Recenzje
Eden. Nowy początek
Zbiorowe szaleństwo, które dopadło Akadię doprowadziło do tragedii. Calder i Eden ocaleli, jednak są pogrążeni w żalu, bo myślą, że ich miłość umarła wraz z nadejściem powodzi. Po kilku latach los ponownie ich zderza ze sobą i wystawia na próbę, bo wielki świat potrafi przerazić i ukazać problemy, o których dotąd nie mieli pojęcia. Calder i Eden walczą, ale przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć.
„Eden. Nowy początek” to zarówno druga jak i ostatnia część tej historii. Pierwsza była lekko oderwana od rzeczywistości i pozostawiła po sobie dziesiątki pytań. Czytając pierwszą część niepewnie snułam domysły i teorie, bo świat, w którym dorastali Eden i Calder wyglądał odmiennie od tego, który znam. W grę wchodzą również poglądy i religia, jaką wyznawali mieszkańcy Akadii. Myślę, że możecie się domyślić jak łatwo nazwać te grupę ludzi, jednak do samego końca nie byłam pewna, czego się spodziewać. Czekałam na „Eden” i przyssałam się do lektury jak wygłodniała pijawka, żądna krwi.
Eden i Calder spotykają się i muszą uporać się z przeszłością, koszmarami i choć to może wydawać się najtrudniejszym zadaniem, to jeszcze dochodzi nowy, wielki świat, który również stawia przed nimi wyzwania. Oboje ulegli nieznacznej mianie, lecz ich serca nadal są piękne i czyste. Autorka na siłę nie skomplikowała wątku miłosnego. Był on prosty i jasny, chodziło w nim o uczucia i to wypadło naprawdę pięknie.
Pierwsza część była dobra, lecz ta zachwyciła mnie jeszcze bardziej. Dużo się w niej dzieję i choć rozmów i rozważań jest sporo, to uczestnicząc w tych zwierzeniach, miałam wrażenie, że przebiegłam maraton, długi i wyczerpujący. Książka zarówno dla starszej młodzieży jak i dojrzałych kobiet. Gorące sceny pojawiają się, lecz brak w nich szczegółów. Autorka dobrze ujęła ten aspekt i pokazała emocje towarzyszące bliskości między dwojgiem, kochających się ludźmi. Prostota i naturalność ich zbliżeń, rozpala do czerwoności.
„Calder” i „Eden” to oryginalna i warta uwagi dylogia. Obie części tworzą zamkniętą całość i w pełni satysfakcjonują czytelnika. Poznałam odpowiedzi na niemal wszystkie nurtujące mnie pytania. Napisana przyjemnym językiem, a niesztampowa fabuła dodatkowo pokazuje klasę Mii Sheridan.
Płakałam razem z bohaterami i śmiałam się z nimi, bo emocje buchają z tej książki. Świetnie wykreowane postacie, które pokochałam od pierwszej strony. Eden i Calder, to dwójka młodych ludzi, którzy uczą się świata na nowo, lecz jedno jest pewne i niezmienne. Ich szczera, niesplamiona ludzką obłudą miłość. Jestem urzeczona i nawet kilka, aż nazbyt dogodnych zbiegów okoliczności oraz zbyt mała dawka Xandera ,nie umniejszyły mojego zauroczenia.
„Eden. Nowy początek” to zarówno druga jak i ostatnia część tej historii. Pierwsza była lekko oderwana od rzeczywistości i pozostawiła po sobie dziesiątki pytań. Czytając pierwszą część niepewnie snułam domysły i teorie, bo świat, w którym dorastali Eden i Calder wyglądał odmiennie od tego, który znam. W grę wchodzą również poglądy i religia, jaką wyznawali mieszkańcy Akadii. Myślę, że możecie się domyślić jak łatwo nazwać te grupę ludzi, jednak do samego końca nie byłam pewna, czego się spodziewać. Czekałam na „Eden” i przyssałam się do lektury jak wygłodniała pijawka, żądna krwi.
Eden i Calder spotykają się i muszą uporać się z przeszłością, koszmarami i choć to może wydawać się najtrudniejszym zadaniem, to jeszcze dochodzi nowy, wielki świat, który również stawia przed nimi wyzwania. Oboje ulegli nieznacznej mianie, lecz ich serca nadal są piękne i czyste. Autorka na siłę nie skomplikowała wątku miłosnego. Był on prosty i jasny, chodziło w nim o uczucia i to wypadło naprawdę pięknie.
Pierwsza część była dobra, lecz ta zachwyciła mnie jeszcze bardziej. Dużo się w niej dzieję i choć rozmów i rozważań jest sporo, to uczestnicząc w tych zwierzeniach, miałam wrażenie, że przebiegłam maraton, długi i wyczerpujący. Książka zarówno dla starszej młodzieży jak i dojrzałych kobiet. Gorące sceny pojawiają się, lecz brak w nich szczegółów. Autorka dobrze ujęła ten aspekt i pokazała emocje towarzyszące bliskości między dwojgiem, kochających się ludźmi. Prostota i naturalność ich zbliżeń, rozpala do czerwoności.
„Calder” i „Eden” to oryginalna i warta uwagi dylogia. Obie części tworzą zamkniętą całość i w pełni satysfakcjonują czytelnika. Poznałam odpowiedzi na niemal wszystkie nurtujące mnie pytania. Napisana przyjemnym językiem, a niesztampowa fabuła dodatkowo pokazuje klasę Mii Sheridan.
Płakałam razem z bohaterami i śmiałam się z nimi, bo emocje buchają z tej książki. Świetnie wykreowane postacie, które pokochałam od pierwszej strony. Eden i Calder, to dwójka młodych ludzi, którzy uczą się świata na nowo, lecz jedno jest pewne i niezmienne. Ich szczera, niesplamiona ludzką obłudą miłość. Jestem urzeczona i nawet kilka, aż nazbyt dogodnych zbiegów okoliczności oraz zbyt mała dawka Xandera ,nie umniejszyły mojego zauroczenia.
http://www.ksiazkimoni.blogspot.com/
Eden. Nowy początek
„Eden. Nowy początek” to drugi tom z cyklu A Sing of Love. Ta książka to nic innego, jak przeznaczenie o wielkiej prawdziwej miłości. Jeśli jesteście po pierwszym tomie tego cyklu to wiecie, z czym zmierzyli się nasi główni bohaterowie. Oboje myślą, że to drugie nie żyje i padło ofiarą sekty, która przyniosła sam ból. Jednak tych dwoje przeżyło i na nowo próbują odbudować swoje potłuczone życia. Czy ich ścieżki znowu się ze sobą skrzyżują? Czy może oboje muszą nauczyć się żyć w pojedynkę i zapomnieć o swojej przeszłości?
Wszystko się zmieniło. Dosłownie. Po przeczytaniu pierwszego tomu „Calder. Narodziny odwagi” byłam wstrząśnięta tym, co autorka przygotowała na nas w zakończeniu. Moje uczucia, co prawda były mieszane, ale to nie umniejsza temu, że historia przedstawiona przez autorkę jest tragiczna, ale i bardzo romantyczna. Jedno jest pewne Hektor był szaleńcem, który stworzył nieludzką sektę, która zniszczyła i złamała wielu ludziom. W części „Eden. Nowy początek” w końcu dostajemy wszystkie odpowiedzi na pytania, które tak bardzo wierciły nam dziurę w brzuchu. Moje serce rosło, kiedy dowiedziałam się, kim jest Eden, rosło jeszcze bardziej, gdy tych dwoje było obok siebie. Wszystko przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Stwierdzam, że kontynuacja wypadła lepiej od pierwszego tomu, jaki czytałam jakiś czas temu. W tamtej części jakoś brakowało mi tej zażyłości i uczuć przelanych na kartkach – tutaj jest tego bardzo dużo. W końcu, tak mogę to w końcu powiedzieć i odetchnąć poznajemy bardziej wewnętrzne odzwierciedlenie Eden i Caldera. Właśnie, a jak oni poradzili sobie z tym, co ich spotkało? W końcu każde z nich myśli, że jedno z nich nie żyje i rozpoczęli swoje życie na nowo. Eden trafiła do domu bogatego jubilera, który zaoferował jej pomoc, w zamian dziewczyna uczy jego wnuczkę gry na fortepianie. Ponadto Felix pomógł jej w bardzo ważnej sprawie, która odmieniła jej życie – otóż odnalazł jej rodzinę. Z kolei Calder nie może pogodzić się z tym, że Eden umarła i opiekuje się nią znany nam wszystkim Xander. Tego gościa wprost kocham. Przyjaciel, aby pomóc Calderowi proponuje mu by zaczął znowu malować i chłopak przystaje na jego propozycję, a to całkowicie zmienia jego życie…
Kiedy ich drogi się znowu skrzyżowały to wszystko, co w nich było na dnie serca znowu odżyło. W końcu każde z nich za sobą tęskniło, każde uczucie wymieszało się z pytaniami: „jak to się stało?” i z szokiem. Kibicowałam bohaterom od samego początku i cieszę się, że autorka w końcu trochę poszła w schemat i pokazała, że ich życie też może stać się normalne. Niektóre wydarzenia były przewidywalne, może i naciągane, ale za to niektóre wbijały w fotel i nie pozwalały o sobie zapomnieć. Jednak to nie umniejsza tej części duologi i uważam, że Mia Sheridan pokazała, na co ją stać po raz kolejny. Książka jest ciekawa zwłaszcza przez temat, który został podjęty przez pisarkę. To pierwsza taka historia, z którą się spotkałam się podczas całego mojego czytania.
Książka na pewno trafi do gustu tym, którzy są po pierwszym tomie cyklu A Sign of Love, ale i fanom tej autorki. To coś więcej niż miłość, to mowa o przeznaczeniu, że wszystko jest w życiu możliwe i prawdziwa miłość zwycięży wszystko. Opowieść przedstawiona w „Eden. Nowy początek” to idealne zakończenie tego cyklu. Nic nie zostało pominięte. Wszystko zostało wyjaśnione dzięki temu nie czujemy niedosytu. Myślę, że jest to pozycja warta uwagi, polecam.
majkabloguje.blogspot.com Lilianna M. Scott
Podniebny lot
Bianka wraz ze swoim przyjacielem Stephanem pracują, jako stewardzi w pierwszej klasie
jednej z najlepszych firm lotniczych. Któregoś dnia w fotelu 2D pojawia się Pan Cavendish.
Uosobienie piękna w męskiej postaci. Najprzystojniejszy facet, jakiego moglibyście sobie
wyobrazić. Pan Przystojny, Pan Ważny, Pan Dominujący. Bianka dostrzega w jego oczach
pożądanie i chęć dominacji. Podoba jej się to, w jaki sposób na nią patrzy, ale sama przed
sobą się do tego nie przyzna, a co dopiero przed innymi. Panna Karlsson jest bardzo
profesjonalna, nie wchodzi w żadne relacje z pasażerami, jest dla nich po prostu miła i
skora do pomocy. Jednak James próbuje złamać postawę Bee w każdy możliwy sposób. Pan
Dominujący dopina swego i para spotykają się poza samolotem. Jednak, co dzieje się dalej
musicie sprawdzić sami.
Historia Bianki i Jamesa to nie jest zwykły erotyk. Czytając miałam wrażenie, że to
połączenie new adult z BDSM. Tylko niech Was nie odstraszy dominacja. Jest jej bardzo
mało, a przede wszystkim ma to swój sens. Autorka znalazła idealny balans pomiędzy życiem
bohaterów, ich przeszłością oraz sprawami łóżkowymi. Bianka nigdy nie miała chłopaka. Nie
chciała, nie czuła takiej potrzeby, a przede wszystkim żaden nie zwrócił jej uwagi na tyle
by mu się oddać. Postanowiła pójść z Jamesem na układ, kiedy nie pracuje może się z nim
spotykać i robić, co mu się żywnie podoba, ale żadnych uczuć. Co dziwne James nie wydaje
się być tym tak naprawdę zachwycony. Pokazuje swoje uczucia w stosunku do niej. Nie
spotykałam się wcześniej z tematyką BDSM, ale nie myślałam, że osoba o takich upodobaniach
może być tak czuła, wrażliwa i oddana. Pan Cavendish ma obsesję na punkcie bezpieczeństwa
i ochrony, o czym przekonacie się sami. Otwarcie mogę rzec, że turkusowym oczom nie da się
oprzeć. Nawet ja czytając, miałam ciarki, kiedy na pierwszym planie pojawiał się Pan
Przystojny. Co dziwne to on był bardziej zaangażowany w całą sprawę. Bee starała się go
odtrącać, cały czas myślała, że to za tydzień lub dwa się skończy. Za żadne skarby świata
nie chciała się zakochać.
Panna Karlsson przeszła bardzo dużo w swoim życiu. Jej jedyną rodziną jest przyjaciel
Stephan. Nie ma nikogo innego, tak samo jak on. Są nierozłączni. Bianka nie jest też skora
do opowiadania o swoim życiu, więc James musi się bardzo starać, aby się czegokolwiek o
niej dowiedzieć. Nie byłam zdziwiona, że bohaterkę ukształtowały traumatyczne przeżycia z
dzieciństwa, jednak nie spodziewałam się, aż takiego obrotu spraw.
Jestem mile zaskoczona po przeczytaniu tej książki . Zakochałam się w blondynce, a także w
mężczyźnie, który, jak mi się wydaje, zakochał się w niej. Oboje mają coś w sobie, co nie
daje o nich zapomnieć. Może to zakończenie... A! Zakończenie to jakiś koszmar... Jak można
zakończyć w takim momencie! Myśl, że muszę czekać na kolejne części mnie przeraża!
jednej z najlepszych firm lotniczych. Któregoś dnia w fotelu 2D pojawia się Pan Cavendish.
Uosobienie piękna w męskiej postaci. Najprzystojniejszy facet, jakiego moglibyście sobie
wyobrazić. Pan Przystojny, Pan Ważny, Pan Dominujący. Bianka dostrzega w jego oczach
pożądanie i chęć dominacji. Podoba jej się to, w jaki sposób na nią patrzy, ale sama przed
sobą się do tego nie przyzna, a co dopiero przed innymi. Panna Karlsson jest bardzo
profesjonalna, nie wchodzi w żadne relacje z pasażerami, jest dla nich po prostu miła i
skora do pomocy. Jednak James próbuje złamać postawę Bee w każdy możliwy sposób. Pan
Dominujący dopina swego i para spotykają się poza samolotem. Jednak, co dzieje się dalej
musicie sprawdzić sami.
Historia Bianki i Jamesa to nie jest zwykły erotyk. Czytając miałam wrażenie, że to
połączenie new adult z BDSM. Tylko niech Was nie odstraszy dominacja. Jest jej bardzo
mało, a przede wszystkim ma to swój sens. Autorka znalazła idealny balans pomiędzy życiem
bohaterów, ich przeszłością oraz sprawami łóżkowymi. Bianka nigdy nie miała chłopaka. Nie
chciała, nie czuła takiej potrzeby, a przede wszystkim żaden nie zwrócił jej uwagi na tyle
by mu się oddać. Postanowiła pójść z Jamesem na układ, kiedy nie pracuje może się z nim
spotykać i robić, co mu się żywnie podoba, ale żadnych uczuć. Co dziwne James nie wydaje
się być tym tak naprawdę zachwycony. Pokazuje swoje uczucia w stosunku do niej. Nie
spotykałam się wcześniej z tematyką BDSM, ale nie myślałam, że osoba o takich upodobaniach
może być tak czuła, wrażliwa i oddana. Pan Cavendish ma obsesję na punkcie bezpieczeństwa
i ochrony, o czym przekonacie się sami. Otwarcie mogę rzec, że turkusowym oczom nie da się
oprzeć. Nawet ja czytając, miałam ciarki, kiedy na pierwszym planie pojawiał się Pan
Przystojny. Co dziwne to on był bardziej zaangażowany w całą sprawę. Bee starała się go
odtrącać, cały czas myślała, że to za tydzień lub dwa się skończy. Za żadne skarby świata
nie chciała się zakochać.
Panna Karlsson przeszła bardzo dużo w swoim życiu. Jej jedyną rodziną jest przyjaciel
Stephan. Nie ma nikogo innego, tak samo jak on. Są nierozłączni. Bianka nie jest też skora
do opowiadania o swoim życiu, więc James musi się bardzo starać, aby się czegokolwiek o
niej dowiedzieć. Nie byłam zdziwiona, że bohaterkę ukształtowały traumatyczne przeżycia z
dzieciństwa, jednak nie spodziewałam się, aż takiego obrotu spraw.
Jestem mile zaskoczona po przeczytaniu tej książki . Zakochałam się w blondynce, a także w
mężczyźnie, który, jak mi się wydaje, zakochał się w niej. Oboje mają coś w sobie, co nie
daje o nich zapomnieć. Może to zakończenie... A! Zakończenie to jakiś koszmar... Jak można
zakończyć w takim momencie! Myśl, że muszę czekać na kolejne części mnie przeraża!
Lifebybookaholic.blogspot.com
Rozmyślania
Są takie postacie, o których chociaż raz w życiu każdy usłyszał, a przynajmniej powinien. Do takich postaci należy chociażby autor „Rozmyślań” – Marek Aureliusz. Cesarz rzymski.
Tutaj nie jest jednak najważniejsze kim był Marek Aureliusz, choć może to pomóc zrozumieć w pewnym stopniu sposób jego myślenia, patrząc w jakich czasach żył, w jakim otoczeniu dorastał itd. Tym samym ułatwić może to lekturę tejże pozycji. Nie jest to jednak niezbędne czy aż tak strasznie ważne, że bez tego nic a nic się nie zrozumie.
Jak to publikacja związana z filozofią nie jest może łatwa, lekka i przyjemna, ale za to daje do myślenia. Nie zawsze trzeba się zgadzać z przedstawionymi tu myślami, ale warto porozmyślać nad tymi „Rozmyślaniami” ;)
Najtrudniej, najciężej było mi przejść przez Księgę I, im dalej tym bardziej przyzwyczajam się do sposobu przedstawiania tu różnych zagadnień, układu tekstu itp. Im dalej tym było więc mi łatwiej.
Istnieją takie publikacje, o których nawet jeśli napisałoby się elaborat to i tak mogłoby się nie zawrzeć najważniejszych myśli pozycji. W tym wypadku jest podobnie. Sądzę nawet, że dokładne opisywanie zawartości mijałoby się z celem. Nie chodzi przecież o streszczanie czy przeartykułowanie zawartych w książce pomysłów i myśli, ale o ogólne przedstawienie książki, taki wstęp przed pierwszym spotkaniem. To moment gdy się zastanawiamy czy czekać na drugą osobę a może uciec.
W przypadku „Rozmyślań” osoby zainteresowane filozofią jak również pewnymi „dziedzinami” historii, jak sądzę nie uciekną przed tym spotkaniem. Choć nie jest pewne kiedy dokładnie powstały, z myślą o kim i czy to tylko niespójne notatki czy spójny przekaz. Nieraz ciekawość bierze górę. Ucieczka mogłaby sprawić, że coś w naszym guście mogłoby nam uciec koło nosa. Tego jednak byśmy przecież nie chcieli.
Komu warto uciec? Osobom szukającym lekkich tekstów, niewymagających myślenia. Jak również osobom nie trawiącym filozofii i wszystkiego z nią związanego. To by było iście samobójstwo pójście na takie spotkanie i czytelnik mógłby nie przetrwać. ;)
Ze strony tej bardziej przyziemnej i namacalnej. Książka jest w twardej oprawie, ma białą wstążkę/zakładkę. Strony nie są „wściekle białe”, tworzą dodatkowo swoisty nastrój. Mnie się bardzo podobają właśnie stronice o takim odcieniu. Nie ma tu ilustracji czy rysunków, co jest zrozumiałe, jednak nadmieniam to gdyby ktoś na nie liczył ;P . Ładnie więc wygląda i wydaje się solidna.
„Rozmyślania” mogą się podobać, dawać do myślenia, pobudzać intelektualnie. Czasami mogą też wpłynąć na zmianę myślenia czytelnika. Nie jest to „lekka” lektura, ale nie zawsze takich się poszukuje. Czasami warto zajrzeć do bardziej wymagających czy zagmatwanych pozycji. Nawet jeśli w danej publikacji w pewnym sensie zniechęca się do czytania książek ;)
Tutaj nie jest jednak najważniejsze kim był Marek Aureliusz, choć może to pomóc zrozumieć w pewnym stopniu sposób jego myślenia, patrząc w jakich czasach żył, w jakim otoczeniu dorastał itd. Tym samym ułatwić może to lekturę tejże pozycji. Nie jest to jednak niezbędne czy aż tak strasznie ważne, że bez tego nic a nic się nie zrozumie.
Jak to publikacja związana z filozofią nie jest może łatwa, lekka i przyjemna, ale za to daje do myślenia. Nie zawsze trzeba się zgadzać z przedstawionymi tu myślami, ale warto porozmyślać nad tymi „Rozmyślaniami” ;)
Najtrudniej, najciężej było mi przejść przez Księgę I, im dalej tym bardziej przyzwyczajam się do sposobu przedstawiania tu różnych zagadnień, układu tekstu itp. Im dalej tym było więc mi łatwiej.
Istnieją takie publikacje, o których nawet jeśli napisałoby się elaborat to i tak mogłoby się nie zawrzeć najważniejszych myśli pozycji. W tym wypadku jest podobnie. Sądzę nawet, że dokładne opisywanie zawartości mijałoby się z celem. Nie chodzi przecież o streszczanie czy przeartykułowanie zawartych w książce pomysłów i myśli, ale o ogólne przedstawienie książki, taki wstęp przed pierwszym spotkaniem. To moment gdy się zastanawiamy czy czekać na drugą osobę a może uciec.
W przypadku „Rozmyślań” osoby zainteresowane filozofią jak również pewnymi „dziedzinami” historii, jak sądzę nie uciekną przed tym spotkaniem. Choć nie jest pewne kiedy dokładnie powstały, z myślą o kim i czy to tylko niespójne notatki czy spójny przekaz. Nieraz ciekawość bierze górę. Ucieczka mogłaby sprawić, że coś w naszym guście mogłoby nam uciec koło nosa. Tego jednak byśmy przecież nie chcieli.
Komu warto uciec? Osobom szukającym lekkich tekstów, niewymagających myślenia. Jak również osobom nie trawiącym filozofii i wszystkiego z nią związanego. To by było iście samobójstwo pójście na takie spotkanie i czytelnik mógłby nie przetrwać. ;)
Ze strony tej bardziej przyziemnej i namacalnej. Książka jest w twardej oprawie, ma białą wstążkę/zakładkę. Strony nie są „wściekle białe”, tworzą dodatkowo swoisty nastrój. Mnie się bardzo podobają właśnie stronice o takim odcieniu. Nie ma tu ilustracji czy rysunków, co jest zrozumiałe, jednak nadmieniam to gdyby ktoś na nie liczył ;P . Ładnie więc wygląda i wydaje się solidna.
„Rozmyślania” mogą się podobać, dawać do myślenia, pobudzać intelektualnie. Czasami mogą też wpłynąć na zmianę myślenia czytelnika. Nie jest to „lekka” lektura, ale nie zawsze takich się poszukuje. Czasami warto zajrzeć do bardziej wymagających czy zagmatwanych pozycji. Nawet jeśli w danej publikacji w pewnym sensie zniechęca się do czytania książek ;)
swiatairi.blogspot.com Airi; 2016-07-15
Stinger. Żądło namiętności
Grace Hamilton - Przez ostatnie pięć lat zasuwałam i nie miałam nawet czasu na złapanie
oddechu, a co dopiero na spędzenie popołudnia na basenie. Najpierw przez cztery lata
college'u siedziałam w książkach, bo chciałam ukończyć studia z wyróżnieniem i dostać
stypendium umożliwiające naukę na jednym z najlpeszych wydziałów prawa z mojej listy.
Kiedy to mi się udało i rozpoczęłam naukę w Georgetown, znów zaczęłam zasuwać, tym razem
po to, żeby w ciągu dwóch lat zrobić dyplom, przy pierwszym podejściu zdać egzaminy
kończące aplikację i znaleźć pracę w jednej z największych kancelarii w Waszyngtonie. Taki
był Plan. Zawsze miałam jakiś plan i zawsze się go trzymałam. Zawsze.
Carson Stinger, aktor heteroseksualny - Większość kobiet mnie pragnęła, jeśli mam być
szczery. Każdy miał jakiś dar - moim był uśmiech, na widok którego kobiety robiły się
mokre między nogami, i stosowne do tego ciało. Dlaczego miałbym udawać, że jest inaczej?
Przecież i tak żadna w tym moja zasługa - wiedziałem po prostu jak robić użytek z moich
wrodzonych przymiotów.
Co ich połączyło - Kabina stanęła gwałtownie z głośnym skrzypnięciem, światła zamigotały.
Po przeciwnej stronie niewielkiej przestrzeni zobaczyłem wytrzeszczone z przerażenia oczy.
Zacięliśmy się w windzie.
Jak widać życie potrafi być przedziwne i połączyło Grace oraz Carsona na jeden weekend.
Zawarli układ, że dziewczyna odpuści na dwa dni i będą mogli się dobrze zabawić. On ją
nauczy sztuczek w łóżku, a jako aktor porno, ma w tym doświadczenie, więc dlaczego by
miała nie skorzystać i jednocześnie mieć doświadczenie dla przyszłego męża? Tak zaczyna
się historia dwójki osób, które, jakby się mogło wydawać, nigdy nie powinny się spotkać.
Twórczość Mii Sheridan poznałam przy czytaniu powieści Bez słów. Jednak Stinger rozłożył
mnie na łopatki. Nie spodziewałam się tak dobrej książki. Nie sądziłam, że można zrobić
coś, co zawładnie tak moim sercem, a nie wyszło to z pod ręki Colleen Hoover. A jednak Mii
Sheridan się to udało.
Historia Grace i Carsona, pokazuje, że miłość nie wybiera a dla niej jesteśmy w stanie
zrobić wszystko. To miłość popycha nas do decyzji, których byśmy bez niej nie podjęli. Nie
musimy sobie nawet zdawać sprawy, że kogoś kochamy. Robimy to, bo zaznaliśmy czegoś, co
nigdy nie pojawiło się na naszej drodze, czujemy jakby to pchnęło nas na krawędź i jeśli
nie skoczymy teraz - to nie zrobimy tego nigdy. Jak jedna osoba może nam pokazać, że nasze
dotychczasowe życie było tylko wygodną bańką mydlaną, dowiecie się własnie od Carsona i
Grace. Oni pokazują to doskonale.
Uwielbiam historie, w których bohaterowie zakradają się do mojego serca po pierwszej
stronie ich wypowiedzi . Czuję ich całą sobą i przeżywam każdą chwilę wraz z nimi. Grace
nie dało się nie lubić, to cudowna poukładana osoba z wielkim sercem. Cudownie przystojny
Carson który, kiedy prowadził swoje wewnętrzne monologi, potrafił rozśmieszyć. To, jak
oboje się zmieniali dla siebie, nie zdając sobie z początku z tego sprawy. Siła uczucia
często potrafi doprowadzić do zguby, zagubienia własnej osobowości, a oni pokazali, że
dzięki miłości można odnaleźć cząstkę siebie i tego, co dla człowieka dobre. Jestem
zaskoczona emocjami, jakie wywarła na mnie ta książka. Jestem także zaskoczona tematami,
które poruszyła autorka, a których się nie spodziewałam. Książka pozostawia nas z
refleksją na dłuższy czas. Nakazuje obrócić się dookoła własnej osi i spojrzeć na życie,
jeszcze raz by dostrzec coś, czego nie widzi się, póki ktoś nie pokaże nam tego palcem.
oddechu, a co dopiero na spędzenie popołudnia na basenie. Najpierw przez cztery lata
college'u siedziałam w książkach, bo chciałam ukończyć studia z wyróżnieniem i dostać
stypendium umożliwiające naukę na jednym z najlpeszych wydziałów prawa z mojej listy.
Kiedy to mi się udało i rozpoczęłam naukę w Georgetown, znów zaczęłam zasuwać, tym razem
po to, żeby w ciągu dwóch lat zrobić dyplom, przy pierwszym podejściu zdać egzaminy
kończące aplikację i znaleźć pracę w jednej z największych kancelarii w Waszyngtonie. Taki
był Plan. Zawsze miałam jakiś plan i zawsze się go trzymałam. Zawsze.
Carson Stinger, aktor heteroseksualny - Większość kobiet mnie pragnęła, jeśli mam być
szczery. Każdy miał jakiś dar - moim był uśmiech, na widok którego kobiety robiły się
mokre między nogami, i stosowne do tego ciało. Dlaczego miałbym udawać, że jest inaczej?
Przecież i tak żadna w tym moja zasługa - wiedziałem po prostu jak robić użytek z moich
wrodzonych przymiotów.
Co ich połączyło - Kabina stanęła gwałtownie z głośnym skrzypnięciem, światła zamigotały.
Po przeciwnej stronie niewielkiej przestrzeni zobaczyłem wytrzeszczone z przerażenia oczy.
Zacięliśmy się w windzie.
Jak widać życie potrafi być przedziwne i połączyło Grace oraz Carsona na jeden weekend.
Zawarli układ, że dziewczyna odpuści na dwa dni i będą mogli się dobrze zabawić. On ją
nauczy sztuczek w łóżku, a jako aktor porno, ma w tym doświadczenie, więc dlaczego by
miała nie skorzystać i jednocześnie mieć doświadczenie dla przyszłego męża? Tak zaczyna
się historia dwójki osób, które, jakby się mogło wydawać, nigdy nie powinny się spotkać.
Twórczość Mii Sheridan poznałam przy czytaniu powieści Bez słów. Jednak Stinger rozłożył
mnie na łopatki. Nie spodziewałam się tak dobrej książki. Nie sądziłam, że można zrobić
coś, co zawładnie tak moim sercem, a nie wyszło to z pod ręki Colleen Hoover. A jednak Mii
Sheridan się to udało.
Historia Grace i Carsona, pokazuje, że miłość nie wybiera a dla niej jesteśmy w stanie
zrobić wszystko. To miłość popycha nas do decyzji, których byśmy bez niej nie podjęli. Nie
musimy sobie nawet zdawać sprawy, że kogoś kochamy. Robimy to, bo zaznaliśmy czegoś, co
nigdy nie pojawiło się na naszej drodze, czujemy jakby to pchnęło nas na krawędź i jeśli
nie skoczymy teraz - to nie zrobimy tego nigdy. Jak jedna osoba może nam pokazać, że nasze
dotychczasowe życie było tylko wygodną bańką mydlaną, dowiecie się własnie od Carsona i
Grace. Oni pokazują to doskonale.
Uwielbiam historie, w których bohaterowie zakradają się do mojego serca po pierwszej
stronie ich wypowiedzi . Czuję ich całą sobą i przeżywam każdą chwilę wraz z nimi. Grace
nie dało się nie lubić, to cudowna poukładana osoba z wielkim sercem. Cudownie przystojny
Carson który, kiedy prowadził swoje wewnętrzne monologi, potrafił rozśmieszyć. To, jak
oboje się zmieniali dla siebie, nie zdając sobie z początku z tego sprawy. Siła uczucia
często potrafi doprowadzić do zguby, zagubienia własnej osobowości, a oni pokazali, że
dzięki miłości można odnaleźć cząstkę siebie i tego, co dla człowieka dobre. Jestem
zaskoczona emocjami, jakie wywarła na mnie ta książka. Jestem także zaskoczona tematami,
które poruszyła autorka, a których się nie spodziewałam. Książka pozostawia nas z
refleksją na dłuższy czas. Nakazuje obrócić się dookoła własnej osi i spojrzeć na życie,
jeszcze raz by dostrzec coś, czego nie widzi się, póki ktoś nie pokaże nam tego palcem.
Lifebybookaholic.blogspot.com