Recenzje
Podręcznik genialnych pomysłów. Od inspiracji po realizację. Smashing Magazine
Podręcznik genialnych pomysłów biznesowych, Cameron Chapman – książka, którą dedykuję webmasterom, grafikom i innym osobom z branży kreatywnej. Znajdziecie w niej mnóstwo naprawdę świetnych pomysłów na strony internetowe i kreacje graficzne. Większość książki zajmują zdecydowanie zdjęcia i ilustracje. Sam wielokrotnie podczas lektury miałem ochotę kilkukrotnie zmienić design bloga kierując się tym co w książce zobaczyłem.
jakzarabiacpieniadze.com.pl Mateusz Kiszło; 2017-01-29
Sny Morfeusza
Lubię od czasu do czasu sięgnąć po książkę zawierającą odważniejsze sceny, zatem kiedy tylko dowiedziałam się o tym, iż na rynku wydawniczym pojawiła się powieść erotyczna autorstwa polskiej autorki, wiedziałam, że muszę poznać tę historię. Gdy Sny Morfeusza trafiły na moją półkę, odłożyłam je, co jakiś czas sięgając po nią i ponownie odkładając - coś zawsze stawało na drodze, aby mi przeszkodzić. Teraz podejrzewam, że to było przeznaczenie albo moja intuicja...
Są takie miejsca, w których nigdy nie powinniśmy się znaleźć. Są tacy ludzie, których nigdy nie powinniśmy poznać. Są też takie chwile, w których jest za późno na to, by się wycofać, i wtedy już nic nie zależy od nas samych. *
Są takie miejsca, w których nigdy nie powinniśmy się znaleźć. Są tacy ludzie, których nigdy nie powinniśmy poznać. Są też takie chwile, w których jest za późno na to, by się wycofać, i wtedy już nic nie zależy od nas samych. *
GŁÓWNI BOHATEROWIE: Krótko i na temat? Irytująco głupi. Nieco dłużej i konkretniej? Cassandra, młoda kobieta, która sama nie wie, czego chce. Z jednej strony żałuje błędów młodości, po czym od razu wikła się w znajomość z niebezpiecznym mężczyzną, obracającym się w szemranym towarzystwie. Dziewczyna nie chce być traktowana jak pierwsza lepsza, więc co robi? Włazi do łóżka Adama przy każdym możliwym razie, doskonale wiedząc, że nie jest on partią do poważnego związku. Do tego Adam, zwany Morfeuszem, to bezwzględny i agresywny bufon, który pomiata ludźmi. Może w głębi duszy jest dobrym człowiekiem, ale ciężko to zauważyć, kiedy rzekomo zależy mu na Cassandrze, a nie widzi większego problemu we wrzeszczeniu na nią, wyzywaniu czy gwałceniu. W końcu wie, że następnego dnia ukochana mu przebaczy, znowu podając siebie jak na tacy.
FABUŁA: Generalnie cała akcja toczy się wokół seksu uprawianego zawsze i wszędzie bez względu na czas czy okoliczności (seksu według mnie, bo dla bohaterów jest to zawsze rżnięcie i pieprzenie). Niby gdzieś tam pojawia się wątek choroby, demonów przeszłości, nieciekawego dzieciństwa czy mafijnych porachunków, ale są to jedynie drobne wstawki, cichcem wrzucone pomiędzy wspomniane pieprzenie i rżnięcie. Kiedy pojawia się jakikolwiek zalążek rozmowy na poważne tematy, błyskawicznie zostaje zrzucony na bok, bo papużki-nierozłączki nie potrafią odlepić rąk od siebie. W końcu szkoda czasu na bezsensowną paplaninę - trzeba działać.
WYSNUTE WNIOSKI: Rób wszystko, czego pragnie Twój partner - jeśli każe Ci skoczyć z mostu, to nie daj się prosić. W końcu on zna Twoje potrzeby dużo lepiej niż Ty. To on wie, co jest dla Ciebie najlepsze. Do tego nawet nie próbuj mówić "nie", bo jeśli to zrobisz, to Twój facet ma prawo zwyzywać Cię, pobić i zgwałcić - w końcu zezłościłaś go. Oczywiście po tym, jak potraktuje Cię jak szmatę, nie obrażaj się, a do tego zacznij od razu pchać mu ręce w majtki, przecież tak go kochasz i nie potrafisz mu się oprzeć. Rzecz jasna, nie zważaj na to, czy są obok ludzie i gdzie się znajdujecie - w końcu jeśli komuś to się nie podoba, niech nie patrzy. Ach, gdyby tego było mało, nie uzurpuj sobie prawa do interesowania się życiem swojego ukochanego. Stul dziób, siedź cicho jak myszka pod miotłą i ciesz się, że takie ciacho w ogóle zwróciło na Ciebie uwagę.
POZYTYWNE ASPEKTY: Tommy - przyjaciel Cassandry, który jest bardzo pozytywną postacią. Uroczy chłopak pragnący cieszyć się swoim życiem, ponieważ nie wiadomo, ile go jeszcze pozostało. Jeszcze jedną zaletą jest ogromna ilość scen erotycznych, jak na prawdziwy erotyk przystało. Szkoda, tylko, że wszystkie jakieś takie bez polotu...
PORÓWNANIE DO SŁAWETNYCH "PIĘĆDZIESIĘCIU TWARZY GREYA": Mam już pewne doświadczenie z literaturą erotyczną, dlatego bardzo nie lubię porównywania każdego erotyku do powieści E.L. James, który najczęściej jest o wiele słabszy niż historie rzekomo podobne do Greya. Do tej pory udało mi się trafić na naprawdę porywające książki o odważniejszej tematyce, którym daleko do niezbyt wysokiego poziomu Pięćdziesięciu twarzy Greya, gdzie zabrakło emocjonujących scen i fascynujących bohaterów. Generalnie powieści erotyczne są najczęściej tak schematyczne, że aż mdli od niewinnych, zahukanych w sobie dziewczątek wpadających w świat złych, niebezpiecznych i seksownych mężczyzn, którzy uczą ich, jak należy korzystać z atrybutów swojego ciała. Na pewno w Snach Morfeusza główna bohaterka nie jest klasyczną szarą myszką jak Ana z powieści E.L. James. Ponadto K.N. Haner na pewno stworzyła dużo więcej odważnych scen - w zasadzie znajdują się one niemal na każdej stronie. Nad tym kończy się wyższość Snów Morfeusza nad pierwszą częścią serii '50 odcieni' - myślałam, że gorzej być nie może, a jednak jakaś książka okazała się jeszcze gorsza niż twór E.L. James.
CHĘĆ POZNANIA KONTYNUACJI OWEJ HISTORII: Niewielka, a wręcz niezauważalna. Zawsze gdy rozpoczynam swoją przygodę z jakąś serią, pragnę dojść do końca - tym razem odpuszczam. W zasadzie jedynym intrygującym wątkiem są wizyty Adama w klubie Mirrors, ale oczywiście autorka nie przekazuje czytelnikowi żadnej informacji na ten temat, krążąc w książce ciągle wokół tego samego - w końcu trzeba jakoś zachęcić ludzi do wydania pieniędzy na następną część. W zasadzie nie trzeba być mędrcem, żeby domyślić się, jakie tajemnice skrywa Adam - te przypuszczenia wystarczają mi w zupełności.
PODSUMOWANIE: Sny Morfeusza to książka niezwykle przewidywalna i schematyczna. Nie wywarła we mnie żadnych emocji oprócz zażenowania i irytacji, które rosły z każdą kolejną przewracaną stroną. Normalnie takową lekturę skończyłabym po kilku dniach, a tę męczyłam ponad dwa tygodnie i ledwo dobrnęłam do końca. Po pewnym czasie niektóre opisy musiałam przeskakiwać, bo nie miałam ochoty czytać setny raz tego samego, bo tak naprawdę w tej historii nie dzieje się w sumie nic... W kółko to samo, żadnych zwrotów akcji. Nuda, nuda i nuda. Z przykrością muszę stwierdzić, że owo dzieło ma ogromne predyspozycje do stania się najgorszą książką przeczytaną w 2017 roku.
PODSUMOWANIE: Sny Morfeusza to książka niezwykle przewidywalna i schematyczna. Nie wywarła we mnie żadnych emocji oprócz zażenowania i irytacji, które rosły z każdą kolejną przewracaną stroną. Normalnie takową lekturę skończyłabym po kilku dniach, a tę męczyłam ponad dwa tygodnie i ledwo dobrnęłam do końca. Po pewnym czasie niektóre opisy musiałam przeskakiwać, bo nie miałam ochoty czytać setny raz tego samego, bo tak naprawdę w tej historii nie dzieje się w sumie nic... W kółko to samo, żadnych zwrotów akcji. Nuda, nuda i nuda. Z przykrością muszę stwierdzić, że owo dzieło ma ogromne predyspozycje do stania się najgorszą książką przeczytaną w 2017 roku.
nieperfekcyjnie.pl Sylwia; 2017-01-31
Dręczyciel
Jak to możliwe, że jeszcze niedawno żaliłam się, że musicie mieć dość moich nieustających zachwytów nad książkami? Ja chcę wrócić do tamtego stanu! Niestety, od kiedy skończyłam „Wielkie nadzieje” nie jestem w stanie się w nic wciągnąć, ciężko mi zakochać się w książce, a nawet polubić na tyle, bym mogła przeczytać ją w całości. Tak samo było również z recenzowaną dziś pozycją – „Dręczyciela” przeczytałam niemal jedynie dlatego, że miałam zobowiązania wynikające ze współpracy recenzenckiej.
Tate i Jared w dzieciństwie byli najlepszymi przyjaciółmi, jednak w czasie wakacji przed pójściem do szkoły średniej chłopak zmienił się nie do poznania. Zaczął nienawidzić swoją niedawną bratnią duszę i niszczyć jej życie na wszystkie możliwe sposoby. Zastraszona dziewczyna postanowiła się uwolnić –wyjechała na rok do Francji. Kiedy wróciła, była zupełnie inna – silna, pragnąca uwolnić się od niszczycielskiego wpływu swojego wroga.
Mam wielki problem z oceną tej książki. Bo ciężko mi ją w stu procentach odradzać, doskonale wiem, że świetnie wpisuje się w schemat lubiany przez tak wiele nastolatek – i jeśli do nich należycie, to z pewnością „Dręczyciel” niezwykle się Wam spodoba. Ja jednak nie cierpię tego schematu i dlatego mój odbiór tej książki nie był zbyt pozytywny.
Jak dla mnie, chociaż w tym schemacie czytam naprawdę niewiele książek, cała akcja była tak niesamowicie przewidywalna. Kiedy na drodze Tate i Jareda pojawiały się jakiekolwiek sytuacje, w których niby przypadkiem mogliby się spotkać, było oczywiste, że tak się stanie. Tak samo ich rozmowy – niemal ze stuprocentową trafnością potrafiłam przewidzieć ich przebieg. Przez to, z jednej strony, szybko poszła mi lektura, ale z drugiej wciąż czekałam aż stanie się „TO COŚ” co złamie mi serduszko, zaskoczy i sprawi, że zrozumiem, czemu „Dręczyciel” ma na Lubimy czytać ocenę na niemal osiem gwiazdek!
Absolutnie niewiarygodni są dla mnie bohaterowie tej książki. Zacznijmy więc od głównej bohaterki, Tate. Dawno nie czułam do najważniejszej postaci aż takiego braku sympatii. Tate jest jak dla mnie absolutną egoistką, która uważa, że cały świat kręci się wokół niej i jej relacji z Jaredem. Aż niedobrze mi się zrobiło, gdy potrafiła ranić wszystkich, nawet swoją przyjaciółkę, własnymi głupimi wyobrażeniami. Choć twierdzi, że Jared ją krzywdzi, sama odpłaca się pięknym za nadobne. Uważam nawet, że to ona jest dużo gorsza i bardziej zapiekła w nienawiści niż on. A z drugiej strony, kiedy boski Jared tylko się do niej zbliża, ona od razu, pomimo deklarowanej antypatii, jest gotowa niemal od razu, wybaczcie kolokwializm, rozłożyć przed nim nogi. Natomiast Jared, którego zdecydowanie polubiłam bardziej… Jak dla mnie jest on dużo lepiej wykreowany, jednak nie rozumiem do końca motywów, dla których zaczął nienawidzić Tate – wybaczcie, ale w moim słowniku emocji „nienawiść” to naprawdę silne słowo i wydaje mi się, że Penelope Douglas nieco nim szafuje.
Tak bardzo nie podobał mi się wątek miłosny! Przy „Making faces” pisałam, że bardzo nie lubię, kiedy to dziewczyna stara się bardziej, jednak dużo bardziej dziwnym, szkodliwym i nie do zrozumienia jest dla mnie wątek miłości wypływającej prosto z nienawiści. Ale nie na zasadzie burzenia murów, powolnego wzbudzania w sobie zaufania, nie, nie! Otóż Jared i Tate niemal od razu zaczynają się pożądać czysto seksualnie i chyba na tym cały związek ich się opiera… Zupełnie tego nie kupuję!
Z całą pewnością „Dręczyciel” ukazuje nam, jak bardzo może nas zmienić nienawiść i jak bardzo nie warto jest pchać się w to zgubne uczucie. Patrząc na Tate. Która swoje piękne lata traci na strach i żywienie negatywnych odczuć do Jareda widzimy, że czasem lepiej odpuścić, zapomnieć.
Jeszcze jedną zaletą, jaka przychodzi mi do głowy, jest klimat, jaki wykreowała pani Douglas. Naprawdę możemy poczuć się jakbyśmy brali udział w wyścigach samochodowych czy imprezach. Pasuje do tego kolokwialny, prosty styl, jakiego używa autorka oraz język, jakim mówią bohaterowie.
Mnie „Dręczyciel” nie przypadł do gustu w ogóle. Bardzo często przewracałam oczami z zażenowania i dziwiłam się, jak można napisać aż takie głupoty. Zupełnie nie mogłam pojąc wątku miłosnego i irracjonalnego zachowania głównych bohaterów. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest bardzo dużo dziewczyn, które lubią dla odprężenia przeczytać takie romansidło – i Wam je polecam!
Za egzmeplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Edito
Ocena: 3/10 (słaba)
nieuleczalnyksiazkoholizm.blogspot.com Aleksandra Korniak
Książę
Ten, kto ma władzę, nie musi nikogo za nic przepraszać.
Niccolo Machiavelli napisał słynnego "Księcia" prawie pięć wieków temu, zainspirowany osobą Cezara Borgii, syna papieża Aleksandra VI, włoskiego polityka, kardynała, księcia Romanii. Celność nieprzebrzmiałych spostrzeżeń, ich przenikliwość i złożoność sprawiły, że trzymacie Państwo teraz w swoich rękach jedną z najważniejszych książek wszech czasów. Koronną pozycję w dziejach filozofii społecznej, a zarazem wciąż aktualną lekcję, która kształtuje myślenie liderów na całym świecie.
Politykowi nie wolno być niewolnikiem własnych słów
Tytułowy Książę to współczesny szef, boss, prezes, po prostu - Pierwszy. Człowiek trzeźwo i logicznie myślący, obdarzonym domieszką demonizmu, stawiający cel zawsze wyżej niż środki, używający medialnych sztyletów i zatrutych pomówień. Skuteczne sposoby w polityce, biznesie, życiu nie zmieniły się aż tak bardzo.
Niccolo Machiavelli napisał słynnego "Księcia" prawie pięć wieków temu, zainspirowany osobą Cezara Borgii, syna papieża Aleksandra VI, włoskiego polityka, kardynała, księcia Romanii. Celność nieprzebrzmiałych spostrzeżeń, ich przenikliwość i złożoność sprawiły, że trzymacie Państwo teraz w swoich rękach jedną z najważniejszych książek wszech czasów. Koronną pozycję w dziejach filozofii społecznej, a zarazem wciąż aktualną lekcję, która kształtuje myślenie liderów na całym świecie.
Politykowi nie wolno być niewolnikiem własnych słów
Tytułowy Książę to współczesny szef, boss, prezes, po prostu - Pierwszy. Człowiek trzeźwo i logicznie myślący, obdarzonym domieszką demonizmu, stawiający cel zawsze wyżej niż środki, używający medialnych sztyletów i zatrutych pomówień. Skuteczne sposoby w polityce, biznesie, życiu nie zmieniły się aż tak bardzo.
Lubimy Czytać
Paryż. Travelbook. Wydanie 1
Dwadzieścia zaokrągleń
Nawet podział administracyjny ma w sobie coś z kobiecego wdzięku. Zaokrągleniem (od czasownika arron-dir, zaokrąglać), czyli arrondis-sement, zwą się dzielnice Paryża wyznaczone przez Napoleona III i do dziś pozostające kluczem do zrozumienia topografii miasta. A ponieważ publikacja Bezdroży przeznaczona jest raczej dla znawców nadsekwańskiej stolicy, warto spojrzeć na Paryż od strony jego formy administracyjnej. Pierwsze "zaokrąglenie", jakie dostrzec można na mapie Paryża, to okolice Luwru. Następnie ślimakowym ruchem zgodnym z ruchem wskazówek zegara wyznaczone są kolejne dzielnice metropolii ograniczonej tzw. peryferykiem (perifeńque), czyli autostradową obwodnicą Paryża. Arrondissement mogą stać się kluczem w poznawaniu miasta, bowiem w każdej dzielnicy turysta znajdzie atrakcje jedyne w swoim rodzaju. Na przykład, obszerny przewodnik Routarda oparty jest wyłącznie na tej metodzie. Orientacja zgodna z numerem dzielnicy ułatwia poruszanie się po mieście, ale także zapamiętywanie poznanych miejsc. I tak w arrondissement 1re (premiere, pierwszej) znajduje się m.in. Pałac Królewski, plac Vendóme, Chatelet, ogród Tuileries, wspomniany Luwr i inne zabytki. W dzielnicy V mieści się Instytut Świata Arabskiego, Wielki Meczet Paryża, Sorbona i muzeum opactwa Cluny. W XI dzielnicy odwiedzimy muzeum Edith Piaf, zaś w sąsiedniej - XII - znajdziemy Operę Bastylską, Dworzec Lyoński i urokliwy lasek Vincennes. W XVI dzielnicy czekają na turystę liczne muzea, a w XVIII - kabaret Moulin Rouge, ciągle kultowe wzgórze Montmartre z placykiem du Tertre. Paryż jest niezwykły także wtedy, gdy poznajemy go nolens volens, spacerując bez pośpiechu i smakując miasto z dala od zorganizowanych grup zziajanych turystów. Gdy zagłębimy się w cień starych drzew cmentarza Pere Lachaise albo odetchniemy po spacerze przy kolorowej fontannie Strawińskiego.
Nawet podział administracyjny ma w sobie coś z kobiecego wdzięku. Zaokrągleniem (od czasownika arron-dir, zaokrąglać), czyli arrondis-sement, zwą się dzielnice Paryża wyznaczone przez Napoleona III i do dziś pozostające kluczem do zrozumienia topografii miasta. A ponieważ publikacja Bezdroży przeznaczona jest raczej dla znawców nadsekwańskiej stolicy, warto spojrzeć na Paryż od strony jego formy administracyjnej. Pierwsze "zaokrąglenie", jakie dostrzec można na mapie Paryża, to okolice Luwru. Następnie ślimakowym ruchem zgodnym z ruchem wskazówek zegara wyznaczone są kolejne dzielnice metropolii ograniczonej tzw. peryferykiem (perifeńque), czyli autostradową obwodnicą Paryża. Arrondissement mogą stać się kluczem w poznawaniu miasta, bowiem w każdej dzielnicy turysta znajdzie atrakcje jedyne w swoim rodzaju. Na przykład, obszerny przewodnik Routarda oparty jest wyłącznie na tej metodzie. Orientacja zgodna z numerem dzielnicy ułatwia poruszanie się po mieście, ale także zapamiętywanie poznanych miejsc. I tak w arrondissement 1re (premiere, pierwszej) znajduje się m.in. Pałac Królewski, plac Vendóme, Chatelet, ogród Tuileries, wspomniany Luwr i inne zabytki. W dzielnicy V mieści się Instytut Świata Arabskiego, Wielki Meczet Paryża, Sorbona i muzeum opactwa Cluny. W XI dzielnicy odwiedzimy muzeum Edith Piaf, zaś w sąsiedniej - XII - znajdziemy Operę Bastylską, Dworzec Lyoński i urokliwy lasek Vincennes. W XVI dzielnicy czekają na turystę liczne muzea, a w XVIII - kabaret Moulin Rouge, ciągle kultowe wzgórze Montmartre z placykiem du Tertre. Paryż jest niezwykły także wtedy, gdy poznajemy go nolens volens, spacerując bez pośpiechu i smakując miasto z dala od zorganizowanych grup zziajanych turystów. Gdy zagłębimy się w cień starych drzew cmentarza Pere Lachaise albo odetchniemy po spacerze przy kolorowej fontannie Strawińskiego.
Tygodnik Angora Ł. AZIK; 2017-01-29