ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Przyrodni brat

Fabuła: Moim zdaniem, fabuła tej książki jest nie tylko bardzo wciągająca, ale i także nieziemsko poruszająca. I choć jej motyw o trudnej i przyrodniej miłości jest pomysłem dość powszechnym, to jednak w przypadku tej książki, autorka ukazała nam ten problem w sposób naprawdę bardzo kreatywny i niebanalny. Dialogi zostały tutaj napełnione magią niezapomnianych emocji. Akcja została naszpikowana przez nutkę płomiennej namiętności. A bohaterzy… Zostali obdarowani wulkanem zmysłowej osobowości. Ja osobiście, jestem zauroczona tą magiczną i miłosną historią. I z całą pewnością, sięgnę po kolejne książki tej niesamowitej i pełnej pasji autorki. Styl: Styl autorki jest niezaprzeczalnie pełen nietuzinkowych wrażeń i emocji. Znajdziemy w nim takie uczucia jak: strach, gniew, radość, zwątpienie i upragnione przez czytelnika miłosne uniesienie. W tej oryginalnej historii, miłośnicy New Adult odnajdą wszystko to, czego tak bardzo pragną i uwielbiają – czyli wulkan ognistych emocji, które pochłoną ich na wiele zmysłowych i namiętnych godzin. Bohaterowie: W tej miłosnej historii mamy dwójkę głównych bohaterów: Gretę – nieśmiałą dziewczynę, która stała się dla pewnego chłopca, lekiem na całe zło. Oraz Elec’a – zbuntowanego chłopaka, który pewnej rudowłosej dziewczynie, skradł młodzieńcze serce. Wydawałoby się, że… Z nienawiści nie zrodzi się miłość. Że… Jakiekolwiek ciepłe uczucie, nie może się tutaj rozwinąć. A jednak… Miłość zapukała do ich drzwi, pozostawiając w ich życiu… Tornado bolesnych wzlotów i upadków. Szata graficzna: Te oczy… Są niezwykłe! Piękne… Pełne emocji… I napełnione magią tajemnic. Te dwa źródła duszy, kuszą mnie i zachęcają do odkrycia ich nietuzinkowego środka. Krzyczą do mnie: weź mnie i poznaj mają niesamowitą historię życia. I chcąc czy nie, zostałam nimi niebiańsko zauroczena. Przez co, nie mogę oderwać swojego wzroku od tej niebanalnej i pięknej okładki. Podsumowanie: „Przyrodni brat” to pełna nietuzinkowych emocji i niespodziewanych zwrotów akcji historia, która zawładnie twoim sercem na wiele zmysłowych i namiętnych sposobów. Ta miłosna i niebanalna opowieść, z całą pewnością zabierze cię w niezwykłą podróż po drogach zakazanej i trudnej miłości. Polecam gorąco!
blackcrow87.wordpress.com Ewelina Chojnacka

Tak sobie wyobrażałam śmierć

Młody chłopak ginie zepchnięty na tory metra. Do rozwiązania zagadki jego śmierci przydzielona zostaje nowo stworzona grupa kryminalna na czele z Heleną Mobacke.Dawniej kariera kobiety rozwijała się w zawrotnym tempie, dziś jej osoba kojarzy się innym z osobistą tragedią, jakiej doświadczyła. Tymczasem ginie następny człowiek. Uwielbiam kryminały i z wielką chęcią sięgam po każdy kolejny tytuł, który można zakwalifikować do tej grupy. Niemniej wiąże się to z dużymi oczekiwaniami z mojej strony i z ograniczonym kredytem zaufania do autora. Johanna Mo urzekła mnie pewnymi aspektami swojej powieści, a tym, co spodobało mi się najbardziej jest kreacja głównej bohaterki. Helena wróciła do pracy po długiej przerwie, próbując odnaleźć się w świecie będącym jej wcześniej tak bliskim i odgrodzić się od traumatycznej przeszłości. Wraz z przekroczeniem progu komendy zdaje sobie jednak sprawę, że nie tak łatwo zapomnieć, zwyczajnie przejść nad osobistymi tragediami do porządku dziennego. A ludzkie dramaty, z jakimi obcuje na co dzień wciąż przypominają jej o własnym rozdartym sercu. Kolejne strony powieści ukazują nam Helenę jako postać złożoną. Z jednej strony to kobieta złamana przez los, pokonana przez własne słabości, wciąż mierząca się z przeszłością i próbująca odnaleźć się w nowej dla niej rzeczywistości. Z drugiej strony wielokrotnie możemy zaobserwować jak odzywa się w niej dawna siła, do głosu dochodzi policyjne powołanie, a chęć ukarania winnych przesłania jej własne problemy. Bardzo przypadł mi do gustu taki sposób przedstawienia postaci. W moich oczach Helena jest silna, ale jednocześnie ludzka, charyzmatyczna, ale obezwładniona koszmarem, który nigdy jej nie opuści. Bohaterka zdobyła moją sympatię i z chęcią spotkałabym się z nią ponownie. Fabuła stworzona przez autorkę również została przeze mnie pozytywnie odebrana, a sposób prowadzenia akcji sprawił, że czytało mi się dobrze i nie miałam chęci odkładać książki. Mo wprowadza nas w policyjny świat niespiesznie. Choć szybko pojawia się w powieści kolejna zbrodnia, a niedługo potem następna, ciężko powiedzieć, by akcja gnała i pozostawiała czytelnika w tyle. Nie, wręcz przeciwnie. Zagłębiając się w kolejnych rozdziałach mamy możliwość na spokojnie zastanowić się nad kolejnymi morderstwami. Dlaczego do nich doszło? Jaki związek zachodzi między ofiarami? Czym zasłużyły na śmierć? Dość spokojne tempo nie stanowiło dla mnie problemu. Z dużą uwagą śledziłam poczynania detektywów, podziwiając ich metodyczne śledztwo i podejmowane przez nich decyzje. Akcja powieści ani trochę nie przypomina kryminalnych zagadek. Funkcjonariuszom nic nie zostaje podane na tacy. Do rozwiązania zbrodni prowadzi ich przede wszystkim ciężka praca, związana z drobiazgowym sprawdzaniem każdego szczegółu i analizowaniem masy danych. A między poczynaniami detektywów możemy nieco skupić się na osobie samego mordercy, który pojawia się między kolejnymi wątkami. Bardzo podoba mi się taki zabieg autorki, umożliwiający czytelnikowi nieco lepsze zrozumienie zachowania sprawcy i poznanie go z trochę innej perspektywy. Johanna Mo pisze lekko, a przynajmniej na tyle lekko na ile można napisać kryminał. Powieść czyta się szybko, przyjemnie, akcja nie nuży. Analizowanie danych bywa nieco męczące, ale nadaje powieści ton realizmu i mam wrażenie, że zbliża nas do prawdziwej policyjnej pracy. Do gustu przypadło mi także zakończenie, które na pewno w decydujący sposób wpłynęło na moją ocenę tej powieści. Autorka stworzyła spójną, składną i dopracowaną fabułę, pozwalając nam lepiej poznać metody, jakimi kierują się funkcjonariusze, prawa, którymi rządzi się ich życie osobiste, a także psychikę mordercy. Nieco jednak zabrakło mi pewnego mroku i chłodu charakterystycznych dla skandynawskich kryminałów. Poczucia, że zło podąża za bohaterami krok w krok, a morderca to osoba zuchwała, nieuchwytna i przesiąknięta na wskroś potrzebą mordowania.
rudarecenzuje.blogspot.co.uk RUDA RECENZUJE

Jesteś kozak! Uwierz w siebie i zacznij żyć pełnią życia

Ostatnio przeglądając nowości natknęłam się na tą książkę. Właściwie poradnik. Zazwyczaj nie czytam poradników, ponieważ nie wciągają mnie. Raczej nudzą i utwierdzają w przekonaniu, że porady na papierze mi nie pomogą. Muszę sama stworzyć własny plan działania i motywacji. I nie mówię tu o sobie, ponieważ jak na razie nie potrzebują porad w niczym konkretnym. Niezłym pomysłem byłby poradnik literacki. Coś takiego jak pisać, jak robić mniej błędów. Tego nigdy za wiele. Ale wracając do książki. Zacznijmy od tego co najbardziej mi się w niej podobało. Każdy rozdział zaczyna się cytatem. I nie zaprzeczę, że jeden upatrzyłam sobie za mój ulubiony. Tego typu cytaty dają do myślenia i kiełkują w nas wiele motywacji. Rzeczywistość jest tylko złudzeniem, chociaż bardzo oczywistym - Albert Einsten Jednak mi osobiście książka się nie spodobała. Tak jak mówiłam nie czytam poradników i nie przepadam za nimi. Są po prostu monotonne. Jak wspomniałam wyżej jedyne co zapadnie mi w pamięć to cytaty. Nie chcę i nie lubię jechać po książce po całości. Zawsze szukam plusów. I znalazłam, ale jeden. Mimo mojej negatywnej opinii zawsze zachęcam do kupna. Może wam się spodoba. Nigdy nie wiadomo.
bookiemuffin.blogspot.com

Sny Morfeusza

Facet równa się problem. (s. 14) Przynajmniej w przypadku niektórych kobiet, a do nich zalicza się Cassandra Givens, która nie ma szczęścia do facetów, tylko do złamanego serca. To główna kobieca bohaterka powieści Sny Morfeusza K. N. Haner. Z kolei głównym męskim bohaterem jest Adam McKey w niektórych kręgach znany Morfeuszem, a Morfeusz w mitologii greckiej był bogiem zsyłającym marzenia senne o ludzkich kształtach… Czy ten dzień może być jeszcze gorszy? (s. 16) Cassandra od niedawna jest w Miami i szuka pracy jako architekt wnętrz. Rozmowa kwalifikacyjna w najbardziej znanej firmie z tej branży u dyrektora Adama McKey’a poszła jej fatalnie. Wieczór z kuzynką, jej chłopakiem i jego bratem wypadł równie źle. Młodą, atrakcyjną kobietę zaczepia na chodniku 20-latek Tom, który właśnie dowiedział się, że choruje na białaczkę. Idą razem do klubu „Mirrors”, w którym można się rozerwać bez zobowiązań. Gdy Tom na chwilę znika, do Cass podchodzi przystojny nieznajomy w masce na twarzy i po chwili proponuje jej seks bez zobowiązań u niego w domu. Kobieta zgadza się. po namiętnej nocy rano po cichu ucieka z domu Morfeusza z ukradzionymi 50 dolarami… To nienormalne, by jednocześnie bać się kogoś, a z drugiej strony pożądać go jak nikogo innego. I nigdy nie wiedzieć, czy zaraz się wydrze, czy może cię zerżnie. (s. 165) Następny dzień jest o wiele lepszy, gdyż Cass otrzymuje telefonicznie wiadomość, że jednak dostała wymarzoną pracę. Okazuje się, że jej szefem jest… Morfeusz! Oboje są zszokowani tym faktem. Początek znajomości przeradza się w płomienny i fascynujący romans, jednakże nie obejdzie się bez kłopotów. Impulsywna kobieta o wybuchowym charakterze i zgryźliwym poczuciu humoru często wpada kłopoty, czasami też przez swoją bezmyślność i nieodpowiedzialność, a także wulgarność i odwagę. Czasami otwarcie buntuje się przeciwko Adamowi i pomści na niego, a po chwili kuli się ze strachu przed nieznanym i agresywnym obliczem Morfeusza. Zawsze robię wszystko, by dostać to, czego chcę, Cassandro. (s. 105) O tak, Adam vel Morfeusz umie postawić na swoim i Cassandra zostaje wciągnięta do gry, zostaje jego kochanką. Znajomość zamienia się w płomienny romans z nieograniczoną namiętnością i wiecznie niezaspokojonym pożądaniem z obu stron. Nie potrafią zapanować nad żądzą, lecz muszą pamiętać, iż w pracy łączy ich relacja szef-pracownik. Szybko ich związek przeradza się w coś więcej, głównie za sprawą emocjonalności, nieprzewidywalności i „żądań” kobiety co do ich relacji. Adamowi zaczyna zależeć na Cass. Jego stopniowa metamorfoza zaskakuje ich oboje. Kim jesteś w tej chwili? Adamem czy Morfeuszem? (s. 111) Ta dwoistość natury mężczyzny przyprawia kobietę nie tylko o zagubienie i dezorientację, lecz także przeraża ją i sprawia jej fizyczny ból. Adam w ułamku sekundy zamienia się w groźnego i przeraźliwego Morfeusza, zaś w drugą stronę proces trwa nieco dłużej. Te zmienne twarze, przywdziewanie maski, brak normalnych ludzkich odruchów doprowadzają Cass do śmiertelnego strachu. Kobieta nie ma pojęcia, o co chodzi, skąd ta ksywka, ta tajemniczość, narzucanie swej woli przy braku jej sprzeciwu. Jej opór działa na jej niekorzyść. W chwilach spokoju Cass próbuje się dowiedzieć, kim jest Morfeusz, z naciskiem na próbuje… Nie bój się, dziecinko. Te słowa padają wielokrotnie. Dotyczą też sfery erotycznej. Cass zanim spotkała Morfeusza uprawiała tradycyjny seks, jak sama powiedziała – bez udziwnień. Jednak teraz przechodzi dość szybki kurs ars amandi – oral, anal, zabawki, wiązanie, seks w czasie okresu czy przez telefon. Sceny erotyczne są bardzo namiętne i odważne, powiedziałabym, że nawet wyuzdane. Pobudzają wyobraźnię i działają na zmysły, lecz czasami też niejako zniechęcały. Cass w czasie seksu potrafi gdybać i filozofować swoją sytuację, a z drugiej strony słownictwo jest dość przaśne, trochę wulgarne i mało wysmakowane – cipka, kutas, pieprz (język polski pod tym względem kuleje). Dziwi mnie jedno jeśli chodzi o erotykę – ci dwoje są wiecznie niezaspokojeni i nienasyceni, facet jest nie do zdarcia, może uprawiać seks cała noc i jeszcze mu mało! Nigdy nie wiem, czego się mam po tobie spodziewać, Cassandro. A muszę ci ufać, jeśli to wszystko ma się udać. (s. 370) Troszkę czegoś innego spodziewałam się po tej książce. Zaskoczył mnie druk. Na moje oko to Word z odstępem „auto” po ostatniej linijce akapitu, dlatego tak dziwnie to wygląda. Inna sprawa to nadmiar myślników, które pojawiały się także przed akapitami. Nie do końca odpowiadała mi narracja pierwszoosobowa w wykonaniu Cassandry. Jej sposób bycia, wulgarny język, który Adam ciągle poprawia i który to od niej wymaga szacunku, taka naiwność nastolatki w niej drzemiąca dawały o sobie znać. To z kolei ograniczało możliwość poznania myśli Morfeusza i Toma. Nigdy nie jest za późno, by odnaleźć prawdziwą przyjaźń. (s. 375) Przyjaźń Cass z Tomem to naj… normalniejszy, najbardziej zabawny i wzruszający wątek w tym erotyku. Mimo śmiertelnej choroby Tom korzysta z życia. Jego optymistyczny sposób bycia, cieszenie się małymi rzeczami, uśmiech na twarzy i rozbrajanie innych poczuciem humoru jest takie normalne i ciepłe, serdeczne, że aż chce się mieć takiego przyjaciela. Jednak ciężka choroba ciągle czai się gdzieś z boku i daje o sobie znać, a Cass jako przyjaciółka jest o wiele doroślejsza i poważniejsza. Tylko relacje z rodzicami, rodziną nie zawsze są udane. Jeśli się kogoś kocha, to widzi się w nim to, czego nie dostrzegają inni. (s. 219) Mam mieszane uczucia co do tej książki. Nie przemawia do mnie postać Cass, ale Adama i Toma tak. Tajemniczość Adama + demonizm Morfeusza=fascynująca czytelnika dwoistość bohatera. Ciekawi mnie, jak to naprawdę jest z Morfeuszem, Głównymi i klubem „Mirrors”, co się kryje po drugiej stronie i czemu bohater siedzi w tym bagnie drżąc o swych bliskich. Z drugiej strony są pewne nieścisłości, niedopowiedzenia, a może niewiedza? Są także sygnały, uchylające rąbka tajemnicy. Sny Morfeusza to powieść o marzeniach sennych młodej kobiety, które zamieniają się w koszmar na jawie pełen pożądania i obsesji. To pikantny erotyk rozpalający zmysły czytelnika, pobudzający jego fantazję i przełamujący konwenanse oraz nasycony pragnieniem miłości.
W szponach literek Martucha180; 2017-07-04

O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek

Savoir-vivre współcześnie jest odbierany jako zmurszały kodeks, który raczej komplikuje życie. Psychoterapeutka Renata Mazurowska wspólnie z socjologiem Tomaszem Sobierajskim przekonuję, że przeciwnie - te zasady zostały stworzone po to, by życie nam ułatwiać W książce "O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek" zauważasz, że w dzisiejszych czasach praktycznie nie ma już elit, dlatego właśnie warto przypomnieć sobie podstawowe zasady. Czy nie przydałoby się jednak ich uwspółcześnienie? Rzeczywiście, dawniej obowiązujące zasady mogą się wydawać dzisiaj niekiedy zbyt formalne. Przyznam, że ja sama nie znam wszystkich zbyt dobrze i kieruję się raczej intuicją. Reprezentuję w książce "dziewczynę z ludu" (śmiech), Tomek jest tym dobrze wychowanym, obeznanym z kindersztubą. Oboje doszliśmy do wniosku, że współcześnie nie tyle jest ważne, czy szparagi można kroić nożem albo czy powiedzenie "smacznego" jest nietaktem wobec gospodarza serwującego obiad, tylko że nie jesteśmy zbiorem wysp, na których każdy stanowi o sobie, lecz wspólnotą, całością - i dlatego dobrze jest wzajemnie się rozumieć i porozumiewać się jednym językiem. Takim językiem może być zbiór zasad, ale rzeczywiście już niekoniecznie typu "jak jeść kraba", tylko jak żyć z innymi, by wszystkim było przyjemniej. Stąd też tytuł: "O sztuce bycia z innymi" - bo bycie w zgodzie z innymi, bycie uważnym na innych jest dziś nie lada sztuką, w świecie nastawionym na jednostki, na bycie w centrum zainteresowania. Mam wrażenie, że w książce trochę ścierają się wasze podejścia: socjologa i zwolennika kindersztuby i terapeutki będącej nie zawsze za "supergrzecznym", ale za to asertywnym podejściem do innych, a zwłaszcza gości. Czy grzeczność powinna mieć swoje granice? Można powiedzieć, że przybraliśmy role dobrego (Tomek) i złego (ja) policjanta. Ja jestem za tym, żeby być grzecznym, ale jednak nie "za" grzecznym, czyli nie wtedy, gdyby się to miało odbywać własnym kosztem. Nie tylko gospodarz ma obowiązki, ale i goście. Asertywność często utożsamiana jest z mówieniem "nie", a nawet z agresją, podczas gdy zachowania asertywne to takie, które uwzględniają naszą różnorodność i prawo do tej odmienności. Zgodnie z zasadą "ja jestem OK i ty jesteś OK". Dlaczego to takie ważne, by nie zaniedbywać swoich potrzeb, by się nie poświęcać? Dlatego że pozwalanie na przekraczanie własnych granic zawsze prowadzi do frustracji, złości i cierpienia. A stąd już tylko krok do agresji. Zasady savoir-vivre'u bywają też dla nas swego rodzaju batem do smagania innych - pouczania i zawstydzania. Jak zwracać uwagę bez poczucia wyższości czy pretensji? Pomocna będzie ta asertywność, czyli życzliwa, aczkolwiek stanowcza łagodność - choć oczywiście nie gwarantuje ona sukcesu. Jeśli sprawa jest dla nas bardzo ważna, łączy się z tym, w co wierzymy, jakie wartości wyznajemy, to asertywność często nie Renata Mazurowska psychoterapeutka,trenerka umiejętności osobistych, prowadzi grupy wsparcia dla kobiet, związana z Ośrodkiem Terapii i Edukacji Psychologicznej w Warszawie jest możliwa albo nie jest możliwa w tym momencie, bo emocje są silniejsze. I tak też jest OK. Gdy sytuacja nas przerasta, najlepiej zrobić sobie przerwę, zdystansować się, wziąć kilka oddechów i powrócić do tematu po chwili czy też innego dnia, już na spokojnie. Dążąc do rozwiązania problemu, a nie wykazania, kto miał rację. Buddyści w takich sytuacjach polecają kierować się pytaniem: "Jakie to będzie mieć znaczenie za trzysta lat?". To czasem bardzo pomaga. Zakładajmy, że druga strona chce dobrze, a nieporozumienie wynika z niezrozumienia siebie nawzajem i intencji drugiej strony. Oczywiście, nie mam na myśli sytuacji ekstremalnych, agresywnych. Dlaczego - z psychologicznej i społecznej perspektywy - warto być miłym i uprzejmym wobec innych? Bo tak lepiej i przyjemniej się żyje. A życie nierzadko jest trudne - ponosimy różne straty, spotykają nas kłopoty, choroby, wokół dzieją się rzeczy, które nam się nie podobają, a na które nie mamy wpływu. A na to, jak się zachowamy - mamy wpływ. To od nas zależy, w jaki sposób budujemy swój świat - czy on jest przyjazny dla innych i dla nas samych, czy nie. Czy skupiamy się na tym, co dobre, czy na tym, co złe. Uśmiech - na ogół -wywołuje uśmiech. To po pierwsze. Po drugie, sieć relacji społecznych, rodzinnych, przyjacielskich i sąsiedzkich jest wielkim wsparciem dla każdego, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, stresujących, w chorobie. Szybciej pomożemy komuś, kogo lubimy, kto jest dla nas ważny, z kim jesteśmy blisko. I możemy też liczyć wówczas na wzajemność. Oczywiście iluzją byłoby wierzyć, że mamy jakąś gwarancję, ale przynajmniej zwiększamy prawdopodobieństwo. Nie uda nam się być w zgodzie z całym światem, ale na pewno z wieloma osobami będzie to możliwe, jeśli tak postanowimy i świadomie o to zadbamy, do czego zachęcam.
Magazyn SENS
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL