Recenzje
Eden. Nowy początek
To moja trzecia przeczytana książka, której autorką jest Mia Sheridan. I jak na razie co kolejna pozycja to wydaje mi się lepsza od poprzedniej. I tak na pierwszym miejscu jest obecnie „Eden” na drugim „Calder” na trzecim zaś „Stinger”. Nie wiem, może po prostu przyzwyczajam się do sposobu pisania autorki. Albo po prostu „Eden” najbardziej do mnie przemawia z tej trójki.
Okładka przyciąga wzrok, jest ładna, ale nie krzykliwa. Tytuł oryginału to: „Finding Eden: A Sign of Love #2” i jak on już wskazuje jest to druga część historii. Pierwsza część została przedstawiona w książce, która występuje pod polskim tytułem: „CALDER. Narodziny odwagi”. Łatwiej zrozumieć pewne zagadnienia znając pierwszą część, ale nawet bez tej znajomości sądzę, że można sięgnąć po tę publikację i od niej rozpocząć swą przygodę z Eden i Calderem.
Odnaleźć tu można „Legendę o Wodniku” (była ona już wspominana w innej książce autorki), znaleźć tu można również cytaty z „Iliady” Homera. Zawarto również informacje o tym, że przedstawione zdarzenia i postacie to fikcja literacka.
W książce „Eden” poznajemy kolejne losy tytułowej bohaterki i dowiadujemy się chociażby jak to się stało, że trafiła „w ręce” Hectora. Ostatecznie wszystko kieruje się ku dobremu końcowi i drogi Eden z Calderem ponownie się krzyżują. Mogą być oni teraz razem i stworzyć wspólnie rodzinę.
Myślę, że publikacja może znaleźć swoich amatorów. Stosunkowo szybko się ją czyta, może „wciągnąć” i zainteresować. Może nie zostanę nigdy wielką fanką autorki (Mia Sheridan), ale trzeba przyznać, że przyjemnie się czyta jej teksty, przynajmniej te które czytałam takie były. Jest w nich też pomysł – nie są jednakowe czy łudząco podobne, do tego również przyjemna narracja. Ważny więc staje się gatunek i upodobania czytelnika, to one wpłyną na ocenę poszczególnego czytelnika co do pozycji.
Okładka przyciąga wzrok, jest ładna, ale nie krzykliwa. Tytuł oryginału to: „Finding Eden: A Sign of Love #2” i jak on już wskazuje jest to druga część historii. Pierwsza część została przedstawiona w książce, która występuje pod polskim tytułem: „CALDER. Narodziny odwagi”. Łatwiej zrozumieć pewne zagadnienia znając pierwszą część, ale nawet bez tej znajomości sądzę, że można sięgnąć po tę publikację i od niej rozpocząć swą przygodę z Eden i Calderem.
Odnaleźć tu można „Legendę o Wodniku” (była ona już wspominana w innej książce autorki), znaleźć tu można również cytaty z „Iliady” Homera. Zawarto również informacje o tym, że przedstawione zdarzenia i postacie to fikcja literacka.
W książce „Eden” poznajemy kolejne losy tytułowej bohaterki i dowiadujemy się chociażby jak to się stało, że trafiła „w ręce” Hectora. Ostatecznie wszystko kieruje się ku dobremu końcowi i drogi Eden z Calderem ponownie się krzyżują. Mogą być oni teraz razem i stworzyć wspólnie rodzinę.
Myślę, że publikacja może znaleźć swoich amatorów. Stosunkowo szybko się ją czyta, może „wciągnąć” i zainteresować. Może nie zostanę nigdy wielką fanką autorki (Mia Sheridan), ale trzeba przyznać, że przyjemnie się czyta jej teksty, przynajmniej te które czytałam takie były. Jest w nich też pomysł – nie są jednakowe czy łudząco podobne, do tego również przyjemna narracja. Ważny więc staje się gatunek i upodobania czytelnika, to one wpłyną na ocenę poszczególnego czytelnika co do pozycji.
swiatairi.blogspot.com Airi; 2016-07-20
Podniebny lot
Miałam wysokie oczekiwania, bardzo wysokie i od razu Wam się przyznam, że przeliczyłam się. Nie ma zachwytu, nie ma niczego nowego, a do tego wszystko jest bardzo chaotycznie
i niespójne. Uważam, że główny zarzut mogę skierować nie do pomysłu jaki miała autorka, ale do sposobu wykonania. Historia jest porozrzucana, brak w niej przedstawienia postaci, wprowadzenia w ich życie. Niestety nie ma budowania relacji głównych bohaterów, brak minimalnego oczekiwania – od razu jest " akcja" i tak naprawdę nie mogę zrozumieć, że Bianca po prostu się na to zgodziła, a nie dała mu po twarzy.... Ktoś może powiedzieć- hola, hola - to erotyk, ma być akcja.... Ale ja się z tym nie zgodzę. Ten rodzaj literatury może ociekać emocjami i głębią. Ma rozpalać zmysły, wychodzić poza ramy przeciętności.
Może zawierać wiele elementów, które zachwycą, złamią i poskładają czytelnika.... tu tego nie było.
Często dopowiadałam sobie uczucia, próbowała na siłę zrozumieć postępowanie bohaterki,a nie tego szukam w książkach.
Nie wczułam się, nie pochłonęła mnie, nie zanurzyłam się w świecie BDSM, który moim zdaniem jest tu opisany bardzo niezdarnie, powierzchownie, wręcz ignorancko.
Aż kole w oczy!!! Autorka nie zadała sobie trudu by dowiedzieć się o podstawowych zasadach panujących w tej relacji.
Nie czytało mi się jej z przyjemnością. Męczyły mnie myśli, że gdzieś wszytko już to było, a na dodatek tu jest gorzej. Język bez polotu, brak spójności, emocji, bohaterowie bez wyrazu i charakteru.... nie tak miało być.
Plusem tej powieści są pikantne sceny oraz zakończenie, które rzuciło nowe światło
na bohaterów, urealniło ich, a we mnie rozbudziło ciekawość.... jednak czy to wystarczy
by sięgnąć po kolejny tom?
na bohaterów, urealniło ich, a we mnie rozbudziło ciekawość.... jednak czy to wystarczy
by sięgnąć po kolejny tom?
Powieść polecam fanom gatunku, którzy chcą lekkiej i niewymagającej powieści. Takim, którym nie straszne podobieństwa do innych tytułów, wówczas jest szansa, że przypadnie Wam do gustu.
kasikrecenzuje.blogspot.com/
Szczęście w poszukiwaniach. Znajdź cel, który nada sens Twojemu życiu
„Szczęście w poszukiwaniach. Znajdź cel, który nada sens twojemu życiu” Chrisa Guillebeau to kolejna książka niosąca za sobą wiele refleksji i inspiracji. Opowiada o tym, jak dążenie do realizacji indywidualnie wyznaczonej misji może dać poczucie spełnienia i szczęśliwego życia. Nie daje cudownego przepisu na to, jak być szczęśliwym, ale pokazuje, że warto realizować nawet zwariowane i szalone pomysły, które nie opuszczają naszych myśli.
Zaczyna się dość niepozornie, autor siedzi samotnie na lotnisku w Dakarze w Senegalu, w oczekiwaniu na lot. Po co? By udać się do kolejnego kraju ze swojej listy wszystkich państw świata, które zamierza odwiedzić. Być może dla wielu osób pomysł ten może wydać się irracjonalny, w pewnym sensie o to też chodzi. Podjęcie decyzji o realizacji takiej misji wymaga nie lada poświęcenia i odwagi. Jest ona nie lada wyzwaniem. Cała książka obfituje w mniej lub bardziej niemożliwe historie wielu osób, które wyznaczyły trudno osiągalne cele. Jedne z nich wymagają podróży w różne strony świata, inne sukcesywnie są wdrażane w domu lub najbliższym otoczeniu. Nie jest ważne, co ma być misją, ważne by dotyczyła ona samorozwoju, czegoś co nada życiu większy sens. Autor książki „Szczęście w poszukiwaniach” opisuje drogę osób, które przez kilka lat fotografowały autostradę, co tydzień gotowały dla rodziny obiad z innego kraju świata, realizowały punkty z listy życiowych celów sporządzonych w wieku szesnastu lat i wiele innych. Bardzo często inni ludzie nie rozumieją sensu osobistej misji, ale to nie problem (przynajmniej nie osoby, która podjęła misję). Mogą pojawić się pytania typu „dlaczego to robisz?”, no i najczęstsza odpowiedź „czuję, że muszę to zrobić, inaczej nie dałoby mi to spokoju”.
„Dlaczego Ty miałbyś się zastanawiać nad swoją misją? Bo masz fajne życie, lecz nie czujesz się spełniony. Tęsknisz za wyzwaniem, które będzie wymagało wyćwiczenia nowych mięśni i zdobycia nowych umiejętności. Jeśli jesteś gotowy na wysiłek, znajdziesz swoją misję… albo jeszcze lepiej – sam ją sobie stworzysz.”
Chris Guillebeau pokazuje jak krok po kroku zaplanować swoją misję. O ile pomysł może być dowolny, o tyle są pewne aspekty, które są wspólne dla każdej aktywności: trzeba wyznaczyć sprecyzowany cel, czas realizacji, koszty, drobne cele pośrednie stanowiące kamienie milowe w życiowej podróży. Kiedy zostanie stworzona dłuższa lista, na której będzie wiele drobnych punktów do odhaczenia, samo zaznaczenie tego, co zostało zrealizowane staje się ogromną motywacją. A teraz zastanówcie się chwilę, co by się znalazło i jakby wyglądała Wasza lista „rzeczy, które zrobię przed śmiercią”? Macie już pomysły? Świetnie! Koniecznie je zapiszcie, a jeśli braknie Wam motywacji do realizacji, znajdziecie ją w książce Chrisa Guillebeau.
Zaczyna się dość niepozornie, autor siedzi samotnie na lotnisku w Dakarze w Senegalu, w oczekiwaniu na lot. Po co? By udać się do kolejnego kraju ze swojej listy wszystkich państw świata, które zamierza odwiedzić. Być może dla wielu osób pomysł ten może wydać się irracjonalny, w pewnym sensie o to też chodzi. Podjęcie decyzji o realizacji takiej misji wymaga nie lada poświęcenia i odwagi. Jest ona nie lada wyzwaniem. Cała książka obfituje w mniej lub bardziej niemożliwe historie wielu osób, które wyznaczyły trudno osiągalne cele. Jedne z nich wymagają podróży w różne strony świata, inne sukcesywnie są wdrażane w domu lub najbliższym otoczeniu. Nie jest ważne, co ma być misją, ważne by dotyczyła ona samorozwoju, czegoś co nada życiu większy sens. Autor książki „Szczęście w poszukiwaniach” opisuje drogę osób, które przez kilka lat fotografowały autostradę, co tydzień gotowały dla rodziny obiad z innego kraju świata, realizowały punkty z listy życiowych celów sporządzonych w wieku szesnastu lat i wiele innych. Bardzo często inni ludzie nie rozumieją sensu osobistej misji, ale to nie problem (przynajmniej nie osoby, która podjęła misję). Mogą pojawić się pytania typu „dlaczego to robisz?”, no i najczęstsza odpowiedź „czuję, że muszę to zrobić, inaczej nie dałoby mi to spokoju”.
„Dlaczego Ty miałbyś się zastanawiać nad swoją misją? Bo masz fajne życie, lecz nie czujesz się spełniony. Tęsknisz za wyzwaniem, które będzie wymagało wyćwiczenia nowych mięśni i zdobycia nowych umiejętności. Jeśli jesteś gotowy na wysiłek, znajdziesz swoją misję… albo jeszcze lepiej – sam ją sobie stworzysz.”
Chris Guillebeau pokazuje jak krok po kroku zaplanować swoją misję. O ile pomysł może być dowolny, o tyle są pewne aspekty, które są wspólne dla każdej aktywności: trzeba wyznaczyć sprecyzowany cel, czas realizacji, koszty, drobne cele pośrednie stanowiące kamienie milowe w życiowej podróży. Kiedy zostanie stworzona dłuższa lista, na której będzie wiele drobnych punktów do odhaczenia, samo zaznaczenie tego, co zostało zrealizowane staje się ogromną motywacją. A teraz zastanówcie się chwilę, co by się znalazło i jakby wyglądała Wasza lista „rzeczy, które zrobię przed śmiercią”? Macie już pomysły? Świetnie! Koniecznie je zapiszcie, a jeśli braknie Wam motywacji do realizacji, znajdziecie ją w książce Chrisa Guillebeau.
Kulturantki.pl Ewa; 2016-07-12
Porto. Travelbook. Wydanie 1
Położone u ujścia rzeki Douro do Atlantyku, drugie pod względem wielkości w Portugalii, niespełna 240 – tysięczne miasto Porto doczekało się, poświeconego mu przewodnika w serii „travelbookov” Bezdroży. To bardzo dobrze, bo mimo bogatej przeszłości, licznych zabytków, ale i nowoczesności, nie leży ono na głównym szlaku turystycznych wyjazdów polskich turystów. Chyba przede wszystkim właśnie ze względu na położenie preferują oni – a także biura podróży organizujące wycieczki na najdalszy zachodni kraniec kontynentalnej Europy – przede wszystkim plaże Algarve oraz Lizbonę i zabytki oraz wybrzeże w jej okolicach. Może więc ten przewodnik zwróci uwagę również na to miasto. Porto wpisane na Listę Dziedzictwa UNESCO warto bowiem poznać nie tylko aby na miejscu skosztować sławnego wina, które od tego miasta wzięło nazwę. Ale przede wszystkim ze względu na jego urodę miasta oraz liczne atrakcje. Przedstawia je polski autor Krzysztof Gierak, z wykształcenia geograf, a z zamiłowania podróżnik, fotograf i organizator turystyki związany od paru lat z Portugalią. A więc człowiek ze wszech miar kompetentny jeżeli chodzi o ten kraj, czemu wyraz daje w tym przewodniku. Zawierającym, poza informacjami w tradycyjnym układzie tej ich serii, niemal 150, głównie kolorowych zdjęć, 8 map i planów części miasta, 6 dużych, 2-4 stronicowych wkładek monotematycznych oraz 37 krótkich informacji w ramkach włamanych w tekst.
W poprzedzających główne części przewodnika „Atrakcjach Porto” autor wymienia co, jego zdaniem, warto w tym mieście przede wszystkim zobaczyć, poznać i przeżyć. A więc 3 najpiękniejsze kościoły, oczywiście z katedrą Sé, 4 charakterystyczne miejsca, 4 budowle o niezwykłej architekturze – w tym jedną nowoczesną, 2 najciekawsze muzea. Jak również po trzy miejscowe specjały warte spróbowania oraz wrażenia, których trzeba doświadczyć. W rozdziałach wstępnych: „Informacje praktyczne”: wybór czasu podróży do tego miasta, dojazd do niego, poruszanie się na miejscu, noclegi i wyżywienie, jak również „Informacje A – Z” zawierają to, o czym turysta i podróżnik wiedzieć powinien przede wszystkim.
Podobnie „Informacje krajoznawcze” z „Krajoznawczym ABC”, historycznym kalendarium miasta, informacjami o jego gospodarce, społeczeństwie, dosyć obszernie omówionej kulturze i sztuce, jak również miejscowej kuchni, której, jak zapewnia wydawca w nocie poświęconej autorowi, jest znawcą. Główna część przewodnika, czyli „Zwiedzanie Porto”, to propozycje poznawania tego miasta, z opisami zabytków, wartych obejrzenia miejsc i innych atrakcji, w podziale na 6 części: Historyczne centrum, Ribeira, Baika, Wieża Kleryków i jej okolice, Miragaia i Foz.
W każdej z tych części miasta znajduje się ich plan, sugestie co zwłaszcza warto zobaczyć, opisy zabytków, muzeów i innych atrakcji oraz informacje kiedy są otwarte i o cenach biletów. Na końcu zaś informacje praktyczne: polecane restauracje, tawerny, cukiernie itp. Osobny rozdział: „Okolice Porto” poświęcony jest jednej miejscowości – Amarante oraz regionowi Alto Douro. Z ich lokalizacją, informacjami jak do nich dojechać, co zwłaszcza zobaczyć – z opisem tych atrakcji, jak również, na końcu, informacjami praktycznymi o transporcie i miejscowej gastronomii.
