Recenzje
Macierzyństwo bez photoshopa
Macierzyństwo bez Photoshopa to czwarta część cyklu Macierzyństwo bez lukru - charytatywnego projektu blogujących rodziców na rzecz chorego na rdzeniowy zanik mięśni Mikołajka. W poprzednich odsłonach blogerki i blogerzy poruszali tematy dotyczące rodzicielstwa, stereotypów, obalania mitów narosłych wokół macierzyństwa i doświadczeń, jakie przychodzą wraz z pojawieniem się nowego członka rodziny.
Tym razem tematem przewodnim antologii tekstów jest wygląd zewnętrzny matki i związane z nim kompleksy. Temat z pozoru przyziemny, ale jakże ważny dla większości kobiet, które nie potrafią zaakceptować zmian, pojawiających się w ich ciele podczas ciąży i po porodzie. To też temat ważny dla mężczyzn, których partnerki często zmagają się z kompleksami i boją się, że przestaną być atrakcyjne dla swoich mężów.
Skąd bierze się przeświadczenie, że kobieta po porodzie musi wrócić do swojego rozmiaru sprzed ciąży? Wszystko zaczyna się od… stereotypów.
Obraz matki i macierzyństwa w mediach jest mocno wyidealizowany i wypaczony. W internecie, w czasopismach, a zwłaszcza w serialach, kobieta zaraz po porodzie wygląda kwitnąco, od razu wraca do pięknej figury i nie dotyczą jej takie zmartwienia, jak obolałe, nabrzmiałe piersi, obwisły brzuch, rozstępy, opuchnięte nogi i nadprogramowe kilogramy. Matka w telewizorze i w sieci pod każdym względem jest doskonała - zawsze ma lśniące włosy i misternie ułożoną fryzurę, pełen makijaż, chodzi na wysokich szpilkach i jest nienagannie ubrana. Taki obraz macierzyństwa w zderzeniu z brutalną rzeczywistością wywołuje kompleksy tysięcy zwyczajnych matek. I chociaż większość z nas wie, że to tylko „magia mediów”, presja otoczenia jest ogromna.
Macierzyństwo bez Photoshopa pokazuje, że każda matka w pewnym momencie czuje się gorsza ze zmianami, które zaszły w jej ciele. Nie ma znaczenia, czy jest puszysta, czy też szczupła. W ciele zawsze pozostaje coś, o czym czasem wie tylko sama kobieta, co nie pozwala jej zaakceptować samej siebie. Droga do samoakceptacji jest długa i często bolesna, okupiona łzami i wyrzeczeniami. Szczere i prawdziwe teksty zebrane w antologii pomagają spojrzeć na ten problem z szerszej perspektywy i poznać historię innych matek (oraz ojców!) i ich drogę do pokochania samych siebie.
Na szczególną uwagę zasługuje sesja zdjęciowa, która jest dodatkiem do książki. Blogerki-mamy odsłaniają swoje ciała, by pokazać ich piękno. Choć nie są to ciała doskonałe, bije z nich blask wewnętrznej siły, kobiecości i pewności siebie. Ta sesja to swoista „kropka nad i” w dyskusji o blaskach i cieniach rodzicielstwa.
Tym razem tematem przewodnim antologii tekstów jest wygląd zewnętrzny matki i związane z nim kompleksy. Temat z pozoru przyziemny, ale jakże ważny dla większości kobiet, które nie potrafią zaakceptować zmian, pojawiających się w ich ciele podczas ciąży i po porodzie. To też temat ważny dla mężczyzn, których partnerki często zmagają się z kompleksami i boją się, że przestaną być atrakcyjne dla swoich mężów.
Skąd bierze się przeświadczenie, że kobieta po porodzie musi wrócić do swojego rozmiaru sprzed ciąży? Wszystko zaczyna się od… stereotypów.
Obraz matki i macierzyństwa w mediach jest mocno wyidealizowany i wypaczony. W internecie, w czasopismach, a zwłaszcza w serialach, kobieta zaraz po porodzie wygląda kwitnąco, od razu wraca do pięknej figury i nie dotyczą jej takie zmartwienia, jak obolałe, nabrzmiałe piersi, obwisły brzuch, rozstępy, opuchnięte nogi i nadprogramowe kilogramy. Matka w telewizorze i w sieci pod każdym względem jest doskonała - zawsze ma lśniące włosy i misternie ułożoną fryzurę, pełen makijaż, chodzi na wysokich szpilkach i jest nienagannie ubrana. Taki obraz macierzyństwa w zderzeniu z brutalną rzeczywistością wywołuje kompleksy tysięcy zwyczajnych matek. I chociaż większość z nas wie, że to tylko „magia mediów”, presja otoczenia jest ogromna.
Macierzyństwo bez Photoshopa pokazuje, że każda matka w pewnym momencie czuje się gorsza ze zmianami, które zaszły w jej ciele. Nie ma znaczenia, czy jest puszysta, czy też szczupła. W ciele zawsze pozostaje coś, o czym czasem wie tylko sama kobieta, co nie pozwala jej zaakceptować samej siebie. Droga do samoakceptacji jest długa i często bolesna, okupiona łzami i wyrzeczeniami. Szczere i prawdziwe teksty zebrane w antologii pomagają spojrzeć na ten problem z szerszej perspektywy i poznać historię innych matek (oraz ojców!) i ich drogę do pokochania samych siebie.
Na szczególną uwagę zasługuje sesja zdjęciowa, która jest dodatkiem do książki. Blogerki-mamy odsłaniają swoje ciała, by pokazać ich piękno. Choć nie są to ciała doskonałe, bije z nich blask wewnętrznej siły, kobiecości i pewności siebie. Ta sesja to swoista „kropka nad i” w dyskusji o blaskach i cieniach rodzicielstwa.
granice.pl Monika Witczak; 2016-09-08
Insight. Droga do mentalnej dojrzałości
Ta książka nie zmieni twojego życia - prowokuje na wstępie autor, i dodaje: "Żadna książka tego nie zmieni. Kilkaset zadrukowanych kartek papieru nie ma nad tobą takiej władzy. Tylko ty, samodzielnie, możesz coś zmienić". Metoda Insight, którą proponuje, ma poprowadzić czytelnika poprzez samoakceptację do świata mentalnej dojrzałości. Opracowane przez Pasterskiego techniki czerpią z coachingu i psychoterapii, kładąc nacisk na introspekcję, myślenie intuicyjne i samopoznanie. Jednak nie teoria, ale praktyka jest tym, co czyni mistrza, dlatego autor obszerne partie książki poświęca ćwiczeniom, podkreślając - znów prowokacyjnie -że jeśli nie mamy czasu lub ochoty ich wykonywać, sięganie po "Insight" mija się z celem.
FOCUS
Sweet Ache. Krew gęstsza od wody. Seria Driven
Pełna wdzięku Quinlan, główna bohaterka i zarazem jeden narratorów tej powieści, to siostra Coltona (fankom serii Driven nie trzeba wyjaśniać kto to, zaś niezaznajomione z nią czytelniczki mogą ów fakt pominąć). Świadoma swoich potrzeb, nieustępliwa, ambitna i uparcie dążąca do celu z pewnością odbiega od wizerunku szarej myszki, która właśnie wpadła w paszczę lwa. Bo chociaż Hawkin z pewnością lewem jest, przed nią niezbyt może sobie poryczeć.
Rozchwytywany, arogancki, pewny siebie. Swoją gotowością do poświęceń początkowo przywołuje wrażenie zbędnej, naiwnej i złudnej martyrologii. Poznając jego przeszłość i rodzinne życie, fałszywe pozory szybko zanikają, bo okazuje się, że w grę wchodzą tutaj doświadczenia, z którymi trudno dyskutować. K. Bromberg, przydzielając możliwość opowiedzenia historii z własnej perspektywy i Hawkinowi, kolejny raz utorowała czytelnikom drogę do umysłu obu bohaterów. I chociaż w ten sposób obdarła ich z tajemnic, jednocześnie wiele z nich zachowała na długi czas, a serwując je etapowo pozwoliła tej książce pozostać ciekawą w każdym momencie.
Rozchwytywany, arogancki, pewny siebie. Swoją gotowością do poświęceń początkowo przywołuje wrażenie zbędnej, naiwnej i złudnej martyrologii. Poznając jego przeszłość i rodzinne życie, fałszywe pozory szybko zanikają, bo okazuje się, że w grę wchodzą tutaj doświadczenia, z którymi trudno dyskutować. K. Bromberg, przydzielając możliwość opowiedzenia historii z własnej perspektywy i Hawkinowi, kolejny raz utorowała czytelnikom drogę do umysłu obu bohaterów. I chociaż w ten sposób obdarła ich z tajemnic, jednocześnie wiele z nich zachowała na długi czas, a serwując je etapowo pozwoliła tej książce pozostać ciekawą w każdym momencie.
Gorąca i rozpalająca gra emocji oraz uczuć. Trudne wspomnienia, skomplikowane relacje i miłość, która postanowiła kolejny raz niespodziewanie wkroczyć w czyjeś życie. Pełne namiętności sceny, romantyczne czy ostre poczynania głównych bohaterów połączone z odnajdywaniem właściwej drogi położonej na linii serca. Kłamstwo, ból, ale także odkupienie. K. Bromberg kolejny raz nie zawiodła. Mam wręcz wrażenie, że wraz z każdą powieścią podnosi poprzeczkę wyżej. Chociaż nie jest to wybitnie oryginalna historia z zaskakującym finałem, a kolejne strony nie toczą krwawego boju o dogłębne emocje czytelnika, jako nieobciążająca i odprężająca lektura sprawdza się doskonale. Nie razi trywialnością, nie nudzi i nie oburza. Coś w sam raz dla kobiet szukających naznaczonych namiętnością, aczkolwiek mających sens i wartość historii miłosnych.
Kolejna część serii Driven, tak samo jak poprzedniczka, nie dotyczy już ściśle losów Coltona i Rylee. Życie bohaterów znanych z trylogii pozostaje jedynie namiastką całej fabuły, wspomnieniem, ponieważ na pierwszy plan wkraczają ich znajomi. Niemniej interesujący.
Pomiędzy kolejnymi powieściami pani Bromberg postanowiłam robić sobie przerwy. Nie wiem, czy książki wypadły by w moich oczach tak korzystnie, gdybym czytała je jedna po drugiej. Niemniej jednak rozstając się ze stylem i pomysłami tej autorki, można za nimi zatęsknić ponieważ wtedy wszystko wydaje się bardziej ekscytujące. A jako że zarówno ta część jak i poprzednia stanowią samodzielnie funkcjonujące powieści i można je czytać bez znajomości całej serii, nie trzeba martwić się o umykające z pamięci szczegóły, więc na odstępach czasowych niczego się nie traci.
PODSUMOWANIE:
Kolejna część serii Driven, tak samo jak poprzedniczka, nie dotyczy już ściśle losów Coltona i Rylee. Życie bohaterów znanych z trylogii pozostaje jedynie namiastką całej fabuły, wspomnieniem, ponieważ na pierwszy plan wkraczają ich znajomi. Niemniej interesujący.
Pomiędzy kolejnymi powieściami pani Bromberg postanowiłam robić sobie przerwy. Nie wiem, czy książki wypadły by w moich oczach tak korzystnie, gdybym czytała je jedna po drugiej. Niemniej jednak rozstając się ze stylem i pomysłami tej autorki, można za nimi zatęsknić ponieważ wtedy wszystko wydaje się bardziej ekscytujące. A jako że zarówno ta część jak i poprzednia stanowią samodzielnie funkcjonujące powieści i można je czytać bez znajomości całej serii, nie trzeba martwić się o umykające z pamięci szczegóły, więc na odstępach czasowych niczego się nie traci.
PODSUMOWANIE:
„Sweet Ache. Krew gęstsza od wody” nie rozczaruje wielbicielek prozy K. Bromberg, a już na pewno nie zawiedzie fanek ognistych historii z męskimi bohaterami na czele. Chociaż nie jest to ambitna lektura, polecam jako lekki, aczkolwiek rozpalający wypełniacz wolnego czasu, który pozostawi po sobie dobre wrażenie. Lepsza niż poprzedniczka, ale czy ciekawsza od następczyni? O tym przyjdzie mi się dopiero przekonać. Na chwilę obecną wiem tylko tyle, że ta część spełniła moje oczekiwania.
http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ werka777; 2016-09-08
Pod samym niebem
To już druga część serii W Przestworzach i tym samym dalszy ciąg historii Bianki i Jamesa, a ja staję się ich wiernym i kibicującym ich związkowi fanem.
Bianka po wypadku jaki zdarzył się z winy jej ojca, wraca spokojnie do zdrowia, wypoczywa i regeneruje siły w towarzystwie przyjaciół. Jednym z jej najwierniejszych kolegów jest oczywiście kapitan Damien, który skrycie liczy na coś więcej ze strony dziewczyny, a teraz kiedy ona chwilowo zerwała kontakt z Jamesem, czuje, że ma jeszcze większe szanse w podbojach o jej serce. Bianka, tak jak już wspomniałam, zerwała chwilowo kontakt z Panem Przystojnym, po to, aby wszystko na spokojnie przemyśleć, gdyż przerażają ją uczucia do niego i to, że w jego obecności całkowicie traci kontrolę. Ale czy myślicie, że James odpuści? Jasne, że nie. Nęka dziewczynę swoimi telefonami do niej, a dodatkowo spiskuje ze Stephanem, który wyraźnie jest po jego stronie. W końcu gdy udaje się mu umówić z Bianką stara się zaznaczyć swoje terytorium przed kapitanem Damienem, o którego szczególnie jest zazdrosny, oczywiście z wiadomych powodów.
W pewnym jednak momencie James prosi Biankę o to, żeby ta z nim zamieszkała i od tej pory wszystkie domy, które należą do niego, dzielić będą wspólnie.
Jak myślicie, czy Bianka się zgodzi? A może James przestraszy dziewczynę swoją otwartością? Przecież Bee wcale nie ma dobrych wspomnień związanych z rodziną, a James ewidentnie coś takiego planuje….
Książkę czyta się po prostu w zawrotnym tempie, nie umiem nawet określić kiedy byłam już w końcowych momentach i żałowałam, że tak szybko skończy się ta część. A żeby tego było mało, tom drugi kończy się w momencie kiedy wszystkim zamierają serca – bohaterom i czytelnikom. Aż strach pomyśleć co będzie dalej i jak to wszystko się rozwinie.
Bardzo mocno kibicuję Biance i Jamesowi, strasznie ujmuje mnie w tej serii kruchość bohaterów. Z jednej strony silny i władczy James, wszystko kontrolujący, a z drugiej strony tak łatwo go zranić i jest tak ogromnie troskliwy w stosunku do osób szczególnie mu bliskich. Bianka, która kocha Jamesa, ale boi się mu o tym powiedzieć, a z drugiej strony skrzywdzona przez życie, które nie oszczędzało jej przeżyć w dzieciństwie, przez co kompletnie nie myśli o zakładaniu rodziny.
Założę się jednak, że do szczęśliwego zakończenia jeszcze długa droga i my jako czytelnicy będziemy przeżywać jeszcze wiele strasznych chwil w obawie o naszych ukochanych bohaterów.
Czekam z niecierpliwością na kolejne części.
Bianka po wypadku jaki zdarzył się z winy jej ojca, wraca spokojnie do zdrowia, wypoczywa i regeneruje siły w towarzystwie przyjaciół. Jednym z jej najwierniejszych kolegów jest oczywiście kapitan Damien, który skrycie liczy na coś więcej ze strony dziewczyny, a teraz kiedy ona chwilowo zerwała kontakt z Jamesem, czuje, że ma jeszcze większe szanse w podbojach o jej serce. Bianka, tak jak już wspomniałam, zerwała chwilowo kontakt z Panem Przystojnym, po to, aby wszystko na spokojnie przemyśleć, gdyż przerażają ją uczucia do niego i to, że w jego obecności całkowicie traci kontrolę. Ale czy myślicie, że James odpuści? Jasne, że nie. Nęka dziewczynę swoimi telefonami do niej, a dodatkowo spiskuje ze Stephanem, który wyraźnie jest po jego stronie. W końcu gdy udaje się mu umówić z Bianką stara się zaznaczyć swoje terytorium przed kapitanem Damienem, o którego szczególnie jest zazdrosny, oczywiście z wiadomych powodów.
W pewnym jednak momencie James prosi Biankę o to, żeby ta z nim zamieszkała i od tej pory wszystkie domy, które należą do niego, dzielić będą wspólnie.
Jak myślicie, czy Bianka się zgodzi? A może James przestraszy dziewczynę swoją otwartością? Przecież Bee wcale nie ma dobrych wspomnień związanych z rodziną, a James ewidentnie coś takiego planuje….
Książkę czyta się po prostu w zawrotnym tempie, nie umiem nawet określić kiedy byłam już w końcowych momentach i żałowałam, że tak szybko skończy się ta część. A żeby tego było mało, tom drugi kończy się w momencie kiedy wszystkim zamierają serca – bohaterom i czytelnikom. Aż strach pomyśleć co będzie dalej i jak to wszystko się rozwinie.
Bardzo mocno kibicuję Biance i Jamesowi, strasznie ujmuje mnie w tej serii kruchość bohaterów. Z jednej strony silny i władczy James, wszystko kontrolujący, a z drugiej strony tak łatwo go zranić i jest tak ogromnie troskliwy w stosunku do osób szczególnie mu bliskich. Bianka, która kocha Jamesa, ale boi się mu o tym powiedzieć, a z drugiej strony skrzywdzona przez życie, które nie oszczędzało jej przeżyć w dzieciństwie, przez co kompletnie nie myśli o zakładaniu rodziny.
Założę się jednak, że do szczęśliwego zakończenia jeszcze długa droga i my jako czytelnicy będziemy przeżywać jeszcze wiele strasznych chwil w obawie o naszych ukochanych bohaterów.
Czekam z niecierpliwością na kolejne części.
DobreRecenzje.pl Edyta; 2016-09-07
Stinger. Żądło namiętności
„Stinger- żądło namiętności” Mii Sheridan to piękna opowieść o przeznaczeniu, miłości i namiętności. To historia o ludziach z dwóch zupełnie różnych światów, którzy pod wpływem uczucia postanawiają się zmienić.
Grace Hamilton- studentka prawa przyjeżdża do Las Vegas na Międzynarodowy Zjazd Studentów Prawa. Już pierwszego dnia pobytu, w hotelu wpada przypadkiem na Carsona Stingera- aktora heteroseksualnego, pracującego w branży erotycznej. Od samego początku między tym dwojgiem zaczyna iskrzyć. Początkowo oboje się nawzajem odpychają, a jednocześnie przyciągają. Jednak sytuacja w windzie zmienia ich wzajemne nastawienie do siebie. Oboje podejmują decyzję o spędzeniu wspólnego weekendu, który odmienia ich życie na zawsze. Ponownie ta dwójka spotka się po kilku latach w tym samym mieście. Okazuje się wtedy, że Grace zamiast pracy w wielkiej korporacji, wybrała zawód prokuratora, natomiast Carson porzucił branżę erotyczną i został komandosem. Czy spotkanie to połączy ich na zawsze? Jak potoczą się ich losy?
„Stinger- żądło namiętności” to kolejna cudowna powieść Mii Sheridan, którą miałam okazję przeczytać. To opowieść o wielkim uczuciu, jakie połączyło ludzi z dwóch różnych światów. Ona- piękna, ustatkowana studentka prawa, on- przystojny, żyjący chwilą aktor z branży erotycznej. Czy taki związek ma szansę przetrwać?
Autorka po raz kolejny udowadnia nam, że przeznaczenie łączy ludzi. Pomimo tak wielu różnic i dzielących ich światów oboje rozumieją się doskonale. Potrafią się przed sobą otworzyć i powierzyć sobie najskrytsze tajemnice. W powieści autorka porusza także problematykę handlu ludźmi i walki z nią.
Grace i Carson to bohaterowie, których obdarzyłam dużą sympatią. Grace to skromna, ułożona studentka prawa, która stara się spełnić oczekiwania ojca. Pomimo tak młodego wieku posiada własny plan na życie i stara się go przestrzegać. Większość swojego czasu spędza na nauce. Jest osobą ambitną i rozsądną. Zmienia się pod wpływem Carsona. Dzięki niemu staje się ona osobą pewniejszą siebie i stara się realizować własne marzenia.
Natomiast Carson, to chłopak, który żyje z dnia na dzień, nie przejmując się tym, co będzie jutro. Jego głównym zajęciem jest aktorstwo w filmach pornograficznych. Z jednej strony nie lubi swojego zajęcia, a z drugiej strony go wykonuje. Podobnie jak Grace zmienia swoje życie po namiętnym weekendzie, spędzonym w hotelu. Po rozstaniu z nią postanawia wstąpić do wojska i zostaje komandosem. Staje się człowiekiem odpowiedzialnym. Stara się również pogodzić ze swoją przeszłością, wybaczyć sobie i matce.
Akcja powieści jest ciekawa i dynamiczna. Bohaterowie są doskonale wykreowani przez autorkę. Wszystkie wydarzenia obserwujemy z punktu widzenia głównych bohaterów, dzięki czemu lepiej poznajemy ich przeżycia i emocje. Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Fabułę wzbogacają subtelne sceny erotyczne.
Podsumowując jest to powieść, która ukazuje, że pod wpływem uczucia ludzie są w stanie zmienić swoje życie na lepsze, a miłość może połączyć ludzi z dwóch zupełnie różnych światów.
ksiazkowyswiatmoniki.blogspot.com Monika Hetz; 2016-08-12