Recenzje
Nieplanowany układ
To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, więc nie znałam poprzednich tomów z cyklu "Mała Charlie". Na szczęście nie trzeba znać wcześniejszych części - wszelkie odniesienia są w pełni zrozumiałe, więc historię można czytać solo. Główna bohaterka, Camilla, to odnosząca sukcesy prawniczka, która choć jest dumna ze swojej kariery, zmaga się z ogromną samotnością. Marzy o założeniu rodziny i zostaniu mamą, ale brak odpowiedniego partnera i pasmo nieudanych randek z aplikacji tylko pogłębiają jej frustrację. Wtedy na horyzoncie ponownie pojawia się Bryan - mężczyzna, z którym w przeszłości łączył ją romans. Choć Bryan z natury unika zobowiązań i nie należy do osób skłonnych do przywiązywania się, wychodzi do Camilli z propozycją tytułowego "nieplanowanego układu". Jaki to konkretnie układ? Tego właśnie dowiecie się z lektury... Rzadko sięgam po typowe romanse (jeśli już, to wybieram raczej romantasy), ale chciałam spróbować czegoś innego i jestem z tej decyzji zadowolona. Otrzymałam lekką, niezwykle wciągającą historię do pochłonięcia "na raz", doprawioną świetnym humorem, który trafił w moje gusta. Akcja toczy się nieśpiesznie, bez gwałtownych zwrotów, a skrywane myśli i emocje bohaterów budują tajemniczą otoczkę. Na plus zasługuje również to, że sceny romantyczne są tu przedstawione z wyczuciem i ze smakiem, dzięki czemu całość czyta się bardzo komfortowo. Mimo, że fabuła bywa czasami przewidywalna, a w tekście przemknęło parę drobnych potknięć logicznych (jak bohaterka wychodząca o 6:00, która po 20 min jazdy taksówką melduje się na miejscu o 5:30) to nie odbiera to przyjemności z lektury. To pozycja warta przeczytania, przy której możemy odpocząć i emocjonalnie się zresetować. Choć to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, na pewno nie będzie ostatnie!
Miłość w galopie. Ranczo Srebrzyste Sosny #3
To już trzeci tom serii Rancza Srebrzystych Sosen, z którym mam styczność. Każdy z nich był zupełnie inny przez to, kim byli główni bohaterowie. „Miłość w Galopie” zdecydowanie urzekła mnie tym na jakiego ojca został wykreowany Cole. Troskliwy, opiekuńczy, ale potrafiący stawiać granice. Myślę, że każda mała dziewczynka chciałaby mieć takiego tatę. Tatę, który mimo że nie ma zielonego pojęcia o ogródku warzywnym i pomidorach, to i tak się stara sprostać oczekiwaniom córki. Tak jak przy drugim tomie przeszkadzała mi zatrważająca ilość scen intymnych, o tyle tutaj były one wyważone w całokształcie książki. Nie miałam wrażenie, że taka scena pojawia się w każdym rozdziale i nie czułam się tym przytłoczona. Cole i Ginger mimo ewidentnego przyciągania do siebie nie wprawiali mnie w zakłopotanie, a raczej po każdym segmencie ich spicy momentów dostawałam jak na zawołanie scenę, która to równoważyła, przez co nie można było tego odczuć jako przesyt. Sama koncepcja historii jest zdecydowanie kusząca. Nasi bohaterowie od lat czują przyciąganie do siebie nawzajem, ale przez trudną przeszłość zbudowała się między nimi przyjaźń, którą oboje bali się zaprzepaścić, aż w końcu los wziął sprawy w swoje ręce i wywinął im niezłego figla na wyjeździe panieńsko-kawalerskim Cece i Nasha w Las Vegas, kiedy to w stanie nietrzeźwości wzięli ślub. To nie jest typowe Friends to Lovers, ani typowe childhood bestfriends. Relacja Ginger i Cole’a jest zdecydowanie czymś pomiędzy. Starszy brat jej najlepszej przyjaciółki, w którym od zawsze się podkochiwała, ale on wiele lat temu ją odepchnął, przez co bała się wykonać kolejny ruch. W książce mamy jak na dłoni pokazany kontrast między różnymi rodzajami rodzin. Ashby są tą ciepłą, zżytą i kochającą się rodziną, która staje w swojej obronie zawsze i w każdym przypadku, podczas gdy rodzina Ginger jest zupełnie inna. Kobiety z tej rodziny jak na włoskie korzenie są dokładnie takie jak można sobie wyobrazić, szczególnie Nonna, która jest absolutną ikoną. Z kolei ojciec Ginger sprawiał za każdym razem, że czułam się niekomfortowo czytając o jego kontaktach międzyludzkich. Za każdym razem kiedy pojawiał się na kartkach historii to miałam nieodparte wrażenie, że stanie się coś złego. Rodzina Ginger była przez ojca bardzo ułożona i formalistyczna, zupełnie inna niż nasi ukochani Ashby mieszkający na ranczu. Muszę przyznać, że przez pierwsze dwie książki miałam o Ginger zupełnie inne wyobrażenie. „Oszczędź konia, ujeżdżaj kowboja” to było jej motto i przez to stała się w moich oczach szaloną, zupełnie nieprzejmującą się niczym imprezowiczką, mimo że w rzeczywistości okazała się zupełnie inna. Kochająca i ciepła, z ręką do dzieci. Marzyła o domu, w którym nie musiałaby udawać, że jest inna niż naprawdę, w którym czułaby się kochana z to jaka jest. To wszystko sprawiło, że przepadłam dla niej mniej więcej w drugim rozdziale. Cięty język i pewność siebie, którą ma Ginger przyciąga do niej jak magnes. Cole Ashby… Co tu dużo mówić? Wspaniały ojciec, kochający brat, niezawodny przyjaciel i przede wszystkim niezastąpione oparcie dla wszystkich potrzebujących wsparcia. Czasami piszę, że można było zobaczyć przemianę bohatera niczym z kartek lektur szkolnych, ale to nie jest ten przypadek. Cole od pierwszej strony pierwszej książki był dokładnie taki sam. I tu jest to samo co z Ginger, że mimo iż go znałam, to pokochałam go dopiero w jego książce. Tu nie ma mowy o zmianie nastawienia, czy zrozumieniu sytuacji. Cole od samego początku wiedział, że w jakiej sytuacji jest. Dostosował się do niej, a następnie zrobił wszytko, aby zatrzymać przy sobie Ginger. W książce było nawet takie zdanie, że Cole chciał trzymać Ginger blisko siebie, bo wiedział, że w końcu ją do siebie przekona. Jeśli chciecie przeczytać książkę z magnetyzującymi bohaterami, ikonicznym Papciem Deanem, który czuje się nastolatkiem, małą Mabel, która skanie wasze serca to jest to idealna pozycja dla was. Ale nie zapominajmy o Nashbym, który pomimo tego, że jest postacią drugoplanową to i tak wywołuje uśmiech za każdym razem, kiedy pojawia się w rozmowie.
Sprzedana diabłu. Królowie mafii #1
„Sprzedana diabłu” czytało mi się dobrze, ale nie obyło się bez kilku „ale”. Sama historia wciąga, relacja bohaterów rozwija się ciekawie, jednak jak na romans mafijny zabrakło mi tutaj trochę więcej… mafii. Vittoria to młoda kobieta z sercem na dłoni. Dobra, delikatna i przyzwyczajona do życia w cieniu przemocy. Jest bita przez przybranego brata, ale mimo tego nikt nie wyciąga do niej ręki. Nikt nie próbuje naprawdę jej pomóc. Do czasu, aż przez przypadek zwraca na siebie uwagę Angela Rizzo. Angelo to boss mafii, człowiek znany z okrucieństwa, bezwzględności i tego, że nie przywykł słyszeć słowa „nie”. Vittoria się go boi, próbuje go unikać i zdecydowanie nie chce znaleźć się w centrum jego zainteresowania. Tyle że kiedy jej brat nie spłaca swoich długów, to właśnie ona staje się zapłatą. I od tego momentu zaczyna się historia, która miała wszystko, żeby naprawdę mocno wejść w klimat mafijnego romansu. Relacja Vittorii i Angela akurat mi się podobała. Było między nimi napięcie, niepewność i wyraźnie czuć było, że Vittoria nie wie, czego może się po nim spodziewać. Z czasem zaczyna jednak dostrzegać w nim coś więcej niż tylko brutalnego bossa i właśnie ten rozwój relacji był dla mnie jednym z mocniejszych elementów książki. Mój problem leżał gdzie indziej. Jak na romans mafijny zabrakło mi tutaj mocniejszego mafijnego tła. Angelo ma opinię bezwzględnego bossa, ale sam świat cosa nostry momentami wydawał mi się zbyt mało wyeksponowany. Chciałam więcej napięcia związanego z jego pozycją, więcej pokazania zasad tego świata, układów, niebezpieczeństwa i konsekwencji życia w mafii. Skoro książka obiecuje mrok i brutalność, to liczyłam, że ten klimat będzie obecny trochę mocniej. Miałam też problem z Vittorią i jej niewielką wiedzą o mafii. Rozumiem, że mogła być od wielu rzeczy odsuwana i chroniona przed prawdą, ale jednocześnie wychowała się w tym środowisku. Dlatego czasami trudno było mi uwierzyć, że pewne kwestie są dla niej aż tak dużym zaskoczeniem. Mimo tych zastrzeżeń „Sprzedana diabłu” czytało mi się dobrze. Nie jest to dla mnie najmocniejszy romans mafijny, jaki czytałam, ale sama historia Vittorii i Angela potrafi zainteresować i sprawić, że chce się sprawdzić, dokąd doprowadzi ich ten układ. Bo Vittoria trafia do świata, którego się boi, i do mężczyzny, którego powinna unikać za wszelką cenę. Tylko czy Angelo okaże się jej końcem… czy może pierwszą osobą, przy której naprawdę zacznie czuć się bezpieczna? Jeśli lubisz aranżowane małżeństwa, mafijne romanse, niebezpiecznych bohaterów i historie, w których uczucia pojawiają się tam, gdzie absolutnie nie powinny, warto dać tej książce szansę.
Falochrony
Nigdy nie miałam jeszcze styczności z twórczością tej autorki, ale „Falochrony” były promowane jako idealna książka na kończące się lato, więc postanowiłam po nią sięgnąć. Najpierw chciałabym opowiedzieć o fabule. Dwójka nastolatków, którzy jedyne, czego chcą, to wyszaleć się przed ostatnim rokiem liceum. Pragną popełniać błędy i jeszcze na chwilę być dziećmi. I było to świetne ale moim zdaniem książka była momentami trochę monotonna. Często dni bohaterów po prostu się powtarzały. Jeżeli chodzi o bohaterów, to bardzo ich polubiłam. Grace, była świetną przyjaciółka. Często broniła kogoś, nawet jeśli nie powinna i nie potrafiła się zbyt długo złościć. Natomiast Mattias... Lubię to, jak jego postać jest wykreowana, ale przez dużą część książki był trochę toksyczny. Mam nadzieję, że dostanie jeszcze szansę, by pokazać się z lepszej strony. Wielkim plusem było to, że dzięki świetnemu stylowi pisania autorki przez książkę wręcz się płynęło. Reasumując. Jeżeli szukacie przyjemnej młodzieżówki na ostatnie dni wakacji, to „Falochrony” na pewno się sprawdzą!