ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Aced. Uwikłani. Seria Driven

Cholerne love story, które zawładnęło moim sercem już od pierwszej strony. Colton to ucieleśnienie seksu, marzeń (prawie) każdej kobiety. Bogaty, przystojny, zabawny - klasyczny bad boy, który jednak wyróżnia się na tle innych bohaterów literackich. Jest tak rzeczywisty, że za każdym razem przy czytaniu lektury, niemal płakałam z zazdrości, że autorka, pisząc powieści, miała okazję dogłębnie go wymacać. Oczyma wyobraźni widziałam jego - każdą jego minę, każde zachowanie, każdy ruch, jakbym oglądała film w VR, a nie czytała książkę. To chyba główny powód, dlaczego za każdym razem przy czytaniu książek K. Bromberg nie mogę oderwać wzroku od stronic. Pochłania mnie fikcyjny świat, z którego nawet nie mam ochoty wyjść, chociaż rzeczywistość wzywa. I choć tej części, jak już wcześniej wspomniałam, nieco się obawiałam, to... Nie nadążałam za emocjami. Miałam wrażenie, że powoli wkroczyłam do ich życia, do historii, w której dwójka zakochanych w sobie bez pamięci bohaterów tańczą w miłosnym uścisku. JEDNAK w ciągu ułamku sekundy wszystko się zmieniło. Światło zgasło, zasłony zostały zaciągnięte, a pozytywna energia, którą można było wyczuć, gdzieś wyparowała. Czułam, jakbym była w samym sercu III wojny światowej. Eksplozja za eksplozją, opary dymu unoszące się w powietrzu. Nie potrafiłam nawet przerwać lektury, bo za każdym razem, kiedy na chwilę wszystko cichło, katastrofa znowu pukała do drzwi. Nie miałam czasu nawet zapłakać, bo w moich myślach ciągle interpretowałam to, co właśnie przeczytałam. I owszem... Wzruszałam się wielokrotnie. Płakałam, bo już psychicznie nie dałam rady. Chciałam, żeby ten koszmar w końcu się skończył, żeby był happy ending i wszyscy (czyt. ja i Colton) żyli długo i szczęśliwie, ale... Czy to było im pisane? K. Bromberg wprowadza za każdym razem czytelnika do innego świata - gdzie może i miłość z pożądaniem stawiane są na pierwszym miejscu, niemniej jednak rozgrywa się to wszystko w świecie pozbawionym hamulców. Czytelnik siada po stronie pasażera do auta i modli się przez całą jazdę, aby się nie rozbić. Nie znamy rezultatu spraw; nigdy nie jesteśmy pewni zakończenia. Autorka dała nam powieść, w której rzeczywistość miesza się z fikcją, a jak sami wiemy, nikt nie zna przeznaczenia. Nikt nie zna przyszłości. Sześć lat. Sześć lat ciszy przed burzą. Miłość, która powinna uleczać każdy problem, każdą depresję i każdy zły nastrój. Ale czy na pewno miłość ma taką siłę? Czy miłość Rylee i Coltona zdoła przetrwać, mimo że każdy ich dzień zbliża ich do piekła? Czy zaufanie i determinacja nie wypalą się? Polecam tę powieść całym swoim sercem. Nawet na chwilę nie mogłam oderwać się od lektury. Choć poprzednie części bardzo mi się podobały, to jednak ten tom sprawił, że wszystkie moje emocje zmieniły się w tornado, unicestwiając całkowicie rzeczywistość. Jednak nie jest to tylko pusta książka, która zapewnia nam dobrą rozrywkę - nauki, które można z niej wyciągnąć, są dodatkowym atutem. Rylee w tej części pokazuje nam naszą kobiecą ciemną stronę, a z kolei Colton to osoba, dzięki której widzimy to małe światełko w tunelu. Mam ogrom myśli, ogrom wiary, ogrom chaosu w głowie. Na pewno tej lektury nie zapomnę. A na zakończenie dodam: Chcę Coltona.
stanzaczytany.blogspot.com Aleksandra Szoć

Aced. Uwikłani. Seria Driven

„Driven, Fueled, Crashed, Raced. Rylee i Colton żyją długo i szczęśliwie... Stop.” Sześć lat po ślubie Rylee i Colton cały czas są szczęśliwym małżeństwem. Ich miłość jest silna i trwała, pożądanie towarzyszy im na każdym kroku i wreszcie spodziewają się upragnionego i wyczekiwanego dziecka. Niestety wszystko, co dobre... Na światło dzienne wypływa wydarzenie z przeszłości, jedna chwila zapomnienia, która zatrzęsie światem Coltona i Rylee. Medialny szum, wstyd i upokorzenie przetoczy się niczym huragan przez życie naszych bohaterów. Czy będą dość silni, by stawić czoło wszystkim przeciwnościom losu? Czy ich uczucie będzie w stanie to przetrwać? Co się stanie, gdy mroczne macki przeszłości kolejny raz wyjdą poza otaczające je mury? Tego wszystkiego dowiecie się czytając ostatnią część losów cudownego Coltona i pięknej Rylee. „-Pamiętaj synu, że małżeństwa nie ocenia się po tym, jak szaleńczo jesteście w sobie zakochani w dobrych chwilach, lecz jak bardzo jesteście sobie oddani w chwilach złych.” Myślę, że jak napiszę, że nie mogłam doczekać się tej części, to nikogo nie zadziwię, bo chyba każdy fan serii Driven czekał na kolejne spotkanie z seksownym Coltonem ;) Więc ja czekałam jak na szpilkach, nawet pominęłam moją książkową listę i od razu zabrałam się za czytanie Aced. Uwikłani. Jestem bardzo wdzięczna autorce, że kolejny raz mogłam spotkać się z moimi ulubionymi bohaterami i uważam, że ta część jest najlepsza, najbardziej dojrzała i porusza trudne tematy, z którymi można spotkać się w realnym świecie. Ta część nie opiera się tylko na pożądaniu, które dominowało we wcześniejszych częściach, teraz to prawdziwe życie, prawdziwe małżeństwo i problemy, nad którymi niełatwo jest przeskoczyć. To opowieść o dojrzałej miłości, poświęceniu, o walce z demonami przeszłości i o zamykaniu trudnych rozdziałów wcześniejszego życia. To niesamowicie dojrzałe zwieńczenie historii Rylee i Coltona. „Nikt nas nie zna. Nikt poza nami nie rozumie, dlaczego ten związek działa. Ja znam prawdziwą ciebie, Rylee Jade Thomas Donovan. Oni nie mają pojęcia o tym, jaka jesteś niesamowita. Tylko ja mam przywilej wiedzieć, że lubisz lody na śniadanie i naleśniki na kolację. Tylko ja wiem z doświadczenia, że gdy krzyczysz i pomstujesz, robi ci się na czole taka cholerna urocza malutka zmarszczka. Uwielbiam to, że kochasz swoich chłopców nad życie i nigdy nie pozwoliłabyś ich skrzywdzić. Wiem, że jesteś zdyscyplinowana i skromna i że nie lubisz przekraczać granić, ale że czasem się na to decydujesz dla mnie. Uwielbiam, gdy to robisz. A najważniejsze jest to, że wyścigowałaś mnie już wtedy, gdy ja nawet jeszcze nie wszedłem na tor.” W tej części dominuje Colton i pojawia się więcej rozdziałów z jego perspektywy, Rylee została troszkę na uboczu, ale jest ku temu powód, którego oczywiście wam nie zdradzę. W Coltonie zachodzi ogromna zmiana, bo choć czasami dopada go przeszłość i widzimy w nim tego małego, zagubionego chłopca, to z tym walczy, zamyka przeszłość za drzwiami i wyrzuca do nich klucz. Jednak nie myślcie, że stanie się z niego uroczy i słodki mężczyzna, bo tak zdecydowanie nie będzie, to nadal ten sam twardy facet, który wtedy, kiedy potrzeba, jest troskliwy, romantyczny i jak lew walczy o Rylee, czyli o miłość swojego życia. W tej części zakochałam się w nim jeszcze raz, ale po prostu nie można inaczej, bo jego słowa i gesty potrafią rozczulić i doprowadzić do łez. Chyba każda kobieta chciałaby mieć przy swoim boku takiego mężczyznę jak Colton, który świata nie widzi poza swoją kobietą i będzie walczył z całym światem, tylko dlatego, by nie stała jej się krzywda. „Pieprzona Rylee. Powietrze dla moich płuc. Moje życie. Mój kryptonit. A ja sprowadziłem na nią ten cały chaos.” K. Bromberg w bardzo naturalny sposób ukazuje tą brzydszą stronę kobiety, która wielokrotnie pojawia się bez naszej winy i atakuje z zaskoczenia. To temat tabu, który w rzeczywistości bardzo często zamiatany jest pod dywan, a niestety nieraz może doprowadzić do tragedii. O takich sprawach warto rozmawiać, bo każdą z nas może spotkać coś takiego. Jak się domyślacie kolejny raz nie zdradzę Wam, o co chodzi, gdyż nie mogę psuć Waszej przyjemności z czytania. Muszę także wspomnieć o postaciach drugoplanowych. O tacie Coltona, bardzo mądrym i wyrozumiałym człowieku, o Becksie, który zawsze stoi u boku swojego przyjaciela, o Haddie, która nigdy nie zostawi swojej przyjaciółki w potrzebie, no i oczywiście o chłopcach, teraz już nastolatkach, a w szczególności o Shane i Zanderze. Wszyscy oni są bardzo ważni w całej tej historii i zasługują na uwagę. „Aced” to powieść, która wzrusza, ale także bawi. To wspaniałe dopełnienie historii Coltona i Rylee. To zamknięcie przeszłości i budowanie nowych wspomnień. To opowieść o prawdziwej dojrzałej miłości, która tak jak w prawdziwym życiu często ma pod górkę. To powieść, która do samego końca trzyma w napięciu i z którą ciężko się rozstać. Obok serii Driven nie można przejść obojętnie, ja jeszcze nie raz i nie dwa do niej powrócę, może wtedy i mi uda się wyścigować Coltona ;) Gorąco polecam!
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/ Sylwia Stawska

Domowe wypieki

Dzisiaj recenzja książki "Domowe wypieki" Joanny Niedobeckiej. Autorka prowadzi bloga domowe-wypieki.pl. Książka już od samego początku zachęca i to bardzo. Piękne kolorowe zdjęcia, bajeczne torty, ciasta, ciasteczka i pralinki. Przepisy zaprezentowane w książce są w wersji tradycyjnej i dla osób na diecie bezglutenowej. Jeśli lubicie domowe słodkości, lubicie piec lub chcecie nauczyć się piec, to książka jest idealna dla Was. Z resztą kto ich nie lubi do kawy, na poprawę humoru, żeby zrobić przyjemność najbliższym. Ciasta pieczone w domu są o wiele zdrowsze, smaczniejsze niż te z cukierni, a jak je jeszcze upieczemy i ktoś to ciasto pochwali, to też sama radość i przyjemność. Przepisy w książce to przepisy łatwe, proste i te trudniejsze, przy których musimy poświęcić troszkę więcej czasu. Produkty z których są wykonane słodkości są ogólnodostępne, kupimy je w każdym sklepie. Każdy przepis opatrzony jest pięknym zdjęciem, przepisy są dokładnie opisane, zawierają dodatkowe porady autorki, oraz podpowiedzi czym możemy zastąpić zwykłą mąkę, jeśli chcemy upiec ciasto bezglutenowe Rozdziałów w książce jest 6: Pierwszy rozdział książki - to praktyczne porady kulinarne i podstawowe przepisy na biszkopt, ciasto kruche, ciasto parzone, bezy. Autorka zdradza nam w tym rozdziale też jak przygotować domową masę marcepanową, cukier waniliowy, jak otworzyć kokos, wykonać krokant itd. Drugi rozdział - to torty na każdą okazję. Bajeczne, apetyczne torty, które mnie zachwyciły. mam je zamiar wypróbować wszystkie. Zacznę po Świętach ;-). Na zdjęciach wyglądają tak smakowicie, że aż ślinka cieknie na sam widok. Znajdziemy tutaj np. tort czekoladowo - chałwowy, migdałowy z krokantem, ptysiowy, toffifee i wiele innych. Trzeci rozdział - to serniki. ten rozdział nie dla mojego męża. Powiem Wam, że nie lubi serników, ma prawo, ja rzadziej je piekę, choć ostatnio raz na jakiś czas uda mi się go przekonać, że no może, no jednak. Teraz będę go kusić tymi z książki, pokażę apetyczne zdjęcie, może podziała :-))) Rozdział czwarty - to ciasta. Tutaj mamy te cięższe jak mocno czekoladowe brownie z bananami i bitą śmietaną, są też biszkoptowe, z owocami, kruche, z masami. Piąty rozdział - to małe wypieki i ciasteczka. Kto nie lubi muffinek, pysznych ptysi, kruchych ciasteczek. Tuta to wszystko znajdziecie. Ostatni rozdział to trufle i pralinki. Domowe, własnoręcznie wykonane, zdrowsze i smaczniejsze od kupionych w sklepie.
kruchebabeczki.blogspot.com Beata Dźwierzyńska

Szlachetny cel. Jak opowiadać historie, które przyniosą darowizny

Organizacje pozarządowe, organizując akcje, projekty, programy, a nawet, aby po prostu działać i funkcjonować na co dzień, potrzebują na to środków z zewnątrz. Ich głównym środkiem utrzymania oraz wspierania ich działań jest dobra wola zwykłych ludzi, którzy mają możliwość wsparcia danej fundacji bądź stowarzyszenia. Jak zdobyć takie środki i zachęcić do wsparcia konkretnej organizacji? O tym właśnie pisze Szczepan Kasiński w swojej książce na temat storytellingu oraz foundrasingu. „Szlachetny cel. Jak opowiadać historie, które przyniosą darowizny” Tytuł książki Pana Kasińskiego był dla mnie dość kontrowersyjny. Stwierdzenie „Jak opowiadać historie, które przyniosą darowizny” okazało się dwuznaczne także dla osób, które widziały w moich rękach tę książkę. Po zagłębieniu się w lekturę, przekonałam się, jak bardzo mylący potrafi być tytuł i że nie ma to nic wspólnego z nakłanianiem ludzi do sponsorowania organizacji non-profit. Autor w swoim dziele skupił się przede wszystkim na udowodnieniu czytelnikowi, że dzisiejsi ludzie bardzo się zmienili i nie przemawia do nich smutna mina dziecka, czy apele w stylu: „Czyń dobro. Wspomóż nas!”. Świat bardzo się zmienił, a wraz z nim ludzka wrażliwość. Dzisiejszych ludzi przyciąga przede wszystkim chwytliwa i dobrze opowiedziana historia. Ludzie lubią metafory, porównania do superbohaterów, grę słów i błyskotliwe, niejednoznaczne nagłówki czy nazwy projektów. Szczepan Kasiński bardzo często powołuje się na przykład Stowarzyszenia WIOSNA, które jest organizatorem Szlachetnej Paczki oraz Akademii Przyszłości. Pracował on przez wiele lat w tej krakowskiej organizacji. Jest to temat bardzo mi bliski, gdyż od dwóch lat sama wspieram Paczkę jako wolontariusz, co więcej byłam także wolontariuszką Akademii. Dopiero po przeczytaniu tej książki, autor zwrócił moją uwagę na sposób, w jaki WIOSNA tworzy historie, a tym samym zachęca do wspierania ich akcji. Ks. Jacek Stryczek, założyciel Stowarzyszenia wraz ze swoimi współpracownikami stworzyli pewien archetyp superbohatera, którym jest właśnie wolontariusz Paczki. Nazywa się go SuperW i nosi czerwoną koszulkę – dokładnie jak bohater komiksu, który nosił czerwoną pelerynę i ratował świat przed złem. Podobnie jest z SuperW – zmienia on świat, tworząc go lepszym. Uważam, że to doskonały pomysł, a historia wolontariusza-superbohatera, jak pokazują coroczne statystyki, przyciąga wielu chętnych do udzielania pomocy rodzinom znajdującym się w trudnej sytuacji. Historia SuperW i Szlachetnej Paczki to tylko przykład pozytywnego storytellingu. Czym zatem jest ten storytelling? Autor wyjaśnia to w jednym z rozdziałów książki. Powszechnie przyjęło się, że jest to metoda badawcza, która opiera się na analizie narracji tworzonych przez osoby będące członkami danej społeczności. Storytelling to inaczej opowiadanie historii. Polega na naturalnej wymianie doświadczeń ludzi. Z pojęciem tym, w kontekście NGO’sów, wiąże się foundraising. Innymi słowy, jest to proces związany z prośbą o wsparcie dla organizacji non-profit. Wsparcia takiego mogą udzielać osoby indywidualne, firmy, inne organizacje itp. Aby uzyskać takie wsparcie, niezbędna jest w dzisiejszych czasach dobrze opowiedziana historia. Nie wolno historii koloryzować, kłamać, zmyślać, wyolbrzymiać. Nie na tym polega pomoc i wsparcie. Trzeba, po prostu, zachęcić do podjęcia działań w sposób nietypowy i oryginalny. Pomocni mogą być tu też tzw. trandsetterzy. Wg Szczepana Kasińskiego są to „ci, którzy na spotkaniach mówią najwięcej i najciekawiej”. Tacy ludzie interesują się nowinakami technicznymi, ze świata mody, urody, muszą mieć najnowszy model telefonu bądź należeć do najpopularniejszej w danej chwili sieci komórkowej. To osoby, które mogą wyznaczać trendy, a zatem, czy nie mogliby zapoczątkować „mody na pomaganie”? Do dyspozycji mamy, prócz trandsetterów, także media społecznościowe, prasę, radio, telewizję. Tam także trzeba próbować promować własne działania. Na zakończenie, chcę podzielić się z Wami moim ostatnim spostrzeżeniem związanym z książką Kasińskiego. W rozdziale 4. poruszył on dość ciekawy temat: a gdyby tak „zagrać” w dobroczynność? Gry są teraz bardzo popularne, jak chociażby gry terenowe, będące uaktualnieniem dawnych Podchodów. Gra w dobroczynność to realizacja konkretnych zadań, rywalizacja ze znajomymi i przyjaciółmi o zdobyte doświadczenia. Jak w każdej prawdziwej grze, muszą być przeszkody (podejmowanie wyzwań i trudnych decyzji), reguły (to, co ogranicza uczestników), akcja (samo działanie, które gracz musi wykonać), cel (dlaczego działamy) oraz warunek wygranej (co będzie dla nas satysfakcjonujące). Myślę, że gra to znakomity pomysł i warto zastosować ten model w organizacji, do której należymy bądź, której jesteśmy założycielami. Oryginalne pomysły i kreatywność są zawsze mile widziane i doceniane, a więc do dzieła! 😉
PROJEKTOR - wolontariat studencki Karolina Mikos

Making Faces

Bardzo rzadko spotykam się z książkami, w których motyw wojny jest wpisany w typową według mnie młodzieżówkę. Patrząc po mojej biblioteczce to jest to chyba pierwsza taka pozycja. W takim razie jak poradziła sobie z tym Amy Harmon i czy przekonała mnie do tego typu powieści? W małym, cichym miasteczku mieszkała grupa przyjaciół. Wśród nich Ambrose Young – błyskotliwy i śmiały, młody zapaśnik ze sporymi szansami na sportową karierę. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi na Fern Taylor. Zawsze miła i pogodna, nie rzucała się w oczy. Nie zauważył, że obdarzyła go uczuciem szczerym i silnym – to dla niego za mało. Ich wspólna historia mogłaby nigdy nie powstać, gdyby pewnego dnia nie wybuchła wojna. Ambrose wraz z czterema przyjaciółmi z miasteczka wyruszył do Iraku. Wrócił sam, ciężko ranny. Stracił nadzieję, ale nie Fern. Jej uczucie do niego wciąż trwało, choć już wkrótce okazało się, że miłość do mężczyzny ze złamaną duszą nie jest prosta. To historia małego miasteczka, piątki przyjaciół i opowieść o wojnie, z której wrócił tylko jeden. To piękna bajka o miłości jak z kart romansów, o zwykłej dziewczynie, która pokochała zranionego wojownika. Tej historii nie można było piękniej napisać. Czy masz odwagę spojrzeć w utraconą twarz? Tak jak wspomniałam wcześniej, Amy Harmon po raz pierwszy pokazała mi właśnie takie połączenie. Zaczynając książkę byłam dość sceptycznie do niej nastawiona. pierwsze strony wskazywały mi, że będzie to dość płytka powieść, w której wszystko jest idealne, w której on jest perfekcyjny, a Fern to typowa, biedna szara myszka. Nie zapowiadało się zbyt dobrze ale powoli zaczęło się rozkręcać. Przez kilka pierwszych rozdziałów bardzo mi przeszkadzało zachowanie głównej bohaterki, która robiła z siebie taką nieporadną ale później było już z nią lepiej. Książka zaczęła mi się podobać w momencie, w którym autorka wprowadziła pomysł wyjazdu na wojnę. Akcja wtedy przyśpieszyła, nic nie było już takie płytkie i pokazywało bardzo dużo cennych wartości. Same krótkie fragmenty z tego miejsca i pobytu chłopców tam były moimi ulubionymi. Historia przedstawiona w "Making faces" tak naprawdę nie jest tylko Ambrose i Fern. W książce ukazuje się bardzo dużo postaci drugoplanowych, których życia zostały przedstawione, ich problemy równie zainteresowały mnie jak główny wątek. Niektóre z nich nawet bardziej! Pewnie wiele osób czytających tą książkę zachwycało się Amrosem, jego talentem, opisaną urodą i charakterem. Ja natomiast od pierwszych stron pokochałam Bailey'a! Ten bohater wnosił tak dużo do książki, był tak zabawny i przede wszystkim dawał dużo do myślenia. Jego choroba w powieści łamała ten idealny klimat i było to bardzo potrzebne na początku. "Making faces" nie jest książką, która jest łatwa i przyjemna. Spotykamy się w niej z wieloma problemami jak np. przemoc, choroba, śmierć, wojna czy niesprawiedliwość. Jest wielkim "łamaczem serc" i na długo pozostaje w pamięci. Styl autorki jest bardzo prosty tak, że przez ta powieść dosłownie płynęłam i nie zwracałam uwagi na to co dzieję się w koło. Po przeczytaniu jej zdecydowanie miałam mieszane uczucia. Wahałam się między oceną książki ale w końcu zdałam sobie sprawę, że jest ona dobrą powieścią mimo iż na pierwszy rzut oka wydaje się zupełnie inna. Na pewno nie należy poddawać się z nią po pierwszych rozdziałach, dalej można zobaczyć to co sprawia, że książka jest jedyna w swoim rodzaju i zapada w pamięć. Trzeba przyznać, że w niektórych momentach była trochę przewidywalna, dało się po prostu dopowiedzieć sobie co zrobi bohater w danej scenie ale były też momenty, które mnie zaskoczyły, w których zastanawiałam się czemu tak a nie inaczej. "Making faces" zdecydowanie zapamiętam jako książkę, której przeczytanie nie było zmarnowanym czasem, która wniosła coś do życia i dała chwilę na zastanowienie się nad pewnymi sprawami.
Onlybooks-jdb.blogspot.com
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL