ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

TukTukCinema. Czyli rzecz o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku

Zastanawiałam się, jak można by jednym słowem określić tę książkę i nie przychodzi mi nic innego do głowy jak „fun”. Tuk Tuk Cinema Roba Maciąga jest właśnie o radości w każdej postaci. Czytając ten tekst przez pewien czas zastanawiałam się, po co on to robi? Czy tym dzieciakom jest potrzebne to obwoźne kino? Kino z innej kultury, rzeczywistości, w żaden sposób nie przystające do odbiorcy, ale Maciąg nie oszukiwał, nie przypisywał swojej wyprawie ideologii. Jechał, miał wakacje i wyświetlał dzieciakom w Indiach filmy o Bolku i Lolku, wszystko.
Jedno z opisanych spotkań jest szczególne. Singh, który żył trzydzieści siedem lat w USA, założył i prowadzi szkołę dla dziewcząt. Uczą się zawodu, bo wykształcenie to szansa na awans społeczny, a za naukę otrzymują pieniądze, które trafiają na ich konto, w ten sposób mają zabezpieczoną przyszłość. Maciąg wątpi czy przy tym, co robi Singh, jego kino ma sens, przyznaje się do tego i za tę samoświadomość punkt dla niego. Robił kino spontanicznie, bez umawiania się i początkowo był nawet zaskoczony, że nie przyjmują go z otwartymi rękami. I wtedy zrobił korektę: zamiast do szkół, zaczął jeździć do domów dziecka. Choć kino Maciąga to nie jest Bollywood, ale dźugar, czyli powszechna w Indiach prowizorka, jednak zawsze spotykało się z entuzjastycznym przyjęciem i radością.
Zafascynowany Indiami, które zaskakują i śmieszą, prócz wyświetlania filmów, obserwował obyczaje, kulturę, ludzi, organizację szkół (sam jest nauczycielem), nie przyjął na szczęście postawy znawcy Indii.
Niewątpliwie zaletą Tuk Tuk Cinema jest język, który sprawia, że czyta się go z przyjemnością, niemal uczestniczy w tym szalonym rajdzie w ulicznym ruchu. Zakup skutera hondy, którym podróżował, opisał ze swadą, jakby stał się posiadaczem nowoczesnego auta, a ważny tak naprawdę był jedynie klakson i hamulec. Przygody z zepsutym skuterem powracają jak bumerang, a jazda nim przez miasto, opisana niczym dreszczowiec, to walka o życie: "to zupełnie nowe doświadczenie. To coś, co cię zmienia na zawsze. Wyostrzają ci się zmysły, o których istnieniu nawet nie wiedziałeś. Uczysz się nawykowych czynności, które albo wykonujesz od razu, mechanicznie i bezwiednie, albo nie, ale wtedy daleko nie zajedziesz (s. 32)."
Plus dla wydawnictwa za dobry papier. Zdjęć mogłoby być więcej, niektóre są dla mnie nieciekawe, za dużo na nich Bolka i Lolka, a za mało Indii, a szkoda, bo byłyby doskonałym uzupełnieniem tekstu, ale to już indywidualna sprawa. Niestety nie ma w książce trasy przejazdu Maciąga, a integralna mapa jest zawsze ciekawym dodatkiem, nie trzeba wtedy korzystać z map zewnętrznych.
A co to jest tuk tuk? Jeśli jeszcze nie wiecie, to musicie doczytać sami.
Peron4.pl Katarzyna Kucharczyk

Dieta 5:2. 150 prostych przepisów na posiłki poniżej 300 kcal, które pozwolą Ci schudnąć

Nie odchudzam się, nie stosuję żadnych diet, raczej staram się racjonalnie i mądrze odżywiać, chociaż nie powiem czasami pozwalam sobie na fastfooda, jednak nie na tyle, aby opychać się nim maksymalnie. Po książkę Samanthy Logan Dieta 5:2 sięgnęłam z czystej ciekawości, a raczej zainteresowana przepisami tam zamieszczonymi. Zauważyłam, ze w książkach z różnego rodzaju dietami można znaleźć sporo ciekawych receptur na posiłki, dlatego też postanowiłam, ze ta książka zasili moje półki.
 
Samantha Logan zaczęła eksperymentować z dietą przerywaną, gdy przez kilka lat po urodzeniu drugiego dziecka nie mogła pozbyć się nadwagi. Opracowane w tym czasie przepisy diety pozwoliły jej zrzucić niemal 14 kg.
 
Sceptycznie podchodzę do różnego rodzaju diet-cud i po przejrzeniu tej pozycji, tę również za taką uważam. Co nam oferuje ta dieta? Dieta 5:2 jest jedną z najchętniej stosowanych diet na świecie. Na czym polega? Przez pięć dni w tygodniu jesz to, co zawsze, a przez dwa kolejne ograniczasz liczbę przyswajanych kilokalorii (kobiety – do pięciuset, mężczyźni – do sześciuset). Te dwa pomagają ci „zresetować” metabolizm i zwiększyć wydajność Twojego organizmu, który zacznie spalać nagromadzony tłuszcz znacznie szybciej i niemal nieodczuwalnie.  Powyższy cytat znalazłam na okładce książki, i w tym momencie pojawił się u mnie uśmiech na twarzy, ale nie na zasadzie; WOW schudnę! Przez pięć dni jem wszystko, na co mam ochotę, a dwa dni poszczę! Nie nie, tak łatwo nie ma, a gdzie efekt jo-jo, i niby, w którym momencie organizm zacznie spalać nagromadzony tłuszcz, przecież ja za chwilę znowu rzucę się na talerz, nie na garnek z jedzeniem! Co to jest pięćset kilokalorii na cały dzień dla dorosłej kobiety?! Osłabienie murowane, pogorszenie stanu zdrowia, problemy ze skórą jak znalazł.
 
Przepisy podzielone są na kilka działów tematycznych. Znajdziemy tu receptury na śniadania, koktajle, sałatki, zupy, mięsa, dodatki oraz dania dla wegetarian i przekąski. Jedyne, co mnie zainteresowało to przepisy na koktajle, bo tych nigdy za wiele. Oczywiście każda receptura jest dokładnie opisana i dodatkowo posiada tabelkę z wartością odżywczą danego dania, co może być pomocne dla osób liczących kalorie, a które poszukują urozmaicenia w swoich indywidualnie skomponowanych razem z doświadczonym dietetykiem daniach.
 
Dieta 5:2 to kolejna dieta cud, która może sezonowo bić rekordy popularności. Jak wykazują badania dietetyczne Polacy jedzą za mało, w ciągłym pędzie za karierą, nie mamy czasu na jedzenie, odkładamy je na później. Niestety nie potrafimy zrealizować regularności w naszym codziennym życiu, a co już mówić o regularnym jedzeniu pięciu posiłków dziennie. Nasz organizm traktujemy trochę jak śmietnik, wrzucamy do niego wszystko, aby tylko (jeśli już się pojawi) zagłuszyć ten głód, bo przecież nie będziemy tracić czasu na tak prozaiczną czynność jak jedzenie.
 
Z drugiej strony, jeśli jednak nauczymy się tej systematyczności i zaczniemy stosować tę dietę 5:2 i będziemy ją stosować już do końca naszego życia, a nie tylko przez dwa czy trzy miesiące, to jak mówią eksperci – dieta zadziała i nie pojawi się efekt jo-jo.
 
Co do słuszności diety ja jestem sceptycznie nastawiona, jednak, jeśli chodzi o receptury zawarte w książce na różne posiłki to pewnie z niektórych bardzo chętnie skorzystam w codziennym życiu. Hołduję zasadzie racjonalnego i mądrego odżywiania – w diety cud nie wierzę.
zksiazkawdloni.pl Kasia Roszczenko

Jak to zrobić w Lightroomie? Najkrótsze drogi do najlepszych rozwiązań

Każdy kto choć troszkę interesuje się fotografią wie, że w dzisiejszych czasach poza umiejętnością obsługi odpowiedniego sprzętu warto także znać programy do obróbki wykonanych zdjęć. Ja osobiście już od lat nie potrafię obejść się bez Lightrooma.Programu, który oferuje wiele możliwości i w 100% spełnia moje oczekiwania. Jest on wystarczająco prosty, bym mogła się po nim swobodnie poruszać i jednocześnie na tyle rozbudowany, bym mogła w nim zaszaleć ;) Problem jednak w tym, że choć działam na nim już od bardzo dawna, mam wrażenie, że wciąż nie wykorzystuję wszystkich jego możliwości. Dlatego też postanowiłam sięgnąć po lekturę, która nieco przybliży mi jego działanie. Autorem tej publikacji jest Scott Kelby. Fotografik, projektant, redaktor i wielokrotnie nagradzany autor kilkudziesięciu świetnych książek. Zdecydowana większość z nich o ile nie wszystkie omawiają techniki fotografowania oraz pracę nad nimi w cyfrowej ciemni. Miałam okazję czytać kilka jego książek i muszę przyznać, że naprawdę są świetne! Scott Kelby ma bowiem ogromną wiedzę na ten temat i z przyjemnością się nią z nami dzieli. Poza tym z tego co zdołałam się zorientować, to dość sympatyczny człowiek o bardzo dużym poczuciu humoru. Często podczas omawiania jakiegoś zagadnienia ma ciekawe porównania, żartuje. Zresztą niekiedy nawet tytuły rozdziałów nie do końca są takie jak powinny. Ot, dowcipniś z niego o tyle. Ale dość już o autorze tej książki. Czas napisać co nieco o samej książce. Jak to zrobić w Lightroomie? to poradnik dla każdego miłośnika fotografii. Książka ta podzielona jest na 12 rozdziałów. W pierwszym dowiemy się jak umieszczać zdjęcia w programie, wyświetlać miniatury, podglądać fotografie, tworzyć kopie zapasowe itp. Dalej przechodzimy do rozdziału dotyczącego porządkowaniu zdjęć. Tutaj oglądamy zdjęcia w powiększeniu, odczytujemy jego parametry, szukamy konkretnych fotografii segregując je pod względem daty, lub nazwy, porządkujemy zdjęcia, grupujemy je, zmieniamy nazwy etykiet, kasujemy i wiele wiele więcej. Lightroom to program, który można także skonfigurować tak, by dopasować go do swoich potrzeb. Możemy chować nieużywane moduły, wyświetlać konkretne informacje wokół miniatur, wyświetlać fotografie na całym ekranie, mieniać kolor tła zdjęć. Tych wszystkich możliwości jest tu oczywiście znacznie więcej, ja wymieniłam ich tylko kilka. A o tym jak dokonać tych wszystkich zmian przeczytamy w rozdziale trzecim. Czwarty dział w tej publikacji to coś co interesuje mnie najbardziej czyli edycja zdjęć. Jest tu wiele informacji o tym co zrobić by poprawić wygląda naszej fotografii, czyli na przykład skorygować, gdy jest mdłe lub ma nie właściwą kolorystykę. Możemy także rozjaśnić ciemne elementy, odpowiednio je wykadrować, wyostrzyć, zredukować ilość szumów itp. Ogólnie rzecz biorąc, jest tu wszystko co przyda się każdemu, kto chce poprawić jakoś swoich zdjęć. A jeśli chcemy dokonać jeszcze częściowych poprawek, zmienić niektóre ich fragmenty - musimy skorzystać z dostępnych w programie pędzli. Jak z nich korzystać? Wszystko znajdziecie w rozdziale 4. Kolejne części interesują mnie już nieco mniej. Znajdują się tam bowiem działy związane z drukowaniem zdjęć, tworzeniem pokazów slajdów, efektów specjalnych, albumów. Poza tym z rozdziału 11 dowiedziałam się, że program Lightroom działa także na urządzeniach mobilnych! Super prawda? A w 12 przeczytamy różne dodatkowe ciekawostki, które w każdej chwili mogą nam się przydać. Pierwsze co przychodzi mi do głowy to fakt, że książka ta jest bardzo przejrzysta. Każde zagadnienie umieszczone jest na osobnej stronie, Każda wskazówka ładnie i krótko wytłumaczona. Nie ma tu miejsca na jakieś bezsensowne pogaduszki, sięganie do teorii czy historii powstania fotografii. Same konkrety. Kliknij tu, popraw tam, pociągnij, przesuń, zaznacz. Fajne jest również to, że gdy autor odnosi się do jakiejś konkretnej funkcji programu to wymienia jej nazwę zarówno po angielsku jak i po polsku. Uważam, że to ogromny plus tej książki, bo choć obecnie mam Lightrooma w języku polskim, tak przez dłuższy czas posługiwałam się nim bez spolszczenia. To znaczy miałam je, tylko wtedy jeszcze nie odkryłam jak mogę je włączyć ;) Gdybym zatem sięgnęła po tą publikację jakiś czas temu z pewnością byłabym wniebowzięta, że ktoś o tym pomyślał i wymienił mi wszystkie narzędzia w oryginale. Nie musiałabym szukać po omacku ;) Choć w lekturze tej jest naprawdę cała masa bardzo przydatnych informacji to nie należy ona do olbrzymów. Byłam przekonana, że taka "encyklopedia Lightrooma" będzie gruba i ciężka. Że zanim ją przeczytam minie strasznie dużo czasu, a drugie tyle będę musiała czekać, by wcielić tą swoją wiedzę w życie. Tymczasem okazuje się, że wcale nie jest tak źle. Dzięki temu, że autor skupia się jedynie na konkretach - każda wskazówka zajmuje naprawdę niewiele miejsca. Za każdym razem wszystkie porady mieszczą się na jednaj stronie w książce, a czego sporą jej część zajmuje duże kolorowe zdjęcie. Poradnik ten jest także nie duży i bardzo poręczny. Chyba jedyna rzecz, której mi tu brakuje to grubej sztywnej okładki. Ta jest taka zwyczajna miękka, i przy długim i częstym korzystaniu z niej, siłą rzeczy w pewnym momencie pojawiają się na niej ślady użytkowania. Nie są to może jakieś wielkie zmiany, książka nie rozsypuje nam się w rękach - jest bardzo dobrze wykonana. Ale jednak jakieś tam zagięcie widać, lekko zmechacony róg strony także. A szkoda, bo można było tego uniknąć. W końcu takich książek nie trzyma się tylko na półce. Ja zaglądam do niej cały czas :) Powiem Wam szczerze, że ja już nie wyobrażam sobie pracy ze zdjęciami bez Lightrooma. Ma on w sobie tak wiele możliwości, tak wiele opcji, dzięki którym moja praca jest jeszcze łatwiejsza i przyjemniejsza, ze po prostu nie wyobrażam sobie bym mogła zastąpić jakimkolwiek innym. Uwielbiam go. I uwielbiam książkę, która otworzyła mi oczy na wiele opcji o których dotąd nie miałam pojęcia, a które z całą pewnością mi się przydadzą. Lektura, którą miałam dziś okazję Wam zaprezentować to taka encyklopedia wiedzy o tym programie w pigułce. Możemy przeczytać ją całą od deski do deski. Lub możemy jedynie skupić się tylko na tym co nas interesuje, bo odnalezienie w niej konkretnego zagadnienia jest bardzo łatwe. Tak więc do tej pory nie umiałam sobie wyobrazić życia bez Lightrooma. Teraz nie potrafiłabym żyć bez niego i bez tej książki. Jest rewelacyjna! Polecam! Za książkę serdecznie dziękuję księgarni internetowej
ksiazeczki-synka-i-coreczki.blogspot.com

Sztuka wojny. Wydanie III

Klasyczny chiński podręcznik strategii wojennej
Chiny przez wieki były zamkniętym społeczeństwem. Nie chodzi tutaj tylko o wielki mur, ale także o usposobienie chińczyków do obcych. Z tych powodów odkrycie przez świat zachodni "Sztuki wojny" nastąpiło długo po powstaniu tego dzieła. Na wschodzie jednak był używany od wieków, szczególnie w Chinach i Japonii. Teraz dorównuje konkuruje z zachodnimi podręcznikami strategii takimi jak "Książę" Machiavelliego czy "O wojnie" Clausewitza.
Tego audiobooka zrecenzowałem także w podkaście. Odtwarzacz znajduje się z lewej strony tego tekstu. Można też wejść na stronę podkastu i tam wysłuchać, albo zasubskrybować kanał, co gorąco polecam. Link do podkastu: ksiazki.podbean.com. Wspomnę tylko, że Wiktor Zborowski czyta idealnie dostosowując tempo i głos do treści. Zachęcam do posłuchania fragmentów w podkaście.
"Sztuka wojny" jest napisana o wiele prostszym językiem niż "O wojnie" Clausewitza. Dzięki temu jest bardziej popularna i ma większe zastosowanie także poza wojskiem. Od lat biznesmeni wykorzystują ją w "wojnach" z konkurencją. Ten audiobook został przygotowany aby to ułatwić. Każdy rozdział jest opatrzony komentarzem, który tłumaczy strategie i podpowiada jak ją zastosować w prowadzeniu firmy.
Czytanie "Sztuki wojny" jest dość trudne dla nieznających realiów starożytnych Chin. Np. wymieniane sumy na pokrycie kosztów przebywania armii w terenie. Na szczęście (jak już pisałem powyżej) każdy rozdział jest opatrzony komentarzem, który wyjaśnia wszystkie wątpliwości. Szczególnie ważne jest, że komentarz podpowiada jak wykorzystać te rady czy strategie w walce z konkurencją.
Polecam tę książkę biznesmenom oraz zainteresowanym starożytną sztuką walki. Audiobooka można znaleźć u producenta, na stronie ebookpoint.pl (link poniżej). W Storytel jest wersja po angielsku: The Art of War. Mający ten abonament i znający ten język mogą go tam posłuchać bez dodatkowych wydatków.
http://ksiazki.audio Piotr Borowski

Sztuka wojny. Wydanie III

Klasyczny chiński podręcznik strategii wojennej
Chiny przez wieki były zamkniętym społeczeństwem. Nie chodzi tutaj tylko o wielki mur, ale także o usposobienie chińczyków do obcych. Z tych powodów odkrycie przez świat zachodni "Sztuki wojny" nastąpiło długo po powstaniu tego dzieła. Na wschodzie jednak był używany od wieków, szczególnie w Chinach i Japonii. Teraz dorównuje konkuruje z zachodnimi podręcznikami strategii takimi jak "Książę" Machiavelliego czy "O wojnie" Clausewitza.
Tego audiobooka zrecenzowałem także w podkaście. Odtwarzacz znajduje się z lewej strony tego tekstu. Można też wejść na stronę podkastu i tam wysłuchać, albo zasubskrybować kanał, co gorąco polecam. Link do podkastu: ksiazki.podbean.com. Wspomnę tylko, że Wiktor Zborowski czyta idealnie dostosowując tempo i głos do treści. Zachęcam do posłuchania fragmentów w podkaście.
"Sztuka wojny" jest napisana o wiele prostszym językiem niż "O wojnie" Clausewitza. Dzięki temu jest bardziej popularna i ma większe zastosowanie także poza wojskiem. Od lat biznesmeni wykorzystują ją w "wojnach" z konkurencją. Ten audiobook został przygotowany aby to ułatwić. Każdy rozdział jest opatrzony komentarzem, który tłumaczy strategie i podpowiada jak ją zastosować w prowadzeniu firmy.
Czytanie "Sztuki wojny" jest dość trudne dla nieznających realiów starożytnych Chin. Np. wymieniane sumy na pokrycie kosztów przebywania armii w terenie. Na szczęście (jak już pisałem powyżej) każdy rozdział jest opatrzony komentarzem, który wyjaśnia wszystkie wątpliwości. Szczególnie ważne jest, że komentarz podpowiada jak wykorzystać te rady czy strategie w walce z konkurencją.
Polecam tę książkę biznesmenom oraz zainteresowanym starożytną sztuką walki. Audiobooka można znaleźć u producenta, na stronie ebookpoint.pl (link poniżej). W Storytel jest wersja po angielsku: The Art of War. Mający ten abonament i znający ten język mogą go tam posłuchać bez dodatkowych wydatków.
http://ksiazki.audio Piotr Borowski

Pokusy i łakocie. Niezbyt grzeczna rzecz o miłości

"Pokusy i łakocie. Niezbyt grzeczna rzecz o miłości" jest pierwszym tomem trylogii Chocolate Lovers. Skusiłam się na tę serię z trzech konkretnych powodów. Pierwszym oczywiście były opisy na tylnych stronach okładek, które mnie zaintrygowały i sugerowały lekkie i przyjemne powieści. Drugim z kolei zdecydowanie były okładki - barwne, żywe, idealnie komponujące się z treścią, a w przypadku dwóch z nich - przyciągające również wzrok (choć nie ukrywam, że okładka pierwszego tomu jest moim zdaniem najsłabsza i kompletnie nie współgra z resztą). Natomiast trzecim motywem, który skłonił mnie do zabrania się za czytanie cyklu były bardzo przychylne i pozytywne opinie czytelników. Te wszystkie elementy sprawiły, że postanowiłam się zapoznać z ową serią, zaczynając jak to zwykle bywa od pierwszego tomu. Jakie zatem wrażenie wywarła na mnie książka będąca początkiem trylogii? Zapraszam na moją opinię :)
 
Tara Sivec - amerykańska pisarka, żona, matka. Mieszka w Ohio z mężem i dwójką dzieci. Po kilkunastu latach pracy jako broker chwyciła za pióro z postanowieniem napisania pierwszej powieści. Jest autorką kilku światowych bestsellerów, między innymi serii Chocolate Lovers, której pierwszy tom "Pokusy i łakocie. Niezbyt grzeczna rzecz o miłości" zyskał uznanie czytelników i zdobył wiele nagród literackich. (źródło: okładka książki "Pokusy i łakocie. Niezbyt grzeczna rzecz o miłości")
 
Claire Morgan - dwudziestoletnia kobieta, studentka drugiego roku zarządzania i marketingu pewnego dnia wybiera się z przyjaciółką Liz na domową imprezę, na której dominuje alkohol. Kobiety poznają wówczas dwóch przystojnych mężczyzn, z którymi nawiązują rozmowę. W którymś momencie Liz oraz jeden z chłopaków opuszczają towarzystwo. Claire zostaje sama z nieznajomym, z którym bardzo miło i przyjemnie spędza czas. Okazuje się, że mają podobne zainteresowania, lubią te same filmy i łączy ich niebywałe poczucie humoru. Od początku między nimi iskrzy. Przenoszą się do jednego z wolnych pokoi w domu, gdzie dochodzi między nimi do zbliżenia i miłosnych uniesień. Nad ranem, nieco przestraszona i zagubiona Claire porzuca jeszcze śpiącego mężczyznę i zwyczajnie ucieka. Po jakimś czasie od pamiętnej imprezy kobieta uświadamia sobie, że jest w ciąży. Wraz z przyjaciółką postanawiają odnaleźć chłopaka z imprezy, aby poinformować go o tym, iż będzie ojcem. Jednak poszukiwania nie przynoszą rezultatów. Claire bierze urlop dziekański i wraca do domu rodzinnego, do ojca. Podejmuje tam też pracę jako kelnerka w miejscowym barze. Na świat przychodzi jej syn - Gavin, który staje się jej największą miłością i największym szczęściem. Po czterech latach, Claire i Liz decydują się otworzyć sklep, który byłby podzielony na dwie części: tą, w której asortyment stanowiłyby gadżety erotyczne i tą, w której Claire serwowałaby własnoręcznie przez siebie robione słodkości. Pewnego dnia w barze Fosterów, w którym nadal jeszcze pracuje Claire, pojawia się dwóch mężczyzn, a wśród nich Claire rozpoznaje tego, z którym kilka lat temu na imprezie straciła dziewictwo... 
 
Cała historia przedstawiona jest zarówno z perspektywy Claire, jak i Cartera. Uważam to za słuszny pomysł i udany zabieg, bowiem bardzo dokładnie poznajemy uczucia, myśli, problemy i refleksje głównych bohaterów. Claire po nocy spędzonej z nieznajomym miała ogromne wyrzuty sumienia. Z jednej strony postrzegała ten incydent jako coś nieodpowiedzialnego i infantylnego, ale z drugiej strony nie potrafiła nazwać tego błędem, ponieważ mężczyzna jej się bardzo spodobał, a ponadto było jej z nim naprawdę dobrze i błogo. Owszem, nie była dumna z tego, że była wówczas pod wpływem alkoholu, a także, że utraciła "coś" cennego z ledwo poznanym mężczyzną. Poza tym była przekonana, że pewnie już nigdy się z nim nie spotka i zapewne ona była dla niego tylko jednorazową przygodą (zresztą jedną z wielu). Jednak okazało się, że ta jedna noc zmieni jej całe dotychczasowe życie, że będzie musiała ponieść konsekwencje swojego czynu (tak sama to nazywała). Próbowała go odnaleźć, ale bez skutku. Wtedy poczuła się samotna, choć mogła liczyć na pomoc ojca oraz przyjaciółki. Jej matka bowiem opuściła rodzinę, gdy Claire miała zaledwie dwanaście lat. Rozwiodła się z mężem i wyprowadziła do większego miasta, chciała zaznać wolności i niezależności, córkę traktowała bardziej jako przyjaciółkę niż jako swoje dziecko, które zasługuje na miłość i uwagę. Claire miała jednak oparcie w ojcu, który bardzo jej pomógł przy opiece nad jej synkiem, ale także finansowo. Gavin był niezwykle bystrym, wyrozumiałym i ciekawym świata chłopcem. Brakowało mu ojca, do którego był niebywale podobny, odziedziczył po nim przede wszystkim piękne oczy. Gdy pewnego dnia, po wielu latach od pamiętnej nocy, Claire dostrzega mężczyznę (ojca ich dziecka) jest jednocześnie zaszokowana, przerażona, ale poniekąd szczęśliwa. Przez cały czas o nim myślała, długo go szukała, nie związała się z żadnym innym mężczyzną, mając gdzieś w głębi serca nadzieję, że być może kiedyś go odnajdzie. Carter również żył ową nadzieją. Nie pamiętał dokładnie twarzy kobiety, z którą kilka lat temu spędził upojną noc. Aczkolwiek zapamiętał jej wyjątkowy czekoladowy zapach, którego śladu długo poszukiwał. Niestety i jemu nie udało się odnaleźć kobiety, która tamtej nocy zawróciła mu w głowie. Utracił jakąkolwiek nadzieję, zrezygnował z poszukiwań i niedługo potem związał się z inną kobietą, ale nie potrafił obdarzyć jej głębokim uczuciem, bowiem nieustannie myślał o innej. Jego związek się rozpadł, jego partnerka nie należała do najwierniejszych kobiet. Potem całkowicie poświęcił się pracy, a wolny czas spędzał z przyjacielem Drew w barach i pubach. Nie sądził jednak, że wizyta w jednym z nich zmieni jego życie na zawsze...
 
Czy Carter rozpozna Claire? Czy kobieta wyjawi mu prawdę, iż ten jest ojcem Gavina? W jakiej atmosferze przebiegnie ich pierwsze spotkanie? Czy dadzą sobie szansę? Co połączy tych dwoje? Jak potoczą się ich dalsze losy? 
 
Nie ukrywam, że polubiłam wszystkich bohaterów ukazanych w powieści, choć przyznaję też, że momentami przeszkadzało mi ich zbyt niedojrzałe i nierozsądne zachowanie. Oczywiście, nie zamierzam osądzać ich postępowania, ale też takowych nie pochwalam. Nie zdradzę niestety, co dokładnie mam na myśli (nie chodzi tylko o tą jedną jedyną noc), bowiem nie chcę odbierać Wam przyjemności z lektury tejże publikacji. Claire to wbrew pozorom osoba pogodna, silna i nieustająco wypowiadająca się niestosownie w najmniej odpowiednich momentach, co zdecydowanie wywołuje uśmiech na twarzy (bywało też tak, że płakałam ze śmiechu). Po prostu kobieta ma niesamowitego pecha. Ale najzabawniejszą postacią książki jest Gavin - czterolatek, którego pewne słowa czy powiedzenia zwalały mnie z nóg. To bardzo spostrzegawczy, dowcipny młody człowiek, któremu poniekąd dawano za dużo swobody (głównie w wypowiadaniu pewnych słów), a także pozwalano na zbyt wiele zachowań (czasem to bawiło, innym razem zaskakiwało). 
 
Fabuła powieści jest prosta, banalna i przewidywalna, a jedynym zaskoczeniem były - bynajmniej dla mnie - dialogi i teksty wypowiadane przez wszystkich bohaterów. Miałam wrażenie, że mam do czynienia z jakąś komedią romantyczną. Faktem jest, że nie odnotowałam żadnych momentów znudzenia, nie odczułam znużenia i ani razu nie pomyślałam, aby odłożyć książkę na półkę. Pomimo, iż dosłownie można było spodziewać się tego, co stanie się dalej, to jednak z przyjemnością oddawałam się lekturze. Ponadto niezwykle szybko i lekko się ją czyta, przede wszystkim ze względu na mnogość barwnych i prześmiesznych dialogów. W drugiej połowie książki pojawia się kilka scen intymnych, niewątpliwie ukazanych w subtelny, smaczny, wysublimowany sposób. Natomiast wcześniej otrzymamy kilka informacji na temat pewnych gadżetów erotycznych, krótką instrukcję ich obsługi oraz opis doznanych wrażeń i przeżyć z nimi związanych.
 
Muszę także wspomnieć o początku powieści, który mnie zaszokował i ogromnie zaskoczył. Kompletnie się nie spodziewałam takiego wstępu. Główna bohaterka bowiem w sposób szczery do bólu, bezpośredni, chwilami brutalny i bezwzględny wypowiada się na temat okresu ciąży, macierzyństwa i bycia matką. Wiele omówionych kwestii i forma przedstawienia poszczególnych etapów wzbudziły we mnie negatywne emocje. Nie znaczy to, że nie miała ona poniekąd racji, aczkolwiek z wieloma kwestiami zwyczajnie się nie zgadzam. Pomyślałam nawet, że jeśli z tymi pierwszymi stronami zapoznają się kobiety - jeszcze nie będące matkami - to możliwe, że niektóre z nich zrażą się zarówno do ciąży, jak i samego macierzyństwa. Takie jest moje zdanie. Sama jestem matką i nigdy nie ubrałabym w takie słowa - czasem wręcz odpychające i okropne - tych okresów i ważnych momentów w życiu. 
 
Powieść napisana jest łatwym, zrozumiałym, prostym, niewybrednym, wręcz chwilami trywialnym językiem. Zdarza się nawet (wprawdzie nie często) wulgarne słownictwo. Nie ukrywam, że pod koniec książki zaczął mi troszkę zawadzać ten zbyt swobodny i lekki styl. Zastosowana została narracja pierwszoosobowa, a cała opowieść - jak wcześniej wspomniałam - ukazana jest naprzemiennie z perspektywy głównych bohaterów.
 
Podsumowując, "Pokusy i łakocie. Niegrzeczna rzecz o miłości" to bez wątpienia lekka, pogodna i przyjemna (pomijając początek) powieść. Stanowi połączenie ogromnej dawki humoru z domieszką seksu i  szczyptą słodyczy. Zapewnia doskonałą rozrywkę, wspaniałą zabawę, dostarcza pozytywnej energii, wielokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy, wzbudza skrajne emocje, poniekąd skłania do pewnych przemyśleń, zawiera istotny przekaz (alkohol i seks to kiepskie połączenie) oraz uświadamia, jak bardzo jedna chwila, jedno spotkanie, jedno zdarzenie mogą wywrócić całe życie do góry nogami. Książka ta to idealny przerywnik pomiędzy ciężkimi, trudnymi i wymagającymi lekturami. Polecam przede wszystkim kobietom. Zachęcam do lektury.
Wielbicielka-ksiazek.blogspot.com
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL