Recenzje
Madryt. Michelin. Wydanie 1
Poręczny format, niewielka waga, mnóstwo ciekawych i przydatnych informacji oraz sporo dobrych kolorowych zdjęć. Tak można pokrótce scharakteryzować kolejny przewodnik Bezdroży z serii Michelin poświęcony Madrytowi. Będący kompilacją informacji z: „Madrid. Week-end” i „Hiszpania. Zielony Przewodnik”.
Są w nim również plany centrum Madrytu i Toledo, na wewnętrznej tylnej okładce schemat komunikacji miejskiej hiszpańskiej stolicy, a na wewnętrznej przedniej i dodatkowej stronie plan miasta z zaznaczonymi, polecanymi miejscami noclegowymi i lokalami gastronomicznymi. Do odczytania na nim większości nazw ulic, niestety, tak jak w pozostałych przewodnikach tej serii, tylko przy pomocy lupy.
W dwu rozdziałach wstępnych: „Informacje praktyczne” i „Zaproszenie do podróży” znajduje się to, co powinno w nich być. W pierwszym jak dostać się do Madrytu i poruszać na miejscu, gdzie spać i jeść – z sugerowanymi placówkami, gdzie i jakie robić zakupy oraz z kalendarzem wydarzeń kulturalnych.
W drugim historia miasta w pigułce z kalendarium od roku 1900 p.n.e. do 2014, ponadto trochę najważniejszego o sztuce i kulturze oraz współczesności stolicy.
Podstawowa cześć przewodnika „Dzielnice i zabytki Madrytu”, to oprowadzanie czytelnika – turysty po 9 dzielnicach miasta i 2 najważniejszych w nim, 3* muzeach: Prado i Thyssen – Bornemisza. Z systemem gwiazdek, od 1 do 3, oznaczających co przede wszystkim trzeba lub warto zobaczyć. Są również informacje o pięciu miejscowościach w okolicach, do poznania których zachęca przewodnik.
Alkad de Hernandes, co prawda oznaczony tylko 1 gwiazdką, ale znajdujący się na Liście Dziedzictwa UNESCO. Ponadto Aranjuez (2*), Escorial (3*), Toledo – zdumiewające, że bez żadnej (!!!) gwiazdki przy jego nazwie, chociaż z 3* za położenie, katedrę i stare centrum oraz po 1-2* przy niektórych innych zabytkach i muzeach. I Valle de Los Caídos, słynna Dolina Poległych (2*).
Poruszanie się po mieście ułatwiają, jak już wspomniałem, zamieszczone w tekście kolorowe plany centrum stolicy oraz Toledo. A wyszukiwanie tego, co jest w danym momencie potrzebne, indeks na końcu przewodnika. Znajdują się w nim również, przeważnie bardzo ciekawe, informacje mono tematyczne włamane w tekst w szarych ramkach.
M.in. „Jedzenie” (przez całą dobę). „Majos i Majas” (wygląd mieszkańców i mieszkanek Madrytu w XVIII w.). „Mieszane dziedzictwo” (flamenco). „Zarys dziejów zarzueli” (hiszpańska operetka od Złotego Wieku). „Castizos” (madryccy robotnicy). „Pożyć jak tubylec” (rytm życia stolicy). „Kilka historycznych barów na plaza de Santa Ana”. „Uliczki targu Rastro”. „Czarny pies z Escorialu” (legenda z okresu budowy klasztoru), czy „El Greco” (o słynnym malarzu).
W sumie przydatny przewodnik, nie obciążający czytelnika – turystę wagą oraz nadmiarem informacji, ale zawierającym chyba wszystkie najbardziej potrzebne.
Są w nim również plany centrum Madrytu i Toledo, na wewnętrznej tylnej okładce schemat komunikacji miejskiej hiszpańskiej stolicy, a na wewnętrznej przedniej i dodatkowej stronie plan miasta z zaznaczonymi, polecanymi miejscami noclegowymi i lokalami gastronomicznymi. Do odczytania na nim większości nazw ulic, niestety, tak jak w pozostałych przewodnikach tej serii, tylko przy pomocy lupy.
W dwu rozdziałach wstępnych: „Informacje praktyczne” i „Zaproszenie do podróży” znajduje się to, co powinno w nich być. W pierwszym jak dostać się do Madrytu i poruszać na miejscu, gdzie spać i jeść – z sugerowanymi placówkami, gdzie i jakie robić zakupy oraz z kalendarzem wydarzeń kulturalnych.
W drugim historia miasta w pigułce z kalendarium od roku 1900 p.n.e. do 2014, ponadto trochę najważniejszego o sztuce i kulturze oraz współczesności stolicy.
Podstawowa cześć przewodnika „Dzielnice i zabytki Madrytu”, to oprowadzanie czytelnika – turysty po 9 dzielnicach miasta i 2 najważniejszych w nim, 3* muzeach: Prado i Thyssen – Bornemisza. Z systemem gwiazdek, od 1 do 3, oznaczających co przede wszystkim trzeba lub warto zobaczyć. Są również informacje o pięciu miejscowościach w okolicach, do poznania których zachęca przewodnik.
Alkad de Hernandes, co prawda oznaczony tylko 1 gwiazdką, ale znajdujący się na Liście Dziedzictwa UNESCO. Ponadto Aranjuez (2*), Escorial (3*), Toledo – zdumiewające, że bez żadnej (!!!) gwiazdki przy jego nazwie, chociaż z 3* za położenie, katedrę i stare centrum oraz po 1-2* przy niektórych innych zabytkach i muzeach. I Valle de Los Caídos, słynna Dolina Poległych (2*).
Poruszanie się po mieście ułatwiają, jak już wspomniałem, zamieszczone w tekście kolorowe plany centrum stolicy oraz Toledo. A wyszukiwanie tego, co jest w danym momencie potrzebne, indeks na końcu przewodnika. Znajdują się w nim również, przeważnie bardzo ciekawe, informacje mono tematyczne włamane w tekst w szarych ramkach.
M.in. „Jedzenie” (przez całą dobę). „Majos i Majas” (wygląd mieszkańców i mieszkanek Madrytu w XVIII w.). „Mieszane dziedzictwo” (flamenco). „Zarys dziejów zarzueli” (hiszpańska operetka od Złotego Wieku). „Castizos” (madryccy robotnicy). „Pożyć jak tubylec” (rytm życia stolicy). „Kilka historycznych barów na plaza de Santa Ana”. „Uliczki targu Rastro”. „Czarny pies z Escorialu” (legenda z okresu budowy klasztoru), czy „El Greco” (o słynnym malarzu).
W sumie przydatny przewodnik, nie obciążający czytelnika – turystę wagą oraz nadmiarem informacji, ale zawierającym chyba wszystkie najbardziej potrzebne.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński; 2016-09-29
Android. Programowanie aplikacji. Rusz głową!
Wstęp
W obecnych czasach urządzenia mobilne jak smartfony czy tablety stały się powszechnym elementem życia codziennego, już mało kto wyobraża sobie życie bez nich. A dobrze pamiętam ze swojego dzieciństwa moment, w którym nie mieliśmy jeszcze w domu… telefonu stacjonarnego, a myśl że niebawem się pojawi powodowała wzrost ekscytacji, rozmyślania o zadzwonieniu do kumpla albo do… „Telefoniady”. Kojarzycie taki teleturniej?
O komórce to nie było co marzyć, a właściwie to chyba niewielu z nas wtedy wiedziało, że można nosić ze sobą – w swojej kieszeni – „całą budkę telefoniczną”. No cóż, w całej swojej okazałości lata 90-te, w których dorastałem były świetne, ale wróćmy do teraźniejszości. Dziś już nie tylko możemy mieć nowoczesne, dotykowe smartfony z super tanimi ofertami bez limitu, ale możemy sami niejako kreować to co ludzie będą na swoich urządzeniach „wyczyniać” poprzez tworzenie aplikacji, które użytkownik może uruchomić na swoim telefonie, tablecie czy… telewizorze, a my poza dumą możemy w ten sposób nawet i zarobić.
I tak oto przyszedł czas na zrecenzowanie książki „Android. Programowanie aplikacji. Rusz głową!” wydawnictwa Helion. Tak więc po nostalgicznym wstępie zapraszam do konkretów.
Dostępne formaty
Możemy kupić książkę w wersji papierowej, drukowanej, ale jest również dostępny e-book w formacie pdf. Co lepsze? No cóż, każdy powinien obu sposobów, ja generalnie wychodzę z założenia, że:
- jeśli jest to książką, którą potrzebuję jedynie przeczytać, zrozumieć to mając wybór wybieram ebooka w formacie dostosowanym do urządzeń mobilnych, wtedy mogę kontynuować naukę gdziekolwiek chcę np. w kolejce do dentysty, autobusie itd. korzystając z telefonu, który zawsze mam ze sobą,
- jeśli książka jest pozycją stricte o programowaniu i zamierzam przerabiać samodzielnie wszystkie jej przykłady, a nie tylko czytać listing kodu to wolę papier, chociaż mając do dyspozycji 2 ekrany również dobrze można popracować z pdfem.
Cena
Książka drukowana dostępna jest w kwocie 99 zł, ebook 79,2 zł i nawet jeśli dla kogoś może być to wysoka cena, to:
- potwierdzam, że naprawdę warto!
- skoro chcesz być programistą to czym jest wydane 100 zł przy łącznych kosztach jakie Cię czekają, przy poświęconym czasie na naukę itd.?
- to nie jest książeczka lecz 678 stron i nawet jeśli sporą część stanowią obrazki, diagramy, listingi czy… śmieszne wstawki to są to elementy, które stanowią siłę tej pozycji – o tym nieco niżej
- może i w sieci znajdziesz wiedzę darmową, ale tutaj masz to wszystko zebrane do kupy, świetnie przedstawione, autorzy wyjaśniają wiele Twoich wątpliwości itd. Nie musisz nic szukać, zastanawiać się, domyślać
Data wydania
Myślę, że Android jest dość dynamiczną technologią, która lubi się zmieniać dlatego dobrze by było aby uczyć się na materiałach po pierwsze rzecz jasna rzetelnych, dobrych, praktycznych, ale również – aktualnych. Omawiana pozycja została wydana w kwietniu 2016 w Polsce i czerwcu 2015 na świecie. Śmiało można więc powiedzieć, że jest to dawka wiedzy – na czasie. Co prawda możemy znaleźć pewnie rozbieżności jak np. niektóre sposoby zapisu w plikach xml układu, ale zaręczam, że uważny uczeń bezproblemowo sobie z nimi poradzi.
Seria Rusz głową!/Head first
W swoim życiu przerobiłem nieco książek związanych z programowaniem, co jakiś czas natrafiałem na opinie, wskazówki, które dość jasno sugerowały, że książki z serii „Rusz głową!” mają w sobie to coś. Nie wiem dlaczego nigdy (aż do teraz!) tego nie sprawdziłem, jakiż to fail z mojej strony…, bo przyznam szczerze, że zafascynowałem się tym co zobaczyłem. I nie chodzi tutaj tylko o merytorykę, ale o sposób prezentacji informacji, formę wizualną, humor, luzactwo, zabiegi ułatwiające czytelnikowi zapamiętywanie najważniejszych kwestii.
Do takich smaczków można by więc zaliczyć:
- niestandardowy początkowy opis każdego z rozdziałów
- śmieszne obrazki z dymkami
- tekstowe „wklejki”, komentarze
- wprowadzenie, w którym możemy poznać sposób działania mechanizmu nauki z punktu widzenia naszego mózgu wraz ze wskazówkami jak uczyć się skutecznie, efektywnie
- różnego rodzaju diagramy
- ćwiczenia
- sekcja „Nie istnieją głupie pytania” oraz „Celne spostrzeżenia”
W ostatnim czasie miałem okazję przeczytać również dwie inne pozycje z tytułem „Rusz głową!” i potwierdziły się moje odczucia po lekturze omawianej tutaj książki – to jest naprawdę… kawał dobrej serii książek. Bez wątpienia są one przygotowane mając na uwadze najlepsze praktyki pozwalające na sprawną, efektywną naukę. Do tego swojego rodzaju luzik i poczucie humoru – ja to kupuję! (przykładowo w książce o HTML5 znajdziemy… dialog między AJAXEM, a JSONP, którzy się… kłócą, przegadują, kto lepszy :-))
Jak działa Android?
W książce znajdziemy dość dokładny opis działania systemu Android, jakie są jego składowe, jak uruchamiane są aplikacje na nim pracujące, czym różni się „normalna Java” od tej „Androidowej” itd. Uważam to za ważny element, bo nawet jeśli wydaje się być oczywiste, że programista powinien wiedzieć jak działa platforma/technologia, której używa to po pierwsze nie zawsze tak jest, a po drugie spotykałem się z książkami gdzie od razu przechodzono do „Hello World!” bez szczególnego tłumaczenia „jak to się dzieje”.
„Nie istnieją głupie pytania” oraz „Celne spostrzeżenia”
Po każdym nazwijmy to podrozdziale mamy sekcję „Nie istnieją głupie pytania”, która zawiera kilka pytań i odpowiedzi w temacie, który jest aktualnie omawiany. Jest to bardzo fajne, bo po pierwsze jest to powtórzenie, podsumowanie tego co właśnie zrobiliśmy, co zostało nam przekazane. A po drugie jest to jedno z miejsc, które dokładnie pokazuje moc tej książki, potwierdza, że autorzy doskonale wiedzieli co czynią. Chodzi mianowicie o to, że pojawiające się pytania są nie tylko podsumowaniem przedstawionej wiedzy, ale są bardzo często dokładnie tymi pytaniami jakie mogą zrodzić się w głowie czytelnika podczas przerabiania materiałów. Jest to super, bo nawet jeśli w trakcie czytania wpadną nam do głowy pewne wątpliwości czy nawet poczujemy w danym temacie jakiś niedosyt, to może się okazać, że 2 kartki dalej zostanie on zniwelowany.
„Celne spostrzeżenia” to podobna sekcja, która jednak pojawia się rzadziej, bo po całym rozdziale. Oba te elementy doskonale się uzupełniają.
Czy muszę znać Javę aby przerobić książkę?
Autorzy twierdzą: „Powinieneś dobrze znać Javę SE…”, ale tutaj pozwolę sobie z nimi się nie zgodzić, być może było to nieco asekuracyjne stwierdzenie z ich strony. Osobiście nie miałem z Javą styczności naprawdę długo, kiedyś na studiach, potem jakieś małe fuchy, potem już niemal w ogóle, ale nie stanowiło to dla mnie specjalnego problemu.
Uważam więc, że jeżeli czytelnik ma obycie w programowaniu w innym języku, łapie zasady/mechanizm programowania obiektowego to poradzi sobie spokojnie ze interpretacją, zrozumieniem przedstawianego kodu język Java. Nie twierdzę, że to wystarczające żeby stać się dobrym programistą Android, ale nie widzę przeszkód aby uczyć się skutecznie z niniejszej książki, a niezależnie rozszerzać wiedzę w zakresie programowania w Javie.
Przygotowanie środowiska do pracy
Instalacja odpowiednich narzędzi i ich konfiguracja nie są czynnościami „magicznymi”, ale mimo wszystko dobrze, jeśli dany kurs/książka jest w stanie poprowadzić ucznia za rękę od samego początku do końca.
W tej książce mamy więc dokładny opis wraz z zrzutami ekranu:
- instalacji środowiska
- jego konfiguracji
- wyboru odpowiedniego API – mamy w końcu bardzo wiele różnych urządzeń z różnymi wersjami Androida i aplikacja działająca np. na moim telefonie nie musi działać na telefonie kolegi
- instalacji emulatora oraz w końcowej części książki – optymalizacji jego działania
Merytoryka
Jak wspominałem przerobienie tej książki był dla mnie swojego rodzaju powrotem do Javy oraz pierwszym krokiem do szerszego wejścia w świat programowania mobilnego. Nie mogę więc na ten moment do końca obiektywnie powiedzieć na ile niniejsza książka wyczerpuje zagadnienia programowania aplikacji dla systemu Android, ale jednocześnie jako programista czy nawet zwykły użytkownik wielu aplikacji mogę powiedzieć, że dostarczona mi wiedza pozwala na stworzenie niejednego rodzaju aplikacji oraz stanowi bardzo dobre podstawy pod dalsza naukę w tej materii.
Mamy więc poruszone m.in. takie elementy jak:
- szczegółowe informacje o platformie Android
- podstawowe zasady programowania na platformę
- instalacja środowiska, uruchamianie aplikacji na emulatorze oraz optymalizacja szybkości jego działania
- dobre praktyki
- praca z widokami
- obsługa zdarzeń
- motywy
- obsługa baz danych
- material design
Przykłady jakie znajdziemy w książce są dość praktyczne, nikt ich nie „wziął z kosmosu” z powodzeniem czytelnik zrozumie ich zasadność oraz znajdzie odpowiedniki w „życiowym zastosowaniu”.
Na końcu, w dodatkach znajduje się pozycja „Dziesięć najważniejszych zagadnień (których nie opisaliśmy)”, która w bardzo wąski sposób opisuje ów 10 elementów, ale nie należy traktować tego jako naukę, ale wskazówkę czym w dalszej kolejności warto się zainteresować.
W obecnych czasach urządzenia mobilne jak smartfony czy tablety stały się powszechnym elementem życia codziennego, już mało kto wyobraża sobie życie bez nich. A dobrze pamiętam ze swojego dzieciństwa moment, w którym nie mieliśmy jeszcze w domu… telefonu stacjonarnego, a myśl że niebawem się pojawi powodowała wzrost ekscytacji, rozmyślania o zadzwonieniu do kumpla albo do… „Telefoniady”. Kojarzycie taki teleturniej?
O komórce to nie było co marzyć, a właściwie to chyba niewielu z nas wtedy wiedziało, że można nosić ze sobą – w swojej kieszeni – „całą budkę telefoniczną”. No cóż, w całej swojej okazałości lata 90-te, w których dorastałem były świetne, ale wróćmy do teraźniejszości. Dziś już nie tylko możemy mieć nowoczesne, dotykowe smartfony z super tanimi ofertami bez limitu, ale możemy sami niejako kreować to co ludzie będą na swoich urządzeniach „wyczyniać” poprzez tworzenie aplikacji, które użytkownik może uruchomić na swoim telefonie, tablecie czy… telewizorze, a my poza dumą możemy w ten sposób nawet i zarobić.
I tak oto przyszedł czas na zrecenzowanie książki „Android. Programowanie aplikacji. Rusz głową!” wydawnictwa Helion. Tak więc po nostalgicznym wstępie zapraszam do konkretów.
Dostępne formaty
Możemy kupić książkę w wersji papierowej, drukowanej, ale jest również dostępny e-book w formacie pdf. Co lepsze? No cóż, każdy powinien obu sposobów, ja generalnie wychodzę z założenia, że:
- jeśli jest to książką, którą potrzebuję jedynie przeczytać, zrozumieć to mając wybór wybieram ebooka w formacie dostosowanym do urządzeń mobilnych, wtedy mogę kontynuować naukę gdziekolwiek chcę np. w kolejce do dentysty, autobusie itd. korzystając z telefonu, który zawsze mam ze sobą,
- jeśli książka jest pozycją stricte o programowaniu i zamierzam przerabiać samodzielnie wszystkie jej przykłady, a nie tylko czytać listing kodu to wolę papier, chociaż mając do dyspozycji 2 ekrany również dobrze można popracować z pdfem.
Cena
Książka drukowana dostępna jest w kwocie 99 zł, ebook 79,2 zł i nawet jeśli dla kogoś może być to wysoka cena, to:
- potwierdzam, że naprawdę warto!
- skoro chcesz być programistą to czym jest wydane 100 zł przy łącznych kosztach jakie Cię czekają, przy poświęconym czasie na naukę itd.?
- to nie jest książeczka lecz 678 stron i nawet jeśli sporą część stanowią obrazki, diagramy, listingi czy… śmieszne wstawki to są to elementy, które stanowią siłę tej pozycji – o tym nieco niżej
- może i w sieci znajdziesz wiedzę darmową, ale tutaj masz to wszystko zebrane do kupy, świetnie przedstawione, autorzy wyjaśniają wiele Twoich wątpliwości itd. Nie musisz nic szukać, zastanawiać się, domyślać
Data wydania
Myślę, że Android jest dość dynamiczną technologią, która lubi się zmieniać dlatego dobrze by było aby uczyć się na materiałach po pierwsze rzecz jasna rzetelnych, dobrych, praktycznych, ale również – aktualnych. Omawiana pozycja została wydana w kwietniu 2016 w Polsce i czerwcu 2015 na świecie. Śmiało można więc powiedzieć, że jest to dawka wiedzy – na czasie. Co prawda możemy znaleźć pewnie rozbieżności jak np. niektóre sposoby zapisu w plikach xml układu, ale zaręczam, że uważny uczeń bezproblemowo sobie z nimi poradzi.
Seria Rusz głową!/Head first
W swoim życiu przerobiłem nieco książek związanych z programowaniem, co jakiś czas natrafiałem na opinie, wskazówki, które dość jasno sugerowały, że książki z serii „Rusz głową!” mają w sobie to coś. Nie wiem dlaczego nigdy (aż do teraz!) tego nie sprawdziłem, jakiż to fail z mojej strony…, bo przyznam szczerze, że zafascynowałem się tym co zobaczyłem. I nie chodzi tutaj tylko o merytorykę, ale o sposób prezentacji informacji, formę wizualną, humor, luzactwo, zabiegi ułatwiające czytelnikowi zapamiętywanie najważniejszych kwestii.
Do takich smaczków można by więc zaliczyć:
- niestandardowy początkowy opis każdego z rozdziałów
- śmieszne obrazki z dymkami
- tekstowe „wklejki”, komentarze
- wprowadzenie, w którym możemy poznać sposób działania mechanizmu nauki z punktu widzenia naszego mózgu wraz ze wskazówkami jak uczyć się skutecznie, efektywnie
- różnego rodzaju diagramy
- ćwiczenia
- sekcja „Nie istnieją głupie pytania” oraz „Celne spostrzeżenia”
W ostatnim czasie miałem okazję przeczytać również dwie inne pozycje z tytułem „Rusz głową!” i potwierdziły się moje odczucia po lekturze omawianej tutaj książki – to jest naprawdę… kawał dobrej serii książek. Bez wątpienia są one przygotowane mając na uwadze najlepsze praktyki pozwalające na sprawną, efektywną naukę. Do tego swojego rodzaju luzik i poczucie humoru – ja to kupuję! (przykładowo w książce o HTML5 znajdziemy… dialog między AJAXEM, a JSONP, którzy się… kłócą, przegadują, kto lepszy :-))
Jak działa Android?
W książce znajdziemy dość dokładny opis działania systemu Android, jakie są jego składowe, jak uruchamiane są aplikacje na nim pracujące, czym różni się „normalna Java” od tej „Androidowej” itd. Uważam to za ważny element, bo nawet jeśli wydaje się być oczywiste, że programista powinien wiedzieć jak działa platforma/technologia, której używa to po pierwsze nie zawsze tak jest, a po drugie spotykałem się z książkami gdzie od razu przechodzono do „Hello World!” bez szczególnego tłumaczenia „jak to się dzieje”.
„Nie istnieją głupie pytania” oraz „Celne spostrzeżenia”
Po każdym nazwijmy to podrozdziale mamy sekcję „Nie istnieją głupie pytania”, która zawiera kilka pytań i odpowiedzi w temacie, który jest aktualnie omawiany. Jest to bardzo fajne, bo po pierwsze jest to powtórzenie, podsumowanie tego co właśnie zrobiliśmy, co zostało nam przekazane. A po drugie jest to jedno z miejsc, które dokładnie pokazuje moc tej książki, potwierdza, że autorzy doskonale wiedzieli co czynią. Chodzi mianowicie o to, że pojawiające się pytania są nie tylko podsumowaniem przedstawionej wiedzy, ale są bardzo często dokładnie tymi pytaniami jakie mogą zrodzić się w głowie czytelnika podczas przerabiania materiałów. Jest to super, bo nawet jeśli w trakcie czytania wpadną nam do głowy pewne wątpliwości czy nawet poczujemy w danym temacie jakiś niedosyt, to może się okazać, że 2 kartki dalej zostanie on zniwelowany.
„Celne spostrzeżenia” to podobna sekcja, która jednak pojawia się rzadziej, bo po całym rozdziale. Oba te elementy doskonale się uzupełniają.
Czy muszę znać Javę aby przerobić książkę?
Autorzy twierdzą: „Powinieneś dobrze znać Javę SE…”, ale tutaj pozwolę sobie z nimi się nie zgodzić, być może było to nieco asekuracyjne stwierdzenie z ich strony. Osobiście nie miałem z Javą styczności naprawdę długo, kiedyś na studiach, potem jakieś małe fuchy, potem już niemal w ogóle, ale nie stanowiło to dla mnie specjalnego problemu.
Uważam więc, że jeżeli czytelnik ma obycie w programowaniu w innym języku, łapie zasady/mechanizm programowania obiektowego to poradzi sobie spokojnie ze interpretacją, zrozumieniem przedstawianego kodu język Java. Nie twierdzę, że to wystarczające żeby stać się dobrym programistą Android, ale nie widzę przeszkód aby uczyć się skutecznie z niniejszej książki, a niezależnie rozszerzać wiedzę w zakresie programowania w Javie.
Przygotowanie środowiska do pracy
Instalacja odpowiednich narzędzi i ich konfiguracja nie są czynnościami „magicznymi”, ale mimo wszystko dobrze, jeśli dany kurs/książka jest w stanie poprowadzić ucznia za rękę od samego początku do końca.
W tej książce mamy więc dokładny opis wraz z zrzutami ekranu:
- instalacji środowiska
- jego konfiguracji
- wyboru odpowiedniego API – mamy w końcu bardzo wiele różnych urządzeń z różnymi wersjami Androida i aplikacja działająca np. na moim telefonie nie musi działać na telefonie kolegi
- instalacji emulatora oraz w końcowej części książki – optymalizacji jego działania
Merytoryka
Jak wspominałem przerobienie tej książki był dla mnie swojego rodzaju powrotem do Javy oraz pierwszym krokiem do szerszego wejścia w świat programowania mobilnego. Nie mogę więc na ten moment do końca obiektywnie powiedzieć na ile niniejsza książka wyczerpuje zagadnienia programowania aplikacji dla systemu Android, ale jednocześnie jako programista czy nawet zwykły użytkownik wielu aplikacji mogę powiedzieć, że dostarczona mi wiedza pozwala na stworzenie niejednego rodzaju aplikacji oraz stanowi bardzo dobre podstawy pod dalsza naukę w tej materii.
Mamy więc poruszone m.in. takie elementy jak:
- szczegółowe informacje o platformie Android
- podstawowe zasady programowania na platformę
- instalacja środowiska, uruchamianie aplikacji na emulatorze oraz optymalizacja szybkości jego działania
- dobre praktyki
- praca z widokami
- obsługa zdarzeń
- motywy
- obsługa baz danych
- material design
Przykłady jakie znajdziemy w książce są dość praktyczne, nikt ich nie „wziął z kosmosu” z powodzeniem czytelnik zrozumie ich zasadność oraz znajdzie odpowiedniki w „życiowym zastosowaniu”.
Na końcu, w dodatkach znajduje się pozycja „Dziesięć najważniejszych zagadnień (których nie opisaliśmy)”, która w bardzo wąski sposób opisuje ów 10 elementów, ale nie należy traktować tego jako naukę, ale wskazówkę czym w dalszej kolejności warto się zainteresować.
krzysztofjelonek.net Bartek Medoń; 2016-09-18
Hard Beat. Taniec nad otchłanią
Zapewne zdążyliście zauważyć, że dość często zdarza mi się sięgać po literaturę erotyczną. Nie ukrywam, że zwyczajnie lubię ten gatunek literacki, pod warunkiem, że wywołuje niesamowite emocje, opowiada jakąś ciekawą historię, zawiera przesłanie, a sceny intymne opisane są w sposób subtelny i przyjemny. Odrzucają mnie bowiem książki przepełnione seksem, wulgarnością, nie wnoszące nic wartościowego do życia, nie ukazujące żadnej sensownej opowieści i nie wzbudzające żadnych pozytywnych uczuć.
Czy zatem powieść K. Bromberg spełniła moje oczekiwania? Jakie odniosłam wrażenia po przeczytaniu "Hard Beat. Taniec nad otchłanią"? Zapraszam na recenzję :)
"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki, ale zdecydowanie nie ostatnim, tym bardziej, że jestem już w trakcie lektury "Sweet Ache. Krew gęstsza od wody" i zapewne sięgnę po kolejne tomy cyklu Driven. "Hard Beat. Taniec nad otchłanią" jest siódmym tomem serii, zatem moją przygodę z tym cyklem zaczęłam od ostatniej jego książki. Jednak to nie ma większego znaczenia, dlatego, że każda z powieści opowiada zupełnie inną, odrębną historię. Zatem czytanie książek z serii Driven można rozpocząć od dowolnego tomu.
K. Bromberg jest żoną, matką trojga dzieci i panią domu. Mieszka wraz z rodziną w Kalifornii. Driven jest jej debiutanckim cyklem, a wszystkie książki z serii są bardzo dobrze przyjmowane i pozytywnie oceniane zarówno przez czytelniczki z całego świata, jak i prestiżowe magazyny tj.: "New York Times" czy "USA Today".
O czym opowiada "Hard Beat. Taniec nad otchłanią"?
Tanner Thomas jest korespondentem wojennym. Pewnego dnia, podczas jednej z wypraw jego życie ulega zmianie, kiedy ginie jego przyjaciółka, a zarazem fotografka, z którą współpracował przez dziesięć lat - Stella. Mężczyzna nie potrafi pogodzić się z jej stratą, obwinia siebie o zaistniałą sytuację. Uważa, że gdyby bardziej ją chronił, nie doszłoby do tego tragicznego wydarzenia, a Stella by żyła. Tanner postanawia wrócić na Bliski Wschód i całkowicie poświęcić się pracy, mając nadzieję, że dzięki temu zapomni o utracie ważnej i bliskiej mu osoby. Świętując w hotelowym barze z pozostałymi dziennikarzami swój powrót do pracy, dostrzega piękną kobietę, od której nie jest w stanie odwrócić wzroku. Spędzają ze sobą noc. Następnego dnia okazuje się, że kobieta, która zawładnęła nim ubiegłej nocy to Beaux Croslyn - jego nowa partnerka, fotografka. Mężczyzna jest zaskoczony, zdezorientowany i zdenerwowany. Początkowo nie darzą się sympatią, pojawiają się między nimi spięcia, walczą ze sobą, odpychają się nawzajem, a jednocześnie się przyciągają. Nawiązują romans, który z czasem przeradza się w głębsze uczucie... Niestety powraca do nich przeszłość, która zagraża ich relacji, a nawet ich życiu...
Tanner Thomas to ceniony i wzbudzający szacunek reporter, który zawsze jako pierwszy pozyskuje informacje o ważnym zdarzeniu, dzięki temu jako pierwszy jest na miejscu akcji i może stworzyć dobry reportaż. Niejednokrotnie naraża własne życie dla pozyskania istotnych informacji. Często jest uczestnikiem niebezpiecznych wypraw. W trakcie jednej z nich ginie jego partnerka Stella, z którą swego czasu łączyło go uczucie. Niestety nie układało im się w związku, dlatego postanowili zostać przyjaciółmi, co im znacznie lepiej wychodziło. Partnerami zawodowymi byli przez kilkanaście lat, znali swoje słabości, porażki i sukcesy. Śmierć Stelli była dla Tannera bolesnym przeżyciem, śnił o niej każdej nocy, wspominał wspólne chwile. Załamał się, zadręczał, obwiniał o jej niedopilnowanie. Chciał wymazać z pamięci to dramatyczne zdarzenie, dlatego podjął decyzję o powrocie do pracy. Nie spodziewał się tylko, że przydzielonym mu fotografem będzie seksowna, pewna siebie kobieta, dla której straci głowę i która pomoże mu uporać się z przeszłością.
Natomiast Beaux Croslyn, która przedstawia się również jako BJ, a przez Tannera nazywana jest Świeżynką, jest niesamowicie zmysłową, silną, ale również zamkniętą w sobie i tajemniczą kobietą. Nie okazuje swoich prawdziwych emocji, skrywa pewne fakty z przeszłości, nie jest skora do rozmów i opowiadania o swojej rodzinie, a nawet pracy. Często w nocy znika z hotelu i wraca nad ranem. Tłumaczy wówczas swoją nieobecność tym, iż uwielbia fotografować miasto nocą i pobyć sama ze sobą w pięknym, aczkolwiek niebezpiecznym otoczeniu. Ukrywa swoją prawdziwą tożsamość, a Tanner pragnie poznać prawdę o kobiecie, w której się zadłużył.
Kim tak naprawdę jest Beaux Croslyn? Czy Tanner odkryje prawdę o swojej partnerce? Co połączy tych dwoje? Jak potoczą się ich dalsze losy?
"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" to książka, która mnie zachwyciła i niesamowicie ujęła. Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie to, iż historia zawarta w powieści została przedstawiona tylko z perspektywy Tannera Thomasa, którym jestem zwyczajnie oczarowana. Napisana jest lekkim piórem, prostym i łatwym w odbiorze stylem. Charakteryzuje się ciekawymi opisami, niekiedy budzącymi niepokój, a także wspaniałymi dialogami. Trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Gdy już byłam przekonana, co dalej się wydarzy, nagle okazywało się, że się myliłam i byłam w totalnym błędzie. Niczego nie można w tej powieści przewidzieć, nic nie jest takie oczywiste, jak się wydaje na początku. Niejednokrotnie byłam zaskakiwana. Sceny intymne zostały ukazane bardzo subtelnie, dzięki czemu czytało się je z przyjemnością. Zadziwiło mnie to, iż tych scen - jak na książkę z gatunku literatury erotycznej - było zaledwie kilka, można by chyba policzyć je na palcach jednej ręki. Zdecydowanie seks nie jest dominującym elementem w opisanej historii. Autorka bardziej skupiła się na emocjach głównych bohaterów, łączącym ich uczuciu, na radzeniu sobie ze stratą bliskiej osoby oraz na ukazaniu pracy korespondenta w niebezpiecznych i przerażających warunkach.
"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" to piękna, poruszająca i wzruszająca powieść, którą czytałam z przyjemnością i wnikliwością. Wzbudziła we mnie mnóstwo ciepłych i pozytywnych uczuć. Niejednokrotnie w trakcie lektury łzy cisnęły mi się do oczu, czasem się uśmiechałam, innym razem czułam niepokój i lęk, ale też kilkukrotnie na mojej twarzy można było dostrzec zdumienie. Całkowicie przeniknęłam w świat Tannera i Beaux. W powieści podjęte są ważne tematy dotyczące śmierci najbliższej osoby, pracy w ekstremalnych warunkach, ale przede wszystkim walki o miłość życia i szczęście. To opowieść o przyjaźni, pasji, tajemnicach z przeszłości, pożądaniu, miłości, namiętności, porażkach, niebezpieczeństwie, wojnie.
"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" to książka, którą zdecydowanie polecam i zachęcam do jej lektury. Ja jestem w niej zwyczajnie zakochana. Z wielką chęcią sięgnę po pozostałe tomy z serii Driven.
Tanner Thomas jest korespondentem wojennym. Pewnego dnia, podczas jednej z wypraw jego życie ulega zmianie, kiedy ginie jego przyjaciółka, a zarazem fotografka, z którą współpracował przez dziesięć lat - Stella. Mężczyzna nie potrafi pogodzić się z jej stratą, obwinia siebie o zaistniałą sytuację. Uważa, że gdyby bardziej ją chronił, nie doszłoby do tego tragicznego wydarzenia, a Stella by żyła. Tanner postanawia wrócić na Bliski Wschód i całkowicie poświęcić się pracy, mając nadzieję, że dzięki temu zapomni o utracie ważnej i bliskiej mu osoby. Świętując w hotelowym barze z pozostałymi dziennikarzami swój powrót do pracy, dostrzega piękną kobietę, od której nie jest w stanie odwrócić wzroku. Spędzają ze sobą noc. Następnego dnia okazuje się, że kobieta, która zawładnęła nim ubiegłej nocy to Beaux Croslyn - jego nowa partnerka, fotografka. Mężczyzna jest zaskoczony, zdezorientowany i zdenerwowany. Początkowo nie darzą się sympatią, pojawiają się między nimi spięcia, walczą ze sobą, odpychają się nawzajem, a jednocześnie się przyciągają. Nawiązują romans, który z czasem przeradza się w głębsze uczucie... Niestety powraca do nich przeszłość, która zagraża ich relacji, a nawet ich życiu...
Tanner Thomas to ceniony i wzbudzający szacunek reporter, który zawsze jako pierwszy pozyskuje informacje o ważnym zdarzeniu, dzięki temu jako pierwszy jest na miejscu akcji i może stworzyć dobry reportaż. Niejednokrotnie naraża własne życie dla pozyskania istotnych informacji. Często jest uczestnikiem niebezpiecznych wypraw. W trakcie jednej z nich ginie jego partnerka Stella, z którą swego czasu łączyło go uczucie. Niestety nie układało im się w związku, dlatego postanowili zostać przyjaciółmi, co im znacznie lepiej wychodziło. Partnerami zawodowymi byli przez kilkanaście lat, znali swoje słabości, porażki i sukcesy. Śmierć Stelli była dla Tannera bolesnym przeżyciem, śnił o niej każdej nocy, wspominał wspólne chwile. Załamał się, zadręczał, obwiniał o jej niedopilnowanie. Chciał wymazać z pamięci to dramatyczne zdarzenie, dlatego podjął decyzję o powrocie do pracy. Nie spodziewał się tylko, że przydzielonym mu fotografem będzie seksowna, pewna siebie kobieta, dla której straci głowę i która pomoże mu uporać się z przeszłością.
Natomiast Beaux Croslyn, która przedstawia się również jako BJ, a przez Tannera nazywana jest Świeżynką, jest niesamowicie zmysłową, silną, ale również zamkniętą w sobie i tajemniczą kobietą. Nie okazuje swoich prawdziwych emocji, skrywa pewne fakty z przeszłości, nie jest skora do rozmów i opowiadania o swojej rodzinie, a nawet pracy. Często w nocy znika z hotelu i wraca nad ranem. Tłumaczy wówczas swoją nieobecność tym, iż uwielbia fotografować miasto nocą i pobyć sama ze sobą w pięknym, aczkolwiek niebezpiecznym otoczeniu. Ukrywa swoją prawdziwą tożsamość, a Tanner pragnie poznać prawdę o kobiecie, w której się zadłużył.
Kim tak naprawdę jest Beaux Croslyn? Czy Tanner odkryje prawdę o swojej partnerce? Co połączy tych dwoje? Jak potoczą się ich dalsze losy?
"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" to książka, która mnie zachwyciła i niesamowicie ujęła. Ogromnym zaskoczeniem było dla mnie to, iż historia zawarta w powieści została przedstawiona tylko z perspektywy Tannera Thomasa, którym jestem zwyczajnie oczarowana. Napisana jest lekkim piórem, prostym i łatwym w odbiorze stylem. Charakteryzuje się ciekawymi opisami, niekiedy budzącymi niepokój, a także wspaniałymi dialogami. Trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Gdy już byłam przekonana, co dalej się wydarzy, nagle okazywało się, że się myliłam i byłam w totalnym błędzie. Niczego nie można w tej powieści przewidzieć, nic nie jest takie oczywiste, jak się wydaje na początku. Niejednokrotnie byłam zaskakiwana. Sceny intymne zostały ukazane bardzo subtelnie, dzięki czemu czytało się je z przyjemnością. Zadziwiło mnie to, iż tych scen - jak na książkę z gatunku literatury erotycznej - było zaledwie kilka, można by chyba policzyć je na palcach jednej ręki. Zdecydowanie seks nie jest dominującym elementem w opisanej historii. Autorka bardziej skupiła się na emocjach głównych bohaterów, łączącym ich uczuciu, na radzeniu sobie ze stratą bliskiej osoby oraz na ukazaniu pracy korespondenta w niebezpiecznych i przerażających warunkach.
"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" to piękna, poruszająca i wzruszająca powieść, którą czytałam z przyjemnością i wnikliwością. Wzbudziła we mnie mnóstwo ciepłych i pozytywnych uczuć. Niejednokrotnie w trakcie lektury łzy cisnęły mi się do oczu, czasem się uśmiechałam, innym razem czułam niepokój i lęk, ale też kilkukrotnie na mojej twarzy można było dostrzec zdumienie. Całkowicie przeniknęłam w świat Tannera i Beaux. W powieści podjęte są ważne tematy dotyczące śmierci najbliższej osoby, pracy w ekstremalnych warunkach, ale przede wszystkim walki o miłość życia i szczęście. To opowieść o przyjaźni, pasji, tajemnicach z przeszłości, pożądaniu, miłości, namiętności, porażkach, niebezpieczeństwie, wojnie.
"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" to książka, którą zdecydowanie polecam i zachęcam do jej lektury. Ja jestem w niej zwyczajnie zakochana. Z wielką chęcią sięgnę po pozostałe tomy z serii Driven.
Wielbicielka-ksiazek.blogspot.com Kasia; 2016-09-23
Niewolnica ISIS
Podbijanie państwa, konflikty wewnętrzne, terror, palenie wiosek, niewolnictwo - kiedy człowiek czyta książkę zawierającą takie elementy, zapewne przeżywa jakieś emocje - zwłaszcza jeśli pisarz ma talent. Umie jednak zdystansować się do treści, bo wie, że to wszystko stanowi jedynie pomysł autora i jest fikcją literacką. Gorzej kiedy owe tragiczne elementy występują w pozycji będącej reportażem - realnymi wspomnieniami faktycznej osoby, która przeszła przez piekło. Jak Dżinan.
źr.
Irak trawi wojna. Wojna, która dociera także do wioski młodziutkiej Dżinan. Zmuszona do ucieczki, koniec końców trafia w niewolę Państwa Islamskiego i okrutnych dżihadystów. Siłą rozdzielona od rodziny i ukochanego męża, od tej pory ma do czynienia z czymś, co stanowi koszmar na jawie. Bicie, zastraszanie, zniesławienie, gwałt, tortury. Przez bojowników ISIS przemawia głęboka nienawiść i jedynie nienawiść - bez śladów współczucia, litości. Bez śladów człowieczeństwa. Zmuszona do walki z każdym pojedynczym dniem i ogarniającymi ją wątpliwościami, Dżinan, może mieć jedynie nadzieję, że los się odmieni, a ona przetrwa piekło i ponownie spotka swojego ukochanego i rodzinę.
"Niewolnica ISIS" to surowe przedstawienie tego, z czym mają do czynienia ludzie, napotykający na swojej drodze dżihadystów. Wspomnienia Dżinan są dramatyczne, obdarte z kłamstwa - to sama prawda, a przemawiające przez treść cierpienie i strach, wręcz oplatają czytelnika, tak że czuje się on niemal zjednoczony w walce z oprawcami, wraz z Dżinan i pozostałymi kobietami w niewoli.
Jak dla mnie lektura nie była czymś łatwym - nie dlatego, że publikację źle się czyta, wręcz przeciwnie - mamy wrażenie, jakby Dżinan siedziała naprzeciwko nas i opowiadała nam o swoich przeżyciach - ale dlatego, że od początku zdawałam sobie sprawę, że to wszystko jest autentyczne. Realne. A psychicznie - dzięki reportażowi - doświadczyć tego strachu? Tego bólu? Cierpienia? To coś szokującego dla mojej empatycznej postawy wobec świata i ludzi.
Mam wrażenie, że do tej pory żyłam jak w bańce - zdając sobie sprawę, że terroryści ISIS są okrutni, ale znajdują się daleko ode mnie i to wszystko mnie nie dotyka. Opowieść Dżinan okazała się uświadamiającym doświadczeniem, z którym bardzo się cieszę - iż się zmierzyłam. Poza tym, pozycja ta otwarła mi oczy także na inne rzeczy - nie tylko na zbrodnie Państwa Islamskiego i problem niewolnictwa, ale także na mieszkańców Iraku i wiarę Jazydów.
Głęboko zatem zachęcam do poznania wspomnień Dżinan, bo pomimo okrucieństwa na kartach, pozycja faktycznie może uświadomić człowieka o pewnych sprawach, plus - przez wszystko przebija się niezwykła nadzieja, siła, determinacja i wytrwanie, a mam wrażenie, że to ważne, by te emocje rozprzetrzeniały się po świecie. Tak samo zresztą jak wiedza o tym, co dzieje się na terenie okupowanym przez bojowników ISIS.
źr.
Irak trawi wojna. Wojna, która dociera także do wioski młodziutkiej Dżinan. Zmuszona do ucieczki, koniec końców trafia w niewolę Państwa Islamskiego i okrutnych dżihadystów. Siłą rozdzielona od rodziny i ukochanego męża, od tej pory ma do czynienia z czymś, co stanowi koszmar na jawie. Bicie, zastraszanie, zniesławienie, gwałt, tortury. Przez bojowników ISIS przemawia głęboka nienawiść i jedynie nienawiść - bez śladów współczucia, litości. Bez śladów człowieczeństwa. Zmuszona do walki z każdym pojedynczym dniem i ogarniającymi ją wątpliwościami, Dżinan, może mieć jedynie nadzieję, że los się odmieni, a ona przetrwa piekło i ponownie spotka swojego ukochanego i rodzinę.
"Niewolnica ISIS" to surowe przedstawienie tego, z czym mają do czynienia ludzie, napotykający na swojej drodze dżihadystów. Wspomnienia Dżinan są dramatyczne, obdarte z kłamstwa - to sama prawda, a przemawiające przez treść cierpienie i strach, wręcz oplatają czytelnika, tak że czuje się on niemal zjednoczony w walce z oprawcami, wraz z Dżinan i pozostałymi kobietami w niewoli.
Jak dla mnie lektura nie była czymś łatwym - nie dlatego, że publikację źle się czyta, wręcz przeciwnie - mamy wrażenie, jakby Dżinan siedziała naprzeciwko nas i opowiadała nam o swoich przeżyciach - ale dlatego, że od początku zdawałam sobie sprawę, że to wszystko jest autentyczne. Realne. A psychicznie - dzięki reportażowi - doświadczyć tego strachu? Tego bólu? Cierpienia? To coś szokującego dla mojej empatycznej postawy wobec świata i ludzi.
Mam wrażenie, że do tej pory żyłam jak w bańce - zdając sobie sprawę, że terroryści ISIS są okrutni, ale znajdują się daleko ode mnie i to wszystko mnie nie dotyka. Opowieść Dżinan okazała się uświadamiającym doświadczeniem, z którym bardzo się cieszę - iż się zmierzyłam. Poza tym, pozycja ta otwarła mi oczy także na inne rzeczy - nie tylko na zbrodnie Państwa Islamskiego i problem niewolnictwa, ale także na mieszkańców Iraku i wiarę Jazydów.
Głęboko zatem zachęcam do poznania wspomnień Dżinan, bo pomimo okrucieństwa na kartach, pozycja faktycznie może uświadomić człowieka o pewnych sprawach, plus - przez wszystko przebija się niezwykła nadzieja, siła, determinacja i wytrwanie, a mam wrażenie, że to ważne, by te emocje rozprzetrzeniały się po świecie. Tak samo zresztą jak wiedza o tym, co dzieje się na terenie okupowanym przez bojowników ISIS.
sherry-stories.blogspot.com Sherry; 2016-09-25
Niewolnica ISIS
Czy tego chcemy czy nie, temat wojny i tak zwanego Państwa Islamskiego obecny jest w przestrzeni publicznej na co dzień. Nie sposób nie słyszeć choćby szczątkowych informacji o wydarzeniach z tamtego rejonu. Słyszymy, słyszymy, aż do spowszednienia, przecież kolejna krótka informacja o jeszcze jednym bombardowaniu czy przejęciu jakiegoś miasta przez ISIS nie wywoła w nas jakiejś większej reakcji, prawda? Zamiast statystyki, zobaczmy dramat jednego człowieka.
"Jeśli sama nie opowiem mojej historii, kto ją opowie za mnie?"
Młoda jazydka Dżinan nie zdołała uciec przed wojownikami Daeszu, jak nazywa swoich oprawców. Oddzielona od rodziny, trzymana w fatalnych warunkach, ostatecznie trafia na targ niewolników a stamtąd do swoich nowych "panów". Ta relacja to zapis jej przeżyć, świadectwo koszmaru, z którego można uwolnić się tylko mając ogrom szczęścia i jeszcze więcej odwagi.
"Jeśli sama nie opowiem mojej historii, kto ją opowie za mnie?"
Zamknij oczy i wyobraź to sobie: jesteś młodziutką dziewczyną i już wiesz, że nie uciekniesz, idą po ciebie. Jeszcze pare kroków i wytargają Cię z samochodu mężczyźni, którzy mają twój lud za gorszy od robactwa. Jesteś w stanie poczuć ten strach, paraliżujący umysł moment świadomości tego, co Cię czeka? Albo kiedy za chwilę zabiorą twojego synka na pranie mózgu, a Ciebie i twoją małą córkę rozdzielą i poślą na upodlenie? Może postaw się na miejscu męża, który wie co zrobią z jego żoną i córką ale nie może im pomóc? Nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić, ja też nie. Wyobraźnia tego nie odda.
Jak przeżyć? Jak się ocalić? To jeszcze zależy od tego, gdzie trafisz. Czy jak Suzan zostaniesz seksualną niewolnicą przechodząca z rąk do rąk czy jak Dżinan, która wraz z sześcioma dziewczynami w domu dwóch wojowników torturami została "przekonana" do przejścia na Islam. Jeśli tak jak Dżinan uda Ci się cudem nawiązać kontakt z "twoimi" i nie zabraknie Ci odwagi by zaryzykować i uciec, masz szansę.
Tylko co potem? Czy mąż, rodzina, przyjmie Cię po tym wszystkim? To właśnie nie daje mi w tej historii spokoju.
Dziewczyny, które najpierw pozbawiono wolności, bito, torturowano, wyzywano, gwałcono, chcą się zabić. Chodzi im jednak o "honor rodziny", "nie spojrzę w oczy rodzicom", ich ból i cierpienie nie są tu powodem. I niby społeczność ma przykaz, by uciekinierki przyjmować bez wyrzutów, to jednak jak wygląda to w malutkich wioseczkach... Z resztą, nie dość, że uciekasz do prawdopodobnie piętnującej rodziny i społeczności, to jeszcze mieszkasz w obozie dla uchodźców.
Dżinan miała szczęście w postaci kochającego i wspierającego ja męża. Fizycznie i psychicznie trzy miesiące niewoli postarzyły ją o kilkanaście lat a trauma nie da o sobie zapomnieć, ale miała szczęście. Ile kobiet go nie miało? Według danych ONZ w niewoli jest od trzech do pięciu tysięcy jazydzkich kobiet, a dwieście tysięcy jazydów zostało uchodźcami.
Thierry Oberle, który spisał relację kobiety, w ostatnim rozdziale sam zabiera głos by w szerszej perspektywie przedstawić sytuację dotykającą jazydów. Lektura nie należy do przyjemnych, nie napawa optymizmem, nie czyta się jej szybko - ona miażdży, zostawia czytelnika rozbitego, smutnego i przytłoczonego złem. Mimo to uciekanie przed takimi historiami nic nie da - one nie znikną tylko dlatego, że świat odwróci wzrok i zatka uszy.
co-przeczytalam.blogspot.com Dorota Ka; 2016-09-24