ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

"Stary", młodzi i morze. Od Antarktydy do Alaski. Wyprawa wokół obu Ameryk

Jak długą drogę należy przebyć, by spełnić swoje marzenia? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna, ale w przypadku grupki pewnych dwudziestoletnich śmiałków brzmi: od Antarktydy do Alaski!

Sięgając po książkę opisującą przygodę życia grupki młodych żeglarzy nie do końca byłam pewna, czego się spodziewać. Ten typ prozy nigdy nie wzbudzał we mnie specjalnych uczuć, tym razem było jednak inaczej. Magnetyczna okładka prezentująca „Starego”, czyli jacht, na którym wybrali się w żeglugę nasi młodzi bohaterowie, ma w sobie to nieokreślone „coś”. Od samego początku wiadomo było, iż będzie to piękna opowieść o ich odważnym wyczynie. Jako najmłodsi Polacy w historii, opłynęli Amerykę Południową, a później, przez Horn, dotarli aż do Antarktydy. Po kilku latach tę historię o niezwykłej odwadze, ale też niejednokrotnie trudach, które należy pokonać, postanowiło opisać dwóch członków ekipy – Marcin Jamkowski i Jacek Wacławski. Oboje to ludzie sukcesu, bo tak mogą być określani ze względu na ich dokonania. Marcin jest m. in. niezależnym fotografem, filmowcem i dziennikarzem, współpracującymi z magazynami takimi, jak „National Geographic”, którego był też redaktorem naczelnym. Jacek poprowadził jacht na tę przeprawę, jako najmłodszy kapitan na świecie, dziś jest lekarzem kardiologii, osiągającym sukcesy także w wielu innych dziedzinach. Po skończonej lekturze coś mi mówi, że to właśnie ta „wyprawa życia”, odpowiedzialna jest za ich zdolność sięgania wyżej i wyżej, już w dorosłym życiu.

Książka „»Stary«, młodzi i morze” zawiera opis przeprawy, jakiej podjęli się ci młodzi ludzie, już od jej samych podstaw. Od pomysłu, przez zbieranie funduszy i żmudne przygotowania, aż do ekscytującej przygody. Jest to zarówno pochwała dla młodzieńczego optymizmu i ambicji, ale zarazem lekcja pokory i rezolutności. Mimo młodego wieku nasi bohaterowie nie pozwalali sobie na niepotrzebne szaleństwa czy ryzyko, co nie znaczy też, że zabrakło momentów, przy których adrenalina grała pierwsze skrzypce. Wiedzieli jednak, że nie ma miejsca na młodzieńczą głupotę podczas tak ważnej przygody, mogącej zmienić ich całe życie w ułamku sekundy. Podczas rocznej żeglugi jachtem młodzi poznawali bardzo ciekawych i zazwyczaj przyjaznych ludzi, mierzyli się ze swoimi słabościami. Weryfikowali teorię w praktyce. Uczyli się na błędach i nie poddawali podczas niepowodzeń. Cała historia jest bardzo motywująca, do tego zilustrowana pięknymi krajobrazami, przez co nawet jeśli jesteśmy typem kanapowca, zaczniemy mimowolnie puszczać wodze fantazji, zastanawiając się, co by było, gdybyśmy sami zdecydowali się na przygodę na tę skalę, czy nawet mniejszą.

Mimo bardzo wartościowych treści, przedstawionych w „»Stary«, młodzi i morze”, podczas czytania czułam spory niedosyt. Szkoda, że bohaterowie tej wyprawy, opisując ją, nie zdecydowali się skorzystać z pomocy kogoś bardziej doświadczonego w kunszcie literackim. Kogoś, kto pomógłby opisać ich wszystkie przeżycia, ubrać je w lepsze słowa, tworząc bardziej spójną treść, którą czytałoby się płynniej. Niestety, tutaj choć często przedstawione sytuacje bardzo mnie wciągały, to dość toporny język, czy brak narracji na odpowiednim poziomie, w wielu fragmentach znacznie odbierał mi przyjemność czytania, tej niezwykle ciekawej historii. Ciekawymi akcentami są fragmenty z pamiętnika kapitana i poniekąd żałuję, że większość, jeśli nawet nie całość tej historii, nie jest napisana w ten, lub bardziej sfabularyzowany, sposób.

Przy tego typu pozycji, nie sposób pominąć stron technicznych wydania, które jest absolutnie zachwycające. Piękny papier, wysokiej jakości zdjęcia, bogato ilustrujące całą wyprawę. Dodatkowo dołączono film, „W poszukiwaniu legendy”, który powstał na pokładzie „Starego”, podczas drugiej wyprawy. Ten niecodzienny dodatek do książki, jest bardzo ciekawym pomysłem, pozwalającym jeszcze raz przeżyć, wraz z ekipą jachtu, tą wspaniałą przygodę.

Choć nie obyło się bez minusów, to „»Stary«, młodzi i morze” jest niewątpliwie ciekawą lekturą, bardzo motywującą i optymistyczną. Idealna pozycja dla młodzieży, ludzi szukających aspiracji, czy pragnących zmiany w swoim życiu. Ekipa tych nieustraszonych dwudziestolatków udowadnia, że chęci i konsekwencja w swoich działaniach są kluczem do gwarantowanego sukcesu.
dlaLejdis.pl Joanna Złomańczuk, 2014-02-09

Metoda Sedony. Twój klucz do satysfakcjonującego życia

Uwaga! Czytasz poradniki psychologiczne? Jeśli tak jak i mnie, motywuje Cię naprawdę głęboka, wewnętrzna potrzeba zmiany, teraz przygotuj się na szok! „Jesteś gotowy uwolnić się OD POTRZEBY ZMIANY”? – pyta Autor Metody Sedony. I nie jest to pytanie retoryczne…

Z racji zainteresowań oraz kierunku studiów przeczytałam w swoim życiu naprawdę wiele książek psychologicznych i poradników. Moda na samorozwój do Polski dotarła stosunkowo niedawno, ale ja już, szczerze powiedziawszy, odczuwam pewien przesyt amerykańskich poradników typu self-help, z okładek których krzyczą chwyty marketingowe w stylu „Jeśli chcesz… zyskać/ stracić/ znaleźć…” lub „Jak…” (w miejsce wielokropków wpisać dowolną ludzką potrzebę czy pragnienie: schudnąć/ znaleźć miłość/ stać się milionerem, itp., itd.). Nie twierdzę oczywiście, że wszystkie te publikacje nastawione są wyłącznie na zysk i tym samym – bezwartościowe. Po prostu, sięgając po kolejną książkę (kiedy z jakiegoś powodu dam się skusić), mam już inną postawę – rozwinięty krytycyzm i wysokie oczekiwania. Z takim nastawieniem otwierałam Metodę Sedony. Twój Klucz do Satysfakcjonującego Życia.

Autor, Hale Dwoskin, popularyzuje odwieczną, buddyjską koncepcję wolności emocjonalnej. Definiuje ją jako stan umysłu, w którym istnieje tylko „tu i teraz” – wolny od bagażu przeszłości i wolny od lęku o przyszłość. Jest to stan absolutnej, bezwarunkowej akceptacji – zarówno rzeczywistości, jak i siebie samego – ze wszystkimi swoimi odczuciami, myślami i emocjami. Kluczem do tak rozumianej wolności jest opuszczenie błędnego koła tłumienia emocji i ich niewłaściwej ekspresji oraz zaprzestanie walki i oporu, bowiem „to, czemu się opierasz, trwa”. Sposobem – droga środka, czyli „uwalnianie”. Celem – „rozpuszczenie” ego, oświecenie… A przynajmniej – wolność od stresu, negatywnych emocji i większa satysfakcja z życia. Jeszcze psychologia czy już filozofia? A może laicka, nowa duchowość? Intuicyjnie czułam, że Metoda Sedony czerpie z buddyjskiej nauki o stanie umysłu, a lektura książki potwierdziła moje przypuszczenia. Rzeczywiście, założenia Metody odwołują się do buddyjskiej koncepcji umysłu ludzkiego, chociażby w tak fundamentalnej kwestii, jaką jest postrzeganie przywiązania jako źródła cierpienia. Dlatego też droga do wolności emocjonalnej wiedzie poprzez wyzbywanie się tzw. negatywnych emocji (albo raczej destruktywnych stanów umysłu) – apatii, smutku, lęku, gniewu, pożądania i dumy oraz przywiązania do czterech fundamentalnych pragnień: bezpieczeństwa, aprobaty i miłości, kontroli oraz oddzielenia. Autor zapewnia, iż warto przebyć drogę poprzez wszystkie te stany i dotrzeć do jądra każdej z emocji, a następnie do tego, co znajduje się głębiej niż emocje – głębokiego spokoju i akceptacji. A to właśnie ten stan – niezmącenia, wolności i radości stanowi naszą pierwotną, czystą naturę. Kluczem do tego procesu jest „uwalnianie” (odpuszczanie), które stanowi właściwie sedno całej Metody.

Metoda Sedony (której de facto dotyczy książka) jest – prosta (sic!). Ale „prosta” nie znaczy „łatwa”. Autor (za co duży plus dla niego) opracował praktyczny podręcznik do pracy z samym sobą. Nie znajdziesz tam (za co kolejny plus) „łatwych i przyjemnych”, gotowych recept na szczęście (w stylu amerykańskiego „Don’t worry, be happy”), lecz – narzędzia do pracy.

Pomyśl teraz o jakimś swoim problemie, o czymś, co rodzi w Tobie negatywne emocje i co naprawdę bardzo chcesz zmienić. Co teraz czujesz? Jakie to emocje? (Nazwij je) W której części ciała się znajdują? Jesteś gotowy zaakceptować ten problem? Nie? W porządku. A czy jesteś gotowy zaakceptować swój brak akceptacji? Tak mniej więcej wygląda początek procesu pracy z sobą według Metody Sedony. Opiera się on na wglądzie, więc ten, kto samotnie wybiera się w tę podróż, musi zachować uważność swojego umysłu i zdawać sobie sprawę z istnienia tzw. mechanizmów obronnych. Według mnie, nie zawsze (to znaczy nie dla każdego i nie w przypadku wszystkich problemów) taka samodzielna quasi-psychoterapia jest możliwa, a nawet dobra i wskazana. Niektórzy, szczególnie jeśli dotykają naprawdę trudnych, bolesnych i starych ran, poczują się bezpieczniej, jeśli podczas tego psychicznego „oczyszczania” owych ran będzie im towarzyszyć drugi człowiek. Jednakże nie jest to zarzut w stronę Autora, czy książki, tylko pewna moja refleksja nad faktycznym wykorzystaniem tego typu poradników.

Gdyby tego typu poradniki samorozwoju miały swoje „poziomy zaawansowania”, ten z pewnością nie byłby przeznaczony dla „początkujących” w dziedzinie pracy nad sobą. Nie dlatego, iż autor posługuje się jakimś specjalistycznym żargonem psychologicznym czy psychoterapeutycznym (gdyż tak nie jest), ale dlatego, że pod warstwą słów ukryta jest niezwykle głęboka, psychologiczna (i początkowo trudna zarazem do asymilacji) treść dotycząca natury ludzkiej. Mimo opakowania owej treści w „amerykańskie pudełko” marketingowe (żywy i „lekko podkręcony” styl; mnóstwo historii ludzi, którym Metoda odmieniła życie) jest ona trudna przede wszystkim emocjonalnie – jak wszystko, co psychologicznie prawdziwe i uderzające w sedno – najpierw usiłujesz zaprzeczyć, ale podświadomie czujesz, że lepiej to przemyśleć. A tym przypadku „trudne” oznacza też z całą pewnością warte uwagi i wysiłku.

Metoda Sedony to właściwie (według mnie) nazwa niewłaściwa. To nie do końca metoda – to bardziej nastawienie do życia. To proces. Na całe życie – nie oczekuj, iż rozwiąże wszystkie Twoje problemy dzięki samemu tylko czytaniu o niej (wybacz tę szczerość, ale to byłaby naiwność). Przeczytałam książkę, wywarła na mnie wrażenie – zdecydowanie wyróżnia się na tle innych amerykańskich poradników self-help psychologiczną i duchową głębią oraz praktycznością narzędzi, ale… tej metody dopiero zaczynam się uczyć. A to zadanie na całe życia praktyki i doświadczania. Podchodzę do niej z dystansem, przyjmuję postawę obserwatora, choć zaciekawionego i zaangażowanego. W tę podróż mam ochotę wyruszyć, a bilet właśnie trzymam w ręce (i ma prawie 400 stron!). Naprawdę polecam – nawet jeśli z jakiegoś powodu nie będziesz stosować Metody Sedony, już sama lektura zawiera potencjał. Jest jak łyk świeżego, górskiego powietrza prosto do płuc – bywa ostre, ale…
moznaprzeczytac.pl MN, 2014-02-07

Schudnij metodą małych kroków. Wolno, bezpiecznie i na stałe! Zdrowe nawyki krok po kroku

Wciąż nie możesz schudnąć? Dotychczas stosowane diety działały szybko ale kilogramy jeszcze szybciej wracały? Niecierpliwość to grzech każdej odchudzającej się osoby.

“Schudnij metodą małych kroków. Wolno, bezpiecznie i na stałe!” prezentuje program odchudzania oparty na metodzie małych kroków. Dzięki ćwiczeniom oraz zdrowej diecie, będziesz chudnąć wolno, od 1 do 1,5 kg miesięcznie, lecz co najważniejsze efekt będzie trwały.

Poradnik zawiera 20-tygodniowy kalendarz, dzięki któremu łatwe jest monitorowanie sukcesów. Ułatwia kontrolę częstotliwości wykonywania ćwiczeń oraz planowanie posiłków. W poradniku zawarty jest szereg rad dotyczących zarówno zasad prawidłowego odżywiania, jak i niezbędnej w procesie odchudzania aktywności fizycznej.

Niniejsza książka to jednak nie tylko prosty poradnik dietetyczny jakich wiele. To również program radzenia sobie z problemami emocjonalnymi, od których niejednokrotnie zaczyna się nadwaga. Program zawarty w poradniku ułatwia stopniową zmianę złych nawyków oraz przedstawia szereg technik motywacyjnych, które ułatwiają osiągnięcie sukcesu.

Można chudnąć szybko. Można chudnąć wolno. Pierwsza droga jest trudna i żmudna. Druga jest łatwa i przyjemna. Po co się męczyć? Lepiej dać sobie na wszystko czas.
dojrzalakobieta.pl Małgorzata Ptak

Trzeci poziom dojrzałości. Szczęśliwe życie po sześćdziesiątce

Mówi się, że dzisiejsze czasy nie są łaskawe dla ludzi w wieku przedemerytalnym. Senior – o ile nie jest dziadkiem lub babcią – czuje się niepotrzebny, zepchnięty na margines, zagubiony…

Tymczasem Małgorzata Modrak przekonuje, że 60 lat to jest wręcz idealny wiek, by przestać rozpamiętywać przeszłość i wkroczyć radośnie w przyszłość. W prosty, życzliwy sposób pokazuje możliwości, jakie ma senior, używa ciekawostek, by pokazać, że starość to tylko termin umowny.

Jak ćwiczyć pamięć? Gdzie iść, gdy czujemy się samotni? Jak pogodzić się z przeszłością? Z jakimi lękami można skutecznie walczyć? na te wszystkie pytania (i na wiele innych!) znajdziemy odpowiedzi w tej dobrej, ciekawej książce.
dojrzalakobieta.pl Joanna Pastuszka-Roczek

Terapia f**k it. Prosty sposób na szczęście

W bibliotekach i księgarniach aż roi się od przewodników, które informują, "jak żyć". Otóż prawdą jest, że człowiek czasami potrzebuje takiego przewodnika, potrzebuje przeczytać o tym, że da radę, że życie nie jest takie trudne i że pozytywne nastawienie może zdziałać cuda.
Z ogromną przyjemnością czytałam poradnik Johna C. Parkina, autora bestsellerowej książki „Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha". Tutaj autor, wraz ze swoją małżonką, opowiada o tym, jak dzięki dwóm, banalnym słowom, możemy poprawić jakość swojego życia, osiągnąć sukces, szczęście i radość płynącą z każdego kolejnego dnia. Te słowa to „pieprzę to". Autorzy przytaczają mnogość przykładów zastosowania tego swoistego zaklęcia i wyjawiają, co się za nim kryje.
Prawdą jest bowiem, że problem, który mamy dzisiaj, za pół roku wyda nam się zabawny. Przez pryzmat następnych problemów, kolejnych kłopotów, w które się wpakujemy, dawne sprawy stają się błahe i nic nie warte, wręcz nieistotne. Ale w momencie walki z problemem jest on najważniejszy. Każdy problem zatruwa nasze życie, psuje nasze samopoczucie, sprawia, że jesteśmy niemili dla innych, skupieni na sobie, nieszczęśliwi i po prostu zmęczeni. Problemy sprawiają, że nie potrafimy cieszyć się ładną pogodą, dobrym filmem w telewizji czy uśmiechem obcej osoby na ulicy – zapatrzeni w swoje 'trudne sprawy' przestajemy doceniać i zauważać pozytywne, niezwykle prozaiczne elementy rzeczywistości. W efekcie jesteśmy nieszczęśliwi, zamartwiamy się niepotrzebnie i obgryzamy paznokcie.
I po co? Skoro można powiedzieć „pieprzę to!" i po prostu cieszyć się życiem?
Autor nie mówi jednak, że każdy problem musimy zbagatelizować i zostawić go bez rozwiązania. Bynajmniej! Taka postawa sprawiłaby, że bardzo szybko znaleźlibyśmy się na ulicy, bez dachu nad głową, a wówczas jedynym problemem byłby brak drobnych na butelczynę... Terapia „f**k it" nie sprawi, że raptownie, mówiąc kolokwialnie, olejemy cały świat. Po prostu pozwoli na to, by z większym optymizmem i dużą dawką dystansu podejść do spraw, które dotąd spędzały nam sen z powiek. „Pieprzę to", ale każdy problem posiada rozwiązanie. Chodzi o terapeutyczny wydźwięk tej mantry, która automatycznie sprawia, że czujemy się lepiej. Wzrasta nasza pewność siebie, dystans i przywracamy sobie ład, równowagę i zdrowy rozsądek. Człowiek nerwowy zaczyna w sposób niekontrolowany kwestionować wszystko i płacze nad rozlanym mlekiem... Podczas gdy jedyną słuszną metodą jest głęboko odetchnąć, odsunąć od siebie panikę i zdrowo podejść do możliwych rozwiązań problemu. Ta terapia pozwoli na to, by nie wpadać w histerię ilekroć znajdziemy plamę od pasty do zębów na garniturze przed rozmową kwalifikacyjną i nie pocić się jak Olimpijczyk na mecie, kiedy coś nam nie wyjdzie. Małe sprawy mogą zdeterminować nasze samopoczucie i sprawić, że te większe staną się barierą nie do przebycia. Po co?
Uważam, że to naprawdę świetny poradnik. Sama zaczęłam korzystać z dobrodziejstw terapii „f**k it" i, jak dotąd, świetnie na tym wychodzę. Przytomniej podchodzę do problemów i szukam ich rozwiązania, a gdy takiego nie widzę, nie wpadam w panikę, tylko mówię po nosem „pieprzę to!" i nagle wszystko staje się prostsze.
Polecam książkę Parkina każdej znerwicowanej osobie, zwłaszcza urzędnikom, kierowcom i nauczycielom, a także tym, którzy zmuszeni są do pracy z ludźmi. Gdy przyjdzie do was uciążliwy petent, wymagający klient czy szef rzuci na wasze biurko tonę papierów... odetchnijcie głęboko, pomyślcie „pieprzę to" i, po prostu, cieszcie się życiem. Zabawny, niezwykle wciągający styl autorów sprawi, że książkę łyknięcie w ekspresowym czasie i już po jej odłożeniu zaczniecie wdrażać w życie nowe porządki. I sami zobaczycie, że to działa.
Ta książka pomoże wam uwierzyć w siebie, dojść do perfekcji w pracy i życiu osobistym, odnaleźć równowagę psychiczną, poznacie sześcioczęściowy proces „pieprzę to" i zrozumiecie, że czasami naprawdę lepiej sobie odpuścić, by z nową siłą i pozytywną energią wystawić twarz do Słońca i się uśmiechnąć, kiedy wszystko – paradoksalnie – zacznie się układać. Tego Wam życzę. To teraz powtórzcie za mną: „Pieprzę to!" i... bądźcie szczęśliwi.
Sztukater.pl 2014-02-13
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL