Recenzje
Słodkie sekrety, czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem
"Słodkie sekrety" czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem, to cudnie wydana książka, pełna bardzo ciekawych i smakowitych przepisów książka kucharska dla osób na diecie bezglutenowej, ale nie tylko. Każdy znajdzie tutaj dla siebie przepisy na zdrowe słodkości :-) Książka ukazała się niedawno nakładem Grupy Wydawniczej Helion.
Autorka książki jest Weronika Madejska, autorka bloga Natchniona.pl. Jest ot jej druga książka, pierwsza to "Bez glutenu. Bez wyrzeczeń".W wieku 12 lat musiała przejść na dietę bezglutenową z powodu choroby. Przeżyła wtedy szok, bo nie bardzo wiedziała jak może obyć się bez tylu pysznych rzeczy. Metodą prób i błędów przerabiała przepisy, tworzyła nowe receptury z różnym skutkiem. Początki zawsze są trudne. Dzięki swojemu uporowi i ciągłym ćwiczeniom radziła sobie coraz lepiej. Zaczęłam prowadzić bloga, który z tygodnia na tydzień miał coraz większe grono czytelników, zaczęła prowadzić warsztaty kulinarne. Podczas spotkań z czytelnikami bloga i bezpośrednim z nimi rozmowom, dowiedziała się z jak wieloma nietolerancjami pokarmowymi się borykają. Właśnie dzięki nim powstał pomysł na książkę :Słodkie sekrety". Pisanie książki było ciężką przygodą, ale udało się. Trening czyni mistrza jak pisze autorka. Najważniejsze to nie poddawać się :-)
W książce nie znajdziemy nieatrakcyjnych imitacji prawdziwych cukierniczych cudów. Autorka chce nas zachęcić do nowego spojrzenia na warianty roślinne. W poradniku znajdziemy wyłącznie dopracowane receptury, mnóstwo wskazówek, by smakołyki które zobaczymy na zdjęciach można było zrobić we właśnej kuchni. Nie znajdziemy tu przepisów które zawierają produkty zwierzęce, jest za mnóstwo kremów, ciast, ciasteczek, które zostały przygotowane nie tylko bez mąki pszennej, ale też bez jaj czy mleka.
Książka podzielona jest na pory roku, każdy rozdział na podrozdziały ( na co dzień, dla malucha, na szybko, na wyjątkowe okazje).
Pierwszym rozdziałem są podstawy, gdzie znajdziemy wskazówki dotyczące zamienników, podstawowe przepisy na produkty, których będziemy używać do przygotowania słodkości z książki (mleko kokosowe, migdałowe, jaglane, bita śmietana, jogurt kokosowy, lukier, aquafaba itd).
Autorka zachęca nas do eksperymentowania, ponieważ dzięki temu nabierzemy wprawy. Mamy się nie zrażać tym, że coś nam nie wyjdzie, bo czasem robimy coś dziesiąty raz z kolei i nie wyjdzie niestety, ale nie wiemy wtedy, czy jajka, które kupiliśmy są takie same jak poprzednie, owoce mniej lub bardziej soczyste.
Podsumowując - jestem pod ogromnym wrażeniem książki i talentu autorki. Stworzyła ciekawe, zdrowe przepisy na cudowne słodkości, które wyglądają jak z najlepszej cukierni i nigdy nie powiedziałabym, że są bez mąki pszennej, jajek czy mleka. Oprócz przepisów znajdziemy tu dużo wskazówek, podpowiedzi, co robić, żeby wyszło dobrze. Nauczymy się przygotowywać bajeczne bezy, czy roślinny biszkopt i wiele innych pysznych słodkości. Oprócz świetnych przepisów w książce znajdziemy cudne zdjęcia, oraz autentyczne historie czytelników, którzy dzielą się swoimi przejściami z alergiami i nietolerancjami. Przepisy są napisane bardzo przejrzyście, dokładnie wytłumaczone, więc z każdym sobie poradzimy. Ja muszę się zebrać w sobie i zmobilizować. Chcę przygotować kilka słodkości, które znalazłam w tej książce :-) Polecam Wam ją bardzo :-)
kruchebabeczki.blogspot.com Beata Dźwierzyńska
Słodkie sekrety, czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem
Bardzo lubię słodkości i często szukam tej zdrowszej ich wersji. Bo przecież słodkie musi być, chociażby raz w tygodniu. Z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po książkę Weroniki Madejskiej "Słodkie sekrety czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem", która ukazała się nakładem Grupy Wydawniczej Helion. Autorka książki prowadzi swojego bloga kulinarnego - Natchniona.pl. Jest to jej już druga propozycja.
Tak jak pisze sama autorka na dietę bezglutenowa musiała przejść w wieku 12 lat z powodów zdrowotnych i musiała uporać się z tym problemem. Zaczęła sama tworzyć przepisy, próbować i testować. Na początku było jej ciężko, bo potrafiła niewiele, ale z czasem dzięki swojemu uporowi i ćwiczeniom zaczęła sobie radzić coraz lepiej.
Wielu z nas boryka się z nietolerancjami pokarmowymi i szuka sprawdzonych receptur. Oczywiście można by było żyć bez słodyczy, ale dlaczego odmawiać sobie tej przyjemności.
Książka jest podzielona na pory roku, a każda z nich na podrozdziały. W książce znajdziemy przepisy na słodkości bez glutenu, nabiału i jajek, żelatyny a także cukru, miodu i kukurydzy, wiele z nich nie zawiera orzechów.
W książce poczytamy także na temat potrzebnego w kuchni sprzętu oraz podstaw - jak przygotować mleko kokosowe czy bitą śmietanę z mleczka kokosowego, tahinę czy sos waniliowy. Mnie bardzo zainteresował daktylowy karmel, wiem, że będzie pyszny. Dowiemy się także jak zrobić biszkopt czy ciasto kruche. Podoba mi się także wplecenie w treść książki historii czytelników.
Wiosną jak pisze Weronika wszystko się zaczęło. To wtedy dowiedziała się, że nie może jeść wszystkich produktów. Wertowała książki kucharskie, ale wszędzie była mąka pszenna czy bułka tarta. Po wielu poszukiwaniach udało się jej razem z mamą stworzyć skromne menu - a był to akurat czas przed Wielkanocą. W tym dziale są koktajle, panna cotty, smoothie, placki, naleśniki, mazurki czy ciasto drożdżowe a także ciasto milionera, które mi osobiście kojarzy się z dużą słodkością i kalorycznością, a ten przepis jest zdecydowanie lekki.
Lato mi osobiście kojarzy się z bogactwem warzyw i owoców. Na targach pojawiają się truskawki, potem jagody, trzeba szybko korzystać z sezonowości bo zmienia się błyskawicznie. W tej części są jagodzianki, babeczki, pierogi z owocami, mus czekoladowy, knedle, lemoniady i szejk a także pyszne gofry. Znajdziecie także przepis na apetycznie wyglądający tort czekoladowy czy tiramisu bez jajek i mleka.
Jesień to czas przyjemności. Mamy wtedy bardziej ochotę na jakieś pyszne ciasto, przy kubku herbaty i książce. Mi jesień kojarzy się z marchewką, cukinią, burakami, jabłkami i gruszkami. I takie są przepisy na słodkości, ciasto marchewkowe, szarlotka, ciasto dyniowe. Są rogaliki, batoniki czy ciasteczka, owsianka z pieczonym jabłkiem i banoffe pie.
Tak jak pisze sama autorka na dietę bezglutenowa musiała przejść w wieku 12 lat z powodów zdrowotnych i musiała uporać się z tym problemem. Zaczęła sama tworzyć przepisy, próbować i testować. Na początku było jej ciężko, bo potrafiła niewiele, ale z czasem dzięki swojemu uporowi i ćwiczeniom zaczęła sobie radzić coraz lepiej.
Wielu z nas boryka się z nietolerancjami pokarmowymi i szuka sprawdzonych receptur. Oczywiście można by było żyć bez słodyczy, ale dlaczego odmawiać sobie tej przyjemności.
Książka jest podzielona na pory roku, a każda z nich na podrozdziały. W książce znajdziemy przepisy na słodkości bez glutenu, nabiału i jajek, żelatyny a także cukru, miodu i kukurydzy, wiele z nich nie zawiera orzechów.
W książce poczytamy także na temat potrzebnego w kuchni sprzętu oraz podstaw - jak przygotować mleko kokosowe czy bitą śmietanę z mleczka kokosowego, tahinę czy sos waniliowy. Mnie bardzo zainteresował daktylowy karmel, wiem, że będzie pyszny. Dowiemy się także jak zrobić biszkopt czy ciasto kruche. Podoba mi się także wplecenie w treść książki historii czytelników.
Wiosną jak pisze Weronika wszystko się zaczęło. To wtedy dowiedziała się, że nie może jeść wszystkich produktów. Wertowała książki kucharskie, ale wszędzie była mąka pszenna czy bułka tarta. Po wielu poszukiwaniach udało się jej razem z mamą stworzyć skromne menu - a był to akurat czas przed Wielkanocą. W tym dziale są koktajle, panna cotty, smoothie, placki, naleśniki, mazurki czy ciasto drożdżowe a także ciasto milionera, które mi osobiście kojarzy się z dużą słodkością i kalorycznością, a ten przepis jest zdecydowanie lekki.
Lato mi osobiście kojarzy się z bogactwem warzyw i owoców. Na targach pojawiają się truskawki, potem jagody, trzeba szybko korzystać z sezonowości bo zmienia się błyskawicznie. W tej części są jagodzianki, babeczki, pierogi z owocami, mus czekoladowy, knedle, lemoniady i szejk a także pyszne gofry. Znajdziecie także przepis na apetycznie wyglądający tort czekoladowy czy tiramisu bez jajek i mleka.
Jesień to czas przyjemności. Mamy wtedy bardziej ochotę na jakieś pyszne ciasto, przy kubku herbaty i książce. Mi jesień kojarzy się z marchewką, cukinią, burakami, jabłkami i gruszkami. I takie są przepisy na słodkości, ciasto marchewkowe, szarlotka, ciasto dyniowe. Są rogaliki, batoniki czy ciasteczka, owsianka z pieczonym jabłkiem i banoffe pie.
Zima to zupełnie inne smaki no i świąteczny czas. To zapach cynamonu, imbiru, goździków czy pomarańczy. Ciasteczka, kruche renifery,pierniczki czy babeczki. Są też racuchy, które dla mnie są zawsze wspomnieniem dzieciństwa, czekolada do picia czy napar imbirowy. Nie może zabraknąć tortu makowego czy strucli, pączków i faworków.
Powiem wam, że mimo iż ja gluten jem i nie zamierzam z niego całkowicie zrezygnować, to z wielką chęcią wypróbuję kilka przepisów. Każdy przepis jest naprawdę dopracowany i tak napisany, że każdy przygotuje coś pysznego bez problemu. Zdecydowanie polecam dla wszystkich osób, nie tylko dla tych które muszą być na diecie bezglutenowej czy muszą walczyć z alergią.
kulinarnamaniusia.pl Marzena Szkodzińska
DTP od podstaw. Projekty z klasą. Wydanie IV
Projektowanie jest sztuką – żeby stworzyć dobry projekt grafiki reklamowej, ulotki czy wizytówki, należy poznać jego wszelkie tajniki i odnaleźć w tym sens. Ten sens odnalazła Robin Williams – niekwestionowany autorytet w dziedzinie projektowania graficznego i typografii. Wykształciła już setki projektantów, teraz o sztuce opowiada nam, zwykłym czytelnikom.
Projekty otaczają nas z każdej strony. I choć boli mnie uważanie za PROJEKT każdej pracy związanej z projektowaniem, przywykłam do tego, że i do edytorstwa przeniknęła korpomowa. A że mam z nim coś wspólnego (w końcu książki trzeba jakoś złożyć) – postanowiłam sięgnąć po poradnik czołowej projektantki – Robin Williams właśnie.
DTP od podstaw. Projekty z klasą została podzielona na trzy główne działy, w których mieści się kilka rozdziałów dotyczących projektowania i typografii. Autorka tłumaczy, czym jest drzewo Jozuego, jak dopasować krój pisma do projektu i wskazuje praktyczne porady. Pokazuje także, jak powinny wyglądać dobrze wykonane wizytówki, ulotki i inne dokumenty użytkowe. Dzięki ćwiczeniom zamieszczonym w książce możemy sprawdzić swoją wrażliwość estetyczną i nauczyć się, jak oceniać projekty. (Nieskromnie przyznam, że w większości przypadków moje odpowiedzi były zgodne z tymi, które podała autorka).
Wielu ludzi twierdzi, że projekt to rzecz zależna od gustu. Nie do końca tak jest. Dobry projekt musi spełniać ogólne zasady edytorskie i wpasowywać się w pewne schematy. Nie oznacza to, że projektantom narzuca się, jak ma wyglądać projekt. Zamysł i wykonanie zależą od osoby, która projektuje, ale jeśli całość będzie oderwana od praktyki edytorskiej, praca się nie „przyjmie”. Chyba nie o to nam chodzi, prawda?
Porady, których udziela Robin Williams, są wartościowe i ściśle związane ze współczesnym projektowaniem (nie bez przyczyny powstały aż cztery wydania, a być może będzie ich jeszcze więcej). Autorka zadbała o to, żeby jej książka stała się uniwersalnym przewodnikiem po świecie typografii i projektowania – i to jej się udało. Jako edytorka poznałam już wiele spośród wymienionych tu zasad i wskazówek, ale nadal się uczę. Dobrze, że mogę kształcić się dzięki komuś, kto stał się autorytetem w tej dziedzinie.
Mam nadzieję, że osobom, które zajmują się grafiką i projektowaniem, ta książka wskaże drogę do tworzenia jeszcze lepszych prac – zgodnych z zasadami i jednocześnie zawierających pewne sztuczki mające przyciągnąć „widownię”. W dzisiejszych czasach bardzo chwytliwe jest pokazanie się od jak najlepszej strony. Ważne zatem, żeby mimo tej presji nie ulec tylko formie, ale skupić się też na przekazie.
DTP od podstaw… nie jest jednak książką dla każdego. Nie powinni po nią sięgać laicy. Nie dlatego, że ta wiedza im się nie przyda (zdecydowanie przyda się każdemu), ale dlatego, że mogą się zrazić. To książka praktyczna, owszem, ale w jakiś sposób specjalistyczna. Odnajdą się w niej zatem informatycy, projektanci, graficy i edytorzy. Mimo wszystko, jeśli ktoś uważa, że jest w stanie ją zrozumieć – nie zniechęcam. Wręcz przeciwnie – mam nadzieję, że Robin Williams okaże się dobrą nauczycielką wszystkich.
Projekty otaczają nas z każdej strony. I choć boli mnie uważanie za PROJEKT każdej pracy związanej z projektowaniem, przywykłam do tego, że i do edytorstwa przeniknęła korpomowa. A że mam z nim coś wspólnego (w końcu książki trzeba jakoś złożyć) – postanowiłam sięgnąć po poradnik czołowej projektantki – Robin Williams właśnie.
DTP od podstaw. Projekty z klasą została podzielona na trzy główne działy, w których mieści się kilka rozdziałów dotyczących projektowania i typografii. Autorka tłumaczy, czym jest drzewo Jozuego, jak dopasować krój pisma do projektu i wskazuje praktyczne porady. Pokazuje także, jak powinny wyglądać dobrze wykonane wizytówki, ulotki i inne dokumenty użytkowe. Dzięki ćwiczeniom zamieszczonym w książce możemy sprawdzić swoją wrażliwość estetyczną i nauczyć się, jak oceniać projekty. (Nieskromnie przyznam, że w większości przypadków moje odpowiedzi były zgodne z tymi, które podała autorka).
Wielu ludzi twierdzi, że projekt to rzecz zależna od gustu. Nie do końca tak jest. Dobry projekt musi spełniać ogólne zasady edytorskie i wpasowywać się w pewne schematy. Nie oznacza to, że projektantom narzuca się, jak ma wyglądać projekt. Zamysł i wykonanie zależą od osoby, która projektuje, ale jeśli całość będzie oderwana od praktyki edytorskiej, praca się nie „przyjmie”. Chyba nie o to nam chodzi, prawda?
Porady, których udziela Robin Williams, są wartościowe i ściśle związane ze współczesnym projektowaniem (nie bez przyczyny powstały aż cztery wydania, a być może będzie ich jeszcze więcej). Autorka zadbała o to, żeby jej książka stała się uniwersalnym przewodnikiem po świecie typografii i projektowania – i to jej się udało. Jako edytorka poznałam już wiele spośród wymienionych tu zasad i wskazówek, ale nadal się uczę. Dobrze, że mogę kształcić się dzięki komuś, kto stał się autorytetem w tej dziedzinie.
Mam nadzieję, że osobom, które zajmują się grafiką i projektowaniem, ta książka wskaże drogę do tworzenia jeszcze lepszych prac – zgodnych z zasadami i jednocześnie zawierających pewne sztuczki mające przyciągnąć „widownię”. W dzisiejszych czasach bardzo chwytliwe jest pokazanie się od jak najlepszej strony. Ważne zatem, żeby mimo tej presji nie ulec tylko formie, ale skupić się też na przekazie.
DTP od podstaw… nie jest jednak książką dla każdego. Nie powinni po nią sięgać laicy. Nie dlatego, że ta wiedza im się nie przyda (zdecydowanie przyda się każdemu), ale dlatego, że mogą się zrazić. To książka praktyczna, owszem, ale w jakiś sposób specjalistyczna. Odnajdą się w niej zatem informatycy, projektanci, graficy i edytorzy. Mimo wszystko, jeśli ktoś uważa, że jest w stanie ją zrozumieć – nie zniechęcam. Wręcz przeciwnie – mam nadzieję, że Robin Williams okaże się dobrą nauczycielką wszystkich.
Essentia Klaudia Raflik
Gdyby nie Ty... Igrając z ogniem 2
Są książki, które potrafią wciągać czytelnika, mimo mało odkrywczej fabuły i przyprawiać o mocniejsze bicie serca. Są też takie, przez które nie da się przebrnąć żadną miarą. Pisząc recenzje, przeczytałam ich wiele, z obu grup. Czy "Gdyby nie Ty. Igrając z ogniem 2" należy do tych wciągających? Czy może do tych, które czytam, bo muszę?
Layla - urocza, sławna i bogata piosenkarka, która od jakiegoś czasu otrzymuje listy z pogróżkami. Jej życie z pozoru wydaje się być idealne. Ma wszystko - rodzinę, przystojnego ochroniarza - kochanka, luksus i jest znana na całym świecie. Jednak czy na pewno jej rodzina, a zwłaszcza matka są tacy, jakich pokazują media? Czy ochroniarz na pewno jest kochankiem? Czy Layla jest szczęśliwa?
Brady - były żołnierz, któremu misje odcisnęły ogromne piętno. Jest przystojny, aczkolwiek nieco sfrustrowany. Chcąc zapewnić bezpieczeństwo swojej siostrze i siostrzenicy, przyjmuje niechętnie zlecenia ochrony Layli. Od tego momentu wszystko się zaczyna, a zwykłe zlecenie staje się czymś więcej...
Czytając opis powieści można by wywnioskować, że to romans na całej linii. Owszem, miłość tutaj również się pojawia i to płomienna miłość, taka, o której każdy z nas marzy. Jednak nie tylko na tym skupia się fabuła. Znajdziemy tutaj romans, sensację i szczyptę komedii. Autorka skupia się również na aspekcie samobójstwa, przemocy psychicznej w rodzinie, kłamstwach, intrygach i wewnętrznym ja. Rozdziały pisane są na przemian, z punktu widzenia Layli i z punktu widzenia Bradyego, co wyjątkowo sobie w powieściach cenię, bo pozwala mi to poznać oboje bohaterów w równym stopniu. Zawsze zastanawia mnie jak autorki potrafią umiejętnie wczuć się w rolę mężczyzny. Tutaj autorce udało się to świetnie. Dialogi i opisy są wyważone, więc nie powieje nudą, a język literacki, którym autorka włada, śmiało można określić jako jeden z barwniejszych, poprawnych literacko i działających na wyobraźnię.
W powieści pojawia się również seks - jedna czy dwie sceny - i tu chylę czoła w kierunku autorki, która potrafiła je ująć w sposób subtelny i intrygujący. To tylko dwie sceny, wydawać by się mogło, że zbyt mało, a jednak dla mnie wystarczająco, bo między słowami wyczuwalne było wielkie pożądanie bohaterów. Jak dla mnie bomba - bo czasem lepiej się czegoś domyślać i na to czekać, niż mieć podane na tacy.
"Gdyby nie Ty..." należy do powieści, które mają to coś i których treść ciągle i ciągle powoduje ciekawość, taką, że trudno się powstrzymać przed zajrzeniem kilka stron do przodu, żeby już, w tej chwili znać dalsze losy bohaterów. Oj, sporo musiałam mieć samozaparcia, żeby tego nie robić. W każdym razie historia jest bardzo ciekawa, wciąga bez reszty i powoduje dreszczyk emocji. Nie jest to literatura na miarę największych pisarzy, jednak sięgając po nią z całą pewnością nie będziecie żałować swej decyzji. Czyta się lekko, szybko i przyjemnie. Polecam!
W powieści pojawia się również seks - jedna czy dwie sceny - i tu chylę czoła w kierunku autorki, która potrafiła je ująć w sposób subtelny i intrygujący. To tylko dwie sceny, wydawać by się mogło, że zbyt mało, a jednak dla mnie wystarczająco, bo między słowami wyczuwalne było wielkie pożądanie bohaterów. Jak dla mnie bomba - bo czasem lepiej się czegoś domyślać i na to czekać, niż mieć podane na tacy.
"Gdyby nie Ty..." należy do powieści, które mają to coś i których treść ciągle i ciągle powoduje ciekawość, taką, że trudno się powstrzymać przed zajrzeniem kilka stron do przodu, żeby już, w tej chwili znać dalsze losy bohaterów. Oj, sporo musiałam mieć samozaparcia, żeby tego nie robić. W każdym razie historia jest bardzo ciekawa, wciąga bez reszty i powoduje dreszczyk emocji. Nie jest to literatura na miarę największych pisarzy, jednak sięgając po nią z całą pewnością nie będziecie żałować swej decyzji. Czyta się lekko, szybko i przyjemnie. Polecam!
http://czasemtakjestczasemtakjest.blogspot.com/ Joanna Balcar-Palinker
Making Faces
'Jeżeli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?
Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy które widzą źle?
(...) Czy mój wygląd, to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu?
Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę?
(..)Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, że wyglądam aż tak źle?
Jeśli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?''
W małym, spokojnym miasteczku swoje życie wiedzie grupka nastolatków, których łączy fakt, że chodzą do wspólnego liceum. Wśród nich jest nieśmiała i zakompleksiona Fern, która od dziecka była pozbawiona urody. Mała i drobna, z burzą rudych loków na głowie i z krzywymi zębami, była przeciwieństwem swojej ślicznej przyjaciółki Rity.
Jednak była osobą inteligentną i wrażliwą, o pięknym sercu. Opiekowała się swoim chorym kuzynem, Baileyem, który chorował na dystrofię mięśniową. Choroba ta sprawiła, że chłopak nie miał władzy nad swoim ciałem. Pomimo niesprawiedliwości, która go spotkała, był pozytywnym człowiekiem, który z dystansem podchodził do samego siebie. Wraz z Fern, byli dla siebie wspaniałymi przyjaciółmi. Wspierali się i jedno dbało o drugiego.
Jest też Ambrose Young. Utalentowany chłopak, zawodnik futbolu, który na swoim koncie ma wiele osiągnięć. Fern kocha go, odkąd skończyła 9 lat. Chłopak był dla dziewczyny ideałem piękna, lecz on nigdy jej nie zauważał. Wszystko się zmieniło, gdy jej przyjaciółka Rita, poprosiła ją o napisanie do niego listu. Dziewczyna się zgodziła, jednak to nie były zwykłe listy, bo Fern wkładała w nie całe swoje serce, duszę i uczucia. Pewnego dnia chłopak dowiaduje się, kto je pisał i jest wściekły. Stało się to czego pragnęła Fern - chłopak ją zauważa, jednak nie tak jak ona sama by tego chciała.
Ataki terrorystyczne z 11 września, zmieniają dotąd bezpieczny świat młodych ludzi. Na ich oczach dzieje się historia, która będzie pamiętana przez następne pokolenia. Ambrose, chcąc walczyć za swój kraj i wolność, wraz z piątką przyjaciół zaciąga się do wojska. Tragedia, która wydarzy się podczas ich misji, zmieni życie chłopaka. Już nigdy nie będzie taki sam. Czy można na nowo posklejać człowieka, który utracił nie tylko twarz, lecz całego siebie?
Amy Harmon, wprowadza w nas historię pełną bólu i cierpienia. Na okładce książki widnieje napis: ''Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz?''. Ambrose nie tylko stracił swoją urodę, stracił coś o wiele ważniejszego: siebie. Tragedia, której był świadkiem odebrała mu pewność i wiarę w lepsze jutro. Borykał się z wyrzutami sumieniami, wmawiał sobie, że jego twarz, jest karą za jego grzechy. Fern nie zależało na jego wyglądzie, kochała go za to jakim był człowiekiem. Czy dziewczynie uda się sprawić, że Ambrose znów zacznie żyć? Czy chłopak uwierzy, że wygląd to nie wszystko?
Autorka w ''Making faces'' porusza wiele aspektów życia. Przemoc w rodzinie, nieuleczalna choroba, skutki wojny, która odciska na człowieku głębokie piętno, żałoba po najbliższych ludziach. Pokazuje nam, że życie jest niesprawiedliwe, ale gdy mamy przy sobie wartościowych ludzi, łatwiej je znieść. Wygląd, to nie wszystko. Uroda przemija, a to co nosimy w sercu i to jak żyjemy, pozostaje z nami na zawsze. Ludzie wiele tracą kierując się tylko wzrokiem.
Czas na podsumowanie. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Amy Harmon i na pewno nie ostatnie. Czeka już na mnie ''Prawo Mojżesza''. Autorka ma lekki styl pisania. Stworzyła ciekawych bohaterów, wykreowała sytuacje, które możemy spotkać w swoim życiu. Momentami książka przynudzała, miała kilka niedociągnięć, ale nie mogę odmówić jej emocji, które wręcz otaczają czytelnika z każdą kolejną stroną. Tu jest ich aż tyle, że momentami bolało mnie serducho przy czytaniu. Obok tej książki nie można przejść obojętnie, bo jest nie tylko historią nastolatków, których życie potraktowało niesprawiedliwie, a przede wszystkim skarbnicą mądrości. Daje nam niezły wycisk życia, lekcję którą zapamiętamy na długo. Ta powieść przede wszystkim zmusza nas do zastanowienia się nad sobą, swoim życiem i postępowaniem.
Nie ostatni raz była w moich łapkach, bo jeszcze nie raz do niej powrócę.
Czy stworzył nogi, które nie chodzą, i oczy które widzą źle?
(...) Czy mój wygląd, to przypadek, czy okrutne zrządzenie losu?
Czy mogę obwiniać Go za to, czego u siebie nie znoszę?
(..)Czy czerpie z tego jakąś przyjemność, że wyglądam aż tak źle?
Jeśli Bóg wymyślił nam twarze, to czy się śmiał, gdy stworzył mnie?''
W małym, spokojnym miasteczku swoje życie wiedzie grupka nastolatków, których łączy fakt, że chodzą do wspólnego liceum. Wśród nich jest nieśmiała i zakompleksiona Fern, która od dziecka była pozbawiona urody. Mała i drobna, z burzą rudych loków na głowie i z krzywymi zębami, była przeciwieństwem swojej ślicznej przyjaciółki Rity.
Jednak była osobą inteligentną i wrażliwą, o pięknym sercu. Opiekowała się swoim chorym kuzynem, Baileyem, który chorował na dystrofię mięśniową. Choroba ta sprawiła, że chłopak nie miał władzy nad swoim ciałem. Pomimo niesprawiedliwości, która go spotkała, był pozytywnym człowiekiem, który z dystansem podchodził do samego siebie. Wraz z Fern, byli dla siebie wspaniałymi przyjaciółmi. Wspierali się i jedno dbało o drugiego.
Jest też Ambrose Young. Utalentowany chłopak, zawodnik futbolu, który na swoim koncie ma wiele osiągnięć. Fern kocha go, odkąd skończyła 9 lat. Chłopak był dla dziewczyny ideałem piękna, lecz on nigdy jej nie zauważał. Wszystko się zmieniło, gdy jej przyjaciółka Rita, poprosiła ją o napisanie do niego listu. Dziewczyna się zgodziła, jednak to nie były zwykłe listy, bo Fern wkładała w nie całe swoje serce, duszę i uczucia. Pewnego dnia chłopak dowiaduje się, kto je pisał i jest wściekły. Stało się to czego pragnęła Fern - chłopak ją zauważa, jednak nie tak jak ona sama by tego chciała.
Ataki terrorystyczne z 11 września, zmieniają dotąd bezpieczny świat młodych ludzi. Na ich oczach dzieje się historia, która będzie pamiętana przez następne pokolenia. Ambrose, chcąc walczyć za swój kraj i wolność, wraz z piątką przyjaciół zaciąga się do wojska. Tragedia, która wydarzy się podczas ich misji, zmieni życie chłopaka. Już nigdy nie będzie taki sam. Czy można na nowo posklejać człowieka, który utracił nie tylko twarz, lecz całego siebie?
Amy Harmon, wprowadza w nas historię pełną bólu i cierpienia. Na okładce książki widnieje napis: ''Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz?''. Ambrose nie tylko stracił swoją urodę, stracił coś o wiele ważniejszego: siebie. Tragedia, której był świadkiem odebrała mu pewność i wiarę w lepsze jutro. Borykał się z wyrzutami sumieniami, wmawiał sobie, że jego twarz, jest karą za jego grzechy. Fern nie zależało na jego wyglądzie, kochała go za to jakim był człowiekiem. Czy dziewczynie uda się sprawić, że Ambrose znów zacznie żyć? Czy chłopak uwierzy, że wygląd to nie wszystko?
Autorka w ''Making faces'' porusza wiele aspektów życia. Przemoc w rodzinie, nieuleczalna choroba, skutki wojny, która odciska na człowieku głębokie piętno, żałoba po najbliższych ludziach. Pokazuje nam, że życie jest niesprawiedliwe, ale gdy mamy przy sobie wartościowych ludzi, łatwiej je znieść. Wygląd, to nie wszystko. Uroda przemija, a to co nosimy w sercu i to jak żyjemy, pozostaje z nami na zawsze. Ludzie wiele tracą kierując się tylko wzrokiem.
Czas na podsumowanie. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Amy Harmon i na pewno nie ostatnie. Czeka już na mnie ''Prawo Mojżesza''. Autorka ma lekki styl pisania. Stworzyła ciekawych bohaterów, wykreowała sytuacje, które możemy spotkać w swoim życiu. Momentami książka przynudzała, miała kilka niedociągnięć, ale nie mogę odmówić jej emocji, które wręcz otaczają czytelnika z każdą kolejną stroną. Tu jest ich aż tyle, że momentami bolało mnie serducho przy czytaniu. Obok tej książki nie można przejść obojętnie, bo jest nie tylko historią nastolatków, których życie potraktowało niesprawiedliwie, a przede wszystkim skarbnicą mądrości. Daje nam niezły wycisk życia, lekcję którą zapamiętamy na długo. Ta powieść przede wszystkim zmusza nas do zastanowienia się nad sobą, swoim życiem i postępowaniem.
Nie ostatni raz była w moich łapkach, bo jeszcze nie raz do niej powrócę.
www.instagram.com/katherine_the_bookworm/ Ewelina Żyła