ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

23 sposoby na lenia, czyli jak pokonać prokrastynację dobrym nawykiem

"23 sposoby na lenia, czyli jak pokonać prokrastynację dobrym nawykiem" SJ. Scotta to poradnik dla tych, którzy permanentnie odkładają ważne sprawy na później. Mimo że czas ucieka, a terminy naglą, wciąż wynajdują oni ?bardzo istotne" powody, dla których nie mogą wykonać zaplanowanego zadania. W ten sposób mijają dni i tygodnie, obowiązki nawarstwiają się, a oni wciąż zwlekają, odkładają pracę, spóźniają się i nie dotrzymują słowa. Choć tak wcale nie musi być! Po lekturze tej książki nauczymy się skutecznego wyrabiania w sobie właściwych nawyków i pokonywania wewnętrznego lenia. Nabierzemy dobrych przyzwyczajeń i dowiemy się, jak skutecznie stosować wzorce codziennych proaktywnych zachowań. Autor proponuje konkretne, praktyczne działania, dzięki którym na pewno uda się zmienić złe nawyki na dobre w każdym obszarze życia. Szybko odczujemy, że nasze życie stało się lepsze.
Dziennik Łódzki

Siła stresu. Jak stresować się mądrze i z pożytkiem dla siebie

"Siła stresu. Jak stresować się mądrze i z pożytkiem dla siebie" pytanie odpowiada Kelly McGonigal. Na razie wiemy, że stres szkodzi, powoduje choroby, wysysa siły, jest bezproduktywny i należałoby go unikać za wszelką cenę. Tymczasem autorka pokazuje, że stres nie jest taki zły, jak go się maluje. Wręcz odwrotnie - pomaga się uczyć, pokonywać trudności, osiągać cele i poprawiać relacje z innymi. Jeżeli dla kogoś to brzmi niewiarygodne -powinien... czytać dalej. Okazuje się, ze stres to objaw mobilizacji, woli S-1SI' i mocy. Wystarczy zrobić sobie jego sprzymierzeńca, a wspierał nas będzie w drodze do osobistego szczęścia, także wokół nas czyniąc świat lepszym i piękniejszym. Autorka oparła się na badaniach naukowych nad naturą stresu, które pozwoliły jej sformułować nowe koncepcje mechanizmów jego działania. Do wykorzystania - jedynie za niewygórowaną cenę książki.
Dziennik Łódzki

Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej

Mamy w domu już jedną książkę o tym niesamowitym podróżniku. Leon Barszczewski przez dziewiętnaście lat przemierzał Azję, zapisując w kadrze obiektywu to, co widział. Dzięki niemu możemy dziś zobaczyć, jak pod koniec XIX wieku wyglądały azjatyckie miasta i prowincje. Barszczewski spenetrował dorzecze Amu-darii, przemierzył Tien-szan, Góry Hisarskie i lodowce Pamiru. Badał zwyczaje i wierzenia rdzennej ludności, nawiązał wiele serdecznych przyjaźni i obalił panujące ówcześnie przekonanie, że tereny te zamieszkują „dzicy”.
wokolfaktu.pl Katarzyna Stańczyk; 2016-10-09

Hard Beat. Taniec nad otchłanią

Niebezpieczeństwo, życie na krawędzi i świadomość tego, że każde jedno wyjście poza hotel może okazać się tym ostatnim. Praca korespondenta wojennego to nieustanne balansowanie na krawędzi, bo jeden nieostrożny ruch może zakończyć się śmiercią. Co byście powiedzieli na to, gdyby w takiej właśnie scenerii zrodziła się ognista namiętność?  K. Bromberg wpadła na pomysł, by przenieść swoich bohaterów w nieco bardziej dynamiczny, za to bez dwóch zdań wywołujący poczucie strachu świat. Zainteresowani? Zatem zapraszam na recenzję „Hard Beat. Taniec nad otchłanią”.

ZARYS FABUŁY:
Dla Tannera Thomasa niebezpieczeństwo nie ma już żadnego znaczenia. Próbując pozbierać się po strasznym wydarzeniu, kiedy to podczas jednego ze służbowych wyjazdów zginęła jego współpracowniczka, przyjaciółka i zarazem kobieta, którą kochał, wraca w środowisko toczącej się wojny słabszy, a jednak silniejszy zarazem. I chociaż wszyscy radzili mu, by pozostał w domu, przyciągany siłą hipnotyzującego zagrożenia pragnie zestawić swój ból z rzeczywistością rozgrywaną pośród świstu kul.
 
Właśnie wtedy na jego drodze staje Beaux, pewna siebie, kochająca ryzyko kobieta, która ma pełnić funkcję towarzyszącego mu fotografa. Znajomość rozpoczynająca się od szalejącej burzy szybko nabiera innego kształtu, a służbowa relacja zaczyna wykraczać poza granice kontaktów zawodowych. Czy namiętność może ich zniszczyć? Tanner już wkrótce będzie miał okazję przekonać się o tym, że Beaux ma do zaoferowana o wiele więcej, niż dobre zdjęcia, jednak jedną z jej kart ukrytych w rękawie jest przeszłość – ta, która z pewnością namiesza najwięcej.
 
W miejscu, gdzie wszystkie więzi wydają się silniejsze…. W obliczu zagrożenia, w którym wejście na minę to nie forma przenośni… W sidłach uczucia, które może uzdrowić, bądź rozszarpać na kawałki gorzej, niż ładunek wybuchowy. Czy można kochać tam, gdzie uczucia nie są mile widziane?
 
ANALIZA:
Głównym bohaterem jak i narratorem powieści jest Tanner, uparty, niezwykle zdolny, nieobawiający się wyzwań reporter, który powraca w strefę śmierci by poradzić sobie z utratą tak bliskiej mu osoby. Zamiast stronić od miejsca, w którym rozegrało się jego piekło, podejmuje ryzyko nie zważając na konsekwencje. Twardy i ulegający męskim instynktom, jest w rzeczywistości wrażliwym i opiekuńczym człowiekiem. Ktoś jednak musi wydobyć z niego pokłady uczuć, które zamrożone spoczywają na dnie jego serca.
 
Beaux Croslyn to twarda sztuka, kobieta z jajem. Pewna swoich zawodowych umiejętności, ambitna, lekceważąca bezpieczeństwo. Uparta i pyskata musi skorzystać ze swoich mocnych stron, bo Tanner, z którym przychodzi jej współpracować, to niełatwy towarzysz zwłaszcza teraz, kiedy wciąż czuje ból po utracie przyjaciółki.

Od fizycznego pociągu, kipiącej aury namiętności i ognistego pożądania, od pragnień i pierwotnych instynktów, do emocji z wyższej półki, tych, z którymi nie tak łatwo sobie poradzić. Kto powiedział, że miłość zawsze zaczyna się niewinnie? Nigdy nie jest prosta, za to zawsze wymagająca. Przyjdzie cierpieć im obojgu, pytanie tylko – czy będzie się opłacało?
 
K. Bromberg odeszła od koncepcji środowiska zamożnych elit, porzucając je na rzecz niebezpiecznej strefy walk. I dobrze. Bo już trochę przejadły nam się te wszystkie biurowce i bogato wyposażone wille, nieprawdaż? Jest ogniście i tym razem ów ogień ma podwójne znaczenie- przybierając oblicze wojennego ostrzału jak też iskry zapalanej w sercu. Podobne jak tytułowy taniec – danse macabre i dirty dancing jednocześnie.
 
Sporo tutaj seksu, chociaż nie jest on tak zwanym „zapychaczem” stron, jak to bywa w wielu przypadkach, kiedy książce brak pobocznego wątku. Na początku nieco wolno i nudnawo, potem coraz szybciej, akcja rozkręca się i szykuje zasługujący na brawa finał. Nie muszę chyba wspominać, że K. Bromberg ma całkiem przyjemny styl. „Hard Beat” to naprawdę mocne uderzenie.
 
Są tajemnice, te z przeszłości, ale i teraźniejszości. Jest kłamstwo, prawda i słowa raniące bardziej aniżeli kule wystrzelone z pistoletu. Pojawia się niebezpieczeństwo, nie tylko te wokół, ale przenikające do środka. Dzieje się sporo, bo autorka nie zapomniała, że książka tego gatunku powinna oferować coś więcej, aniżeli wyłącznie sceny zbliżeń.
 
PODSUMOWANIE:
Powieść polecam wielbicielom prozy tej autorki. Podoba mi się odmienny klimat książki, bo chociaż można tutaj wychwycić podobieństwa z poprzednimi częściami serii Driven, generalnie całość wydaje się po prostu inna. Nie liczcie na podwójną głębię czy rozrywające duszę emocje, w końcu to literatura erotyczna, ale za to jaka. Jeżeli jesteście fanami tego gatunku, śmiało sięgajcie. A jeśli przebrniecie już przez początek, podpowiadam, potem będzie tylko lepiej.
http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ werka777; 2016-10-09

Macierzyństwo bez photoshopa

Każda kobieta będąc w ciąży, boi się, że po urodzeniu dziecka jej ciało straci dotychczasowy wygląd. Nawet jeśli przekonuje wszystkich dookoła, iż zupełnie nie zaprząta sobie tym głowy, to i tak gdzieś w środku nosi obawę przed pogorszeniem swojej formy. Nie da się ukryć, że dodatkowe kilogramy (i to często nie tylko w okolicach brzucha), opuchlizna i różnorodne rewolucje sprawiają, że ciało nie ma lekko, dlatego niekiedy po narodzinach malucha zostaje nam parę pamiątek - nie tylko szwy, blizny i utrata krwi, ale także wygląd poważnie odstający od tego sprzed ciąży. 
 
Macierzyństwo bez Photoshopa to krótkie przemyślenia matek, które przedstawiają swoje spojrzenie na macierzyństwo z poważnym uwzględnieniem tego, jak czują się we własnym ciele. To również opowieści mężczyzn, ukazujące ich podejście do kobiecości niejednokrotnie naznaczonej rozstępami, cellulitem, wiszącą skórą, nieco obwisłymi piersiami czy szerokimi biodrami. To lektura pokazująca, że zdjęcia wielkich gwiazd biegających na szpilkach miesiąc po porodzie, ubranych w obcisłe sukienki, z których nie wyziera ani jeden dodatkowy kilogram, nie wspominając o innych niedoskonałościach, to... ułuda. Z tych historii płynie jeden istotny wniosek - mamy prawo nie lubić pewnych części swojego ciała, które nie spełniają naszych oczekiwań czy wręcz wymagań. Wystarczy je tylko zaakceptować - tylko, a raczej AŻ tyle. 

Każda z nas znajdzie tutaj cząstkę siebie, a może nawet o wiele więcej, wszak ile kobiet, tyle historii. Znalazło się tutaj miejsce na nieakceptowanie swojego ciążowego brzucha (przy jednoczesnym darzeniu miłością lokatora zamieszkującego ową część ciała), usilną chęć odzyskania swojej formy sprzed ciąży, nienawiść do własnego wyglądu skłaniająca do ulepszenia siebie poprzez operację plastyczną, a także brak jakichkolwiek większych zmian pociążowych. 
 
Nagromadzenia życia i energii nie wytrzymała nie tylko skóra na piersiach, ale wkrótce i na brzuchu, udach, a nawet kolanach. Kręgosłup nie wiedział, w którą stronę się wyginać. Nerki nie pamiętały, co powinny filtrować (...). Na kilka długich tygodni w każdej ciąży zostałam pozbawiona radości pielęgnacji paznokci u stóp, ponieważ dolne kończyny w niewiadomy sposób emigrowały w inny wymiar, poza zasięg wzroku. (...) Tak, bywały chwile, kiedy nie tylko CZUŁAM SIĘ wielka. BYŁAM wielka. *
 
Nie kryję się z tym, że miałam trochę obaw przed popatrzeniem w lustro po urodzeniu syna, co przez pierwsze tygodnie w sumie odeszło na drugi plan. Nigdy nie byłam szczupła ani przesadnie gruba, jednak moje BMI plasowało się w górnych granicach normy, pomimo tego, że może nie było aż tak to widoczne. Jednak nie do końca czułam się dobrze w swoim ciele, niekiedy próbując jeść zdrowiej i ruszać się więcej - zgubienie nawet kilograma było okupione ciężką pracą. Jakie zdziwienie ogarnęło mną, kiedy po 18 dodatkowych kilogramach nabytych w ciąży, po okresie połogu nie zostało nic. Ba!, 2 miesiące po porodzie ważyłam mniej niż przed ciążą, a waga nadal spada - teraz po 7,5 miesiącach mam 8 kilogramów mniej. Bez żadnej diety (nie wierzę w dietę matki karmiącej - jem słodycze, smażone i niekiedy niezdrowe rzeczy) oraz sportu. Owszem, dużo spaceruję z wózkiem, więc to pewnie też robi swoje - znam mamy narzekające na swoje ciało, które zamiast wyjść z dzieckiem, siedzą przed telewizorem, zajadając smutki ciasteczkami i narzekając na swoją niedolę. Ja też jem ciastka i to w sporych ilościach, ale nie unikam wyjść z dzieckiem, bo dotlenienie naprawdę pomaga obojgu. Co więcej, mój brzuch był zamieszkiwany przez prawie 4,5 kilogramowe dziecko, zatem do najmniejszych nie należał. Każdego dnia przerażała mnie wizja brzucha pooranego rozstępami - nie mam żadnego, oprócz paru malutkich na bokach (brzuch nietknięty). Do tej pory ciężko mi w to uwierzyć, bo nawet wiek nastoletni nie był dla mnie tak łaskawy, gdyż zostawił po sobie masę rozstępów. W Macierzyństwie bez lukru też zdarzyły się takie szczęściary, więc nie jestem sama. Jednak pomimo tego, iż ciąża sprawiła, że teraz czuję się o niebo lepiej w swoim ciele niż wcześniej, doskonale rozumiem rozterki targające innymi mamami, gdyż bałam się tego samego. 
 
Autorzy tworzą książkę w szczytnym celu - rezygnują z całości swojego honorarium na rzecz chłopca chorego na rdzeniowy zanik mięśni, który jest podopiecznym Fundacji Dzieciom "Zdążyć z Pomocą". To przepiękny gest, na jaki nie zdecydowałoby się zbyt wiele osób, dlatego tym bardziej chylę czoła tym, którzy podjęli się tego. Macierzyństwo bez Photoshopa to czwarta edycja projektu, a przede mną konieczność przeczytania wcześniejszych części Macierzyństwa bez lukru. Zawiedziona jestem tylko tym, że owe lektury są tak krótkie, bo niektóre panie piszą tak cudownie i inspirująco, iż chętnie czytałabym powieści napisane ich ręką. 
 
Na razie jestem zachwycona tym, jak pierwsza ciąża obeszła się z moim ciałem. Historie ukazane w książce uświadamiają jednak, że moja radość może ulec pogorszeniu po drugiej czy kolejnej ciąży. Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego jak mantrę będę powtarzała słowa kobiet, które odważyły się pokazać swoje ciała w tej książce czy Internecie - bez używania programów upiększających, niwelujących niedoskonałości wyglądu. Cóż, ciała mogą ulec zmianie, a nasze mózgi nadal będą świetne, a dusze wspaniałe. Wyrzeźbiły nas nasze dzieci - ich uśmiechy, gniew i łzy. Nasze ciała dają życie, są ogrodami rodzącymi piękne kwiaty - czy to nie najważniejsze? 
nieperfekcyjnie.pl Sylwia; 2016-10-09
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL