Recenzje
Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej
Prof. Leon Barszczewski to jeden z najwybitniejszych polskich naukowców przełomu XIX i XX wieku. Urodzony na terenach dzisiejszego Podlasia znaczną część życia spędził w Azji Środkowej, gdzie jako pułkownik armii carskiej, jednocześnie geolog, archeolog, glacjolog, eksplorował tereny obecnego Uzbekistanu, Tadżykistanu, Kirgistanu i Afganistanu. Liczne wyprawy podejmowane byty przede wszystkim w celu wytyczania nowych tras i szlaków dla rosyjskiego wojska, profesor wykorzystywał je również do badania miejscowej fauny i flory, zasobów naturalnych, wreszcie kultury i zwyczajów mieszkańców tych terenów. Owocem wypraw było m.in. odkrycie starożytnego miasta Afrasiab, na miejscu którego znajduje się dziś Samarkanda, przede wszystkim jednak stworzenie bogatej dokumentacji dotyczącej odwiedzanych obszarów w postaci notatek, dzienników i zdjęć.
Mimo niewątpliwych zasług, jakie miał prof. Barszczewski dla rozwoju nauki, historia milczy na jego temat. Pamięć o nim kultywuje więc prawnuk uczonego, Igor Strojecki. Do prelekcji i wystaw poświęconych słynnemu przodkowi w ostatnim czasie dołączył biografię. Na kartach "Utraconego świata" Strojecki opisuje okoliczności wcielenia Leona Barszczewskiego do armii rosyjskiej, przybliża jego naukowe dokonania w Azji, życie rodzinne i przeprowadzkę do Siedlec. Całość okrasza fragmentami z dzienników profesora, opisującymi np. zwyczaje ludów poznanych w czasie peregrynacji, a przede wszystkim zdjęciami ilustrującymi azjatyckie krajobrazy i mieszkańców kontynentu. Tak skonstruowana biografia nie jest li tylko zbiorem suchych faktów i dat z życia uczonego, ale powieścią przygodową, której główny bohater - dociekliwy, ciekawy świata badacz - przemierza nieznane wcześniej Europejczykom tereny i poznaje świat i ludzi, których już nie ma.
Magazyn Literacki Książki MO; 2017-05-31
Biblia copywritingu
Copywriting to gra mentalna. Zaczyna się w Twoim umyśle, a potem przenosi się do umysłu potencjalnego klienta.
Od zawsze miałem przekonanie, że copywriting to zajęcie jedynie dla super kreatywnych osób. Musisz mieć tysiące myśli na sekundę i miliony pomysłów, żeby odnieść sukces w tej branży. Darek Puzyrkiewicz pokazuje, że nie ma nic bardziej mylnego niż takie przekonanie.
Książka jest instrukcją krok po kroku jak napisać dobra ofertę. Od czego zacząć, skąd wziąć pomysł na przyciągający uwagę nagłówek, jak trafić z przekazem do klienta i w końcu jak oszlifować twoją ofertę, żeby błyszczała jak diament pośród miliona ofert zalewających internet każdego dnia.
Darek przeprowadzi Cię za rękę po jego procedurze pisania skutecznych ofert. Co ciekawe z książki przebijają się dwa bardzo ważne komunikaty: „Copywriting to gra mentalna” i największym wrogiem skutecznych ofert są ograniczenia, które sam sobie nakładasz, zanim jeszcze zaczniesz pisać ofertę.
Autor przekonuje również, że przesiadywanie godzinami nad pustą kartką papieru nie spowoduje, że nagle napiszesz ofertę. Zamiast tego proponuje szukać inspiracji w otaczającym nas świecie. Wskazuje konkretne źródła inspiracji i na przykładach pokazuje jak je wykorzystać we własnej ofercie.
Na koniec muszę się do czegoś przyznać. Pisząc recenzję tej książki napotkałem bardzo istotny problem. Darek Puzyrkiewicz nie leje wody. Zwykle w recenzjach które pisze mogę przytoczyć kilka fragmentów książki, bez zdradzania konkretów w niej zawartych. Dzięki temu Ty możesz poczuć czy przekaz zawarty w książce jest dla Ciebie. Z tą książką jest inaczej. Każda strona wysadzona jest konkretami. Z tego powodu nie sposób opowiedzieć o ogólnym przekazie, jaki autor prezentuje. To jednak dobra informacja, jeżeli szukasz treściwego podręcznika do copywritingu.
Podsumowując śmiało polecam tą pozycję dla każdego kto pisze oferty, albo chciałby zacząć pisać takie oferty. Pozycję tą należy traktować jak skrypt do „produkcji” genialnych ofert i wykorzystywać śmiało wielokrotnie, a jak sam autor zapewnia zyski wzrosną.
Księgozbiór słów Krzysztof Nyrek
Making Faces
Hannah Lake to małe miasteczko. Trudno jest w nim być anonimowym, a szczególnie kiedy ma się niezwykłą urodę, cudowny głos i szansę na wielką karierę sportową. Ambrose Young zawsze cieszył się dużą popularnością i sympatią wśród znajomych. Przyjaciele poszliby za nim wszędzie. No i poszli. Kiedy zamiast kariery zapaśniczej wybrał wojsko i walkę za swój kraj, oni poszli razem z nim. Niestety, ostatniego dnia służby, wszyscy zginęli. Przeżył jedynie Ambrose...
Fern Tylor, rudowłosa dziewczyna, niska, z aparatem na zębach i okularami na nosie, nigdy nie była pięknością. Od lat podkochiwała się w boskim Abrosie.On jednak nigdy nie zwrócił na nią uwagi. Dopiero ostatniego dnia przed wyjazdem zaczęła przyciągać go do niej jakaś magiczna chwila. Wszystko jednak przekreślił wybuch, utrata przyjaciół i oszpecenie twarzy. Amrbose wycofał się z życia. Całe dnie i noce ukrywał się w piekarni ojca piekąc bułki. Fern jednak miała inne plany. Jej miłość nigdy nie wygasła i postanowiła o nią walczyć każdego dnia...
Można by się spodziewać, że Making Faces to kolejna powieść o brzydkiej dziewczynie nieszczęśliwie zakochanej w przystojnym chłopaku, a także o dwóch poranionych duszach, którą chcą znaleźć ukojenie, padają sobie w ramiona, a cała otoczka aż kipi od nadmiaru romantyzmu i namiętności. I po części może jest to prawda, ale Amy Harmon ponadto stworzyła coś co wykracza ponad te schematy. Historia stworzona przez autorkę była tak subtelna i delikatna jak żadna inna. Nie ma tu namiętnych uniesień, dramatyzmu, ostrych kłótni czy scen erotycznych. Są za to piękne, po części niewinne pierwsze zbliżenia, pocałunki doprawione łzami, a przede wszystkim ta bezgraniczna miłość, która rodzi się stopniowo w wielkim bólu, wśród wielu niewiadomych i pytań bez odpowiedzi...
Recenzjekrolewskie.blogspot.com Patrycja Sudoł; 2017-04-15
Zranieni
Wszystkie jej randki kończą się katastrofą. Mimo to zgadza się na kolejne i kolejne spotkania aranżowane przez przyjaciółkę. Tym razem jednak wszystko wskazuje na to, że będzie inaczej, bowiem mężczyzna siedzący przed nią, nie przywołuje okropnych momentów z przeszłości, ani nie wywołuje ataków paniki. Niestety okazuje się, że to nie chłopak, z którym była umówiona. Dziewczyna czuje się zażenowana i troszkę zawiedziona. Koniec końców i tak jeszcze tego wieczora wyjeżdżają wspólnie z parkingu restauracji...
Pomimo tak obiecującego początku finał okazuje się katastrofalny. Sydney zostaje odtrącona przez swojego Pana Przystojnego. Niestety to nie koniec katastrof. Wkrótce okaże się, że to dopiero początek. Peter jest wykładowcą na uczelni, a ona jego asystentką. I jakiekolwiek by nie łączyło ich uczucie i wzajemne przyciąganie, nie mogą być nikim więcej niż tylko przyjaciółmi. Jednak ich relacje wybiegają poza przyjaźń, a nie mogą wybiec dalej.
Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby Sydney nie dopadały demony przeszłości i nie decydowały o jej teraźniejszości, a w rezultacie i przyszłości. Dziewczyna nie potrafi żyć nie oglądając się w przeszłość. Peter także nosi bolesne wspomnienia z przeszłości. Jednak on potrafi pogodzić pamięć o bólu, śmierci i stracie z obecną chwilą i szansą na szczęście. Miłość, którą oboje będą przyjmować z obawami i wielkim niedowierzaniem, będzie wymagała siły i walki. Tylko czy będą gotowi stawić czoła przeszłości oraz zwalczyć nowe przeciwności?
Skrzywdzone anioły to pierwszy tom historii Sidney i Petera, która zachwyciła setki tysięcy czytelników. To zaledwie początek opowieści o dwojgu młodych ludziach, o narastającym pożądaniu, radości żywiołowego tańca, cieple przyjaźni, ale i strachu przed cieniami, które wciąż powracają. Ta wciągająca powieść sprawia, że każdą kolejną kartkę odwraca się z niepokojem i niecierpliwością...
Jedynym małym minusem powieści jest niezdecydowanie bohaterki. Czasami miałam wrażenie, że tylko manipuluje Peterem. Ale po części wiedziałam również, że tak nie jest, a motywy jej działania były dla mnie tak nielogiczne w porównaniu do miłości jaką nosiła w sercu, że czasami miałam ochotę nią potrząsnąć.
Powieść, choć krótka, niesie ze sobą ważne przesłanie i ogrom emocji. Napisana bardzo przystępnym językiem, sprawia, że czyta się ją w zawrotnym tempie. Już nie mogę doczekać się kontynuacji.
Recenzjekrolewskie.blogspot.com Patrycja Sudoł; 2017-04-09
Życie i 101 przyjaciół
Nie sądziłam, że mam tylu przyjaciół :-) Może nie aż 101, ale jednak sporo ;-) :-) Okazuje się, że w naszym życiu prawie wszystko, co nas otacza może nam przynieść ukojenie, poczucie spełnienia i bezpieczeństwa. Zanim jednak zaczniemy szukać tego wokół siebie musimy to odnaleźć w sobie. Krzysztof Liegmann przypomina nam starą psychologiczną prawdę, że najważniejszym przyjacielem dla każdego z nas jesteśmy my sami. Powinniśmy siebie pokochać, polubić i zaakceptować, a wtedy cały świat wyda nam się przyjaźniejszy i łatwiej będzie innym nas pokochać. Kiedy już to nastąpi możemy się zastanowić, co lub kto jeszcze sprawia, że każdego dnia uśmiechamy się do siebie i do innych. Lista może być naprawdę imponująca. Krzysztof Liegmann - urodzony wizjoner i marzyciel - w swojej najnowszej książce Życie i 101 przyjaciół uzmysławia nam ile piękna dookoła nas czeka aż je odkryjemy i docenimy. Okazuje się, że wokoło mamy mnóstwo sprzymierzeńców, którzy skutecznie zmotywują nas do codziennego rozwoju. Pomogą nam zrealizować nasze plany i marzenia, uzyskać upragniony spokój, pogodę ducha, spełnienie oraz szczęście. Dzięki nim wreszcie łatwiej będzie nam zaakceptować wszystkie nasze dobre i złe emocje, wspomnienia i doświadczenia. Kiedy to nastąpi właściwie z dnia na dzień odkryjemy sens istnienia i zaczniemy cieszyć się każdym dniem. Miłość, uśmiech, bliskość, książka, kino, muzyka, tulipany, fotografia, kawa, czekolada, anioły, blog, wyobraźnia, nadzieja, samotność, dystans, poczucie humoru, niesienie pomocy, bezinteresowność, zaufanie, dobroć i tak dalej ;-) to tylko nieliczni moi przyjaciele, którzy są niezwykle pomocni w codziennym zmaganiu się z własnymi problemami i słabościami. Nigdy tak o tym wszystkim nie myślałam, nie postrzegałam tych wszystkich elementów mojej codzienności w takim świetle, nie myślałam o nich jak o przyjaciołach. Szkoda, bo ty był duży błąd. Przyjaciel bowiem to ktoś, kto między innymi zawsze nas wysłucha, nigdy nie oceni zbyt pochopnie, zawsze znajdzie dla nas czas i przyniesie ukojenie oraz wewnętrzny spokój. Z przyjacielem łatwiej jest iść przez życie. No a jeśli ma się aż tylu sprzymierzeńców to świat od razu staje się piękniejszy :-) Fajnym spostrzeżeniem jest również sposób na oswojenie wszystkich swoich strachów i złych doświadczeń. Wystarczy je poznać i się z nimi zaprzyjaźnić. Tego również uczy nas Krzysztof Liegmann. To trudna sztuka, ale możliwa do wykonania, zwłaszcza jeśli zależy nam na własnym rozwoju. Ten poradnik to bardzo nietypowa książka rozwojowa, książka pocieszyciel i książka nauczyciel. Polecam!
mufloneks.blogspot.com Monika Starońska - Zych; 2017-04-13