ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Sztuka fotografowania. 60 pomysłów na lepsze zdjęcia

Moja przygoda z blogowaniem rozpoczęła się siedem lat temu i w raz z upływem czasu, coraz częściej w moich wpisach zaczęły pojawiać się fotografie. Pierwsze zdjęcia są tragicznej jakości, jednak metodą prób i błędów udało mi się osiągnąć całkiem zadowalające efekty.

Dziś przychodzę do was z dwoma nowościami, z pomocą których wasza podróż po świecie fotografii możne stać się prostsza i znacznie przyjemniejsza niż moja osobista droga. Sztuka fotografowania oraz Fotografia kulinarna dla blogerów to dwie świetnie dopełniające się pozycje. Pierwsza krok po kroku przeprowadzi was przez wszystkie aspekty profesjonalnej fotografii, pomoże rozgryźć sprzęt, właściwe ustawienia, techniczne szczegóły. Druga to z kolei czysta praktyka i porady, jak w warunkach domowych poradzić sobie ze złym światłem czy ustawieniem danego przedmiotu.

W zależności od tego czy wolicie wiedzę podaną w pigułce czy preferujecie szerokie podejście do tematu, każda z książek w 100% spełni swoje zadanie. Mi osobiście najbardziej do gustu przypadła Fotografia kulinarna i spora w tym zasługa wydania oraz skupienia na żywym przykładzie - lwią część książki stanowią zdjęcia, więc od razu wiemy o czym jest mowa - jednak, patrząc na ilość merytorycznej wiedzy, David duChemin pozostawia swojego poprzednika daleko w tyle. Sądzę, że warto w obecnych czasach pochylić się nieco na tym tematem, bo po co skazywać się na przypadek, gdy piękne zdjęcie można zrobić za każdym razem. Ocena: 5/6
Od-deski-do-deski.blogspot.com VARIA CZYTA

Niewolnica ISIS

Wojna musiała prędzej czy później dotrzeć do niewielkiej jazydzkiej wioski u podnóża góry Sindżar w północnym Iraku. Osiemnastoletnia Dżinan i członkowie jej rodziny od dawna zdawali sobie sprawę z zagrożenia, jakie niosła ze sobą ekspansja Państwa Islamskiego na pobliskich terenach. Gotowi do drogi, wciąż jednak opóźniali wyjazd w bezpieczniejsze miejsce. Nie mogli uwierzyć w to, że ich spokojny, położony na uboczu kawałek świata może zniknąć z powierzchni ziemi. Łudzili się, że obronią ich stacjonujący nieopodal kurdyjscy peszmergowie. Niestety, w kluczowym momencie Kurdowie zostawili jazydów własnemu losowi, a kawalkada uciekających cywilów była łatwym łupem dla zwyrodnialców w mundurach ISIS.

To właśnie wtedy zaczął się dramat Dżinan i innych jazydzkich kobiet. Rozdzielenie z rodziną, bicie, poniżanie, tortury i seksualne niewolnictwo-tylko to mogły się spodziewać od swoich oprawców. Osiemnastoletnia bohaterka tej książki przetrwała i uciekła z tego piekła dzięki swojej odwadze i determinacji, w imie miłości do męża. Nie wszystkie jazdydki mały tyle szczęścia.

Niewolnica ISIS nie należy do łatwych książek. Tematyka jest trudna, powieść należy do ciekawych, lecz nie do końca łatwych i przyjemnych.

Przyznam się, że do tej książki robiłam dwa podejścia, jak już wspominałam książka nie należy do łatwych i nie zawsze pojawiają się w niej chwile radosne, przyjemne.

Piekło, jakie przeszła Dżinan oraz kobiety z jazydzkiej wioski to dramat. Piekło to za mało, inaczej bym określiła to ale brak mi określeń.

Nigdy wcześniej nie słyszałam o Jazydach dlatego bardziej mnie ta książka zaciekawiła.

Jazydzi to kurdyjski naród, który zamieszkuje pogranicza Iranu, Iraku, Syrii, Armenii, Gruzji i Turcji. Wierzą, że Bóg stworzył świat, ale jego dalsze losy przekazał w „zarządzanie” siedmiu aniołom. Ta religia w znaczny sposób różni się od islamu, przez co Jazydzi są ofiarami w rękach islamistów.

„Dla dżihadystów chrześcijanie to pół-ludzie. Ale my jazydzi to tylko robactwo.”

Dla mnie było szokiem to, co przeszła ta kobieta. To, co w dzisiejszych czasach się dzieje na świecie to naprawdę jest niedopojęcia.

Odwagą oraz determiancją, jaką zainspirowała mnie Dżinan jaką musiała się wykazać by uciec z piekła, z rąk oprawców. 

Książka jest warta, by po nią sięgnąć, przeczytać a nawet, by mieć ją w swojej biblioteczce. Tylko oszczegam bez chusteczek się nie obejdzie.

Dlatego polecam wam Niewolnice ISIS koniecznie, musicie ją przeczytać.
zaczytanaksiazholiczka.blogspot.com Claudia Sobańska

Opowiadania drewnianego stołu. 125 przepisów, jak sprawić przyjemność sobie i bliskim

Dziś mam dla Was recenzje bardzo pięknej i apetycznej książki :-). Autorka Monika Walecka to fotograf, stylista jedzenia, piekarz i autorka bloga gotujebolubi.pl Mieszka w San Francisco, gdzie dzieli swój czas na bycie fotografem i praktykowanie w fantastycznych piekarniach. Każdą wolną chwilę poświęca na odkrywanie nowych smaków i uwiecznianie ich na zdjęciach, cudnych zdjęciach. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Helion. Dlaczego "Opowiadania drewnianego stołu"? Drewniany stół to miejsce rodzinnych i przyjacielskich spotkań. Przy stole rozkoszujemy się pysznym jedzeniem, prowadzimy rozmowy. Przy stole spotykają się kolejne pokolenia, kojarzy się nam z czymś bardzo przyjemnym :-) Książka to przepisy, pyszne przepisy na każdą porę dnia i roku. Od rana do wieczora. Proste jedzenie, które ma nas zachęcić d gotowania, a nie odstraszać. Przepisy zawarte w książce, to coś co bardzo smakowało autorce. Szybkie, nieskomplikowane, oraz kulinarne dzieła sztuki. Przepisów jest aż 125. Książka podzielona jest na 5 rozdziałów: czym gotować - tu mamy podrozdziały (artykuły pierwszej potrzeby, artykuły drugiej potrzeby, acz przydatne, artykuły trzeciej potrzeby, jak zrobić zakupy) jak robić zakupy? co warto mieć w lodówce i szafkach? w spiżarce? na śniadanie na obiad na słodko Podsumowując: Jak wzięłam książkę do ręki, to nie mogłam oderwać od niej wzroku. Jest tak pięknie wydana, tak kolorowo i apetycznie. Od samego przeglądania człowiek robi się głodny. Przepisów jest 125, pysznych, ciekawych, nieskomplikowanych. każdy opatrzony zdjęciem, dokładnym opisem, jak mamy coś przygotować. Jedyny minus tej książki to cena. W najbliższym czasie przedstawię Wam przepisy, dużo przepisów, które wybrałam. Polecam ją Wam, bo na pewno i Wy wykorzystacie ich mnóstwo :-) 
kruchebabeczki.blogspot.com MAŁGORZATA ŁUBA

Pieśń Dawida

" Czasem najważniejsze walki to te, których nie spodziewamy się wygrać".
Dawid walczył od dzieciństwa. Jeździł po świecie, imprezował, wydawał pieniądze, ale to walka stała się sensem jego życia. Kształtowała go. Dawid, zwany Tagiem, stał się impulsywnym i prowokacyjnym młodzieńcem. Nie stronił od alkoholu. Kiedy zaginęła jego starsza siostra, w poczuciu winy targnął się na własne życie. Kilkakrotnie. Dopiero spotkanie z Mojżeszem umożliwiło mu uporządkowanie własnego wnętrza, choć okoliczności narodzin tej przedziwnej przyjaźni były niecodzienne. W życiu Taga pojawiła się także niewidoma Millie. Od razu wiedział, że to ktoś zupełnie wyjątkowy, o kogo warto walczyć. Millie stała się dziewczyną życia Dawida i kochała go całym sercem. Dzięki niej czuł się bezpieczny i akceptowany. I nagle zniknął bez śladu. Sprzedał mieszkanie, zabrał samochód i wyjechał bez słowa pożegnania, nie zostawiając choćby wskazówki, dokąd i dlaczego odchodzi.
 
Książka nawiązuje do bestsellerowej powieści Amy Harmon "Prawo Mojżesza". To napisana w niezwykle sugestywny sposób historia o miłości i przyjaźni, o upadkach i podnoszeniu się z kolan, o porażce i zwycięstwach. To emocjonalna opowieść o poszukiwaniach, tęsknocie i rozpaczliwych próbach znalezienia odpowiedzi na najtrudniejsze pytania – o sens życia, miłości i przyjaźni. "
 
Jak wiecie, niedawno zachwycałam się, poprzednią książką Amy Harmon „Prawo Mojżesza „. Poprzednia książka naprawdę mi się spodobała i rozwaliła w jakimś stopniu moje serce na kawałeczki. Gdy już je odrobinę posklejałam, postanowiłam zapoznać się z dalszymi losami bohatera drugoplanowego.
 
Jeśli to oznacza, że nie mam klasy, niech tak będzie. Mogę z niej zrezygnować, żeby chociaż w małym stopniu spełniać swoje marzenie. Bo lepiej realizować je w małym stopniu niż w ogóle.
 
„ Pieśń Dawida „ przybliża nam historię Taga a właściwie to Dawida „Taga” Taggerta. Najlepszego przyjaciele Mojżesza, którego mogliśmy bliżej poznać w poprzedniej części. Chłopak mimo młodego wieku wiele przeszedł w swoim życiu. Przeżył śmierć swojej siostry, był w psychiatryku, jeździł po świecie. W końcu osiedlił się i otworzył swój własny biznes. Poznał również dziewczynę z którą pragnął związać swoją przyszłość. Jednak pewnego dnia Tag znika bez śladu. Zostawia tylko stare kasety, na których wyjśnia, dlaczego opuścił swoje dawne życie. Obnaża się przed nami ze swoich sekretów, nawet tych najbardziej intymnych. Millie nie potrafi zrozumieć , dlaczego jej ukochany opuścił ja , przyjaciół i wyjechał. 
 
Mówienie, że ,,tak miało być", to wykręt. Ludzie mówią tak, gdy coś spieprzą lub gdy życie podsunie im wyjątkowo gorzką czekoladę. Jeśli coś ,,tak miało być", to znaczy, że nie mamy nad tym kontroli, że nie jesteśmy tego przyczyną i że zdarza się to niezależnie od tego, kim jesteśmy.
 
Autorka naprawdę dobrze dopracowuje swoich bohaterów, w każdym calu. Taq w książce ma cechy Dawid, ale nie, tylko jeśli znacie przypowieść o „ Dawidzie i Goliacie „ to pewnie zauważycie, że również możemy nazwać go Goliatem. Millie chociaż niewidoma, nie poddaje się. Opiekuje się swoim bratem, sama pracuje i chociaż nie może robić wszystkiego to i tak jest szczęśliwa ze swojego życia. I jeszcze jedna ważna postać, która utkwiła mi w pamięci i żałuje, że autorka tak mało dała nam życia Henriego. Młody chłopak, który walczy z autyzmem. Bardzo łatwo przychodzi mu zapamiętywanie, w ciągu chwili potrafi przypomnieć sobie najbardziej odległe fakty ze sportu. Niejednokrotnie możemy uczyć się od tego małego chłopca samo zachowania i kontroli ducha.
 
 
To była złota ścieżka pełna przywilejów i tytułów. Ale nie ja ją zbudowałem, a jestem przekonany, że nie da się być tak naprawdę szczęśliwym na drodze zbudowanej przez kogoś innego. Czy ścieżce. Ścieżka do prawdziwego szczęścia musi być ułożona własnoręcznie, nawet jeśli jest kręta. Nawet jeśli wymaga wznoszenia mostów nad dolinami i przebijania się przez góry. Nie ma lepszego uczucia niż układanie własnej ścieżki.
 
Nie, proście mnie, abym wybrała, lepszą książkę. Warto przeczytać obie, gdyż one w bardzo dużym stopniu są ze sobą powiązane. Nie ma Mojżesza bez Dawida. Jest to jedna historia napisana przez życie. Na pewno „ Pieść Dawida „ poruszyła mnie jeszcze bardziej niż „ Prawo Mojżesza „. Rozbiła moje serce na milion malutkich kawałeczków i gdy myślimy już, że wszystko zaraz się wyjaśni, autorka znowu bierze wielki młot i wali nas prosto w poharatane serce. Ja polecam, gdyż jest to książka naprawdę dobra i jedyna w swoim rodzaju.
 
Czasem uległość polega na odrzuceniu dumy, oddaniu kontroli i obdarzeniu kogoś miłością i zaufaniem, nawet jeśli ten ktoś na to nie zasługuje.
 
 
Zaczytanamarzycielka8.blogspot.com Anna Tymińska

Dręczyciel

Książka jest pierwszą powieścią z serii "Fall Away" pióra Penelope Douglas. To bardzo emocjonalna, piękna opowieść o młodości, dojrzewaniu, przyjaźni i nienawiści, a także naturalistyczna, pikantna historia o wchodzeniu w dorosłość, kiedy sprawy proste i oczywiste nagle stają się skomplikowane, dziwne i... straszne. (...)

Czasami mimo wszystkich sił i jeszcze więcej chęci nie możesz podążać wedle ustalonego planu. Nie potrafisz. Bo nie jesteś w stanie zaplanować spontanicznych emocji i tego, czego w danej chwili będziesz potrzebować. Tak samo ja absolutnie nie spodziewałam się, że przeczytam Dręczyciela chwilę po odebraniu książki z rąk kuriera. Na raz.

Dobra, może nie zabrałam się za tę książkę tak dosłownie od razu. Byłam poza domem i dopiero dzień po dostarczeniu jej mogłam się jej przyjrzeć. Planowałam przeczytać ją po tym, jak uporam się z wcześniejszymi zobowiązaniami. Tak, i wytrzymałam jakieś 24 godziny. Stwierdziłam, że po prostu przeczytam kilka stron i sprawdzę, jak się powieść zapowiada, ale sęk historii tkwi w tym, że jej nie da się odłożyć, zanim nie dotrze się do ostatniej strony, do ostatnich słów. Ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że żałuję tego popołudnia z Penelope Douglas.

Książka zaintrygowała mnie już jakiś czas temu, kiedy przeglądałam lutowe zapowiedzi w poszukiwaniu tych najbardziej interesujących mnie pozycji, o których chciałam napisać na blogu. I naprawdę opis mnie przyciągnął. Przyjaciele, którzy z dnia na dzień stają się sobie obcy, ba, jedna osoba zaczyna wręcz dręczyć drugą? To było coś świeżego. Ale trzymałam się postanowień, by ograniczać się do tych "najpilniejszych" premier, nie szaleć z listą must read i z bólem odeszłam. Próbowałam się przekonać, że skoro żadne większe wydawnictwo się nie pokusiło o wydanie powieści, a przynajmniej nie takie, z którymi od długich miesięcy, jeśli nie lat, mam styczność, to może nie jest to nic szczególnego. Całe szczęście, że coś mnie tchnęło i skorzystałam z okazji, by jednak zagłębić się w lekturze od P. Douglas!

Nie byłam do końca pewna w jaką stronę pójdzie tutaj autorka, czy typowy romans, czy bardziej new adult. Oj, i poszła w tę najlepszą. Tate przyjaźniła się z Jaredem, jak z nikim innym. Do domów wracali właściwie tylko po to, by się przespać, coś zjeść, a później znów się spotykali i spędzali ze sobą całe godziny. Do czasu. Kiedy Jared miał czternaście lat jego ojciec, który porzucił rodzinę, gdy chłopak miał dwa latka, zaprosił go do siebie na wakacje. Po powrocie Jared nie przypominał dawnego siebie. Jakby wyjechał ukochany przyjaciel, troskliwy i przyjazny, a wrócił ktoś zupełnie mu przeciwny, chłodny, zdystansowany, okrutny. W dodatku zaczął dręczyć najbliższą mu osobę, ranił Tate wykorzystując wszystko, czego się o niej dowiedział, przez te wszystkie lata, ale ranił tak, jak ludzie potrafią najmocniej - słowami. Zastraszał ją, rozpuszczał podłe plotki. Co się stało z tym miłym chłopakiem z sąsiedztwa? Co mu się przydarzyło tamtego lata, że zmienił się nie do poznania?

W pewnym momencie Tate nie wytrzymała i wyprowadziła się na rok do Francji, uczęszczała do tamtejszej szkoły. Miała dość tego, że gdziekolwiek nie natknie się na Jareda, ten zmienia jej dzień w piekło, a ona kończy szlochając zrezygnowana i bezsilna. Jednak wróciła by ostatnią klasę skończyć w starej szkole. Nie żeby wróciła jako kompletnie inna nastolatka, ale ten rok dał jej trochę wytchnienia, nabrała choć trochę wiary w siebie i może nadal nie była ucieleśnieniem pewności siebie, ale już nie była takim wystraszonym chucherkiem.

Wow. To było coś niesamowitego. To takie new adult, które kocham, które nie jest bezsensownym i bezbarwnym "kopiuj, wklej", a zawiera taki ładunek emocji, że roznosi człowieka po całości. To pełna skrywanych przez lata emocji, natłoku tych złych i jeszcze bardziej nieprzyjemnych, historia o dwójce osób, o takiej przyjaźni, jaka zdarza się raz na sto. Czy spodziewałam się, że autorka kupi mnie już po pierwszych kilku stronach? Ani trochę! Owszem, miałam nadzieję na miłą odskocznię od stresujących dni, ale nawet nie odważyłam się pomyśleć, że to może być coś tak fantastycznego, taki rollercoaster!

W gatunku, gdzie nie ma takiej historii, której wersji nie widziałabym pod minimum kilkoma różnymi nazwiskami znalazłam coś świeżego, coś niezwykle wciągającego. To ten rodzaj lektury, po której ma się ochotę rozpowiadać i polecać ją każdemu, rodzinie, przyjaciołom, czy nawet nieznajomym na ulicy. Jeśli więc zaczepię pewnego dnia kogoś z was i bez zupełnego sensu krzyknę, że koniecznie musicie przeczytać Dręczyciela Penelope Douglas, to bądźcie, proszę, wyrozumiali. To powieść, o której mogłabym gadać i gadać i nigdy nie byłoby dość. Jestem pewna, że sporo rzeczy tutaj pominę, więc skracając do minimum: jeśli chcesz poczuć, to co ja, ten huragan, wystarczy, że po prostu przeczytasz książkę.

Bohaterowie skradli moje marne serducho, tak jak sama autorka, już na początku. Tate nie jest typową Mary Sue, nie jest jakąś bezbarwną cichą myszką, czy totalnie bezpłciową i irytującą dziewuchą. Jej postać, jak i wiele innych, nakreślona jest bardzo realistycznie, z uwagą. Nic nie jest proste, a jednak czytelnik z łatwością może ją zrozumieć i zechcieć stać się jej przyjacielem. Jared... koleś zagadka do samego końca. I, co baaardzo cenię we wszelakich powieściach, wciąż mamy te same postaci, nie tylko z nazwisk, ale i z duszy. Na kartach powieści widzimy zmiany, jakie w nich zachodzą, ale są stopniowe, bardzo precyzyjnie oddane, nie ma nielogicznych przeskoków z takiej w taką osobowość, jak to często bywa. Wiecie o czym mówię? Przyznajcie szczerze, w ilu powieściach na początku trafili wam się świetni bohaterowie, którzy z czasem przetransformowali się w ciepłe i nijakie kluchy? Tutaj mamy wszystko pięknie poprowadzone, Tate nie przeczy sama sobie, co dla mnie jest już niemal, przykrym, standardem w new adult.

Penelope Douglas trzyma w napięciu do ostatnich stron. Jaką ta kobieta ma siłę sprawczą! Przez Dręczyciela przepłynęłam w stosunkowo ekspresowym tempie, jeśli o moim przypadku mowa, ale na koniec zaczynałam nabierać podejrzeń. Zostało bodajże 30-40 stron do końca, ja byłam usatysfakcjonowana, ale coś mi nie grało. Co miałoby się jeszcze wydarzyć? Coś ona knuje... Bywa, że autorzy faktycznie około tyle stron poświęcają na zejście napięcia i lekkie zakończenie. I już zaczynałam się przekonywać do takiego postawienia sprawy, kiedy BUM. Znowu to zrobiła. Ziemia usunęła mi się spod nóg, zaczęłam wątpić we wszystko i we wszystkich, jak histeryczka czytałam po kilka razy poprzednie zdania i zastanawiałam się jak mogło do tego dojść. No way! Halo, policja, co to ma być?! Chyba przeżyłam nawet lekkie załamanie nerwowe. I wtedy jeszcze bardziej chciałam poznać prawdę, dobrnąć do końca, miałam nadzieję, że autorka nie przerwie tego, co zaczęła i wszystko się wyjaśni... Meh! I can't even. Co ta kobieta robi z czytelnikiem, który na new adult ma nawet specjalnie zawieszoną poprzeczkę dwukrotnie wyżej niż przy innych gatunkach...

Jak już byłam w stanie zapanować nad trzęsącymi się dłońmi poguglowałam trochę, chciałam się dowiedzieć, czy wiadomo już coś o kolejnym tomie, czy autorka zaczęła już prace na kontynuacją, bo na okładce Dręczyciela mamy wyraźnie napisane, że to seria, i przeżyłam kolejny szok. Książka miała premierę za granicą w 2013 roku. 4 LATA TEMU. Ja się pytam, jakim cudem przez tyle czasu nikt nie nabył do niej praw. Kochane Wydawnictwo Editio! Mam nadzieję, że szybko wydadzą kolejne tomy serii. Nie będę mówić o Colleen Hoover, bo jeśli dokładnie mnie śledzicie, to wiecie, że nie jestem jej fanką i nie rozumiem jej fenomenu. Może to kwestia dobrej promocji i dość popularnego wydawnictwa. Anyway, Penelope pisze po tysiąckroć lepiej i bardziej emocjonująco. Jeśli uwielbiacie Carinę Bartsch (Lato koloru wiśni, Zima koloru turkusu), K.A. Tucker (mi.n. Dziesięć płytkich oddechów) czy Elle Kennedy (seria Off-Campus) to zakochacie się w powieści Penelope Douglas. Dręczyciel to idealna pozycja dla takich, może nie antyfanów, ale sceptyków new adult jak ja. Piękna historia, przepiękne jej przedstawienie. Potrzebuję więcej. Jeśli szukacie pozycji, z którą oficjalnie wejdziecie z przytupem w nową porę roku, to to jest ideał. 
Papierowypies.pl Sylwia Niemiec
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL