Recenzje
Indonezja. Po drugiej stronie raju
Mamy okazję poznać Indonezję oddaloną od głównych szlaków turystycznych. Autorka mieszka z ?morskimi cyganami" w domach na palach i ludami z gtębi dżungli, bierze udział w szamańskich rytuałach i ceremoniach pogrzebowych. Z tych doświadczeń wyłania się zaskakujący, bogaty, czasem mroczny obraz. Jej książka łączy reportaż z pamiętnikiem z podróży i szkicem antropologicznym, lecz autorka unika oceniania. Dostajemy zatem wszystkie narzędzia, by samemu poznać ten egzotyczny zakątek świata z innej perspektywy.
KONTYNENTY
Making Faces
Czasem w życiu trafiamy na takie książki, które zostają w nas na zawsze a mówienie lub pisanie o nich jest naznaczone strachem, by niczego nie pominąć i nie zabrać jakieś ważnej części. Ja mam tak z "Making faces" Amy Harmon.
Małe miasteczko, Ambrose Young, gwiazda szkolnej drużyny zapaśniczej o wyglądzie Herkulesa, mogący zdobyć każdą dziewczynę i wygrać każde zawody, lecz czy tego chce? Czy bycie wciąż najlepszym nie obciąża?
Fern Taylor, niepozorna osóbka z burzą rudych loków i twarzą usianą piegami i aparatem na zębach. Wciąż przebywa ze swoim kuzynem Baylaiem, chorującym na zanik mięśni.Po nocach pisząca romanse pod pseudonimem, za dnia niewidoczna dla otoczenia. Fern kocha Broseya od zawsze, dlatego pomoc przyjaciółce w pisaniu listów miłosnych do szkolnego herkulesa daje jej szanse na poznanie jego wnętrza. Jednak nie wszystko się udaje a ich relacje stają się dalekie od dobrych.
Gdy Ambrose wraz z czwórką przyjaciół postanawia zaciągnąć się do wojska serce Fern krwawi. Czy miłość Fern przetrwa? Czy Ambrose przestanie być ślepy na jej uczucie? Co przyniesie misja w Iraku ?
Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?
Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy, które widzą źle?
Czy kręci loki na mojej głowie, tworząc z nich dziką burzę?
Czy zatyka uszy głuchemu, robiąc to wbrew ludzkiej naturze?
Czy mój wygląd to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu?
Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę?
Za wady, które mnie prześladują w najgorszych snach,
Za brzydotę, której nie znoszę, za nienawiść i za strach?
Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, że wyglądam aż tak źle?
Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?
Amy Harmon, rozwaliła mój system nerwowy.Bałam się tej książki po wszystkich recenzjach i opisie na okładce nie byłam pewna czego się spodziewać jednak teraz wiem, że żałuje tylko jednego ... Że tyle zwlekałam z przeczytaniem "Making faces", Piękna historia o poszukiwaniu miłości, prawdy o sobie i innych a także radzeniu sobie z bólem, chorobą i wszelkimi przeciwnościami jakie stawia przed nami los. Każde zdanie, słowo z tej książki jest na swoim miejscu i ma głębszy sens. Bohaterowie tak idealnie prawdziwi, mający swoje skazy, blizny na ciele i duszy. Sytuacje, które mogą spotkać każdego z nas i uczucia, które nie gasną lecz z czasem zyskują na sile. To wszystko w jednej powieści tworzy niesamowity Rollercoaster emocji, które czytelnik chłonie jak gąbka.Cała społeczność tego małego miasteczka tworzy tło i splata swoje losy z głównymi bohaterami towarzysząc im w poszukiwaniu siły potrzebnej, by mogli dojrzeć ukryte piękno w zranionych twarzach i duszach, ukazując przy tym swoje rozterki, problemy i potrzeby.
Bardzo ciekawym zabiegiem są retrospekcje, które pozwalają nam przeżywać dane sytuacje wraz z bohaterami, czuć strach, ból czy radość.Autorka stworzyła piękną historię, która łapie za serce, umysł.Pozwala nam marzyć o tak pięknym uczuciu, które rozwija się, rozkwita na naszych oczach. Każe nam przystanąć i zastanowić się nad sensem życia. Uczy jak łapać chwilę i cieszyć się z każdej minuty, tak niezwykle cennej przecież.
Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Podsumowując, książka zaskakuje, wzrusza, przyprawia o szybsze bicie serca z miłości, strachu i bólu. Ukazuje piękno przyjaźni, miłości i szukania własnego siebie.Uczy, że piękno jest głębiej i często trzeba stracić wszystko by móc ujrzeć prawdę o sobie i innych.Nie ważne co da ci życie, ważne jak to wykorzystasz. Z przyjemnością sięgnę po twórczość Amy Harmon i będę czerpać siłę z uporu Fern, entuzjazmu Beileya i pokory Ambrose'a. Mam nadzieje, że ta powieść jak i inne Harmon zostawią ślad w każdym czytelniku.Mnie książka urzekła, zarówno listy między Fern i Ambrosem jak i przyjaźnie Fern, jej kuzyna i Rity oraz Ambrosa i chłopaków. Piękna historia, koło której nie możesz przejść obojętnie
Marta wśród książek Marta Daft
Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie
Duńska filozofia hygge od kilku dobrych miesięcy króluje także i w Polsce. Rodacy, zmęczeni pracą, pośpiechem i samotnością, odnajdują chwile ukojenia nie tylko w czytaniu publikacji traktujących o duńskiej sztuce szczęścia, ale także zaczynają (lub intensywniej kontynuują) praktykować ją na co dzień.
Każdy zainteresowany tematyką miał już wiele okazji ku temu, by gruntownie ją zbadać – wszak publikacje jej poświęcone wręcz zalały ostatnio rynek wydawniczy. Jako jednak, że popyt wciąż rośnie, także i nowych pozycji nie brakuje.
Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie znacząco wyróżnia się na tle podobnych książek. Niestety - wyjątkowo negatywnie. Całość jest niedopracowana, poszarpana, mówi o wszystkim, a tak naprawdę - o niczym. Choć skupia się na elementach hygge znanych z innych opracowań - na poczuciu przynależności, na schronieniu, komforcie, dobrym samopoczuciu, prostocie i celebrowaniu - w książce zupełnie nie czuć ducha hygge, co sprawia, że całość wydaje się nieautentyczna, prawdopodobnie była pisana naprędce, bez gruntownego przemyślenia oraz redakcji. Podczas gdy inne publikacje dotyczące duńskiej sztuki szczęścia prowokowały do zatrzymania się, chwili refleksji, zadumy, odpoczynku i oddechu, tak przez tę jedynie się przeskakuje, bez jakiejkolwiek zachęty do zatrzymania się w biegu. Owszem, omówione zostają wszelkie elementy składające się na istotę hygge, jednak pomiędzy cytatami, fotografiami oraz wiadomościami gubi się serce tej filozofii, tak istotne w książkach jej poświęconych.
Niestety, to najsłabsza spośród wydanych dotąd w Polsce książek poświęconych hygge. Tak merytorycznie, jak redakcyjnie – brak justowania, brak wyróżnienia naistotniejszych fragmentów tekstu, brak staranności edytorskiej sprawiają, że poza piękną okładką i fotografiami urozmaicającymi wnętrze niewiele tu wartości, brak jakiegokolwiek novum. Przygotowana przez Louisę Thomsen Brits z opóźnieniem w stosunku do kluczowych pozycji poświęconych podobnej tematyce i – niestety – znacząco od nich odbiegająca, Księga hygge przegrywa konfrontację z każdą wcześniejszą pozycją.
Jeśli zatem jeszcze nie czytaliście niczego, co byłoby poświęcone hygge, od tej publikacji zaczynać nie radzę. To spore rozczarowanie.
granice.pl Anna Szczurek
Fotografia kulinarna dla blogerów
Moja przygoda z blogowaniem rozpoczęła się siedem lat temu i w raz z upływem czasu, coraz częściej w moich wpisach zaczęły pojawiać się fotografie. Pierwsze zdjęcia są tragicznej jakości, jednak metodą prób i błędów udało mi się osiągnąć całkiem zadowalające efekty. Dziś przychodzę do was z dwoma nowościami, z pomocą których wasza podróż po świecie fotografii możne stać się prostsza i znacznie przyjemniejsza niż moja osobista droga.
Sztuka fotografowania oraz Fotografia kulinarna dla blogerów to dwie świetnie dopełniające się pozycje. Pierwsza krok po kroku przeprowadzi was przez wszystkie aspekty profesjonalnej fotografii, pomoże rozgryźć sprzęt, właściwe ustawienia, techniczne szczegóły. Druga to z kolei czysta praktyka i porady, jak w warunkach domowych poradzić sobie ze złym światłem czy ustawieniem danego przedmiotu.
W zależności od tego czy wolicie wiedzę podaną w pigułce czy preferujecie szerokie podejście do tematu, każda z książek w 100% spełni swoje zadanie. Mi osobiście najbardziej do gustu przypadła Fotografia kulinarna i spora w tym zasługa wydania oraz skupienia na żywym przykładzie - lwią część książki stanowią zdjęcia, więc od razu wiemy o czym jest mowa - jednak, patrząc na ilość merytorycznej wiedzy, David duChemin pozostawia swojego poprzednika daleko w tyle.
Sądzę, że warto w obecnych czasach pochylić się nieco na tym tematem, bo po co skazywać się na przypadek, gdy piękne zdjęcie można zrobić za każdym razem.
Od-deski-do-deski.blogspot.com VARIA CZYTA
Ty w social mediach. Podręcznik budowania marki osobistej dla każdego
Ty w social mediach to druga książka Marcina Żukowskiego. Jej tematem jest budowanie marki osobistej. Publikacja dostaje ode mnie wysoką ocenę, choć mam kilka zastrzeżeń. Na pewno nie jest to książka dla każdego, jak podkreśla autor w pierwszym rozdziale. Grupą docelową są przede wszystkim osoby szukające sprawdzonych rozwiązań na rozpoczęcie kariery oraz te, chcące zaistnieć w sieci.
Ty w social mediach – kilka słów o personal branding
Zaczyna się całkiem nieźle. Ciekawa przedmowa oraz bystre uwagi z rozdziału pierwszego pozwalają śmiało rozsiąść się w fotelu i oddać się lekturze. Język przyjazny czytelnikowi pozwala przepłynąć przez Ty w social mediach w 2-3 godziny, w ogóle nie męcząc odbiorcy. To wielki plus.
Pierwszy i drugi rozdział poświęcony jest marce osobistej. Żukowski wyjaśnia czym jest personal branding i z czym się go je. Ameryki nie odkrywa, bo do informacji znalezionych w źródłach (książki/internet) dodaje tylko analizę przykładów z własnego życia i pracy. Jednak robi świetne zestawienie wspominanych wyżej wiadomości. Bardzo pomocne dla wszystkich, którzy chcą przypomnieć sobie podstawowy zagadnienia.
Trzecia część jest o tym w jaki sposób zbudować własną markę. Żukowski wykonał tu świetną robotę. Rozpatruje szczegółowo konkretne działania. Jest o skutecznym CV i liście motywacyjnym, ale też o tworzeniu swojego wizerunku w sieci, monitorowaniu informacji w Google, tworzeniu stron i blogów i wielu, wielu innych. Pojawiają się też partie tekstu dotyczące mediów społecznościowych, tłumaczących dla kogo są poszczególne narzędzia.
Ty w social mediach – dwa zastrzeżenia
Wulgaryzmy. Moim zdaniem, jeśli ktoś używa ich we własnej książce, na pewno traci wiarygodność w oczach czytelnika. Wstawienie wulgaryzmów w treść publikacji ZAWSZE odbieram jako nadrabianie braku porządnego zasobu leksykalnego (chyba, że sa to dialogi zaczerpnięte z języka ulicy). Być może w oczach młodzieży, która sięgnie po Ty w social mediach, Żukowski będzie traktowany jako ekspert-luzak (zobaczą w nim osobę z ogromną wiedzą, podobną do nich), czego mu serdecznie życzę, ale u starszych czytelników straci opinię.
Drugie zastrzeżenie, tyczy się bloga lub strony. Jeśli autor tak bardzo zachwala ich posiadanie, podaje adresy w notce o sobie, dlaczego nie zadbał o swoją WWW i profil na Facebooku.
Ty w social mediach – ocena
Gdyby nie powyższe zastrzeżenia dałbym książce Marcina Żukowskiego ocenę mocne 9,5. To dobry podręcznik budowania marki osobistej. Absolutny must read! Dla każdego zainteresowanego personal brandingiem.
Ocena: 8/10
Napisz Tekst Kuba Sosnowski