Jak już wspomniałem, treść przewodnika wzbogacają wkładki tematyczne oraz informacje w ramkach. Te pierwsze, to: „Pamiątki”, czyli co warto przywieźć z tego miasta. „Nie tylko dla dzieci” – o atrakcjach dla najmłodszych, które powinny zainteresować również dorosłych. „Najważniejsze święta i festiwale”; „Najsłynniejsze piwnice”, oczywiście z winem; „Plaże w Porto i okolicach” i „Poza historycznym centrum” – co warto obejrzeć na obrzeżach miasta. Natomiast wśród informacji w ramkach są zarówno tak przydatne, jak np. „Placówki dyplomatyczne”, „Autostrady w okolicach Porto”, „Autobusy turystyczne w Porto”, „Porto Card”, czy „Dni wolne od pracy”.
Jak również wiele ciekawostkowych, m.in.: „Zjadacze flaczków czyli „flakojady” (o żywieniu się mieszkańców miasta podrobami oraz odpadami mięsa i ryb, gdy trzeba było ich zasadnicze części przygotować na wyprawę morską w 1415 roku króla Henryka Żeglarza). „Michał Anioł Porto” (malarz Niccoló Nasoni). „Gdzie można posłuchać fado” – tradycyjnej portugalskiej muzyki. „Ceny wina porto” (od 10 do… kilkudziesięciu tysięcy euro za butelkę w zależności od gatunku i rocznika). „Henryk Żeglarz i Władysław III Warneńczyk” (przypomnienie legendy, że nasz król nie zginął pod Warną, lecz po klęsce dotarł do Portugalii i jako rycerz św. Katarzyny Henrique Allemao osiadł w ofiarowanej mu przez Henryka Żeglarza posiadłości Madalena na wyspie Madera).
Czy: „Café Majestic i Harry Potter” (o kawiarni, w której J.K. Rowling rozpoczęła pisanie, w latach 1991-1993, pierwszych rozdziałów książki „Harry Potter i kamień filozoficzny”). „Najpiękniejszy McDonald’s i słynna Café Guarany” (szczególnie ciekawy ich wystrój). „Księgarnia Lello & Irmāo i Harry Potter” (jej wnętrze stanowiło inspirację dla twórców scenografii filmów o Harrym Potterze). „Targ w nowej formie”. „Życie nocne w Porto”. „Latarnie przy ujściu rzeki Douro”. „Rejsy po rzece Douro”. To tylko przykłady świadczące, że w tym przewodniku można również znaleźć wiele ciekawostek. Na jego końcu jest krótki słowniczek polsko – portugalski z przydatnymi zwrotami oraz Indeks. W sumie książka na pewno warta polecenia.
W poprzedzających główne części przewodnika „Atrakcjach Porto” autor wymienia co, jego zdaniem, warto w tym mieście przede wszystkim zobaczyć, poznać i przeżyć. A więc 3 najpiękniejsze kościoły, oczywiście z katedrą Sé, 4 charakterystyczne miejsca, 4 budowle o niezwykłej architekturze – w tym jedną nowoczesną, 2 najciekawsze muzea. Jak również po trzy miejscowe specjały warte spróbowania oraz wrażenia, których trzeba doświadczyć. W rozdziałach wstępnych: „Informacje praktyczne”: wybór czasu podróży do tego miasta, dojazd do niego, poruszanie się na miejscu, noclegi i wyżywienie, jak również „Informacje A – Z” zawierają to, o czym turysta i podróżnik wiedzieć powinien przede wszystkim.
Podobnie „Informacje krajoznawcze” z „Krajoznawczym ABC”, historycznym kalendarium miasta, informacjami o jego gospodarce, społeczeństwie, dosyć obszernie omówionej kulturze i sztuce, jak również miejscowej kuchni, której, jak zapewnia wydawca w nocie poświęconej autorowi, jest znawcą. Główna część przewodnika, czyli „Zwiedzanie Porto”, to propozycje poznawania tego miasta, z opisami zabytków, wartych obejrzenia miejsc i innych atrakcji, w podziale na 6 części: Historyczne centrum, Ribeira, Baika, Wieża Kleryków i jej okolice, Miragaia i Foz.
W każdej z tych części miasta znajduje się ich plan, sugestie co zwłaszcza warto zobaczyć, opisy zabytków, muzeów i innych atrakcji oraz informacje kiedy są otwarte i o cenach biletów. Na końcu zaś informacje praktyczne: polecane restauracje, tawerny, cukiernie itp. Osobny rozdział: „Okolice Porto” poświęcony jest jednej miejscowości – Amarante oraz regionowi Alto Douro. Z ich lokalizacją, informacjami jak do nich dojechać, co zwłaszcza zobaczyć – z opisem tych atrakcji, jak również, na końcu, informacjami praktycznymi o transporcie i miejscowej gastronomii.
Jak już wspomniałem, treść przewodnika wzbogacają wkładki tematyczne oraz informacje w ramkach. Te pierwsze, to: „Pamiątki”, czyli co warto przywieźć z tego miasta. „Nie tylko dla dzieci” – o atrakcjach dla najmłodszych, które powinny zainteresować również dorosłych. „Najważniejsze święta i festiwale”; „Najsłynniejsze piwnice”, oczywiście z winem; „Plaże w Porto i okolicach” i „Poza historycznym centrum” – co warto obejrzeć na obrzeżach miasta. Natomiast wśród informacji w ramkach są zarówno tak przydatne, jak np. „Placówki dyplomatyczne”, „Autostrady w okolicach Porto”, „Autobusy turystyczne w Porto”, „Porto Card”, czy „Dni wolne od pracy”.
Jak również wiele ciekawostkowych, m.in.: „Zjadacze flaczków czyli „flakojady” (o żywieniu się mieszkańców miasta podrobami oraz odpadami mięsa i ryb, gdy trzeba było ich zasadnicze części przygotować na wyprawę morską w 1415 roku króla Henryka Żeglarza). „Michał Anioł Porto” (malarz Niccoló Nasoni). „Gdzie można posłuchać fado” – tradycyjnej portugalskiej muzyki. „Ceny wina porto” (od 10 do… kilkudziesięciu tysięcy euro za butelkę w zależności od gatunku i rocznika). „Henryk Żeglarz i Władysław III Warneńczyk” (przypomnienie legendy, że nasz król nie zginął pod Warną, lecz po klęsce dotarł do Portugalii i jako rycerz św. Katarzyny Henrique Allemao osiadł w ofiarowanej mu przez Henryka Żeglarza posiadłości Madalena na wyspie Madera).
Czy: „Café Majestic i Harry Potter” (o kawiarni, w której J.K. Rowling rozpoczęła pisanie, w latach 1991-1993, pierwszych rozdziałów książki „Harry Potter i kamień filozoficzny”). „Najpiękniejszy McDonald’s i słynna Café Guarany” (szczególnie ciekawy ich wystrój). „Księgarnia Lello & Irmāo i Harry Potter” (jej wnętrze stanowiło inspirację dla twórców scenografii filmów o Harrym Potterze). „Targ w nowej formie”. „Życie nocne w Porto”. „Latarnie przy ujściu rzeki Douro”. „Rejsy po rzece Douro”. To tylko przykłady świadczące, że w tym przewodniku można również znaleźć wiele ciekawostek. Na jego końcu jest krótki słowniczek polsko – portugalski z przydatnymi zwrotami oraz Indeks. W sumie książka na pewno warta polecenia.
GLOBTROTER INFO CEZARY RUDZIŃSKI; 2016-07-20
Sny Morfeusza
Nie kryję się z tym, że jestem wielbicielką literatury erotycznej. Nie będę też jednak owijać w bawełnę i dodam, że koniecznie zagranicznej, bo doświadczenia z polskimi autorami próbującymi swoich sił w tym gatunku, zakończyły się dla mnie wielkim rozczarowaniem. Otoczona dylematami, wątpliwościami, ale w końcu i nadmierną ciekawością przechylającą na swoją stronę szalę zwycięstwa, sięgnęłam po „Sny Morfeusza”, powieść, o której ostatnio zrobiło się bardzo głośno. Tajemnica, niebezpieczeństwo i niegasnący żar namiętności. Czy polska autorka stworzyła coś, z czego będziemy mogli w końcu być dumni?
Cassandra Givens wie, że od tego dnia może zależeć jej przyszłość. Wszak rozmowa o pracę w renomowanej firmie zawsze wiąże się ze skrywanymi nadziejami. Zdenerwowanie okazuje się tym razem podwójnie uzasadnione. Ma stanąć przed owianym aurą geniuszu, ale i surowości szefem – Adamem McKey’em, którego decyzja zaważy na jej losach. I jakże wściekła opuszcza jego biuro, kiedy zostaje odprawiona z kwitkiem – po chamsku, bez ogródek, bez litości. Roztargniona i załamana postanawia zaszaleć, a prześmiewczy los sprawia, że u boku nowo poznanego przyjaciela ląduje w klubie dla par szukających erotycznych przygód. To właśnie tam poznaje Morfeusza, kryjącego się za maską mężczyznę otwierającego przed nią bramy przyjemności, o której dotąd nie miała pojęcia. Wkrótce jednak przekonuje się, że Morfeusz i Adam McKey to jedna i ta sama osoba. Lecz chociaż chciałaby się wycofać, gra dopiero się rozpoczyna, a jej konsekwencje wiążą się z ryzykiem, niebezpieczeństwem, ale i spełnieniem.
Główni bohaterowie powieści, jakże dalecy od utartego schematu szarej myszki i nieskazitelnego boga, wywołali w moim umyśle lawinę różnorakich, sprzecznych emocji. Po chwilach irytacji, przebaczenia, zdenerwowania i przyjemności wyrobiłam ostateczne zdanie. On całkowicie mnie przekonuje, ona – nie do końca. Adam, jako surowy, arogancki i dobrze zorganizowany szef kryje w sobie coś głębszego, tajemnicę, którą nieodparcie miałam ochotę odkrywać. Niebywale despotyczny, mający wręcz obsesję na punkcie sprawowania kontroli, ma w sobie coś, czemu łatwo się poddać. W przeciwieństwie do niespójnej oraz irytującej Cassandry, która często sprawiała wrażenie nierozgarniętej i gołosłownej, niby to inteligentnej, a jednak chwilami tak bardzo niemądrej.
Wielki plus za kreację bohatera drugoplanowego - Tommiego, który, chwała za oryginalność, nie był ani gejem (nie żebym coś do nich miała, ale czytając setny raz o takich relacjach pragnie się powiewu świeżości), ani też obrabiającą tyłek pseudo przyjaciółką. Chociaż czasami niezbyt podobały mi się sytuacje tworzone pomiędzy nim, a Cassandrą, pomysł z chorobą sprytnie wtrąconą w fabułę uważam za godny oklasków.
Jak na powieść erotyczną przystało, książka „Sny Morfeusza” została dosłownie przepełniona scenami zbliżeń głównych bohaterów. Ich intrygujące, chwilami inspirujące, a jednak zawsze wnoszące jakiś element odmienności poczynania można śledzić na każdym kroku, co z czasem trochę się przejada. Jest dobrze, jednak gdyby nieco pozwolić bohaterom odsapnąć, byłoby jeszcze lepiej, bo przecież czekanie wzmaga apetyt.
By jednak nie zrozumieć opacznie wzmianki o niezliczonych scenach seksu, muszę nadmienić, żeksiążka posiada wiodący wątek pozwalający co jakiś czas odwrócić uwagę od cielesnych uciech głównych postaci. Jest zagadka, przyznam, kusząca i absorbująca i jest niebezpieczeństwo, element sensacji nadający tej powieści smaczku. Tym autorka trafiła w sedno, przekonując i mnie, że jednak da się w Polsce stworzyć coś, co może autentycznie zainteresować.
Jako że nie miałam styczności z poprzednimi książkami, które wyszły spod pióra K.N. Haner, trudno mówić mi o postępach czy widocznym rozwoju. Język, jakim się posługuje jest plastyczny i klarowny. Pojawiają się wulgaryzmy, do których można się przyzwyczaić. Dialogi żywe, chociaż chwilami nieco przesadzone. Ostatecznie jednak muszę przyznać, że całkiem dobrze się bawiłam. Na tyle by stwierdzić, że polska literatura erotyczna zrobiła w końcu ten historyczny krok na przód.
Myślę, że po książkę powinni sięgnąć lubiący wyzwania wielbiciele pikantnych scen – ostrzegam, będzie ich dużo! Dlaczego? Bo polska, a jednocześnie przypominająca powieści pisane za granicą. Nie obyło się bez minusów i scen, które z przyjemnością bym usunęła, a jednak były też takie, które doprowadzały moje zmysły na skraj przyjemności. Generalnie – było całkiem dobrze. K.N. Haner – nie podcinam Ci skrzydeł, więc leć. Czekam na więcej :)
http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ werka777; 2016-07-20