ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Dręczyciel

Kolejna książka w której zakochałam się po samej okładce... tak, tak wiem jak to brzmi, ale szukając informacji o tytule coraz bardziej przekonywałam się o ty, że muszę ja przeczytać. Zaintrygowała mnie, obiecując inność i powiew świeżości, a w nurcie Naw Adult o to już ciężko. O czym jest "Dręczyciel"? Ach co to były za emocje :) Książka zdała egzamin i okazała się jedną z lepszych w swoim gatunku. Ogromną tego zasługą są kreacje bohaterów. Tate to wręcz mistrzowska postać gdy przestaje być ofiarą. Stawia się, pyskuje, pokazuje pazur. Ta wielka przemiana spowodowana jest tym, że bohaterka dochodzi do ściany. Jared naciska na nią i robi takie rzeczy, że gorzej być nie może. Cała sytuacja z dręczeniem Tate jest o tyle zaskakująca, że przed paroma laty byli sobie bardzo bliscy.... co tak zmieniło jego zachowanie? Książka jest bardzo dobra nie tyle ze wzgląd na bohaterów, emocje, romantyzm. To kolejna pozycja, która poza oczywistym pokazuje nam czytelnikom drugie dno, przesłanie. Doskonale widzimy jakie skutki wywołuje plotka. Jak niszczy ona życie, jak gnębi i ogranicza, ile cierpień powoduje, tłamsi i niszczy. Z książki płynie wielka nauka i powinniśmy z niej skorzystać. Ogromnym plusem książki są emocje. W genialny wręcz sposób autorka pokazuje łamanie bohatera. To jak zmienia się, jak ewoluuje, jak radzi sobie z uczuciem. Gwarantuję, że emocje Was zaleją. Moim zdaniem minusem powieści jest powód dla którego Jared stał się oprawcą. Jestem w stanie zrozumieć jego cierpienie, ale moim zdaniem przerzucenie tego na Tate było po prostu głupie i niewystarczające. Mógł inaczej się zachować.... no ale cóż - mogę to zrzucić na barki młodości :) Mimo, tego małego minusu polecam Wam "Dreczyciela". To godna uwagi książka, przy której miło spędzicie czas. Zdecydowanie warto mieć ja w swojej biblioteczce. 8/10
kasikrecenzuje.blogspot.com/ Katrzyna Sikora

Słodkie sekrety, czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem

„Słodkie sekrety” to nie jest pierwsza książka Weroniki Madejskiej. Jej wcześniejsza publikacja to:  „Bez glutenu. Bez wyrzeczeń. Natchnione przepisy dla bezglutenowców, wegetarian i całej reszty świata”, prowadzi też własnego bloga.
 
            Pozycja ma nazwijmy to „półtwardą” oprawę. Nie jest ona zwykła – cienka, nie jest też mocno gruba – twarda. Książka jest kolorowa, a to dzięki zamieszczonym w niej ilustracjom/zdjęciom. Jeśli ktoś jest wrażliwy na różne zapachy warto by odłożył pozycję na jakiś czas po jej zakupie by się „przewietrzyła”. Ma dość intensywny zapach, który nie każdemu może przypaść on do gustu, czy nie każdy będzie mógł od razu go „znieść”.
 
            Jest to dość nowa pozycja, copyright z 2017 roku. Część zdjęć jest autorstwa Weroniki Madejskiej, ale nie wszystkie. Pomiędzy przepisami gdzieniegdzie można napotkać „Historie czytelników”, które urozmaicają publikację, choć nie każdemu odbiorcy mogą wydać się potrzebnym dodatkiem. Odnaleźć tu można również „Ważne informacje”, „Wstęp”, „Zanim zaczniesz” czy „Sprzęt” i „Słodziki”, które wprowadzają do publikacji i tłumaczą nijako wybrane rzeczy czy podpowiadają jak można do pewnych spraw podejść czy ukazują skąd niektóre składniki znalazły się w przepisach. W części nazwanej „Podstawy” można odnaleźć przepisy, których produkty końcowe nieraz będą wykorzystywane w dalszej części publikacji a także zalazła się informacja o „mąkach bez glutenu”.
 
            Co mi się nie spodobało? Bądź uważam, że można było zrobić inaczej? No cóż… najbardziej chyba wolałabym by inaczej został rozwiązany temat zdjęć. Nieraz ich brak co w przypadku przepisu, którego wynik nie wiemy jak powinien wyglądać, jest pewnym utrudnieniem, nie ujmuje to samemu przepisowi, ale jak już są zdjęcia to mogłoby przedstawiać to co jest tu najważniejsze czyli słodkości… nieraz wydaje się, że ważniejsze są np. dzieci niż produkt końcowy przepisu. Nie wszystkie „ilustracje” są jednak złe, niektóre są w odpowiednim miejscu i do tego właściwie zostały zrobione. Zdjęcia są też tym co najbardziej „rzuca się w oczy”. Także to one podczas zwykłego kartkowania pozycji mogą do niej zachęcić. Warto więc może w przyszłości bardziej się do nich przyłożyć, same one mogą zachęcić do spróbowania wykonania danego przepisu, tak miałam np. podczas odnalezienia zdjęcia zielonych naleśników :) a tym samym do zakupy publikacji.
 
            Przepisy podzielone są na pory roku co jest ciekawym rozwiązaniem. Te nazwijmy to działy zostały zaś podzielone na następujące części: „Na co dzień”, „Dla malucha”, „Na szybko”, „Na wyjątkowe okazje”. W zamieszczonych tu przepisach brak nazwijmy to „zwykłego cukru” zamiast tego znajdują się w nich takie składniki jak: ksylitol, syrop klonowy czy syrop z agawy. Brak też np. jajek (w końcu to przepisy roślinne) zamiast nich używana jest tu aquafaby. Do tego co ciekawe można odnaleźć tu przepis na polewę bez kakao/czekolady, w sam raz coś dla kogoś kto nie może go stosować, spożywać.
 
            W dużej części wydaje się być to pozycja dla kogoś kto ma trochę wolnego czasu by móc poeksperymentować i popróbować nowych rzeczy, mających też zasoby finansowe by choć spróbować kupić niektóre składniki, które być może w porównaniu do „zwykłych” kosztują trochę więcej. To pozycja też dla osób, które nie mogą jeść słodyczy, które mają w sobie gluten a także dla tych, którzy zdecydowali się na dietę wegańską.
           
            Jest to więc pozycja dla ludzi nie bojących się nowości bądź muszących znaleźć mniej standardowy sposób przyrządzania słodkich przysmaków. Niektóre przepisy są naprawdę łatwe do wykonania nawet dla kogoś mało doświadczonego w przyrządzaniu słodkości. Plusem są też dodatkowe uwagi autorki i jej podpowiedzi.
 
            Reasumując jest to ciekawa pozycja z niestandardowym podejściem do „słodyczy”. Może nie dla każdego, ale jeśli ktoś poszukuje jakiś przepisów na słodkości bez glutenu może tu odnaleźć wiele pomysłów i gotowych przepisów, które wydają się już wypróbowane i nie trzeba przy nich dużo główkować nad zamiennikami.
 
swiatairi.blogspot.com Marta Tomczak

Pełna MOC życia. Jeśli o czymś w życiu marzysz - sięgnij po to. Wydanie II zmienione

„Pełna MOC życia to książka inspirująca, pełna humoru i życiowych przykładów. To książka, którą niektórzy czytają jednym tchem przez całą noc, a inni delektują się poszczególnymi rozdziałami.
Miła dla oka czcionka, bardzo dobry rytm zdań, forma zwracania się do czytelnika sprawiająca wrażenie rozmowy z nim. Ponadto oryginalna grafika i ilustracje, wyróżnione inspiracje, sugerowana bibliografia i tzw. rozmyślnik czynią z niej niezwykłą i unikalną pozycje wśród wszystkich, dostępnych książek o charakterze inspirująco – motywujących. Każda książka jest numerowana. Aby nie była jedną z tysięcy. Tylko tą jedną, jedyną, napisaną specjalnie dla Ciebie”. Trzeba przyznać, że wydawca potrafi zareklamować książkę autorstwa Jacka Walkiewicza. Po przeczytaniu takiego opisu nie pozostaje nic innego, jak tylko sięgnąć po lekturę. Jakie są moje wrażenia?
 
Ostatnio bardzo brakuje mi motywacji do robienia czegokolwiek. Czytam poradniki i w nich szukam inspiracji. Nie wiem, gdzie się uchowałam, ale nie słyszałam wcześniej o Jacku Walkiewiczu. W każdym razie muszę przyznać, że moje pierwsze spotkanie z nim uważam za udane. Jego książkę pochłonęłam w tempie ekspresowym i muszę przyznać, że dała mi kopa. Może nie od razu zostanę prezydentem, ale przynajmniej już wiem, co mogę zrobić, żeby znów zacząć działać. Co prawda w paru miejscach autor się powtórzył, lecz jestem w stanie mu to wybaczyć.
 
Autor nie buja w obłokach. Ma bardzo życiowe podejście do tego, o czym pisze. Wie, że jesteśmy tylko ludźmi i pewne rzeczy mogą nas po prostu przerosnąć. Opisuje własne doświadczenia i dzieli się z czytelnikami wnioskami, jakie z nich wyciągnął. Co my zrobimy z tą wiedzą – to już nasza sprawa. Pokazuje, że warto dokonywać zmian. Stojąc uparcie w jednym miejscu niczego nie osiągniemy.
 
Dopóki człowiek ma marzenia, walczy. Czuje w swoim życiu sens. Jacek Walkiewicz uświadamia nam, że warto dążyć do tego, by je spełnić. Łatwo nie będzie, za to jaka czeka nas satysfakcja, gdy uda nam się dojść do celu.
 
Jacek Walkiewicz ma lekkie pióro. Wydawało mi się, że stoi obok mnie i opowiada mi o tym, co zrobić, żeby chciało mi się codziennie podnieść pośladki z łóżka. Nie chciałam kończyć jego książki, ale w końcu musiało to nastąpić. Nie żałuję ani jednej chwili, którą poświęciłam na lekturę. Mam nadzieję, że wyciągnę z niej odpowiednie wnioski.
 
To nie jest wyłącznie sucha teoria. Jako przykłady służą sceny z życia wzięte. Wszystko jest napisane z lekkim przymrużeniem oka. Nie miałam wrażenia, że słucham nauczyciela. Wydawało mi się, że rady daje mi mój dobry znajomy. Takie właśnie powinny być poradniki. Wtedy aż chce się zrobić to, co mówi ich autor. W innym przypadku możemy czuć się jak uczniowie, którzy za karę słuchają nudnego wykładu i nie wyniesiemy z tego nic pożytecznego.
 
Nie wiem, czy znacie Jacka Walczaka. Jeśli nie, możecie spróbować zapoznać się z jego poradnikiem, choćby tylko po to, żeby znaleźć w nim jedno zdanie, jakie warto zapamiętać. To już jest sukces. Przynajmniej moim zdaniem. Jeżeli jesteście w takiej sytuacji, że chcecie coś zmienić, a nie bardzo wiecie, jak się za to zabrać, może temu autorowi uda się wam pomóc. Spróbujcie. W gruncie rzeczy nie ryzykujecie zbyt wiele.
Sztukater.pl Pani M

Oby w piekle podawali piwo

Pozwólcie, że opowiem dziś o pewnym bestsellerze „New York Timesa”.
Na okładce czytamy: "Może uczysz się, a może już pracujesz. Pewnie płacisz podatki, chodzisz na wybory i czasami nawet robisz coś dla ogółu. Pomagasz sąsiadce. Chronisz przyrodę i bierzesz odpowiedzialność za swoje czyny. Segregujesz śmieci. Słowem — jesteś świadomym obywatelem. Masz cel, który starasz się zrealizować. Twoje życie jest uporządkowane i podporządkowane zasadom, które akceptujesz i które akceptuje społeczeństwo. A przecież wcale nie musisz tak żyć! Tę książkę najlepiej po prostu odłożyć na półkę. Nie nauczysz się z niej niczego pożytecznego. To opowieść o całkowicie nagannym życiu, pełnym pijaństwa i dość przypadkowego seksu, za to pozbawionym jakichkolwiek celów i zasad. Napisana dosadnym, ostrym językiem, lekka i dowcipna. Nie znajdziesz tu recepty na sukces, ale możesz liczyć na niespotykaną, choć zupełnie nieakceptowalną społecznie rozrywkę. Jeśli jednak upierasz się przy szukaniu głębszego sensu tej opowieści, możesz potraktować ją jako manifest wolności i bunt przeciwko systemowi". Brzmi kontrowersyjnie. Przynajmniej w moim przekonaniu.
 
Tucker Max, autor książki, według wydawcy i samego siebie jest kompletnym gnojkiem, pijakiem i kobieciarzem. Brak mu choćby cienia empatii. To egoista, narcyz i erotoman. Upija się w każdych warunkach (najchętniej na cudzy koszt), zaczepia nieodpowiednie osoby (zanim to sobie przemyśli) i uprawia seks z każdą kobietą (którą zdoła do tego namówić). Jest mu z tym wszystkim dobrze i nie ma zamiaru niczego zmieniać. Innymi słowy, to człowiek szczęśliwy i spełniony. W końcu jeśli piekło istnieje, to na pewno serwują tam piwo!
Uwierzcie mi, w życiu czytałam wiele mniej lub bardziej kontrowersyjnych książek, ale z przejściem przez tę miałam ogromne problemy. Nie do końca wiem, z czego to wynika. Starałam się podejść do historii z dystansem i z przymrużeniem oka, lecz nie byłam w stanie tego zrobić. To mnie przerosło. Niespecjalnie przemówił do mnie język, jakim posługiwał się autor.
 
Nie mogłam narzekać na nudę, to na pewno. Działo się sporo rzeczy, niekoniecznie przeznaczonych dla oczu niepełnoletnich czytelników. Tak, wiem, zabrzmiałam jak moherowa ciocia i zdaję sobie z tego sprawę, ale nie chciałabym, żeby moje nastoletnie dziecko czytało książki, w których alkohol leje się strumieniami, a przez łóżka bohaterów przewija się wiele kobiet. Jestem dość luzacka, lecz nie na tyle.
Nie jestem konserwatywną czytelniczką, lecz publikacja "Oby w piekle podawali piwo" niespecjalnie przypadła mi do gustu. To nie są moje klimaty. Jak dla mnie była zbyt obcesowa (nie wierzę, że to piszę... ja, człowiek, który nie o takich książkach prace dyplomowe pisał). Tuckera Maxa trudno polubić. Jest kontrowersyjną postacią. Nie ma żadnych wyrzutów sumienia i w sumie nawet może pójść do piekła. Co mu tam, byleby tylko w piekle podawali piwo. Więcej mu do szczęścia nie potrzeba.
Musicie sami odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcecie przeczytać tę książkę. Jeśli nie przeszkadzają wam seks, alkohol i bohater, który ma tyle za uszami, że cud, iż udaje mu się jakoś trzymać głowę - możecie śmiało sięgnąć po "Oby w piekle podawali piwo". Mnie ta książka nie przypadła specjalnie do gustu, ale nie uważam, że jest zła. Tego o niej powiedzieć nie mogę. Byłoby to z mojej strony nie w porządku.
Sztukater.pl Pani M

Jak zarabiać na blogu i pozostać sobą

Ostatnio przeczytałem książeczkę autorki Ruth South pt.: Jak zarabiać na blogu i pozostać sobą*, która jest dość znaną blogerką na swoim podwórku.
Książka ma raptem 160 stron więc można ją bardzo szybko przeczytać, do tego wiele obrazków sprawia, że dwa wieczory można na nią spokojnie zarezerwować.
Książkę warto przeczytać, jeśli interesujesz się blogowanie oraz jeśli tworzysz treści na strony lub szeroko pojętym biznesem internetowym.
Dla osób, które siedzą trochę w biznesie online ta książka może być dobrym uzupełnieniem wiedzy i potwierdzeniem jakie ścieżki są warte uwagi.
Jeśli dopiero zaczynasz blagować to ta pozycja jest obowiązkowa, gdyż autorka zdradza co należy zrobić aby odnieść sukces.
Ja mogę pochwalić się tutaj, że wyniosłem dwa bardzo istotne szczegóły z tej książki.
Pierwszy to należy tworzyć super treści, dzięki którym jest możliwość dotarcia do większej liczby odbiorców. Oczywiście promocja najważniejsza ale jeśli nie będzie super treści to i nawet najlepsza promocja nie wystarczy aby utrzymać czytelników na blogu.
Drugi bardzo ważny aspekt to skupienie się na mediach społecznościowych. Na chwilę obecną mam FB i Twitter ale nie mam jakiejś konkretnej strategii. Muszę bardziej przyjrzeć się tym mediom, gdyż możliwości dotarcia do nowych odbiorców są ogromne. Na chwilę obecną potencjał tych mediów wykorzystuje w minimalnym zakresie.
I jeśli planujesz na poważnie blagować to należy się przygotować na to, że jest to zajęcie na pełny etat.
Zdecydowanie polecam wszystkim, co nie tylko blogują ale również wykorzystują swoje strony internetowe do szukania klientów, gdyż autorka bloga zdradza w jaki sposób zdobyła ogromną liczbę czytelników oraz ponadprzeciętne zyski.
moneygrabbing.co.uk Radosław Salak
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL