Recenzje
Korona Polskich Gór. Wydanie 1
Tym zdrobnieniem zgrabniej nazwać najwyższe szczyty Polski, niźli nawiązywać do korony gór ziemi. Choć natura obdarowała nasz kraj malowniczymi pasmami górskimi, nie wznoszą się one na jakieś istotne wysokości. Można nawet powiedzieć, że szczyty gór polskich sięgają pułapu, z którego w Himalajach czy Andach rozpoczyna się ledwie wędrówka, bo jeszcze nie poważna wspinaczka. Mamy trzy szczyty przekraczające 1500 m n.p.m. To Rysy, Babia Góra I Śnieżka i osiem mieszczących się w przedziale 1000 -1500 metrów. Do nich należy m.in. Śnieżnik, Tarni-ca, Turbacz, Wielka Sowa. Co ciekawe, Karpaty mają znacznie większą powierzchnię niż Sudety, a to właśnie w Sudetach znajdziemy 16 z 28 najwyższych polskich gór. Zaproponowane przez wytrawnego znawcę polskich gór trasy turystyczne mają różny stopień trudności, ale zdobycie koronki polskich gór, przy poważnym zaangażowaniu się leży w zasięgu ręki. Nawet Rysy, które do zdobycia rekomenduje autor przewodnika. Trasa biegnie z Palenicy Białczańskiej na szczyt i w Palenicy się kończy. Zaliczana do bardzo trudnych i długich, pokonująca rekordową różnicę wysokości (1500 m). "Trudności skalne są umiarkowane, pod koniec wymagana niewrażliwość na ekspozycję. Latem szlak jest oblegany, a nie ma sezonu zimowego, by ktoś tu nie zginął. Jeśli wykazać determinację, szlak na Rysy niesie nie tylko efekty widokowe, ale daje ogromną satysfakcję. Malownicze Wodogrzmoty Mickiewicza, polana Włosienica, Morskie Oko, Mięguszowickie Szczyty, Czarny Staw to kultowe miejsca, jakie przynosi ta wędrówka. Do tego realny wysiłek fizyczny, jak pokonanie progu między kotłem Morskiego Oka i Czarnego Stawu, gdzie trzeba 200 metrów podejść pionowo. Trzeba dać z siebie wiele, by ujrzeć z bliska legendarny żleb (rysę) i pogodzić się z mapą polityczną, gdyż główny wierzchołek Rysów, wyższy o cztery metry od polskiego, leży - o rzut kamieniem - po słowackiej stronie.
ANGORA; Polsat News Ł. Azik; 2016-12-11
Opowiadania drewnianego stołu. 125 przepisów, jak sprawić przyjemność sobie i bliskim
"Opowiadania drewnianego stołu" to pierwsza, długo wyczekana przez czytelników jej bloga książka. O rany, jak bardzo wyczekana! Monika pozwala czytelnikom na łamach swojego bloga podróżować wraz z nią poprzez kraje, w których mieszka, smaki, które poznaje. W tej książce otwiera szeroko szuflady i szafki kuchenne, wyciąga ulubiony nóż szefa podarowany przez męża, na drewnianym stole zrobionym ze starych drzwi stawia żeliwną patelnię z puddingiem chlebowym w kwiatach cukinii i mówi - jedzcie, dla Was to wszystko. Monika to prawdziwa hedonistka podniebienia, potrafiąca cieszyć się pajdą domowego chleba z masłem, ale i maksymalistka smaku, która dba o dopieszczenie podniebienia strukturami, fakturami, przyprawami. W swojej pierwszej książce prezentuje jedzenie proste, bezpretensjonalne, którym zachwycać się trzeba. Bo jest pełne, kompletne, aromatyczne i wypełnione dobra energią autorki. Monika pieści zmysły bawiąc się słowami, którymi opisuje smaki swoich dań - tłuściutkiego, wiotko-kremowego czeskiego hermelina, którego przywiozła z Pragi, słodko-słono-chrupkiej strukturze ukochanej granoli snickersowej, czy wspomnienia chrupkich fryteczek z czarnymi drobinkami wybornej trufli podejrzanymi w Napa Vallley u Thomasa Kellera, które w swojej książce proponuje jako francuskie frytki o leśnej nucie z solą borowikową. Kupcie te książkę koniecznie! jeśli jesteście czytelnikami jej bloga albo lubicie ludzi, którzy tak wspaniale opowiadają o smaku i motywują do energicznych ruchów (ze wspaniałymi efektami!) we własnej kuchni.
Chillibite
Końca świata nie było
Gdy pierwszy raz otworzyłam książkę, z wnętrza okładki spojrzała na mnie przesympatyczna dziewczyna z tatuażami. Pomyślałam wtedy, że wygląda jednocześnie na twardą, ale również delikatną kobietę. Po kilku pierwszych rozdziałach nabrałam do niej ogromnego szacunku i nie raz czułam ukłucia zazdrości. O co? O to, moi drodzy, że znalazła w sobie wystarczająco odwagi, by rzucić pracę i wyjechać na samotną, półroczną podróż po Ameryce Środkowej . Co prawda, ona mówi, że też się bała, miała w sobie wiele obaw, nie raz chciała się wycofać. Wygrała jednak ciekawość świata i pogoń za największym marzeniem: poznaniem kultury Majów. Swoją podróż Anita opisuje w książce, która ukazała się nakładem wydawnictwa Bezdroża „Końca świata nie będzie”.Skąd ten tytuł? Niebawem się przekonacie.
Co ciekawe, autorka książki, przed swoją wyprawą do Ameryki Środkowej, podróżowała jak większość z nas: za pomocą biur podróży, na dodatek nie sama, lecz z mężem. Jej wakacje jednak, nie polegały na wygrzewaniu się na plaży. Podkreśla, że za każdym razem, gdziekolwiek by nie była, nie lubiła tracić chwili. Chciała z wyjazdu wyciągnąć jak najwięcej. Odwiedzała wszystkie muzea i miejsca warte zobaczenia. Niby było fajnie i sympatycznie, jednak gdzieś w środku czuła pociąg do innego rodzaju podróży.
Czemu Ameryka Środkowa i kultura Majów?
„Gwatemala po prostu mi się przyśniła. (…) Coś mnie tam wzywało, przyciągało.
Kiedyś podczas pewnej wycieczki po Polsce trafiła do podlaskiej szeptuchy, która tylko utwierdziła ją w przekonaniu, że jej marzenie ma głębszy wymiar
”W poprzednim wcieleniu żyłaś jako indiański szaman. Pomogłaś wielu osobom, wielu wyleczyłaś” –powiedziała jej.
Podróżniczka opowiada również o tym, że wiele osób odradzało jej wyprawę w ten region świata. Kartele narkotykowe, gangi brzmią groźnie dla samotnej kobiety. Na początek przygody z samotnym podróżowaniem proponowali Tajlandię lub inne państwa Azji, gdzie ludzie słynną z gościnności. Anita jednak była uparta i postawiła na swoim. Zostawiła rodzinę i męża i wyruszyła w świat.
Nie chcę mówić Wam o wszystkim co ją spotkało, wtedy zabrałabym Wam całą przyjemność z czytania tej książki. Powiem Wam jedynie, że ilość przygód i niesamowitych sytuacji, które przeżyła nie raz spowoduje u Was zdumienie, ale i zazdrość. Nie raz będzie zabawnie, innym razem groźnie. Zawsze jednak Anita wychodzi z sytuacji obronną ręką, bo owszem na świecie jest wiele zła, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto poda Ci pomocną dłoń, gdy najmniej się tego spodziewasz.
Obiecałam Wam jednak, że zdradzę skąd tytuł książki. Anita swoją wyprawę odbywała w 2012 roku, a najbardziej znaną wioskę Majów odwiedziła w dniu, kiedy cały świat zamarł w oczekiwaniu na koniec świata przewidziany przez tą cywilizację, czyli 21 grudnia. Jak widać, żyjemy dalej… Widocznie końca świata nie będzie.
Rzadko sięgam po książki podróżnicze i stwierdzam, że może czas to zmienić, bo w tej książce zaczytywałam się z ogromną przyjemnością. Podróżniczka opowiada o swojej wyprawie w sposób szczery i przyjemny dla oka. Mówi wprost o swoim strachu, ale również o radościach i zaskoczeniach. Ponadto to świetna lektura dla kogoś, kto zamierza tak jak autorka wyruszyć samotnie w świat Nie raz można nauczyć się na błędach Anity, ustrzec się przed pomyłkami amatora. Swoja drogą nie raz szczerze się uśmiałam.
Nie sposób nie wspomnieć, że książka pełna jest przepięknych zdjęć. Nie są to jedynie zdjęcia krajobrazów, lecz również ludzi, których spotykała na swojej drodze. Zazdroszczę autorce tego co przeżyła, jednak wiem, że na pewno jej łatwiej było zdecydować się na taką wyprawę, niż kobietom takim jak na przykład ja, które mają dzieci. Dzieci zmieniają wiele, a przede wszystkim przewartościowują nasze życie. Zostaje mi czekać, aż córki dorosną i wtedy rzucić się w wir prawdziwego podróżowania, bez planu i all inclusive z Itaki ;)
degustatorka.blogspot.com
Slow Burn. Kropla drąży skałę. Seria Driven
Tydzień z serią „Driven”. Tym razem po trylogii nadszedł czas na spojrzenie na wydarzenie z jeszcze innej perspektywy jednak tym razem dotyczy życia najbliższej przyjaciółki Rylee, Haddie Montgomery.
Tym razem poznajemy Haddie, która po śmierci swojej siostry ukojenie znajduje w ramionach Becketta Danielsa. Spotkanie z tym przystojniakiem miało być jednorazową przygoda, jak się jednak okaże życie pisze inne scenariusze. Jak zakończy się ta chwilowa namiętność, czy jednorazowa przygoda może spowodować burzę namiętności? Czy Haddie podzieli los swojej przyjaciółki i w namiętności do tego mężczyzny całkowicie się zatraci?
Nie prawdą byłoby gdybym powiedziała, że nie obawiałam się kolejnych części serii. Często tak jest, gdy autor zatraci się w pisaniu, mocniej podkręci pozytywnymi ocenami pierwszych tytułów i kolejne będzie tworzył już po prostu, aby tylko tworzyć. Tego się właśnie bałam. Na szczęście moje obawy były bezpodstawne co do tego tytułu. Autorka nie osiadła na laurach, stworzyła piękną, pełną płomiennych opisów historię, która nie raz chwyta za serce.
Historia Rylee i Coltona stanowi jedynie tło dla wydarzeń które przedstawia Slow Burn. Jednak gdy skończyłam czytać książkę stwierdziłam, że obie te pary coś łączy i nie chodzi tu o sam fakt rodzącego się między nimi uczucia, a o ich charaktery. Jednak tym razem autorka zmieniła ich role, Haddie to odbicie zachowania Coltona, natomiast Beckett to odbicie Rylee.
Jednym słowem Slow burn. Kropla drąży skałę to ciekawa i wciągająca lektura napisana lekkim i barwnym językiem. Trzymanie się pewnego klucza ale jakże odmiennego od wcześniej określonego w trylogii plus zabawne dialogi pomiędzy bohaterami powodują, że ciężko oderwać się od lektury i nie uśmiechnąć pod nosem patrząc na te słowne przepychanki.
zksiazkawdloni.pl Kasia Roszczenko
Driven. Namiętność silniejsza niż ból
Driven. Namiętność silniejsza niż ból to pierwsza część trylogii Driven, jednakże fanki tak pokochały Coltona, Rylee i resztę bohaterów, że powstała seria Driven. I z tego miejsca dziękuję fankom z całego świata, ponieważ po przeczytaniu trylogii nie mam ochoty się rozstawać z bohaterami, więc dzięki nim czeka na mnie jeszcze kilka książek. Do przeczytania Driven zachęcała mnie moja czytelnicza bratnia dusza, czyli Kasia z portalu Kulturantki.pl. Doskonale wiedziała, że zakocham się w historii stworzonej przez K. Bromberg i się nie myliła, więc Kasiu, DZIĘKUJĘ.
Żeby napisać dla Was recenzję pierwszego tomu, musiałam przeczytać trylogię, ponieważ nie mogłam złożyć żadnego sensownego zdania wyłącznie po pierwszej części. Mogę Was zapewnić, że MUSICIE zaopatrzyć się od razu w trzy książki, bo autorka jest mistrzynią zakończeń… Do rzeczy!
Rylee Thomas jest osobą, która w swojej pracy pomaga dzieciom po przejściach. A konkretnie kilku chłopcom w Domu, będącym odpowiednikiem naszych rodzinnych domów dziecka. Robi wszystko, aby zebrać pieniądze na wybudowanie kompleksu, który będzie schronieniem dla dużo większej liczby skrzywdzonych dzieci. Na jednej z aukcji charytatywnych wpada na aroganckiego i super przystojnego Coltona Donavana, który jest w stanie zrobić wszystko, aby dostać to, czego chce. W tym przypadku jest to pójście z Rylee na randkę. Od tego momentu życie bohaterów zaczyna się zmieniać.
W tak banalny sposób zaczyna się historia dwóch złamanych dusz, historia, która wywróci Wasze serca na drugą stronę i nie da o sobie zapomnieć. Dwoje dojrzałych i dorosłych ludzi po przejściach. Ry żyje w odrętwieniu po stracie ukochanego, a Colton by uporać się z trudną przeszłością, zakopuje ból pod przyjemnością. Ich zderzenie nie zwiastuje z początku nic dobrego. Colton chce, aby Rylee była kolejną niezobowiązującą umową, a ona nie ma zamiaru się nigdy na to zgodzić. Nie będzie dla żadnego faceta zabawką, którą może wykorzystać i porzucić. Jednak zauważa w szmaragdowych oczach Donavana coś, co nie pozwala o nim zapomnieć i przejść obok niego obojętnie. Z dnia na dzień poznaje tego pięknego i złamanego mężczyznę. Na szczęście Ry nie jest głupiutką postacią. Ma swój charakter i trzyma się postawionych przez siebie zasad. Żaden arogancki AS, jak nazywa Coltona, nie będzie nią manipulować, ani nie będzie jej mówić, co ma robić. Trudniej, kiedy na sam jego widok wszystkim miękną kolana, a on doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Domyślam się, iż wydaje Wam się, że „to kolejny romans z wielu, w którym główna bohaterka nie może się oprzeć urokowi aroganckiego, bogatego dupka”. W tym miejscu zapewniam Was, że to nie jest to, o czym myślicie, czyli kolejna kopia historii pana Greya. Pierwsza część to tylko wierzchołek góry lodowej, która czai się w kolejnych tomach. Autorka wykreowała tak doskonałe w każdym calu postaci, że jestem pełna podziwu. Książki są dopracowane w najmniejszym szczególe. Wszystko ma swój sens i przeniesienie na kolejne sytuacje. To bardzo dobrze, przede wszystkim pod względem psychologicznym, przemyślana historia. Postaci są trójwymiarowe, nie tylko te główne, ale również te drugoplanowe, rodzice, rodzeństwo czy przyjaciele. A skoro mówimy o przyjaciołach… Rylee ma najlepszą przyjaciółkę, którą jest Haddie. Wulkan energii i „dobrych” rad. Przysięgam, że kiedy się pojawiała płakałam ze śmiechu! Colton nie jest gorszy i też ma przyjaciela od zawsze, czyli Becketta, który potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji, ale jego lepiej poznacie dopiero w kolejnych częściach. Wszystkie postaci są bardzo naturalne i nie da się ich nie kochać. No może, oprócz jednej…
Nie wspomniałam wcześniej, ale Colton jest kierowcą wyścigowym, czyli sunie bolidem po torze z prędkością trzystu kilometrów na godzinę. Uwielbiam samochody, więc dla mnie dodatek w postaci rajdów, skradł moje serce. Jednak całkowicie je oddałam, gdy główni bohaterowie zaczęli sobie wysyłać piosenki, aby wyrazić swoje uczucia. Jak dobrze wiecie muzyka jest NAJWAŻNIEJSZA, więc za każdym razem, kiedy pojawiała się jakaś piosenka, nie mogłam się powtrzymać i od razu dodawałam ją do playlisty, która powstała i Wam ją poniżej udostępniam. Zauważyłam, że muzyka dla autorki w tej historii grała naprawdę olbrzymią rolę. Więc i to dodatkowo mnie ujęło.
Napisałam tylko namiastkę tego, co Was czeka, kiedy sięgniecie po Driven i dacie się porwać tej historii, ponieważ ta seria napędza emocje i pobudza wszystkie zmysły. To, co otrzymacie w pierwszym tomie, jest tylko kroplą w morzu wydarzeń i tego, co przygotowała dla Was K. Bromberg. Z tego miejsca ponownie zapewniam, że nie pożałujecie sięgnięcia po historię Rylee Thomas i Coltona Donavana.
Rylee Thomas jest osobą, która w swojej pracy pomaga dzieciom po przejściach. A konkretnie kilku chłopcom w Domu, będącym odpowiednikiem naszych rodzinnych domów dziecka. Robi wszystko, aby zebrać pieniądze na wybudowanie kompleksu, który będzie schronieniem dla dużo większej liczby skrzywdzonych dzieci. Na jednej z aukcji charytatywnych wpada na aroganckiego i super przystojnego Coltona Donavana, który jest w stanie zrobić wszystko, aby dostać to, czego chce. W tym przypadku jest to pójście z Rylee na randkę. Od tego momentu życie bohaterów zaczyna się zmieniać.
W tak banalny sposób zaczyna się historia dwóch złamanych dusz, historia, która wywróci Wasze serca na drugą stronę i nie da o sobie zapomnieć. Dwoje dojrzałych i dorosłych ludzi po przejściach. Ry żyje w odrętwieniu po stracie ukochanego, a Colton by uporać się z trudną przeszłością, zakopuje ból pod przyjemnością. Ich zderzenie nie zwiastuje z początku nic dobrego. Colton chce, aby Rylee była kolejną niezobowiązującą umową, a ona nie ma zamiaru się nigdy na to zgodzić. Nie będzie dla żadnego faceta zabawką, którą może wykorzystać i porzucić. Jednak zauważa w szmaragdowych oczach Donavana coś, co nie pozwala o nim zapomnieć i przejść obok niego obojętnie. Z dnia na dzień poznaje tego pięknego i złamanego mężczyznę. Na szczęście Ry nie jest głupiutką postacią. Ma swój charakter i trzyma się postawionych przez siebie zasad. Żaden arogancki AS, jak nazywa Coltona, nie będzie nią manipulować, ani nie będzie jej mówić, co ma robić. Trudniej, kiedy na sam jego widok wszystkim miękną kolana, a on doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Domyślam się, iż wydaje Wam się, że „to kolejny romans z wielu, w którym główna bohaterka nie może się oprzeć urokowi aroganckiego, bogatego dupka”. W tym miejscu zapewniam Was, że to nie jest to, o czym myślicie, czyli kolejna kopia historii pana Greya. Pierwsza część to tylko wierzchołek góry lodowej, która czai się w kolejnych tomach. Autorka wykreowała tak doskonałe w każdym calu postaci, że jestem pełna podziwu. Książki są dopracowane w najmniejszym szczególe. Wszystko ma swój sens i przeniesienie na kolejne sytuacje. To bardzo dobrze, przede wszystkim pod względem psychologicznym, przemyślana historia. Postaci są trójwymiarowe, nie tylko te główne, ale również te drugoplanowe, rodzice, rodzeństwo czy przyjaciele. A skoro mówimy o przyjaciołach… Rylee ma najlepszą przyjaciółkę, którą jest Haddie. Wulkan energii i „dobrych” rad. Przysięgam, że kiedy się pojawiała płakałam ze śmiechu! Colton nie jest gorszy i też ma przyjaciela od zawsze, czyli Becketta, który potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji, ale jego lepiej poznacie dopiero w kolejnych częściach. Wszystkie postaci są bardzo naturalne i nie da się ich nie kochać. No może, oprócz jednej…
Nie wspomniałam wcześniej, ale Colton jest kierowcą wyścigowym, czyli sunie bolidem po torze z prędkością trzystu kilometrów na godzinę. Uwielbiam samochody, więc dla mnie dodatek w postaci rajdów, skradł moje serce. Jednak całkowicie je oddałam, gdy główni bohaterowie zaczęli sobie wysyłać piosenki, aby wyrazić swoje uczucia. Jak dobrze wiecie muzyka jest NAJWAŻNIEJSZA, więc za każdym razem, kiedy pojawiała się jakaś piosenka, nie mogłam się powtrzymać i od razu dodawałam ją do playlisty, która powstała i Wam ją poniżej udostępniam. Zauważyłam, że muzyka dla autorki w tej historii grała naprawdę olbrzymią rolę. Więc i to dodatkowo mnie ujęło.
Napisałam tylko namiastkę tego, co Was czeka, kiedy sięgniecie po Driven i dacie się porwać tej historii, ponieważ ta seria napędza emocje i pobudza wszystkie zmysły. To, co otrzymacie w pierwszym tomie, jest tylko kroplą w morzu wydarzeń i tego, co przygotowała dla Was K. Bromberg. Z tego miejsca ponownie zapewniam, że nie pożałujecie sięgnięcia po historię Rylee Thomas i Coltona Donavana.
Lifebybookaholic.blogspot.com