Recenzje
Aced. Uwikłani. Seria Driven
„Driven, Fueled, Crashed, Raced.
Rylee i Colton żyją długo i szczęśliwie... Stop.”
Sześć lat po ślubie Rylee i Colton cały czas są szczęśliwym małżeństwem. Ich miłość jest silna i trwała, pożądanie towarzyszy im na każdym kroku i wreszcie spodziewają się upragnionego i wyczekiwanego dziecka. Niestety wszystko, co dobre... Na światło dzienne wypływa wydarzenie z przeszłości, jedna chwila zapomnienia, która zatrzęsie światem Coltona i Rylee. Medialny szum, wstyd i upokorzenie przetoczy się niczym huragan przez życie naszych bohaterów. Czy będą dość silni, by stawić czoło wszystkim przeciwnościom losu? Czy ich uczucie będzie w stanie to przetrwać? Co się stanie, gdy mroczne macki przeszłości kolejny raz wyjdą poza otaczające je mury? Tego wszystkiego dowiecie się czytając ostatnią część losów cudownego Coltona i pięknej Rylee.
„-Pamiętaj synu, że małżeństwa nie ocenia się po tym, jak szaleńczo jesteście w sobie zakochani w dobrych chwilach, lecz jak bardzo jesteście sobie oddani w chwilach złych.”
Myślę, że jak napiszę, że nie mogłam doczekać się tej części, to nikogo nie zadziwię, bo chyba każdy fan serii Driven czekał na kolejne spotkanie z seksownym Coltonem ;) Więc ja czekałam jak na szpilkach, nawet pominęłam moją książkową listę i od razu zabrałam się za czytanie Aced. Uwikłani. Jestem bardzo wdzięczna autorce, że kolejny raz mogłam spotkać się z moimi ulubionymi bohaterami i uważam, że ta część jest najlepsza, najbardziej dojrzała i porusza trudne tematy, z którymi można spotkać się w realnym świecie. Ta część nie opiera się tylko na pożądaniu, które dominowało we wcześniejszych częściach, teraz to prawdziwe życie, prawdziwe małżeństwo i problemy, nad którymi niełatwo jest przeskoczyć. To opowieść o dojrzałej miłości, poświęceniu, o walce z demonami przeszłości i o zamykaniu trudnych rozdziałów wcześniejszego życia. To niesamowicie dojrzałe zwieńczenie historii Rylee i Coltona.
„Nikt nas nie zna. Nikt poza nami nie rozumie, dlaczego ten związek działa. Ja znam prawdziwą ciebie, Rylee Jade Thomas Donovan. Oni nie mają pojęcia o tym, jaka jesteś niesamowita. Tylko ja mam przywilej wiedzieć, że lubisz lody na śniadanie i naleśniki na kolację. Tylko ja wiem z doświadczenia, że gdy krzyczysz i pomstujesz, robi ci się na czole taka cholerna urocza malutka zmarszczka. Uwielbiam to, że kochasz swoich chłopców nad życie i nigdy nie pozwoliłabyś ich skrzywdzić. Wiem, że jesteś zdyscyplinowana i skromna i że nie lubisz przekraczać granić, ale że czasem się na to decydujesz dla mnie. Uwielbiam, gdy to robisz. A najważniejsze jest to, że wyścigowałaś mnie już wtedy, gdy ja nawet jeszcze nie wszedłem na tor.”
W tej części dominuje Colton i pojawia się więcej rozdziałów z jego perspektywy, Rylee została troszkę na uboczu, ale jest ku temu powód, którego oczywiście wam nie zdradzę. W Coltonie zachodzi ogromna zmiana, bo choć czasami dopada go przeszłość i widzimy w nim tego małego, zagubionego chłopca, to z tym walczy, zamyka przeszłość za drzwiami i wyrzuca do nich klucz. Jednak nie myślcie, że stanie się z niego uroczy i słodki mężczyzna, bo tak zdecydowanie nie będzie, to nadal ten sam twardy facet, który wtedy, kiedy potrzeba, jest troskliwy, romantyczny i jak lew walczy o Rylee, czyli o miłość swojego życia. W tej części zakochałam się w nim jeszcze raz, ale po prostu nie można inaczej, bo jego słowa i gesty potrafią rozczulić i doprowadzić do łez. Chyba każda kobieta chciałaby mieć przy swoim boku takiego mężczyznę jak Colton, który świata nie widzi poza swoją kobietą i będzie walczył z całym światem, tylko dlatego, by nie stała jej się krzywda.
„Pieprzona Rylee.
Powietrze dla moich płuc.
Moje życie.
Mój kryptonit.
A ja sprowadziłem na nią ten cały chaos.”
K. Bromberg w bardzo naturalny sposób ukazuje tą brzydszą stronę kobiety, która wielokrotnie pojawia się bez naszej winy i atakuje z zaskoczenia. To temat tabu, który w rzeczywistości bardzo często zamiatany jest pod dywan, a niestety nieraz może doprowadzić do tragedii. O takich sprawach warto rozmawiać, bo każdą z nas może spotkać coś takiego. Jak się domyślacie kolejny raz nie zdradzę Wam, o co chodzi, gdyż nie mogę psuć Waszej przyjemności z czytania.
Muszę także wspomnieć o postaciach drugoplanowych. O tacie Coltona, bardzo mądrym i wyrozumiałym człowieku, o Becksie, który zawsze stoi u boku swojego przyjaciela, o Haddie, która nigdy nie zostawi swojej przyjaciółki w potrzebie, no i oczywiście o chłopcach, teraz już nastolatkach, a w szczególności o Shane i Zanderze. Wszyscy oni są bardzo ważni w całej tej historii i zasługują na uwagę.
„Aced” to powieść, która wzrusza, ale także bawi. To wspaniałe dopełnienie historii Coltona i Rylee. To zamknięcie przeszłości i budowanie nowych wspomnień. To opowieść o prawdziwej dojrzałej miłości, która tak jak w prawdziwym życiu często ma pod górkę. To powieść, która do samego końca trzyma w napięciu i z którą ciężko się rozstać.
Obok serii Driven nie można przejść obojętnie, ja jeszcze nie raz i nie dwa do niej powrócę, może wtedy i mi uda się wyścigować Coltona ;)
Gorąco polecam!
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/ Sylwia Stawska
Szlachetny cel. Jak opowiadać historie, które przyniosą darowizny
Organizacje pozarządowe, organizując akcje, projekty, programy, a nawet, aby po prostu działać i funkcjonować na co dzień, potrzebują na to środków z zewnątrz. Ich głównym środkiem utrzymania oraz wspierania ich działań jest dobra wola zwykłych ludzi, którzy mają możliwość wsparcia danej fundacji bądź stowarzyszenia. Jak zdobyć takie środki i zachęcić do wsparcia konkretnej organizacji? O tym właśnie pisze Szczepan Kasiński w swojej książce na temat storytellingu oraz foundrasingu.
„Szlachetny cel. Jak opowiadać historie, które przyniosą darowizny”
Tytuł książki Pana Kasińskiego był dla mnie dość kontrowersyjny. Stwierdzenie „Jak opowiadać historie, które przyniosą darowizny” okazało się dwuznaczne także dla osób, które widziały w moich rękach tę książkę. Po zagłębieniu się w lekturę, przekonałam się, jak bardzo mylący potrafi być tytuł i że nie ma to nic wspólnego z nakłanianiem ludzi do sponsorowania organizacji non-profit. Autor w swoim dziele skupił się przede wszystkim na udowodnieniu czytelnikowi, że dzisiejsi ludzie bardzo się zmienili i nie przemawia do nich smutna mina dziecka, czy apele w stylu: „Czyń dobro. Wspomóż nas!”. Świat bardzo się zmienił, a wraz z nim ludzka wrażliwość. Dzisiejszych ludzi przyciąga przede wszystkim chwytliwa i dobrze opowiedziana historia. Ludzie lubią metafory, porównania do superbohaterów, grę słów i błyskotliwe, niejednoznaczne nagłówki czy nazwy projektów.
Szczepan Kasiński bardzo często powołuje się na przykład Stowarzyszenia WIOSNA, które jest organizatorem Szlachetnej Paczki oraz Akademii Przyszłości. Pracował on przez wiele lat w tej krakowskiej organizacji. Jest to temat bardzo mi bliski, gdyż od dwóch lat sama wspieram Paczkę jako wolontariusz, co więcej byłam także wolontariuszką Akademii. Dopiero po przeczytaniu tej książki, autor zwrócił moją uwagę na sposób, w jaki WIOSNA tworzy historie, a tym samym zachęca do wspierania ich akcji. Ks. Jacek Stryczek, założyciel Stowarzyszenia wraz ze swoimi współpracownikami stworzyli pewien archetyp superbohatera, którym jest właśnie wolontariusz Paczki. Nazywa się go SuperW i nosi czerwoną koszulkę – dokładnie jak bohater komiksu, który nosił czerwoną pelerynę i ratował świat przed złem. Podobnie jest z SuperW – zmienia on świat, tworząc go lepszym. Uważam, że to doskonały pomysł, a historia wolontariusza-superbohatera, jak pokazują coroczne statystyki, przyciąga wielu chętnych do udzielania pomocy rodzinom znajdującym się w trudnej sytuacji.
Historia SuperW i Szlachetnej Paczki to tylko przykład pozytywnego storytellingu. Czym zatem jest ten storytelling? Autor wyjaśnia to w jednym z rozdziałów książki. Powszechnie przyjęło się, że jest to metoda badawcza, która opiera się na analizie narracji tworzonych przez osoby będące członkami danej społeczności. Storytelling to inaczej opowiadanie historii. Polega na naturalnej wymianie doświadczeń ludzi. Z pojęciem tym, w kontekście NGO’sów, wiąże się foundraising. Innymi słowy, jest to proces związany z prośbą o wsparcie dla organizacji non-profit. Wsparcia takiego mogą udzielać osoby indywidualne, firmy, inne organizacje itp. Aby uzyskać takie wsparcie, niezbędna jest w dzisiejszych czasach dobrze opowiedziana historia.
Nie wolno historii koloryzować, kłamać, zmyślać, wyolbrzymiać. Nie na tym polega pomoc i wsparcie. Trzeba, po prostu, zachęcić do podjęcia działań w sposób nietypowy i oryginalny. Pomocni mogą być tu też tzw. trandsetterzy. Wg Szczepana Kasińskiego są to „ci, którzy na spotkaniach mówią najwięcej i najciekawiej”. Tacy ludzie interesują się nowinakami technicznymi, ze świata mody, urody, muszą mieć najnowszy model telefonu bądź należeć do najpopularniejszej w danej chwili sieci komórkowej. To osoby, które mogą wyznaczać trendy, a zatem, czy nie mogliby zapoczątkować „mody na pomaganie”? Do dyspozycji mamy, prócz trandsetterów, także media społecznościowe, prasę, radio, telewizję. Tam także trzeba próbować promować własne działania.
Na zakończenie, chcę podzielić się z Wami moim ostatnim spostrzeżeniem związanym z książką Kasińskiego. W rozdziale 4. poruszył on dość ciekawy temat: a gdyby tak „zagrać” w dobroczynność? Gry są teraz bardzo popularne, jak chociażby gry terenowe, będące uaktualnieniem dawnych Podchodów. Gra w dobroczynność to realizacja konkretnych zadań, rywalizacja ze znajomymi i przyjaciółmi o zdobyte doświadczenia. Jak w każdej prawdziwej grze, muszą być przeszkody (podejmowanie wyzwań i trudnych decyzji), reguły (to, co ogranicza uczestników), akcja (samo działanie, które gracz musi wykonać), cel (dlaczego działamy) oraz warunek wygranej (co będzie dla nas satysfakcjonujące). Myślę, że gra to znakomity pomysł i warto zastosować ten model w organizacji, do której należymy bądź, której jesteśmy założycielami. Oryginalne pomysły i kreatywność są zawsze mile widziane i doceniane, a więc do dzieła! 😉
PROJEKTOR - wolontariat studencki Karolina Mikos
Making Faces
Bardzo rzadko spotykam się z książkami, w których motyw wojny jest wpisany w typową według mnie młodzieżówkę. Patrząc po mojej biblioteczce to jest to chyba pierwsza taka pozycja. W takim razie jak poradziła sobie z tym Amy Harmon i czy przekonała mnie do tego typu powieści?
W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young – błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym – to dla niego za mało. Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta. To historia małego miasteczka, piątki przyjaciół i opowieść o wojnie, z której wrócił tylko jeden. To piękna bajka o miłości jak z kart romansów, o zwykłej dziewczynie, która pokochała zranionego wojownika. Tej historii nie można było piękniej napisać.
Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz?
Tak jak wspomniałam wcześniej, Amy Harmon po raz pierwszy pokazała mi właśnie takie połączenie. Zaczynając książkę byłam dość sceptycznie do niej nastawiona. pierwsze strony wskazywały mi, że będzie to dość płytka powieść, w której wszystko jest idealne, w której on jest perfekcyjny, a Fern to typowa, biedna szara myszka. Nie zapowiadało się zbyt dobrze ale powoli zaczęło się rozkręcać. Przez kilka pierwszych rozdziałów bardzo mi przeszkadzało zachowanie głównej bohaterki, która robiła z siebie taką nieporadną ale później było już z nią lepiej. Książka zaczęła mi się podobać w momencie, w którym autorka wprowadziła pomysł wyjazdu na wojnę. Akcja wtedy przyśpieszyła, nic nie było już takie płytkie i pokazywało bardzo dużo cennych wartości. Same krótkie fragmenty z tego miejsca i pobytu chłopców tam były moimi ulubionymi. Historia przedstawiona w "Making faces" tak naprawdę nie jest tylko Ambrose i Fern. W książce ukazuje się bardzo dużo postaci drugoplanowych, których życia zostały przedstawione, ich problemy równie zainteresowały mnie jak główny wątek. Niektóre z nich nawet bardziej! Pewnie wiele osób czytających tą książkę zachwycało się Amrosem, jego talentem, opisaną urodą i charakterem. Ja natomiast od pierwszych stron pokochałam Bailey'a! Ten bohater wnosił tak dużo do książki, był tak zabawny i przede wszystkim dawał dużo do myślenia. Jego choroba w powieści łamała ten idealny klimat i było to bardzo potrzebne na początku. "Making faces" nie jest książką, która jest łatwa i przyjemna. Spotykamy się w niej z wieloma problemami jak np. przemoc, choroba, śmierć, wojna czy niesprawiedliwość. Jest wielkim "łamaczem serc" i na długo pozostaje w pamięci. Styl autorki jest bardzo prosty tak, że przez ta powieść dosłownie płynęłam i nie zwracałam uwagi na to co dzieję się w koło. Po przeczytaniu jej zdecydowanie miałam mieszane uczucia. Wahałam się między oceną książki ale w końcu zdałam sobie sprawę, że jest ona dobrą powieścią mimo iż na pierwszy rzut oka wydaje się zupełnie inna. Na pewno nie należy poddawać się z nią po pierwszych rozdziałach, dalej można zobaczyć to co sprawia, że książka jest jedyna w swoim rodzaju i zapada w pamięć. Trzeba przyznać, że w niektórych momentach była trochę przewidywalna, dało się po prostu dopowiedzieć sobie co zrobi bohater w danej scenie ale były też momenty, które mnie zaskoczyły, w których zastanawiałam się czemu tak a nie inaczej. "Making faces" zdecydowanie zapamiętam jako książkę, której przeczytanie nie było zmarnowanym czasem, która wniosła coś do życia i dała chwilę na zastanowienie się nad pewnymi sprawami.
Onlybooks-jdb.blogspot.com
Cypr. Travelbook. Wydanie 2
Cypr, a przede wszystkim Republika Cypryjska zajmująca południową część tej śródziemnomorskiej wyspy, gdyż na jej północy znajduje się zajęta od 1974 r. przez wojska tureckie tak zwana Turecka Republika Cypru Północnego nie uznawana przez nikogo poza Turcją, należy do popularnych kierunków wyjazdowych polskich turystów. Im zaś, jak wiadomo, przeważnie nie wystarcza tylko wypoczynek na plażach i morskie kąpiele, lecz chcą coś przy okazji także zobaczyć i poznać. A z liczącej ponad jedenaście tysiącleci (!!!) przeszłości legendarnej Wyspy Afrodyty zachowało się sporo godnych uwagi zabytków i obiektów. Zainteresowanie odwiedzających ją cudzoziemców budzą też piękne krajobrazy, przyroda, obyczaje, kultura i kuchnia. Ich poznawanie ułatwiają przewodniki. Właśnie ukazało się drugie, uzupełnione i zaktualizowane popularnego „travelbooka” Bezdroży, przybliżającego czytelnikom – turystom dzieje, współczesność i najważniejsze atrakcje Cypru. Ładnie wydany w poręcznym formacie, z ponad 150-ma kolorowymi zdjęciami i lustracjami, 8-ma mapkami i planami miast, mnóstwem przydatnych informacji oraz ciekawostek, a także mini słowniczkami polsko – greckim i polsko – tureckim, zasługuje na kupienie i zabranie ze sobą także przez tych, którzy wybierając się na tę wyspę nastawiają się przede wszystkim na wypoczynek.
Trzy części ogólne: Informacje praktyczne na temat przygotowania się do podróży, odbycia jej różnymi środkami transportu oraz warunków pobytu na miejscu – od poruszania się lokalnymi środkami transportu, noclegów i wyżywienia – po sugerowane zakupy i pamiątki oraz możliwości wypoczynku aktywnego; Informator A-Z i Informacje krajoznawcze, obejmują całą wyspę. Natomiast krótka historia, sugestie co szczególnie warto zobaczyć oraz prezentacja najbardziej polecanych miast i miejscowości wraz ze znajdującymi się w nich atrakcjami turystycznymi, podzielone są na obszar Republiki Cypryjskiej oraz Tureckiej Republiki Cypru Północnego.
Ze znaczącą przewagą – ponad 80 stron tekstów – pierwszej z nich oraz podstawowymi informacjami – 33 strony – o części tureckiej. Z podkreśleniem, że podróżowania do tej drugiej nie poleca nasze MSZ, a „wjazd i wyjazd z Cypru przez porty morskie i lotnicze w części zajętej przez Turcję jest źle widziany przez władze Republiki Cypryjskiej”. W odróżnieniu od niej, na północną część wyspy nie ma zresztą bezpośrednich połączeń z Polski, a nieliczne lot czarterowe muszą odbywać się z międzylądowaniami w którymś z portów lotniczych Turcji. Przez nią oczywiście odbywają się również ew. podróże morskie promami czy statkami, bo z żadnego innego kraju nie pływają one na tę część wyspy.
Zgodnie z koncepcją tej serii przewodników, także „Cypr” zaczyna się od sugestii, które tamtejsze atrakcje zobaczyć trzeba przede wszystkim. W Republice Cypryjskiej są to: skarby Muzeum Cypru w Nikozji, kościółki z freskami (Lista UNESCO) w masywie górskim Troodos oraz mozaiki w Pafos. Natomiast na w północnej, tureckiej części wyspy średniowieczny zamek St. Hilarion, twierdza w Kirenii i ruiny starogreckiego Salamis. Wybór ich nie budzi zastrzeżeń, chociaż bardzo ciekawych obiektów i miejsc, zwłaszcza w części greckiej, jest na Cyprze oczywiście o wiele więcej. Za trochę dyskusyjną uważam natomiast listę atrakcji polecanych przez autora jako „Przeżycie, które musi stać się udziałem każdego turysty na Cyprze”.
Uwzględnia ona bowiem na całej wyspie tylko degustację sera halloumi i obserwację ptaków. Natomiast w RC nurkowanie do wraku drobnicowca „Zenobia”, festiwal wina w Limassol oraz wizytę w malowniczych wioskach rejonu Troodos. Natomiast w TRCP opalanie się na plażach przylądka Karpas, skosztowanie cypryjskich słodkości w Fmagauście i spacer w tym mieście wśród resztek świątyń chrześcijańskich. Sporo ważnych i przydatnych informacji dotyczy przepisów celnych i paszportowych, ewentualnego leczenia się i jego kosztów, z radą, aby niezależnie od zabrania ze sobą Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego obowiązującej tylko w greckiej części wyspy, wykupić dodatkowe ubezpieczenie.
Istotne są również informacje dotyczące podróżowania po obu częściach wyspy, noclegów, wyżywienia, muzeów, kultury i sztuki, świąt i festiwali, kuchni itp. W częściach czysto przewodnikowych autor omawia i prezentuje w Republice Cypryjskiej miasta: Nikozję, Larnakę, Limassol, Pafos oraz Rejon Troodos, a także ich okolice. Z danymi historycznymi, licznymi faktami i sugestiami na co zwracać szczególną uwagę. M.in. z informacjami co znajduje się w poszczególnych salach najważniejszych muzeów. Na końcu części poświęconych poszczególnym miejscowościom znajdują się, w wydzielonych ramkach, informacje turystyczne dotyczące dojazdu do nich, noclegów i wyżywienia z polecanymi środkami komunikacji, hotelami, restauracjami.
W przypadku północnej części wyspy prezentacja ta dotyczy tylko Kirenii i Famagusty oraz ich okolic. Treść przewodnika wzbogaca 25 krótkich informacji w ramkach o charakterze często ciekawostkowym. Ponadto trzy obszerniejsze wkładki. „Cypryjskie alkohole” ograniczone głównie do win oraz mocnego alkoholu zivania, destylowanego z wytłoków winogron tak jak włoska grappa czy gruzińska czacza. Z pominięciem, nie bardzo wiadomo dlaczego, miejscowego piwa oraz zupełnie niezłej, a przy tym niedrogiej, cypryjskiej brandy. Pozostałe dwie z tych wkładek poświęcone są Ryszardowi Lwie Serce oraz kościołom z malowidłami. Zamieszczony na końcu Indeks ułatwia szybkie znalezienie tego, co jest w danym momencie potrzebne. Chociaż byłby bardziej czytelny, gdyby wyraźniej zaznaczono, w której części wyspy znajduje się konkretna miejscowość, zabytek czy inna atrakcja.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński; 2017-04-11
Pieśń Dawida
David często wpadał w kłopoty. Można by powiedzieć, że to była jego specjalność. Ostro imprezował, upijał się co weekend i wszczynał bójki. Uwielbiał to. Walka i ból nadawały jego życiu sens. Napędzały go.
Kiedy jego starsza siostra Molly uciekła z domu i słuch o niej zaginął, chłopak żył z ogromnym poczuciem winy. Nie dał rady go unieść i przez to kilka razy targnął się na swoje życie. W końcu znalazł się w szpitalu psychiatrycznym. To w nim poznał Mojżesza. Dziwnego chłopaka, z jeszcze dziwniejszymi zdolnościami. Jednak David nie miał go tak jak inni za stukniętego dzieciaka. Wierzył w jego zdolności.
Kiedy dla obydwu nadszedł czas opuszczenia szpitala, Dawid złożył Mojżeszowi propozycje.
''Moja rodzina ma pieniądze. Zasadniczo nic więcej nie mamy, tylko całe góry forsy. A ty nie masz niczego.''
''Potrzebuję kogoś, kto będzie pilnował, żebym się nie zabił.''
W ten sposób Tag i Mojżesz zostali przyjaciółmi. Razem tułali się po świecie, by po sześciu latach osiąść w Salt Lake. Mojżesz założył rodzinę, a Tag stworzył Tag Team i dobrze prosperujący bar. Poznał niewidomą Molly, którą pokochał i jej autystycznego brata. Dzięki niej poczuł, że chce żyć. Czuł się przy niej szczęśliwy i spełniony. Miał w planach oświadczyć się Molly. Jednak pewnego dnia Tag odszedł, nikogo nie informując. Wystawił dom na sprzedaż, sprzedał auto. Nie podał swojego adresu korespondencyjnego. Wszystko wskazywało na to, że nie chce być odnaleziony. Zostawił swojej dziewczynie kasety magnetofonowe, aby ta nigdy nie zwątpiła w jego miłość.
Co Davida zmusiło do tak samolubnego czynu? Czy to kolejna próba targnięcia na swoje życie?
Pokochałam Taga, Molly i Henry'ego. Czasem miłość do bohaterów książki boli i ta również mnie bolała. Każda z tych postaci nosiła w sobie ból, ale była też pełna nadziei.
Tag zawsze troszczył się od innych. Jest to postać z którą większość ludzi może się utożsamiać. Miał własne problemy i nie potrafił pomóc samemu sobie. Jednak chętnie udzielał pomocy i wsparcia innym. Nie ważne czy ta osoba była jego przyjacielem, czy dzień wcześniej obiła mu twarz. David taki już był. Wierzył w ludzi.
Większość osób może nie zrozumieć jego odejścia, ale uważał, że kieruje się dobrem swoich bliskich.
Molly pomimo swej niepełnosprawności była niesamowitą istotą. Silną i odważną. To nie nasz wzrok czy mięśnie decydują o tych cechach, lecz my sami i nasza wytrzymałość. Nasz hard ducha i chęci do życia. Jej tego nie brakowało. Samodzielnie opiekowała się swoim bratem i radziła z tym sobie świetnie. Jednocześnie była pogodna i żartobliwa. Większość ludzi uważa, że niepełnosprawność to ograniczenia, lecz dla niej nie było rzeczy niemożliwych.
''Pieśń Dawida'' to piękna historia o niesamowitej przyjaźni. O osobach, które nigdy nie pozwolą odejść i nie zostawią samemu sobie. To historia o miłości, która rozkwita powoli. Dopełnia nas i wdmuchuje do serca życie. Odnajdziecie tu nie tylko walkę w jej dosłownym znaczeniu, lecz walkę o życie. Próbę odnalezienia w życiu czegoś co nada mu sens i wyzwoli je z ciemności.
Ta książka nie należała do najłatwiejszych. Było w nim za dużo bólu, cierpienia i brzemienia win. Jednocześnie pełna humoru i ciepła. Jednym słowem magiczna. Nie mogłam przestać jej czytać. Zarwałam kolejną noc dla Amy Harmon i jej powieści. Ta autorka jest niesamowita. Ba! Jej książki są niesamowite, a to co zrobiła z moim sercem też było na swój sposób niezwykle. Czuję, że na moim sercu jest wyrwa, której długo nie wyleczę.
Redgirlbooks.blogspot.com Ewelina Żyła; 2017-04-09