ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Szef, który ma czas. Ewolucja zarządzania - dziennik budowy turkusowej firmy

Prowadząc własny biznes, borykamy się z wieloma problemami. Czasami brakuje nam siły roboczej, czasem pracownicy coś przeskrobią, gdzieś nastąpi opóźnienie w dostawie, w innym momencie zabraknie płynności finansowej. To jednak są drobiazgi, najczęściej bowiem brakuje nam po prostu czasu. Doba jest za krótka, godziny uciekają jedna po drugiej, a my nie wiemy, w co włożyć ręce. Najgorsze, że sytuacja ta nie jest związana ze złą organizacją czasu pracy, ale ze złym zarządzaniem i podejściem do kierowania kadrą.


Wypalić się zawodowo jest łatwo

Jest w Warszawie duży sklep internetowy, którego właściciel nie ufa swoim pracownikom. Każdy z nich, niezależnie czy nowy, czy też starszy stażem, to potencjalna konkurencja, osoby, których trzeba ciągle pilnować i patrzeć im na ręce. Co z tego, że jego sklep przynosi zyski, jeśli jego codzienność ogranicza się do bezustannego kontrolowania pracowników, a zarządzanie kadrami wydaje się być metodą kija, gdyż marchewki w niej chyba nigdy nie było. Rotacja pracowników w tym miejscu jest ogromna, a co za tym idzie, mniej więcej co 3-4 miesiące odbywa się nabór, przeprowadzane są kolejne rozmowy, a właściciel traci czas na spotkania z kandydatami i ich lustrowanie. W całym biznesie zapomniał o jednej zasadzie. To dobre życie może przynieść sukces i pieniądze, a nie odwrotnie. Co z tego, że mamy pełno kasy, gdy każdego dnia borykamy się z pracownikami, nie ufamy nikomu, a sukces zawodowy nas wypala, zamiast motywować do dalszej pracy?

Andrzej Jeznach, przy współpracy z Wojciechem Eichelbergerem, postanowił pokazać, jak wygląda ewolucja zarządzania. W książce Szef, który ma czas. Ewolucja zarządzania – dziennik budowy turkusowej firmy dostajemy historię firm, które zdecydowały się zbudować zarządzanie na „turkusie”. Co to znaczy?

Podobno firma nie potrzebuje zarządcy. Dobrze prowadzona działalność to nie tylko sieć połączeń, w której każdy pracownik ma swoje miejsce i pole do decyzji. Oczywiście, nadal pojawia się osoba, która stoi gdzieś na górze, ktoś, kto przejmuje stery podczas nieobecności zarządu, ale jest ona bardziej „trenerem” służącym dobrą radą niż stojącym z batem złym ekonomem.

Usuwanie barier

Płaska hierarchia to bardzo ważna rzecz w zarządzaniu. Nawet tak konserwatywne linie jak niemiecka Lufthansa zdecydowały się na to, że piloci zwracają się do siebie per ty. Dlaczego? Z tego powodu, że kiedy jesteś na „ty”, łatwiej jest otwarcie się komunikować, znika bariera hierarchii, rangi. Udowodniono statystycznie, że wypadkowość jest najwyższa w krajach o historycznie ugruntowanej autorytatywnej strukturze komunikacji, jak Chiny czy Indie, a także Rosja. Dzieje się tak, ponieważ nikt nie kwestionuje w tych krajach decyzji wyższych stopniem osób, nawet jeśli decyzje te są błędne lub po prostu głupie.

Oddawanie władzy

Będąc szefem i spotykając się z klientami, to zawsze my będziemy „odpowiedzialni za zadanie”. Musimy nauczyć się oddawać władzę, przekazywać ją osobom, które u nas pracują. Jeśli oddamy projekt pracownikowi, upoważnimy go do podejmowania decyzji, damy narzędzia do pracy, to będziemy mieć czas na pozyskiwanie kolejnych klientów, zlecenia, czy nawet wypad na golfa. Jakby trywialnie to nie brzmiało, tak właśnie jest. Musimy przestać myśleć, że sami wszystko zrobimy najlepiej. Po to mamy pracowników, po to wydajemy pieniądze na outsourcing, aby ściągnąć część obowiązków z naszych pleców.

Jeden z szefów opisywanych w książce mówi:

Stworzyliśmy zespoły, w których wszyscy robią wszystko, w zależności od bieżących potrzeb. Zespoły zajmują się poszukiwaniem nowych klientów, projektowaniem wyrobów, przygotowywaniem technicznym projektów, pertraktacjami z klientem, uzgodnieniami z dostawcami, logistycznym planowaniem i wysyłką dostaw. Jeśli zachodzi potrzeba, np. w magazynie są problemy z czasem, pomagają i w konfekcjonowaniu, i w pakowaniu towaru.

Co w takim razie ma robić szef? Szef, zarząd, tzw. wyższy management, ma prowadzić. Ma być przywódcą, a nie zarządcą. Przykładem może być magazyn. Posiadanie wykształcenia wyższego nie sprawia, że lepiej ułożymy kartony i palety na przeznaczonej do tego typu powierzchni. Po co zarząd ma brać udział w decyzji, którą może podjąć osoba zarządzająca magazynem i zrobi to znacznie lepiej? Większość postanowień zarządu w proponowanym przez autorów rozwiązaniu opiera się na radach szeregowych pracowników, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach.

Pełna demokracja?

Książka "Szef, który ma czas. Ewolucja zarządzania – dziennik budowy turkusowej firmy" to pozycja, w której znajdziemy więcej beletrystyki niż książki naukowej. To jednak wychodzi jej na dobre. Poszczególnie zagadnienia dotyczące zarządzania poparte są opowieściami i przykładami z istniejących firm. Czasami wydaje się, że są one nierealne i zastanawiamy się, jak to możliwe, że tego rodzaju biznesy istnieją i mają się dobrze. Odpowiedź na to pytanie pojawia się w książce. Pozycja przydatna dla każdego szefa zarządzającego dowolnej wielkości zespołem.

books4business.pl Waldemar Sadowski

Dręczyciel

Męcz mnie!
Dręcz mnie.
Ręcznie!
Smagaj, poniewieraj, steraj, truj!

Tak niegdyś śpiewał kabaret Starszych Panów. Tekst ten wpasowuje się idealnie w klimat tej książki. O dręczeniu, męczeniu i wszelkiego rodzaju poniewieraniach tu mowa... tylko, czy fajnie było o tym czytać?

Tate niemal od dzieciństwa przyjaźniła się z Jeardem. Zawsze trzymali się razem, mieszkali blisko siebie i wspólnie spędzali każdy wolny dzień. Jednak nieoczekiwanie w zachowaniu Jareda wszystko się zmieniło. Stał się opryskliwy, nieprzyjemny i rozpuszczał bolesne i krzywdzące plotki o głównej bohaterce. Co wpłynęło na takie zachowanie bohatera? Czy tych dwoje jeszcze ma szansę odbudować swoje relacje?

Część techniczna

Książka napisana jest w pierwszoosobowej narracji. Dostajemy prolog, sytuację, która miała miejsce rok przed faktycznym wydarzeniem — przed wyjazdem do Francji, pierwszy rozdział dzieje się już po powrocie głównej bohaterki z rocznej podróży. Język, jakim jest napisana książka, jest prosty, łatwy w odbiorze. Autorka chciała trafić do młodzieży, stąd też lekki styl pisania.

Fabuła

Sam pomysł na fabułę uważam za oryginalny. Przedstawienie głównych bohaterów jako prawdziwych, niepohamowanych wrogów było dobrym posunięciem. Tylko już wyjaśnienie tej wrogości między postaciami było odrobinę wymuszone i odrealnione. O ile jestem w stanie zrozumieć, że młodymi ludźmi potrafią rządzić hormony i rozmaite wewnętrzne burze, o tyle nie jestem w stanie zaakceptować takiego zachowania ze strony, wydawać by się mogło, niemal dorosłych osób. Bohaterowie zwyczajnie coś sobie ubzdurali w głowach, nie wyjaśnili zaistniałej sytuacji między sobą, tylko postanowili robić sobie na złość i nie może tu być mowy o głupiutkich dowcipach, jak dla mnie to było zwyczajne znęcanie się psychiczne głównego bohatera nad bohaterką. Dla mnie ta historia powinna mieć finał w sądzie.

Romans

Budowa wątku miłosnego jest wręcz absurdalna. Jestem w stanie zrozumieć powiedzenie, kto się czubi, ten się lubi, ale są chyba w tym gdzieś jakieś granice dobrego smaku i gustu. Zaufanie to podstawa związku, a tutaj nie ma mowy o zaufaniu, kiedy jedna ze stron zamieniła twoje życie w koszmar i odcięła zupełnie od uciech w towarzystwie rówieśników. To szkalowanie przez niemal całą szkołę średnią było dla mnie nie do przyjęcia, nie mogę uwierzyć, że na takiej relacji można zbudować związek, ja tego nie kupuję, nie wzbudziło to we mnie żadnych emocji, nie wypełniło mojego serca ciepłem i nie przekonało do siebie. Dla mnie ta historia była zupełnie odrealniona, nawet w drobnym szczególe nie łączyła się z zewnętrznym światem. Myślałam, że autorka chociaż w racjonalny i wiarygodny sposób wyjaśni nam zachowania Jareda, ale tego też zabrakło. Przyczyny zachowania głównego bohatera, jakie usiłuje nam przekazać autorka, są dla mnie wyssane z palca i wymyślone wręcz na prędko na kolanie.

Może wy się ze mną nie zgodzicie? Może was ten wątek wciągnie i dostrzeżecie w nim coś, czego ja nie dostrzegam.

Emocje

W tej książce niemal nie istnieją, a dla mnie książka wypłukana z emocji, jest nic niewarta. Był moment, epizod z przeszłości głównego bohatera, w którym autorka starała się wpłynąć na emocje czytelnika, wzbudzić współczucie. Jednak nie złamałam się, było to zbyt powierzchowne, tylko powiedziane, wręcz suche. Budowa głównego bohatera miała potencjał, mogło wyjść naprawdę dobrze, jednak wytłumaczenie jego zachowania psuje wszystko, co wcześniej się wyklarowało. Umiejętność przelewania uczuć na papier to coś, czego nie da się wyuczyć w najlepszych szkołach, to dar, który albo się posiada, albo nie. Oczywiście emocjonalność książki zależy od osobistego odbioru, dla mnie nie było emocji żadnych, autorka mnie nie ujęła, ale może wy poczujecie jakieś ukłucia, wzruszenia, które dla mnie były nic niewarte?
Podsumowując

Dręczyciel to lekka, niezobowiązująca książka. Czyta się ją niemal błyskawicznie, ale nie oznacza to jeszcze, że jest dobra. Ja nie kupuję tej historii, nie odnajduję siebie w niej. Tym razem jestem zawiedziona, bo myślałam, że trafię na naprawdę dobrą młodzieżówkę podszytą problemami młodych ludzi, a dostałam opowieść z zupełnie zmarnowanym potencjałem.
 

 
Ksiazkomiloscimoja.blogspot.com Justyna Leśniewicz

Dręczyciel

Witajcie, Kochani. Zna zapewne z nas każdy powiedzenie kto się czubi, ten się lubi. Już od najmłodszych lat chłopcy, nieświadomi niczego jeszcze oświadczają, że dziewczyny są fuj, że bawić się z nimi nie będą... a co najwyżej miło jest dla typowej popisówki przed równie negatywnie nastawionymi kolegami pociągnąć koleżankę za warkocz czy zniszczyć jej lalkę.Dręczyciel Penelope Douglas to powieść, która idealnie wpisuje się w ten schemat, jednak... dużo bardziej świadomie i intensywnie, bowiem nasi bohaterowie nie są już dziećmi. Kaskada uczuć, sieć intryg, zawiłość osobowości... a wszystko to na 305 stronach. Czy warto? Sensualna okładka niezwykle przypadła mi do gustu- pomijając mieszankę zielonej i błękitnej czcionki, które w moim mniemaniu mocno się gryzą. Postawiłabym jedynie na błękit. Jednak, cóż, sądzę iż kolor nadziei jest w tej powieści potrzebny. Czytając opis na tylnej okładce czułam się co najmniej zaciekawiona jakież to przygody czekają na odkrycie w środku. Zdecydowanie włożyłabym książkę do koszyka, będąc w księgarni. Gdy przyjaciel staje się wrogiem, ma ogromną przewagę... Cóż, doświadczyłam tego i na własnej skórze- nie polecam. Rozczarowuje mnie jedynie fakt, iż spodziewałam się, że powieść będzie traktować już o dorosłości bohaterów- niestety mamy tutaj środowisko szkoły i nastolatków. Powieść podzielona jest na rozdziały, które mijały mi niezwykle szybko. Nie dopatrzyłam się literówek, ni żadnych błędów na które mam ogromną wprost alergię. Rzekłszy szczerze, gdybym miała podsumować Dręczyciela, użyłabym zdania od miłości aż po nienawiść, lub może trafniej byłoby powiedzieć zupełnie odwrotnie. Uczucia otaczające głównych bohaterów stały się dokładnie takimi, jakimi obdarzyłam tę książkę. Fabuła pochłonęła mój świat w zupełności, przypominając niezbyt wesołe licealne czasy i wplątując w rozległy świat intryg młodych ludzi- za co kocham. Jednak główni bohaterowie to już zupełnie inna bajka... Może i nie nienawidzę, ale jednak zdecydowanie niezbyt lubię kreację głównej bohaterki- Tate. Sądzę jednak, iż baczenie większości mężczyzn na kobiety tak właśnie by wyglądało- kopnij to cię pogłaszcze. Pomimo tego, iż były przyjaciel traktuje ją z dystansem, szydzi z niej, odbiera jej wszystko, na czym tylko mogłoby jej zależeć i niweczy wszystkie jej szanse na jakikolwiek towarzyski awans- ta, nie dość, że skrycie go podziwia i wciąż darzy ciepłym uczuciem, to jeszcze w całej swej naiwności uważa, iż przypominając mu piękne czasy wspólnie spędzonego dzieciństwa, dotrze do jego zlodowaciałego serca i sprawi, że znów będzie jak dawniej... I jeśli mężczyźnie, jako autorowi tej powieści, byłabym w stanie wybaczyć tak emocjonalno-uczuciowo-płytkie postrzeganie kobiety, o tyle przedstawicielce tej samej płci już nie. Może i za wszelką cenę staramy się ażeby uczucia zwyciężyły, jednak myślę, że ma to swoje granice- heroiczna próba nawrócenia na dobrą drogę swojego oprawcy wydaje mi się nieco przerysowana. Główny bohater, Jared, zaś, pomimo całej irytacji jaką budzi, będąc typowym przedstawicielem towarzyskiej gwiazdy o wybujałym ego, czyli nastolatkiem pełnego buzujących hormonów, z pewności dodaje całej historii smaczku. Bezwzględny przystojniak z milionem pomysłów na zatrucie komuś życia... mimo całej okrutności jaka w nim drzemie, budzi ciekawość. Dodatkowym atutem jest także fakt, iż w wielu scenach widać, że za całą tą złą otoczką drzemie ciepło. Zdecydowanie jest to świetnie skrojona postać oprawcy. Książkę bez dwóch zdań zaliczyć mogę do tych, które przeczytać warto. Dla emocji, dynamicznej akcji i dobrze skrojonej fabuły, którą można określić jako ciekawą i trzymającą w napięciu aż po ostatnią stronę.
okiem-julii.pl Julka

Fueled. Napędzani pożądaniem

Kobiety to złośliwe suki, mężczyźni to zagmatwani dranie, a ty musisz wybrać, której stronie bardziej ufasz.



 Z twórczością K. Bromberg nie stykam się po raz pierwszy, więc nie jest dla mnie zaskoczeniem, że ta autorka pnie się w górę przeskakując po 3-4 szczebelki. Nie zaczęłam od tej strony co trzeba i teraz czytam od trzeciej części do pierwszej, aczkolwiek nie psuje mi to przyjemności czytania, choć już wiem, jak to się mniej więcej skończy.. Wracając do autorki to nie mogę sobie wyobrazić jak połączyła tak przykre przeżycia z niesamowicie pikantnymi uniesieniami. Nie sztuka napisać dobrą książkę, a co dopiero serię.

Colton, mężczyzna pełen sprzeczności, zamknięty w sobie i jednocześnie otwarty na ludzi, no w szczególności na kobiety, które lgną do niego niczym ćmy do światła. Nigdy nie myślał o tym, że może spotkać go coś dobrego, ale nic bardziej mylnego, na jego drodze “doskonałych zasad”, które kontrolują przeszłość, staje Rylee. Panna Thomas jest drobną kobietą, która potrafi postawić na swoim, ale jest niestety dość naiwna czego Colt nie waha się wykorzystywać. Ta część jest równie cudowna jak następna, no cóż inaczej nie mogę powiedzieć, bo wzięłam się za tę serię nie tak jak trzeba, niemniej jednak dalej mam sporo do powiedzenia, ciekawa i szybko rozwijająca się akcja to z pewnością atrybut tej książki, trudno się przy niej nudzić. Fueled zmusza także do refleksji na temat przemocy oraz molestowaniu dzieci, który jest poruszany w książce. Muszę przyznać, że czytając i jedną i drugą część ciężko było mi przebrnąć przez opowieści Coltona czy historie tych małych chłopców, którzy zostali pozbawieni kochającej rodziny, mimo że nie zasłużyli na takie traktowanie, Boże! A kto zasłużył?! To nie jest zwykły erotyk, na pewno nie. Wzbudza tak skrajne emocje, że jest to aż nie do pojęcia.Już się boję co czeka mnie przy następnych powieściach K. Bromberg.

No cóż nadszedł ten moment, w którym muszę podsumować moją wypowiedź i wyrazić swoją opinię, która jest nawet bardziej niż pozytywna. Wydaje mi się, że cała seria Driven zasługuje na uznanie, ponieważ nie tylko pokazuje jak emocjonujące mogą być erotyki, ale także porusza problemy, które mogą dotknąć każdego z nas i jak trudne do przetrwania są skutki działań innych ludzi. Niekiedy robią to osoby, o których nie powiedzielibyśmy złego słowa. I to tak człowiek człowiekowi, ciężko mi to strawić, dlatego na tym zakończę. Wydaje mi się, że bardziej emocjonalnie przekazałam, że książka jest warta przeczytania, choćby po to aby zapoznać się z historią Coltona i dzieciaków, która kończyć się może różne, sami musimy wydedukować jak to się skończy, dlatego gorąco polecam, ponieważ ta książka zaspokoi nawet tych wymagających czytelników, a wiem, że każda, absolutnie każda kobieta zachwyci się historią miłości, która targana jest przez demony przeszłości, a jednak dalej ma duże szanse istnieć i przetrwać w tym okrutnym świecie, dlatego kobietki (ewentualnie mężczyźni [wątpię żeby coś takiego czytali, ale są wyjątki] ) ta książka to jest to! Raz jeszcze polecam!
Sara Kałecka Sara Kałecka

Slow Burn. Kropla drąży skałę. Seria Driven

Czas jest cenny. Marnuj go mądrze.



 
 Po raz kolejny została postawiona przed wytworem K. Bromberg i wcale nie jestem zaskoczona, że sprostała moim oczekiwaniom. I mam zamiar wspomnieć, że seria Driven to jej debiutancka trylogia, a w dodatku impulsywnie napisana. Rozeszła się sporym echem, zwłaszcza, że wspomniał o tym „New York Times” i to w samych superlatywach, a ja nie mam zamiaru psuć tej opinii.
 
Mam życzenie, mam życzenie, niech się spełni me marzenie
  W tej części spotykamy się z Haddie i Beckiem, owa para poznała się za sprawą nie kogo innego jak Coltona i Rylee. Już wtedy coś między nimi iskrzyło, a teraz zostało to tylko spotęgowane. Haddie straciła bardzo ważną dla siebie osobę i usilnie stara się żyć dalej. Jednak nie ma nic trudniejszego niż pogodzenie się ze śmiercią kogoś tak istotnego w życiu. Natomiast Beckett to trochę duże dziecko, potrafi podejmować racjonalne decyzje, niemniej jednak podejście do życia i ustatkowania się ma naprawdę ograniczone. Z niewiadomego powodu trochę mnie to w nim irytowało, ale dalej byłam pewna, że skończy się to dla nich dobrze. Namiętność między tą dwójką była wręcz namacalna, niemniej jednak te dwa uparciuchy trochę utrudniały mi skupienie się na ogólnej treści i zapewne coś pominęłam. Aczkolwiek jedno jest pewne, autorka postawiła czytelnika przed trudną sytuacją, połączyła obyczajówkę z erotykiem i to wcale ze sobą nie kolidowało, wręcz nakłaniało do użycia mózgu w trakcie czytania. Lekka powieść, aczkolwiek czasem popadała w monotonię, niemniej jednak czytało się przyjemnie i przede wszystkim szybko. Bohaterowie mimo swoich irytujących momentów byli naprawdę ciekawi, a zwłaszcza, gdy dowiadywaliśmy się o nich czegoś więcej. Akcja jest dynamiczna i w dobrych momentach wkradają się elementy zaskoczenia i muszę przyznać, że moje teorie poszły do kosza, aczkolwiek fakty, które zastałam w książce były o wiele lepsze od moich spekulacji. Przyznam się także do tego, że zaczynają mnie nużyć erotyki, w każdym jest choćby jedna rzecz z poprzedniego albo jeszcze innego, a to zaczyna odrobinę przytłaczać.
 
Kocham cię. Do księżyca i z powrotem to za mało, Had. Zawsze będę cię kochała...
  Reasumując  lekkość tej lektury jest naprawdę porywająca, a osoba która lubi trochę dramatów na pewno pokocha historię Haddie i Becketta, a już na pewno lekkie pióro K. Bromberg. Ta kobieta łączy tak odrębne kategorie w jedną i wychodzi jej to zaskakująco dobrze, myślę, że to jedna z lepszych pisarek i sama nie wiem jak to wyrazić, ale warto przeczytać choćby jedną jej powieść, ponieważ przekazują naprawdę ciekawe wartości, które być może pomogą obrać nam właściwy kurs, a przede wszystkim zrozumieć, że są pewne sytuacje zmuszające nas do głębszego zastanowienia i nawet zrozumienia uczuć, które pragnie przekazać nam autorka. To chyba będzie moje nowe motto, ale Czytajcie między wierszami, to wiele daje i wymaga zaangażowania w książkę. 
Niesamowity-swiat-ksiazek.blogspot.com Sara Kałecka
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL