Recenzje
Akademia mroku
Po przeczytaniu pierwszego tomu przez zakończenie nie mogłam doczekać się kontynuacji, dlatego też ucieszyłam się gdy dostałam go do recenzji. Jest jeszcze lepszy niż pierwszy, wiele wątków zostało właśnie tutaj wyjaśnionych. Książka utrzymywała mnie w napięciu przez cały czas, ciężko było mi się od niej oderwać. Dzięki lekkiem stylowi pisania autorki pochłonęłam ją w jeden wieczór. Przez zwroty akcji nie można było się nudzić. W tym tomie zmieniłam postrzeganie niektórych bohaterów o 180 stopni, jednych na gorsze, drugich na lepsze. A co do Noemi i Christiana... ich relacja jest realistyczna, nie wyidealizowana. Kocham to jak oboje są gotowi stanąć w obronie siebie nawzajem. Chemia pomiędzy nimi jest baaardzo wyczuwalna od samego początku. Nie wiem czy to ja skończyłam książkę, czy to ona skończyła ze mną, bo na końcowce nie mogłam przestać płakać. W jesień na pewno zrobię reread obu tomów, bo wtedy jeszcze mocniej będzie czuć klimat klimat tej książki.
Echo zapomnienia
Emily Innocente poznaliśmy juz w pierwszej części trylogi, po tym jak odkryła na ciele tajemnicze znamię, i wtedy zaczynają dziać sie wokół niej dziwne rzeczy, tym samym trafia w sam środek anielskiej wojny. Od pokoleń żaden anioł nie zginął w walce, tym bardziej z rąk człowieka a Emily dokonała rzeczy niemożliwej. I tak małe miasteczko Rootsville wkrótce zostanie zasypane anielskimi wysłanikami. Emily i Amy oraz ci którzy zostali z nimi wtym również Samael, muszą szukać schronienia przed tym co dopiero nadciąga. Ja wiedziałam, że w tej części znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania po pierwszym tomie, ale szczerze autorka mnie mocno zaskoczyła, ale od początku. Tutaj wracamy do zakończenia i czasie po wydarzeniach z pierwszej czesci i teraz nachodzi głównych bohaterów pytanie co dalej? Emily musi zmierzyć się z własnymi słabościami i ciężko pogodzić się z tym, że jednak anioły istnieją i stąpają po ziemi. W tym wszystkim dziewczyna stara się odnaleźć odpowiedzi na to kim jest i do czego została stworzona. Na dodatek Lilith cały czas nawiedza ją w snach i miesza jej w myślach a jedynymi osobami, które mogą jej pomóc są Zuri, Nathaniel oraz Samael. Ale nic w tym świecie nie jest rzeczywiste i tak jak polubiłam Natchaniela tak zdecydowanie, jednak ten drugi był moim faworytem i jemu w tej historii bardziej kibicowałam. Według mnie relacje między bohaterami są naturalne i nie przesadzone, ale nie ukrywam Nathaniel stracił w moich oczach, niby chciał pomóc ale zdradzę tylko, że nie do końca mu to wyszło na dobre. I tak kiedy myślałam, że wszystko się unormowało a fabuła zaczynała znowu zwalniać, tak w pewnym momencie autorka dokłożyła do pieca, a raczej dopiero szykowała to co najlepsze, otwierając bramy piekieł. I tak poznajemy też ciemną stronę i samego Lucyfera, i tutaj zrobiło sie o wiele ciekawiej, bo doatajemy wizję świata po drugiej stronie, otchłań która pochłaniała każdego oraz wizję pięknego Edenu, który miał być obietnicą. Ale czy tak będzie? Może wiem, ale nie będę zdradzać szczegółów ale jedno moge powiedzieć ta historia, jest jeszcze bardziej wciągająca niż poprzedni tom, do ostatniej strony nie wiesz z czym lub kim przyjdzie się zmierzyć głównym bohaterom. Samym zakończeniem autorka rozwaliła mnie na łopatki, szczerze nie tego sie spodziewałam i teraz muszę niecierpliwie czekać na kolejny tom. Polecam 5/5
Falochrony
Kompletnie nie spodziewałam się tego, jak bardzo ta książka mnie zaskoczy. Nie mogłabym zacząć inaczej niż w ten sposób, ponieważ „Falochrony” są dla mnie jednym z największych zaskoczeń tego roku. Sięgając po historię Grace myślałam, że przeczytam uroczą młodzieżówkę z letnim motywem. I żeby nie było, klimat lata w „Falochronach” był przecudnie przedstawiony, ale reszta… KOMPLETNIE zmiotła mnie z planszy. Kreacja bohaterów, pokazanie motywu dorastania i tego jak trudne jest ono dla wielu osób, a także relacji, która wcale nie jest taka prosta i czarno- biała jak mogłoby się wydawać, sprawiły, że nie mogłam oderwać się od czytania. Pokochałam Grace, bo to bohaterka, w której odnalazłam cząstkę siebie❤🩹 Jej rozterki, wizja przyszłości, ale też myśli były mi bardzo bliskie i z każdą kolejną informacją, z każdym kolejnym rozdziałem czułam, że ją rozumiem. Zagłębiając się w jej myśli nawiązywałam z nią więź i w wielu momentach czułam, że chciałabym ją przytulić i powiedzieć, że da radę🫶 kafelku Jeśli chodzi o jej relację z Matthiasem, to nie jest ona ani łatwa, ani idealna. Ich przyjaźń, a potem „coś więcej” to droga pełna przeszkód i kłód rzucanych pod nogi. Ta książka nie pokazuje nam czegoś perfekcyjnego, wymarzonego, ale daje coś prawdziwego w swojej zawiłości. Chcę od razu podkreślić, że to, co było pomiędzy tą dwójką nie powinno stanowić przykładu zdrowej relacji, ale pokazać realia w jakich żyje wiele nastolatków. Problemy, z którymi muszą się mierzyć i wybory, które muszą podjąć. W moim odczuciu „Falochrony” pokazują drogę do odnalezienia siebie, to historia o dorastaniu i nauce podejmowania decyzji, które będą zgodne z nami samymi. To opowieść o dziewczynie, która przeszła wiele, aby nauczyć się, że może popełniać błędy, że może doświadczać i wyciągać z tego lekcje, ale przede wszystkim o dziewczynie, która nauczyła się słuchać siebie🫶 Ja odnalazłam w tej książce wiele zrozumienia, ale pozwoliła mi też ona zobaczyć jak czasem trudno jest postawić siebie na pierwszym miejscu. Jej bohaterowie, to jak została napisana i historia, którą opowiada stały się dla mnie ważne. Kończąc więc, chcę wam polecić „Falochrony” bo to bardzo wartościowa historia, która dla wielu może stać się domem.
Nieplanowany układ
Lista
Większość z nas ma na co dzień do czynienia z mediami społecznościowymi, dla jednych są one jedynie dodatkiem do codzienności, dla innych stają się jej nieodłączną częścią. Granica między życiem prywatnym a tym, co dzieje się w sieci, coraz częściej zaciera się, a konsekwencje nieprzemyślanych działań potrafią być znacznie poważniejsze, niż mogłoby się wydawać. Lista Yomi Adegoke jest doskonałym przykładem tego, jak niebezpieczny może okazać się świat mediów społecznościowych.
Autorka bez koloryzowania pokazuje, jak jedna, niezweryfikowana informacja potrafi wywołać lawinę osądów i całkowicie odmienić życie człowieka. Dzięki temu historia wydaje się niezwykle aktualna i wiarygodna. Jednym z największych atutów powieści jest nieustanne podtrzymywanie niepewności. Do samego końca czytelnik nie otrzymuje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy główny bohater rzeczywiście jest winny. Taki zabieg skutecznie buduje napięcie i skłania do własnych przemyśleń. Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad.
Mimo interesującej tematyki i angażującej historii zdarzają się momenty, które wydają się niepotrzebnie przeciągnięte. Styl autorki jest przystępny, jednak miejscami tempo narracji może nużyć części odbiorców. Mimo tej drobnej potyczki zdecydowanie warto sięgnąć po tę powieść. To książka, która skłania do refleksji nad siłą internetu, odpowiedzialnością za publikowane treści oraz łatwością, z jaką można zniszczyć czyjąś reputację. Przypomina również, że w świecie pełnym opinii i oskarżeń prawda nie zawsze jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.