ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Calder. Narodziny odwagi

Nie będę ukrywać, że do Mii Sheridan mam ogromny sentyment. Byłam jedną z pierwszych blogerek, którą zachwycił "Archer's Voice" (u nas wydany pod tytułem "Bez słów") jeszcze w 2014 roku. Od tej książki autorka jest dla mnie mistrzynią NA. Mistrzynią kreowania wiarygodnych bohaterów, wiarygodnych sytuacji. Nikt nie potrafi lepiej opisać trudnych emocji w taki sposób, by nie wyszło z tego coś banalnego i zwyczajnie przerysowanego. Na koniec jeszcze coś, co cenię w niej najbardziej... Mia Sheridan nie lubi pośpiechu. Dla niej wszystko musi mieć odpowiedni czas i to właśnie dlatego "Calder. Narodziny odwagi" to zaledwie pierwsza część dwutomowej historii. 
 
"Nie bój się walczyć o marzenia!
Kiedy dziesięcioletni Calder po raz pierwszy zobaczył ośmioletnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Ale z pewnością wiedział, że jego uczucia nie zyskają aprobaty społeczności, w której przyszło mu żyć. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, która... miała zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder, ani Eden nie mogą tak po prostu zrezygnować z marzeń. Odważny chłopak i zdeterminowana dziewczyna postanawiają walczyć o własną godność, o prawo do decydowania o swoim życiu, wreszcie o swoją miłość.
Wyrusz z nimi w tę podróż, zobacz, jak próbują odnaleźć własne miejsce w świecie i nadać nowy sens życiu.Calder. Narodziny odwagi to opowieść o walce dobra ze złem, o strachu i męstwie oraz o ponadczasowej prawdzie, że światło miłości potrafi rozświetlić największe mroki..."*
 
Na wstępie muszę zaznaczyć, że "Calder" to zupełnie inna historia od wszystkich poprzednich, które czytałam w wykonaniu Mii Sheridan. Autorka sięgnęła tu po trudny i specyficzny temat. Osadziła swoich bohaterów w niemal hermetycznie zamkniętej społeczności, oduczając ich wszystkiego, co nam jest dobrze znane. W Arkadii nie ma elektroniki. Nikt nie siedzi z głową pochyloną nad telefonem, nie śledzi nowych wpisów na facebooku, czy zdjęć wrzuconych przez rówieśników na instagrama. Młodzi chłopcy nie zaglądają na fora motoryzacyjne w poszukiwaniu informacji o najlepszych częściach do ich nowego samochodu, a dziewczyny nie spędzają całych godzin na oglądaniu makijażowych filmików na youtube. O nie. W tym świecie nie ma wyjść na zakupy, na obiad czy do kina. 
 
Arkadią rządzi strach przed przepowiadaną apokalipsą i jeden charyzmatyczny mężczyzna, który zdołał ich wszystkich przekonać, że jego słowa są prawdą, że Bogowie do niego mówią, że go ostrzegają. Nie umiem sobie nawet wyobrazić życia w takim miejscu. Bez gorących pryszniców, internetu, KSIĄŻEK(!!!). Bez wolności słowa i myśli. Nie potrafię też zrozumieć ludzi, którzy dają wiarę takim wariatom jak Hector, przywódca sekty. Niestety bohaterowie „Caldera” nie są tylko fantastycznym wytworem wyobraźni autorki. Tacy ludzie istnieją naprawdę, bo problem sekt wciąż istnieje, wystarczy tylko trochę przeszukać internet, by odnaleźć szokujące artykuły na ten temat, co osobiście mnie przeraża. 
 
Jedno, to wstąpić do takiej grupy jako dorosły, w pełni odpowiedzialny za siebie człowiek, ale zupełnie co innego się w niej urodzić. A tak właśnie jest z Calderem. On nie ma pojęcia co to życie poza Arkadią. Ma tylko strzępki informacji, które i tak ciężko mu jakoś poskładać w jedną całość, bo nigdy nic prawdziwego nie doświadczył. Wychowany w mocnej wierze o nadchodzącym końcu nie powinien mieć marzeń, pragnień czy planów. A jednak dzieje się inaczej, bo serce tego młodego mężczyzny bije coraz mocniej i mocniej na widok Eden, zakazanego owocu, przyszłej żony nikogo innego, jak samego Hectora.
 
Uczucie rodzące się pomiędzy Calderem i Eden to kwintesencja tego, co romantyczne i zwyczajnie słodkie. Nie ma tu  zbyt skomplikowanych emocji, nie w tym sensie w jaki już nas do tego Mia Sheridan przyzwyczaiła. Problemy tej dwójki są zupełnie inne, a ich miłość, choć nie pozbawiona erotycznych uniesień, wydaje się niewinna, żeby nie powiedzieć czysta. I dla mnie było to coś, co nie do końca przypadło mi do gustu. Stety/niestety o wiele mocniej przywiązuje się do bohaterów, którzy mają swoje za uszami, a tego na próżno szukać w Calderze czy Eden. Oczywiście każdy ma jakieś tam wady, ale brak trudniejszej, skomplikowanej przeszłości daje o sobie znać. Co oczywiście może być ciekawe samo w sobie, bo autorka po raz kolejny wykazała się dokładnością w budowaniu swoich bohaterów i patrząc na to w taki sposób mogę ją tylko i wyłącznie pochwalić za realizm, który tak bardzo sobie upodobała. 
 
Podsumowując; „Calder. Narodziny odwagi” to cudowny początek historii, która jak jestem pewna, jeszcze nie raz mnie zaskoczy, szczególnie po takim, a nie innym zakończeniu pierwszego tomu. Nieodmiennie jestem pełna podziwu dla autorki za to w jaki sposób buduje swoje historie. Zawsze marudzę, że w książkach tego typu wszystko dzieje się za szybko i właśnie ona jest przeciwwagą dla podobnych wniosków. Nie mogę się już doczekać kontynuacji!
vegaczyta.blogspot.com Gabriela P; 2016-05-16

Calder. Narodziny odwagi

Oryginalny tytuł utworu kryjącego się pod polskim tytułem „Calder. Narodziny odwagi” to „Becoming Calder: A Sign of Love Novel #1”. Mia Sheridan jest autorką bestselerów „New York Timesa”, w Polsce pewnie też znajdzie swoich zwolenników. Polskie wydanie jak mi się zdaje będzie do zakupu w czerwcu.

Gdybym miała wybierać, która książka bardziej przypadła mi do gustu czy „Stinger” czy „Calder” to chyba jednak „Calder”. Obie można zaliczyć do literatury kobiecej i obie nie całkiem są z mojej bajki.

Świat przedstawiony w „Calder” jest specyficzny, nie od razu czytelnik jest w stanie stwierdzić czy akcja dzieje się w teraźniejszości czy może w przeszłości. No chyba, że przeczyta on jakiś opis książki albo choćby małe jej streszczenie. Będę tu tego unikać bo warto samemu pewne rzeczy odkrywać.
 
Co mogę o tej pozycji powiedzieć? Dość szybko się ją czyta, po odkryciu podstawowych rzeczy czyta się jeszcze szybciej ;) Jej dalszy ciąg ma być przedstawiony w „Eden. Nowy początek”.
 
Nie jest to może pozycja, do której będę często wracać w wolnych chwilach, ale kilka rzeczy mi przypadło do gustu chociażby „Legenda Wodnika” czy cytaty (z „Iliady” Homera czy z filmu „Troja”).
 
Reasumując jest to nawet chwilami ciekawa pozycja z pomysłem, bardziej mi przypadła do gustu niż „Stinger” choć nadal nie jest to publikacja, która dawałaby mi to czego oczekuję od książki, ale już jest bliżej. Moje niepełne zadowolenie nie jest jednak oznaką, że jest to zła książka, po prostu nie całkiem w moim guście.
swiatairi.blogspot.com Marta Tomczak

Fotografia kulinarna dla blogerów

Moja przyjaźń z aparatem fotograficznym zaczęła się kilka lat temu. Od tego czasu jakiś Nikon zawsze towarzyszył nam w podróżach i tułaczce po świecie. I nie miało znaczenia, że mój "podręczny" bagaż znacznie przekraczał limity wagowe wszelkich linii lotniczych, choć zawierał jedynie sprzęt fotograficzny. Aparat stał się moim przyjacielem i nieodłącznym towarzyszem doli i niedoli.
Podczas pobytu w Arabii Saudyjskiej zaczęliśmy prowadzić blogi - jeden dotyczący codziennego życia Polaków w krajach  Zatoki Perskiej ("W pustyni bez puszczy czyli Arabia Saudyjska i Oman oczami Polaka"), drugi - zatytułowany "Kulinaria - potrawy z różnych stron świata", aby mieć zawsze "pod ręką" nasze ulubione przepisy.
I wtedy pojawił się problem - oboje dobrze radzimy sobie w fotografii reporterskiej, ale zdjęcia jedzenia to już nieco inny rodzaj fotografii.
Moje początki fotografii kulinarnej były.....
Nie, nie były trudne. Były najzwyczajniej w świecie nieudane. Kiedy dziś patrzę na swoje pierwsze zdjęcia potraw, często zastanawiam się, jak mogłam takie "coś" opublikować. Z czasem było coraz lepiej, ale zawsze czegoś tym zdjęciom brakowało.
Nadal się jednak uczę i w tym wypadku wydana nakładem Wydawnictwa Helion "Fotografia kulinarna dla blogerów" autorstwa Matta Armendariza stanowi dla mnie nieocenioną pomoc.
Napisany prostym,  zrozumiałym nawet dla laika językiem, poradnik jak fotografować jedzenie, pozwolił mi uniknąć wielu błędów (taką mam przynajmniej nadzieję) i poprawił mój warsztat fotografa. Nauczyłam się też, jak domowym sposobem, niezależnie od kraju zamieszkania i przy niewielkim nakładzie finansowym stworzyć interesujące rekwizyty do zdjęć czy modyfikatory światła, choćby wykorzystując do tego m.in. latarkę i piłeczkę pingpongową. Dowiedziałam się także  jak za pomocą folii rozproszyć światło lub doświetlić zdjęcie i wreszcie (co było dla mnie bardzo ważne) - w jaki sposób kadrować zdjęcia potraw.
Przykład ? 
Proszę bardzo - ponieważ nie mam drewnianego stołu z desek, więc w jednym ze sklepów ogólnobudowlanych kupiłam za 5 złotych.....  podest tarasowy, który na moich zdjęciach pełni rolę stołu.

Odnośnie sprzętu fotograficznego - w pełni zgadzam się też z tezą  Matta Armendariza
"korzystaj z tego co masz" Te słowa to poniekąd parafraza znanego chyba każdemu fotografowi zdania Chase Jarvisa  "The best camera is the one that’s with you", które stanowi zarazem  motto. naszej strony internetowej (tutaj link)
Z ciekawości zrobiłam zdjęcie tej samej potrawy korzystając z trzech różnych aparatów (dwie lustrzanki i kompakt) oraz telefonu komórkowego. Po drobnych poprawkach zdjęcia z aparatów fotograficznych nie różniły się od siebie zbyt mocno. Najgorzej wypadło zdjęcie z telefonu, ale choć nie nadaje się raczej do druku to na potrzeby bloga mogłabym je wykorzystać.
Bardzo dużą zaletę poradnika "Fotografia kulinarna dla blogerów" stanowią opatrzone komentarzami Matta Armendariza zdjęcia i grafiki, na podstawie których autor w przystępny sposób wyjaśnia m.in. jak wielką rolę w fotografii kulinarnej odgrywają aranżacja, kadr i światło oraz jak powinien być ustawiony aparat względem jego głównego źródła. Jednym słowem, co zrobić, aby światło stało się Twoim przyjacielem.
Tym co jest moim zdaniem niezmiernie ważne dla nas blogerów kulinarnych, to fakt, że wszystkie fotografowane potrawy można ze smakiem skonsumować :)
Mimo, iż pierwsze przygody z fotografią mam już dawno za sobą, a na naszym koncie pojawiły się też drobne sukcesy (nasze zdjęcie znalazło się m.in. na okładce wydanej niedawno książki) to "Fotografia kulinarna dla blogerów" okazała się dla mnie nieocenioną pomocą w przygotowywaniu zdjęć na potrzeby bloga i naszej strony internetowej. 
Zresztą zobaczcie sami :)
obiadoweinspiracje.blogspot.com Saudyjski Wielbłąd; 2016-05-12

Oblubienice wojny

Oblubienice wojny Helen Bryan to opowieść o przyjaźni i miłości w największym czasie próby, jakim są działania wojenne.
 
Bohaterki tej historii pochodzą z różnych warstw społecznych. Jest wśród nich Amerykanka i austriacka Żydówka. Trafiają do małej wsi w Anglii, gdzie przeżywają wojnę wraz z dwiema innymi, angielskimi dziewczynami. 
 
Pomiędzy tymi czterema kobietami zawiązuje się coś na kształt przywiązania i przyjaźni. To, co je łączy, jest równie nietypowe, jak to, w czym zmuszone są uczestniczyć. Tuż obok nich szaleje wojna. Angielskie społeczeństwo nękane niemieckimi nalotami usiłuje radzić sobie, jak najlepiej potrafi. Żywność jest racjonowana, następują masowe ewakuacje ludności z miast na tereny wiejskie.
 
W tej trudnej wojenne rzeczywistości Alice, Elsie, Tanni, Evangeline i Frances pomagają sobie oraz innym mieszkańcom wioski. Szyją ubrania, walczą na wojnie na swój kobiecy sposób. Nie szczędząc „sprawie” zaangażowania, determinacji i sił.
 
Poznajemy je pięćdziesiąt lat po tych bolesnych dla nich doświadczeniach, kiedy wezwane tajemniczym listem przez jedną z nich, powracają do miejsca swoich najtrudniejszych wspomnień, by rozwikłać zagadkę z przeszłości…
 
Helen Bryan udało się stworzyć piękną opowieść o sile kobiecej przyjaźni w trudnych, wojennych czasach. Ważne w tej historii jest również to, iż autorka snując swoją historię wsparła się na faktach. Jej postaci są fikcyjne, ich życiorysy i doświadczenia powstały na potrzeby książki, ale są na tyle wiarygodne, że śmiało możemy powiedzieć, że to naprawdę się stało.
 
Oblubienice wojny to literacki zapis mało znanych faktów historycznych, przynajmniej w Polsce, o przeżyciach angielskiego społeczeństwa w okresie II Wojny Światowej. Choć, nie sposób porównywać polskich realiów okupacyjnych, do tego, jak żyło się w Anglii w tamtym okresie czasu, to jednak jedno możemy stwierdzić na pewno - gdziekolwiek zastanie nas wojna, tam natychmiast pojawia się cierpienie, śmierć, ludzka krzywda oraz mieszanka najlepszych i najgorszych ludzkich zachowań.
 
Powieść Helen Bryan to lektura obowiązkowa, dla każdego, kto ceni sobie wartościowe historie, nad którymi może zatrzymać się, wzruszyć, rozweselić i zapłakać.
http://domowaksiegarnia.blogspot.com/

Stinger. Żądło namiętności

Deszczowa aura nie ułatwia spacerów, ale dzięki temu, mogę napisać kilka słów o książce, którą przeczytałam w dwa wieczory.

Mia Sheridan, jest autorką bestsellerów  „New York Timesa”, „Wall Street Journal” i „ USA Today”. Uwielbia snuć opowieści o prawdziwej miłości i ludziach, którzy są sobie przeznaczeni. Mieszka z mężem w Cincinnati w stanie Ohio.

Powiecie, że książka, to jakiś zwykły, tani romans, ale jesteście w błędzie. Powieść jest fikcją literacką, ale konferencje branżowe wcale nie muszą być nudne ;-) Dwoje ludzi o różnych charakterach, spotka się w zaskakujących okolicznościach.

Grace Hamilton, uczestniczy w Międzynarodowym Zjeździe Studentów Prawa. W życiu ambitnej i pracowitej studentki, nie ma zbyt wiele czasu na relaks. Ma pewien logiczny, życiowy plan. Stara się być perfekcyjna i zrównoważona. Ale czy warto?

W tym samym czasie, odbywają się Targi Branży Erotycznej. Carson Stinger, to aktor heteroseksualny. Mężczyzna ma głęboki głos, podniecające spojrzenie i uśmiech, który czaruje wszystkie kobiety. Los czasem płata figle, ale przekonacie się, że pozory mylą.

Ich drogi, skrzyżowały się tylko na chwilę, a jednak nie potrafią o sobie zapomnieć. Co wydarzy się kiedy spotkają się ponownie? Czy zmiany wyjdą na dobre?

Akcja toczy się w kilku miejscach, ale waszą uwagę przykuje Las Vegas, które daje wiele możliwości. Czuć w nim powiew luksusu i dekadencji. Nie chodzi tylko i wyłącznie o dobry seks. Poznacie naszych bohaterów, ich charaktery, marzenia i ulubione rzeczy. Ta znajomość, to nie tylko, przyjemne doświadczenie. I czy zgodzicie się z tym, że dla faceta, urok seksu tkwi częściowo w zdobywaniu?

Czytelniczki będą zachwycone, jestem tego pewna. Powieść bardzo lekko się czyta. Odkryjecie prawdziwe uczucie, przemianę, ale i pewne przesłanie.

Z uśmiechem na ustach, czytałam tak niesamowitą książkę. Żałuję, że już się skończyła … Zachęcam do lektury.
http://redaktor21.bloog.pl/ Katarzyna Żarska; 2016-05-08
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL