Recenzje
Dobre relacje - klucz do sukcesu. Jak współcześnie zjednywać sobie ludzi
Bądź zawsze w centrum uwagi i z jednaj sobie ludzi.
Jak bardzo ważne są kontakty międzyludzkie,chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć.Talent komunikacji wykorzystujemy cały czas,nawet nieświadomie.W pracy,na uczelni w związku,czy też na polu rodziny.Jeśli na jakieś płaszczyźnie komunikacja zawodzi,zaczynają się małe zgrzyty.By dowiedzieć się ,jak pracować ,nad własnymi relacjami międzyludzkimi autor zachęca nas do sięgnięcia po tą książkę.Czy faktycznie warto?Zachęcam do przeczytania recenzji.
Dave Kerpen autor książki jest przedsiębiorcą,który na wylot zna tajniki komunikowania się. Doskonale potrafi wczuć się w psychikę odbiorcy przekonać go do swoich racji,tak by osoba w całej sytuacji poczuła się dobrze i komfortowo.Potrafi jak nikt inny wykorzystywać swoje umiejętności i przekładać je na codzienne życie,by odnieść sukces.Wszystkie potrzebne wskazówki są zawarte w tej książce.Ważne, by pamiętać,że poradnik nie jest narzędziem do manipulacji drugim człowieka,jest również typowym poradnikiem psychologicznym.Jest to prosta publikacja człowieka odnoszącego sukcesy.
Książka mnie bardzo zaciekawiła,obawiałam się,że będzie to książka przepełniona psychologicznymi przedmowami,które mogą być niezrozumiałe.Jednak książka mnie pozytywnie zaskoczyła.Publikacja jest napisana prostym,logicznym językiem co sprawia,że czytelnik ma chęć ją czytać.Autor pokazuję jak bardzo ,prosto jest wgłębić się w ludzką psychikę,prostymi tajnikami.Książkę głównie warto wykorzystać na płaszczyźnie zawodowe,która pozwala osiągnąć duży sukces.
angelikarecenzjeksiazek.blogspot.com Angelika S
Dance, sing, love. Miłosny układ
Nie ukrywajmy, nie mogłam spodziewać się zbyt wiele. I właśnie tak postanowiłam zrobić. Potraktować tę powieść jako coś, co mnie odstresuje, coś idealnego na lato. Dzięki temu, nie zawiodłam się aż tak bardzo, jak mogłam, bo ta książka nie jest niczym ambitnym. Ale zacznijmy od początku.
Historia była do bólu przewidywalna, wiedziałam kto z kim będzie i co się na kartach tej pozycji stanie. Zdecydowanie jednak nie przewidziałam zakończenia. Było dość zaskakujące, ale rodem z Wattpada, nie ukrywajmy. Niemniej, nie wybaczę autorce, jeśli szybko nie napisze drugiej części, chcę wiedzieć, co stało się dalej.
No więc. Od samego początku sypią się na nas schematy. On – sławny, zapatrzony w siebie piosenkarz, ona – zadziorna tancerka, która oczywiście nie jest jego fanką. Wyzywa go od najgorszych, zaczyna ich coś do siebie przyciągać, kończą w łóżku, potem przechodzą masę problemów, znowu kończą w łóżku i tak do usranego happy endu. I... nie wiedzieć czemu, to mi się podobało. Layla ma delikatny styl, ładnie nakreśla napięcie między bohaterami, a co przypadło mi do gustu najbardziej – główni bohaterowie naprawdę się nienawidzą. Nie przekomarzają, nie dają sobie pstryczki w nos, a po prostu nienawidzą.
Zarówno Livia jak i James mają swoje wzloty i upadki. W niej nie pasowało mi to, jak bardzo irytująca stawała się z czasem jej ,,nienawiść" do piosenkarza, a w nim, że był takim stereotypowym bad boy'em (tacy wkurzają mnie z reguły). Spodobała mi się jednak ich wzajemna relacja, scena z kwiatami, które Livia kochała najbardziej i to, że ile nasi bohaterowie razem by nie przeszli, od początku do końca byli sobie pisani. Sceny erotyczne między nimi były zgrabnie przedstawione, a opowieść naszej dwójki wręcz emanuje namiętnością.
Plus zdecydowanie dostał się Miłosnemu układowi za przybliżenie Włoch – samego języka, zabytków oraz kultury. To naprawdę świetny kraj!
Tę historię kreślił taniec i muzyka – playlista na końcu książki okazała się naprawdę znakomitym pomysłem! Czytelnik może wręcz poczuć miłość, jaką Livia darzyła taniec, kochała go wręcz od dziecka, więc zrozumiałe, że był jej pasją przez całe życie. Bez niego i utworów ta powieść nie byłaby tym samym.
Kiedyś, dość dawno temu, lubiłam oglądać wszystkie części Step Upu pod rząd i wiecie co? Z tej książki bije niemal tak wielka energia jak z wspomnianych przeze mnie filmów.
Plusik należy się również za Kathy – dziewczyna była niesamowicie zakręcona, ale gdy było trzeba, broniła Livii jak lwica i nikomu, dosłownie nikomu nie dawała dotknąć swojej najlepszej przyjaciółki.
Okładka wyszła trochę kiczowato, zupełnie mi się nie podoba, ale w końcu liczy się pomysł, a on tu jak najbardziej jest.
Przez Miłosny układ przewija się mnóstwo schematów i niedorzeczności, ale tę książkę da się lubić. Zwłaszcza, że jest lekka i przyjemna w odbiorze – idealna na wakacje.
http://recenzjekawoholika.blogspot.com/ Izabela Poletyło; 2017-07-25
Dance, sing, love. Miłosny układ
Twórcy filmowi nie szczędzą widzom scenariuszy, w których miłość i taniec idą razem w parze. Literatura młodzieżowa nie jest zaś tak hojna, a przynajmniej nie była do tego czasu. Czy można ryzykować oddając siebie komuś, kto kocha inną osobę? Czy zróżnicowany status społeczny i sława muszą oznaczać barierę nie do przekroczenia? Czy taniec i śpiew zawsze odnajdują wspólny rytm? Jeżeli szukacie zmierzającego w nieodgadnionym kierunku romansu i chcecie dać się wplątać w dobrze zapowiadającą się serię, zapraszam na recenzję książki autorstwa Layli Wheldon – „Dance, sing, love. Miłosny układ”.
ZARYS FABUŁY
Dla Livii Innocenti i jej grupy tanecznej to miało być kolejne, typowe zlecenie. Jak zawsze, stanowiąc barwne tło, zespół musi stworzyć show na koncercie korzystającej z ich usług gwiazdy. Kiedy jednak James Sheridan, topowy piosenkarz i przyspieszający bicie damskich serc idol, spotyka się z tancerzami podczas próby, wszystko wskazuje na to, że tym razem będzie inaczej. A już na pewno inaczej dla Livii.
Arogancki, zarozumiały, rozkapryszony celebryta okazuje się bardzo męczącym partnerem. Livia daje z siebie wszystko, ale wykorzystywana i poniekąd szantażowana staje u kresu sił. Dobry kontakt z Jamesem wydaje się iluzją, choć wkrótce zarówno on, jak i ona przekonają się, że serce lubi płatać figle.
Jak wygląda miłosny układ? Czy w obliczu wielu barier chwiejne uczucie ma jakikolwiek sens?
ZAKOCHANY W SWOJEJ EX
Zbyt pewny siebie, egoistyczny, nieliczący się z innymi i… zakochany w swojej ex piosenkarz. Ambitna, oddana swojej pasji, potrafiąca otwarcie wyrazić swoje zdanie tancerka. Mogłoby się wydawać, że tych dwoje nie ma najmniejszej szansy funkcjonować na jednej powierzchni. A jednak, autorka nakreśliła bohaterów wyrazistą, choć chwiejną kreską, stawiając przed sobą i czytelnikiem niełatwe zadanie. Bo kiedy ma się wrażenie, że najgorsze przeszkody są już pokonane, to dopiero zalążek wyzwań i niepewności, o których czyta się z satysfakcją wymalowaną na twarzy.
TO NIE JEST HISTORIA O KOPCIUSZKU
Myślałam, że to będzie kolejna historia o Kopciuszku, który na parkiecie olśniewa zamożnego księcia. Byłam w błędzie. Kopciuszek nie jest nieśmiałą myszką, a książę nie wydaje się zaślepiony urokiem tanecznej partnerki. Tak tak, to nie jest książka, w której wielki wybuch budzi lawinę miłosnych emocji będących w stanie pokonać każdą z przeszkód. „Dance, sing, love. Miłosny układ” to powieść o podrygach uczucia, podążająca skomplikowaną ścieżką pełną zwrotów akcji. Jest dawna miłość Jamesa, do której mężczyzna ma ogromną słabość, są zawahania Livii, która szuka wsparcia u boku pewnego znajomego. Jaki finał będzie miała ta historia? Nie wiem, bo zakończenie książki, swoją drogą fundujące mocny i absolutnie niespodziewany cliffhanger, zapowiada kolejną, intrygującą część serii.
PIĘKNA EUROPA
Autorka proponuje zmienną scenerię, której jednak zawsze towarzyszy piękno ludzkich pasji. Paryż, Rzym, Londyn, na czele ze śpiewem, tańcem, ale także zazdrością i nadzieją na lepsze jutro. Miałam moment kryzysu, kiedy książka odrobinę zaczęła mnie przytaczać. Szybko minęło, ponieważ wyszukani bohaterowie nie pozwalają się nudzić. A wrażeń naprawdę mi nie zabrakło.
PODSUMOWANIE
Takie love stories wpadają w nasze ręce wtedy, kiedy myślimy, że w literaturze już nic nie będzie w stanie nas zaskoczyć. „Dance, sing, love. Miłosny układ” przywróciła mi wiarę w to, że na temat miłości jest jeszcze naprawdę wiele do powiedzenia. Jeżeli szukacie wiarygodnych scenariuszy i romansów z szerokim wachlarzem przeszkód na czele, powieść może się Wam spodobać. Ja jestem bardzo zadowolona i czekam na więcej.
http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ Weronika Tomala; 2017-07-24
Making Faces
Fern Taylor nigdy się nie wyróżniała niczym szczególnym. Nic dziwnego, że przystojny Ambrose Young nie zwrócił na nią uwagi. Dziewczyna nie potrafi jednakże przestać go kochać. Gdy po ciężkich przeżyciach w Iraku chłopak wraca do rodzinnego miasteczka, Fern nadal darzy go uczuciem. Co jeśli to nie wystarczy?
Making faces to najnowsza powieść Amy Harmon. Po lekturze Prawa Mojżesza sięgnęłam po kolejny utwór tej autorki. Historia Fern i Ambrose'a zapowiadała ból, ogrom emocji i niełatwą miłość. Czy rzeczywiście zawładnęła moim sercem?
Straszliwie ciężko czytało mi się tę powieść. W utworze nie mogłam znaleźć żadnych porywających momentów - wszystkie wydarzenia są opisane bez emocji. Nie mogłam poczuć bólu, bezsilności, nadziei czy chociażby próby walki o przyszłość. Autorka przedstawiła również wiele wspomnień, które niestety nie wnosiły zbyt wiele do całej historii. Były jedynie ciekawym urozmaiceniem.
Cała historia miała ogromny potencjał, lecz niestety nie został w pełni wykorzystany. Utwór wiele razy raził mnie stereotypami i mogłam przewidzieć dalszy rozwój sytuacji. Autorka nie potrafiła mnie pozytywnie zaskoczyć. Losy Fern i Ambrose'a przeplatają się z historią wielu innych postaci - niepełnosprawnego chłopaka, najlepszej przyjaciółki czy znajomych ze szkoły.
Bohaterowie nie zaskoczyli mnie swoimi charakterami. Fern irytowała mnie swoim zachowaniem, a charakter Ambrose'a był momentami karykaturalny. Żałuję, że nie zdołałam poczuć sympatii do żadnego z nich.
Making faces to powieść z niewykorzystanym potencjałem, słodko-gorzka historia o miłości, stracie i ciężkim życiu. Amy Harmon nie zaskoczyła mnie i pozostawiła niezbyt miłe wrażenia po lekturze. Myślę, że powieść przypadnie do gustu czytelnikom szukającym refleksyjnych i niełatwych historii o życiu młodych ludzi. Niestety, ja nie pokochałam tej powieści całym sercem.
http://weronine-library.blogspot.com Weronika Zygmunt; 2017-07-20
Gdy góra lodowa topnieje. Wprowadzanie zmian w każdych okolicznościach
John Kotter jest ekspertem w dziedzinie przywództwa i zarządzania zmianą, a postanowił napisać książkę o pingwinach. Jaki to ma sens? Czy książka o tak ważnej tematyce powinna być ubrana w formę bajki? Moim zdaniem wręcz powinna, bo dobrym nauczycielem nie jest ten, kto posiada ogromną wiedzę, a ten, który umie ją przekazać w jak najprostszy sposób.
Jak się to ma do codziennego życia, pracy, zmian? Otóż wszyscy możemy poczuć się jak pingwiny, których góra lodowa się topi, czy to dostrzegamy, czy też nie. A co może być opisywaną górą lodową? Na to pytanie każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Otaczamy się w życiu rzeczami, ludźmi, sytuacjami, które uważamy za pewne i niestety czasem niezależnie od nas się to zmienia. John Kotter uczy nas, jak się zachować, jak mogą zachować się inni ludzie w naszym otoczeniu, dlaczego tak się dzieje oraz jakie mogą być konsekwencje wszystkiego co robimy. A to wszystko ubrane w historie pingwina z walizką, kilka rysunków, prostą fabułę i psychologiczne smaczki.
Jest to przepis doskonały na naukową książkę dla każdego, niezależnie od etapu w życiu, stanowiska oraz światopoglądów. Historia ta doskonale pokazuje problemy społeczne w grupie, z którymi możemy się zmierzyć w przyszłości lub jakich już doświadczyliśmy, a wiedza w niej zawarta pomoże nam w osiągnięciu naszych celów nawet, jeśli na pierwszy rzut oka nie jesteśmy tego świadomi.
PROJEKTOR - wolontariat studencki Kasia Typiak; 2017-07-27