Recenzje
Eden. Nowy początek
Kochani, jak widzicie Mia Sheridan pojawia się już po raz czwarty na moim blogu. Mogę Was zapewnić, że pojawi się pewnie jeszcze nie raz, wraz z każdą kolejną wydaną jej książką w Polsce. To, co zrobiła z moim sercem jest nie do pojęcia. Chciałabym, aby pojawiało się więcej takich książek. Przede wszystkim jednak więcej jej książek. Z moich wiadomości wynika, że kolejną książką Mii będzie Bez winy. Mam nadzieję, że wydawnictwa wydadzą kolejne, ponieważ z informacji na GoodReads wiem, że napisała ich dziesięć, z czego cztery zostały wydane a kolejna będzie dostępna już we wrześniu. Nie pozostaje nic innego jak niecierpliwie czekać.
Ostrzegam!!! Jeśli nie czytaliście Calder. Narodziny odwagi to ta recenzja będzie dla Was spojlerem.
W tragicznej powodzi, jaka miała miejsce w Akadii, przeżyli tylko Eden i Calder, oraz ich przyjaciel Xander, którego nie było w tym czasie na miejscu. Eden przekonana, że jej ukochany nie przeżył, ucieka do Cincinnati. Przypadkiem poznaje Feliksa, bogatego jubilera. W zamian za dach nad głową jubiler proponuje Eden nauczanie jego wnuczki Sophii gry na fortepianie. W tym samym czasie Calder, przekonany, że Eden nie przeżyła, nie chce żyć. Nie czuje się na siłach, aby iść przez życie samotnie. Jednak odnajduje trochę siły i motywacji w malowaniu. Powoli rozdzielone połówki, zaczynają żyć bez siebie. Próbują się nauczyć nowego świata, jego funkcjonowania, choć ciężko jest żyć bez powietrza, jakim była dla nich miłość do siebie. Calder staje się dobrze rokującym malarzem. Zaś Eden odnalazła swoją matkę i czuje się ponownie kochana oraz potrzebna. Jednak w jakiś sposób musi wypełnić pustkę po Calderze. Poszukuje więc przeróżnych informacji o Akadii i jej założycielu w Internecie. Przychodzi jednak dzień, w którym ich życie przecina się na nowo. Pewni, że nic nie może stanąć na ich drodze do szczęścia, zostają bombardowani z każdej strony przez przeróżne przeszkody. Rozpoczynają walkę o lepsze jutro. Wspólne przejścia mogą łączyć czy dzielić?
Kontynuacja historii Caldera i Eden to zawarcie wszystkich możliwych emocji w trzystustronicowej książce. Od początku czytania czułam jak moje serce się rozpada i skleja na nowo i tak z każdą kolejną stroną. Mia Sheridan stworzyła książkę, która wycisnęła ze mnie hektolitry łez, w sytuacjach, w których myślałam, że nie powinnam płakać. Ilość bólu, jaka została zawarta na kartkach, przelała czarę. Patrząc na dwójkę bohaterów możemy zobaczyć ich zagubienie, strach, a także miłość, która przepełnia całe serce i ciało. Czułam to z nimi całą sobą. Moje serce kołatało się w piersi wraz z każdą stroną. Nie wiedziałam, co tam zastanę. Miałam huśtawki nastrojów. Płakałam, nagle się śmiałam, a w innych momentach myślałam, że będę zbierać szczękę z podłogi. Autorka przeplatała to wszystko między sobą i tak naprawdę nie wiedziałam, co mnie czeka, dosłownie, w następnym zdaniu!
„Eden. Nowy początek” to historia o tym jak poradzić sobie z mnóstwem przeżyć, które nie mieszczą się w głowie, chyba nikomu. Zastanawiałam się jak można wypełnić lata smutku i rozpaczy, a nawet chęci śmierci. Przecież to nie jest tak, że spojrzysz komuś w oczy i to nagle znika, tylko jest z człowiekiem przez jeszcze długi czas. Panika pojawiająca się za każdym razem, kiedy przypomina się niebezpieczna sytuacja. Skrajne i sprzeczne emocje, towarzyszą cały czas. Ukazanie poczucia straty, odnalezienia, a także matczynej miłości, która jak wiadomo nie zna granic.
Najważniejsza potrzeba, jaką pokazuje historia Caldera i Eden, to poczucie przynależności. Każdy człowiek chce wiedzieć skąd pochodzi, kim jest, jaka jest jego przeszłość, a przede wszystkim chce czuć się kochanym, potrzebnym. Każdy człowiek, chce znać swoje miejsce, a także mieć swoje miejsce w świecie. Jednakże prawda może okazać się druzgocząca.
Jesteście gotowi poznać dalsze losy Caldera i Eden? Poznać ich prawdziwe imiona i nazwiska, rodzinę, przeszłość i przyszłość? Wiem, że ciekawość, dlaczego i jak powstała Akadia nie jest Wam obca, a w tej części możecie się tego dowiedzieć. Myślę, że zakochaliście się tak samo mocno w tej historii jak ja, więc teraz pozostaje Wam tylko czekać do premiery książki, czyli 3. sierpnia.
Kontynuacja historii Caldera i Eden to zawarcie wszystkich możliwych emocji w trzystustronicowej książce. Od początku czytania czułam jak moje serce się rozpada i skleja na nowo i tak z każdą kolejną stroną. Mia Sheridan stworzyła książkę, która wycisnęła ze mnie hektolitry łez, w sytuacjach, w których myślałam, że nie powinnam płakać. Ilość bólu, jaka została zawarta na kartkach, przelała czarę. Patrząc na dwójkę bohaterów możemy zobaczyć ich zagubienie, strach, a także miłość, która przepełnia całe serce i ciało. Czułam to z nimi całą sobą. Moje serce kołatało się w piersi wraz z każdą stroną. Nie wiedziałam, co tam zastanę. Miałam huśtawki nastrojów. Płakałam, nagle się śmiałam, a w innych momentach myślałam, że będę zbierać szczękę z podłogi. Autorka przeplatała to wszystko między sobą i tak naprawdę nie wiedziałam, co mnie czeka, dosłownie, w następnym zdaniu!
„Eden. Nowy początek” to historia o tym jak poradzić sobie z mnóstwem przeżyć, które nie mieszczą się w głowie, chyba nikomu. Zastanawiałam się jak można wypełnić lata smutku i rozpaczy, a nawet chęci śmierci. Przecież to nie jest tak, że spojrzysz komuś w oczy i to nagle znika, tylko jest z człowiekiem przez jeszcze długi czas. Panika pojawiająca się za każdym razem, kiedy przypomina się niebezpieczna sytuacja. Skrajne i sprzeczne emocje, towarzyszą cały czas. Ukazanie poczucia straty, odnalezienia, a także matczynej miłości, która jak wiadomo nie zna granic.
Najważniejsza potrzeba, jaką pokazuje historia Caldera i Eden, to poczucie przynależności. Każdy człowiek chce wiedzieć skąd pochodzi, kim jest, jaka jest jego przeszłość, a przede wszystkim chce czuć się kochanym, potrzebnym. Każdy człowiek, chce znać swoje miejsce, a także mieć swoje miejsce w świecie. Jednakże prawda może okazać się druzgocząca.
Jesteście gotowi poznać dalsze losy Caldera i Eden? Poznać ich prawdziwe imiona i nazwiska, rodzinę, przeszłość i przyszłość? Wiem, że ciekawość, dlaczego i jak powstała Akadia nie jest Wam obca, a w tej części możecie się tego dowiedzieć. Myślę, że zakochaliście się tak samo mocno w tej historii jak ja, więc teraz pozostaje Wam tylko czekać do premiery książki, czyli 3. sierpnia.
Lifebybookaholic.blogspot.com
Hard Beat. Taniec nad otchłanią
Życie dziennikarza wojennego Tannera Thomasa zmienia się bezpowrotnie, gdy podczas jednej z reporterskich wypraw ginie Stella - jego najlepsza przyjaciółka, którą uważał za siostrę, a jednocześnie fotografka, z którą współpracował przez ostatnie dziesięć lat. Mężczyzna przez długi czas nie może poradzić sobie z tą bolesną stratą.
W zapomnieniu o bólu pomaga mu Beaux Croslyn, nowa partnerka zawodowa, dla której po jakimś czasie Tanner traci głowę, wraz z wzajemnością. BJ w niczym nie przypomina typowej kobiety. Nie chce rozmawiać o swoim tajemniczym życiu i problemach. Gdy jej przeszłość zaczyna zagrażać ich relacji, mężczyzna postanawia odkryć prawdę.
Książka jest powieścią z serii Driven, ale można czytać ją bez wcześniejszego zapoznania się z poprzednią trylogią - tak jak ja to zrobiłam i ten fakt zupełnie mi nie przeszkadzał. Jest to zupełnie odrębna historia, z innymi bohaterami w roli głównej. Ta pozycja w świetny sposób potrafi umilić czas w dwa wieczory i totalnie nas pochłonąć.
Tanner został przedstawiony jako postać, która posiada dwie twarze. Z jednej strony: bezkompromisowy, odważny, silny - z mocnym charakterem, a z drugiej, gdy nikt przy nim nie był i zostawał sam, można było wyczuć na kartach strony jego cierpienie, prześladujące go wspomnienia, strach i ciągłe obwinianie samego siebie o przeszłość, której i tak nie był w stanie zmienić. To właśnie on jest narratorem w tej książce.
Beaux to kobieta z tajemniczą przeszłością. która skrywa w sobie wiele i unika tematów dotyczących jej życia. Od początku wydawała mi się podejrzana, ale późniejsze wydarzenia maskują tą niepewność, a między głównymi bohaterami zaczyna rodzić się prawdziwa i namiętna relacja. Od nienawiści do miłości.
Kontakt tej dwójki nie był naciągany i sztuczny. Według mnie - wszystko rozwijało się bardzo naturalne i podobało mi się to, że nie chcieli doprowadzić do sytuacji, w której się znaleźli. Wyszło samo od siebie: tak samo jest w życiu, spotykają nas przeróżne okoliczności, których nawet się nie spodziewamy.
Zostajemy wpleceni w niebezpieczne, wojenne sytuacje, które w każdej chwili mogą skończyć się kolejną tragedią. Jest to lektura bardzo emocjonalna, trzymająca w napięciu i wywołująca wszelakie domysły i niepewność. Akcja dzieje się bardzo szybko, jednak jest na tyle rozległa, że treść czyta się przyjemnie i z większą uwagą.
Po przeczytaniu 3/4 książki byłam tak zdezorientowana, że kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Autorka postanowiła przyszykować dla nas różne, niezbyt przyjemne niespodzianki, które powodowały gniew i wzruszenie. Uwielbiam pozycje, w których namacalnie czuć emocje, a ta książka do takich należy.
Nie polecam tej pozycji młodszym czytelnikom, ponieważ K. Bromberg wplotła w fabułę wiele wątków erotycznych, które mogą zrazić i zniesmaczyć. Mimo wszystko, cała historia jest naprawdę bardzo ciekawa, a tajemnice, sekrety i zagadki budzą wiele pytań, na które dostajemy odpowiedź dopiero z końcem lektury.
"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" jest idealną pozycją dla kobiet, które szukają czegoś więcej niż zwykłego romansu. To książka o dojrzałej i pięknej relacji dwójki osób, która sprawia, że kibicujemy im do ostatniej strony. Spędziłam bardzo miłe chwile z Tannerem i Beaux, którzy są świetnymi bohaterami
Skrytaksiazka.blogspot.com Anna Drąg
Joga dla ciała, oddechu i umysłu. Program przywracania równowagi życiowej
W tej książce ważniejszy jest podtytuł, który niesie ze sobą obietnicę: „program przywracania równowagi życiowej”. Porównując datę wydania oryginału (1993) oraz polskiego tłumaczenia (2016) można obawiać się, że książka straciła na wartości. Nic bardziej mylnego. Współczesny człowiek cierpi na brak kontroli nad swoim życiem. Dzień za dniem bezrefleksyjnie wchodzi w utarte koleiny i automatycznie – jak trybik w machinie – wykonuje te same czynności. A. G. Mohan w swojej książce proponuje system naprawczy.
Zdarzają nam się takie momenty, przelotne chwile, kiedy odnosimy wrażenie wewnętrznej równowagi. Wszystko (łącznie z nami) jest na swoim miejscu. Reintegracja według Mohana jest procesem osiągania takiej równowagi. Polega na uzyskaniu klarownego i niezmąconego umysłu, dzięki któremu mamy dostęp do rzeczywistości. Prawdziwe widzenie ludzi, rzeczy i wydarzeń pozwala z kolei na podejmowanie działań prowadzących nas we właściwym kierunku, czyli w stronę równowagi. Według Mohana taki stan reintegracji to właśnie joga. Ten stan nie jest dostępny wyłącznie ascetom, sadhu lub innym wybrańcom. Wszyscy posiadamy wrodzoną zdolność klarownego postrzegania świata. Dlatego Mohan używa terminu reintegracja, bo ten stan jest potencjalnie w każdym z nas. Musimy jedynie oczyścić umysł z tego, co przesłania jasność widzenia i prowadzi do błędów. To tak jakby obserwować świat przez brudne okno. Osiągnięcie reintegracji wymaga wysiłku. Nie zrobi tego za nas nauczyciel, terapeuta, rodzice. Każdy z nas jest jedyną osobą, która może zabrać się za reintegrację siebie samego.
A.G. Mohan (ur. w 1945) jest znanym hinduskim nauczycielem jogi, terapeutą, specjalistą medycyny ajurwedyjskiej, autorem książek. Prawie 20 lat był uczniem T. Krishnamacharyi, któremu książka jest dedykowana i którego przedmowę zawiera. Słowem kluczowym w jego pracy jest równowaga. Stosując narzędzia jogi: asany, pranajamę i medytację osiągamy przemianę odpowiednio na trzech płaszczyznach: ciele, oddechu i umyśle. Wykonując asanę połącz ruch z oddechem i skoncentruj umysł na oddechu pasującym do określonego ruchu. Wtedy ciało, oddech i umysł połączą siły, podejmując jedną aktywność. Taka właśnie integracja jest celem jogi.
Mówi się, że joga jest dla każdego bez względu na wiek, płeć, narodowość, wyznanie czy kondycję psychofizyczną. To prawda, ale aby była skuteczna powinna uwzględniać indywidualne uwarunkowania danej osoby i jej położenie. Mohan podkreśla konieczność dopasowania praktyki do potrzeb każdego ucznia. Celem jogi jest jedność, ale nie jednorodność. Rozmaite osoby różnią się na wielu płaszczyznach. Mają odmienne potrzeby i cele. Różnią się budową ciała i jego kondycją. Mają indywidualne możliwości i ograniczenia. Czas, jaki mogą przeznaczyć na praktykę. Te różnice sprawiają, że praktyka powinna być zindywidualizowana.
Kolejną wartością tej książki jest rozdział o praktycznym zastosowaniu jogi. Terapia jogą skupia się nie na chorobie, lecz na pacjencie. Dolegliwość nie jest analizowana jako zjawisko występujące w oderwaniu od chorego, lecz jest traktowana jako coś, co wynika z charakteru, nawyków i specyfiki jego środowiska. Dlatego tak ważny jest kontakt nauczyciela z uczniem. Dopiero głębokie poznanie ucznia oraz jego przeszłości dostarcza nauczycielowi narzędzi do terapii.
Choć wielokrotnie można odnieść wrażenie, że zdania książki pochodzą ze współczesnych poradników „jak żyć”, to Mohan nie odwołuje się do współczesnej psychologii, lecz swój program opiera na starożytnej filozofii. Chętnie odwołuje się do „Jogasutr” Patanjalego oraz innych starożytnych tekstów. Jednak sens jego słów przypomina współczesnych mówców. Joga nie rozwiąże naszych problemów. Jednak regularna praktyka przemieni nas, aż problem nie będzie dłużej problemem.
Zdarzają nam się takie momenty, przelotne chwile, kiedy odnosimy wrażenie wewnętrznej równowagi. Wszystko (łącznie z nami) jest na swoim miejscu. Reintegracja według Mohana jest procesem osiągania takiej równowagi. Polega na uzyskaniu klarownego i niezmąconego umysłu, dzięki któremu mamy dostęp do rzeczywistości. Prawdziwe widzenie ludzi, rzeczy i wydarzeń pozwala z kolei na podejmowanie działań prowadzących nas we właściwym kierunku, czyli w stronę równowagi. Według Mohana taki stan reintegracji to właśnie joga. Ten stan nie jest dostępny wyłącznie ascetom, sadhu lub innym wybrańcom. Wszyscy posiadamy wrodzoną zdolność klarownego postrzegania świata. Dlatego Mohan używa terminu reintegracja, bo ten stan jest potencjalnie w każdym z nas. Musimy jedynie oczyścić umysł z tego, co przesłania jasność widzenia i prowadzi do błędów. To tak jakby obserwować świat przez brudne okno. Osiągnięcie reintegracji wymaga wysiłku. Nie zrobi tego za nas nauczyciel, terapeuta, rodzice. Każdy z nas jest jedyną osobą, która może zabrać się za reintegrację siebie samego.
A.G. Mohan (ur. w 1945) jest znanym hinduskim nauczycielem jogi, terapeutą, specjalistą medycyny ajurwedyjskiej, autorem książek. Prawie 20 lat był uczniem T. Krishnamacharyi, któremu książka jest dedykowana i którego przedmowę zawiera. Słowem kluczowym w jego pracy jest równowaga. Stosując narzędzia jogi: asany, pranajamę i medytację osiągamy przemianę odpowiednio na trzech płaszczyznach: ciele, oddechu i umyśle. Wykonując asanę połącz ruch z oddechem i skoncentruj umysł na oddechu pasującym do określonego ruchu. Wtedy ciało, oddech i umysł połączą siły, podejmując jedną aktywność. Taka właśnie integracja jest celem jogi.
Mówi się, że joga jest dla każdego bez względu na wiek, płeć, narodowość, wyznanie czy kondycję psychofizyczną. To prawda, ale aby była skuteczna powinna uwzględniać indywidualne uwarunkowania danej osoby i jej położenie. Mohan podkreśla konieczność dopasowania praktyki do potrzeb każdego ucznia. Celem jogi jest jedność, ale nie jednorodność. Rozmaite osoby różnią się na wielu płaszczyznach. Mają odmienne potrzeby i cele. Różnią się budową ciała i jego kondycją. Mają indywidualne możliwości i ograniczenia. Czas, jaki mogą przeznaczyć na praktykę. Te różnice sprawiają, że praktyka powinna być zindywidualizowana.
Kolejną wartością tej książki jest rozdział o praktycznym zastosowaniu jogi. Terapia jogą skupia się nie na chorobie, lecz na pacjencie. Dolegliwość nie jest analizowana jako zjawisko występujące w oderwaniu od chorego, lecz jest traktowana jako coś, co wynika z charakteru, nawyków i specyfiki jego środowiska. Dlatego tak ważny jest kontakt nauczyciela z uczniem. Dopiero głębokie poznanie ucznia oraz jego przeszłości dostarcza nauczycielowi narzędzi do terapii.
Choć wielokrotnie można odnieść wrażenie, że zdania książki pochodzą ze współczesnych poradników „jak żyć”, to Mohan nie odwołuje się do współczesnej psychologii, lecz swój program opiera na starożytnej filozofii. Chętnie odwołuje się do „Jogasutr” Patanjalego oraz innych starożytnych tekstów. Jednak sens jego słów przypomina współczesnych mówców. Joga nie rozwiąże naszych problemów. Jednak regularna praktyka przemieni nas, aż problem nie będzie dłużej problemem.
bosonamacie.pl Julia Butrym-Południewska
Pieśń Dawida
Dawid od dzieciństwa walczył… Jeździł po świecie, wydawał pieniądze i imprezował. Lubił wypić. Był impulsywnym i prowokacyjnym młodzieńcem… Walka stała się jego sensem życia – kształtowała go… Gdy zaginęła jego starsza siostra, kilkukrotnie próbował odebrać sobie życie…
Pojawienie się w jego życiu Mojżesza pozwoliło mu na uporządkowanie swoich emocji. Przyjaźń ta, choć początek miała niecodzienny, stała się początkiem lepszego Taga… W życiu Dawida pojawiła się niewidoma Millie, która kochała go całym sercem, pozwalając mu czuć się bezpiecznym i akceptowanym… do dnia, w którym zniknął… z dnia na dzień… bez słowa…
Po przeczytaniu Prawa Mojżesza nie nastawiałam się na wciągającą lekturę, jednak Pieśń Dawida okazała się niesamowicie wciągająca od pierwszych stron, choć i tutaj nieco emocji mi zabrakło… na początku…
Autorka stworzyła ciekawą historię o Dawidzie. Początkowo sądziłam, że Pieśń Dawida będzie swego rodzaju kontynuacją Prawa Mojżesza… Okazało się, że to właściwie niezależna historia, jedynie powiązana z poprzednią bohaterami… Książka, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością i którą z wielkim żalem odłożyłam na półkę.
I tym razem autorkę należy pochwalić za lekki styl, który sprawia, że historię Taga czyta się szybko… aż za szybko…
Dużym plusem jest także to iż wreszcie są jakieś emocje. Na początku owszem są one opisane okazjonalnie i przechodzą bez większego echa, jednak im dalej, tym jest ich coraz więcej, by zakończenie mogło rzucić na kolana…
Tak jak w przypadku Prawa Mojżesza, tak i Pieśń Dawida podzielona jest na narracje z punktu widzenia dwojga bohaterów – tutaj: Taga i Mojżesza. Przyznam szczerze, że za dużo było Mojżesza… Zdecydowanie wolałabym większą część tej historii poznać z punktu widzenia Dawida, a także nieco z punktu widzenia Millie.
Wątek zniknięcia Taga, a raczej jego powód, był dla mnie mocno przewidywalny. Od samego momentu czułam, dlaczego tak z dnia na dzień próbował zniknąć z życia osób, które kochał, które traktował jak rodzinę. Niemniej jednak sposób, w jaki autorka dawkowała informacje, wprowadzały przyjemne napięcie i sprawiały, że miałam ochotę szybciej poznać rozwiązaniem – czym mam rację, czy też nie…
Bohaterowie Pieśni Dawida, poza tymi, których poznajemy w Prawie Mojżesza, są niesamowicie sympatyczni i interesujący. Niewidoma dziewczyna oraz jej brat z pewnymi dysfunkcjami… Przyznam, że taka paleta osobowości zdecydowanie dodawała magii tej historii. Takiego uroku, którego zabrakło mi w Prawie Mojżesza…
Na wspomnienie również zasługuje okładka. Powtórzę się: w prostocie tkwi piękno. Jestem absolutnie, totalnie zakochana w obu okładkach… choć przyznam… że różowa zawładnęła moim światem (a odkąd pamiętam, nienawidziłam tego koloru!).
Podsumowując: Pieśń Dawida to niezwykła opowieść o miłości i przyjaźni. O porażkach i zwycięstwach… O tym, że po każdym upadku można się podnieść. Że nie ma rzeczy niemożliwych, a są tylko takie, które ciężko wykonać.
To historia, która na długo zapada w pamięć i, która daje do myślenia, zmusza do refleksji… by zastanowić się nad własnym życiem i wartościami, jakimi kierujemy się w życiu…i wyciśnie kilka łez… To też historia o śmierci, która koniec końców czeka każdego z nas…
Koniecznie musicie przeczytać!
Gorąco polecam!
Pojawienie się w jego życiu Mojżesza pozwoliło mu na uporządkowanie swoich emocji. Przyjaźń ta, choć początek miała niecodzienny, stała się początkiem lepszego Taga… W życiu Dawida pojawiła się niewidoma Millie, która kochała go całym sercem, pozwalając mu czuć się bezpiecznym i akceptowanym… do dnia, w którym zniknął… z dnia na dzień… bez słowa…
Po przeczytaniu Prawa Mojżesza nie nastawiałam się na wciągającą lekturę, jednak Pieśń Dawida okazała się niesamowicie wciągająca od pierwszych stron, choć i tutaj nieco emocji mi zabrakło… na początku…
Autorka stworzyła ciekawą historię o Dawidzie. Początkowo sądziłam, że Pieśń Dawida będzie swego rodzaju kontynuacją Prawa Mojżesza… Okazało się, że to właściwie niezależna historia, jedynie powiązana z poprzednią bohaterami… Książka, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością i którą z wielkim żalem odłożyłam na półkę.
I tym razem autorkę należy pochwalić za lekki styl, który sprawia, że historię Taga czyta się szybko… aż za szybko…
Dużym plusem jest także to iż wreszcie są jakieś emocje. Na początku owszem są one opisane okazjonalnie i przechodzą bez większego echa, jednak im dalej, tym jest ich coraz więcej, by zakończenie mogło rzucić na kolana…
Tak jak w przypadku Prawa Mojżesza, tak i Pieśń Dawida podzielona jest na narracje z punktu widzenia dwojga bohaterów – tutaj: Taga i Mojżesza. Przyznam szczerze, że za dużo było Mojżesza… Zdecydowanie wolałabym większą część tej historii poznać z punktu widzenia Dawida, a także nieco z punktu widzenia Millie.
Wątek zniknięcia Taga, a raczej jego powód, był dla mnie mocno przewidywalny. Od samego momentu czułam, dlaczego tak z dnia na dzień próbował zniknąć z życia osób, które kochał, które traktował jak rodzinę. Niemniej jednak sposób, w jaki autorka dawkowała informacje, wprowadzały przyjemne napięcie i sprawiały, że miałam ochotę szybciej poznać rozwiązaniem – czym mam rację, czy też nie…
Bohaterowie Pieśni Dawida, poza tymi, których poznajemy w Prawie Mojżesza, są niesamowicie sympatyczni i interesujący. Niewidoma dziewczyna oraz jej brat z pewnymi dysfunkcjami… Przyznam, że taka paleta osobowości zdecydowanie dodawała magii tej historii. Takiego uroku, którego zabrakło mi w Prawie Mojżesza…
Na wspomnienie również zasługuje okładka. Powtórzę się: w prostocie tkwi piękno. Jestem absolutnie, totalnie zakochana w obu okładkach… choć przyznam… że różowa zawładnęła moim światem (a odkąd pamiętam, nienawidziłam tego koloru!).
Podsumowując: Pieśń Dawida to niezwykła opowieść o miłości i przyjaźni. O porażkach i zwycięstwach… O tym, że po każdym upadku można się podnieść. Że nie ma rzeczy niemożliwych, a są tylko takie, które ciężko wykonać.
To historia, która na długo zapada w pamięć i, która daje do myślenia, zmusza do refleksji… by zastanowić się nad własnym życiem i wartościami, jakimi kierujemy się w życiu…i wyciśnie kilka łez… To też historia o śmierci, która koniec końców czeka każdego z nas…
Koniecznie musicie przeczytać!
Gorąco polecam!
Papierowybluszcz.wordpress.com Michelle; 2016-11-22
Prawo Mojżesza
Ostatnio wpadałam w mały czytelniczy szał i pomimo braku czasu spowodowanego pracą, uczelnią i dojazdami czytam jak na te warunki całkiem sporo. „Prawo Mojżesza” kusiło mnie już przez długi czas, lecz mój egzemplarz tajemniczo zaginął na poczcie… Kiedy ostatecznie dostałam paczkę, nie mogłam dłużej czekać i zabrałam się za czytanie. Pochłonęłam książkę o ile się nie mylę w dwa dni, bo gdy ją zaczęłam, to nie potrafiłam się oderwać. Przedstawiona historia dzieli się na dwie części: „przed” i „po”, ale jak już zaczniecie czytać, to nie psujcie sobie przyjemności i nie podglądajcie. W całej fabule znaczącą rolę odgrywa zaskoczenie czytelnika i uwierzcie mi, po przeczytaniu pierwszej części nie spodziewałam się, że znajdę w drugiej to, co znalazłam. Amy Harmon zagrała na moich uczuciach w brutalny sposób, a prologiem przygotowała mnie na całkiem inną historię. Z okładki nie dowiecie się o tej książce za wiele, ja też nie chcę za wiele zdradzać. Nawet jeśli nie lubicie smutnych historii (ja też za nimi nie przepadam), to ta książka, moim zdaniem, pod pewnymi względami kończy się happy endem, ale najlepiej przekonać się o tym samemu.
Główna akcja rozgrywa się w typowym miasteczku w stanie Utah. W Levan każdy zna siedemnastoletnią Georgię, która wiedzie spokojne życie na farmie wraz z rodzicami i każdy zna Mojżesza, dziecko które znaleziono w koszu na pranie, gdy porzuciła go matka narkomanka. Dziewczyna jest nim zafascynowana, nieustannie próbuje zwrócić na siebie jego uwagę, ale Mojżesz nie jest taki jak inni. Ma sekret, który może zmienić wszystko, a później już nic nie będzie takie samo. Mimo wszelkich ostrzeżeń Georgia sprawia, że ich los na zawsze zostaje połączony, niestety nic nie trwa wiecznie. Będą musieli zmierzyć się z wieloma problemami, z tymi które same spowodowali i z tymi, które zrzucili na nich inni.
Główna akcja rozgrywa się w typowym miasteczku w stanie Utah. W Levan każdy zna siedemnastoletnią Georgię, która wiedzie spokojne życie na farmie wraz z rodzicami i każdy zna Mojżesza, dziecko które znaleziono w koszu na pranie, gdy porzuciła go matka narkomanka. Dziewczyna jest nim zafascynowana, nieustannie próbuje zwrócić na siebie jego uwagę, ale Mojżesz nie jest taki jak inni. Ma sekret, który może zmienić wszystko, a później już nic nie będzie takie samo. Mimo wszelkich ostrzeżeń Georgia sprawia, że ich los na zawsze zostaje połączony, niestety nic nie trwa wiecznie. Będą musieli zmierzyć się z wieloma problemami, z tymi które same spowodowali i z tymi, które zrzucili na nich inni.
instagram.com kolejnyksiazkowy