak dobrego pióra jak Krakauer, ale w zamian jest „nasza”, co czujemy od pierwszych stron – harcerska młodość, działalność w Studenckim Kole Przewodników Beskidzkich, ciągłe próby łączenia pracy zarobkowej z pasją, no i dylemat: „skąd wziąć trzydzieści tysięcy dolców na wyprawę”. Przeszkody dało się pokonać. Autorka stanęła na wierzchołku Mount Everestu 23 maja o 5.45 czasu nepalskiego. Była jedenastą Polką, która weszła na najwyższy szczyt świata.
gory-lektury.blogspot.com 2013-11-20

Motocyklem po Europie. 20 tras od Bałtyku po Adriatyk. Wydanie 1

Objechaliście już nasz piękny kraj wzdłuż i w szerz?
Czas zatem wyruszyć nieco dalej!
Na rynku wydawniczym pojawił się przewodnik dla motocyklistów, w którym zaproponowano 20 tras wiodących od Bałtyku po Adriatyk!

„Podróże są pasją i trzeba umieć je odpowiednio celebrować. Uświadamiają nam kim tak naprawdę jesteśmy i czego oczekujemy od życia.” Nie sposób nie zgodzić się z tym zdaniem, zaczerpniętym ze wstępu do przewodnika „motocyklem po Europie”. Żeby jednak móc „celebrować” podróż trzeba się do niej przygotować, zdobyć pewną wiedzę. Takiej wiedzy dostarcza z powodzeniem przewodnik oddany do rąk czytelników przez wydawnictwo Bezdroża.
Przygotowując się do wprawy motocyklowej z przewodnika dowiemy się co i jak należy spakować. Zapoznamy się ze sprzętem turystycznym, potrzebnymi dokumentami
i wyposażeniem motocyklowej apteczki. Istotne jest to, że uwzględniono opcję pakowania samemu, jak też przygotowania do jazdy z pasażerem.

Autorzy publikacji – Tamara i Paweł Głaz proponują 20 tras dla motocyklistów, ciągnących się od morza bałtyckiego po wybrzeża Adriatyku. Jeśli jazda po krajach UE nie jest dla was wystarczająco atrakcyjna
w przewodniku znajdziecie również propozycję jazdy przez drogi Krymu, czy Turcji!
Każda trasa jest dość szczegółowo opisana. Opis zawiera krótką historię miejsc, przez które przejeżdżamy, przedstawienie zabytków i największych atrakcji danego regionu oraz informacje praktyczne, niezbędne w podróży (przekraczanie granicy, noclegi itp.) . Znajdziemy też ciekawostki dotyczące danego kraju.
Na uwagę zasługuje to, że proponowana trasa jest dobrze rozpisana, z uwzględnieniem numeracji dróg oraz ich stanu.

Przeciętna długość trasy w jednym kraju zawiera się w przedziale 300 – 400 km. Opis każdej z nich zaopatrzony jest również w mapę.

Trzeba przyznać, że publikacja jest przygotowana solidnie. Ilość informacji jest w sam raz, nie za mało, ale też nie za dużo. Dobrze rozplanowane trasy, informacje praktyczne. Duża różnorodność proponowanych tras, czyli każdy znajdzie coś dla sieie.

Duży plus za wykorzystanie spirali, zamiast zwykłego szycia książki. Dzięki temu możemy spokojnie obracać strony, a przewodnik mieści się spokojnie w mapniku.
Z radością polecamy tą publikację wszystkim miłośnikom turystyki motocyklowej.
4riders.pl 2014-01-16

Wszyscy jesteśmy dziwni. O micie masowości i końcu posłuszeństwa

Dziwna okładka i dziwna książka. Ale dziwna w naprawdę wspaniały sposób. Seth Godin- autor książek, bloger i przedsiębiorca prezentuje swój manifest wieszczący koniec masowości. Przekonuje, że to, co dziwne w naszych czasach jest… normalniejsze niż to, co normalne.

Bardzo zaintrygowana otworzyłam tę książkę. I pierwszą połowę połknęłam niemal jednym tchem, robiąc przerwy jedynie po to, by wziąć do ręki ołówek i podkreślić kolejne zdanie, które mnie zaskoczyło lub zainteresowało i które chciałabym zapamiętać. A zdań takich było niemało. Godin w bardzo prosty, ale dokładny sposób wyjaśnia, na czym polegała masowość obecna w mediach, marketingu i życiu społecznym ostatnich lat i co sprawiło, że ta masowość znikła. Autor zwraca uwagę na nowe media, pozwalające na prezentowanie całemu światu swojej twórczości. Na coraz większe możliwości wyboru, które sprawiają, że to klient ma swego rodzaju władzę nad sprzedawcami.

W pewien sposób Godin chce nam otworzyć oczy i powiedzieć, że bycie dziwnym w dzisiejszych czasach już nie tylko nie jest czymś negatywnym, ale wręcz może być bardzo opłacalne. Z drugiej strony, Autor zwraca się chociażby do marketingowców, którzy mogą, a nawet powinni to wykorzystywać. Dziwność, jak twierdzi jest kwestią wyboru. Sami decydujemy, czy chcemy być dziwni i w jaki sposób.

Druga połowa książki to głównie przykłady z różnych dziedzin życia. Jak się okazuje dziwacy otaczają nas wszędzie. Można się o tym przekonać obserwując handel i marketing, media społecznościowe, dziennikarstwo, edukację, internet, telewizję, sztukę… Lista wydaje się być bardzo długa i aż zaskakuje, że Godin zawarł przykłady z tym wszystkich dziedzin na zaledwie 93 stronach. A jednocześnie, o ile pierwsza połowa książki rzeczywiście zaskakuje co chwilę trafnymi sentencjami, o tyle druga składa się już właściwie tylko z przykładów. Warto przeczytać całość, by przekonać się na czym w praktyce polega to, czego teorię prezentuje Godin na pierwszych stronach swego dzieła.

Prosty, zabawny język sprawia, że czyta się tę książkę nie jak mądre dzieło z pogranicza socjologii i ekonomii, ale jak lekką rozprawkę. To książka świetna niemal dla każdego- dla interesujących się socjologią, psychologią, marketingiem, nowymi mediami, albo po prostu chcącymi się dowiedzieć czegoś na temat współczesności.
moznaprzeczytac.pl Kinga Jakubek, 2014-01-08

System Białoruś

Z pewnością po skończeniu lektury „Systemu Białoruś” zupełnie jasne dla czytelników będą powody skazania Andrzeja Poczobuta za zniesławienie prezydenta Alaksandra Łukaszenki. Oczywiście nie chodzi bynajmniej o to, że zarzuty stawiane przywódcy Białorusi przez autora książki są nieprawdziwe. Istotne jest natomiast, że w tekstach Andrzeja Poczobuta jego krytyczny stosunek do działań prezydenta jest aż nadto widoczny, a zgodnie z logiką systemu panującego u naszych wschodnich sąsiadów takie publiczne wypowiedzi na temat władzy są po prostu niedopuszczalne. Jednocześnie „System Białoruś” tak naprawdę nie jest zjadliwym pamfletem politycznym, lecz próbą analizy systemu rządów stworzonego przez Alaksandra Łukaszenkę, mającą przybliżyć czytelnikom realia współczesnej Białorusi.

Niektórzy mogą uznać za przesadę porównanie białoruskiego prezydenta do Ludwika XIV, ale nie da się zakwestionować, że udało mu się zupełnie zdominować życie publiczne w swoim kraju. Właśnie dlatego Andrzej Poczobut w pierwszej części książki szczegółowo omawia karierę tego polityka, który obecnie uważa się sam za Baćkę (ojca) Białorusinów. Trzeba przy tym podkreślić, że chociaż autor piętnuje zbrodnie reżimu, to jednocześnie potrafi docenić umiejętności polityczne Alaksandra Łukaszenki, które nie tylko pozwoliły mu w demokratycznych wyborach zdobyć najwyższy urząd w państwie, ale także na przykład zapewniły Białorusi wieloletnie wsparcie ekonomiczne ze strony Rosji. W dodatku trudno nie podziwiać tak niebywałej kariery, jaką zrobił ten dyrektor sowchozu Gorodiec, którego początkowo poważni politycy traktowali z pobłażaniem, a nawet pogardą. Tymczasem stał on się przecież swoistym symbolem swego kraju, potężnym przywódcą, któremu w Białorusi nikt nie jest w stanie się przeciwstawić.

W drugiej części książki Andrzej Poczobut przedstawia narzędzia, dzięki którym Alaksandr Łukaszenka sprawuje władzę już niemal przez dwadzieścia lat. Właśnie te fragmenty najlepiej pozwalają nam zrozumieć, jakim cudem w XXI wieku tuż za polską granicą może funkcjonować autorytarny system, który w dodatku nie zabrania obywatelom swobodnego podróżowania po świecie. I nawet jeśli elementy wskazane przez autora jeszcze nie do końca wyjaśniają fenomen białoruskiego eksperymentu ustrojowego, to możemy poznać jego tajemnice, których nie sposób dostrzec będąc jedynie obserwatorem z zewnątrz czy turystą w Mińsku. Z kolei zamieszczone w ostatniej części książki wywiady z Białorusinami reprezentującymi różne zawody i przekonania polityczne uświadamiają nam, że system stworzony przez Alaksandra Łukaszenkę mimo wszystko może wydawać się ludziom w nim żyjącym naprawdę atrakcyjny...

Z pewnością „System Białoruś” jest fascynującą lekturą zarówno dla osób zainteresowanych realiami życia u naszych wschodnich sąsiadów, jak i pragnących poznać mechanizmy budowania autorytarnej dyktatury. Dla tych drugich szczególnie interesujące będzie zaś przedstawione przez Andrzeja Poczobuta rozprzestrzenianie się metod stosowanych przez Aleksandra Łukaszenkę na inne kraje dawnego Związku Radzieckiego. Właśnie ten wątek powinien być według mnie dodatkową zachętą do sięgnięcia po tę książkę, abyśmy w razie konieczności potrafili rozpoznać zagrożenia dla demokracji w naszym kraju. W końcu lepiej uczyć się na błędach sąsiadów, a nie własnych!
Wirtualna Polska 2014-01-14

Barszcz ukraiński

Informacji jakie płyną do nas w sprawie tego, co dzieje się obecnie na Ukrainie jest bardzo wiele. Media i politycy sami chyba do końca nie wiedzą, jakie stanowisko zająć. Nawet w szanowanym przeze mnie Tok.FM usłyszałem kilka wypowiedzi, w których sens wątpię.

By pojąć to, co tam się dzieje, należy przede wszystkim poznać historię naszych wschodnich sąsiadów. Jej ciemne i jasne strony. Ważne, by przy tym odrzucić stereotypy i myślenie ukształtowane przez kłamliwe wersje historii. Często mijają się z prawdą.

Nie uzurpuję sobie prawa do oceny czyichś poglądów czy badań. Nie chcę też powiedzieć, że historycy i media kłamią. Obecnie wiemy o wiele więcej na temat tego, jak Ukraina się rozwijała i jak wygląda dzisiaj. Z historią tego kraju często też wiązały się losy Polski, to fakt, o którym niewielu pamięta.

Piotr Pogorzelski wydaje się objaśniać świat Ukraińców w sposób obiektywny. Oczywiście jest to rzecz niemożliwa do wykonania, ale ja jednak wierzę, że jego słowa nie odbiegają od rzeczywistości. To w końcu podstawowa zasada jego zawodu. Spędził tam więcej czasu niż wielu z nas spędziło poza rodzinną miejscowością. Wydaje mi się, że warto go posłuchać.

Ukazuje nam Ukrainę częściowo taką, jaką znamy z mediów. Ogólny obraz tego kraju znacząco nie odbiega od tego, jaki podaje nam się w radiu i telewizji. Jednak Pogorzelski wchodzi głębiej. Objaśnia zagadnienia sporne, pokazuje to, czego gołym okiem dostrzec nie możemy. Lub nie chcemy.

To kraj, który wyniszczono bardzo skrupulatnie. Po roku 1989, gdy Polsce udało się oderwać od bloku wschodniego (w dużym uproszczeniu) i skierować swą uwagę w drugą stronę – na zachód – Ukraina pozostała pod wpływem Rosji. Komunizm (również upraszczam) skutecznie ograniczył życie duchowe (tak kulturę, jak i religię) w tym państwie.

Wojny, represje aparatu bezpieczeństwa, bieda, wszechmocna korupcja: wszystko to sprawiło, że panował też trudno do opisania strach. I nadal trwa. Przekłamania historyczne, jakie wpajano młodym pokoleniom skutkują tym, że do dziś wielu mieszkańców (nawet Kijowa czy Lwowa) nie ma pojęcia o tym, że Stalin był niegdyś sojusznikiem Hitlera i że istniało coś takiego jak Wielki Głód. To społeczeństwo w dużej mierze zastraszone, nie mające podstawowej wiedzy o swojej historii i kulturze.

Popkultura – podobnie jak w Polsce – serwuje miałkie, idiotyczne produkty, które jedynie otumaniają społeczeństwo. Niewielu jest artystów na dużych scenach, którzy są w stanie przekazywać wartościowe treści.

Również język ukraiński jest deprecjonowany. Najpierw wypierany przez polski (tak, też mieliśmy w tym udział), potem zaś rosyjski, jest równoznaczny z przynależnością do niskiej klasy społecznej. Na całe szczęście, od pewnego czasu prowadzone są działania mające przywrócić mu dawną świetność, i sprawić, by znów był powodem do dumy.

Pogorzelski dorzuca też kilka zdań do sprawy, która zdaje się być największą zadrą w stosunkach pomiędzy Ukrainą i Polską. Chodzi rzecz jasna Wołyń. Rzuca nieco inne spojrzenie na tamte wydarzenia, bo choć nie da się o nich zapomnieć, wielu z nas nie chce przyjąć do wiadomości, że mieszkańcy tamtych terenów, nie rzucili się sobie do gardeł „od tak”.

Dziennikarz stroni raczej od subiektywnych opinii. I silnie negatywnych. To praca stonowana, a jednocześnie „owijająca w bawełnę”. Ja sam znacznie upraszczam treść tej książki. Wybaczcie Państwo, ale ciężko zebrać do kupy wszystko, co chciałbym przekazać, nie tworząc wielostronicowego artykułu. To prawie czterysta stron wypełnionych informacjami po brzegi.

Choć historii Ukrainy nie znam tak jak bym tego chciał, wydaje mi się, że na reportaż Piotra Pogorzelskiego należy zwrócić uwagę. Jakości dowieść może patronat radiowej „Trójki” czy serwisu Nowa Europa Wschodnia oraz liczne recenzje, do których dorzucam i swoją rekomendację. Rok zacząłem z tą publikacją i czuję, że będzie dobry tak jak ona.
Literacka kanciapa 2014-01-12
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL